![]() |
|
[4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna" - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna" (/showthread.php?tid=1234) |
RE: [4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna" - Sauriel Rookwood - 10.04.2023 Dlatego, że była to po prostu rozmowa Sauriel nie warczał i w ogóle to brnęło do przodu. Żadne urazy nie zostały przyjęte, a temat przesunął się gładko. - Łoh. - Zaimponowała mu. Nie sądził, że jest też uzdolniona w tym kierunku, najwyraźniej Victoria była kobietą wielu talentów. Nieprzesadnie skromną, a na pewno nie fałszywie, ale też nie pyszniącą się swoimi możliwościami. Nabrała na wartości w jego oczach. I to nie tej pieniężnej! Sauriel nie miał pierdolca na punkcie pieniądza, ale były rzeczy, do których był przyzwyczajony. Które chciał mieć dla siebie samego, a co nie będzie oddawane w ręce rodziny czy na rzecz Śmierciożerców. Nie był funduszem charytatywnym, a czasem się tak czuł. I kiedy możesz normalnie funkcjonować tylko nocą to twoje możliwości też były mocno ograniczone. Miło było kupić sobie, na co masz ochotę czy pójść do knajpy nie licząc ostatnich galeonów. Nie wzdychając, że znowu trzeba coś zrobić, żeby te pieniądze w kieszeni mieć. - Kobieta wielu talentów! A ja myślałem, że ty taka ustatkowana i jednokierunkowa. - Zabrzmiało jak obraza kiedy to wypowiedział, ale nie miał na myśli niczego złego. Bo to, że człowiek jest ukierunkowany wcale nie było złe. - Hah... bez jaj, pasowałabyś! W tej śmiesznej sukience i koronie... - Poruszył rękoma nad własną głowę, żeby zrobić sobie coś al'a czapkę. Widział to. Jej powagę i jej dociekliwość. Choć nie miał pojęcia o jej sprawiedliwości to nie miał romantycznych wizji tego, że Wizengamot zawsze sprawiedliwością się kieruje. Sauriel nie wiedziałby, co by zrobił z tą wolnością i swobodą. Był tak przyzwyczajony do tego, że musi o swój kąt walczyć i do tego, że mówią mu, co robić, że chyba by nie wiedział nawet, w którą stronę się obrócić, gdyby to wszystko zniknęło. Ale to nie to oferowała Victoria. To było po prostu trochę więcej możliwości. Możliwość wyciągnięcia dłoni z chociaż części gówna, w których je maczał. Gdyby go skuli mieliby wystarczająco paragrafów, żeby go udupić. A nawet nie musieliby pokazywać jego tatuażu na przedramieniu. - Że mam mniej hamulców, niż sądziłem. - I jeszcze mniej poczucia własnej wartości, niż sądził. - Ale nie chciałbym, żeby osoba, którą tak często będę widywał, patrzyła na mnie jak na dziwkę. - Z tym, że to było takie... spojrzenie trochę z ukosa. Bo Victoria tak czy siak miała swoje potrzeby, jak każdy dorosły człowiek. Sauriel nie wiedział, z której strony to "ugryźć". I nawet nie chciał teraz próbować. - Ale jakbyś poczuła potrzebę to się nie krępuj. - Dziwne to było. Dziwne było w ogóle wysuwać tę propozycję, ale Sauriel traktował Victorię nieco już jakby się zaręczyli, choć wcale pierścionka nie było. Może właśnie w tym tkwiła obecna magia? Pierścionek był taki... uwiązujący. Nie ważne, jak ładny będzie. I tak Saurielowi nie będzie się podobał. Ta propozycja była jego obosieczną ciekawością. Ciekaw, żeby się przekonać, jakby to miało wyglądać. I jednocześnie - czy ciekawość nie zabiła kota? To była kolejna rzecz, która mogła wiele zmienić. Był przede wszystkim ciekaw, jakie to teraz byłoby uczucie - czuć delikatny i czuły dotyk na swojej zmęczonej skórze. RE: [4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna" - Victoria Lestrange - 10.04.2023 Trudno powiedzieć czy miała wiele talentów, czy raczej miała talent do uczenia się. Lubiła poznawać nowe rzeczy, uczyć się, czytać i próbować. Lubiła przede wszystkim wiedzieć, a gdy nie wiedziała, to szybko starała się ten błąd naprawić. Była w tym bardzo uparta, ambitna i czasami wchodziło to na tony perfekcjonizmu. W szkole musiała być przecież najlepsza. Później też szła takimi torami, by zawsze być kompetentna, zawsze dawać z siebie 100%. I prawdę mówiąc: opłacało się to. Była pewna, że teraz mogłaby wybierać w ofertach pracy. – Ludzie mają o mnie takie zdanie, zupełnie nie wiem dlaczego. Tak jak o tym, że jestem niby służbistką. Kompletnie nie mam pojęcia skąd takie wrażenie – często się to powtarzało, takie zdanie jakie wypowiedział na głos Sauriel. Ale Victoria miała wrażenie, że nie robi nic takiego, co dawałoby innym taki vibe jej własnej osoby – jednak człowiek był ślepy na aurę, jaką wokół siebie roztaczał. – Toga i tiara. Noo… ale to mój pomysł na przyszłość, jak już nie będę w stanie wykonywać zadań aurora, albo jak mi się to wszystko znudzi i zbrzydnie – gdyby chodziło o pieniądze, to pewnie bardziej by się przywiązywała do swojej pracy. Ale ona naprawdę robiła to z poczucia obowiązku i hobbystycznie. Małżeństwo i narzeczeństwo to były bardzo mocno pętające więzy, a jednak prócz nich, Victoria miała wiele do zaoferowania. Na tyle, ile Sauriel gotów był wziąć. Wszystko było jednak póki co kwestią otwartą podlegającą rozmowie – te zaś, póki co, jakoś im szły. Pomalutku dalej, pomalutku wchodzili też w tematy bardziej… dotyczące ich relacji i tego jak to może w przyszłości wyglądać. Im mniej w tym wścibskich nosów rodziców tym tak naprawdę lepiej. – Och Sauriel – Victoria ostrożnie odłożyła bombonierkę na stolik i odwróciwszy się do Czarnego Kota, założyła sobie luźny kosmyk włosów za ucho. – Z tą dziwką to ja sobie żartowałam. Tak, to byłam żartująca ja – wskazała przy tym na siebie palcem, by nie było absolutnie żadnej wątpliwości o kim była mowa. Tak, o Victorii Lestrange. – Nigdy bym cię nie zmusiła w czymś takim, żebyś robił cokolwiek przeciwko sobie. Ani tym bardziej, byś pobierał za to pieniądze. Jak mogłabym? – akurat ona miała o Saurielu znacznie większe mniemanie, nie miała go za zero, ani za dno totalne i na pewno nie zamierzała mieszać go z błotem i upokarzać, jeszcze w taki sposób, w ten najbardziej intymny. – Więc możesz być spokojny. Na pewno nie będę na ciebie patrzyła jak na dziwkę – chyba że by go na czymś takim przyłapała… choć prawdę mówiąc trudno powiedzieć jak by zareagowała i co by zrobiła. Póki nie siedzisz w danej sytuacji to możesz tylko gdybać. Jednak pomimo swoich słów, Sauriel nie dość że się nie wycofał, to wręcz wystosował propozycję. Że jakby co… Victoria uniosła w zaskoczeniu brwi. To chyba naprawdę był najdziwniejsza rozmowa jaką prowadziła w swoim życiu z kimkolwiek. I była trudna i łatwa jednocześnie. Kobieta skłamałaby, gdyby sama powiedziała, że nie jest ciekawa jakby to było… z nim. Z mężczyzną, który miał za niedługo zostać, ale w sumie to trochę jakby już był jej narzeczonym, później kiedyś tam kiedyś mężem. Z mężczyzną, który jej się podobał, i który jednocześnie nie mógł i póki co nie było na to żadnego lekarstwa ani sposobu. – Tak jak mówiłam… tylko jeśli sam byś chciał – uśmiechnęła się do niego lekko. Ale co najbardziej zaskoczyło ją w tej rozmowie to to, że sama nie powiedziała kategorycznego "nie" i nie uciekła speszona. Że w ogóle dała się w tę dyskusję wciągnąć i że jej nie ucięła w zarodku. RE: [4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna" - Sauriel Rookwood - 10.04.2023 Człowiek może próbować wielu rzeczy i wiele z siebie dawać. Próbowali się malować na takich a nie innych. Jeśli więc ludzie nie odbierali tego, co chcesz przekazać to byli w błędzie tylko tak długo, jak długo nie pozwalałeś im wmówić ci, jaki być powinieneś. Jednak kłamstwem jest ze strony Victorii i wobec samej siebie, że nie robiła nic, żeby utrzymać pozór służbistki. Robiła. Trzymanie sztywnej pozycji i ukrywanie emocji w pierwszym kontakcie z ludźmi, pozór chłodu i kalkulowania - to właśnie tworzyło jej obraz. Obraz osoby, która byłaby świetną sędziną. O paradoksie, Sauriel byłby świetnym sędzią, a ni chuja nikt by tak o nim nie powiedział. Oklumencja, jaką kobieta opanowała, przerodziła się w jej życiu codziennym nie tylko na błogosławieństwo, jak widać. Bo kiedy zaglądało się pod powierzchnię i poznawało ją, kiedy ona sama przestawała się pilnować to wyglądało to zupełnie inaczej. Sauriel dostał bardzo wąską perspektywę Victorii, dopóki nie zaczęli ze sobą więcej rozmawiać. - Bo taka jesteś w pierwszym wydaniu. - Sauriel wzruszył lekko ramionami, by okazać swoje neutralne nastawienie wobec własnych słów i tego stwierdzenia. - Byłaś sztywna, chłodna i taka.... ważna. - Pokręcił przy tym głową na boki i pokazał zęby w uśmiechu. - Ważna pani na ważnym stanowisku. Taki buc. Ale mniejszy niż ja. - Teraz już zaczynał wyczuwać gdzie są granice żartu z nią, chociaż niewiele nadal potrzebował, żeby się zagalopować. Z żartami tak już było - nawet kiedy dobrze kogoś znasz to łatwo było przesadzić. I tak, przez ten cały pozór trudno było dostrzec to, jaka kobieta była naprawdę. - Spokojnie. Wiem.. - Lekko poruszył ręką, żeby ją uspokoić, żeby dać znać, że nic się nie stało, a on nie pomyślał, że sama wyskoczyła z czymś takim na poważnie. Czyżby? Tak naprawdę był pewien w 75%. 25% ponad połową były pobożnym życzeniem. A te procenty ponad 75? To był ten element, w którym brał poprawkę na to, że ludzie to zwykłe skurwiele. I że koniec końców zawsze każdy czegoś od niego chciał. I tu nie chodzi nawet o zobowiązania przyjacielskie czy... no, małżeńskie. - Ooo, zmuszanie mnie do czegoś to prawdziwa sztuka. - Uśmiechnął się paskudnie. A potem tylko jeszcze szerzej, bo kiedy tak palnęła, że kiedy "on miałby ochotę" to przyszło mu coś świńskiego i brzydkiego na myśl, czego nawet on nie był gotów wypeplać przed, jakby nie patrzeć, damą. - RE: [4.04.1972] "Jestem zazdrosna, ale nie jestem zazdrosna" - Victoria Lestrange - 11.04.2023 Victoria chyba po prostu… miała taka twarz. Plus ta okumencja, która sprawiała, że emocje chowała głęboko w sobie – dlatego wydawała się taka zdystansowana i zimna. Chłodna w obyciu. Słuchająca i kalkulująca nim coś powie. Prawdą było, że starała się najpierw pomyśleć nim otworzy twarz, ot taki miała charakter, ale raczej nie robiła tego dlatego, by wyciągnąć z rozmowy jak najwięcej dla siebie. Po prostu nie była porywcza. Wolała się zastanowić nim coś palnie, coś, co może zupełnie zmienić bieg rozmowy… ale i z tym różnie bywało. Głownie to chodziło o to, że nawet ludzie, którzy znali ją lepiej potrafili stwierdzić, że jest służbistką albo coś w ten deseń, a nie była. Cóż, może to lepiej. Trudniej byłoby uwierzyć, że ktoś taki jak ona nagina zasady… A jak już powiedziała Saurielowi rodzinie się pomaga, a nie zakuwa w kajdany. I tak, to on miał tą rodziną zostać. – Hmph – wydobyło się z jej gardła, kiedy uniosła głowę, wyprostowała plecy i spojrzała z wyższością w bok, niby to urażona. A potem zmrużyła oczy. – O tak? Ważna pani nadęty auror? W sumie… Przynajmniej mnie biorą wtedy na poważnie – i to prawda, że z początku przy Saurielu była właśnie taka: wyniosła, chłodna, sztywna. Nie powiedziałaby za to, że bucowata. Bucowaty to był on. – Ale czyli zgadzamy się, że w drugim wydaniu taka nie jestem? – skoro już pierwsze wrażenia mieli za sobą i znali się jakiś czas. Jasne, że Victoria czegoś od Sauriela chciała, ale miała takie poczucie, że kto jak kto, ale ona ma wszelkie prawo czegokolwiek od niego chcieć. Na przykład tego, by nie robili sobie wzajemnie na złość tak, że trudno będzie razem żyć, to tak na dobry początek. Chciała, żeby nie traktował jej jak wroga. Chciała, by był kimś, komu mogłaby okazać ciepło i czułość, jakich nie zaznała w domu i tak dalej, i tak dalej. Ale to były zupełnie inne chcenia niż te, których doświadczał do tej pory. Były inne, bo ona sama chciała przy tym dać coś od siebie, a nie tylko brać. – Wiesz? Okej – ale jeszcze mu się przyjrzała uważnie. Bo mówił, że wie… ale jednocześnie nie czuła, by on mówił na żarty. O nie. To, co mówił, brzmiało jakby mówił bardzo na poważnie. I… to pozostawiło ich z kwestią bardzo otwartą… z obu stron. Otwartą i cholernie intymną. I to taką, że Victoria wiedziała, że będzie teraz o tym sporo myślała, by sobie to jakoś… poukładać. Tę jego propozycję. – Rzecz właśnie w tym, że zmuszać cię nie chcę – przypomniała mu, nim znowu sięgnęła po filiżankę. A potem zmrużyła oczy, iście podejrzliwie, bo jego uśmiech, szeroooki, był teraz bardzo… niezrozumiały, o. Chwilę trwało, nim Victoria zebrała się do siebie. Wypiła jedną herbatę, potem drugą, napchała poliki czekoladkami i nawet podsunęła bombonierkę Saurielowi jeszcze raz czy dwa, racząc go przy tym kiepskimi żartami własnej jakości. Ale w końcu trzeba było wrócić do domu, nawet jeśli miło się razem siedziało i gadało. Nie chciała nadużywać gościnności Rookwooda. Koniec sesji
|