Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Loretta Lestrange - 17.03.2023

Wywróciła teatralnie oczyma, aby po chwili umościć poirytowany do żywego wzrok w osobie Notta. Ta jego buzia patrycjusza, nienaganna fryzura i te przeklęte dołeczki, za które kiedyś gotowa byłaby zabić – teraz jednak wywoływały jedynie salwę konwulsyjną w miękkim umyśle; nie chciała go widzieć równie mocno, co chciała ukrócić jego żywot, a nie zrobiła tego jedynie dlatego, że w Azkabanie brudno jest, a ona była w końcu niebagatelną snobką. Prawdopodobnie dlatego jedynie uciekła gwałtownie spojrzeniem w osobę mikrej (ha! i ty to mówisz, Lestrange?) blondynki, której włosy kołysały się na wietrze jak widmo dymu nikotynowego. Sięgnęła do kieszeni, wyjmując elegancką papierośnicę i bezsłownie skierowała otwarte wieczko ku Cynthii.

Sama odpaliła papierosa, pozwalając zająć się końcówce ognistym oczkiem, mrugającym nieśmiało do dziewczyny przy każdym mocniejszym pociągnięciu nikotynowej rozpusty ku zakamarkom płuc. Westchnęła pod nosem, a gdy niewiadomy jej mężczyzna, fan Notta (musiał mieć doprawdy wybrakowany gust), ruszył w kierunku obrazów.

Kiwnęła jedynie głową, na szept brata ciepłem drażniący małżowinę uszną.

A może zamiast tego oddalimy się od nich i pójdziemy wylosować pierścionki? – odparła lekko. – A ciebie namaluję w moim atelier, nie na straganie – dodała po chwili, roziskrzone spojrzenie umieszczone w Cynthii podkreślając szybującymi ku górze kącikami ust.

Chwyciła blondynkę pod ramię, zupełnie jakby były najbliższymi sobie przyjaciółkami – a przecież ledwo się poznały. Prawdopodobnie Flintówna widziała Lorettę na okładkach czarodziejskich magazynów i gazet, w których zaczytywały się bez reszty biurwy; o Cynthii zaś wiedziała tyle, że ma bardzo ładne, jasne włosy.

Stojące niebanalnie w opozycji do jej kruczej czupryny, którą prędko po wyjściu z domostwa rozwichrzył surowy, kwietniowy wiatr, posiadający do tej pory znamiona zimy. Grzywka więc, zmierzwiona i niepoukładana opadała na czoło, reszta włosów zaś, kończąca się linią nad drobnymi ramionami, pozostawała splątana.

Moneta zabrzęczała jej w dłoni, aby po chwili pojawić się w postaci kulki z zamkniętym wewnątrz pierścionkiem.

Twoja kolej – rzuciła, otwierając wieczko.


!losowanie pierścionka


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 17.03.2023

Pierścionek z niebieskim oczkiem


Po włożeniu pierścionka na palec zauważasz, że wokół ciebie zaczynają latać niebieskie motyle. Od czasu do czasu któryś siada ci na głowie, ręce, lub przysiada na nosie, lekko łaskocząc. Apatyt stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt motyla.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Orion Bulstrode - 17.03.2023

Och, zdecydowanie potrafiła prawić komplementy. Jak nic wzięła kilka lekcji z tego, jak prowadzić rozmowy.
Doceniam miłe słowa, a skoro już jesteśmy przy moim zawodzie. Jak rozumiem, w przyszłości sama chcesz przejść kurs pozwalający Ci na dołączenie do naszego biura? — rzucił, chcąc nieco zahaczyć o ten temat. — Skłoniło Cię do tego coś konkretnego? Uroki pracy? Płaca? Swoboda pracy? — rzekł, zerkając na nią z zaciekawieniem.
Co prawda brakowało mu nieco towarzystwa brata, ale Heather zdawała się być całkiem interesującą osobą. Co prawda ich rozmowa nie trwała jakoś szczególnie długo, ale zrobiła na nim naprawdę dobre wrażenie. Musiał przyznać, że naprawdę ładnie poradziła sobie z problematyczną czkawką. I jasne, może to nie było to jakieś wielkie wyzwanie, ale cóż — jemu się nie udało. Poza tym — odnotował też jej reakcję względem poszkodowanej. Całkiem miło i przyjemnie podsumowała całe zajście. Tak, zdecydowanie warto byłoby powiedzieć o niej kilka dobrych słów komuś wyżej.
Gdy zaczęła nieśmiało napomykać o odwiedzeniu kilku stoisk, nie potrafił powstrzymać lekkiego uśmiechu. Jasne, może nie było to szczególnie profesjonalne, ale póki co sytuacja zdawała się dość opanowana, także chyba nie zaszkodzi lekko zejść z trasy, prawda? No i kto wie, może coś złego zadzieje się przy samych stanowiskach? Warto zerknąć, czy sprzedawcy nie oferują nielegalnych przedmiotów. Naprawdę nie miał serca jej odmówić.
Jeśli Ty nie wspomnisz po wszystkim o naszej trasie, ja również tego nie zrobię — rzucił tylko gładko, dłonią robiąc gest zamykania ust na klucz. — Prowadź, Heather — dodał tylko, zerkając na nią wyczekująco.
Gdy podeszli do stoiska Vior, rozejrzał się po nim, ale nie do końca wiedział, w co włożyć ręce, także dał po prostu działać towarzyszce.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ulysses Rookwood - 17.03.2023

Ulysses drgnął, gdy usłyszał głos Danniele. Odwrócił ku niej głowę, odruchowo omiatając spojrzeniem całą jej sylwetkę i oczywiście tego żółtego tulipana. Normalnie przeszkadzały mu takie szczegóły, ale nie w jej przypadku. W jej przypadku jakoś pasowały, aż miał ochotę wyciągnąć rękę i schować jej niesforny kosmyk włosów za ucho, by kwiat był jeszcze lepiej widoczny. Zmarszczył brwi, dziwiąc się własnemu zaskoczeniu. To Beltane. Nie powinien dziwić się, że tu przyszła. A jednak był zaskoczony, a potem poczuł nasilające się uczucie niepokoju, gdy uzmysłowił sobie, że mogła dalej tu być i później, kiedy Lord Voldemort przyjdzie przejmować moc ognisk.
- Tamte dwa pączki też poproszę – powiedział, wybierając dokładnie te wskazane przez Danielle. Myślał, zastanawiał się, szukał sposobu, żeby ją przegonić z tegorocznego Beltane. Nie widział w niej zagrożenia, widział w niej niewinną, dobrą uzdrowicielkę, która mogła paść ofiarą tej nocy. – Długo tu jeszcze będziesz? – zapytał obojętnie.
Przynajmniej pomagało, że nigdy nie potrafił właściwie wyrażać emocji. Ulysses, patrzył na Danielle, czekając w napięciu na odpowiedź. Może wcale nie planowała tu zostawać. Może właśnie szykowała się do wyjścia i nie było potrzeby by w ogóle się odzywał? Ostatni przystanek. Klubokawiarnia by kupić ulubione pączki i odejść?
- Też wyglądasz dobrze. Jak zawsze zresztą.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Avelina Paxton - 17.03.2023

Widząc wylosowaną przez Trevora perukę zaśmiała się cicho pod nosem. Nie mogła się powstrzymać, ponieważ wyobraziła sobie w niej Trevora i był to zabawny widok. Wzięła ją od niego i schowała do swojej torebki.

— Uważasz, że lepiej byłoby mi w rudych? – zapytała podpuszczając go trochę.

Gdy siedząc już na kocyku wzięła łyk herbaty z prądem pisnęła cicho czując jak przez jej ciało przechodzi dziwna energia. Włosy stanęły jej dęba, co musiało komicznie wyglądać. Zaczęła je przygładzać, ale słyszała tylko jak zaczynają jej strzelać prądem dłonie. Zaczęła się śmiać. Posmak, która miała w buzi nie był dla niej przyjemny, ponieważ nigdy nie przepadała za ostrymi smakami. Była też trochę zła, ponieważ musiała się naprawdę mocno natrudzić, aby jej włosy były w jakimś niepozornym ładzie. Teraz sterczały naelektryzowane w każdą stronę.

— O Merlinie! Mogłam wziąć jednak tą korzenną. – powiedziała rozbawiona, a słysząc, że Trevor wspomina o tym, że powinna poznawać ludzi uniosła brwi ściągając maskę i przecierając delikatnie załzawione oczy. Ta herbata zdecydowanie nie będzie należeć do jej ulubionych.

— Chcesz się mnie pozbyć? – zapytała szturchając go lekko ramieniem i rażąc go przy tym nieznacznie prądem. – Nie lubię poznawać nowych ludzi i przyszłam tu z tobą. Naprawdę nie przeszkadza mi twoje towarzystwo. Wiem, wiem jestem zdecydowanie młodsza, więc jeśli masz ochotę spotkać się z kimś innym to nie będę miała tego za złe. – spojrzała na niego uważnie.


1/3 – porażenie prądem



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 17.03.2023

- Też chciałbym to zobaczyć - rzucił, w sumie nawet szczerze, autentycznie chcąc sprawdzić, jak taka sztuczka niższych lotów by jej wyszła. Nie śmiał jednak sprawdzać podobnego zagrania osobiście.
Kiedy Goblin wręczył mu kajdanki, uniósł lekko brwi. Szmelc wcale nie wyglądał na aż tak okropny, może gdyby nie fakt, że cała jego użyteczność opierała się na słowie-haśle, którego nie sposób było się doczytać na karteczce, którą właśnie Bulstrode obracał w dłoniach.
- Nie znasz może przypadkiem jakiegoś godnego zaufania widmowidza? - rzucił do Brenny z pewnym przekąsem, na moment jednak uśmiechając się do niej szczerze, z tym samym rozbawieniem, które ona zaserwowała i jemu.
Obserwował goblina uważnie, ale już same czerwone sprawiały, że można było nabrać pewnych sporych podejrzeń co do tego, że ten nie gra fair. Przytaknął Longbottom, w zamyśleniu jednak nie siląc się na nic więcej. Na całe szczęście też dla nich, przez samo stoisko zdawało się przewijać wręcz morze chętnych na skorzystanie z atrakcji. Materiału do obserwacji, mieli więc od groma. Ktoś nawet przyprowadził też konia.
Atreus zmarszczył brwi, podążając za głosem, który się z nim przywitał, podnosząc tym samym oczy na Malfoya. Czy mu się przesłyszało, czy Elliott właśnie w jakiś pokrętny sposób zwrócił się do niego? Nieważne. Kiwnął mu głową.
- Muszę zgodzić się z Brenną. Obecność konia w takim miejscu aż prosi się o wypadek - rzucił, niekoniecznie jednak wkładając w to wiele serca, bo miał już pewność. Pewność, że nie miał co dłużej zwlekać. Przepchnął się koło tej cholernej chabety i ruszył do koła, unosząc ręce do tłumu.
- Proszę o uwagę - rzucił pewnym siebie głosem. - Loteria zostaje zamknięta. - w jego głosie dało się słyszeć satysfakcję, która tylko wzmogła się, kiedy jego spojrzenie trafiło na goblina. - A ty, jesteś zatrzymany. - zakończył dobitnie, podchodząc do gagatka i zakuwając go w kajdanki (prawdziwe, ministerialne, a nie goblińskie ze zgubionym kluczem). Na Anwara nie zwrócił nawet większej uwagi, bo dla niego liczyło się aktualnie tylko to, że największa zgryzota jego życia właśnie została przyłapana na gorącym uczynku. Zerknął jeszcze na Brennę, gestem zaraz przywołując jeden z wolnych patroli BUMowców, który znajdował się nieopodal i to w ich ręce oddając tymczasowo oszusta i jego worek z fantami. Jako dowód.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Brenna Longbottom - 17.03.2023

- Patrzysz na takiego – stwierdziła, uśmiechając się odrobinę krzywo. Nie chwaliła się tym na co dzień, ale akurat BUMowcy o tym wiedzieli, Atreus kiedyś służył w BUM jednocześnie z nią, więc choćby sam nie wiedział – istniała spora szansa, że jeżeli spyta w Deprtamencie, i tak ktoś mu powie.
Chociaż znała Atreusa za słabo, aby domyślała się, że mówi poważnie. Longbottom sądziła, że ten sobie żartował z tymi próbami odszukania hasła.
Potem, kiedy okazało się, że mieli rację, posłała Malfoyowi przepraszający uśmiech. Obowiązki wzywały.
- Magia bezróżdżkowawestchnęła tylko, kiedy Atreus ruszył ku goblinowi, sama wyciągając różdżkę i kierując się tam razem z nim. Nie, nie żeby aresztować Jamila. Jego ruch był podejrzany, ale po prostu chciała dopilnować, że goblin nie będzie czegoś kombinować. Przez głowę przeszło jej, że ta sytuacja właśnie pięknie podkopuje stosunki międzyrasowe: goblin oszukujący czarodziejów, czarodzieje aresztujący goblina… - Koło też – mruknęła jeszcze, celując w nie różdżką. Choćby dlatego, że jako widmowidz mogła z niego wyciągnąć to i owo.
- Trzeba go przekazać ludziom mającym dyżur w ministerstwie mruknęła jeszcze, gotowa właśnie tak zrobić. Bo na pewno nie chciała, by ktoś mający dziś dyżur na Beltaine, znikł stad, zajmować się goblinem. Należało go przetransportować i zostawić na noc w celi, by zająć się tym dokładnie jutro.
Nie dziś. Na pewno nie dziś.
Jeśli wszystko poszło dobrze, i goblin został zabrany, Brenna zamierzała wrócić na poprzednie ich stanowisko – po drodze jeszcze mijając stanowisko Nory. Gdzie przykucnęła, by zawiązać buta, wepchnęła przy okazji pod ladę niewielkie pudełko, a potem wyczekała chwili, gdy akurat Figg nie będzie z nikim rozmawiać – by po cichu poinformować, co zostawia na stoisku.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Lyssa Dolohov - 17.03.2023

Lyssa krzyczała, a przynajmniej robiła to w duchu, bo im więcej powietrza z płuc wypuszczała, tym więcej gdakania wszyscy dookoła niej mogli usłyszeć. Gdyby mogła, to właśnie rozpłakałaby się złości, ale czy ptactwo w ogóle mogło płakać? Chyba nie, dlatego teraz kura odziane w tiarę tylko machała rozpaczliwie skrzydłami pomiędzy innymi kurczakami.
Jej upodlenie nie trwało na szczęście długo i dwójka pracowników ministerstwa, która znajdowała się w pobliżu, szybko sięgnęła po różdżki. Zaklęcia poleciały, jedne bardziej, a drugie mniej udane. Co jednak liczyło się dla panny Mulciber, to przeznaczone dla niej zadziałało jak powinno. Uporczywe gdakanie przerodziło się najpierw w oburzony krzyk, a potem w rozzłoszczone mruczenie pod nosem jakichś niezrozumiałych słów. Przez moment siedziała, zezłoszczona i oszołomiona, aż nie dopadła do niej młodziutka funkcjonariuszka. Widząc, że Esther zwraca się do swojego towarzysza, a wybawiciela samej Lyssy, na policzkach córki Vakela pojawił się intensywny rumieniec.
Dlaczego ta okropna, jakże ośmieszająca rzecz musiała przytrafić się akurat jej? O ile dobrze pamiętała, to ktoś zrobił jej jeszcze zdjęcie. Zacisnęła pięści, bo chociaż miała ochotę teraz połamać tę tiarę, to nie mogła, bo Esther jasno dała jej do zrozumienia, żeby jej nawet nie dotykała.
- Nie... Chyba nie... - powiedziała, wciąż troszkę oszołomiona i zachrypnięta, patrząc po sobie, aż w końcu wróciła spojrzeniem na dziewczynę, a potem spojrzała na Alastora. - Tam! - podniosła rękę, wskazując palcem na stoisku, gdzie kupiła tiarę, a potem bezczelnie poruszyła znacząco dłonią, oczekując że ktoś pomoże jej wstać. Najlepiej Moody, bo przecież nie wypadało, żeby do dziewczyna pomagała jej się pozbierać z ziemi. Jeśli faktycznie jej pomógł, uśmiechnęła się do niego uroczo, nieco niezręcznie zakładając kosmyk za ucho. Potem jednak zwróciła się do samej Esther, która zadała jej pytanie. - Kupiłam tę tiarę przed chwilą na tamtym stoisku. I jeśli to możliwe, wolałabym ją zatrzymać. Albo odzyskać pieniądze. - powiedziała pewnym siebie głosem.


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Daisy Lockhart - 17.03.2023

Daisy posłała Martinowi powątpiewające spojrzenie. Nie wierzyła, by naprawdę sądził, że wylosowane przez nich przedmioty wyglądały jak akcesoria teatralne.
- Hm. Wiesz, to Beltane. Święto Miłości i takie tam – zaczęła niewinnym tonem. – Jak dla mnie to wygląda tak, jakbyśmy wygrali raczej tę… no tę bardziej pikantną wersję miłości.
Ciągle jednak, zdaniem młodej dziennikarki, całość prezentowała się dość tanio. I chociaż Beltane kojarzyło jej się z mnóstwem tanich, wprost nawiązujących do uciech cielesnych i symboli płodności przedmiotów, niespecjalnie podobała jej się wizja, że podobną wygraną na loterii mogłoby otrzymać jakieś naiwne dziecko.
Zatkała ręką usta, żeby nie wypluć herbaty, którą kupiła.
- Ta korzenna jest straszna – przyznała cicho. – Smakuje… aż drapie w gardle. Chciałbyś spróbować? – zapytała, jakby na przekór miernej rekomendacji, którą sama dała. Ona już wiedziała, że więcej jej nie tknie. Za to za z prądem… Chociaż sprawiła, że Daisy – ze swoimi kręcącymi się włosami, musiała wyglądać śmiesznie, dodała jej trochę energii.
Przypadkiem dotknęła jednego z klientów i odskoczyła do tyłu, gdy ten drgnął, jakby został porażony prądem.
- Twoja wygląda tak, jak moja. Sprawdzimy? Czy nas prąd kopnie? – zapytała z rozbrajającą szczerością.
Kierowali się do stoiska Nory. Już na miejscu, Daisy sięgnęła ręką najpierw do jednego koszyka z imionami, a potem do drugiego, zaciekawiona co jej wypadnie.

!pierwszy koszyk
!drugi koszyk


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 17.03.2023

Eden