Secrets of London
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Giovanni Urquart - 23.03.2023

Wianek zrobiony przez Jo był paskudny. Kilka tulipanów związanych splotem warkoczowym. Wianuszek był cienki i łodyżkowo zielony. Dzieło pięciolatki.

Jo ze splecionymi ramionami stał pod słupem, gdy Ger wspinała się na górę. Nie krzyczał, nie kibicował. Wiedział, że jej się uda. No bo jakie to mogło być trudne? Oczywiście sam by nie spróbował, bo jednak przypałowo, gdyby spadł. Szanse na to były oczywiście bardzo niewielkie, ale wolał nie ryzykować. Jeśli by spadł to tylko wina tej herbatki od kapłanek.

No i weszła! Teraz mogli razem wykonać dziki taniec zwycięstwa.

— Ej, Ger, nie chce mi się robić tego ogniska. Nic się nie stanie jak użyjemy tych tutaj, co nie? — wskazał na ognie palące się już na Beltane. — Tylko co z jedzeniem? Chce ci się skoczyć do lasu i coś upolować? Albo nie, bo jeszcze nadziejesz się na gołych nastolatków, masakra...

Jonathan aż wzdrygnął się na myśl o przyłapaniu przypadkowej pary na dopełnianie zwyczajów Beltane. Ale gdyby ktoś mu podał pieczonego dzieciaka to by nie narzekał. Był serio głodny.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.03.2023

Może dla Jo jego wianek był paskudny, Geraldine powiedziałaby jednak, że jest uroczy.

Stanęła przed palem, gotowa do wyzwania. Miała nadzieję, że jej się uda. Chciała zademonstrować wszystkim tu obcenym, że kobiety też potrafią i są silne fizycznie. No i się zaczęło. Wskoczyła na pal, po czym zaczęła się wspinać. Nie było to aż takie łatwe, jak wydawało się jej na początku. Nie zamierzała jednak się poddawać, to tylko ją motywowało. Dawała z siebie wszystko i udało jej się dotrzeć na szczyt! Wsadziła wianek z tulipanów na pal. Może nie była najszybsza, jednak zabrakło jej tylko kilku sekund. Zeskoczyła z drewna, zobaczyła, że Jo na nią czeka.

- A nie mówiłam? - Powiedziała do niego uśmiechnięta od ucha do ucha. Pozwoliła sobie na chwilę zapomnienia, bo wypełniła ją jakaś dziwna energia i przytuliła się do przyjaciela.

- Chodźmy się napić wina, możemy też podejść do ognisk, wydaje się, że wszyscy się tu świetnie bawią. - Miała ochotę dołączyć do tłumu czarodziejów i świętować to Beltane z nimi, z Jo przy boku - w końcu był tutaj z nią.

- Polować w Beltane? Coś Ty, ja też czasem chcę mieć wolne. - Pociągnęła mężczyznę ze sobą za rękę w stronę płonących palenisk. - Dobrze mieć Cię przy sobie. - Powiedziała jeszcze do przyjaciela, bo coś ją wzięło na wyznania.




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Brenna Longbottom - 23.03.2023

Brenna prawie chciała, żeby to był ten moment, w którym Voldemort i śmierciożercy wpadną na Beltaine. Nie to, że na nich czekała i że pragnęła, by się pojawili - ale jeżeli już musieli to zrobić, byłoby doskonale, aby to była właśnie ta chwila.
Chociaż nie. To jednak nie była dobra chwila, bo obie jej ręce tkwiły w uścisku Atreusa.
- Na Rowenę, Godryka, Helgę i Salazara, otrząśnij się wreszcie... - wymamrotała, wykręcając prawą dłoń, by ją uwolnić. Pomyślała, że może jeśli zdoła sięgnąć po różdżkę czar rozpraszający zadziała. A jeśli nie to... może coś jednak było w jego herbacie? Podziękowała Bogini, że jej własna herbata okazała się normalna, bo jeśli faktycznie do napojów dodano amortencji, gdyby wypili ją oboje, urządziliby znacznie gorszą scenę niż obecnie. Gdy auror oświadczał się Brygadzistce przy stoisku z herbatą.
Chociaż to raczej nie przebijało jej wchodzenia na słup. I wielu innych rzeczy, jakie miała w zwyczaju, w rodzaju wystawiania na licytacje kolacji z członkami rodziny albo zamieniania się w wilka na środku Pokątnej.
- Dosyć tego, idziemy porozmawiać z... zaraz? Poważnie? Przegrana w karty? Połączyła was przegrana w k a r t y? - Z wrażenia aż zamarła w pół ruchu: gdy prawą dłonią próbowała sięgnąć po różdżkę, a lewą pociągnąć Atreusa ku stoisku kapłanek, by spytać, czy mogą zaradzić coś na jego stan. Najlepiej szybko.
Może dlatego tak zareagował na magię Beltaine albo cokolwiek dodano mu do herbaty: pewne rzeczy leżały już w jego charakterze? Nie zapraszał dziewczyn na randki. Grał o nie w karty albo od razu proponował spędzenie wspólnie reszty życia. Chyba że coś bardzo źle zrozumiała. Albo dalej plótł głupoty, to też było prawdopodobne przy tym, jak się zachowywał. Może po prostu poznali się podczas rozgrywki?
- Mam chociaż nadzieję, że grałeś z nią, nie jej rodzicami – parsknęła w końcu, kręcąc głową. Bo chyba nie powinno jej to dziwić. Taka przegrana to nie było chyba coś gorszego niż poślubienie osoby, którą wskazał ci ojciec.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Giovanni Urquart - 23.03.2023

Uścisk. To było dziwne. Jo odruchowo chciał się odsunąć. Co on się będzie dawać ściskać. Ile on ma lat.

— No mówiłaś. Ale to było oczywiste, że ci się uda. Nie to co ta banda fajtłap. — Machnął ręką w bliżej niezidentyfikowanym kierunku. Że nikt mu jeszcze nie przyłożył.

— Wino? No nie wiem, na pusty żołądek to mi się nie chce. Ale wytrawne, czy słodkie? Bo słodkim bym nie pogardził, ale wytrawne mi żołądek wydrze. To znaczy no też bym mógł.

On nie da rady?

Głód dawał się Jonathanowi we znaki. Jego potrzeby energetyczne nie były zaspokojone, więc postanowił wrócić do siebie.


— Mi ciebie również — odpowiedział spokojny i radosny głos. Ger bez problemu mogła rozpoznać powrót Giovanniego. Ten mówił ciszej, składniej i z serdecznością w głosie. Uśmiechnął się, zaczesał włosy za uszy i rozejrzał się. Beltane wciąż trwało, a on był w jednym kawałku. Jak dobrze, że nie obudził się w lesie z przypadkową niewiastą. Nie, żeby Jonathan był zdolny do czegoś takiego... ale to był Jonathan. — Nie zrobił niczego głupiego, prawda?




RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Nora Figg - 23.03.2023

- Co prawda, to prawda, uważaj na siebie dzisiaj Erik, proszę. - Musiała mu to powiedzieć, bała się bowiem, że przyjaciela może spotkać dzisiaj coś złego. Miała takie dziwne uczucie w żołądku, że jeszcze się może coś tutaj wydarzyć, a to dopiero początek tego wieczora.

Całkiem przyjemnie gawędziło się z Erikiem i Elliotem, po chwili jednak podeszła do nich para. Perseusa znała, aż za dobrze - to jego laskę ugryzła pod postacią bobra, niestety właśnie sobie o tym przypomniała, chociaż nie chciała dać po sobie tego poznać. Poza tym był jednym z jej stałych klientów, często bywał w klubokawiarni. - Dzień dobry. - Rzuciła do nich z uśmiechem, chociaż najchętniej opuściłaby już to towarzystwo. Zbyt wiele osób pojawiło się wokół.

Wtedy po raz kolejny pojawiła się przy nich Szeptucha. Naprawdę? Ileż można. Znowu przeszedł jej po plecach zimny dreszcz, tym razem kobieta jednak się do niej nie odezwała - na całe szczęście.

Norka nie zamierzała dłużej tu zostać, robiło się późno. Powinna jeszcze złożyć stoisko, zająć się wszystkim, zobaczyć, czy Salem żyje i sobie radzi. - Na mnie już pora. - Postanowiła pożegnać się z osobami, które znajdowały się obok niej. - Bądź czujny Erik. - Szepnęła jeszcze na ucho Longbottomowi nim się oddaliła.

Postać opuszcza sesję



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cynthia Flint - 23.03.2023

- Być może. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, wbijając w niego błyszczące, oczarowane najwidoczniej tradycjami jarmarku ślepia. Błogość i ciepło roznoszące się po ciele na widok mężczyzny były doznaniem na tyle dla Cynthii nowym oraz intensywnym, że nie mogła się odsunąć, chociaż czuła spojrzenie Loretty, a świat trwał we własnym tempie, wcale nie wolniej.
Gdy dłonie Lou oderwały się od jej bioder, a on sam powędrował na ratunek swojej bliźniaczce, jasnowłosa przeniosła spojrzenie na wianek oraz ognisko, dłonią dotykając swojego rozgrzanego policzka. Zaczarowali Irysy? Ściągnęła brwi, łapiąc głębszy oddech i następnie odwróciła głowę przez ramię, aby dostrzec, jak Lestrange próbuje zamachnąć się na Notta. Rozchyliła usta z niedowierzaniem na to, jak bardzo zwrócił na nich uwagę wszystkich dookoła.
Stanęła obok Loretty, przesuwając po jej sylwetce zaniepokojonym odrobinę spojrzeniem, bo reakcja brata sugerowała, że stało się coś poważnego. Błysk flesza, czarownica z biura uderzeniowego — zacisnęła palce, uśmiechając się w stronę kobiety łagodnie.
- Nie! Dziękujemy Pani za troskę, wszystko w porządku. To tylko nieporozumienie.
Nie obdarzyła żadnego z nich spojrzeniem, milknąc. Trzeba było ustalić priorytety. Korzystając z rozwijającej się rozmowy, podeszła do mężczyzny, który był właścicielem aparatu. Podniosła na niego błyszczące oczy, uśmiechając się figlarnie. No przecież musiała odzyskać ten nieszczęsny aparat.- Dobry wieczór. Ma Pan ochotę napić się ze mną wina? Moglibyśmy zagrać w grę.
Zapytała, ruchem głowy zgarniając jasne pasma włosów na plecy. Wiedziała, że mężczyźni pod wpływem alkoholu byli znacznie łatwiejsi w okiełznaniu, niż Ci trzeźwi.


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Stanley Andrew Borgin - 23.03.2023

Koniec końców nie wyszło tak źle. Sytuacja jednak miała szanse zakończyć się bez zbytnich ekscesów.

- Cześć, cześć - odpowiedział Danielle - Dobrze Cię widzieć - uśmiechnął się. Nie pamiętał kiedy ostatnio się widzieli, dlatego nawet się ucieszył kiedy ją zobaczył i rozpoznał. Może nawet będzie im dane wymienić kilka zdań?

Kiedy usłyszał słowa Jackie, od razu spojrzał się na swoje buty. Pantofle nie nadawały się zbytnio do jakiejkolwiek wspinaczki. Z drugiej strony, jeżeli miało to oczyścić go ze wszystkich oskarżeń, warto było spróbować i narazić się na szkody.

- Jasne. Już się robi - odparł z entuzjazmem w głosie, a następnie wziął od Jacqueline wianek - Zrobię co w mojej mocy - dodał. Co prawda nie miał pewności czy mu się to uda.

- Dzięki. Na pewno się przyda - odparł na słowa swojej znajomej i ruszył w kierunku pali. Nie zwracał zbytniej uwagi na Samuela. Z nim pewnie jeszcze będzie musiał się skonfrontować.

Stanley zawiesił swój płaszcz na jednej z gałęzi, aby ten mu nie przeszkadzał w próbie wspinaczki. Pod samym słupem, podwinął rękawy koszuli, a następnie przez kilka chwil przyglądał się innym zawodnikom. Szukał w ich wspinaczce jakiś sprawdzonych metod, które mógłby wykorzystać w swojej próbie.

Pewnym chwytem złapał się i spróbował swoich sił aby wdrapać się na samą górę. Borgin wiedział, że jego wzmożona aktywność fizyczna skończyła się wraz z opuszczeniem Hogwartu, dlatego liczył na trochę szczęścia w tej kwestii.





!wspinamsieO


RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 23.03.2023

Stanley Andrew Borgin


Kiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a ty walczyłeś z samym sobą. Resztkami sił wrzuciłeś wianek na szczyt i zjechałeś w dół. Liczne drzazgi wbiły się w twoje obdarte teraz dłonie, ale czułeś nagły przypływ euforii. Udało się! Kobiety zatańczyły wokół słupa, ogień buchnął potężniej i wtedy zobaczyłeś oczy tej, która przekazała ci wianek. Oboje poczuliście się błogo. To było szczęście - czysta miłość tryskająca z obu ciał. Chcieliście być ze sobą blisko, tak blisko, jak tylko się da. Nogi mogły ponieść was do wspólnego tańca przy paleniskach, do skosztowania wspólnie któregoś z win i wyłożenia się na trawie lub... o ile oboje byliście na tyle otwarci, do wybrania się gdzieś pomiędzy drzewa, gdzie nikt nie zobaczy, jak oddajecie się temu uniesieniu.



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Rowena Ravenclaw - 23.03.2023

Ingerencja MG


— Cynthia —
Młodzieniec zarumienił się na widok Cynthii. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat, był właściwie jeszcze nastolatkiem u progu dorosłości. Wysoki i smukły, z cerą gdzieniegdzie naznaczoną trądzikiem, lecz poza tym drobnym mankamentem jego urody, jego fizjonomia była całkiem przyjemna dla oka.
G-grę? — wyjąkał zaskoczony, a zaraz potem usta wykrzywiły się w szelmowskim uśmiechu. — Jeśli chce zdobyć pani to zdjęcie, wystarczy jeden całus.
Jeśli pocałujesz młodzieńca w policzek, odzyskasz kliszę.

— Louvain, Philip & Loretta —
Siła oraz stanowczość bijące od tej niepozornie małej Brygadzistki sprawiły, że emocje zebranych zaczęły opadać. Zwłaszcza Louvain mógł poczuć, jak pod wpływem spojrzenia błękitnych oczu jego wzburzenie łagodnieje.
No... skoro to nic takiego... To chyba można przymknąć oko na to małe nieporozumienie — oświadczyła, zdawszy sobie sprawę, że przecież nie wypada robić problemów idolom! Nie zdążyła jednak nic powiedzieć; oto dostrzegła w tłumie coś, co sprawiło, że całkowicie utraciła pewność siebie.
Cóż... nie będę państwu przerywać... życzę miłej zabawy — bąknęła blado i zniknęła równie szybko, co się pojawiła. Dlaczego? O tym zgromadzeni mieli przekonać się za kilka chwil.

— Trevor —
Zarówno Yaxleya, jak i nowopoznaną Imogen rozpaliła gorączka pożądania. Opadła maska przyzwoitości, ustępując narastającemu w nich żarowi. Najpierw czarownica zatańczyła z  Bez zbędnych słów pociągnęła Trevora w stronę zarośli, by oddać się miłosnemu uniesieniu pod rozłożystym dębem.

Szeptucha


— Louvain, Philip, Cynthia & Loretta —
To ona była powodem, którego mała Easther straciła całą odwagę i tak szybko czmychnęła. Szeptucha wyszła zza pleców młodzieńca, z którym rozmawiała Cynthia i to do niej zwróciła się jako pierwsza.
Niebawem czeka cię dużo pracy, bardzo trudnej i ciężkiej. Ale poprowadzi cię potężna kobieta — oświadczyła z powagą, po czym ruszyła w stronę bliźniąt i ich towarzysza. Spojrzała na Lorettę.
Twoja ognista krew wniesie cię na wyżyny, ale nie zawsze spotkasz się z aprobatą. Trzymaj się mocno, gdy będą chcieli zepchnąć cię ze szczytu — poradziła jej. W następnej kolejności podeszła do Louvaina i studiowała jego twarz ze zmartwieniem malującym się głęboką bruzdą na jej czole.
Wkrótce to, co utrzymywane jest przez tobą w największej tajemnicy, zostanie ci ujawnione. Ktoś bezbronny będzie potrzebował tej pomocy — powiedziała wreszcie. Ociągała się chwilę, zanim podeszła do Philipa, zupełnie tak, jakby i ją krępowała jego sława.
Wystrzegaj się różowej papeterii — ostrzegła go dosyć krótko, a w jej oczach pojawił się błysk rozbawienia, świadczący o tym, że przyszłość nie jest aż tak straszna. A potem zostawiła ich samych.

— Alastor —
Nikt nie zwrócił uwagi na odzianą w czerń kobietę, która dołączyła do tańczących czarodziejów. A może nikt nie śmiał zwracać na niej uwagi? Faktem jest jednak, że pewnym momencie jej dłoń splotła się z dłonią Alastora, a twarz znalazła przy twarzy.
Czarne chmury gromadzą się nad tobą i twoimi przyjaciółmi. To, co wydarzy się wkrótce, będzie zaledwie początkiem — nie mówiła głośno, lecz jej słowa docierały do uszu Moody'ego w sposób jasny i klarowny, pomimo całego zgiełku wokół nich. — Nie trać nadziei.
Obrót. Trzepot czarnych szat. I już jej nie było.

Kochani, jest to ostatni post ode mnie. Jutro pojawi się Eutierra z drugą częścią eventu - wówczas pojawi się też przestrzeń na opuszczenie tematu. Do tego czasu bawcie się, tańczcie i celebrujcie Beltane! 



RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 23.03.2023

- Wiem gdzie to jest - kiwnęła głową. Nie wiedziała na jakim poziomie stała edukacja Anglików, ale coś czuła że na niezbyt imponującym, skoro dziewczyna postanowiła na wszelki wypadek uświadomić jej, gdzie ten kraj w ogóle leżał.
Jej dotyk przyjęła nieco sztywno, przez moment nawet nie śmiąc się poruszyć, wyraźnie zaskoczona tym gestem i nie spodziewając się go, po części też bojąc się, że znowu przejdzie przez nią prąd. Tak się jednak nie stało i po chwili jednak rozluźniła się, ale mimo tego - nie oddała go. Stała niczym ten słup, niezdecydowana, co właściwie powinna w tej sytuacji zrobić.
- Z tego co zrozumiałam, taka jest tradycja. - przytaknęła. - Jedna osoba plecie wianek i oddaje go innej, by ta mogła wspiąć się na jeden z tych pali. Nie sądziłam jednak, że to są aż tak... sztywne zasady. - skrzywiła się lekko. Mimo wszystko jednak czuła się nieco lepiej. Chyba faktycznie Ula miała rację i zwyczajne porozmawianie, czy to dla rozproszenia, czy to dla chociaż częściowego ulania żali, pomogło na płacz.
- Nie... nie trzeba. Z tego co widziałam, na pale wspinają się sami mężczyźni. Chyba źle byłoby widziane, gdyby zrobiła to kobieta... - zawahała się nieco, bo chyba w całym tym tłumie spoconych typów, którzy ślizgali się po słupach, chyba przewinęła się z jedna kobieca sylwetka, ale nie była pewna. Z resztą... upewniało to ją tylko w przekonaniu, że nie było to coś normalnego. - Nie zależało mi na tym, żeby ktoś ten wianek tam wrzucił, tylko... - spojrzała na swoje dzieło. Na nieco połamane gałązki, wymięte listki i wygięte płatki. Nie zależało jej na dopełnieniu czaru, ale... - Może chciałabyś go założyć? W zamian za ten, który zgubiłaś? - zapytała, może nieco nieśmiało, kiedy wyciągnęła wieniec bardziej w kierunku Uli.