![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Imogen Rookwood - 10.12.2023 Nie miała pojęcia o koszmarze, jaki przed kilkoma godzinami przeżył jej mąż. Nie zdawała sobie sprawy z tego, z czym się mierzy, jak odbiło się to na jego psychice i jak powinna się zachować. Ale skąd miała to wiedzieć, jeśli Augustus w ogóle nie chciał jej powiedzieć? Jak miała wyjść naprzeciw jego oczekiwaniom, jeśli o nich wcale nie mówił? Jeśli zbywał ją bajkami o niesamowitej ilości pracy (a było jej tyle, jakby codziennie dochodziło do co najmniej kilku masowych morderstw, więc Imogen wiedziona ciekawością, ale też i wewnętrznym przymusem posiadania kontroli nad całą sytuacją, zaczęła śledzić w Proroku Codziennym wszystkie wzmianki o znalezionych ciałach i, jak się okazało, nie było ich aż tyle, by grupa antropologów nie dawała sobie z nimi rady - chyba, że o niektórych z nich media milczały, ale ileż tych spraw musiałoby być, by Ministerstwo mogło wszystkie zatuszować?). Dla niej sprawa była dziecinnie prosta - Augstus złamał dane jej słowo, kolejny raz znajdował wymówki i nie chciał się z nią skonfrontować. Gdyby tylko wiedziała... Ale on nie chciał, żeby się dowiedziała i to ją niezwykle uwierało. Dlaczego miał przed nią tajemnice? Dlaczego nie mógł oddać jej całego swojego serca na talerzu i pozwolić jej, by nim pokierowała? Zanim wyszła za mąż, matka powtarzała jej, że mężczyźni lubią nazywać siebie głowami rodu, ale to kobiety są szyją i decydują, w którą stronę patrzy głowa. Augustus z kolei sprawiał wrażenie, jakby chciał być i głową, i szyją, wymykał się z jej palców, a z tym nie była w stanie sobie poradzić. To dlatego była teraz kłębkiem nerwów. Czuła się nie tylko zdradzona, ale i upokorzona przez męża tym publicznym strofowaniem (nie miało znaczenia to, że to Imogen zaczęła; miała ku temu prawo!) a także tym, że wcale nie ucieszył się z ciąży. Chciała stamtąd uciec, odejść, zniknąć i płakać nad swoim nieszczęsnym losem niedocenianej żony, albo chociaż odpłacić mu pięknym za nadobne, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła, coś trzymało ją w garści i skrzeczało z tyłu jej głowy, że nie może tego zrobić - był to dawno nieużywany głos sumienia - i to wpędzało ją w jeszcze większą rozpacz. — Wszystko na to wskazuje — odpowiedziała wymijająco, bowiem bezpośrednie "tak" nie było w stanie przejść jej przez gardło. Chciała dodać jeszcze, że to może być również efektem stresu, który to powodowało zachowanie Augustusa, ale jakoś nie była w stanie się na to zdobyć. Kolejny raz przez głowę przeszła jej myśl, że gdyby ciąża się potwierdziła, mogłaby zażyć odpowiedni eliksir, a potem wmówić mu, że ją przez niego straciła. Albo nawet jeśli się nie potwierdzi, to mogłaby to spóźnione krwawienie nazwać poronieniem. Och, jakże wtedy mogłaby się użalać nad sobą! Jak wygodnie byłoby jej pozycji cierpiętnicy! Jak Augustus targany wyrzutami sumienia skakałby wokół niej i już nigdy przez myśl nie przeszłoby mu spotkanie się z lawendową... ...brwi Imogen mimowolnie powędrowały ku górze. Znali się? Och, to w jaki sposób się do niej zwracał, tak bezpośrednio i serdecznie, aż Imogen poczuła, jak zazdrość zatapia w niej swoje ostre pazurki. To wobec niej Gusto powinien się tak zachowywać, nie względem jakiejś... Aveliny! Kim ona w ogóle była? Paxton... Paxton... Acha, coś jej dzwoniło, ale nie była pewna, czy w tym kowenie. Na pewno nie była czarownicą czystej krwi - inaczej Imogen by o niej słyszała. Nie mogła być też mugolaczką, przecież jej mąż miał jakieś poczucie przyzwoitości. Zapewne półkrwi. W zbliżonym do nich wieku. Huffplepuff, albo Gryffindor. Nie była pewna. Nie miało to znaczenia. Dla Imogen mogła równie przedstawić się określeniem "Panna Nikt". — Miło mi — odpowiedziała z uśmiechem, choć wcale nie było jej miło i najchętniej wydrapałaby oczy zarówno Augustusowi, jak i Avelinie — Dziękuję ci, że dbasz o sen mojego męża. Zmusiła się nawet do zachichotania z jego żartu, udając, że ten wcale jej nie ubódł i że za samo wspomnienie romansu z inną kobietą nie miała ochoty zdjąć tego ślicznego paska podkreślającego jej talię, by następnie zarzucić go na szyję Augustusa. — Ależ skarbie, nadal będę stać przy tym, że przy czwartym dziecku przyda się nam pomoc — jakby na potwierdzenie swoich słów położyła dłoń na swoim brzuchu, wciąż płaskim, choć gdyby się postarała, mogłaby nieco go wypiąć i udawać, że jest bardziej okrąglejszy, ale znów ten głos w jej głowie ją przed tym powstrzymał. Zamrugała kilkukrotnie, słysząc w jaki sposób kobieta zwraca się do jej męża. Agustusie? Zamierzasz ją ustawić tak, jak przed chwilą ustawiałeś mnie?, zdawała się pytać samym spojrzeniem. Sama czuła, jak swędzi ją ręka, by wymierzyć policzek butnej dziewusze odzywającej się tak... tak bezczelnie bezpośrednio i swobodnie do JEJ mężczyzny. Nie zrobiła jednak nic, powstrzymywana przez jakąś wewnętrzną siłę. — Ach, a więc to z nią mnie zdradzasz —kiedy tylko upewniła się, że Avelina odeszła wystarczająco daleko, by ich nie słyszeć, Imogen pociągnęła jego okrutny żart, nie wiedząc nawet, jak blisko była prawdy — Sądziłam, że masz lepszy gust i wybierzesz chociaż kogoś... z naszego stanu. Zwłaszcza, że sam wyznajesz odpowiednie wartości. I to, paradoksalnie, ją uspokoiło. Skoro Augustus robił te wszystkie okropieństwa w imię czystości krwi, to oznaczało, że Avelina nie stanowi dla Imogen żadnego zagrożenia. Przecież jej mąż nie poniżyłby się do tego stopnia, by wdać się w romans z kimś, kogo uważał za brudnego. Nawet on nie mógłby mieć aż tak podwójnych standardów. — Przepraszam, że jestem... taka nerwowa. Boję się o ciebie, i o dzieci, i o naszą przyszłość, i to, jak damy sobie radę z czwartym dzieckiem — wyszeptała, szukając jego dłoni — Chcę błogosławieństwa kapłanki, zanim znajdziemy chłopców. Nie mówmy im jeszcze o... rodzeństwie. @Avelina Paxton @Augustus Rookwood RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Perseus Black - 10.12.2023 Ktoś z boku mógłby uznać zachowanie Perseusa za całkiem odważne lub głupie - zaledwie tydzień wcześniej zwierzał się Erikowi Longbottomowi z tego, że boi się reakcji swojego ojca, gdyby zaczął otwarcie głosić promugolskie poglądy, a dziś z pełnym przekonaniem mówił o tym, by nie przejmowała się zdaniem swego ojca. Ale Vespera to co innego - ona zaraz przestanie być Rookdoodówną i przyjmie jego nazwisko. Lepiej więc, aby jakieś miał dla dobra niej i dziecka. — Naprawdę? — zapytał szybko, chyba zbyt szybko, by ukryć bezbożne myśli jakie przemknęły mu przez głowę, objawiające się rumieńcem (w przypadku Perseusa zdrowe zaróżowienie skóry) na jego policzkach, więc by odwrócić od niego uwagę odchrząknął i przeczesał czarne włosy palcami, uśmiechając się przy tym szarmancko — To znaczy... Dla ciebie jestem w stanie zrobić wszystko, mon amour. I ten nastrójnik bardzo flirciarski trwałby zapewne jeszcze długo i kolejny sabat zakończyliby w swoich ramionach, gdyby nie to, że Matka postanowiła usunąć go w SoL Command Center i zastąpić przerażony o wadze 40. Kiedy bowiem Perseus spojrzał w płomienie, zobaczył w nich togę. Nie byle jaką togę, a tę, którą nosili sędziowie Wizengamotu. Och nie, nie, nie, nie... Odsunął się nieznacznie od ognia i spojrzał na Vesperę, lecz ona najwyraźniej była pochłonięta wizją, jaka się przed nią ukazała. Przełknął nerwowo ślinę. Czyżby jego zbrodnie miały wkrótce wyjść na jaw? Czyżby wkrótce świat miał dowiedzieć się o tym, co wydarzyło się w Paryżu i w Lecznicy, czy Erik, ten dobry Erik, zakuje go w kajdany i zaprowadzi przed sąd? Ostrożnie dotknął ramienia Vespery. — Nie jesteś może głodna? Bo ja chyba tak... nawet bardzo... A tu tak pięknie kiełbaskami pachnie i chyba bigosem — rzucił, patrząc rozmarzony w stronę namiotów z jedzeniem. Nie mógł myśleć o ucieczce z kraju mając pusty żołądek przecież... RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Overseer - 10.12.2023 Ależ z największą przyjemnością dokończyłem za nią te warzywa, bo szkoda by było, gdyby się zmarnowały, no nie? Pokiwałem tylko głową na tę wróżbitkę, bo jak najbardziej można było taką uświadczyć w naszym cyrku, aczkolwiek niekoniecznie wyjść od niej z odpowiednimi wróżbami. Cóż, zależy jak zawiało. - Myślę, że daleko mi do takiego Vakela Dolohova... - stwierdziłem wciąż pogodnie, choć sobie w tej chwili ujmowałem blasku i polotu. Cóż, miałem własne zalety i niekoniecznie wróżenie z kart musiało czynić ze mnie kogoś wartościowego, kogoś wyróżniającego się. Aktualnie miałem tytuł zarządcy cyrku - niosło to za sobą sławę i niesławę, plusy i minusy, korzyści oraz kłopoty, ale wziąłem to swego czasu na barki, właściwie ktoś mnie wybrał za odpowiednią osobę na to stanowisko, więc robiłem wszystko, co w mojej mocy by na to w pełni zasługiwać, by nie zniszczyć tego, co przez tyle lat budował Tully, by nie zaprzepaścić jego planów, marzeń i wiary we mnie. - Animagia to spore osiągnięcie, ale trzeba z nią uważać - zauważyłem, bo to było cholernie odpowiedzialne, ale też ryzykowne. Jak chociażby ta historia z braćmi The Beast. Albo klątwa Elaine, ale ona opierała się na czymś zgoła innym, aczkolwiek podobnym. - I wymaga umiejętności... - zauważyłem i pokiwałem głową, odprowadzając ją wzrokiem. Sam zgodnie z jej planem ruszyłem po watę cukrową. Tej to miałem na co dzień, ale nie szkodziło podpatrzyć, co ciekawego wśród wat serwowała konkurencja. Stanąłem w kolejce i tak w sumie czekałem na Avelinę, nie wiedząc, że gdzieś tam ktoś jej bardzo dokuczał. Nie zdążyłem kupić tej waty, ale to chyba nie było istotne, bo kiedy Avelina wróciła była w znacznie gorszym nastroju, jakby przerażona. - Tak, chodźmy... Stało się coś? - zapytałem ją, rozglądając się wokół, ale chyba nikt jej nie gonił ani nie śledził. Pogłaskałem ją po plecach, żeby odetchnęła i nieco się odprężyła. - Chcesz o tym porozmawiać...? - dodałem zatroskany. Wyglądała na naprawdę przejętą. Pozwoliłem sobie na nieco więcej... jako przyjaciel i przytuliłem ją do siebie. - Chodźmy stąd. Spojrzymy w płomienie. Może powiedzą nam coś ciekawego... - odezwałem się po chwili, niezależnie od tego, czy się przede mną otworzyła, czy też nie. Uznałem, że zmiana otoczenia lepiej jej zrobi. Zaoferowałem jej swoje ramię i ruszyliśmy do ogromnych ognisk. Jedno z nich od razu przyciągnęło moje spojrzenie. !płomienie RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 10.12.2023 The OverseerKształt był niejasny i zdeformowany - dopiero po dłuższej chwili udało ci się dostrzec w płomieniach charakterystyczną dla magów Wizengamotu togę. Rodzi się w tobie przeczucie, że wreszcie dokona się sprawiedliwość. Pozostaje tylko jedno kluczowe pytanie - czy dosięgnie ona ciebie, czy twoich wrogów?
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Ulysses Rookwood - 10.12.2023 Ulysses odprowadził wzrokiem Cathala niosącego Letę. Na jego ustach pojawił się grymas wyrażający ni to rozbawienie, ni zdziwienie. Na myśl o tym, co właśnie zrobił Shafiq czuł się dziwnie. Z jednej strony ucieszyła go reakcja przyjaciela, to że dopilnował by zostali sami. Z drugiej, czy naprawdę aż tak łatwo było go przejrzeć? I czy to czasem nie oznaczało, że inni również mogli w nim czytać jak w otwartej księdze? - Nie wystraszyłaś go – zaprzeczył cicho, znowu skupiając pełną uwagę na swojej towarzyszce. Pochylił głowę by łatwiej jej było ściągnąć mu wianek i założyć drugi. Tym razem naprawdę się uśmiechnął i ten uśmiech był trochę nieporadny, pokazujący, że usta Rookwooda nie były nawykłe ani do uśmiechu, ani do śmiania się w ogóle. Pokręcił głową. - Jestem pewien, że nie chcę byś wręczyła go komuś innemu. – To był przytyk. Nie do końca świadomy, bo Ulysses nie chciał robić Danielle wyrzutów. W swojej głowie przeanalizował ich spotkanie na Beltane tyle razy i tyle razy dowiódł sobie, że miała prawo obdarować wiankiem Samuela, że naprawdę zdołał się z tym pogodzić. Ale teraz nie było obok nich Carrowa, więc był pierwszy i… i miał w sobie odwagę by wypowiedzieć te słowa na głos. Ba, miał w sobie nawet tyle odwagi by wyjść na nieporadnego głupca byle próbować sprawić jej przyjemność. Zmarszczył brwi podchwytując spojrzenie uzdrowicielki. Świadomość, że chciała sprawdzić jego aurę była dziwna. Przyjemna i nieprzyjemna jednocześnie. Ulysses nie wiedział wcześniej, że była aurowidzką ale jej zdolności jakoś go nie zaskoczyły. Nie tak, jak chyba powinny. Znieruchomiał, odruchowo broniąc jej dostępu. A potem, pewnie to wyczuła, musiała to wyczuć, ale niespodziewanie się rozluźnił a chroniącego go mury opadły. Widziała jak wokół niego zaczęła się pojawiać aura: przede wszystkim żółta, z czerwonymi i czarnymi rozbłyskami; aura człowieka obdarzonego umysłem ścisłym i chłonnym, próbującego ukrywać swoje emocje, choć te nieraz musiały być naprawdę gwałtowne. Ale była też jeszcze jedna zdolność Danielle, o której Ulysses nie wiedział i której się na pewno nie spodziewał, bo chociaż czuł się w tej chwili odważny, nie był na tyle odważny by odsłonić się przed nią aż tak. W miejscu gdzie stykały się ich ręce dostrzegła jego nici: różowo-czerwone emanowały z jego ręki i osiadały na jej. Rookwood drgnął, kiedy usłyszał za sobą szept Szeptuchy. Mury, które na chwilę opadły, momentalnie wzniosły się wokół niego. Odwrócił głowę w stronę dziwnej wiedźmy. Odruchowo zacisnął mocniej rękę na ręce Danielle, jakby próbując ją ochronić przed mętnymi słowami obłąkanej wieszczki. - Ja… - Chwilę wcześniej chciał się zgodzić, by ruszyli w stronę kramów i kupili sobie coś do picia. Teraz nie był do końca pewien, co właściwie powinien zrobić. Słowa Sally wprawiły go w konsternację. Odwaga niemal całkowicie mu minęła. Czekał na reakcję swojej towarzyszki, za wszelką cenę próbując nie analizować tego co właśnie usłyszeli. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 11.12.2023 Mabel dosłownie wstrzymała oddech, kiedy jej mama podeszła do próby. Przede wszystkim nie sądziła, że Nora zgodzi się w ogóle samą ideę posiadania przez córkę jednorożca, który z pewnością był magicznym stworzeniem, którego obłaskawienie przerastało możliwości ośmiolatki. Poza tym nawet jeśli, to jej mama nigdy nie była najlepsza prawnie w niczym, oprócz pieczenia. Właściwie to częściej Mabel ratowała Norę z opresji niż odwrotnie, jeśli chodziło o poślizgnięcia, potrącenia rzeczy leżących na brzegu blatu, czy nadepnięcie na kocie zabawki. W tej sytuacji, szansa że Nora faktycznie wygra dla niej tego jednorożca, była prawie nieistniejąca. Pierwszy rzut udał się dosłownie ledwo, możliwe że wpatrzone w piłkę oczy dziewczynki odrobinę pomogły losowi. Bo choć Mabel nie potrafiła jeszcze świadomie używać magii, to zaczynała już powoli dostrzegać tu i ówdzie jej pierwsze manifestacje. A może dopomogła magia wianka, spoczywającego na głowie starszej z pań Figg. Drugi i trzeci rzut były już tylko i wyłącznie zasługą Nory, a Mabel szczęka opadła niemal do samej podłogi. - Tak! Tak! Jupii! - podskoczyła dwa razy, podekscytowana, sama nie wierząc swojemu szczęściu. Podbiegła do mamy i wpadła na nią, żeby z całej siły ją przytulić. - Dziękuję mamuś, dziękuję! Kocham cię! Jesteś najlepszą mamą na świecie. - powiedziała, z twarzą wciąż wtuloną w maminą sukienkę. Nie zauważyła nadejścia szeptuchy. Kiedy oderwała twarz od Nory, stara kobieta stała już obok nich, mówiąc do jej mamy te dziwne rzeczy, które brzmiały trochę jak z filmów romantycznych. Czy mama była zakochana? A może zakocha się właśnie w kimś kto jest tutaj? A potem szeptucha przemówiła do niej i Mabel kiwnęła głową, zbyt przestraszona, żeby odpowiedzieć. Dom lwa? Czyżby chodziło o Gryffindor? Znała domy Hogwartu, jak każde magiczne dziecko, ale dzięki temu że jej mama nie była uprzedzona do żadnego z nich, Mabel sama nie wiedziała jak się czuć z tą informacją. Najbardziej chyba zmartwiło ją, że teraz nie było już odwrotu i musiała iść do tego domu, który przepowiedziała jej stara Sally. I już wcale aż tak bardzo nie cieszyła się z jednorożca. Przecież i tak nie mieli dla niego miejsca w domu. @Nora Figg RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Felix Bell - 11.12.2023 Najpierw parsknął śmiechem na oburzenie dziewczyny, ale potem zamilkł i się zastanowił. Jakie było prawdopodobieństwo że osoby, które miały te stoiska z grami, naprawdę były uczciwe? Przecież ludzie mieli szczęście, mogli też oszukiwać przy pomocy magii, więc nagrody szybko by się skończyły. Elaine mogła mieć rację - to było oszukane. Poza tym Felix również miał tę... przypadłość, że musiał wygrać. Spróbował uczciwie raz, nie wyszło. Lisica spróbowała dwa razy i dali jej jakiegoś wypierdka, a nie prawdziwego misia. - Czekaj, chodź na bok - powiedział, chwytając Elaine tuż po tym, jak rzuciła po raz drugi. - Mam pomysł. To faktycznie jakieś oszukane. Spójrz na pozostałych, praktycznie nikt nie wygrywa. Więc zrobimy tak: rzucisz jeszcze raz, a ja skorzystam z magii, żeby trochę wspomóc lot piłeczek do wieży z puszek. Co ty na to? On również nie lubił przegrywać. Może dlatego, że rzadko przegrywał - bo przecież oszukiwał, kiedy się dało. Znaczonymi kartami, obciążonymi kośćmi czy po prostu magią lub wrodzonym urokiem. - Nie wyjdziemy stąd bez tego największego pluszaka - zapewnił przyjaciółkę, a w jego oczach błysnęła ekscytacja. Pewnie w ogóle by mu do głowy nie przyszło proponować oszustwa, gdyby wiedział że niedaleko znajduje się Chester z dziećmi, którego dwie chwilę temu próbowała okraść The Beast i wpadł na niego Flynn. Ale nie wiedział, więc... RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Nora Figg - 11.12.2023 Nie spodziewała się tego, że jej się uda. Nie oszukujmy się Norka Figg nie należała do sportowców, była ich zupełnym przeciwieństwem, jak widać jednak gdy w grę wchodziła radość jedynego dziecka, to potrafiła pokonywać wszystkie kamienie milowe. Prawdziwa, samowystarczalna matka. Może chodziło o to, że to były jej urodziny? Może los chciał jej wynagrodzić ostatnie cierpienia, czy coś, chociaż chwilowym łutem szczęścia. Nie miała pojęcia, najważniejsze było to, że się jej udało. Mabel zapewne była zdziwiona takim obrotem sprawy równie bardzo jak Norka. Wiedziała bowiem, że jej matka nie jest specjalnie uzdolniona w dziedzinach, które miały cokolwiek wspólnego ze sportem. Kiedy więc córka wpadła w nią z radości, uniosła ją na ręce (na krótką chwilę, bo dłużej by nie wytrzymała). - Dla ciebie wszystko Mab. Wybierz sobie nagrodę. - Miała jedynie nadzieję, że nie weźmie największego jednorożca, bo mogą pojawić się problemy natury logistycznej, takie jak znalezienie dla niego parkingu w cukierni na dłużej, ale tym będą się martwić później. Odstawiła córkę na ziemię i wtedy pojawiła się ONA. Humor momentalnie się jej zmienił. Uśmiech zszedł z twarzy, nie miała jak uciec. Jakby Szeptucha rzuciła na nią czar, żeby nie wybiegła stąd w podskokach. Może bała się spotkań z nią tak bardzo, że ją paraliżowały, nie pomógł nawet wianek z sosenki... Nie miała innego wyjścia, jak przeżyć to spotkanie, kolejny raz. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, gdy wieszczka dotknęła jej policzka. Oczy się zaszkliły, nie wiedzieć czemu Figg tak bardzo się bała tego, co może jej powiedzieć, pewnie dlatego, że Sally wiedziała wszystko, a Norka miała swoje tajemnice, bała się tego, że kiedyś będzie się musiała ze wszystkiego tłumaczyć. Najgorsze było to, że obok stała Mabel i na to wszystko patrzyła. O kim ona bredziła, przecież panna Figg nie miała aktualnie głowy do żadnych romansów, znaczy unikała tego, jak mogła nie sądziła, żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Nie zdążyła się jednak odezwać, zamierzała przeanalizować te słowa bardzo dokładnie. Nie mogła się ruszyć, gdy Szeptucha podeszła do Mabel, miała nadzieję, że za bardzo nie namiesza w jej głowie. Dopiero gdy kobieta się oddaliła Nora odetchnęła z ulgą i podeszła do córki. - Nie słuchaj tego, co ona mówi. Lubi mieszać w głowach. - Nachyliła się do niej. - Nie ma się czym przejmować, chociaż, co właściwie ci powiedziała? - Bo nie usłyszała, więc wolała się dowiedzieć. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Heather Wood - 11.12.2023 Może i na początku ten komentarz z wagą dosyć mocno ją zirytował, jednak Camiś wiedział, jak ją uspokoić. Właściwie dla niej było aktualnie istotne tylko jego zdanie, w końcu to on zawsze był przy jej boku, nie jakiś Charles, który zniknął niewiadomo gdzie. - Dziękuję Cami. - Była mu wdzięczna, że zawsze starał się o to, żeby jej humor się nie popsuł, nawet przez takie nic nie znaczące komentarze. Dobrze było mieć świadomość, że co by się nie działo, to zawsze będzie skłonny ją pocieszyć. Dla niej to nie były tylko słowa, naprawdę sporo to znaczyło dla Rudej. Udało jej się urwać dosyć niewygodny temat dzieci, nie miała pojęcia, co maja w głowie osoby, które myślą, że w wieku dwudziestu jeden lat chciałaby zostać matką, kiedy to miała przed sobą całe życie. To zdecydowanie nie był ten moment, na szczęście Lupin się z nią w tym zgadzał. Właściwie, to zgadzał się ze wszystkim co mówiła, nie widziała w tym nic złego. Zostali sami. Mogli więc wymienić się swoimi spostrzeżeniami na temat tej całej sytuacji. - Faktycznie, mają coś wspólnego, chociaż ten, którego właśnie poznałeś jest strasznym dupkiem, mówię ci. - Widać było, że Fletcher musiał kiedyś zajść jej za skórę, wolała jednak nie opowiadać o tym w tym momencie. - Smoook, chciałabym chyba smoka, chociaż może mają demimoza? One są takie słodkie. - Wychyliła się za ladę, żeby zobaczyć, jakie jeszcze pluszaki mają schowane pod ladą. - Błyskotki są przereklamowane. - Dodała jeszcze. Obserwowała uważnie, jak Cameron sięgał po obręcze. Wiedziała, że jak zawsze na pewno bardzo się będzie starał, żeby mu wyszło. Tyle, że on nie do końca był stworzony, do tych wszystkich sportowych konkurencji. - Nie najgorzej ci poszło, jeden trafiłeś! - Odparła z entuzjazmem, chcąc go pocieszyć, chociaż pewnie nie wyszło jej to specjalnie dobrze. - Teraz ja. - Oczywiście nie miała zamiaru odpuścić i również chciała spróbować wygrać pluszaka. w rzutach obręczami. [roll=PO] [roll=PO] [roll=PO] RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Persephona Degenhardt - 11.12.2023 Po założeniu wianka poczułaś jak ogarnia cię spokój, przyjemna harmonia. Zawsze byłaś spokojna, ale dzisiaj ten spokój wszedł w twoją duszę. Jakby obecność Hadesa sprawiała, że wszystko będzie odpowiednie, nie musiałaś już walczyć, tęsknić, bać się tego, że on już nigdy nie wróci, bo wrócił. Był obok i zaciskał swoje dłonie na twoim ciele mocno, zaborczo, a tobie to się podobało. Też miałaś ochotę wrócić do domu i nie chodzić wśród tych denerwujących ludzi. Tłumy rozwrzeszczanych dzieci, dziewice niewydymki w wiankach na głowie. Gdy twój ukochany zwrócił się do ciebie uniosłaś głowę o spojrzałaś na niego. Jego wianek pasował do niego idealnie, ale fakt wyglądał w nim trochę jak klaun, ale tradycja to tradycja. Można chwilę pochodzić w wiankach. Było wam nie wygodnie, gdy tak kurczowo trzymaliście się swoich boków, nie raz Hades prawie zdeptał ci nogi, ale uparcie nie chciałaś się od niego odsunąć, bo co jeśli on znowu zniknie? Znowu cię zostawi? – Chodźmy coś zjeść i schowajmy się przed tym przeklętym słońcem – odparłaś głośniej niż zwykle, bo jak z nim rozmawiałaś rzadko był jakikolwiek hałas. Po odebraniu wianków ruszyliście do straganów z jedzeniem. Miałaś nadzieję, że będzie coś bez mięsa, bo na samą myśl o nim robiło ci się nie dobrze. Gdy zadał ci pytanie o swój wygląd zaśmiałaś się nawet odrobinę. – Najbardziej cnotliwa osoba w całym tym tłumie, kochanie. Nikt się nie pozna, że jesteś zwyrolem z Nokturnu – wyszeptałaś mu do ucha przyciągając go do siebie, a potem spojrzałaś mu w oczy. Oczy, które należały do ciebie i nikogo innego. |