![]() |
|
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559) |
RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Florence Bulstrode - 31.07.2024 Idę tańczyć z Bertiem Stosunek Florence do tego typu zabaw był zgoła ambiwalentny - nie należała do najbardziej rozrywkowych osób na świecie, a gdyby rozejrzeć się po tej plaży, to pewnie znalazłyby się zaledwie pojedyncze jednostki mniej rozrywkowe od niej. Nie była może absolutną przeciwniczką dobrej zabawy i doceniała taniec, ale rzadko robiła to w takich okolicznościach jak tutaj. Jednocześnie jednak, gdzieś głęboko pod tym chłodnym spojrzeniem Bulstrodów i niewzruszoną miną, z jaką pewnie niegdyś Rowena Ravenclaw patrzyła na tych niegrzecznych uczniów, kryła się odrobina pociągu do wszelkich gier losowych, płynąca w prewettowskiej krwi. Między innymi dlatego ostatecznie wrzuciła tę kartkę. Imię Bertie nic jej nie mówiło, ale gdy dojrzała mężczyznę rozglądającego się w tłumie, nazwisko Bott samo się nasunęło. Oczywiście, że Florence kojarzyła Bertiego Botta, nawet jeżeli osobiście go nie znała. I nawet nie dlatego, że czytywała Czarownicę (zaglądała do niej okazyjnie, głównie gdy pisali o jej znajomych i krewnych), i nie dlatego, że uwielbiała jego fasolki (nie była największą wielbicielką, Florence nie przepadała za słodyczami). Po prostu pracowała w szpitalu i słyszała już przynajmniej o kilku przypadkach ostrej reakcji alergicznej po zjedzeniu fasolki – ludzie dzięki nim dowiadywali się, że mają alergię na przykład na rzepę, brudne skarpetki (właściwie każdy miał alergię na brudne skarpetki, jeśli je zjadł) albo szkodzi im zjedzenie dwudziestu różnych fasolek na raz, gdy kilka smakowały jak mydło. Bertie Bott był w jej oczach złym geniuszem chaosu. – Dobry wieczór. Florence Bulstrode – przedstawiła się jednak uprzejmie, nawet jeżeli kusiło ją przez chwilę, by spytać, czy jego działania to część jakiejś większej, okrutnej strategii, mającej na celu zdezorganizowanie działania angielskiego społeczeństwa. Powiedziała sobie, że to przyjaciel Patricka (trochę mylnie zakładała, że wszyscy tutaj to jego bliżsi lub dalsi przyjaciele), i że powinna przynajmniej spróbować być grzeczna. – Dziękuję, ale na razie nie mam ochoty na drinki. Mam po niedawnym przyjęciu… lekki uraz do magicznych trunków – powiedziała, marszcząc na moment brwi, bo dostrzegła za plecami Botta Camerona Lupina. Z ręką na temblaku. Czy on nie miał mieć dyżuru jutrzejszej nocy? Zastygła na moment, wbijając spojrzenie w Lupina, ale odetchnęła i podała rękę Bertiemu, by ruszyć z nim za innymi parami, postanawiając, że tym problemem zajmie się później. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jPV4PnU.jpeg[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - The Overseer - 31.07.2024 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/b38ab508fa64fad73c44377424e15b56/tumblr_pz0vqn8HqD1tmm19ro8_250.pnj[/inny avek]Przy ognisku, a potem podchodzę do baru, gdzie jest Isaac i Erik...? Serdeczność była u mnie na wysokim poziomie. Zadowolony, zaszczycony, nawet dumny stałem w tym gronie, które właściwie powoli się rozchodziło. Zaciekawione losami. Myślę, że trochę pomogłem Brenie w tym przedsięwzięciu, bo nawet i Eden wkręcili w tańce, choć zdawało mi się, że miała ku temu opory. Obstawiałem, że to działanie Millie, choć bym się nie zdziwił też, że to Bertie zrobił. Oboje mieli ku temu predyspozycje. Sam stałem chwilę, dojadając kiełbasę i patrząc jak się wszyscy dobierają w pary. Szczególnie próbowałem odszukać w tłumie nowopoznane osoby, przy okazji powtarzając sobie w myślach ich imiona, żeby zapamiętać na przyszłość. Alastora tam nie było. Najwyraźniej poszedł przejść się po plaży, w osamotnieniu. Czasami dobrze było się wyciszyć. Kiedy muzyka zaczęła grać i fantowe tańce się rozpoczęły, okrężną drogą poszedłem w kierunku baru. Skończył mi się drink, więc dla rozruszania kości trzeba było jeszcze co nieco wypić, choć i tak zaskakiwałem sam siebie. Nie byłem ospały i właściwie odnosiłem wrażenie, że pora była jeszcze wczesna, że wszystko jeszcze przed nami, więc... postukałem w blat i poprosiłem barmana o kolejnego drinka. Zdawało się, że nie byłem jedyną osobą, która uniknęła tańców na rzecz drinka...? - Cześć! - przywitałem się, bo tych twarzy chyba nie kojarzyłem, chociaż obie wydawały mi się znajome. Tylko skąd? - Alex...ander - przedstawiłem się, podając im dłonie, a potem poprawiając nieco swoją koszulę w biało-błękitne chmurki. Czekałem na drinka, ale kiedy tylko go otrzymałem, z chęcią wziąłem łyka czy nawet dwa. !drinkzniespodzianką RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 31.07.2024 Czy to amortencja...? Nie, na całe szczęście nie i nie zakochujesz się w pierwszej osobie, na którą spojrzysz. Ale po drinku o posmaku czekolady po prostu wpadasz w odrobinę flirciarski nastrój. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Quintessa Longbottom - 31.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=hpgQIKz.png[/inny avek] Tańczę z moim cudownym szwagrem. Nie chciała psuć zabawy, dlatego została lekko z tyłu. Machnęła zaraz na Isaaca, który pomógł jej jakoś doczłapać do stołu i praktycznie od razu odłączyła się od rozmowy. Zrobiło się trochę tłoczno, a tłum był ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebowała. Chciała odetchnąć. Chciała móc oddychać. Zatem, nim zbiorowisko przy czysto prowizorycznym namiotowym barze zrobiło się zbyt gęste, zgarnęła z blatu swoje sandały — bo tańczyła z młodym Bagshotem na boso — a do drugiej ręki złapała cokolwiek, co tylko przypominało alkohol. Tuż po tym przeprosiła niemalże każdego z osobna, aby wycofać się na jedną z pufek. Była ułożona w naprawdę idealnym miejscu, bo z tego kąta dało się obserwować praktycznie każdego. Każdego, ale ona dyskretnie śledziła spojrzeniem Clemensa. Przynajmniej miała nadzieję, że nie robi wrażenia nawiedzonej (chociaż to już stara śpiewka), kiedy wodziła głową tam i nazad, starając się nie spuścić go z oczu. Cholerny staruch, myślała za każdym razem, gdy odtwarzała w głowie całą tę sytuację sprzed chwili. Nie ma co, starzy Longbottomowie znowu muszą zrobić scenę na całe spotkanie, bo, nie daj Merlinie, spojrzeli na siebie w tej samej chwili i drugie ma czelność oddychać tym samym powietrzem! Zaiste, okropieństwo, skandal i czysta potwarz, że rozwodnicy, obracający się tak naprawdę ciągle w tym samym towarzystwie, ciągle na siebie wpadali. Tessa jednak nie mogła wyzbyć się tego dziwnego, drapiącego uczucia, które nieprzyjemnie łechtało ją w żołądek. Bo kiedy Clemens, wraz ze swoim zmienionym pyskiem, a zatem w przebraniu idealnym, zbliżył się do niej wtedy — kompletnie go nie poznała. I naprawdę nienawidziła siebie za to, że w tamtej chwili jej pierwszym odruchem była chęć odnalezienia go w tłumie. Może początkowo zakpiłaby z tego nieznajomego faceta, wykręciłaby się kłamstwem, że jest mężatką, a jej facet łamał nie tylko różdżki, ale też kości. Może okręciłaby go sobie dookoła palca, aby tylko zobaczyć reakcję tego starego idioty. Ale podświadomie czuła, że ostatecznie wzięłaby wtedy Dorę pod rękę i… — Och, Morpheus! — wyrwało się jej trochę za głośno, więc jakby machinalnie zakryła usta dłonią, lekko pąsowiejąc. Zaraz jednak opanowała się i rumieniec zniknął z jej twarzy. — Myślę, że patrząc na mój obecny stan, to prawie jakbym była u siebie w domu. Zaraz po rzuceniu komentarza zagestykulowała na kieliszek białego, słodkiego wina w prawej dłoni, a potem machnęła przed twarzą lewą, ukazując w niej prawie dopaloną cynamonową cygaretkę. Wygasiła papierosa w porcelanowej, popękanej popielniczce i, odłożywszy czarkę z alkoholem, przyjęła dłoń szwagra. — Wybacz, jestem jakoś… wczorajsza, myślę — podzieliła się od razu, kiedy tylko powoli wtoczyli się na parkiet. Nie było tutaj żadnej petardy, zbyt wielu obrotów, a dwójka po prostu kołysała się na boki, czasami przechadzając się parę kroków w bok albo do przodu. Przynajmniej na razie, bo Tessa czuła, że chce się komuś wyspowiadać. A Morpheus Longbottom zdawał się do tej roli jak najbardziej odpowiedni. — Twój brat jest idiotą — rzuciła w końcu. — ale ty chyba już o tym wiesz. Chcę powiedzieć, że… Że nie wiem, co robić. Kiedy chcę zostawić go w spokoju, to ten sukinsyn sam pcha mi się na koc. Kiedy sama myślę nad… przeprosinami, on jest oziębły, jak pieprzona bryła lodu. Patrzy się wtedy na mnie tymi swoimi głupimi, niebieskimi oczami i czuję się, jak skończona kretynka. Bo nie wiem, co mu powiedzieć. Bo on wygląda, jakby już zapomniał o tym wszystkim, co nas łączyło i— Merlinie. Nie, nie, nie chciała powiedzieć aż tyle. Zrobiło się jej najpierw ciepło, a potem wyjątkowo zimno. — Przepraszam. — Zacisnęła palce na jego ramionach, uśmiechnęła się słabo. — Nie rozmawialiśmy tyle czasu, a ja pierwsze, co robię to paplam ci o Clemensie, jakbyś w ogóle chciał o tym słuchać. Czy zaakceptujesz gałązkę oliwną w postaci prostego: Co u ciebie? RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Millie Moody - 31.07.2024 Los zdecydował. Panowie i panie. Tak zostało zapisane. Musiała się pogodzić z faktem, że rzeczywistość w której przyszło jej żyć właśnie tak wygląda, a nie inaczej. Chciała wypić drinka, jakoś alkoholem zmyć gorycz z ust, alkoholem przyciszyć pogoń myśli, która coraz mocniej zaciskała się na niej, polując na ostatnie chwile spokoju. Wiedziała, że była bliska płaczu, wiedziała, że zaraz pęknie, nagle to wszystko co przysłaniała tęczowa kołdra zaczęło domagać się uwolnienia. Szalony koktajl emocjonalny, który nie mógł zdecydować się, czy przynieść ulgę krzykiem, płaczem, czy przemianą w kamień. Z pomocą zupełnie nieświadomie przybył jej Thomas, jej udawany narzeczony sprzed kilku dni, dając jej to czego pragnęła najbardziej - niewidzialności w płynie. Nie była świadoma Atrusa, który po dwóch tygodniach od ostatniego spotkania ponownie postanowił zajrzeć w jej koloryt. Czyż mógł znaleźć lepszy moment? Od razu zobaczył, że Millie nie jest już pod wpływem przepisanych eliksirów korygujących jej samopoczucie. Z trudem też mógł dostrzec charakterystyczną dla niej czerwień, która była ledwie widoczna pod grubą i ciężką stalową przygniatającą ją chmurą. Millie miała wrażenie, że przez jej gardło przechodzi płynny lód. Wzdrygnęła się i zdała sobie sprawę z tego, że zniknęła. Towarzyszący jej przyjaciel mógł czuć jednak jak wsuwa dłonie w jego dłonie, jak porusza się z nim w rytm muzyki, zupełnie tak, jakby tańczył z wiatrem. Wystarczyło tylko zamknąć oczy i Moody była obok. Nawet przypadkiem nadepnęła mu na stopę, próbując dotrzymać mu kroku. – No jasne, kto by chciał umierać? – prychnęła niewidzialna, z niewidzialną twarzą, która pewnie zdecydowanie łatwiej dałaby odkryć przed kimś kto ją znał, że całkiem możliwe, że właśnie ona by chciała. – Z kim przyszedłeś? Spóźniłam się i no, zagadałam się przy ognisku he, dobrze, że ta atrakcja mnie nie ominęła. – podjęła lekko, jak przystało na tańczącą nad przepaścią wariatkę. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Erik Longbottom - 31.07.2024 Siedzę za barem i rozmawiam z Isaaciem i Alexandrem. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JNBhFu8.png[/inny avek]
Walczył ze spojrzeniem siostry, próbując dać jej w ten sposób do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Miał świadomość tego, że mogła się o niego... martwić. Bądź co bądź, końcówka lipca nie była dla niego jakoś wyjątkowo łaskawa pod względem intensywnych przeżyć, a niedługo później odbyła się potańcówka w Dolinie Godryka. Podczas przygotowań też go nagabywała, widząc, że coś jest nie tak. Wówczas miał jednak nieporównywalnie większy mętlik w głowie niż obecnie. Teraz po prostu nie czuł się zbytnio na siłach, aby zmuszać się do rozrywek wbrew swej woli. Nawet jeśli tą walką o zachowanie własnej niezależności na przyjęciu musiał sprawić nieprzyjemność paru kobietom spragnionych znalezienia sobie partnera na parkiecie. Pomachał krótko siostrze, gdy ta ruszyła wrzucić swój los do skrzynki. Niech, chociaż ona ma chwilę zabawy, skoro już się tak napracowała. Czy zorientował się, że Jonathan próbował na nim skorzystać ze swojej specjalnej magii? Nie, oczywiście, że nie. Był zbyt zajęty chowaniem się za barem i udawaniem, że faktycznie pomaga Teddy'emu. A co właściwie mógł zobaczyć u niego Selwyn? Błyszczącą, może odrobinę przytłumioną zieloną aurę i... co najwyżej przyjacielskie nici powiązań, sięgające osób z którymi łączyło go coś więcej niż bycie wspólnym znajomym z innym gościem imprezy. Ze świecą tutaj było szukać jakichkolwiek oznak romantycznych więzi. — Bez doświadczenia? Obawiam się, że przy braku szkolenia puściłbym każdy biznes z torbami w ciągu kilku dni. Tygodni, gdyby poszło dobrze — skomentował słowa Bagshota, przecierając niespiesznie ścierką blat baru. — Poza tym, nie można mieć wszystkiego. Będą musiały się zachwycać zdjęciami w mundurze w Proroku Codziennym, a nie widokiem mnie robiącego drinki w jakiejś londyńskiej spelunce. Już dawno pogodził się z tym, że kariera pracownika Brygady Uderzeniowej została mu zaszczepiona jeszcze w łonie matki, toteż niezbyt chętnie zerkał w stronę... alternatywnych ścieżek rozwoju. Zawsze mógł zostać celebrytą na cały etat, aby odciągnąć uwagę mediów od innych członków rodziny, jednak to wiązałoby się ze znaczną utratą prywatności. A i tak już odnosił wrażenie, że za dużo jej nie miał przez te wszystkie artykuły i plotki krążące po Londynie na jego temat. Firma ochroniarska? To już brzmiało nieco lepiej, chociaż w ostatecznym rozrachunku niezbyt by się różniło od jego obecnych obowiązków służbowych. Już chyba lepiej było zostać na miejscu i cieszyć się z ciepłej posadki w Ministerstwie Magii. — A więc... Twoim ukrytym marzeniem jest to, żeby sobie rzygnąć w pobliskich krzakach albo do morza? — Uniósł wysoko brwi, wpatrując się w Isaaca z wyraźnym powątpiewaniem. — Może po prostu postawię przed tobą butelkę wódki, whisky i wina, a ty sobie je wyzerujesz? To powinno przyspieszyć cały proces i... Urwał, gdy do baru zbliżył się nieznany mężczyzna. A przynajmniej tak mu się wydawało. Zerknął kontrolnie na Isaaca, jednak równie szybko wrócił spojrzeniem do gościa imprezy, uśmiechając się serdecznie, gdy ten próbował się przedstawić. Uścisnął mocno jego dłoń. — Erik. Brat gospodyni — rzucił, darując sobie przedstawienie się z nazwiska i tytułu nadanego mu przez Proroka Codziennego przed paroma miesiącami. — A to jest Isaac. — Wskazał na kolegę. — Chcesz... Chcesz coś do picia? Barman chwilowo zajmuje się tańcami, ale mogę spróbować coś hmmm polać. RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 31.07.2024 Tańczę – Musiałabym być cholernie potężną wiedźmą, skoro te klątwy działają tak dobrze. Na przykład teleportują na ścieżki albo psują świstokliki. Ale nie próbowała nawet się z nim spierać, bo dlaczego by miała? Po pierwsze, raczej żartował, a nie oskarżał ją, że nagięła magię Beltane w całej Anglii, specjalnie dlatego, że wpadł jej w oko gdzieś na korytarzach Ministerstwa, po drugie nawet nie zamierzała się wykłócać, że nie, absolutnie, w ogóle go nie lubi – mogli udawać głupich, a nawet być głupi, ale doskonale wiedzieli, co robili. Ona powiedziała mu, że może przyjść, a on przyszedł. I ponieważ dzisiejsza zabawa była zorganizowana trochę, by zintegrować ze sobą ludzi z Zakonu i dać się im spotkać nie w biegu ani nie podczas planowania kolejnych akcji, a trochę po to, by wszyscy mogli przynajmniej spróbować zapomnieć o zmartwieniach (chociaż na Morpheusa czy Millie działało to chyba słabo), to nie chciała nawet się zastanawiać, czy to na pewno nie resztki po rytuale, ani nad tym, jak bardzo głupio postępuje. Wszyscy mówili, ewentualnie myśleli i te myśli mieli wypisane niemalże na czołach, żeby przestała się przejmować i sama zaczęła się bawić, więc proszę bardzo, robiła dokładnie to, co chciała. Może zresztą ta czerwona muszla, robiąca z Gryfonki jeszcze większą Gryfonkę, też miała w tym jakiś tam udział. – Ale chyba jakbym miała rzucać klątwy, to wybrałabym takie, przez które nie padałoby na mnie z dziury z dachu, więc albo oboje jesteśmy przeklęci, albo twój kuzyn ma rację i sama jestem klątwą – powiedziała, a kąciki ust powędrowały w górę, trochę po prostu w szczerym uśmiechu, a trochę z rozbawienia na to naruszanie delikatnej równowagi wszechświata poprawieniem relacji. Nie było trudno odgadnąć, że nie każdy tutaj lubił Atreusa Bulstrode, i że Atreus nie lubił każdego – odstawał trochę od części towarzystwa, a ona naprawdę zawsze sądziła, że gdyby w ogóle kiedykolwiek kogoś polubiła, to byłby jakiś miły chłopiec, pokroju jednego z Tomków. Na całe szczęście, póki nie dochodziło do rękoczynów, nie zamierzała się przejmować, a na pewno nie teraz. – Chciałam zmusić ludzi, żeby trochę się na chwilę przemieszali, inaczej Bertie na krok nie opuściły pewnie Alka, Heather Camerona, i tak dalej, ale totalnie nie narzekam, że tak wypadło. Nie tylko dlatego, że jeszcze pozabijalibyście się z Heather albo znowu pobiłyśmy się z kimś o Millie czy coś takiego. A z Gerry to pewnie urządzilibyście tu konkurs, kto z was lepiej tańczy. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=mcDou3k.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Patrick Steward - 01.08.2024 Trzymam w ręku butelkę piwa. Obserwuję z boku tańczących.
Patrick odczekał chwilę zanim ruszył za Florence w stronę baru. Przez ten czas wzrok miał utkwiony w morzu, na rysującym się na horyzoncie i w wodzie zachodzie słońca. Lubił takie samotne chwile. Pozwalały mu się skupić i nabrać pewności co do tego, czego tak naprawdę oczekiwał od życia (od tych kilku miesięcy, które mu – być może - pozostały?). Tak naprawdę samo jego pojawienie się na zabawie na plaży spowodowane było chęcią spędzenia trochę luźnego czasu z Florence. Sam nie był pewien do końca, po ich krótkiej rozmowie, czy dobrze zrobił, umawiając się z nią akurat tutaj. I czy w ogóle powinien się z nią umawiać. Przeczekał aż ostatnie losy trafiły do skrzynki. Przeczekał również moment, gdy wyłowiono pary do wspólnego tańca. Przeczekał, gdy wchodzili na prowizoryczny parkiet. Przeczekał, gdy Teddy, dj, podgłaśniał za pomocą różdżki mugolskie radio. Sam ani nie miał ochoty na taniec – ani z uwagi na bycie zimnym, nie uważał by zmuszanie kogokolwiek do tańca z nim miało sens. Zamiast tego wolał usiąść z boku, zamówić butelkę piwa i poobserwować tańczących. I mniej więcej to właśnie zrobił. Kiedy zrobiło się luźniej, podszedł do baru i zamówił butelkę ciemnego Guinessa. Przywitał się krótko z każdym, kto był w zasięgu jego wzroku i nie tańczył. Nie wdawał się jednak w rozmowy. Potem odebrał butelkę od Teddy’ego, przysiadł na jednym ze zwolnionych miejsc na uboczu i obserwował tańczących. Trochę bezwiednie wodził wzrokiem za tańczącą z Bertim Florennce, wreszcie skupił uwagę na Basiliusie. Brenna chciała go sprawdzić. Więc pewnie rozważała jego kandydaturę w Zakonie Feniksa. Steward zmarszczył brwi, zastanawiając się, gdzie konkretnie pasowałby ten mężczyzna. Członek Ruchu Oporu? Na początku na pewno. Z boku wyglądało to tak, jakby bawił się butelką piwa i obserwował tańczących. Spróbował się skupić i dostrzec otaczającą Basiliusa Prewetta aurę. Wydawało mu się, że teraz jest na to dobry moment, ale jeśli mu się nie udało, bo Prewett za bardzo wirował w tańcu, to miał jeszcze sporą część wieczoru przed sobą. Aurowidzenie (percepcja) na Basiliusa [roll=PO] [roll=PO] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Atreus Bulstrode - 01.08.2024 - Nie no, na moje całkiem dobrze ci idzie z zaklęciami, więc kto wie. Może to jakieś twoje alter ego - parsknął. Faktycznie daleko było mu do oskarżania jej, a słowa pobrzmiewały wesoło, sugerując raczej droczenie się i żarty. Przestał być o to zły, a może też zwyczajnie zrozumiał że Brenna nie poruszyłaby nieba i ziemi, splatając aberracje teleportacyjne na skalę całego kraju, tylko po to by spędzić z nim te pięć minut więcej. Chociaż gdzieś w środeczku, te jego najbardziej próżne aspekty, bardzo dobrze karmiły się takim scenariuszem. Doskonale wiedzieli co robili, tak samo ona proponując to spotkanie, a on zaproszenie przyjmując, ale nie zmieniało to tego, że pomimo stawiania powolnych kroczków w swoim kierunku, nie mogli się zdecydować na te większe i o wiele bardziej zdecydowane. Jakby cały świat miał się zawalić, gdyby okazało się, że było one niepoprawne. Atreus zwyczajnie lubił wygrywać, a ostatni jego związek, nawet jeśli stworzony na zakładzie i przez zrządzenie losu, według niego był dość obiecującym przedsięwzięciem. Ale przegrał i wbrew tego, co niektórzy mogliby pomyśleć, trochę go to ruszyło, nawet jeśli większość rozgoryczenia i żalu była przykryta tym, jak intensywnie początkowo oddziaływała magia Beltane. Był zmęczony tym co się w jego życiu działo i wbrew pozorom, wcale nie chciał przegrać w karty i serca Brenny. Szczególnie, że zdawał sobie sprawę, jak jego sympatia do niej, nastawała na najważniejsze w jego życiu relacje pora rodziną. Anthony miał złamane serce. Doskonale pamiętał słowa Louvaina z początku czerwca, kiedy ten naśmiewał się z Borgina właśnie za jego podchody do Longbottom. Stanley nie był już na obrazku, ale nie musiał być by Atreus wiedział, co ten by o tym myślał. Każdy krok w jej stronę oddalał go od tego, co tak dobrze znał do tej pory. - Cóż, przynajmniej to nie były wampiry i nie próbowały nas w nocy wyzerować. Pragnę też zauważyć, że na mnie też wtedy padało, więc może zwyczajnie złapałaś się w obszar swojej własnej klątwy, bo byłaś za blisko - jakby na potwierdzenie swoich słów, przyciągnął ją do siebie odrobinę bliżej, a kąciki ust drgnęły w zadziornym uśmiechu. - Kuzyn? Który to, bo chyba nie Laurent? - może i Basilius mu się żalił, jakie to dla niego straszne były te niektóre daty, ale chyba niekoniecznie wspominał przy tym Brennę z imienia i nazwiska. A może Atreus zwyczajnie o tym teraz nie pamiętał. - Cóż, na całe szczęście, ktoś tutaj dzisiaj nie oferuje amortencji, więc Millie musi się niestety obejść smakiem. Chociaż wygląda tak ponuro i smętnie, że pewnie nawet by jej taka bójka nie rozbawiła - rzucił, odrobinę złośliwie, na koniec jednak wzruszając ramionami bo barwy otaczające Moody nie świadczyły o niczym przyjemnym ale też interesującym. Depresja połykała ją w całości, ale przynajmniej teraz otaczające ją kolory nie były rozmyte przez leki, które w nią ładowali. On sam też nigdy nie spodziewał się, że mógł polubić dziewczynę pokroju Brenny. Był doskonale świadomy tego, jak pusto mogło to brzmieć, ale Longbottom zwyczajnie była inna. Inna, niże wszystkie te dziewczyny, z którymi się spotykał na poważnie czy też nie. Najbliżej jej było chyba do Maeve, ale to najprędzej przez chaotyczny rodzaj energii, jaki dookoła siebie roztaczały. Nie wpisywała się w jakiś ustalony kanon kobiecości, nie zachowywała się wyniośle i absolutnie nie wyglądała na kogoś, kogo trzeba było ratować z opresji. Bawiło go to nawet, nieco też intrygowało. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Lb9CJ1M.png[/inny avek] RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bertie Bott - 01.08.2024 tańczę z florence Florence pewnie mogłaby sobie porozmawiać od serca z Eden, jeśli chodziło o to, że Bertie był złym geniuszem chaosu. Osobiście uważał, że obdarzał ludzi radością, dobrą energią no i ekscytacją na temat tego, co uda im się wylosować w opakowaniu fasolek. Za wszelkie nadużycia, konsumpcję nadmiernej ilości tych o smaku skarpet, albo dostania uczulenia nie odpowiadał - tak świadczyła notka na etykiecie każdego opakowania Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta, no i jego adwokat. Panna Bulstrode oczywiście mogła spróbować być nieco złośliwa w stosunku do niego i pozadawać te swoje pytania, ale prawda była niestety taka, że najpewniej odbiłaby się od niego dokładnie tak samo, jak robiła to Lestrange. Co prawda Eden się odrobinkę powstrzymywała, przez wzgląd na Alastora, ale nie zmieniało to faktu, że Bott wydawał się jakiś absurdalnie odporny na negatywną energię wysyłaną w jego kierunku. - Ah, rozumiem, rozumiem. Słyszałem, że na jakimś ostatnim weselu, coś tam okropnego się działo. Jakieś zwierzęta? Bójki? Złamane serca? To niekoniecznie moje klimaty, rozumie pani, takie wielkie wydarzenia wysoko urodzonych, ale niezmiernie ciekawi mnie, co tam się w ogóle powydarzało. Zawsze mi się wydawało, że takie mocno dosmaczane drinki to raczej domena organizowanych przez kowen Whitecroft sabatów i to też nie wszystkich, a raczej konkretnych. Całe szczęście, że te tutaj nie są jakieś mocne, ale no to gospodyni by chyba nie była specjalnie zadowolona, gdyby było inaczej - Bertie zaczął swoją przemowę, kiedy Florence skończyła mówić i kontynuował ją, prowadząc swoją partnerkę za innymi parami, a potem już obracając uzdrowicielkę w tańcu. Przez cały ten czas to uśmiechał się do niej, to mówił ni to podekscytowanym, ni to wesołym tonem. - A w sumie mogę zapytać, komu dzisiaj pani towarzyszy? To z czystej ciekawości, bo chyba nie jest pani częstym gościem Longbottomów, mam rację? |