![]() |
|
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele (/showthread.php?tid=3340) |
RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Lyssa Dolohov - 02.07.2024 Wychodzę z łazienki i idę po kawałek tortu.
Lyssa westchnęła, absolutnie wręcz oburzona, że mężczyzna tak zwyczajnie zgodził się na to, co właśnie próbowała mu wmówić. Tak się nie bawiła - chciała się kłócić, chciała się szarpać. Rookwood miał rację, lubiła to. Drażnienie ludzi i doprowadzanie ich do nerwicy zwyczajnie ją bawiło. Widok czyjejś złości zwyczajnie sprawiał jej satysfakcję, stanowiąc idealny zastrzyk dopaminy dla mózgu. Dzięki Milfordowi, to było jak oglądanie pustego, mało ambitnego filmu, który puszczało się w ramach jakiegoś guilty pleasure. No i zwracało się uwagę na tylko te szczególne momenty, które z jakiegoś powodu sprawiały satysfakcję. Na te ostro zaakcentowane słowa, próbę wyrównania szans głośnością głosu, ale też na bezradność. Doskonale pamiętała wyraz twarzy Vakela po tym, jak wróciła w Beltane do domu, kiedy wreszcie schował twarz w dłoniach, wyraźnie nie mając już sił dalej się z nią kłócić. I nawet ten widok osoby, o której aprobatę tak chciała zabiegać, sprawiał jej taką uciechę. - Nawet jeszcze nie zaczęłam - zmarszczyła brwi i było w jej spojrzeniu coś wyzywającego. Mogła być gorsza, oczywiście, ale byli przecież na ślubie i nie do końca o tym zapomniała. Przecież nie mogła. Mimowolnie też, kiedy wreszcie przemył twarz i skierował do drzwi, cofnęła się do nich, zasłaniając mu wyjście. - Jeśli to co mówisz jest prawdą, to i tak żadne z nas nie będzie w stanie zapomnieć - sięgnęła za plecami do klamki, samej ją naciskając i otwierając drzwi, najlepiej na całą ich szerokość. Odsunęła się z przejścia, pierwsze co to rozglądając dookoła, czy faktycznie ktoś nie czaił się w pobliżu, z zaciekawieniem obserwując czy wyjdą z tej łazienki szybciej jak później. - Widzisz? Nikogo to chyba nie obchodzi tak bardzo jak ciebie - prychnęła, machając dłonią i pokazując mu, że publika ich przedstawienia najwyraźniej wynosiła całe zero. Kiedy jednak Ulysses minął ją i ruszył w stronę sali, nie została z tyłu, dotrzymując mu kroku. Krojono tort, a do tego chyba wypadało zainteresować się, gdzie też zniknął Peregrinus. Ale to zaraz. - Nie przeprosiłeś mnie jeszcze - rzuciła zaczepnie kiedy brała swój kawałek tortu, wciąż nabuzowana, ale mimo wszystko spokojniej niż jeszcze parę chwil temu w łazience. Mimowolnie też sięgnęła do włosów, przygładzając je jakby bojąc się, że od tego całego awanturowania się jej prezencja znacząco się zaburzyła. A przecież zawsze musiała wyglądać perfekcyjnie. [roll=1d6] RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Ulysses Rookwood - 03.07.2024 Jem tort z Lyssą. Próbuję jej prawić komplementy. Sięgam po ciasteczko z wróżbą.
Ulysses zmarszczył ciemne brwi. Wreszcie to do ciebie dotarło? Zdawały się pytać jego oczy. Nie znosił niepotrzebnych wspomnień. Wydawały mu się nie tylko zbędne, ale również irytujące i puste. Po co pamiętać ludzi, którzy nie odgrywali żadnego znaczenia w jego życiu? Po co robić śmietnik we własnej głowie? I znowu miał nadzieję, że młoda kobieta wreszcie się od niego odczepi. Ale ta była jak ten rzep, który uczepił się psiego ogona. Szła za nim i powoli zaczynał sądzić, że uwolni się od niej dopiero wtedy, gdy ucieknie do ogrodu, albo w ogóle zniknie z tego pieprzonego wesela. I jeszcze była hipokrytką. Biorąc kawałek weselnego tortu, naprawdę gorąco marzył o tym, żeby ten kawałek rozsmarować na jej ładnej twarzy. Dopiero zaczęłaby urządzać histerię, a on wreszcie roześmiałby się na głos i to byłby w pełni jego śmiech. A nie jakichś pierdolonych dodatków w mało smacznym drinku. Zasłużyła sobie za chluśnięcie w niego napojem. I gdyby nie to, że unikał publicznej atencji, może nawet naprawdę zdecydowałby się na ten krok. Może. - Przepraszam – powiedział, choć wcale nie zrobił tego szczerze, raczej po to, by Lyssa dała mu już wreszcie święty spokój. Ulysses sięgnął po widelczyk, by za jego pomocą ukroić sobie kawałek ciasta. Było mocno malinowe. Zadziwiająco mocno. Na chwilę przeraził się nawet, że i ten tort został czymś doprawiony i zaraz znowu wybuchnie śmiechem albo w jakiś inny sposób zrobi z siebie idiotę. Ale chyba nie był. Był tylko bardzo malinowy. Danielle lubiła maliny. A teraz dostrzegł, że jego niechciana towarzyszka miała podobny do niej kolor włosów. Brakowało tylko żółtej spinki w kształcie motyla. I tego uroczego uśmiechu, który sprawiał, że Ulysses chciał ją obronić przed całym światem. I subtelnego zapachu piwonii. I tego czaru osobistego, który sprawiał, że Danielle zupełnie nieświadomie potrafiła sobie owinąć go wokół małego palca. Czegokolwiek nie powiedzieć o Lyssie, jej czar osobisty równy był czarowi osobistemu sklątki tylnowybuchowej. Ale… - Mówił ci ktoś, że masz piękne włosy? – zapytał. W jego głosie pojawiły się łagodniejsze nuty. – Sprawdźmy, co ciasteczko z wróżbą ma nam do przekazania – rzucił, na chwilę odrywając się od jedzenia tortu by sięgnąć do półmiska po jedno z nich. !ciastkazwróżbą RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 03.07.2024 Czerp garściami to, co daje ci życie. RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Augustus Rookwood - 03.07.2024 Parkiet, w trakcie tańca z Imogen Tak na dobrą sprawę, porywałem do tańca Imogen już z chwilą, kiedy otworzyła usta, kiedy nasze dłonie się spotkały. Nogi same mnie prowadziły, muzyka rozbrzmiewała w całym moim ciele, jak gdybym nie był antropologiem, tylko zawodowym tancerzem, który taniec miał we krwi. Ucałowałem jej dłoń i ruszyłem do tańca, na początku powoli, żeby pozwolić jej dokończyć. Cała drżała, więc objąłem ją mocniej, chcąc dodać jej otuchy, ale... im bardziej szła głębiej z tą historią, to mnie złość coraz bardziej obejmowała na tego fagasika. To był jawny brak szacunku względem mojej małżonki, więc nie mogło się obejść bez echa. Za tę zniewagę powinien ponieść karę. Niestety, nie mogłem przerwać tańca. Nieznana mi siła ciągnęła mnie ku kolejnym dramatycznym nutom, a wraz ze mną w tan szła Imogen. - Zaraz z nim sobie porozmawiam. Nie może tak być, że będzie cię obrażał bezkarnie, to jawny brak szacunku - zauważyłem wzburzony, robiąc obrót mojej partnerce. Nie szarpałem jej ręki, ale czuć było te energiczne momenty, jakby przepełnione złością, jakby wyreżyserowane, ale nie! To nic z fikcji, nic z komedii czy dramatu. To było z życia wzięte i jak tylko te podrygi mi przejdą, zamierzałem sobie z nim porozmawiać. Tak. - Wkurzył mnie ten Isaac Bagshot... Trzeba zgłosić ten incydent do Czarownicy. Nie powinni zatrudniać kogoś, kto niesie im niesławę - mówiłem do Imogen rozwścieczony, wchodząc jednocześnie w kolejne takty muzyki i otulając ją swoimi ramionami. Tańczyliśmy na środku parkietu niczym gwiazdy. Dawno mi się tak lekko nie tańczyło. To musiało być działanie tego drinka. Z tego, co miałem okazję zaobserwować, różne historie spotykały gości weselnych podczas ich kosztowania. Musiałem przyznać, że już wolałem tańczyć niż kwiczeć w postaci kapibary. RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Lyssa Dolohov - 04.07.2024 Jem tort z Ulyssesem. Biere ciasteczko
Pewnie gdyby jej rozmazał ten tort na twarzy, to zwyczajnie by się rozpłakała. Zalała łzami z miejsca, nawet nie zastanawiając się nad tym czy może powinna zrobić coś innego. Bo za dużo tutaj było dookoła ludzi, po części zwabionych krojeniem ciasta, żeby tak zwyczajnie wpadła w histerię. Same łzy byłyby wystarczające, żeby zaskarbić sobie współczucie innych, a jednocześnie zwrócić uwagę na tyle, by z Ulyssesem znaleźli się w centrum uwagi (gdyby samo ciasto na jej twarzy miało nie wystarczeć). Ale na całe szczęście, cała scenka pozostała tylko w strefie marzeń Rookwooda. Przez moment przyglądała mu się uważnie, kiedy wreszcie wydusił z siebie te przeprosiny na odczepkę. Słaby był, ale nie była pewna czego się właściwie spodziewała, po jego poprzednim popisie charyzmy, który jej urządził zaraz po tym jak się oblała, a jeszcze przed tym jak zaczęła śpiewać. Zaraz też prychnęła, wyraźnie zniesmaczona i nieusatysfakcjonowana jego godnymi pożałowania próbami. Z jednej strony działał jej na nerwy, ale działało to także w drugą stronę i chyba właśnie dlatego nie odeszła na bok, stojąc dalej obok niego. Bo zwyczajnie chciała go dalej denerwować. Za karę. Ukroiła sobie kawałek ciasta, zastanawiając się do w ogóle powinna teraz zrobić. Nie mogła przecież tak zwyczajnie stać koło niego, albo chodzić za nim krok w krok, póki nie podejmie decyzji o ewakuowaniu się z całej imprezy. Byłaby to strasznie gówniarska zagrywka z jej strony, ale w sumie czy te najprostsze rozwiązania nie były czasem najlepsze? Zerknęła na niego, czując jak intensywny smak malin rozlewa się po podniebieniu. Nigdy specjalnie nie zastanawiała się jakie owoce lubiła najbardziej, bo i po co by miała, ale zawsze lubiła gruszki. Maliny natomiast, w swojej słodyczy często stawały się dla niej zbyt infantylne. Przysmak dzieciństwa, na który szybko narosła wypaczona symbolika. Kiedy nie wyliczał jej kolejnych wad i nie wypominał tego, jak bardzo jego lub ich właśnie ośmieszyła, o i jak nie mówił o tym, że to wcale nie była jego wina, to wydawał się całkiem przyjemnym mężczyzną. Przystojnym, ale to nie było żadne odkrycie, bo przecież wcześniej postanowiła go zaczepić właśnie z tego powodu. Ale teraz przyglądała mu się nieco uważniej, trochę zbita z tropu jego... komplementem? - Jest taki jeden obraz - powiedziała, mimowolnie sięgając do kosmyka włosów i z roztargnieniem zakładając go za ucho. - Przedstawia oko, którego tęczówka zamalowana jest błękitem nieba i po której wędrują białe chmury. Twoje oczy, dwa błękity świata, który się pod nim kryją, a może który odbijają... - uśmiechnęła się do niego delikatnie, chyba nawet szczerze w tym momencie. Odwróciła na moment wzrok, jedząc kolejny kawałek ciasta i zastanawiając się nad czymś. To nie był dobry komplement - ale Lyssa rzadko kiedy je prawiła. I czy to w ogóle liczyło się jako komplement, skoro go nie dokończyła? Jeśli już to były one płytkie. Wystarczające, by zadowolić rozmówcę i pozwolić jej pokazać się jako miła i hojna osoba. Szczerość? Najczęściej objawiała się przyrównywaniem do rzeczy które lubiła. W końcu prychnęła cicho rozbawiona. - Ten obraz, niektórzy uważają że to zaproszenie do patrzenia na świat nieco inaczej. Wydaje mi się, że do Ciebie pasuje. Lubiła oglądać te inne światy zamknięte w zdobionych ramach i zachowane na płótnach. Każde pociągnięcie pędzla, które było widać z bliska, opowiadało dodatkowo historię tworzenia, ale też uczyło opowiadać własne historie. Przez moment nawet przeszło jej przez głowę, że powinna coś namalować, kiedy wróci po weselu do domu, ale co właściwie? Scenkę w łazience? Śpiewanie przez nią piosenki? Niestety, to nie była leśna scenka z Ostary, którą z taką łatwością przelewało się na płótno. Potrząsnęła głową, odganiając myśli i z ciekawości sama sięgnęła po ciasteczko. !ciastkazwróżbą RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 04.07.2024 Drzemie w tobie ukryty talent. RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Sauriel Rookwood - 04.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DP8zuR8.png[/inny avek] Parkiet Miał lekki problem z dobrym wbiciem się w muzykę. Niby takt się zgadzał, ale jakoś tego nie czuł. To przez ten alkohol - trochę mu rozłaził, coś mu brakowało, nie potrafił skupić się zarówno na rozmowie jak i na tym, żeby idealnie trafiać w każdy drop utworu. Gdyby ktoś to obserwował to pewnie by nawet szczególnie nie zauważył. Sauriel musiał być już naprawdę pijany, żeby mu się te nogi plątały, a jego ciało straciło na kocich ruchach. A i wtedy potrafiły być kocie... tylko jak pijany kot. Nieporadne i ciało niekoniecznie robiło dokładnie to, czego mózg chciał, skoro sam mózg nie funkcjonował prawidłowo. W swojej głowie więc gdzieś to wyłapał i pochłonęło to jakąś małą część jego skupienia. - Słonko, ni chuja nie mam pojęcia, czy byś się do burdelu nadawała. - Może tak? A może nie? Właściwie czego potrzeba było, żeby się "nadawać do burdelu"? Rozwiązłości? Burdele były różne. Od tych tanich na Głębokich Ścieżkach po te ekskluzywne na Nokturnie, a i po Londynie można było znaleźć parę ciekawych. Victoria chyba pasowałaby do tych ekskluzywnych. Chyba. Bo może tam by znowu nie wytrzymała, że jej nakazują się ubierać tak a nie inaczej i przestrzegać wszystkich tych... rzeczy. Sauriel nie chodził do takich miejsc, aaale... - Eryk ma więcej doświadczenia, mogę go podpytać. - Prychnął, przypominając sobie kawałek ich rozmowy. Od kotletów po dziwki - niby co te dwie rzeczy łączyło? Tym razem nie to, co tutaj - czyli nie chrupanie ze smakiem. Tym razem chodziło o kontekst rozmowy, w której były zgubione przyjemności. Zapodziane gdzieś w życiu starszego Rookwooda. - A co mi chodzi po głowie? - Zapytał, a słychać było, że teraz trochę się zamyślił i nawet widać to było po jego minie. Nie nad dziwkami, o nie, ale skąd Victoria mogła o tym wiedzieć! Liczył. Kroki. Rytmikę. Jednowątkowość jego mózgu nie nadawała się do robienia dwóch rzeczy jednocześnie przy konieczności układania swojego życia z wódką płynącą przez żyły. W końcu jego uważne spojrzenie spoczęło na Victorii na powrót ze skupieniem. RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Bard Beedle - 05.07.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/03/c9/5b/03c95b70643b47415cf734ec2fb5d8ce.jpg[/inny avek] Z Laurencem przy stoliku, macha do Shafiqa i je tort
Nie mogła nie zauważyć rozdrażnienia Anthony'ego. Nie dziwiła mu się - takie publiczne upokorzenie na pewno zostawi ślad i to bynajmniej nie na garniturze, a na jego dumie. Zapewne będą też pamiątki w postaci plotek, ale... Kto by się w zasadzie nimi przejmował? Anthony był jaki był, pracował w swoim zawodzie na tyle długo, żeby wiedzieć, że każdą plotkę można przekuć na swoją korzyść. - Spotkamy się przy torcie - pożegnała go uśmiechem, chociaż nie do końca rozumiała, dlaczego chciał się koniecznie przebrać. Nachyliła się do Laurenca. - Myślisz, że to zaplanował? Żeby zmienić ubiór i wrócić w swojej nowej wersji? Stawiam pięć galeonów, że zmieni też fryzurę, żeby łatwiej było mu unikać swojej niestabilnej towarzyszki. Szepnęła mężczyźnie na ucho z rozbawieniem, pozwalając by ciężka woń perfum owiała go niczym mgła. Nie mogła się również powstrzymać przed tym, by zbliżyć się nieco bardziej - miękkie wargi musnęły na ułamek sekundy skórę ucha Lestrange'a. - Jeśli obawiasz się, że może mieć składniki, których nie może spożywać, to mam w torebce eliksir niwelujący przykre konsekwencje spożywania laktozy - powiedziała cicho, odbierając kawałek tortu. Była na to przygotowana - doskonale wiedziała, że Laurence nie mógł jeść niektórych rzeczy, ale nie chciała, by ich sobie odmawiał. Nie podczas wesela. Dała mu wybór, nie chciała przecież naciskać, ale jednocześnie chciała pokazać, że dba o jego potrzeby. Mimo całej ich historii to było dla niej tak naturalne, jak oddychanie. Gdy Shafiq pojawił się na horyzoncie, pomachała do niego. Siedzieli przy stoliku, przy którym było miejsce. Jeżeli kolejna wariatka go nie zatrzyma po drodze, to powinien ich bez przeszkód zauważyć. - Chyba przegrałam zakład, wygląda na to, że jeszcze bardziej zwraca na siebie uwagę - powiedziała cicho do mężczyzny, odstawiając pusty już kieliszek na bok. Camille dziubnęła tort - nie planowała jeść całego kawałka, oczywiście. To nie było dobre dla cery oraz figury. Poza tym nie przepadała za taką słodkością, chociaż trzeba było przyznać, że tort był dobry, taki nie za słodki. Sięgnęła jeszcze po ciastko z wróżbą. Nie planowała go jeść, ale chciała zerknąć, co ma dla niej "los". !ciastkazwróżbą RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Pan Losu - 05.07.2024 Determinacja cię poprowadzi. RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele - Victoria Lestrange - 05.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=VSYykxr.png[/inny avek] Tańczę z Saurielem
Wolałaby z nim tańczyć wtedy, gdy nie był już na tyle wstawiony, że musiał się skupiać na krokach. Wiedziała doskonale, że Rookwood miał wyczucie rytmu i czuł muzykę, chociaż raptem dwa razy słyszała jak gra na gitarze i to dawno temu, tańczyła z nim też dwa razy i wyglądało to inaczej. Nie pilnowała go, a najwyraźniej Sauriel nie miał hamulców jeśli chodzi o alkohol, zaczynała się nawet zastanawiać, czy gdyby nie był taki podpity, to w ogóle zaprosiłby ją do tańca… szybko jednak wyrzuciła tę myśl z głowy, żeby teraz sobie niepotrzebnie nie dokładać i skupiła się na tym, by jednak poprowadzić ten taniec, skoro Sauriel miał małe problemy. Bo co miał się tym martwić, skoro ona była trzeźwa i mogła to wziąć na siebie? Mógł więc poczuć lekką zmianę nie tyle w samych ruchach, co dynamice tańca, kiedy Victoria przejęła pałeczkę i kilkoma zdecydowanymi ruchami dała czarnookiemu znać, że to ona będzie prowadzić. Powinni sobie poradzić. Parsknęła za to pod nosem na resztę tej rozmowy. – No chyba sobie żartujesz – żartował? Miała nadzieję. Naprawdę nie chciała teraz słyszeć, że Sauriel faktycznie się zastanawia nad taką kwestią, jakby było nad czym się zastanawiać w ogóle. To już ją obrażało. Może i były kobiety, którym takie miejsca jak dom publiczny pasowały i odpowiadały, ale Victoria z pewnością do nich nie należała i nawet nie chciała słuchać, że Sauriel poważnie nad tym myśli, zamiast znać odpowiedź ktoś brzmiała “nie”, a już w ogóle że będzie się pytać o to ojca. Co do kurwy? Trudno powiedzieć co było gorsze: to, czy nazywanie jej klaczą rozpłodową, czym zapiekł ją do żywego. – Nie wiem, właśnie próbuje to ustalić – odparła miękko, zauważając jego zamyślenie. To, że nie miał podzielności uwagi i myślał bardzo jednowątkowo, jak typowy facet, zauważyła akurat dość dawno, więc się o to nie złościła, ani nie zdziwiła. Nie była za to pewna, czego to zamyślenie dotyczyło. Kwestii burdelu? – Nie wiem, co ci chodzi po głowie i nie umiem cię teraz za bardzo… rozgryźć – uśmiechnęła się uprzejmie, odrobinę nawet rozbawiona swoim gładkim nawiązaniem do reszty rozmowy o truskawkach, chociaż nie taki był jej cel na początku. O tym mówiła akurat całkiem szczerze: że go trochę nie ogarnia. No bo na trzeźwo nigdy jej nie bajerował, a teraz ewidentnie to robił, z mniejszym czy większym skutkiem – Victoria była czasami w kropce, jeśli chodziło o zachowanie Sauriela, nie zawsze potrafiąc zrozumieć jego intencje, jak choćby w ten pamiętny spacer… Być może Sauriel sam ich nie znał i działał bezmyślnie, trochę na autopilocie, a gdy go zapytać to się wkurzał i stawał okoniem, bo sam nie tego nie rozumiał? Ale postanowiła być równie bezczelna co i Sauriel dzisiaj w stosunku do niej. Dlatego w którymś momencie, z nieprzemijającym uśmieszkiem, zmniejszyła odległość pomiędzy nimi, by spleść ramiona na jego karku, co zapewne zmusiło go do tego, by położyć obie dłonie na jej biodrach. Cóż, prosił żeby go w tańcu uraczyć zgrabnymi nóżkami i pośladkami, Victoria spełniała więc właśnie jego własne życzenie. – Pamiętasz naszą rozmowę? O eliksirach – i o tym, że spróbuje coś zrobić, żeby mu pomóc. Może nie za wiele później o tym rozmawiali, ale Victoria ciągle o tym pamiętała i zabrała się do tego mocno na poważnie. – Prawie skończyłam jeden, ale będzie wymagał jeszcze przetestowania… zanim będę mogła to ogłosić sukcesem – powiedziała to zaskakująco łagodnie jak na to, jak blisko się teraz znajdowała i jaki wydźwięk miała reszta ich rozmowy, w tym też mowa ciała. |