Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Patrick Steward - 17.03.2023

Patrick odwrócił głowę, gdy usłyszał głos Alanny. Posłał jej zdziwione spojrzenie. Jeszcze bardziej, gdy zrozumiał, że właśnie wylosowała bardzo podobny do niego pierścionek. W głowie usłyszał głos Florence: „ludzie chętnie doszukują się znaków tam, gdzie ich nie ma”. Miała rację. Jak zwykle.
- Miałem tu drobną interwencję. Jestem służbowo – sprostował. – Ale to prawda. Pani Ula – za cholerę nie potrafił wymówić prawidłowo jej nazwiska - to bardzo utalentowana artystka.
Przez chwilę korciło go by zostawić Erika i porozmawiać z nią chwilę dłużej, ale wygrało poczucie obowiązku.
- Nie rozrabiaj za bardzo, bo… - i tu urwał, zdając sobie sprawę jak bardzo dwuznacznie zabrzmiałyby jego dalsze słowa: będę musiał cię aresztować. Odwrócił od niej wzrok. – Wciąż pamiętam o naszej kawie, pani ratowniczko – rzucił miękko na pożegnanie, a potem odszedł z Erickiem w stronę kramu Nory.
Idąc, odpowiedział mu, co wygrał u goblina.
- Bieliznę. Powoli zaczynam się zastanawiać, co sądzą o mnie moi dziadkowie. Najpierw przyniosłem do domu gałąź, potem gburowaty obraz a teraz zobaczą wściekle czerwoną, koralikową bieliznę.
Popatrzył z uznaniem na stoisko Nory. Kiwnął jej na powitanie, jednocześnie unosząc kciuki do góry, a potem spojrzał uważniej na jej gadającego kota, gdy Erick do niego zagadał. Tak jak i jego partner, sięgnął do koszyka z imionami i po wróżbę z kwiatkiem.
- Pięknie wszystko wygląda pochwalił Norę.

!drugi koszyk
!ciastko z kwiatkiem


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 17.03.2023

chryzantema




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 17.03.2023

Annaleigh




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Leta Crouch - 17.03.2023

Zaśmiała się cicho, aczkolwiek faktycznie, „zabrała” ręce. Co za dużo dręczenia Cala, to jednak niezdrowo; mimo wszystko istniały w tej relacji pewne granice, których nie wypadało naruszać.
  - Śmiało, to aportuję się prosto na twoją głowę – wypaliła wybitnie rozbawionym tonem, upijając kolejny łyk pikantnej herbaty. Czy była w stanie spełnić tę groźbę? Zapewne tak – chyba że zabrałby jej różdżkę. Wtedy faktycznie byłaby biedna niczym kot, co wlazł na drzewo i okazał się potem sierotą niepotrafiącą z niego zejść.
  Bywa.
  - Ten mi przypomina takiego jednego z Meksyku, uwielbiał prężyć muskuły. I myślał, że każda przed nim przez to padnie – parsknęła, wskazując Calowi jeden z rysunków na stoisku Brzęczyszczykiewicz. Tego rodzaju sztuka jednak nie znajdowała większego uznania w oczach Lety, więc po prostu poszła dalej, przypominając sobie poniekąd o tym, że trzeba się rozglądać. Jamil, halo, może byś się łaskawie pokazał?
  - Egipcjanie wiedzieli, co robili, otaczając koty boską czcią – oświadczyła z całym przekonaniem. A potem w oczach kobiety pojawił się chochlik, którego Cal dobrze znał.
  ­ - Heeej, kocie?zwróciła się do Salema, uśmiechając się bardzo, bardzo ładnie – Wspaniały i mądry kocie! Zechciałbyś obdarzyć nas swoją łaską i nam pomóc? Zgubiliśmy przyjaciela, a ty tak wspaniale mówisz, niczym najprawdziwszy herold! W zamian… powiedzmy, kupię z dziesięć pączków? – zaproponowała, po namyśle decydując się na wylosowanie ciastka z kwiatkiem.

216/1320

!ciastko z kwiatkiem


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 17.03.2023

chryzantema




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Philip Nott - 17.03.2023

Miło mi. — Przekazał Stanleyowi i jego towarzyszce podczas wymiany uścisków dłoni z nowoprzybyłymi. Powrócił spojrzeniem do Stanleya, proszącego o autograf. Na takie właśnie chwile nosił ze sobą eleganckie wieczne pióro, znacznie bardziej poręczne od tego gęsiego i kałamarza. — Relacje z fanami są dla mnie ważne, Pani Flint.
Jak najbardziej. Na czym mam się podpisać? — Nie zamierzał odmówić temu czarodziejowi, wiernemu fanowi Zjednoczonych z Puddlemere. W oczekiwaniu na przekazanie mu pergaminu układał wersy dedykacji dla tego mężczyzny. Wiedział, że jego fani lubią takie rzeczy. Spersonalizowane. Ukrył w połach swojej szaty rulon z Vakelem, wyciągając za to swoje wieczne pióro. Gdy w jego ręce trafił zwój pergaminu, który rozwinął na podkładce do pisania, której użyczyła mu Pani Flint, i na nim nakreślił eleganckim pismem dedykowany autograf.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Stanleyowi Borginowi,
w podziękowaniu za wierne kibicowanie Granatowym,
legendarny szukający Zjednoczonych z Puddlemere",
Philip Nott, Beltane 1972

Proszę, to dla Pana. Bardzo Pani dziękuję — Wręczył Stanleyowi pergamin gdy atrament już wysechł i zwrócił kobiecie jej własność. Schował pióro do kieszeni wewnątrz szaty. — Nie mam nic przeciwko temu. Chodźmy — Zapytany o możliwość zrobienia sobie wspólnego portretu bez wahania się zgodził. Nie był wyrachowany w kwestii pogoni za sławą, aby dla niej robić coś, co mu się podobało. Pozowanie do portretu z fanem mogło być bardzo zabawne. Dlatego przeprosił Lestrange'ów, jako, że zamierzał teraz odejść.
Dzień dobry. Chcielibyśmy zamówić u Pani dwa portrety. Czy byłaby Pani w stanie wysłać jeden z tych portretów pod wskazany przeze mnie adres? Nie za bardzo mam możliwość nosić go ze sobą, a chciałbym ozdobić nim ścianę w swoim domu — Zwrócił się do właścicielki stoiska, uśmiechając się ciepło, uwydatniając w ten sposób swoje dołeczki w policzkach. Jeśli byłaby taka możliwość to podałby adres swojej menedżerki.

@Stanley Andrew Borgin @Cynthia Flint @Ula Brzęczyszczykiewicz @Loretta Lestrange @Louvain Lestrange


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Stanley Andrew Borgin - 17.03.2023

Pokiwał głową z uznaniem na tak świetny prezent. Wszyscy będą mu teraz zazdrościli, że posiada dedykowany autograf od samego Philipa Notta.

- Piękne dziękuję. Świetna sprawa - odpowiedział wielce uradowany kiedy odczytywał słowa zapisane na pergaminie - To najlepsze Beltane na jakim kiedykolwiek byłem - przyznał. Przyszedł tutaj lekko z przymusu, bo jednak 'wypadało' być, a tu takie zaskoczenie.

- Chodź Cynthia. Szybki portret i pójdziemy dalej - poinformował dziewczynę, a następnie wskazał jej ręką drogę przed sobą - Tędy. Proszę - puścił ją przodek i ruszył od razu za nią.

Wiedział, że powoli zbliża się do odpowiedniego miejsca. Zapamiętał je bardzo dobrze. Włożył rękę do kieszeni od płaszcza, a następnie zahaczył o swoje nogi, przewracając się.

- Niech to szlag... - rzucił pod nosem kiedy zakopywał pod sobą kamyk - Ugghh.. - uklepał pod sobą ziemię, a następnie powoli wstał. Wytrzepał swoje odzienie wierzchnie z ziemi. Uderzył kilka razy butami w ziemię aby strzepać ją również z butów i tym samym ubić glebę - Nic mi nie jest - dodał i ruszył dalej za Nottem.

Przybył do stoiska niedługo za swoim idolem - To łącznie chyba cztery. Bo Cynthia też przecież nie odmówi takiej okazji - spojrzał na swoją dzisiejszą towarzyszkę - Wszyscy w ministerstwie będą Ci zazdrościć - pokiwał do niej głową na zachętę - Gwarantuje Ci - dodał i odwrócił się w stronę stoiska.

- Jak pani sądzi. Powinniśmy stać czy może jakąś inną pozę przyjąć z panem Nottem? - zadał pytanie właścicielce kramu, specjalnie podkreślając osobę z którą miał właśnie zapozować. Chciał dobrze wyjść na tym zdjęciu. Wszak taka okazja może się długo nie nadażyć ponownie. Najszybciej, to co najmniej za rok.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Louvain Lestrange - 17.03.2023

Czy dostatecznie i wyraźnie zaakcentował jak zgorszony był całym tym aktem celebracji bufona Notta? Nie dość najwyraźniej, bo kiedy tylko Philip odwrócił się plecami do rodzeństwa Lestrange, Louvain zaczął stroić idiotyczne miny, przedrzeźniając jego zachowanie względem obłąkanego fana, jego gestykulacje i mimikę. Może to zazdrość, ale ta żenująca scenka, której dwójka panów dała tutaj popis, zdecydowanie odebrała młodemu Lestrange jakąkolwiek chęć do dalszej socjalizacji. Oczami wyobraźni już dawno wetknął mu butelkę czkającego wina głęboko w gardło, żeby się nią udławił. Brakowało tylko, żeby ktoś zapytał Philipa czy podobały mu się zawody, z miłą chęcią dokończyłby niewybredną rymowankę. Lorreta było stać na trochę więcej gracji, niż jego, w tym momencie, ale jakoś nie miał ochoty na wymianę grzeczności w tych okolicznościach. - Wybaczcie drogie panie, ale obawiam się, że będę wymiotował... - pokręcił głową ze zrezygnowaniem i ostatni raz już przewrócił oczami. Na tyle ile potrafił, odmówił grzecznie zaproszenia od Cynthii, mimo, że jej towarzystwo było realnie najlepszą alternatywą na ten wieczór. Mimo tego miał jeszcze coś do zrobienia, zanim minie popołudnie, a Beltane przejdzie do następnego punktu programu. Właściwie to była dobra okazja, żeby oddalić się na moment od wszystkich, ku swoim obowiązkom. Nachylił się jeszcze nad uchem bliźniaczki, szepnął coś krótko, pożegnał się z paniami skinięciem głowy i oddalił się od towarzystwa w kierunku pozostałych atrakcji sabatu.
Przystanął na moment, gdzieś na uboczu, wśród drewnianych ław, żeby coś zjeść. Obserwując z boku, poczynania brygadzistów, tego w jakich konfiguracjach oraz jakimi trasami poruszają się po wydarzeniu. Na początku nie starał się zbyt specjalnie unikać zaczepek, czy przypadkowych spotkań. Czekał na okazję, żeby ktoś, być może, przypadkowo, lub delikatnie pomagając szczęściu, siadając obok większej i rozgadanej grupy czarodziejów, rozpoznał go. Popularność czasem miewała te plusu, kiedy przypadkowi czarodzieje, okazywali się być bardzo otwarci i na zadawane pytania mogli odpowiadać szczerze i zgodnie z posiadaną wiedzę. Plotkował z pozostałymi na temat aurorów, brygadzistów i zabezpieczeń jakie przyszykowali z okazji święta. Wykorzystywał swoją charyzmę i nie skąpił przy tym na trunki dla gadatliwych, jak i pochwał oraz komplementów. W końcu gdy uznał, że wystarczy tych udawanych poufałości z ludem, zaczął powoli zlewać się z tłumem. Na głowę założył delikatnie wytarty kapelusz, zsuwając go bardziej na czole, by nie zderzać się frontalnie swoją facjatą z kolejnymi napływającymi czarodziejami. Leniwym krokiem wędrował od stoiska do stoiska, udając zainteresowanego ofertą kramarzy, jednak w rzeczywistości przyglądał się jarmarcznemu zamieszaniu na polanie. Starał się też ustalić obecność aurorów, zwłaszcza tych którzy, podobnie jak on, bardzo starali nie rzucać się w oczy. Oprócz tego zainteresował się również tym w jaki sposób przebiegają drogi ewakuacyjne. Najważniejsze ścieżki nie mogły być zbyt skomplikowane, żeby w razie zagrożenia, spanikowani czarodzieje potrafili odnaleźć się w potencjalnym chaosie.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Cynthia Flint - 17.03.2023

Jej buzia wyglądała dość pogodnie i naturalnie, oczy błyszczały złudnie podekscytowane festynem, wiatr kołysał jasnymi pasmami włosów. Co ja tu robię? Pytanie to roznosiło się echem po jej głowie, bo miała wrażenie, że nagle została bohaterką jakiegoś fikcyjnego, słodkiego opowiadania, gdzie człowiek spotyka swojego idola i dostaje od niego tyle atencji, że nagle jego motywacja i chęć do życia wystrzeliwują na sam księżyc. Uciekłaby najchętniej. Zamiast tego dopasowywała maskę do rozgrywanego scenariusza, obdarzając Notta krótkim uśmiechem aprobaty, bo zaangażowanie w fanów brzmiało naprawdę pięknie. Odszukała więc pergamin, podając zawodnikowi tego głupiego sportu. - Nie ma problemu. Wystarczy Cynthia.
Jej wzrok następnie spoczął na Lestrengu, który mało elegancko się wycofał, co zaowocowało dyskretnym prychnięciem z jej strony — bo jak mógł tak ją zostawić na pastwę maniaków gry, której fenomenu kompletnie nie rozumiała? Jeszcze ta Pani, na Merlina. Odprowadziła go wzrokiem, wsuwając wolną dłoń w kieszeń płaszcza. A potem seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do tego, że pergamin do niej wrócił, wrzucony niedbale do torebki, a później ktoś błędnie uznał, że portret był jej marzeniem. - Słucham? Nie, nie! Powinieneś sam mieć obraz z Panem Nottem, to Twoje marzenie.
Spojrzała na Lorette z subtelnie rozchylonymi wargami, jakby miała nadzieję, że siostra tego egoistycznego idioty (tak, teraz na pewno pieką go uszy!) wybawi ją z tego przedsięwzięcia. - Może pójdziesz z nami? Mogłybyśmy napić się tego wina.
Zapytała ją z nadzieją, że się zgodzi. Bo jak ona miała niby z nimi wytrzymać i z tym nieszczęsnym portretem?

Przekręciła głowę z zaskoczeniem, gdy Stanley nagle postanowił się wywalić z hukiem, potykając chyba o własne nogi. Takie rzeczy się zdarzały? - Ojej. Nic Ci się nie stało? Nie złamałeś nogi? - zapytała z wyuczoną troską, bo jednak miała przeszkolenie medyczne i była dobra z uzdrawiania, ewentualnie nekromancji, gdyby ten jednak się zabił, zanim dotrą do kolejnego celu.
Dotarli do stoiska, a pan popularny szybko załatwił sprawę. Cyna stanęła nieco z boku z nadzieją, że jej nie zauważą. Trzeba przyznać, że brew na ułamek sekundy jej drgnęła, gdy wspomniał o tym, że portret miał mieć dwie kopię. Jeszcze bardziej zaskakujący był fakt, że chciał go zawiesić w domu. Miał galerię? Usłyszała swoje imię i spojrzała na Borgina, a następnie na Notta i znów na Stanleya. Na Merlina, co ona tu robiła? Naprawdę? Jak miała się cieszyć z portretu z zupełnie przypadkowym dla niej mężczyzną, który zdobył sławę, latając na miotle? Jasnowłosa uśmiechnęła się jednak z delikatnym wzruszeniem ramion, przepełnionym skromnością. - Nie będę robiła problemu, przecież! Będziesz mógł wsunąć go w ramę, jak będziecie sami. Naprawdę!
Zasugerowała, że jego skarb byłby znacznie cenniejszy, gdyby byli na nim we dwójkę. Skrzyżowała dłonie pod biustem, palce delikatnie zaciskając na swoich ramionach i wbijając w miękki materiał płaszcza. Zerknęła na przykładowe prace właścicielki kramu. - Ma Pani talent.
Gdzie to wino, gdzie ta Lorreta.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Trevor Yaxley - 17.03.2023

Po odejściu od stanowiska tajemniczego Goblina, Trevor trzymał w dłoniach ewidentnie damską, rudą perukę. Nie będzie w stanie zrobić z niej właściwego użytku. Podał tę trzymaną perukę swojej kompance.
Myślę, że Tobie będzie w niej bardziej do twarzy niż mnie — Powiedział żartobliwie, unosząc w uśmiechu kąciki ust. Na chwilę odmówił poczęstunku czekoladkami, które w jego opinii przegrywały z zawartością papierowej torebki od Nory. Dziwny wóz Sary Macmillan również przykuł jego uwagę. Sama Sara Macmillan nie była dla niego całkowicie nierozpoznawalna, bo przewinął się przez jej stoisko podczas ostatniej Ostary, gdzie młoda czarownica zapewniała wyżywienie. W noszonym przez niego przebraniu ona nie była w stanie go rozpoznać. Skinął głową na znak zgody.
Nie. Dlaczego miałoby? Zwykle chodziłem na takie wydarzenia z rodziną. Ja również nie przepadam za tłumami, chociaż potrafią się okazać przydatne w razie potrzeby — Zapewnił ją o tym, że nie przeszkadzało mu to. Przypominało mu to jego dawne życie. Jego rodzina była dla niego ważna. Być może byli wśród tych wszystkich ludzi, bawiąc się w najlepsze. Będąc już w tym miejscu zdecydował się sięgnąć po herbatę z prądem. Zawarta w niej domieszka alkoholu powinna być dla niego wyczuwalna w kubku, ale nie zaburzy jego trzeźwości. Po nalaniu sobie herbaty z prądem, usiadł na tym kocu z wyciągniętymi przed siebie nogami i jadł wyciągniętego z papierowej torby eklerka. Od czasu do czasu spoglądał na mijających ich ludzi.
Powinnaś iść poznać jakiś ludzi — Zasugerował przed napiciem się po raz pierwszy herbaty z prądem. Nie było tak, że nagle jej towarzystwo stało się niemiłe albo, że nagle zapragnął się jej pozbyć... ale jak przystało na przyszywanego wujka i ojca swoich dzieci wiedział, że osoby w wieku Aveliny powinny spędzić chociaż trochę czasu z rówieśnikami.

!herbata z prądem

@Avelina Paxton