![]() |
|
[Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31) +---- Wątek: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1118) |
RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cathal Shafiq - 18.03.2023 - Powinniśmy stąd zniknąć – odparł Cathal z pozornym spokojem, choć wszystko, co ich otaczało – zamieszanie, zapach kwiatów, dymu i alkoholu uderzający w nozdrza, tłum ludzi, tancerze, to wszystko stawało się dla niego z każdą chwilą coraz bardziej irytujące. Coraz bardziej przytłaczające. Nie wspominając o tym, że… - …to ostatnie miejsce, w którym powinien być Jamil – dodał, rozglądając się wokół. Zadarł na moment głowę, wpatrując się w pale i zastanawiając, czy zdołałby na takie wejść. Nie pchał się do poszukiwania jakiejś kobiety, której wianek mógłby na nim zawiesić. Choć pewnie i by nie odmówił, gdyby jakaś mu go wręczyła – w co jednak wątpił, bo zawyżał tu średnią wieku – ale wyłącznie dlatego, że mimo, że sam ostrzegał Anwara przed magią Beltaine, nie miał pojęcia, w jaki sposób ta się obmawiała. Do tej pory uczestniczył w tym sabacie na Polanie Ognia może dwukrotnie i raczej nie zajmował się takimi rozgrywkami. Pochylił się, by sięgnąć kwiatki i po prostu podał je Lecie. Stoicki spokój w takich sytuacjach był jedną z rzeczy, które wyrobił w sobie, pracując przez ostatnie lata z taką, a nie inną ekipą. - Kiedy skończycie, znikamy stąd, a przynajmniej ja znikam – podkreślił, bo zaczynał mieć tego wszystkiego trochę dość. Odsunął się nieco od stołów, ustawiając się w pobliżu i obserwując, jak Jamilowi idzie wędrowanie na pal. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Florence Bulstrode - 18.03.2023 - Och… czy to mój brat właśnie spada z tego pala? – zastanowiła się Florence, a na jej ustach zaigrał uśmiech, kiedy dostrzegła kogoś, kto wyglądał jak Atreus. Obserwowała go przez moment, czy przypadkiem nie zrobi sobie krzywdy przy kolejnych próbach, nim przeszła z Eunice dalej. Dopiła po drodze ostatni łyk herbaty ziołowej, a potem przystanęła i wyciągnęła różdżkę, by pozbyć się w ten sposób kubka, zamiast rzucać go innym pod nogi. A uśmiech Florence zgasł szybko, gdy pomyślała, że są tu obaj jej bracia i ona nie wie, co przyniesie przyszłość, ale miała co do tego dość marne przeczucia. Dobrze – bardzo dobrze – że nie wiedziała wszystkiego… - Ostatni raz chyba plotłam tu wianki, kiedy miałam osiemnaście lat – stwierdziła, przystając na moment z brzegu jednego ze stołów. To było dawno: jakby w innym życiu. Florence rzadko odwiedzała Beltaine. Choćby dlatego, że zazwyczaj się w nie uczyła albo pełniła dyżury w szpitalu, gdy nikt inny nie chciał brać ich w święto, a przecież w takie święta właśnie dochodziło do największej liczby wypadków… Poza tym, Florence była raczej pod wieloma względami domatorką. Na wielkich galach i przyjęciach pojawiała się, bo tak wypada, więc sabaty dla własnej zabawy odwiedzała rzadko. - Masz jakieś ulubione kwiaty, Eunice? – spytała jeszcze, przesuwając głową po ludziach. Nie tylko one kupiły pierścionki u Vior, bo Bulstrode dostrzegała i innych z motylami nad głową. Albo o tęczowych włosach. Sama sięgnęła po orchidee, a jej dłonie poruszyły się potem, kiedy próbowała zapleść z nich wianek. [roll=O] [roll=O] [roll=O] (z uwagi na amortencyjne zamieszanie, Flo nie daje nikomu wianka) RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Atreus Bulstrode - 18.03.2023 Wystarczył jeden stabilny, mocno wyrastający z ziemi pal, by Atreus poczuł się nieco niepewnie. Poprzednie poczucie, że mógł zrobić wszystko, co tylko mu się wymarzyło, że świat leżał mu właśnie u stóp... to wszystko gdzieś rozmywało się nikło w miarę jak coraz bardziej czuł, że nie da rady. Męczył się, dziwnie utykając gdzieś pośrodku swojej wycieczki na sam szczyt, a potem zwyczajnie znowu znalazł się na samym dole. Pokonany, upodlony, czując gorzki smak porażki na ustach. Jak on go nienawidził. To było najgorsze uczucie, jakiego mógł w życiu doświadczyć i jeśli miał być szczery, w jego mniemaniu był o wiele gorszy niż wszystkie rany jakie otrzymał jako auror, razem wzięte. Spojrzał ku górze, gniewnie mierząc ponownie swojego przeciwnika i mając wrażenie, jak przynajmniej połowa spojrzeń skierowana jest właśnie na tego w tym pełnym żałości momencie. Mundur, to na pewno wszystko wina munduru, który ograniczał jego ruchy. Albo tego przeklętego goblina. Pewnie uciekł jakoś milicjantom i teraz znowu machał tymi swoimi paskudnymi łapami, żeby się zemścić. Rozejrzał się nieco paranoicznie dookoła, wyłapując gdzieś w oddali sylwetkę Florence, o której przecież nie tak dawno jeszcze myślał. Czy ona...? Czy ona go widziała? Akurat teraz, jak haniebnie nie był w stanie podołać? Duma zapiekła, na równi z i tak zaczerwienionymi od wysiłku policzkami. Którka przerwa, a może chęć wygranej, zrobiły swoje, bo Atreus rzucił się na pal ponownie. !wspinamsieN RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Pan Losu - 18.03.2023 Layla BellKiedy próbowałeś wspiąć się na słup, twoje ręce niedomagały. To było ciężkie. O wiele cięższe, niż mogłeś to sobie wyobrażać. Mężczyźni, którzy wspinali się równolegle z tobą, zdążyli już umieścić wianki na szczytach majowych pali, a tobie nie udało się znaleźć nawet w połowie jego długości. Wreszcie, po chwili pozbawionej oddechu, musiałeś się poddać. Zjechałeś w dół. Potrafiłeś spojrzeć w oczy swojej wybrance? Zawsze mogłeś spróbować jeszcze raz... RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Erik Longbottom - 18.03.2023 Po odłączeniu się od Patricka nieopodal stoiska Sary Macmillan, Erik wyruszył w niemałą podróż po terenach przeznaczonych na świętowanie Beltane. Z początku zamierzał się udać od razu w okolice palów majowych i po prostu obserwować sytuację, jednak dostanie się na miejsce, okazało się dużo trudniejsze, niż się z początku spodziewał. Stwierdzenie, że to dopiero teraz, o zmierzchu, na obchodach zebrał się największy tłum. Koniec końców, pomimo kilku przystanków, Longbottom dostał się na miejsce i przycupnął w bezpiecznej odległości od palów, co by nie zwracać na siebie dodatkowej uwagi. Zaczynał czuć klimat tego święta. Tu i ówdzie w północnej części polany pierwsze pary podnosiły się z trawy, aby oddać się tańcom, a w tle przygrywały zaczarowane instrumenty, racząc gości całkiem niezłym występem. Erik podniósł wzrok ku górze, ku ciemniejącemu powoli niebu. Naprawdę chciał wierzyć, że może cynk, jaki otrzymali, był tylko zmyłką, jednak wiedział, że to tylko złudne nadzieje. Wszystkie zebrane dotychczas informacje mówiły zupełnie coś innego i wskazywały, że niebezpieczeństwo było większe, niż początkowo przypuszczali. Nie będzie aż tak źle, starał się przekonać sam siebie, rozglądając się dyskretnie po kolejnych osobach, które go mijały. Na szczęście żadna czarownica świeżo po Hogwarcie nie obrała go sobie jeszcze za cel. Nie miał ochoty na uprzejme odmawianie, chociaż gdyby przyszło co do czego, zapewne by tak zrobił, nie chcąc urazić danej dziewczyny. Co jakiś czas miał wrażenie, że w tłumie migały mu znajome barwy mundurów brygadzistów. Miał nadzieję, że inni jednak znajdą, chociaż chwilę na wzięcie udziału w jakiejś uroczystej zabawie, żeby chociaż na moment zapomnieć o stresie. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Nora Figg - 18.03.2023 Norka Figg znalazła się na polanie gotowa zapleść wianek. Nie do końca jednak wiedziała dla kogo go uplecie. Jej serce było rozdarte. Zupełnie przypadkiem kilka razy w ostatnim czasie jej drogi ponownie skrzyżowały się z osobą, którą kiedyś dane było jej kochać. Jedyną osobą, którą pokochała miłością romantyczną. Mimo tego, że minęło już tyle lat, to nadal nie potrafiła zapomnieć. Siedziało to w niej głęboko, zresztą za każdym razem, kiedy spoglądała na swoją córkę to przed jej oczami pojawiał się obraz jego - Alastora Moody'ego. Nie mogła nic z tym zrobić, zawsze będzie jej towarzyszył, choć on sam pewnie już dawno o niej zapomniał. Pogodziła się z tym, nie szukała też szczęścia w ramionach innych mężczyzn - bała się tego okropnie. Tradycja nakazywała upleść wianek. Podeszła więc do stoiska Mirabelli Abbott i przywitała się serdecznie - pamiętała ją z rodzinnych spotkań, była w końcu rodziną jej babki, matki, w sumie to sama nie wiedziała kogo, ale nazwisko było wspólne. Figg wybierała kwiaty bardzo przemyślanie, sięgnęła po lilie, konwalie i orchidee. Chciała stworzyć wianek dla swojego najbliższego przyjaciela. Usiadła na trawie i zaczęła tworzyć. Lubiła robótki ręczne, więc szło jej to całkiem sprawnie, przynajmniej tak się jej wydawało. Miała nadzieję, że Erik się tutaj pojawi, nie mógłby tego odpuścić. Darzyła go ogromną miłością - nie była to jednak miłość romantyczna, a przyjacielska, był jej najbliższą osobą, zresztą to nawet jemu opowiedziała ostatnio o swojej tajemnicy. [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cameron Lupin - 18.03.2023 W pewnym momencie Cameron odłączył się od Charliego oraz Theodore'a. Po prostu buszując wśród straganów i przenosząc się w stronę miejsca wyznaczonego na plecenie wianków, Lupin jakoś się zgubił i odłączył od reszty chłopaków. Zatrzymany przez jakiegoś dryblasa, który stanął mu na drodze, zmuszony czekać, aż kolumna spragnionych wrażeń ludzi posunie się do przodu, stracił ich z oczu i... Tyle. Rozglądał się to na prawo, to na lewo w poszukiwaniach swych towarzyszy, jednak nie był w stanie ich dostrzec. Zauważył za to kogoś zupełnie innego i ucieszył się równie mocno, a może nawet i bardziej, niż gdyby znalazł Charlesa z Lovegoodem. A więc Rudej jednak udało się wyrwać z patrolu! Ta noc nagle nabrała dodatkowych kolorów! Nagle potknął się o wystający spomiędzy kęp trawy korzeń i potoczył się po ziemi, lądując tuż obok panny Wood. — A-Ł-A! — wydusił z siebie cierpiętniczym tonem. Poderwał głowę. Do policzka i włosów przyczepiło mu się kilka źdźbeł trawy. — H-heather, jak dobrze, że jesteś! P-pomóż mi! C-charlie i T-theo się gdzieś tutaj kręcą, a ja... Ja się zgubiłem. Chyba. Tak myślę. Omiótł skonfundowanym spojrzeniem przyjaciółkę, aż zatrzymał wzrok na wianku, który próbowała wykończyć. Szło jej... Lepiej niż by przypuszczał. — Ekhm. — Chrząknął znacząco. Wcale nie zazdrosny o potencjalnego, trzeciego już, konkurenta. — To dla kogoś kogo znam? — Uniósł pytająco brwi, chociaż z trawą we włosach wcale nie wyglądał zbyt poważnie, czy oskarżycielsko. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Heather Wood - 18.03.2023 Panna Wood wbrew pozorom poradziła sobie całkiem zgrabnie. Tak już miała - czego by się nie złapała, to zawsze wszystko jej wychodziło. Sama czasami nie mogła uwierzyć w to, że tak lekko przychodzi jej wiele rzeczy. Ma się te ukryte talenty. Obejrzała swój wianek z każdej strony, zastanawiała się, czy powinna jeszcze coś od siebie dodać, ale nie chyba wystarczy. Nie ma co na siłę dodawać więcej kolorów. Teraz tylko Heather musiała się zastanowić, komu powinna wręczyć swoje dzieło. Czy znaleźć jakiegoś losowego wybranka, żeby nikogo nie urazić? Zmarnowałby się. Na całe szczęście los sam zadecydował. Usłyszała głośne AŁA. Znała ten głos bardzo dobrze, przeniosła wzrok na Camerona, który wywalił się dosłownie przed nią. To był znak. - Część Piękny, bolało jak spadłeś z nieba? - Uśmiechnęła się do Lupina serdecznie. Naprawdę cieszyła się, że go tutaj spotkała. Później na jej twarzy pojawiło się jednak zamyślenie, jak doszło do tego, że był i z Charliem i z Theo. Nie wróżyło to nic dobrego, ale nie zamierzała się tym teraz przejmować. - Nie zgubiłeś się, znalazłeś się w odpowiednim miejscu Kamiś, spadłeś mi z nieba. - Powiedziała do niego jeszcze. No, lepiej nie mógł trafić. - Tak, dla Ciebie! - Wręczyła Cameronowi wianek do ręki i cmoknęła go przy tym w policzek. - Musisz się teraz wspiąć tam, na pal... - Pokazała mu ręką. Może to nie był taki dobry pomysł, miała nadzieję, że nie zrobi sobie krzywdy. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Danielle Longbottom - 19.03.2023 Dużo rzeczy wydarzyło się w tym krótkim czasie i dosłownie każda z nich zdawała się mieć jakieś głębsze znaczenie. Chwilę po tym, jak wręczyła wianek Samowi, nie zdążyła otworzyć ust do Rookwooda, gdy poczuła ujęcie pod ramię i nienaturalnie świergoczący głos kuzynki. Aura paniki jaka unosiła się wokół Brenny sprawiła, że Dani momentalnie spoważniała i bez jakichkolwiek zbędnych pytań pozwoliła się odciągnąć od bruneta. Wtedy usłyszała coś, czego wcale nie miała ochoty usłyszeć. - Ale... - zaczęła, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że dyskusja w tym momencie nie ma najmniejszego sensu, a próba przedstawienia Brennie swojego punktu widzenia jest bezcelowa. To nie był czas ani miejsce na takie ploteczki. On jest w porządku Brenn, darzę go sympatią , chciała powiedzieć. Czy niepoparte niczym uprzedzenia nie są tym, czemu otwarcie się sprzeciwiamy i za co jesteśmy gotowi oddać życia? Ulysses nie zrobił nic, czym zasłużyłby sobie na taką opinię, przynajmniej w oczach uzdrowicielki. Być może starsza Longbottom myślała, że ten będzie patrzył na nią z góry, z racji swojego nazwiska? Nigdy tego nie zrobił, Brenn. Tyle rzeczy chciała jej powiedzieć, jednak żadne słowo nie wydobyło się z jej ust, a jedyne co zrobiła, to uścisnęła mocno dłoń kuzynki. Nie martw się, Brenn, chciała jej przekazać. Wtedy w oddali dostrzegła silniejsze buchnięcie ognia - jej wzrok natychmiast pomknął w stronę pali, gdzie starała się zlokalizować Samuela. Udało mu się. Wianek, który splotła górował dumnie nad nimi. Rzuciła krótkie spojrzenie kuzynce i posyłając jej uśmiech, ruszyła w stronę blondyna, by po raz kolejny tego dnia uczcić zwycięstwo. Szczęście ani na moment nie opuszczało ich duety - gdyby tylko mogła, całość rozdałaby wszystkim bliskim, przyjaciołom i rodzinie. Wiedziała, że tej nocy im się przyda. Kiedy na moment odwróciła się w stronę gdzie wcześniej stał Ulysses, w tym miejscu nie było już nikogo. Uśmiechnęła się w duchu - tak jak się spodziewała, porwała go jakaś piękna czarownica z dobrego domu. Mogła tylko mieć nadzieję, że Ulli pozwoli sobie na odrobinę odprężenia. Przyspieszyła, by w przypływie emocji i atmosfery panującej dookoła, móc rzucić się na szyję Samiego, by za chwilę móc oddać się tańcu. RE: [Wiosna 1972] Wianki, ogniska i słupy majowe - SABAT BELTANE - Cameron Lupin - 19.03.2023 Oj, tak. Nadejście Lupina zdecydowanie było swego rodzaju symbolem. Pytanie tylko, czy zostanie zapamiętane jako jeden z tych lepszych, czy raczej gorszych. I jak długo chłopak będzie musiał znosić skazę na swoim honorze po wydarzeniach tego wieczora. — Nie, nie bolało — odparł, próbując puścić jej oczko, jednak zamiast tego po prostu zamrugał. Znowu. — Zmęczyłem się, wygrzebując się z piekła. — Odebrał od Rudej wianek, obracając go w dłoniach. — Ojej jak uroczo! Zajebisty jest! Tylko... Co? Parsknął gromkim śmiechem, gdy usłyszał, w co się właśnie wpakował. Hahaha, miał tam wejść? Na pal? Na samą górę? No chyba kogoś pogrzało. Uśmiech nie zszedł mu jednak z twarzy, ponieważ dalej wydawało mu się, że Heather tylko się z nim tak droczy. Przecież wiedziała, jaki jest słaby, jeśli chodzi o jakiekolwiek ćwiczenia. Wejścia na siódme piętro Hogwartu to było wyzwanie! — Dobry dowcip. — Pokręcił głową, zanurzając nos w kwiatkach, które tworzył wianek. Zapach tulipanów zdecydowanie najbardziej się przebijał z całej kombinacji. Podniósł wzrok na dziewczynę. — Z-z-zaraz... Ty nie żartujesz! Zanim zdołał zaprotestować lub wymyślić jakąś wymówkę, został poprowadzony przez Rudą pod sam pal, przystrojony przez kapłanki kowenu. Przełknął głośno ślinę. Nie było już ucieczki. Cóż, nie pozostawało mu nic innego, jak tylko zebrać w sobie siłę i liczyć, że wspomnienia rodzinnych wyjazdów z dzicz i porannych ćwiczeń zapewni mu zastrzyk adrenaliny. Gdyby Cedric i Cece mnie teraz widzieli, żachnął się Camiś, zabezpieczając wianek i plując we własne dłonie. Spojrzał na nie z lekkim obrzydzeniem. Czy to mu w ogóle pomoże przy wspinaczce? !wspinamsieT |