![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Danielle Longbottom - 09.12.2023 Jej oczy rozbłysły, kiedy usłyszała wieści na temat futrzaka; przestąpiła z nogi na nogę, jakby hamowała się przed czymś. Z jakiegoś powodu założyła (jak widać błędnie), że Ulysses oddał psa do adopcji; pedantyczność oraz styl życia jaki wiódł zdecydowanie nie współgrały ze zwierzęciem znalezionym gdzieś w lesie, który po ostatnich wydarzeniach mocno nadszarpnął zaufanie, jakim darzył ludzi. Na pewno wymagał czasu, cierpliwości, zaangażowania. Czegoś, czego nie śmiałby od Rookwooda oczekiwać. A jednak, otrzymała to. Kąciki jej ust uniosły się do góry. - Caval? - powtórzyła, uświadamiając sobie, że nie zna imienia zwierzaka - Dobry wybór. Pasuje do niego - kiwnęła głową, po raz kolejny posyłając swoim rozmówcom uśmiech. Tym razem nieco dłużej zawiesiła wzrok na Ulku - w końcu to on wybrał to imię, prawda? Dani miała tą umiejętność, że z każdym potrafiła nawiązać pozytywną relację. Niezależnie od wieku, płci czy pochodzenia - bez większego wysiłku udawało jej się znaleźć niewymuszony temat do rozmowy, czy to zwyczajnego small talku czy głębszej konwersacji na tematy filozoficzne. Dlaczego więc z Cathalem miałoby być inaczej? Tym bardziej, że jako przyjaciel Ulka na starcie zyskiwał dodatkowe punkty. Niestety, na rozmowę nie było zbyt wiele czasu, bo ten postanowił (dosłownie) zawinąć Letę pod pachy i nie czekając na jakąkolwiek reakcję, zostawił ich samych. Z wyrazem niemałego zdziwienia na twarzy. Uchyliła wargi, jakby chciala coś powiedzieć, jednak chyba nic mądrego nie przyszło jej do głowy i ograniczyła się do pomachania im na pożegnanie. - Naprawdę dałam radę wystraszyć ponad dwumetrowego mężczyznę...? - mruknęła pod nosem, kręcąc lekko głową. W jej głosie dało się usłyszeć rozbawienie. Nie, żeby przeszkadzało jej towarzystwo samego Rookwooda, bynajmniej! Na propozycję wymienienia się wiankami nie odpowiedziała. Nie musiała nic mówić - po prostu stanęła naprzeciw mężczyzny i podnosząc się na palcach, sięgnęła po swój wianek, z zamiarem założenia mu głowę. Wcześniej oczywiście zdjęła ten, który miał na sobie, by bez większego zastanowienia włożyć na swoją głowę. Tak jak wcześniej dało się z niej czytać jak z otwartej książki, tak teraz miała dosyć nieodgadniony wyraz twarzy. Być może jej oczy błyszczały nieco jaśniej niż zwykle, a policzki, wystawione na promienie słońca nabrały różowego koloru - Jesteś pewien, że nie chcesz dwóch? - upewniła się, gdy już stała na palcach, a ich twarze były mniej więcej na tej samej wysokości. Na krótką chwilę ich spojrzenia się spotkały. Naszego psa - rozbrzmiało w jej głowie, i choć w pierwszej chwili brzmiało to absolutnie nienaturalnie, uświadomiła sobie, że te słowa odzwierciedlają to, co mogłoby się wydarzyć. Że to się wydarzyło. A jej to pasuje. [roll=Z] Na aurę Ulka! RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Perseus Black - 09.12.2023 Był rozczarowany, lecz nie odmową Vespery, a swoją własną postawą. Och, jak mógł być tak lekkomyślny, jak mógł wykazać się tak małą empatią, by proponować jej szybki ślub? Nie było to najrozsądniejsze z posunięć, nie w momencie, w którym jej dwa poprzednie małżeństwa zakończyły się śmiercią jej partnerów. Czyżby wisiał nad nią zły omen? Czyżby obawiała się, że Perseus również dokona swojego żywota przedwcześnie? Nie podejrzewał jej wszakże o to, że mogła przyłożyć rękę do swojego rychłego owdowienia, choć tatuaż na jej przedramieniu powinien dać mu do myślenia. Był jednak w niej zbyt zakochany, by widzieć wszystkie czerwone flagi, a poza tym byłby hipokrytą, gdyby miał kogoś przekreślać na podstawie jednego, czy dwóch zabójstw. Każdemu się może niechcący zdarzyć uśmiercić człowieka - jemu na przykład dwa razy powinęła się noga i nie robił z tego powodu afery. — Przepraszam — ujął jej twarz w dłonie, a potem pocałował ją w czoło — Nie chciałem w żaden sposób wywierać na tobie presji, tylko, żebyś wiedziała, że zależy mi na tobie i myślę o tobie poważnie. Ucieszyła go jej deklaracja, ale o tym, że miał wrażenie, że tu wcale nie chodzi o jej ojca, a o wysoki współczynnik śmiertelności wśród jej mężów już nie zamierzał wspomniać. Zamiast tego pozwolił jej złapać za ramię i zaprowadzić w stronę ognisk, a gdy tak razem szli, Perseus pochylił się nad nią i wyszeptał do jej ucha z całą drzemiącą w nim miłością: — Z całym szacunkiem do twojego szanownego pana ojca, ale niech idzie do Salazara. Jesteśmy dorośli i możemy robić dorosłe rzeczy, jak na przykład bycie nieodpowiedzialnymi i branie za to później odpowiedzialności. Zaplótł swe palce z palcami Vespery. Uniósł jej dłoń do swoich ust i ucałował - to był język, jakim okazywał swoje uczucia. — Obiecuję ci, że nigdy więcej nie będziesz musiała się go obawiać. A potem spojrzał w ogień. !płomienie RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 09.12.2023 Perseus BlackKształt był niejasny i zdeformowany - dopiero po dłuższej chwili udało ci się dostrzec w płomieniach charakterystyczną dla magów Wizengamotu togę. Rodzi się w tobie przeczucie, że wreszcie dokona się sprawiedliwość. Pozostaje tylko jedno kluczowe pytanie - czy dosięgnie ona ciebie, czy twoich wrogów?
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 10.12.2023 - Mówisz? Myślałam, że bycie dziwnym to twój urok - uśmiechnęła się lekko. Chciała coś jeszcze dodać, ale zrezygnowała, bo wbrew pozorom potrafiła ugryźć się w język. Lubiła się z nim droczyć, ale wszystko miało swoje granice. Już lata temu nauczyła się, że odpuszczenie żartów może uratować przed nieumyślnym zranieniem kogoś. Gdy nieudanie rzuciła, uniosła ręce niby w geście zwycięstwa, i obróciła się w kierunku Leona. - Jak nie ma, jak ja? Właśnie wyszedłeś z największym pechowcem na tym... Och kurwa - Olivia nagle zbladła, potwornie wręcz. Jej wzrok utkwiony był w Philipie, który stał niedaleko i na jej szczęście jej nie zauważył. Nie spodziewała się Notta tutaj, w ogóle zdążyła o typie zapomnieć przez te wszystkie miesiące. Lecz gdy tylko zobaczyła jego profil, wspomnienia wróciły. Nic zdrożnego, po prostu zachowała się jak debil - również nic nowego. Ale chociaż gwiazdor psy miał fajne. - Masz okazję teraz być rycerzem na białym koniu i wybawić mnie z opresji jak prawdziwą księżniczkę. Schowała się za plecami przyjaciela i ostrożnie wyjrzała zza jego ramienia. Philip zdawał się być zajęty grą, więc to był doskonały moment na to, by wykonać taktyczny odwrót. Podejrzewała, że Nott w ogóle nie pamięta o rudej dziwaczce, z którą doświadczył dziwnego uczucia jakby dymnej kotary w Dolinie Godryka, ale kto go tam wiedział - sam był dziwny. Nawet bardziej niż ona. - Jest tu ktoś, kogo bardzo nie chcę spotkać. Przesuń się lekko w prawo... I jeszcze trochę. Chodź, pójdziemy w te ogniska, to chyba czas najwyższy żeby tam iść, nie sądzisz? - szepnęła mu do ucha, pokazując w bliżej nieokreślonym kierunku. - Proszę? RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Theon Travers - 10.12.2023 Nie zakładał, że Camille robiła to celowo. Gdyby sprawa nie była z jego perspektywy nagląca, czekałby na tyle cierpliwie, na ile byłby w stanie. Sytuacja jednak wyglądała tak jak wyglądała. Więź nie pozwalała mu zachować spokoju. Budziła uczucia, z którymi nie był sobie w stanie poradzić. W dodatku, na ile zdążył się już zorientować, w najbliższym czasie mogło być tylko gorzej. - Jasne. - zgodził się. Na tym mu w końcu zależało. Potrzebował, żeby wreszcie zajęła się jego sprawą, tak jak mu swego czasu obiecała. Nie mógł sobie przecież pozwolić na to, aby zajął się tym jakiś przypadkowy medyk czy klątwołamacz. Wizyta w Mungu mogła okazać się zbyt ryzykowna. Miał zbyt wiele do ukrycia. Ciężko było przewidzieć reakcje kogoś, kto w danym momencie nie do końca panował nad swoimi emocjami. W tej konkretnej chwili Theon nie trzymał się co prawda najgorzej, ale w ciągu całego dnia potrafił mieć całkiem spore huśtawki nastrojów. W jednej chwili spokojny, w następnej potrafił wybuchnąć złością, która była wynikiem... odczuwanej zazdrości? Nie był w stanie tak do końca tego określić. Bo i niekoniecznie to na co reagował działo się bezpośrednio przy nim. Mógł tylko zakładać. Biorąc pod uwagę powyższe, niewyciąganie ręki w jego kierunku było opcją po prostu bezpieczniejszą. Mniej ryzykowną dla Camille. Odeszli w ustronne miejsce. Kolejnych słów jasnowłosej kobiety słuchał uważnie, powoli wypalając skradzionego jej papierosa. Pozwalało mu to zachować pewną trzeźwość umysłu. Koiło nerwy. Tylko czy takich zalet palenia nie wskazywał każdy uzależniony? - Co się stało? - powtórzył za nią. - Nic szczególnego. Po prostu udało mi się wleźć na ten pal i zawiesić na nim ten przeklęty wianek. Później... - tutaj się zamyślił, powracając do nie tak odległych przecież wydarzeń. Ledwie z początku maja. - ...to było trochę dziwne. Uczucie euforii? - nie był tak do końca pewien w jaki sposób powinien to opisać. - Pocałowaliśmy się i spędziliśmy na sabacie jeszcze jakiś czas. Nie planowałem tego, wiesz? - zanim kontynuował, na moment umieścił papierosa między wargami. Znów wypuścił dym. - Tak jakby nie byłem wcześniej nią zainteresowany w ten sposób. - powiedział, nie zamierzając zarazem tłumaczyć się ze swojego życia uczuciowego, które obecnie było trochę (bardzo) poplątane. Wszystko wyglądało zupełnie nie tak i nie bardzo był w stanie to odkręcić. Camille nie powinno to jednak w ogóle obchodzić. Nie miało to związku ze sprawą. - A teraz nie mogę wyrzucić jej z głowy. Logicznie myśleć? Nie bardzo wiedział, w jaki sposób należało jej wytłumaczyć fakt, iż pomocy zaczął szukać tak późno. Przecież nie wypali jej tutaj, że po Beltane spał jakieś 20 dni, a później jeszcze inne sprawy trochę mu utrudniły zajęcie się tą jedną kwestią. Niby palącą, ale jednak ze wszystkim zwlekał całkiem długo. To mogło wcześniej Camille zmylić. Mogło jej pozwolić na błędne założenie, że sprawa nie była tak pilna jak Theon pisał w swoim liście. Listach? Przecież w Mungu każdego dnia pojawiali się czarodzieje, którzy fizycznie oraz pod względem psychicznym nie mogli dłużej czekać. - Wiesz, na samym początku nie bardzo wiedziałem co to jest, że to kwestia magii, a później ona deklarowała, że sama się tym jakby zajmie? - postanowił skłamać, twierdząc, że tak późna reakcja z jego strony to wina Stelli, która z niczym się nie śpieszyła. Może nie dawało jej się to równie mocno we znaki? - Dopiero po pewnym czasie matka zasugerowała, żebym skontaktował się z Tobą. I tak też było. W swoim pierwszym liście, Theon powołał się na Jennifer Yaxley, która sama za młodu zajmowała się łamaniem klątw i poleciła synowi skontaktowanie się właśnie z Camille Delacour. Może się znały? Kiedyś miały okazje współpracować? Theon w to nie wnikał. Nie miało to dla niego znaczenia. Poza tym nie chciał też denerwować matki, która i tak zwykła regularnie powtarzać, że jego wybryki kiedyś wpędzą ją w neurastenie pozaklęciową. - I nie, żadnych duszności. Kaszel.. nie, nie. - nie był pewny o co pytała, ale pozwolił sobie założyć, że gdyby jakieś skutki uboczne wystąpiły, byłby tego świadomy. Z reguły nie dawało się tego przeoczyć, jeśli wywołane zostały one przez magię. - Jedynie męczy mnie trochę ostatnimi czasy bezsenność, ale nie wiem na ile to ma związek? RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 10.12.2023 Camille uważnie obserwowała Yaxleya. To, co mówił, to jedno - lecz to, co robił to zupełnie inna bajka. Delacour była dobrą obserwatorką, potrafiła wychwycić pewne nawyki, niuanse i zmiany w zachowaniu. Problem w tym, że tak naprawdę to ona nie znała Theona, więc tej ostatniej umiejętności nie była w stanie wykorzystać. To było irytujące, jeśli tak o tym pomyśleć: jeśli jednak zacznie traktować Yaxleya jako jednego ze swoich pacjentów... Camille odetchnęła głęboko. Będzie musiała dać mu kredyt zaufania że to, co mówi, jest prawdą i niczego przed nią nie zataja. Owszem, dostała list od Jennifer, którego nie mogła zignorować z prostego względu - to była dobra znajoma, chociaż dalsza, jej rodziców. Odmowa nie wchodziła w grę z tak wielu powodów, że nawet nie przeszło to blondynce przez głowę. Poza tym skoro Jen chciała, by ona się tym zajęła... To znaczyło, że w końcu weszła o stopień wyżej na drabinie socjety. To łechtało jej ego, sprawiało że nie tylko czuła się ważna, ale i doceniana. Sęk w tym, że sprawa, z którą przyszedł do niej Theon, była niezwykle złożona na wielu różnych płaszczyznach. Nie dało się po prostu mu powiedzieć "masz tu maść, smaruj skronie, wypij ten eliksir i czar pryśnie". Po Beltane mieli w Mungu wiele takich przypadków - i najgorsze było to, że każdy był kompletnie inny. To nie była choroba, na którą dawało się eliksir i zalecano porządny sen absolutnie każdemu. - Wszystko może mieć związek z klątwą, której właśnie doświadczasz. Bo uczucie, o którym mówisz, jest nieprawdziwe - powiedziała cicho, dopalając jednego papierosa i odpalając niemal od razu drugiego. Tym razem wyciągnęła paczkę w stronę mężczyzny, żeby nie musiał uciekać się do bezczelnej kradzieży. - Dlatego przekładałam nasze spotkanie - bo muszę cię wypytać i dokładnie przebadać, a do tego potrzebuję co najmniej całego dnia. Każde odstępstwo od twojego normalnego samopoczucia jest anomalią, która najpewniej ma związek z tym, co się stało na Beltane. I nie chodzi tu tylko o fizyczne dolegliwości, Theonie, ale także - a może głównie? - o te psychiczne. Widzę, że się męczysz, ale nie jestem ci w stanie pomóc od ręki. W innym przypadku pewnie byłoby jej przykro, ale z drugiej strony doskonale wiedziała, że tak się skończy ta rozmowa. Nie miał żadnych fizycznych objawów, wiec mógł poczekać. Nie będzie go przepytywać na sabacie, gdzie jest za głośno i w grę wchodziła relacja pacjent-lekarz, której szczegóły nie powinny wyjść poza te dwie osoby. - Jutro mam wolne. Rozumiem, że nie poszedłeś do szpitala, bo masz powód? Wolisz zrobić to u mnie w domu? Ostrzegam jednak, że nie będę w stanie cię dokładnie zbadać, nie mam potrzebnych narzędzi. Mogę je załatwić przez wzgląd na twoją matkę i relację z moją, lecz to znowu potrwa. A widzę, że jesteś naprawdę... zdeterminowany, żeby pozbyć się problemu - w porę ugryzła się w język, by nie nazwać go desperatem. To nie była jego wina przecież. Poza tym mógł jej zajść za skórę tym nagabywaniem, ale przecież nie była kompletnie bez uczuć, prawda? Mogła nie pałać do niego sympatią czy współczuciem, ale nie potrafiła zignorować faktu, że naprawdę się męczy. Poza tym... Klątwy Beltane były cholernie ciekawym przypadkiem medycznym. Każda jedna. - Mogę ci polecić sklep, który prowadzi moja koleżanka. Nie zapłacisz nic za eliksir nasenny, jeśli powiesz jej, że jesteś ode mnie. Chyba że wolisz wytrzymać do jutra bez snu? Zaciągnęła się papierosem, nie spuszczając wzroku z Yaxleya. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Możesz też zostać tutaj i się po prostu nawalić. Efekt będzie ten sam z tą różnicą, że kompletnie nie wypoczniesz, ale organizm dostanie minimalną dawkę snu, a mózg się od tego odetnie - ruchem głowy wskazała namioty. Zrobiła to specjalne - zmęczony i wycieńczony alkoholem Theon nie będzie w stanie się przed nią bronić, gdy weźmie go w krzyżowy ogień pytań. Będzie nieuważny i nierozsądny, łatwiej się wygada. To, co mówiła, nie do końca było też prawdą, bo w jego stanie picie alkoholu mogło przynieść tragiczne skutki. Picie na smutno różnie się kończyło. Na przykład wysłaniem serii pijackich listów miłosnych. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rowena Ravenclaw - 10.12.2023 Pojawiła się SzeptuchaCzym bowiem byłaby sabat bez obecności Sally; obłąkanej wieszczki, która pojawiała się znikąd, niekiedy wywracając do góry nogami czarodziejskie życia swymi przepowiedniami. Tak było również i teraz - Szeptucha zjawiła się na sabacie nagle, jakby zmaterializowała w tłumie (być może właśnie tak było? W jej przypadku chyba nic już nie dziwiło), a jej oczy wodziły po twarzach zebranych, szukając wśród nich ofiar wybrańców. Nora i MabelWyrosła przed wami i uśmiechała się do Nory tak, jakby o wszystkim wiedziała. Prawdopodobnie tak właśnie było, ale Szalona Sally zdawała się być niejako mile połechtana tym, jakie emocje wywołuje w młodej cukierniczce. Wyciągnęła ku niej dłoń zakończoną długimi paznokciami i pogłaskała ją po policzku - Nora w tym samym czasie nie mogła się w żaden sposób poruszyć. Trudno było jednak powiedzieć, było to efektem jej strachu, czy jakiegoś tajemniczego zaklęcia, które na nią rzuciła. — On jest tutaj, na tym sabacie. Ten, który sprawi, że zatrzepocze ci serce i pokaże miasto żeliwnej wieży — oznajmiła Norze — Jest piękny, czarujący i potrafi wznosić na wyżyny, ale to nie człowiek dla ciebie. Nie takiego życia szukasz dla siebie i dla niej. Puściła Norę i zwróciła się do małej Mabel. — Przywdziejesz kolory Domu Lwa — oświadczyła krótko, po czym was ominęła. Dopiero teraz Nora mogła się poruszyć. Jeśli zdecydujecie się odwrócić i spojrzeć w ślad za nią, nikogo nie zobaczycie. ErykPołożyła dłoń na twoim ramieniu, a następnie przywarła do ciebie niczym spragniona pieszczot kotka, choć wcale kotką nie była, lecz czarną panterą, dziką i groźną. Jej palce wybrały się na wędrówkę wzdłuż twojego ramienia. — Lawenda nie mówi prawdy. Róża chętniej rozchyli swoje płatki za kilka galeonów więcej. Ale Mak... Biedny Mak, nie wybieraj Maku, jeśli nie chcesz mieć kłopotów. — wyszeptała. Nim zdążyłeś o cokolwiek zapytać, Sally zdążyła zniknąć. Danielle i UlyssesKiedy ją zobaczyliście, stała za jednym z ognisk, przez co sprawiała wrażenie, jakby wyszła właśnie z płomieni. Wpatrywała się w was intensywnie, a wy czuliście, że nie możecie się ruszyć. Zaraz zasłoniła ją grupka czarodziejów. Kiedy już byliście pewni, że zniknęła, Szeptucha pojawiła się za waszymi plecami. Nie widzieliście jej - nie mogliście się ruszyć, ale wyraźnie słyszeliście jej głos. — Niektóre królestwa są niewarte objęcia. Niektóre walki - warte podjęcia. Razem przetrwacie tę burzę. Kiedy się odwróciliście, nikogo za wami nie było. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Vespera Rookwood - 10.12.2023 Doceniała jego słowa, wręcz nawet ją rozbawił swoją pewnością względem jej ojca, ale nie w żaden negatywny sposób. Sama nie miała nawet odwagi tak pomyśleć o Chesterze, ale Black dawał jej naprawdę spore pole do tego, aby zmienić to w swoim postępowaniu. Ojciec posłany do Salazara przez jej narzeczonego. Tego jeszcze nie doświadczyła, może nie musiała aż tak obawiać się swojej przyszłości? Wiedziała z drugiej strony, że jej troski nie minął tak szybko, miała swoje zobowiązania, z których nie mogła nawet zrezygnować, a tatuaż był w tym miejscu idealnym tego przykładem. Zacisnęła mocno dłoń na jego dłoni i cicho westchnęła z przyjemności, gdy ją ucałował. Ta jego czułość była delikatna, stonowana, dawna jej w odpowiednich dawkach zaczynała odpowiednio zmiękczać jej serce względem niego i budzić w niej lwa, który chciał za wszelką cenę go chronić. Egoizmu szybko się nie oduczy. Vespera i Perseus byli różni, inaczej postrzegali świat. Ona chciała stać na zgliszczach swoich wrogów, a on niekoniecznie w ten sposób działał. – Odważnie, mój drogi – odszepnęła z uśmiechem. – To nawet podniecające – dodała przyciągając go na chwilę do siebie, aby móc mu to powiedzieć do jego ucha, a następnie lekko je zagryźć. Gdy dotarli do ognisk sama spojrzała w jedno z nich. Lubiła ogień, lubiła to, że był żywy i pulsujący, a do tego niszczycielski. Sama siebie często porównywała do takiego ognia. @Perseus Black !płomienie RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 10.12.2023 Vespera RookwoodKiedy tylko spojrzałeś w ogień, płomienie buchnęły w górę. Z początkowego chaosu wyłonił się rydwan ciągnięty przez dwa konie. Przez twoją głowę przemknęła myśl o podróży; dokąd chcesz się udać? Jakie wspaniałości zobaczyć? Co ze sobą przywieźć? Kogo zabrać?
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Little Fox - 10.12.2023 Wygrała jedynie małego misia, co jej nie usatysfakcjonowało, więc ruszyła z Felixem do puszek, ale przyjacielowi się nie udało, więc dziewczyna lekko zaczerwieniła się ze złości. Jeśli chodzi o przegrywanie była w tym naprawdę okropnie kiepska. Nienawidziła przegrywać, nienawidziła, gdy coś jej nie wychodziło, więc musiała za wszelką cenę wygrać. – To jakieś oszukane! – powiedziała oburzona i sama wykupiła sobie kolejne rzuty na puszki. Złapała za piłkę i zaczęła rzucać. – Jak teraz nie wygram to nie wiem co zrobię – burknęła niezadowolona. Chciała jakiegoś dużego misia, który wręcz ją zgniecie, ale najbardziej to jej zależało na tym, aby po prostu wygrać, aby być po prostu lepszą, a nie cieniasem, co misia nie potrafi sobie wygrać. Nawet nie była zła o to, że Felixowi nie wyszło. Tutaj chodziło jej dumę, o to, że chciała być najlepsza, perfekcyjna, idealna we własnych oczach. W tym momencie była na tyle zaślepiona chęcią wygranej, że nie zwracała za bardzo uwagi na swojego przyjaciela. Nigdy nie nauczyła się względem gier pokory, nadal miała w sobie to dziecko, które musiało mieć satysfakcję z gry poprzez wygraną. Jak grała z dzieciakami, które przyłączyły się do cyrku to nigdy nie dawała im wygrywać, bo ona musiała być najlepsza. +10 za wianek z paproci i puchar w ognisku. [roll=PO] [roll=PO] [roll=PO] |