Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Little Fox - 11.12.2023

Frustracja malowała się na jej twarzy coraz bardziej. Puszki nie chciały za żadne skarby przyjąć jej piłeczek, nie chciały dla niej upaść i oddać jej misia! Zaczynała mieć już wypieki na policzkach z powodu złości i tego, że nie mogła wygrać. Serce mocno biło jej w piersi jakby chciało wyskoczyć i pożreć sprzedawcę. Wiedziała, że nie mogła się denerwować, wiedziała, że jak dalej tak pójdzie to nic z tego nie będzie. Spojrzała na przyjaciela, gdy wyszeptał jej swój plan dotyczący ostatniego rzutu. Pokiwała energicznie głową i stanęła ponownie przed ladą w odpowiednim miejscu. Na ustach pojawił się zdeterminowany uśmiech. Musiała wygrać choćby świat miałby od tego umrzeć.

– Ostatni raz proszę – powiedziała do mężczyzny. Zapasy sykli już się jej skurczyły, ale nic nie mogła na to poradzić, albo będą musieli kogoś okraść, bo tak łatwo nie ukradną rzutu, a zostało jeszcze jedno stanowisko, prawda? Przymierzyła się, wycelowała i rzuciła resztę zostawiając w rękach Felixa.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Avelina Paxton - 11.12.2023

Gdy ylko wyminęła małżeństwo zbladła jeszcze bardziej. Czwarte dziecko – Augustus spodziewał się kolejnego dziecka, a ją mamił… chciał… umysł nie był w stanie teraz tego za bardzo ogarnąć. Cholernie bała się tego wszystkiego, cholernie cierpiała, bo naprawdę kochała Augustusa, naprawdę chciałaby z nim spędzić życie, ale musiała w końcu o nim zapomnieć. Tak bardzo chciałaby znać kogoś, kto usunąłby jej go z głowy, z serce. Chciałaby już nigdy nie myśleć o tym, że cierpi. Otarła szybko oczy nim dotarła do Alexandra, ale nadal zbierały się jej i tworzyły bolesną gulę w gardle. Po co w ogóle żyła? Po co istniała? Dlaczego ten świat był taki trudny, dlaczego w ogóle kiedykolwiek wyszła zza kociołka i weszła w relacje z ludźmi? Tam było tak cholernie bezpiecznie.

Troska Alexandra była taka ciepła, przyjemna, przyjacielska, że serce dziewczyny na chwilę próbowało się uspokoić. Jej wzrok był mętny, nieobecny, zamyślony i cholernie zmęczony. Jego pytania średnio do niej docierały, ale próbowała się skupić. Pokiwała głową nie do końca wiedząc na co się zgadza. Dłonie drżały jej ze zdenerwowania. Chciała wrócić do domu, chciała stąd uciec, ale nie mogła, obiecała Bellowi, że zostanie z nim tu chociaż godzinkę, prawda?

– Ja… wpadłam na… na kogoś… ale nie chce o tym teraz rozmawiać – wyszeptała z trudem opanowując głos. Doceniała jego troskę, doceniała to, że się interesował jej samopoczuciem, ale musiała to jakoś ogarnąć umysłem sama. Musiała w końcu zakończyć tamtą relacje, aby móc iść dalej, prawda?

– Tak, tak, chodźmy – dodała i skierowała się z nim w stronę ognisk. Próbowała wyciszyć umysł, poczuć odrobinę radości i nie myśleć o czwartym dziecku Augustusa. Ciekawe, w którym miesiącu była, kiedy urodzi to dziecko, jak bardzo Rookwood się starał, aby je mieć. Nie, nie mogła o tym myśleć. Spojrzała w końcu w płomienie, gdy tylko do nich dotarli. Ogień był taki ciepły i przyjemny.


!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 11.12.2023

Avelina Paxton


W pożodze dostrzegasz dwa skrzyżowane ze sobą w walce miecze; zdaje ci się, że nawet płonące polana trzaskają w tym samym momencie, w którym klingi się ze sobą ścierają. Czujesz, jak wypełnia cię determinacja - twoja walka jeszcze się nie skończyła.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Vespera Rookwood - 11.12.2023

Widząc jego rumieńce jedynie się uśmiechnęła subtelnie, w sposób, który mógł nasunąć jedną myśl jeśli ją dobrze znał. Podobało jej się to, że wariował na jej punkcie i nie miała zamiaru przestać tego robić. Miała zamiar doprowadzać jego głowę do wrzenia już zawsze, oby był tego świadomy. Jej ukazał się rydwan. Podróż. Uśmiechnęła się nieznacznie. Ucieczka? Możliwe. Na pewno uciekłaby z Perseusem z dala od tego miejsca, ale jednocześnie wolała tu zostać, wolała nie ryzykować, że komuś bliskiemu może przez to stać się krzywda. Była egoistką, ale nie naraziłaby rodziny na gniew Czarnego Pana, gdyby uciekła.

Spojrzała na niego i uniosła lekko brwi ku górze. Kiełbaski i bigos. No tak. Złapała jego dłoń i pokiwała głową, że mogą ruszyć w kierunku stoisk z jedzeniem.

– Co zobaczyłeś w płomieniach? – zapytała patrząc na niego z ciekawością. Rozglądała się też po ludziach zebranych tutaj, czy zobaczy kogoś ze swojej rodziny, ale był tu ogrom osób, że nawet nie starała się ich dostrzec, bo miała przy sobie Perseusa, a to jej na dziś wystarczyło.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Garrick Ollivander - 11.12.2023

Odpowiadam na ten post.

Było dobrze go widzieć. Było tak przyjemnie mieć przy sobie ich oboje - tak chyba działało posiadanie kogoś ważnego w życiu, że chociaż minęło tyle lat i powinno istnieć pomiędzy nimi wiele goryczy, Garrick zaakceptował już niemal w pełni jego obecność. Jego myśli krążyły wokół różnych pobocznych tematów, odrobinę bał się pośpiechu, ale w ostatecznym rozrachunku Selwyn był tutaj z jego własnej, nieprzymuszonej woli. Bo wolał go tutaj mieć, niż się latami użalać nad złamanym przed laty sercem i oglądać go z daleka - to by dopiero było bolesne.

To, co mówił przed chwilą... To był dowcip, oczywiście. Nie czuł się wcale jakoś wybitnie stary, ale kiedy miał takie przemyślenia, o tym jak nawet czyny dla innych niewybaczalne można było tak łatwo przykryć odrobiną woli i czasu... No dobrze, to czyniło człowieka troszeczkę starym we własnych oczach.

- Powiedziałbym nawet, że dodaje, bo człowiek zaczyna zwracać na to uwagę. - Uniósł brwi znacząco, po czym machnął ręką. - Żartuję oczywiście - dodał po chwili, ale czy on na pewno musiał to dodawać? Nic strasznego nie znaczył ani ten chichot, ani generalnie rozbawienie sytuacją - Ollivander był w dobrym nastroju, nie życzyłby nikomu źle, ani też się krzywo nie spojrzał, no przynajmniej nie świadomie.

Usłyszawszy, że Septima chciała odejść z kimś się przywitać, jej ojciec uśmiechnął się do niej i skinął głową. Chciał coś powiedzieć, ale Selwyn odezwał się za niego i...

Zostali tu sami. Garrick odchrząknął i ruszył przed siebie, z rękoma złożonymi za plecami. Najwyraźniej nie wyczuł w tym nic niestosownego - wręcz przeciwne, chęć przywitania się z kimś w swojej kategorii wiekowej brzmiała w jego uszach całkowicie normalnie.

- Ohhh, nigdy mi o tym nie opowiadałeś - zauważył szybko, próbując odgrzebać w głowie nie tylko jakiekolwiek wzmianki o tym w ich minionych rozmowach, albo chociaż tytuł jakiegokolwiek filmu o Stonehenge, który mógł obejrzeć. - A czemu to tak piekące wspomnienie? - Przy kimś innym dodałby pewnie „jeśli można wiedzieć”, no ale to był Laurence, on przecież dobrze wiedział, że nie musiał mu tego opowiadać. - Piwo? - Zapytał, próbując nadać ich przechadzce kierunek, po czym zaśmiał się dźgnięty w bok. - Zaklęcie? - Nie wiedział, skąd znalazł w sobie na to odwagę. - Larry, przecież ja się tylko na ciebie spojrzałem - powiedział to całkowicie świadomy wagi tych słów.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Beast - 11.12.2023

Beast nie do końca wiedziała, co się dzieje. Miała wrażenie, że jej brat zna tego kogoś, to się tutaj pojawił. Tylko co właściwie łączyło go z Cainem, że tak zszedł z tonu, że zamierzał odwołać swoje słowa. W przeciwieństwie do Patricka ona nie potrafiła zobaczyć nic więcej niż to, co właśnie miała przed oczami, a szkoda, może wiele by się jej wtedy wyjaśniło. Nie zamierzała jednak drążyć tematu, może kiedyś, jak się upije, wypyta Flynna o wszystko. Teraz zdecydowanie łatwiej było udawać, że nic nie rozumie. Skoro już taką narrację przyjęła... Miała ochotę nadepnąć bratu na stopę, gdy wspomniał o tym, że Patrick powinien obniżyć swój iloraz inteligencji do tego, który ma koniczyna, jednak tego nie zrobiła. Wykrzywiła się jednak trochę, kiedy usłyszała te słowa.

Usłyszała muzykę, która dochodziła skądś obok. Bardzi przygrywali tak pięknie, że miała ochotę porwać Patricka do tańca. Nogi zaczynały jej się już poruszać w rytm muzyki, była gotowa wreszcie się ruszyć i zacząć tuptać, niczym ten jeż. Niestety ten drugi, odziany w mundur aurora wyciągnął w tym momencie różdżkę i zaprosił ich dalej. Westchnęła głośno rozczarowana. Pomachała Patrickowi ręką na odchodne, bo właściwie to go polubiła, wydał się jej być całkiem sympatycznym koleżką, skoro nie zakuł jej jednak w kajdanki, no nic, musieli odejść dalej. Nie ukrywała nawet swojego rozczarowania.

- Tak bardzo chciałam zatańczyć. - Mruknęła pod nosem, gdy odeszli od Stewarda. Najwyraźniej przypomniała sobie właśnie w tej chwili, że jednak znak angielski, idealny moment.

- Zabawa dopiero się zaczęła, a mamy się zmywać? Powiedz koledze, że będziemy grzeczni. - Szturchnęła Flynna w ramię, żeby coś zadziałał tym swoim urokiem osobistym, bo Fiery nie zamierzała jeszcze wracać do domu. On najwyraźniej znał tego koleżkę, to mógł więcej zdziałać niż ona.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Sarah Macmillan - 11.12.2023

Macmillan odwracająca się w kierunku towarzyszących jej mężczyzn poczuła nagły, silny przypływ odwagi, której i tak nie brakowało jej do tej pory. Nawiedziła ją na sekundę taka myśl - a co jak się przez to stanie nieznośna, ale później czuła już tylko pewność siebie. To działało. I działało dobrze! Krwawnik. Może jednak Agatha nie była aż takim złym człowiekiem... Kwiat, chociaż pospolity, wyjątkowo pasował jej do dzisiejszej sukienki.

- Okeeej, tego na pewno nie kazała ci powiedzieć mama - przyznała Murtaghowi, ewidentnie zmieszana, nawet jeżeli dała z siebie naprawdę dużo, aby to ukryć. Widzicie, z dziwnymi rzeczami, które mówili inni ludzie, było tak, że trzeba było mieć w tym jakieś wyczucie, a jej brat tego wyczucia najwyraźniej nie posiadał. I okej - nie każdy człowiek musiał być idealny - nie o to w życiu chodziło, żeby nigdy nie powiedzieć czegoś nie w smak, ale kiedy mówił coś takiego człowiek, którego od lat ustawiałeś na piedestale, nadawałeś mu w swoim sercu wręcz rangę boskości, to każda rysa była jakimś zaburzeniem stabilności świata. Bo bogowie nie posiadali znamion. Dowcip? Oh, ona uwielbiała dowcipy. Ale nie uwielbiała nazwiska Gaunt, jakie ciążyło nad nią od maleńkości - rodzina obłąkanych ludzi, biorących sobie za żony swoje matki, siostry i kuzynki, żeby tylko utrzymać płynącą w ich żyłach klątwę krwi. Nikt im nie powiedział, że klątwy z założenia były złe? I powinno się ich pozbywać, a nie kultywować to w najgorszy z możliwych sposobów?

- Dziękuję. - Ciepły uśmiech posłany Leviathanowi i złapanie go za rękę były czymś, co przywróciło Sarah do normalności - opuściła ją niezręczność, chociaż zbliżając się do Rowla potknęła się niezdarnie o kępkę trawy. Nie upadła teatralnie, a na ewentualną próbę pomocy jej w zachowaniu równowagi machnęła tylko ręką, nie gubiąc wybrzmiewającej na obliczu radości. No bo przecież Leviathan był dzisiaj bardzo miły, o wiele bardziej niż się tego po nim spodziewała. Reagowała więc na niego pozytywnie, wciąż nie czując się przytłoczona słowem małżeństwo. Tak, była odrealniona - traktowała to bardziej jako flirt z kimś nowo poznanym, nową zabawkę daną jej przez los - a te wszystkie rodzinne powinności były tak mało istotne. Przecież wciąż wierzyła, że dokładnie w momencie kiedy powie ojcu nie, wszystko zostanie odwołane. Księżniczka chce, księżniczka każe, księżniczka dostaje.

- Oh tak, ale jest ewidentnie zaklęty - odpowiedziała mu. - Pozywytnie - dodała po chwili, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że mógł odebrać to nieco inaczej. - Lubię klwawnik. To jedna z tych rhoślin, któle lubią towarzystwo i mają wiele zastosowań. Znasz jego symbolikę? - Uniosła w górę brwi, patrząc na Rowla zaczepnie. - Przynosi szczęście w miłości. Poza wyspami czalodziejki wplatają go w ślubne walkocze.

Sarah nie dawała zapaść pomiędzy nimi żadnej dłuższej ciszy.

- Ale dziwnie stoi się w kolejce - przyznała, spoglądając porozumiewawczo na brata. - Nigdy tego nie rhobiłam. - Kolejka przesunęła się o dokładnie jedną parę, więc zrobiła krok do przodu, później pokiwała głową z satysfakcją. - Nieźle. Często przychodzisz tutaj postać? - Zagaiła do Leviathana. - Może powinnam lobić to częściej.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Laurence Selwyn - 12.12.2023

To była jedna z tych historii, które w przeszłości wzbudzały w nim ciarki zażenowania, dlatego nikomu o nich nie wspominał. Kiedy jednak dojrzał, znalazł się pod opieką specjalistów, którzy wskazali mu właściwą drogę i spojrzał na siebie oraz swoje życie z dystansem, uznał to całkiem zabawne. W gruncie rzeczy, przecież nie wydarzyła się żadna tragedia.

Miałem czternaście, albo piętnaście lat, ale byłem już wysoki... No, prawie tak wysoki jak ty — roześmiał się, ale w taki ciepły serdeczny sposób, pozbawiony złośliwości. Podobało mu się to, że Garrick był od niego niższy, ponieważ w ten sposób zawsze, gdy chciał spojrzeć Selwynowi w oczy, musiał nieco unosić brodę, ku światłu, a wtedy jego oczy napełniały się blaskiem; to spojrzenie było jego największą słabością i pociechą — Mój kuzyn kręcił swój pierwszy film, który ostatecznie nie doczekał się premiery, albo może tak, ale nie został pozytywnie oceniony? Nie pamiętam, ale chyba mam gdzieś w domu surowy zlepek scen. Jedna z nich miała miejsce właśnie tutaj. Musisz wiedzieć, że był to film historyczny, rycerze, smoki, białogłowy w opałach... I był to środek lata. Wspomniałem o wzroście, bo prawdziwy statysta się tamtego dnia pochorował, więc mój kuzyn, widząc, że mam właściwie taką samą sylwetkę i jestem odpowiednio wysoki, obiecał mi, że da mi poprowadzić swój mugolski samochód w zamian za to, że zastąpię tamtego chłopaka. Zgodziłem się, ale nie przewidziałem tego, że spędzę cały dzień na planie głodny, spragniony i w tej przeklętej zbroi w pełnym słońcu! Rankiem kamienie dawały jeszcze cień, ale kiedy w południe wisiało nad naszymi głowami... Och, możesz się domyślić, jak było ciężko. Przez następny tydzień musiałem smarować się maścią na odparzenia dla niemowląt, a w tym samym czasie mój kuzyn rozbił ten swój samochód i tyle było z przejażdżki.

Kiedy Laurence coś opowiadał, zawsze robił to w nieco aktorski, odrobinę przerysowany, ale mimo swych zdolności nie był w stanie ukryć tego, że dzielenie się tą historią z Garrickiem sprawia mu szczerą radość.

Piwo — skinął głową, a potem zatrzymał się, jakby rażony piorunem — To znaczy, nie piwo. To znaczy, chętnie się z tobą napiję, ale dla mnie lemoniada.

Nie mógł mu powiedzieć, że najmniejsza chociażby ilość alkoholu zaprowadziłaby go znów przed bramy piekła, z którego rozpaczliwie wygrzebywał się przez ostatnie lata. Za bardzo wstydził się swojej słabości, To, co dla Garricka mogło być jedynie schłodzonym, gorzkim napojem, jawiło się Laurencowi jako niebezpieczeństwo. Nawet kieliszki na smukłych nóżkach budziły w nim pragnienia, których spełnienie mogłoby skończyć się dla niego tragicznie, więc zaraz po powrocie do Lonydnu zabrał wszystkie ze swojego mieszkania całe szkło do serwowania alkoholu i wstawił w dwóch pudłach obok śmietnika.

Działa lepiej niż magia — odparł z uśmiechem, starając się brzmieć enigmatycznie, może trochę szarmancko i nieco zahaczyć o flirt, ale ostatecznie uznał, że to w pewien sposób okrutne względem Garricka i bezczelne z jego strony, więc postanowił szybko zmienić temat — Mam nadzieję, że nie będzie padać. Jest tak duszno, jakby zbierało się na burzę, nie uważasz?


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Perseus Black - 12.12.2023

Miał głęboką nadzieję, że Vespera o to nie zapyta; za punkt honoru postawił sobie budowanie tego związku na szczerości i zaufaniu, zwłaszcza, jeśli wkrótce mają przywitać na świecie swoje pierwsze (i liczył na to, że nie ostatnie, choć za wcześnie było jeszcze na snucie takich planów) dziecko. Westchnął ciężko, spoglądając raz jeszcze w stronę ogniska, jakby liczył, że płomienie ukażą mu nową wróżbę. Ale ujrzał tylko języki ognia.
Nie jestem pewien, jak powinienem to interpretować — wyznał, starając się ostrożnie dobierając słowa, by przypadkiem nie uronić czegoś, co mogłoby zapalić czerwoną lampkę w jej głowie, albo wpłynąć na jej samopoczucie — Ale nie wykluczam, że chyba czeka nas podróż.
Albo tylko jego, do celi w Azakabanie. I to był ten moment, w którym zdecydował się na to, by porozmawiać z nią szczerze o swojej przeszłości i konsekwencjach, jakie któregoś dnia mogą go dosięgnąć. Nie mógł jednak powiedzieć "musimy porozmawiać w domu", bo wzbudziłby tym jej (zasadne) podejrzenia, więc uśmiechał się ciągle, choć uśmiech ten był inny niż zwykle, niezręczny i wybrakowany.
A ty? — zapytał, czując jak kurczy mu się żołądek. Bynajmniej z głodu.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Edge - 12.12.2023

Wpatrywał się w tych Aurorów i ich rozmowę z wyraźnym zaciekawieniem, no bo była to przecież egzotyka w jego życiu - Cain w środowisku naturalnym, prowadzący rozmowę z członkiem swojej rodziny. Był tak samo permanentnie zmęczony, dowcipny i śliczny - czyli przy Flynnie nie stawał się sztuczny? No jasne, że był wścibski, ale... ktokolwiek by nie był na jego miejscu? Oprócz Patricka, bo to, że koleś nie zadał żadnych dodatkowych pytań i tak po prostu sobie stąd poszedł, było nawet bardziej zagadkowe niż te jeże. Znajdował się poza wszelką konkurencją. Bell nie pożegnał się z nim w żaden konkretny sposób, nie podziękował za wyciągnięcie swojej siostry z (najwyraźniej) paszczy lwa, po prostu zawiesił spojrzenie na tych palcach stukających o udo, zapisał w głowie dziwne przemyślenia o Chesterze Rookwoodzie jako o czarnej owcy ich biura...

A później patrzył na Nikogo™ i patrzył i nie widział tam absolutnie nic, co dałoby mu jakikolwiek znak. Nie dostał znaku czy faktycznie powinien stąd uciec, nie dostał też znaku na to, czy mógł pozwolić sobie na więcej w takim miejscu i okolicznościach. A kiedy była mowa o czymś więcej, a się patrzyło na kogoś, w kim nie widziało się żadnych konkretnych emocji, to człowiek przeżywający wszystko osiemdziesiąt razy bardziej niż inni zaczynał zadawać sobie pytania, czy coś więcej w ogóle miało jakąkolwiek rację bytu - może zastanawiał się nad czymś, co już w ogóle nie istniało. Nie, nie obchodziły go fakty i logiczne argumenty - mógł go teraz wyprowadzać z czeluści ognia piekielnego, a nie jakiejś durnej szarpaniny z podstarzałym Aurorem - jak człowiek od przynajmniej dziesięciu minut znajdował się w stresie, to nawet najmniejsze gesty wyłapywało się w krzywy sposób. W dodatku nieważne jak bardzo się starał, nie potrafił wyrzucić ze łba przemyśleń o tych cholernych szpiczakach, w tym piwie musiało coś być ewidentnie, może ten cały Rookwood dosypał mu prochów do kubka w ramach rewanżu i normalnie nie narzekałby na darmowe narkotyki, ale może nie teraz?

- Ej - zaczął nagle, nieco automatycznie ruszając w wyznaczonym kierunku, ale jeszcze nie odrywając od niego spojrzenia - mam jedno, ale takie zajebiście - tak to zaakcentował, że od razu dało się wyłapać przynajmniej lekkie podchmielenie - ważne pytanie: skoro twoją specjalnością jest infl... infiltracja to... czemu chodzisz po sabacie w pełnym umundurowaniu? - Patrzył na niego trochę dziwacznie, bo mu to nie dawało spokoju podobnie jak jeże i stworzenia jeżopodobne, a później przerzucił to spojrzenie na drogę, którą szli, robiąc kilka tanecznych kroków do rytmu granej melodii. Steward nie był jedyną osobą w okolicy, która chętnie porwałaby Fiery do tańca, przez moment Flynn chciał ją nawet stuknąć biodrem, ale potem przypomniał sobie o tym guziku i dotarło do niego, jak bardzo był na nią zły.

- Oż kurwa, cud nad Stonehenge, ty jednak mówisz po angielsku! - Złapał się za twarz jak w „Krzyku” Munch'a. - Mogę się założyć o dwadzieścia sykli i fortepian, że ten koleś też chciał zatańczyć, ale zajebanie portfela jego współpracownikowi nie było najlepszym sposobem na podryw. - Ewidentnie żartował, nawet jeżeli dało się w tym wyczuć jakieś napięcie. Już chciał darować jej to wszystko, przymknąć oko na tę cholerną kleptomanię, kiedy siostrzyczka szturchnęła go w ramię. Dokładnie w tej sekundzie można było zauważyć, że mimo wewnętrznej walki Flynn po prostu pękł.

- Fiery - zaczął dosyć łagodnie, sięgając do kieszeni - Fiery myszko - kontynuował, ale to wcale nie był ten flirciarski głos, którym częstował Bletchleya - pokażę ci coś. - Sięgnął ręką do kieszeni spodni i wyciągnął z nich guzik oderwany z koszuli Chestera Rookwooda. Był malutki, ale po objęciu Fiery ręką zbliżył go do jej twarzy. - Widzisz to? Ten włos? Obiecuję ci, że to nie jest mój łoniak. Jak robiłem z siebie idiotę, a on mnie odepchnął, oderwałem mu z klaty ten guzik i kępę włosów. Jak to zjesz na oczach Layli to zostajemy. - Mówił zarówno o guziku, jak i o włosie z klaty psychola z Biura Aurorów.