![]() |
|
[ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora (/showthread.php?tid=1399) |
RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 25.05.2023 Oczywiście, że by sobe bez nich poradził, ale co mu one przeszkadzały, jeśli widok błękitnego opatrunku mógł wywołać nawet cień uśmiechu, a dodatkowo rany będą zabezpieczone? Podwójna wygrana. Ich relacja była nietypowa, rządziła się swoimi prawami, ale Prewettówna nie zamieniłaby jej na nic innego, nawet jeśli te szpileczki czasem trafiały zbyt dosadnie w czulszy punkt. Było to coś intensywnego, nieprzewidywalnego i całkiem dla niej nowego, co poniekąd zdawało się ją pochłaniać i nawet nie próbowała się bronić przed polubieniem spędzania z nim czasu. Broniła się za to przed zazdrością, bardzo dzielnie. - No nie. Wiesz, kobieta powinna być tajemnicza i pociągająca, kokieteryjna, jak niebo. A nie taka oczywista. - kontynuowała uparcie, sięgając pamięcią do tego, co mówiły o romantycznych powieściach jej kuzynki, snując portret damy idealnej. Nudnej, ale co kto woli. Zupełnie nie rozumiała tego, że te wszystkie baby same się tak ograniczały. Nie mogła jednak nie próbować bronić Deniz, taka już po prostu była. Nie oznaczało to jednak, że zaprzestała opracowywać plan na to, jak ją uświadomić, że Niedźwiedzie są poza jej zasięgiem. Jeśli ktokolwiek, kogokolwiek tu torturował, to był on. Ona, jak już, próbowała go jedynie przekupić i udobruchać, sprawić, że na pewno by jej do tej wody tutaj nie wrzucił, bo nie miała gruntu, wystarczyło spojrzeć, dokąd tafla sięgała jemu. Poza tym lubiła też trochę wyraz jego oczu i minę, gdy robiła takie rzeczy, jak rozdawanie niewinnych całusów. Gdy obrócił głowę w jej stronę, uśmiechnęła się jedynie z bardzo subtelnym ruchem ramion, bo przecież co złego, to nie Pandora. Oczywiście, że próbował walczyć z jej dłonią, jak na wojownika z północy przystało. Nie było łatwo zasłaniać mu oczy, gdy tak się wiercił, jednocześnie wprawiając w ruch nią samą, co przybliżało w jej głowie widmo wodnej apokalipsy. Zaskoczył ją i zawstydził na tyle, że była przekonana o tym, jak wyglądała jej twarz i potrzebowała kilka sekund, kilku powiewów wiatru i chluśnięć wody, żeby wrócić do normalnego stanu. Kto pyta o takie rzeczy? Cofnęła dłoń w końcu, wracając palcami na jego szyję, łapiąc oddech. Co za osioł. Musiał drążyć akurat ten temat, ze wszystkich, które mieli? Zwilżyła usta, wbijając wzrok w jego twarz, ale nie bezpośrednio w oczy. - Po prostu sugerowałam Ci dostępne opcje, które powinieneś rozważyć, bo nigdy nie wiesz, kiedy się zakochasz! Przecież chciałabym, żebyś był szczęśliwy. - zaczęła z odrobiną rezygnacji w głosie, szukając jednocześnie najbardziej odpowiedniego sposobu na odpowiedź, bo przecież nie mogła mu wypalić o tym, jak irytowała ją myśl o Deniz z głową na jego ramieniu, jak to robiła okazjonalnie ona. Ona mogła, bo była jak siostro-zwierzo-kleszcz, zależnie od okoliczności. I był poniekąd jej Niedźwiadkiem. - Podwójne nazwiska nigdy nie brzmią dobrze, są upierdliwe przy podpisywaniu dokumentów, jeśli już upierasz się na odpowiedź. Więc wybrałabym Twoje. Zadowolony? No i brzmiało to całkiem ładnie, nawet jeśli jej imię i jego nazwisko było z dwóch różnych krańców świata. - To taka skomplikowana relacja, to prawda. To, co mnie fascynuje, mnie zabije. - zgodziła się, podsumowując swój być może nazbyt osobisty monolog, wskazujący, że nie wszystko u niej w umyśle prawidłowo funkcjonowało. Hjalmar miał talent do skłaniania ją nie tylko, żeby się uspokoiła, ale również mówiła rzeczy, które normalnie wolałaby zachować dla siebie. Bo przecież powtarzała sobie, że kiedyś z tym wygra. Jego reakcja sprawiła, że dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem z odrobinę diabelskim błyskiem w ciemnych tęczówkach, sugerującym, że doskonale zapamięta kark, jako punkt wrażliwy i warty do wykorzystania w nagłych sytuacjach. - Jakoś tak już wyszło Hjalmar, że nie umiem się nie martwić. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo często bywała wręcz nadopiekuńcza, o czym pewnie się przekonał pomimo tego, że znali się dość krótko. O tym, że krył jeszcze kilka asów w rękawie była przekonana. I o tym, że chyba żaden dementor lub auror by go fizycznie nie dogonili, nie powstrzymali, jeśli pogoń byłaby w lesie lub w wodzie. Nie byli tacy zdolni. - Mam nadzieję, że jak już się mnie pozbędziesz, bo oszalejesz lub cokolwiek innego, to chociaż mnie względnie pochowasz. I bez sztucznych kwiatów. Zażyczyła sobie pół żartem, pół serio, wierząc w jego szacunek do zwłok. Oczywiście było to tylko gdybanie, upust jakieś fantazji kryminalnej, bo z ich dwójki to prędzej pewnie Pandora by kogoś przypadkiem zabiła, niż on zrobiłby to celowo - nie licząc obrony własnej lub swojej rodziny, bo skoro dał po mordzie, bo ktoś zaczepiał przypadkową turystkę z lasu, to co by było, gdyby zaczepił jego siostrzyczkę? Nietypowy komplement nieco zbił ją z tropu, pomijając już kolejny raz użycie zwrotu “kleszcz” zamiast koali. - Nie gryzę? - powtórzyła jedynie z uniesioną brwią, wymownie zerkając na jego szyję, nawet odrobinę przysuwając się do niej, aby dmuchnąć zaraz po tym, jak skórę pochlapała woda. - Może właśnie powinnam zacząć? Na jego słowa mimowolnie zaśmiała się cicho, pierwszy raz chyba odkąd ten morderczy żywioł próbował ją przez niego pochłonąć. Było w tym trochę prawdy, mając go obok, człowiek czuł się bezpieczniej i spokojniej, miał taką aurę bohatera, obronnego wilka, o którym sam zresztą wspomniał. Porównanie do tego zwierzaka chyba też mu się podobało. Nie mogła wiedzieć, jak jej pierwsze skojarzenie, które z nim miała gdy spadł z tego drzewa w lutym, było tak prawdziwe. Zarówno w związku z księżycem, jak i z wilkami. - Dla zasady, za znęcanie się. - wyjaśniłą prędko nie spuszczając wzroku z jego twarzy jeszcze przez moment, zanim zaczęła grozić mu palcem, co też zresztą było bardziej dla zaczepki i zasady. Chyba działało, bo ten jego charakterystyczny pomruk dobiegł jej uszu.Ataku w czoło się nie spodziewała, poskutkował zmrużeniem oczu i prychnięciem z jej strony, bo znów traktował ją, jak dziecko, a przecież była starsza. Absolutnie zero szacunku. - Żebym ja Ci przypadkiem nie wytknęła Twojej niechęci do unoszenia się w powietrzu, Panie niczego się nie boję. - zagroziła mu jeszcze,, cofając się na wszelki wypadek do tyłu, gdyby wpadł mu do głowy jakiś głupi pomysł. - Nieoczekiwanego.- przytaknęła, pozbywając się gumki z włosów i czując, jak woda spływa jej po karku i plecach, wzdrygnęła się lekko. - Nie oszalejesz. Ze mną też miałeś oszaleć, i co? I tkwisz ze mną po środku niczego nad Morzem Śródziemnym, co prawda z groźbami w tle i terroryzmem, ale nadal się dzielnie trzymasz. Przecież radzisz sobie z chaosem, co to dla Ciebie, rozpuszczone włosy. Puściła mu oczko z zadziornym uśmiechem, nie mówiąc mu wprost, tylko na około, że po prostu tak chciała. Nie było w tym niczego więcej i niczego mniej, ot zwykły kaprys i może trochę chęć nacieszenia oka tym nietypowym dla niego wyglądem. Ona nie gdybała, nie zastanawiała się nad tym, co będzie lub co powinna, tylko przechodziła do działania. Sucha koszula była znacznie przyjemniejsza, niż pełne wody szorty z jeansu i ciężka koszulka. Nawet nie musiała zerknąć przez ramię, żeby wiedzieć, że odwrócił wzrok. Ta jego nieśmiałość była naprawdę urocza, a jednocześnie sprawiła, że wywróciła oczami, wzdychając pod nosem. Nie, żeby kilka minut wcześniej była do niego w tej wodzie praktycznie przyklejona, a do tego miała przecież stanik i stała tyłem. Przeczesała dłonią włosy, unosząc brew na jego słowa i zerkając w jego kierunku, po rozprawieniu się z guzikami. Z trudem powstrzymała komentarz cisnący się na usta, zdając sobie sprawę, że morze było zbyt blisko dla takiego ryzyka. - Teraz już sukienka, a ja wcale nie jestem skrzatem. Kleszczem, skrzatem, osłem, a na Deniz to mówisz złotko. - zauważyła jedynie z westchnęłam, opierając na chwilę dłonie na biodrach, co sprawiło, że luźny materiał jego ubrania mocniej przywarł jej do ciała na kilka sekund, zanim się napiła i skorzystała z przytarganego tu koca, wciąż delikatnie oburzona. Na słowa o zdjęciach, znów wzruszyła ramionami z niewinną miną, bo faktycznie, tylko mu to oznajmiła. Musieli mieć zdjęcie - na wypadek, gdyby któreś z nich jutro miało umrzeć czy coś, jakąś większą pamiątkę ich wspólnych przygód. Tak to sobie wymyśliła. Magiczne zdjęcia były cudownie ruchome i Pandora z pewnością wykorzysta ten fakt w odpowiednim momencie. Od piasku biło przyjemne ciepło, które koc tylko wzmacniał. - Hmmm..- mruknęła na jego pytanie, przenosząc wzrok na trzymaną przez niego butelkę. Usiadła na chwilę, zrobiła łyka, nie zabierając mu jej właściwie z dłoni, a jedynie przechylając palcami w swoim kierunku. - Nie wiem. Kerem mi to dał, chyba sam z tym eksperymentował. Może jakieś raki? Albo gin? Mam jeszcze drugą butelkę czegoś, ale to coś może być równie dobrze winem. - powiedziała jeszcze z uśmiechem na widok praktycznie tak szybko znikającego alkoholu. Przyglądała mu się tak chwilę w milczeniu, brązowe oczy przesuwały pomiędzy butelką, a jego twarzą, ale Pandora ostatecznie nie odezwała się słowem. Wróciła do leżenia na kocu, tyle że tym razem,ułożyła sobie głowę na jego udzie, a dłonie na swoim brzuchu, stukając paznokciami w jasne guziki. - Zastanawiałeś się już nad życzeniem? Pierwsze będzie Twoje, ja je częściej oglądam i nie mam chyba wielu pomysłów na życzenia. - zaczęła po krótkiej chwili milczenia, kiedy to wsłuchiwała się w rozbijające się o brzeg fale. Spojrzała na niego z dołu. - Jak będziesz głodny, to mamy trochę rzeczy w tym koszyku. - dodała jeszcze, przypominając sobie o słodyczach od cioteczki i tym, co zwinęła z rodzinnej kuchni, pamiętaj oczywiście o czymś z mięsem. RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 25.05.2023 Czyli w wielkim skrócie powinny za wszelką cenę starać się zainteresować jak najlepsze okazy samców aby koniec końców zdecydowali się wybrać je za swoje żony. Powinny dawać z siebie 110%, stawać na głowie, być kimś innym - w skrócie tworzyć wszelkie pozory ideału. Tylko po co to wszystko? Nie lepiej było być po prostu sobą i liczyć na to, że odnajdzie się kogoś kto będzie pasował do tej normalności? No bo co po tych całych podchodach, kilku latach ślubu, jak okaże się, że dwójka osób do siebie nie pasuje bo nagle komuś przestało podobać się ta cała zabawa w ciuciubabkę. Następnym razem powinna bardziej uważać. Taki atak na jego oczy mógł się zakończyć paniką Hjalmara i "przypadkową" przewrotką do wody. Na całe szczęście odcięcie widoku trwało tylko kilka sekund - Sugerowałaś mi dostępne opcje i jako jedną z nich akurat podałaś zostanie moją żoną? Ciekawe, ciekawe... - odparł, ewidentnie nie odpuszczając tematu, zwłaszcza widząc jej reakcję podczas tej dyskusji. I to nawet nie rozchodziło się już o to, że byli w wodzie, a raczej rzecz o której właśnie rozmawiali - Od razu, że się upierasz... Przypominam, że sama zaczęłaś ten temat... A ja go po prostu... Kontynuowałem? Ale tak zadowolony - dodał, kiwając lekko głową z niedowierzaniem. A więc jednak Pandora Nordgersim... Zawsze mogłaś zostać przy swoim nazwisku Nie powiedział jej jednak o tym, jeszcze by zmieniła zdanie i co by wtedy było. Przez ułamek sekundy cisnęło mu się na usta aby powiedzieć, że to prędzej on ją zabije niż ta jej chora pasja do tonięcia. No bo w jaki sposób miałaby utonąć, skoro nawet nie wchodziła do morza czy jeziora? A tak to denerwowała Hjalmara, tym samym zwiększając swoje szanse na dokonanie żywota. Z drugiej zaś strony czy to by wtedy nie znaczyło, że się nim fascynuje? Znaczy nie tyle co samym Nordgersimem, co jego małym rzemykowym przyjacielem, który o dziwo też był niedźwiedziem - dokładnie tak samo jak on. Czy w takim przypadku można to było podciągnąć jednak pod fascynację Islandczykiem? - Umiesz tylko o tym nie wiesz. Jak się wyluzowałaś to wyglądałaś jakbyś się niczym nie martwiła tylko żyła chwilą - przyznał, wspominając o tym jak siedzieli na drzewie i popalali "papierosa" we własnym akompaniamencie - Ale dzięki za poradę. Zapamiętam aby przynieść sztuczne kwiatki - zaśmiał się. Nie powinna była mu mówić tego co ma nie robić. To była zbyt oczywiste, że powie wspak aby tylko wbić tę malutką szpileczkę. Prawdę mówiąc gdyby jednak Pandora, na prawdę umarła to zachowałby te swoje ludzkie instynkty i przyniósł godny wieniec stworzony z tego co rośnie na Islandii - jako swego rodzaju hołd i pamiątka. - No to wtedy spodziewaj się zemsty - ostrzegł ją za w czasu. Czy ona myślała, że Hjalmar by jej po prostu nie oddał i nie ugryzł z powrotem? Wtedy jednak miarka by się przebrała, a on co najmniej by się zdenerwował. W gryzieniu miał jednak przewagę - jego druga forma była bardziej dotkliwsza w tej kwestii niż on sam. Nie chciała zaczynać tej walki jako, że to musiałoby się skończyć sromotną porażką Pandory albo pyrrusowym zwycięstwem Nordgersima. Nie rozumiał skąd ten gobliński chichot u Prewettówny. On na prawdę był w stanie to zrobić i tkwić tak przez jakiś czas. Nie miał z tym żadnego problemu - Ooo... Za znęcanie się - przedrzeźniał ją. No i co prychasz Mara? Jak ją miał traktować inaczej niż małe dziecko jak robiła takie dantejskie sceny. Zabrakło jak zwykle jednej rzeczy - tupnięcia nóżką. - To nie jest niechęć... - zaczął się bronić, drapiąc się po szyi. To był prosty znak, który Pandora powinna dobrze kojarzyć. Złapał go lekki stresik - Tylko... Odpowiedzialność - podniósł wskazujący palec do góry jakby chciał krzyknąć "eureka!" - Nieoczekiwanego - powtórzył po niej, zastanawiając się na co ten demon właśnie wpadł. Bo nie rzucałaby takich słów na wiatr - O, o, o. Jeszcze czego! Nie było żadnych gróźb w tle, a tym bardziej terroryzmu - zaznaczył po raz kolejny broniąc się. Tym razem jednak był bardziej pewny siebie niż jeszcze chwilę temu. - Uhuhu... Ktoś tu jest zazdrosny o Deniz... - wystawił palec w jej kierunku, a następnie się uśmiechnął od ucha do ucha. Pandora sama podała mu się jak na dłoni. A wraz ze sobą, podała mu cały pakunek szpilek - Deniz złotko... - zrobił słodką minę aby ją tylko przedrzeźniać. Bawił się w tym momencie wyśmienicie, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że lawiruje na granicy życia i śmierci, a każda kolejna sekunda tej gry zwiększa jego szansę na zostanie pogryzionym - Zauważ jedną rzecz. Deniz bym nie próbował utopić w morzu. Nie próbowałbym zrzucić z drzewa, a tym bardziej nie zaniósłbym nad fiordy... - wymienił kilka rzeczy, których rzeczywiście by nie mógł z nią zrobić z przeróżnych powodów - No i przede wszystkim musiałem coś wymyślić na szybko aby jej nie urazić, a następnie najebać temu frajerowi - dodał ale aż się zagotował na myśl o tamtym mężczyźnie. Mimowolnie wyprostował plecy, a oko mu zadrżało. Nawet pewnie pięść się lekko zgięła. - To Ty nawet nie wiesz co Ci pakują do picia? A co jakby chcieli Cię otruć? - zasugerował, chyba dosyć absurdalny pomysł - Chyba jakieś raki, bo gin tak nie smakuje. A może wódka? - toczył batalię sam ze sobą. Bił się z własnymi myślami, próbując wykorzystać swoje długie doświadczenie z alkoholizmem, a raczej spożyciem alkoholu - koniec końców nie był alkoholikiem, a przynajmniej tak uważał. No bo przecież tygodniowe libacje to nic strasznego. Kiedy Pandora ułożyła głowę na jego udzie, spojrzał się na nią, a następnie uniósł brew do góry - A Tobie to nie jest przypadkiem za wygodnie? - zapytał z uśmiechem na twarzy. Ona była do prawdy niedorzeczna - A jak to jest z tymi życzeniami? Jedna gwiazda spełnia tylko jedno życzenie? Czy spełnia tyle życzeń ile osób ją zobaczy i w czas wypowie swoją prośbę? - dopytał jako, że wolał znać zasady tej gry. W gruncie rzeczy nie do końca chciało mu się wierzyć, że jakiś spadający obiekt mógł cokolwiek spełnić ale skoro mógł w ten sposób spędzić trochę czasu z Prewettówną - to czemu by nie? - W sumie można by coś zjeść... - dodał, a następnie parsknął śmiechem bo wymyślił całkiem śmieszny żart. Śmieszny przynajmniej dla siebie - Ty pewnie nie będziesz głodna bo się najadłaś strachu... Hahaha - nie wytrzymał i po prostu wybuchł na swoją tragiczną wypowiedź. Po chwili się uspokoił, a następnie przetarł oczy, ponieważ aż mu się uroniła jedna łezka z tego wszystkiego - Jak to jest, że wszystkie Twoje kuzynki aż się pchają do ślubów czy zakładania rodzin, a Ty nie? - skręcił lekko głowę w jej stroną aby móc lepiej zobaczyć jej reakcję. To była bardzo ciekawa sprawa dla Hjalmara. Jej trzy kuzynki, których imion już nawet nie pamiętał - oczywiście po za Deniz, bo ta to próbowała go tam uprowadzić - za wszelką cenę poszukiwały męża i to w tak młodym wieku. RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 27.05.2023 Niestety, ale społeczeństwo tak funkcjonowały. Liczyły się wpływy, dobre geny, bogactwo, a miłość i przyjaźń zeszła na dalszy plan, zwłaszcza wśród rodzin czystokrwistych. Pandora też nie umiała tego zrozumieć, tym bardziej docenić. Ludzie zawsze dążyli do tego głupiego ideału, a ich wcale nie było. Świat funkcjonuje na zasadzie wymiany, przynajmniej w jej głowie — jeśli miało się doceniać szczęście, trzeba było znać cierpienie. Jeśli człowiek miał mieć zalety, musiał mieć wady. A w kwestii wyglądu to każdy miał swój gust. Działała impulsywnie, najpierw robiła i potem myślała lub nawet nie myślała, jeśli to po prostu chciała zrobić. Tak było z zasłonięciem jego oczu, nie zastanawiała się nad tym do momentu, aż dłoń ich nie przysłoniła, ale turbulencje, które spowodował, sprawiły, że długo nie mogła tak zostać. Osioł. Dlaczego był taki uparty i śmiały wtedy, gdy było to najmniej potrzebne. Westchnęła kolejny chyba raz w przeciągu ostatnich minut, kręcąc przecząco głową. Musiała mu to jakoś wyjaśnić, zanim ten jego bystry rozumek i sokole oko wywnioskuje za dużo. - Wolałbyś, żebym powiedziała, że wyglądasz delikatniej i bardziej hmm.. Nie wiem, łagodniej, romantycznej? Uznałam po prostu, że najlepiej mój punkt widzenia przedstawi wykorzystanie scenariusza z Twoją małżonką, a że mówiłam o swojej opinii, użyłam siebie na przykład. Po prostu dobrze wyglądasz, ale inaczej. - odpowiedziała mu, mając nadzieję, że już nie będzie drążył, bo i tak powiedziała pewnie za dużo, ale jak zwykle nad swoimi słowotokiem też nie panowała. Prychnęła na jego słowa o zadowoleniu, jakby dla zasady palcem przesuwając ku górze po jego szyi, zaczepiając paznokciem kark. Tak ją zaskoczył tą konwersacją, że nawet nie wykorzystała szpileczek, które jej podrzucił, bo specjalnie nie bulwersował się tym, że miałaby zostać jego żoną i jeszcze dopytywał o nazwisko. Pandora wychodziła jednak z założenia, że zostanie przy swoim, było trochę jak brak szacunku do męża, bo przecież krew ich nie łączyła, a podpis i ród były dobrym początkiem do całej reszty. I to wyglądałoby, jakby żona nie kochała swojego męża albo się go wstydziła, gdyby tak mieli się przedstawiać, jak dwie odrębne jednostki niepowiązane, a nie partnerzy. Jego tok myślenia byłby ciekawym tematem do dyskusji i może faktycznie, miał w sobie ziarno prawdy, ale właściciel wisiorka dostarczał jej więcej wrażeń, niż sam drewniany twór. Dawno jednak przestała go podejrzewać o chęć mordu, nawet jeśli droczyła się z nim, że było inaczej. Był naprawdę łagodnym i miłym człowiekiem, pomimo swojej postury i okazjonalnych ataków furii. Dało się je opanować, jeśli zareagowało się w odpowiednim czasie. Musiał sobie sam odpowiedzieć, czy brunetka była nim zafascynowana lub po prostu ją zapytać. - Aż tak mi się przyglądałeś? - zapytała zaczepnie z błyskiem w oczach, zaraz jednak kontynuując. - Mówiłam Ci, że umiesz mnie uspokoić, ale to nie znaczy, że się nie martwię. Po prostu nie widać chyba? Trzeba żyć chwilą, na tym to polega. A jak przyniesiesz mi sztuczne kwiaty, Merlin mi świadkiem, będę Cię nawiedzać. - zakończyła pewnym głosem, taki, który nie zniósłby żadnego sprzeciwu odnośnie do potencjalnych doniczek lub bukietów na jej płycie nagrobkowej. Aczkolwiek jeśli zapytać dosadniej Pandory, wolałaby być spalona i żeby jej prochy rozsypano gdzieś w ładnym miejscu, wtedy mogłaby być wszędzie i widzieć niebo. Jak miałaby mieć nad sobą niebo sześć metrów pod ziemią w pudełku z drewna? Oby w tej wiązance z Islandii były te wrzosy i kwiaty, które wybrał jej do wianka. - Ugryzł byś mnie, naprawdę? - zapytała zaskoczonym, aczkolwiek dość uroczym tonem, wlepiając w niego wzrok, specjalnie korzystając z tego, że miała pomalowane oczy i dłuższe rzęsy, niż zwykle. Korciło ją na tyle, żeby spróbować, że niewiele myśląc i nie dając mu za bardzo czasu na odpowiedź, przysunęła usta do jego szyi i na kilka sekund, delikatnie, zaczepiła o skórę zębami. Nie zostawiła oczywiście żadnego śladu, poza subtelnym zabarwieniem. Posłała mu potem krótkie spojrzenie. - I było tak strasznie? Zapewniam Cię, kleszcze są gorsze ode mnie. Nie wiedziała, dlaczego tak lubiła go podpuszczać i prowokować, samo tak wychodziło. Na jego słowa, będące w gruncie rzeczy odzwierciedleniem jej własnych, uniosła tylko wymownie brew, która świadczyła o przekonaniu na temat własnej racji. To, że była ekspresyjna, tylko ułatwiało mu życia i nie musiał się domyślać. Ile gorsze były te kobiety, które wymagały ciągłych zgadywanek, przesadzając z tajemniczością? - Nie jest? To, co to jest? - dopytała, jak gdyby nigdy nic, dostrzegając ten charakterystyczny sygnał. Jak zwykle wybrnął, na co tylko roześmiała się, kiwając głową na kolejne powtórzenie po niej słowa, nawiązującego do nadchodzących karm za terroryzm. - Mało razy chciałeś mnie utopić? Przyznaj się. Dodała miękko, bez cienia złości czy pretensji. A potem ją po prostu zatkało na tyle, że wbiła w niego wzrok i rozchyliła usta, że w ogóle śmiał użyć tego słowa na głos. Pokręciła głową, krzyżując ręce pod biustem. - Nie jestem zazdrosna. Dlaczego miałabym być zazdrosna. - odpowiedziała szybko, dość pewnym głosem i starając się brzmieć też na odrobinę rozbawioną, ale z Pandory był słaby kłamca. Wywróciła oczami użyty przez niego ton. - Sugerowałam jedynie, że jak się postarasz i coś Ci się podoba, to stać Cię na więcej, niż kleszcz. Wiesz, jakie one są brzydkie? I roznoszą choroby. - kontynuowała uparcie, bo przecież musiała się bronić i udowodnić mu swoje racje. Nie mogła pozwolić mu myśleć, że była zazdrosna, bo wiedziała, że nie będzie miała wtedy absolutnie wytchnienia przed całym arsenałem docinków. - No, nie mógłbyś jej zabić. Mnie byś mógł. To wcale nie jest dobry argument. A uderzyłeś go, bo jesteś dobrym człowiekiem i bronisz słabszych. Adwokat diabła, dziecko chaosu miało odpowiedź chyba na wszystko, odpowiednio dopasowaną pod swój tok myślenia i postrzeganie sprawy. Deniz była młodsza, nawet jeśli nie chciałby żony dziesięć lat młodszej, kto zabroniłby mu letniego, tureckiego romansu? - Dlaczego miałby mnie ktoś chcieć otruć? Nie można tak podejrzewać ludzi o brzydkie rzeczy. - zauważyła z rozbawieniem, lustrując go wzrokiem. Wróciła już do siebie, zostawiając Morze w tle i ewentualnie we włosach lub ubraniu. No i nie myślała już o tym głupim przyjęciu i swojej kuzynce, a przynajmniej się starała, bo po co psuć sobie wieczór, kiedy polowali na spadające gwiazdy. - Jak się pije w dobrym towarzystwie, to każdy alkohol smakuje. Ten nie jest taki cierpki, chyba żeby był wódką. Pamiętała smak tego ostatniego, strasznie się wykrzywiała przy tym, co zostawiał w gardle i na ustach, a potem jeszcze je wysuszała wódka. Same z tym problemy — kac największy, najszybsze osiągnięcie stanu upojenia. Nie można było się nią tak o, relaksować i pić sobie spokojnie, bez obaw. Wbiła w niego wzrok, grzecznie leżąc, jak na poduszce. Jak się nad tym chwilę zastanowić, to nie pierwszy raz, gdy za takową robił. Było ramię, plecy, to teraz czas na nogi, skoro była ku temu okazja. - Nie narzekam, a co? Potem możemy się zmienić. - odwzajemniła jego uśmiech, zostawiając na chwilę jeden z guzików i unosząc dłoń, aby zgarnąć włosy gdzieś na bok, bo wciąż spływały z nich kropelki wody. Jeszcze przez chwilę będą proste, a potem zaczną się wić pod wpływem wilgoci i ciepłego powietrza, jak zwykle. - Wolę wierzyć, że jedna gwiazda jest od jednego życzenia. Chyba że widziałbyś tę gwiazdę, nie wiem, z Islandii, a ja z Turcji, to wtedy pewnie spełniłaby dwa. Jakie miałaby wyjście, skoro nie wiedzielibyśmy wzajemnie, że na nią patrzymy? Nie miała pojęcia, czy jej odpowiedź uwieńczona pytaniem była sensowna, ale zgadzała się z tym, co siedziało Pandorze na ten temat w głowie. Niebo było jedno, ludzie o tym zapominali przez to, że konstelacje leżały w inny sposób. - Ależ Ci humor dopisuje Niedźwiadku. - zauważyła z odrobiną niedowierzania, uśmiechając się jednak i nawet trochę śmiejąc, bo jak zwykle, zaraził ją śmiechem. Wskazała mu też niedbale dłonią na koszyk, żeby sobie tam poszukał czegoś dobrego, bo jej było zbyt wygodnie, żeby się ruszyła. - To nie tak, że nie chce brać ślubu, czy zakładać rodziny. To chodzi o wybór. Chce sobie sama wybrać człowieka, a nie patrzeć na to, ile ma galeonów lub jakie nazwisko. Zauważyłeś, że małżeństwo to tak naprawdę najbardziej hmm niespotykana i trochę jakby prawdziwa relacja? - zaczęła, chcąc chociaż trochę przybliżyć mu swój punkt widzenia, bo w jakiś sposób czuła, że jego własny wcale od tego jej się tak bardzo nie różni. Tak, jak chwilę wcześniej patrzyła w niebo, tak teraz podniosła się z odrobiną niezadowolenia i usiadła przodem do niego, przeczesując do tyłu włosy. - Wszyscy z krwi Cię kochają, bo ona was łączy. Niezależnie od tego, jakim jesteś człowiekiem.. Ale żonę, męża wybierasz sobie sam, bo chcesz. Nie musisz, chcesz. Ja wiem, że niewiele jest teraz małżeństw opartych na miłości, ale jeśli już się zdecydujesz z kimś ożenić to dlatego, że decydujesz się go kochać za to, jakim jest. I wisisz na tym i polegasz na tym. Chce sobie sama wybrać. Im bardziej ta kobieta na mnie to wymusza, tym bardziej zrobię jej na przekór. - wzruszyła ramionami, przesuwając palcami po jego torsie, bo ułożyła tam dłoń w trakcie swojego słowotoku. Nie miała pojęcia, czy mówiła sensownie dla mężczyzn, ale nie umiała tego lepiej wyjaśnić. Uśmiechnęła się więc nieporadnie, a potem naciągając swoją koszulo-sukienkę nieco na uda, wróciła do poprzedniej pozycji, robiąc sobie z jego nogi poduszkę. - Jak sobie zajrzysz w mój plecak, to masz tam pergamin. Dlaczego Ty nie masz żony jeszcze? Odbiła piłeczkę, nie mogąc w sumie się powstrzymać, bo przecież nie tylko ona była już w odpowiednim wieku do ślubu, patrząc po normach społecznych. Na Islandii miała wrażenie, że tylko jego przyjaciele zwlekali z tym dziesięć lat, a tak, to szło im dość szybko. Litha obfitowała przecież w zakochanych, którzy wyruszyli do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci. Tak, doczytała. RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 27.05.2023 Pokiwał głową w niedowierzania. Nadal nie pojmował jak ze wszystkich możliwych porównań akurat wybrała siebie i to jako jego żonę. Nie skomentował tego mimo wielkiej chęci, dając Pandorze za wygraną, ponieważ widział, że ten temat zaczął ją lekko męczyć lub przynajmniej sprawiała takie wrażenie w jego oczach. Za pewne gdyby nie sprawiła mu tego komplementu, sugerując, że wygląda dobrze, to drążyłby ją dalej niczym woda w skale. Mimowolnie uniósł kąciki ust do góry, próbując się nie roześmiać w niebogłosy - A zerknąłem tylko i akurat trafiło się, że to był idealny moment - odparł, broniąc się przed atakiem. Teraz przemawiał przez niego niedźwiedź, który nie dopuszczał zbyt dużo do siebie, a tym bardziej za tą całą otoczkę z masy i mięśni - No cóż. Tylko jak mnie będziesz nawiedzać to proszę w godzinach porannych. W nocy preferuje się wyspać - odpowiedział, dając jej poradę odnośnie ewentualnych duchowych odwiedzin po jej śmierci. Tylko tego mu brakowało w życiu aby jakiś Turecki duch - w dodatku powiązany z chaosem - uprzykrzał mu pracę w kuźni. Zastanawiał się przez chwilę czy odpowiedzieć jej przecząco czy pozytywnie. To była bardzo ważna decyzja. Kiedy był już gotowy aby zaspokoić jej ciekawość, nastąpiło coś czego w życiu by się nie spodziewał - Pandora wbiła swoje kły w jego szyję. Wyprostował precy w mgnieniu oka, a głowę odchylił na bok jakby próbował uniknąć. Serce zabiło mu kilkunastokrotnie razy szybciej, a w myślach powróciły tragiczne wspomnienia. Niczym jak przez mgłę widział ponownie jak tamten wilkołak gryzie go w pełnię w szyję. Spokojnie... To tylko wizja... Dodał sobie otuchy, a następnie wziął dwa głębsze wdechy. Na całe szczęście miał mokrą twarz od wody, bo inaczej Pandora byłaby w stanie zauważyć krople potu, które zaczęły spływać w dół - Nie wiem... - rzucił niepewnym głosem, nadal będąc pod lekkim wpływem traumy. Nie trwało to jednak długo, ponieważ po kilku mrugnięciach, wszystko powróciło do normy, a nawet nie wszystko, co po prostu Hjalmar. To oczywiście była odpowiedzialność, a raczej próba wytłumaczenia Nordgersim przez samym sobą jak i Prewettówną, skąd wynika jego negatywna postawa w kierunku koni - Czy mało? - zapytał, pukając się po brodzie, jakby co najmniej prowadził w tym momencie działania matematyczne - Średnio co półtorej minuty - podał odpowiedź, która nie miała się nijak do prawdy, ponieważ to by musiało świadczyć, że chce albo chciał ją zabić dosłownie co chwilę. Te 90 sekund, które jej przedstawił były całkowicie losową wartością, która miała jej jednak uświadomić, że kiedyś rzeczywiście miał duże zapędy aby pozbawić jej życia. Pytanie tylko czy to się zmieniło wraz z biegiem czasu? - Nie jesteś? - skręcił głowę, unosząc pytająco brwi. Coś tutaj było na rzeczy, więc Hjalmar postanowił troszkę podrążyć - Nawet tyle? Ociupinke? - zapytał, pokazując między swoimi dwoma palcami małą odległość jako wizualizację swoich słów - No dobrze. To przejdziemy na złotko w takim razie... Ale wtedy to już raczej nici z jakichkolwiek wizyt na Islandii... W końcu damie nie wypada, czyż nie, Panno Prewett? - uśmiechnął się zawadiacko, jadąc po całkowitej bandzie. Kleszcze były tragiczne i nie było z nich chyba żadnego pożytku. Z drugiej strony sama się do niego przyczepiała jak ten pasożyt, więc stąd to określenie. No i jeszcze wbiła swoje zębiska w jego szyję - dokładnie tak jak ten kleszcz o którego tak się burzyła - A tam od razu, że zabić. W życiu bym Cię nie chciał zabić... Tylko tamtego gościa co najwyżej - odparł, zdając sobie w trakcie wypowiedzi, że powiedział być może za dużo. Kontynuował ją jednak, starając się wyglądać naturalnie, a jedynie lekko zmrużył oczy na swoją gafę. - Aby Cię porwać ze szpitala dla okupu - odpowiedział szybko i na temat, jakby miał w swojej głowie jakiś chytry plan. Co prawda, wymyślił to przed momentem, na poczekaniu ale zabrzmiał całkowicie poważnie w swoich słowach - Czy ja wiem? Jak nie lubisz jakiegoś trunku to nie będziesz go pić na siłę. Nawet jeżeli towarzystwo do tego jest świetne - przedstawił swój punkt widzenia. Nordgersim miał wrażenie, że nagle zaczęła marudzić na wódkę, a jakoś była pierwszą chętną do picia tego alkoholu podczas ich małej wyprawy na fiordy i drzewa. Aż mu się cisnęło na usta 'jajco'. Powstrzymał się jednak przed taką prostscką odzywką, chcąc bardziej elokwentnie to ująć - A nic. Pytam czy wygodnie po prostu. Zawsze można by plecak podłożyć czy coś - powiedział spokojny głosem. W gruncie rzeczy nie przeszkadzało mu to, zwłaszcza że jej głową nic nie ważyła - zupełnie jak cała Pandora w wodzie - To nie jest trochę samolubne o gwiazdach, że mają spełnić tylko jedne życzenie? Zawsze mogę odwrócić wzrok albo spojrzeć pod innym kątem, wtedy też nie będę wiedział, że też ją widzisz - dodał, przedstawiając swego rodzaju sztuczkę na oszukanie wizji Prewettówny. W życiu trzeba było skombinować i to właśnie robił Hjalmar w tym momencie. Dużo bardziej wolał się podzielić tym życzeniem czy nawet oddać je, ponieważ nie do końca był jeszcze pewien o co mógłby poprosić. Chociaż może coś mu właśnie przyszło do głowy? Oczywiście, że mu humor dopisywał. Jak mu miał nie dopisywać po tak dobrym żarciku? O nie, nie. Nie taka była umowa Kiedy dziewczyna wskazała na koszyk od razu uniósł brwi do góry w lekkiej dezaprobacie. Ich umowa działała w końcu inaczej. Wysłuchał pierwszej części odpowiedzi ale nie miał zamiaru zostawić jej bez komentarza - Trochę pewnie tak - przyznał. Nigdy przecież nie brał ślubu, więc skąd miał mieć taką wiedzę? Na pewno nie mógł oprzeć jej na swojej autopsji, a jedynie na spostrzeżeniach, które gdzieś w swoim życiu dokonał - Albo decydujesz się z braku wyboru czy możliwości ucieczki - dodał od siebie, ponieważ uznał, że wizja Pandory była zbyt nasączona romantyzmem i tym samym pozbawiona realizmu. Czyli prowadzisz małą wojnę z własną matką... Dopiero jej gest, a raczej ruch dłonią po torsie, wybudził go z tej chwilowej zadumy nad jej punktem widzenia. Nie zareagował w sumie w żaden sposób, a podążył jedynie wzrokiem w mieście gdzie wyczuł jakiś dotyk. Kiedy powróciła do swojej poprzedniej pozycji, chciał sięgnąć do jej plecaka po pergamin, jednak został złapany w swoją własną pułapkę niczym zajączek w lesie. Pokiwał tylko przecząco głową, wziął głęboki oddech, a następnie spojrzał się na morze, szukając jakiejś inspiracji dla swoich słów - Nie wiem. Ciężko mi powiedzieć, chociaż za razem łatwo. Najpewniej dlatego, że nie spotkałem nikogo... - zaczął mówić ale musiał przemyśleć dalszą część wypowiedzi. No właśnie Hjalmar, kogo nie spotkałeś? Zaczął przejeżdżać po swojej brodzie aby przyspieszyć proces myślowy - Odpowiedniego? Powiedzmy, że to będzie to określenie, którego poszukiwałem - dokończył. Nie było to może zbyt wylewne w porównaniu z odpowiedzią Prewettówny. Jednak czy można było się spodziewać czegoś innego? Sam Nordgersim nie do końca chyba wiedział czemu tak jest, że nadal jest kawalerem. Może bał się odrzucenia? Może bał się przedstawić swoje 'drugie ja' kiedy się do kogoś bardziej zbliży? A może po prostu bał się tego całego małżeństwa i odpowiedzialności jaką trzeba wziąć na swoje barki? RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 27.05.2023 Powinien się przyzwyczaić do tego, jak nietuzinkowo myślała Pandora i jak lubiła sama coś robić lub używać właśnie siebie, do przedstawiania swojego punktu widzenia lub racji. Nie zawsze było to rozwiązanie najlepsze lub najbardziej bezpieczne. Nie chodziło o to, że ją męczył, tylko po prostu trudno byłoby jej sensownie wyjaśnić, dlaczego powiedziała tak, a nie inaczej, bo gdy mówiła, to przecież wcale się nad tym głębiej nie zastanawiała. - No tak, oczywiście. - zgodziła się z nim z delikatnym wzruszeniem ramion, udając, że wcale nie dostrzegła tego uśmieszku i próby stłumienia śmiechu, który ku jej własnemu zadowoleniu, pojawiał się coraz częściej w ich relacji. Nie podejrzewałaby go przecież o gapienie się na mieszankę kleszcza z odrobiną siostry. Jej umysł niepokojąco mocno się do tego przykleił, jakby znajdowała w tym wymówkę absolutnie na wszystko, tłumiąc jednocześnie pewne myśli oraz emocje, zanim wybuchłyby tak gwałtownie, że by znów paplała lub robiła coś bez pomyślunku o konsekwencjach. A wypiła trochę szampana, chociaż i ta wymówka zdawała się zawodzić, bo ilość stresu, który jej dostarczył w torturach w Morzu Śródziemnych, działało, niczym sole trzeźwiące. - Nie mogę tego obiecać, mam problemy z bezsennością i północ jest dla mnie, jak popołudnie. Więc byłabym jak ta nocna mara. Nie martw się jednak, nie dusiłabym Cię i nie robiłabym Ci okropnych rzeczy, jak te wszystkie senne demony, - oznajmiła mu łagodnie, jakby miało rozwiązać to wszystkie te problemy z jej duszą po śmierci, żeby się nie musiał martwić i zabezpieczać przed szalonym duchem. Na pewno nie przeszkadzałaby mu aż tak, ewentualnie chodziłby trochę niewyspany. Była krukonka musiała mieć jakiś rozum i spostrzegawczość, biorąc pod uwagę jej oceny oraz wszystkie te certyfikaty, które robiła. Mechanizmy, jak i praca z magicznymi stworzeniami, nawet rysowanie głupich map nieba, wymagało od niej więcej spostrzegawczości i umiejętności dostrzegania drobnych rzeczy, niż rzucanie czarów. W tym nie była aż taka dobra. Reakcja jego ciała, przyśpieszone bicie serca, które wyczuwała z taką łatwością przez to, że była tak blisko niego sprawiły, że dość szybko zakończyła swoje figle, decydując się jednak nie dawać po sobie poznać, że cokolwiek zauważyła. Każdy miał swoje sekrety, swoje wspomnienia, których nie chciał pokazywać światu. Ściągnęła na kilka sekund brwi, przyglądając się badawczo jego twarz, aby zaraz uśmiechnąć się przepraszająco i palcami przesunąć po jego policzku. - Już nie będę, więc nie musimy sprawdzać. - zapewniła go tylko, cofając zaraz dłoń. Nie bardzo rozumiała i wiedziała, o co chodzi, ale nie zamierzała dopytywać. Może kiedyś był chory przez takiego kleszcza lub ugryzła go chmurkowa owca? - Cóż, mogło być gorzej. Jestem przekonana, że wtedy w tym lesie taka myśl pojawiała się co pół minuty. Robimy postępy Niedźwiadku, jeszcze się do mnie przyzwyczaisz na tyle, że będziesz tęsknił, jak mnie nie będzie. Brzmiała dość pewnie, jakby nie przewidywała innego rozwoju tej sytuacji, zwłaszcza że jej rodzina już nawet wiedziała, że się przecież przyjaźnią. Wiedziała przecież, że była trudna i nieznośna, że byli całkowicie różni i w chwilach, gdy on przypominał lodowiec, ona była jak buchający lawą wulkan i ta lawa chciała dotrzeć po prostu wszędzie. Na jego pytanie z uniesioną brwią, zrobiła to samo — uniosła swoje, nie mogąc jednak powstrzymać odrobinę zakłopotanego uśmiechu, który wpłynął na jej wargi, gdy przecząco pokręciła głową. Muiała znaleźć odpowiednie słowa, odpowiednią pozycję obronną, bo Hjalmar miał niesamowity wręcz talent do roztapiania jej za każdym razem, gdy próbowała dla odmiany być trochę mniej przewidywalna, intensywna, impulsywna i przede wszystkim tak łatwa do odczytania. - A mam powód, do zazdrości? Przecież Ty też nie byłbyś o mnie zazdrosny, jestem tylko kleszczem. - rozłożyła bezradnie dłonie, jakby próbowała odrobinę nieporadnie odbić piłeczkę i zbić go z tropu. Nazwanie jej złotkiem wcale nie było takie miłe, gdy już wcześniej użył tego określenia na jej kuzynkę, nie wspominając już o słowach związanych z byciem damą, wizytami w jego ojczyźnie czy nazwanie jej "Panną Prewett", co brzmiało tak nienaturalnie w jego wykonaniu, że aż cofnęła się pół kroku, robiąc trochę podkowę z ust — jednocześnie ze smutku i zniesmaczenia, że w ogóle wypowiedział to na głos. - Nie, nie, nie.. Tak zdecydowanie nie. Już wolę tego osła... No, chyba że nie chcesz, żebym więcej do Ciebie zajrzała na Islandię, więc wtedy kontynuuj z tą Panną Prewett, Panie Nordgersim. Wyjaśniła mu po chwili namysłu, przesuwając palcami po swojej szyi i wsuwając palce za kołnierzyk koszuli, żeby poprawić wywinięty kraniec, który ją zaczepiał. Mógł być też to efekt wywołany przez wciąż mokre włosy, które zdążyły już zrobić dużą plamę na jej plecach. Zmrużyła oczy z zaintrygowaniem, wracając po namyśle na swoje poprzednie miejsce, wbijając w niego pytające spojrzenie. - To jednak nie chciałbyś mnie zabić? Ciekawe, ciekawe. Niedźwiadek mi się gubi w zeznaniach. Zauważyła, powstrzymując rozbawienie, a na wzmiankę o szpitalu i okupie, spomiędzy jej ust uciekło jedynie ciche "mhmm", jakby wcale mu to w nie wierzyła. To nie było godne jej ulubionego Islandczyka, aby kogokolwiek porywać dla okupu, zabijać lub robić krzywdę. On był obrońcą, bohaterem, szlachetnym i pracowitym człowiekiem, po prostu mając przy tym odrobinę groźny wygląd, chociaż gdyby przyjrzeć mu się bardziej, spojrzenie też miał łagodne. Błękitne i jasne, ciepłe, jak takie niebo w środku lata, na którym nie było chmur. - Ja bym piła, bo innym byłoby przykro. - odpowiedziała mu cicho, ale zgodnie z prawdą, bo czułaby się okropnie, gdyby swoim wybrzydzaniem popsułaby komukolwiek dobrą zabawę. - Czasem jest tak, że zależnie od miejsca i ludzi, wszystko smakuje i wygląda inaczej. Tutejsza wódka — taka czysta, smakuje inaczej niż to, co piliśmy w czerwcu. Bała się, że jak się rozpędzi, to biedny misiek dostanie kolejny wywód, może odrobinę zbyt filozoficzny i trochę nudny, żeby psuć mu humor, który przecież miał dobry. Dużo się uśmiechał, na czym jej po prostu zależało, bo chciała, żeby miło wspominał swoje orientalne wakacje na południu świata. - Jesteś wygodniejszy niż plecak, ale jak na razie, to wygrywa Twoje ramię. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, tworząc widocznie ranking swoich ulubionych miejsc do opierania się, które były częścią jego ciała. I wciąż wiele jej zostało do wypróbowania. Jego pytanie sprawiło, że wydała z siebie pomruk zamyślenia, wyciągając do góry obydwie dłonie, przeczesując niebo palcami, jakby chciała połączyć ze sobą błyszczące, srebrne kropki. - A czy gdyby spełniały więcej życzeń, to nie byłyby wtedy wykorzystywane? No nie, wtedy Ci to umknie, ale i tak, niebo jest to samo. Zawsze, gdy będziesz wiedział księżyc, to ja też go prędzej czy później zobaczę, zależy, gdzie będzie. Słońce nie brzmi tak ładnie, a do tego noce są po prostu lepsze od dni. Nie miała pojęcia, czy ta odpowiedź była sensowna lub w jakiś sposób go satysfakcjonowała, ale przyszła jej do głowy najszybciej, wydając się najbardziej oczywistą. Wierzyła w idee tego, że pierwsza myśl lub pierwsza chęć, która się pojawiała, była tą najwłaściwszą. Pandora pewnie miałaby kilka małych życzeń, ale egoistycznym byłoby marnowanie ich na gwiazdy, których moc przecież była niesamowita i wyjątkowa. Ludzie z większymi problemami, większymi pragnieniami serc powinni je wykorzystać. Ona większość i tak próbowała sama złapać we własne palce. Przeniosła na niego wzrok w momencie, gdy jego twarz pokazywała nutę niezadowolenia, jednak chwilowo nie skojarzyła wcale, że mógłby faktycznie chcieć, żeby go karmiła. Nie zdążyła jednak nic skomentować na temat miny Hjalmara, bo przeszedł na temat bardziej skomplikowany, który wymagał od niej widocznie całego zaangażowania — zresztą jak wszystko, za co się brała. - Zawsze jest wybór w kwestii ślubu! Lepiej być samemu, niż wiązać z kimś, kto nie jest osobą, którą mógłbyś sam sobie wybrać. Małżeństwa są trudne, chaotyczne i wymagają poświęceń, a po co poświęcać się dla kogoś, kto nie wybrałby w ten sam sposób Ciebie, co Ty jego? To przecież nie tak, że wszystkie są na wielkiej miłości, chociaż takie są najlepsze, ale to nie to, o co mi chodzi. Chociaż byłoby miło? No wiesz, być z kimś, kogo tak szczerze i po prostu kochasz bez decydowania o tym, że chcesz go kochać. Odrobinę zaplątała się we własnych słowach, dlatego też po podniesieniu się do pozycji siedzącej, przeczesała dłonią włosy — nie tą, która znalazła się na jego torsie w geście znów tak naturalnym, że nawet nie zauważyła, że to zrobiła. Z westchnięciem wróciła do leżenia, znów układając palce przy guzikach z rękoma na brzuchu. Naprawdę myślał, że go nie zapyta? Milczała chwilę, wcale go nie poganiając, jednak mógł czuć na siebie jej spojrzenie. W swoich słowach był bardziej niezdecydowany niż ona. Jeszcze miał taką twarz w tym swoim zamyśleniu, że nie mogła zupełnie niczego wywnioskować. - Skąd będziesz wiedział, że to ktoś odpowiedni? - zaczęła najpierw zaciekawiona, bo naprawdę, skąd? Jeśli wywnioskowałby to tylko na podstawie krótkiego spojrzenia, wtedy wystarczyła odpowiednia aparycja, jeśli zaś po krótkiej rozmowie — nie da się tak poznać człowieka. Jaka była jego wizja osoby odpowiedniej? - Musiałaby, nie wiem, być blondynką z długimi nogami i taką uroczą, cichą dziewczyną? Pasowałaby taka do Ciebie. Urocza dziewczyna i dobra dziewczyna. - kontynuowała po chwili milczenia, podnosząc się do pozycji siedzącej dość nagle, bo przypomniała sobie, o co mogło mu chodzić z tą miną. Obróciła się znów przodem do niego, nachylając się wcześniej po koszyk, którego wiklinowe wieczka uniosła. - Co chcesz? Owoce? Pitę z mięsem — ale tym nie dam rady Cię karmić. Są też słodycze od ciotki i Kerem załatwił dużo sałatki. Myślisz, że jesteś romantyczny? Masz, spróbuj. Odchyliła głowę do tyłu, podnosząc na niego wzrok i wysunęła w stronę jego ust kawałek arbuza, który wcięty był w kostkę i tkwił w jednej z plastikowych misek. Nie było chyba bardziej letniej przekąski niż ten owoc, chociaż nie można było się tym najeść. Pandora, zanim sama zjadła kawałek, napiła się trochę alkoholu z tkwiącej obok niego butelki. - O, winogrona Ci smakowały. - rzuciła pod nosem, przyglądając się różowym i zielonym kulkom, zanim sięgnęła po tę ciemniejszą i wsunęła sobie do ust, a dla niego wybrała zieloną. Co jakiś czas zerkała w niebo, jakby uparcie chciała znaleźć nieszczęsną gwiazdę. - Jak się najesz, to ja zostanę Twoją poduszką. Pewnie jesteś wykończony dzisiejszym dniem, a ja i tak nie wzięłam eliksiru, nie jestem zmęczona. Oznajmiła mu dość upartym tonem, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, zanim to wróciło do zawartości koszyka. Słodkie, czy sałatkę? RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 27.05.2023 Czyli mieli jasność - Hjalmar miał po prostu idealne wyczucie, żeby spojrzeć się w odpowiednie miejsce o idealnym czasie. Tylko dzięki temu udało mu się to wszystko dostrzec. I to wcale, a wcale nie było tak, że bezczelnie się gapił z zachowaniem jakichś standardów. Problemy z bezsennością? Zdziwił się. Nigdy by jej nie podejrzewał o to, nic nie wskazywała na to aby coś takiego jej dolegiwało. Oczywiście nie musiał wspominać, że jako duch, który by go nawiedzał, musiałaby się dokładać do czynszu. No bo jak inaczej ona to widziała? Że nawet w swojej eterycznej formie mogłaby sobie wchodzić i wychodzić bez pytania? Nic z tych rzeczy! Nie robiłabyś mi okropnych rzeczy? Jakoś nie do końca chciało mu się w to wierzyć. Na pewno miała w swoim arsenale jakieś złe zagrania, które z wielką chęcią by wykorzystała przeciwko niemu. Na całe szczęście, Prewettówna przestała to robić i wyglądało to jakby miała już tak nie zrobić nigdy. Ta zapowiedź sprawiła, że tylko się uśmiechnął w kącikach ust, pozwalając aby wszystkie negatywne emocje z niego spłynęły jak ta morska woda. Z jednej strony rozumiał, że to była tylko niewinna zabawa, pewna forma zemsty. Z drugiej zaś strony to było strasznie traumatyczne przeżycie dla Nordgersima, które przewróciło jego całe życie do góry nogami. Z biegiem czasu przyzwyczaił się jednak do swojej przypadłości. Niesmak jednak pozostał. Pokiwał tylko przecząco głową. Jeszcze tylko tego brakowało aby zaczął za nią tęsknić i wyszukiwać jakiejś okazji do spotkania, żeby przypadkiem tylko nie wyszło, że to akurat on się za nią stęsknił. No bo może co by się miało takiego stać? Może jeszcze Ivar miałby się w końcu odważyć i poprosić Njálę o rękę, a Hjalmar miałby wtedy zaprosić Pandorę jako osobę towarzyszącą na ślub swojego przyjaciela? Nie było przecież takiej możliwości. Na jej słowa o zazdrości, przejechał kilkukrotnie dłonią po swoim wąsie. A czy to właśnie nie było tak, że chciał Ivarowi wybić zęby za to, że tamten odważył mu się podebrać Prewettównę w tańcu? Tak właśnie było ale Nordgersim nie mógł przywołać tego przykładu, więc po prostu pokiwał głową. Z drugiej strony nie było tylko "kleszczem", bo takiego pasożyta już dawno by się pozbył. Mógłby ją określić jako niezwykła kleszcza jeżeli już - takiego, który był w stanie z nim wytrzymać i vice versa - No dobrze osiołku - uśmiechnął się tylko widząc jak jest zagubiona albo niepewna tego co mówi. Sam Hjalmar łapał się na drapaniu się po szyi w stresujących momentach - co zresztą robił bardzo często, w każdej ciężkiej dla siebie sytuacji. I wszystko wskazywało, że Pandora robiła tak samo albo po prostu się od niego tego nauczyła. Oczywiście nie świadczyło to, że była to całkowita prawda, a jedynie interpretacja jej gestów przez Islandczyka. Uniósł brwi, a następnie wzruszył ramionami, chociaż posłał jej spojrzenie zmrużonymi oczami. Zostawił jej to do interpretacji we własnym zakresie. Jakby potwierdził jej to, że nie chciałby jej zabić to wtedy już by się go w ogóle nie bała. A tak to zawsze była możliwość, że mimo wszystko będzie momentami rozważała na swoje słowa i czyny, mając na uwadze to, że może ją utopić. To była wersja jaką znała Pandora. Reszta jego kompanów czy kolegów z Durmstrangu znało jego drugą twarz, a wręcz nawet przeszłą wersję Hjalmara - taką, która nie miała problemu w skrzywdzeniu innego człowieka. Te czasy jednak minęły i mało kto miał pojęcie o jego przeszłych występkach. No i znowu zamieniła się w zbyt dobrą dla wszystkich dziewczynę. Prewettówna powinna się była nauczyć gdzie należy ustawić granicę. Jeżeli jej coś nie smakowało to powinna była od razu mówić co czuje, a nie udawać, że wszystko jest w porządku. Nie powinna nadstawiać własnej wygody czy zdrowia dla innych. I to tylko po to aby spędzić z kimś trochę czasu. - Uznam to za komplement - odparł na swoją wygraną z plecakiem. To dopiero go doceniła za wszystko - zwyciężył pojedynek z plecakiem Turczynki. Czy powinien sobie gdzieś tę datę zanotować? - Myślę, że gwiazdom to wszystko obojętne. Bo jeżeli już by miały spełniać jakieś życzenia to spełniłyby wszystkie - dodał, przedstawiając to co na ten temat sądził. Hjalmar był nadal sceptycznie nastawiony do tej całej astrologii czy tam innej astronomii. Nie rozróżniał tego za bardzo ale nie przykuwał na tyle uwagi, aby się tym jakoś bardziej przejmować - Ciężko się pracuje w kuźni w nocy. No i przede wszystkim nie kuje się w nocy aby nie budzić ludzi, którzy muszą rano wstać - powiedział, nie zgadzając się z tym, że noce są lepsze od dni. Jego zawód nie pozwalał na nocną aktywność. - Nie zawsze jest wybór. Czasem jak po jednorazowej przygodzie okazuje się, że kochanka jest w ciąży to jest to najczęściej ślub z przymusu. Dla dobra rodziny, dla dobra dziecka. No bo kto to widział aby małe, nic nie winne niemowlę miało być wychowywane bez dwójki rodziców - przejechał dłonią po piachu, wtrącając swoje pięć groszy. Ślub z miłości to piękna sprawa, jednak nie tak działał świat. Od zarania dziejów przypadków takich właśnie ceremonii było mało. Zazwyczaj wygrywały pieniądze, władza czy podniesienie reputacji poprzez zaślubiny z osobą wyżej postawionym. Większość starała się za wszelką cenę związać się z kimś kto coś znaczy w tym świecie - czy w takim wypadku nadal była tam mowa o jakiejkolwiek miłości, niż tylko o interesach? No i nie mogła odpuścić. Musiała się też o to zaczepić - A czy w końcu serce nie sługa? Ono mi pomoże, w pewnym sensie też pewnie poprowadzi - odpowiedział, wzruszając ramionami. Nie wiedział jak może inaczej jej odpowiedzieć na to pytanie. No bo tak na prawdę to skąd miałby wiedzieć? Przecież nie był w stanie rzucić żadnego zaklęcia aby poznać prawdziwe intencje drugiej osoby - a szkoda - Um... - uniósł brew na jej słowa o blondynce z długimi nogami, a następnie przymknął oczy i pokręcił przecząco głową. Na kilka sekund zawiesił swój wzrok na Turczynce zanim kontynuował swoją wypowiedź - Blondynkom to raczej nie. Ale to prawda, urocza i dobra dziewczyna by do mnie pasowała - zgodził się, przejeżdżając po swoim zaroście. Chwilę później parsknął śmiechem, ponieważ przypomniała mu się jedna kwestia, którą Pani Nordgersim rozwiała mu wcześniej. Myślisz, że jesteś romantyczny? To pytanie połączone z tym, że po prostu miał wybrać sobie jedzenie, zbiło go całkowicie z tropu. Nie wiedział co powinien odpowiedzieć. Ani na jedno, ani na drugie pytanie - Nie wiem czy jestem romantyczny. Co to w ogóle za pytanie? - odparł, a następnie otworzył buzie aby zjeść kawałek czerwonego, wodnego czegoś. Na początku miał lekki grymas, który po chwili przerodził się w zainteresowanie - Nie były złe - zauważył, muskając jej palce ustami niczym koń, kiedy pobierał swoje winogrono - O nie, nie. To grozi tym, że zasnę, a jak zasnę to będę chrapać. Jak w tej wyliczance... Wiesz, że stary niedźwiedź mocno śpi... - zaśmiał się. Hjalmar zdawał sobie sprawę, że czasem potrafił wpaść w tak mocny sen, że nikt nie był w stanie go obudzić. - Poproszę tą pitę, bo to ciasto to nie wiem. Za słodkie jakieś, a ja wolę normalne jedzenie - poprosił, sięgając po alkohol, z którego pociągnął łyk, a następnie ponownie spojrzał się na morze i ciężko odetchnął. Gdzieś tam, hen daleko jest dom Uśmiechnął się na tę myśl pod nosem. Nie było mu tu źle, bawił się przednio i miał zapewnione wszystko. Jednak jak to mówi przysłowie - wszędzie dobrze, jednak w domu najlepiej. RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 27.05.2023 Obydwoje z tym gapieniem się mieli swoje za uszami, bo Pandora wcale nie była lepsza, gdyż podczas ich spotkań jej oczy wędrowały głównie w jego stronę. Ojciec zawsze powtarzał, że ważne jest utrzymywanie kontaktu wzrokowego i skupienie uwagi na swoim rozmówcy, więc zrzucała to na niego, tłumiąc przyznanie się do zwykłej chęci. Im bliżej Pandorę się poznawało, tym więcej mankamentów wychodziło — bała się wody, a lubiła w niej tkwić, nie jadła mięsa, mdlała okazjonalnie, a do tego nie funkcjonowała bez eliksirów nasennych lub zabójczej dawki kofeiny, czasem z domieszką mikstury czuwania, gdy miała dużo do zrobienia. Nie robiłaby mu za to okropnych rzeczy! Odstraszałaby złe duchy, pilnowała go przed sennymi demonami i pewnie zostawiła mu trochę spadku na ten czynsz. Jego reakcja była na tyle dla niej nienaturalna i niepokojąca, że nie byłaby w stanie świadomie doprowadzić do niej drugi raz, bo nawet jeśli sobie dogryzali i wbijali szpileczki, nie chciała sięgać po coś, co wywoływało u niego tak duży dyskomfort, jakikolwiek był tego powód. Nawet jeśli on zbierał ją do wody, to miał siłę, żeby się nie utopiła, ale co ona mogłaby zrobić dla niego, żeby go wesprzeć w trudnym momencie związanym z czymś tak specyficznym, ugryzienie? Może dlatego jadł tyle mięsa, mścił się za to na zwierzakach. Zdawała sobie sprawę, że żyjąc na dwóch różnych półkulach — nie licząc czasu, gdy niechętnie bywała Londynie, nie będą mieli zbyt wielu okazji do spotkań, dlatego też jego wizytę tutaj tak dokładnie zaplanowała, żeby nie marnowali czasu. Bo naprawdę lubił go z nim spędzać, nawet jeśli wciąż w jego głowie pojawiały się myśli nawiązujące do jej zagłady lub doprowadzała go do jakieś frustracji jednym słowem. Sam wcześniej jej powiedział, że przyjechał tu dla niej, więc wierzyła, że trochę też ją polubił, bo przecież by jej nie okłamał. Nigdy nie zaprosiłby jej jako swojej osoby towarzyszącej, była zbyt dużym ryzykiem dla kogoś, kto tak obserwował reakcję innych ludzi. Bo Pandora mogłaby przecież zrobić wszystko. Ona nawet nie zauważyła, że był zły, a tym bardziej za szybką zmianę partnerki do tańca. Pandora była idealnym przykładem tego, że najciemniej bywało pod latarnią, nie brała zwykle siebie pod uwagę. Gdyby nawet na głos nazwał ją niezwykłym-super-wyjątkowym kleszczem — to wciąż był pasożytniczy, brzydki robak. Z drugiej strony użyte na jej kuzynce nazewnictwo pięknego i drogiego kruszcu, też w gruncie rzeczy do brunetki nie pasowało, a teraz go nawet nie lubiła. Bo dlaczego miałaby być nazywana po kimś? Westchnęła z nieporadnym uśmiechem na tego osiołka, wzruszając subtelnie ramionami, jakby nie miała wpływu na to, co mówiła i o co jej chodziło, chociaż Hjalmar wcale nie wyglądał na zdenerwowanego. Faktycznie, czasem już odruchowo sama sięgała w stronę szyi, przesuwając po niej palcami, bo obserwowała go na tyle uważnie, że to podłapała. Dobrze, że nie miała brody, bo daj Merlinie, przesuwałaby palcami po niej. - No patrz, teraz gra tajemniczego. Skomentowała na jego niemą odpowiedź, wywracając oczami, jednak wcale się nie gniewała. Miał już dziś wystarczająco dużo okazji, żeby się jej pozbyć, a jednak bez cienia marudzenia trzymał ją w ramionach tak, jak mu właściwie oznajmiła, że ma robić. Może trochę rozkazała, grożąc obrazą, ale nie lubiła komukolwiek wydawać poleceń. Jeśli liczył jednak, że Turczynka zacznie uważać na słowa i gesty, był naprawdę naiwny. Kwintesencją brązowookiej było nieprzewidywalne zachowanie i pogrążanie świata w chaosie — dobrym, miała nadzieję. I jego trochę też w tym chaosie pogrążała, czasem celowo, a czasem zupełnie przypadkiem. W pewien sposób ją przecież do siebie przyciągał, nie miała absolutnie innego wytłumaczenia na to, dlaczego z mężczyzną, który wcale nie chciał z początku mieć z nią do czynienia, spędzała tyle czasu. Siedząc w jego koszuli na plaży, we wrześniową noc. Nie uwierzyłaby w opowieści o tym, jak miałby kogoś krzywdzić dla czystej przyjemności, zupełnie nie mieściłoby się to w jej głowie. Powinna, ale nie umiała i nie przeszkadzało jej życie polegające na tym, aby inni się uśmiechali. To było zaraźliwe, ona też odnajdywała w tym swoją siłę. Kilka kompromisów czy wyrzeczeń nie było wygórowaną ceną. Miała nadzieję, że nie pomyślał, że się źle bawiła lub zmuszała do tego, co robili razem — zupełnie tak nie było, a fakt, że wywoływał u niej tak szczery i radosny uśmiech na tym drzewie, powinien być wystarczającym dowodem, że wspominała to bardzo miło. Gdyby się zastanowić, wspomnienia, które zdążyli razem zebrać, mogłyby być przez Pandorę użyte nawet do stworzenia patronusa. - Nie tylko z plecakiem w sumie, ale z niego poza Marą i poduszką najczęściej korzystam. - dopowiedziała z dobrej woli, aby uznane przez niego za komplement słowa miały potężniejszą moc. Pokręciła szybko głową. - Nie mogłoby tak być. Nie można spełniać wszystkich życzeń, wtedy przestają być wyjątkowe. Jakie to byłoby życie, gdyby nie było ciągle nowych marzeń, bo się spełniałoby to, o czym pomyślałeś? Gdzie satysfakcja z ciężkiej pracy, aby je spełnić i słodko-gorzka porażka, gdy zdajesz sobie sprawę, że nie wyjdzie? Wiedziała, że sprawy gwiazd zupełnie go nie interesowały, nawet jeśli obserwował konstelacje, które mu kiedyś pokazywała z udawanym zainteresowaniem, co doceniała. Lubiła o tym mówić, przypominać sobie o tym, jak wszechświat był wielki, a te mieniące się na niebie klejnoty, jak były daleko. Pandora roześmiała się na jego słowa, bo przypomniało się jej to, jak przy ich pierwszym spotkaniu ich porównała. - Ty jesteś dzieckiem księżyca, które woli dzień, a ja dzieckiem słońca zakochanym w nocy. To Ci dopiero ewenement. Wyjaśniła swoje rozbawienie, używając znów opiekuna nocnego nieba oraz opiekunki dziennego w kwestiach ich samych. Nadal jej to pasowało. Z tymi dziećmi to nie do końca było tak, że nie dało się nic z tym zrobić. Owszem, wielu ludzi wykorzystywało dziecko do zmuszenia kogoś do związku, ale od zarania dziejów znane były metody, które zarówno przed tym dzieckiem zabezpieczały, jak i później sprawiały, że przestawało istnieć. Takie herbatki dostępne były normalnie w tureckich aptekach zielarskich. Pandora jednak tego tematu nie lubiła, wzbudzał w niej olbrzymi konflikt moralny, bo nie umiała określić, czy było to dobre, czy złe rozwiązanie. Nie odpowiedziała więc tak, jak normalnie by to zrobiła. - Nie wiem tylko, czy poświęcenie własnego szczęścia dla dziecka jest właściwie. Ludzi jednak ciągnie do siebie, zawsze tak było, a to często zabija rozsądek. Nawiązywała tu oczywiście do kwestii kochanków i przypadkowego seksu, który zdawał się coraz częściej spotkany, a już na pewno wśród mugoli, gdzie dość często przebywała. I nie było w tym nic złego, wywoływał piękne i prawdziwe emocje, nawet jeśli ona sama nie korzystała z tego typu rozrywek, to jej znajome opowiadały o swoich przygodach z wypiekami na twarzach. Niechętnie zgodziłaby się z jego myślami, ludzie woleli komfort i wpływy ponad znalezienie właściwej osoby. Owszem, czasem pojawiało się uczucie w takich przymuszonych związkach, ale był to wciąż wyjątek potwierdzający regułę unieszczęśliwiania się wzajemnie. Zabrzmiał romantycznie, chyba znacznie bardziej niż ona, przez co uśmiechnęła się pod nosem, przytakując jedynie głową. Miał tu trochę racji, ale serce łatwo dawało się ponieść ekscytacji, maskując tym samym inne uczucia i nie zawsze człowiek do właściwiej osoby podchodził. - Tylko, czy będziesz go słuchał? - odpowiedziała zadziornie, podnosząc na niego wzrok, odpinając i zapinając guzik na swoim brzuchu, jakby było to świetną zabawą. Przynajmniej trochę już przeschli, a lniana koszula okazała się wyjątkowo przyjemna w dotyku dla wychłodzonej od wody skóry. - Nie blondynka? To może ruda! - kontynuowała zgadywanie, gdy zaprzeczył. W sumie lepiej wyglądałby z kimś o nieco innej barwie włosów, chociaż z blondynką mieliby iście anielsko wyglądające dzieci. - Su jest urocza i dobra, ale jest zakochana w synu jakiegoś tam polityka, a do tego ją onieśmielasz. - rzuciła po chwili namysłu, jakby znalazła prawie idealną kandydatkę, nie miała nawet tak ciemnych włosów. Mężczyzna parsknął jednak śmiechem, na co Pandora posłała mu pytające spojrzenie. - No co? Próbowała wyglądać na poważnie zaniepokojoną i zaintrygowaną śmiechem, ale sama po prostu się uśmiechnęła na widok jego roześmianej buzi. To było silniejsze od niej i nawet jeśli śmiał się z niej, to nie szkodzi. Jej pytanie wyglądało, jakby go zbiło z tropu, na co tylko wzruszyła ramionami, zajęta otwieraniem miski z arbuzem. - Pytanie jak każde inne! Wydaje mi się, że masz w sobie duże pokłady romantyzmu, ale trochę śpią, bo kłócą się z wizerunkiem Niedźwiedzia. Jaką cechę najbardziej sobie cenisz w człowieku? - kontynuowała, jak gdyby nigdy nic, wrzucając sobie kolejny kawałek arbuza, gdy wyraził aprobatę na ten owoc — znacznie większą, niż na truskawki, a potem zajęła się winogronami. Już nawet przestała zauważać, że wzrok jej okazjonalnie zjeżdżał w dół, na jego tors i ramiona, czasem lustrując niebieskie oczy miśka z wisiorka, który zdawał się przyglądać jej w sposób oceniający. - Nie szkodzi, drzemka Ci dobrze zrobi. Czy to nie o to chodzi w odpoczywaniu? Dla odmiany ja Cię popilnuje. -nie był to powód, żeby zrezygnować z krótkiej sjesty po posiłku, a zanim zdążył jej odpowiedzieć, wsunęła mu w usta kolejną kulkę winogron, chociaż przez chwilę zastanawiała się nad wiśnią. Przytaknęła na wzmiankę o posiłku z mięsem, którego wybór obstawiała od samego początku. Miała zieloną, pełną warzyw i sera sałatkę, ale zdecydowała się zostać przy arbuzie, całą resztę chowając do koszyka i wyjmując pitę. Zanim jednak mu ją dała, przypomniała sobie o czymś, co mieli przecież zrobić! Odłożyła srebrne zawiniątko delikatnie na bok i dyskretnie sięgnęła po plecak, korzystając z tego, że był zapatrzony w morze, zamyślony, a jasnymi, wciąż odrobinę wilgotnymi włosami kołysał wiatr. Sięgnęła swój magiczny aparat, ustawiając go odpowiednio i szybko cyknęła mu zdjęcie, zanim zdążył się ruszyć. - To zostawię sobie. - oznajmiła mu, gdy maszyna pracowała nad tym, aby gotowy, ruchomy obraz wysunął się z przodu w formie prostokąta w białej ramce. Model miał w sobie magiczne ustawienia, które sprawiały, że niezależnie od pory doby lub okoliczności, zawsze wychodziło ładnie. Z mruknięciem zachwytu złapała w dłonie swoją nową zdobycz, przyglądając się jej z radosnym uśmiechem, zanim wsunęła ją do plecaka w obawie, że jej to zabierze. - Chodź, zrobimy sobie razem. Uniosła się na kolanach do góry i bez cienia w ogóle wstydu, przysiadła mu na kolanach, uważając na swoją koszulę i poprawiając włosy tak, aby w miarę możliwości spływały do tyłu, objęła go jedną ręką za szyję, a drugą odsunęła i uniosła aparat nieco nad nich, aby wybrać najlepsze miejsce do pstryknięcia. - Cóż, jak nie wyjdzie za pierwszym razem, spróbujemy raz jeszcze. - szepnęła pod nosem, palcem przyciskając jakiś przycisk na boku, a następnie spojrzała na niego krótko. - Gotowy? Uśmiechnij się! - nie miał za bardzo wyjścia odpowiedzieć jej inaczej lub może raczej, nie dała mu zbyt dużo czasu, bo kilka sekund później wcisnęła przycisk, który uruchamiał cały aparat i najpierw uśmiechnęła się chyba najładniej, jak potrafiła, a potem jeszcze cmoknęła go w policzek z zadziorną miną. Skoro zdjęcie był ruchome, trzeba było to wykorzystać. Przedmiot znów zaczął głośniej pracować, a ona przysunęła go do swoich kolan z odrobiną zniecierpliwienia na twarzy. - Myślisz, że wyszło? - zapytała, stukając o białą obudowę palcami, a potem podniosła na niego wzrok i cofnęła dłoń z jego szyi, zganiając brązowe pasmo za ucho. RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 28.05.2023 Czyli jednak został jej czwartą poduszką. Nie wiedział czy powinien był się cieszyć czy rozpaczać na ten temat, więc tylko pokiwał głową z widocznym uśmiechem. Czy gwiazdy są w takim razie rasistowskie? Uznał to za ciekawe spostrzeżenie. No bo jak inaczej można byłoby je nazwać skoro nie spełniały wszystkich życzeń, a jedynie część z nich? Hjalmarowi zaczęło się wydawać, że Pandora to za bardzo chodzi z tą głową w chmurach i konstelacjach. Zejście na ziemię powinno jej trochę pomóc. Z tego wszystkiego zapomniał o tym określeniu, więc kiedy Prewettówna je przywołała, uśmiechnął się pod wąsem. Zastanawiał się przez krótką chwilę czy aby na pewno był tym dzieckiem księżyca skoro wolał dzień. I to nawet nie tyle co wolał, bo pory wieczorne też uwielbiał - zwłaszcza w kwestii wypraw czy wędrówek po lesie. Jedyne co go ograniczało to stacjonarny tryb pracy, który wymuszał pracę w konkretnych godzinach bez możliwości ich zmiany. Tak to zapewne pracowałby późnym popołudniem, aż do wczesnej nocy - w końcu kiedyś trzeba odespać nocne harce. - Oczywiście, że warto. Czemu miałabyś karać niewinną istotę w postaci tego dziecka? Co takiego Ci zrobiło? Zresztą czy szczęście takiego malucha to nie jest Twoje własne szczęście? - odparł, przedstawiając swój punkt widzenia. Nordgersim uważał, że w takim przypadku własne szczęście, marzenia czy plany powinny zejść na plan dalszy. Powinny zostać odłożone na Merlin jeden wie kiedy. Matki i tak miały dużo łatwiej w kwestii przywiązania do takiego brzdąca, ponieważ miały pewną więź, która ja łączyła z tym dzieckiem. No bo jak mogłoby takiej nie być, kiedy nosi się je przez 9 miesięcy pod własną piersią i przez ten cały czas dba się o nie? No i dalej nie odpuszczała, a potem dziwiła się, że nazywa ją kleszczem. Skąd miał wiedzieć czy w tym konkretnym wypadku się go posłucha? Przeważnie toczył z nim zacięte batalie, gdzie każda ze stron starała się udowodnić swoją rację - No chyba już jestem w takim wieku, że należałoby się go w końcu posłuchać zamiast buntować się na każdą jego decyzję - zauważył. Może właśnie to było tym czynnikiem, który powodował, że po dziś dzień jego stan cywilny był określany jako kawaler do wzięcia. Jak małe dziecko... Uśmiechnął się widząc jak Pandora bawi się w najlepsze jego koszulą - Ale włosy czy wygląd to nie wszystko. Liczy się co ma się tutaj i tutaj - dał jej podpowiedź, pokazując najpierw na głowę, a później na serce. Co mu było bo przepięknej dziewczynie, która przypominała różę z zewnątrz, a w środku była niczym zgniły kwiat? W życiu by się na coś takiego nie zgodził, nawet pod przymusem - no chyba, że akurat zaliczyliby małą wpadkę. Wtedy no cóż... Mus to mus - No to skoro jest zakochana w jakimś polityku to po co jej to psuć? Zresztą z całym szacunkiem do Twoich kuzynek Pandora, ale one podchodzą raczej pod kategorię dam czyli grupę, którą nie jestem zainteresowany - przyznał. Nie wirował po salonach, więc nie potrzebował pozytywki co będzie ładnie wyglądać i przytakiwać na jego słowa tworząc pozór idealnego i zgranego małżeństwa - Nic, nic. Po prostu mi się przypomniała jedna rzecz - wyjaśnił swój spontaniczny atak śmiechu, który przecież nie był spowodowany wysunięta przez nią propozycją matrymonialną z Su. - A ja sądzę, że nie jestem. Przereklamowane to i w ogóle - bronił się, nie dopuszczając do świadomości nawet ułamka słowa, mówiącego, że ma duszę romantyka. Nie ma takiej nawet najmniejszej możliwości Zarzekał się w swoich myślach ale prawda była inna. Może rzeczywiście miał te pokłady schowane gdzieś głęboko tylko nie odnalazł się jeszcze górnik, a raczej górniczka, która byłaby w stanie wydobyć to na powierzchnię? - Chyba szczerość. A Ty? - odparł. Prewettówna nie powinna była się dziwić. Islandczycy - Hjalmar i rzemykowi miś - mieli nad nią przewagę liczebną. Kiedy większy z niedźwiedzi mógł się na spokojnie zajmować karmieniem, wnet ten drugi przejmował pałeczkę 'wyroczni', która wpatrywała się w drugą osobę - Krótka drzemka? - spojrzał pytająco na Turczynkę, jakby poszukiwał poparcia dla swojego pomysłu i ogólnej akceptacji. 15 minut nikogo nie zabiło... Kiedy podała mu kolejny owoc, zrobił dzióbek, a następnie połknął go niczym jakaś ryba. Morze miało w sobie coś wyjątkowego. Każde spojrzenie na rozbijające się fale było nowym przeżyciem. Dla zwykłego śmiertelnika mogło się wydawać, że to nic wielkiego. Jednak dla osoby, której całe życie było związane z wodą, było to coś przepięknego. Dla Hjalmara był to obraz, który mógł obserwować przez całe życie i przede wszystkim do końca życia - Co sobie zostawisz... - odparł zaskoczony, obracając wzrok w jej kierunku. Zaskoczony, a może zdradzony, ponieważ to było bardziej pasującym określeniem. I Ty Brutusie przeciwko mnie? Zmrużył oczy, wydając z siebie niezadowolony pomruk. Pandora w końcu mogła się zapytać czy może mu zrobić zdjęcie. Na co oczywiście otrzymałaby negatywną odpowiedź. No bo po co by jej miało być zdjęcie losowego Islandczyka z rozpuszczonymi blond włosami i nagim torsem? - Ehh... - ciężko westchnął, widząc jak chowa to zdjęcie do plecaka. Szansa na odzyskanie go wynosiła właśnie jakieś zero procent. Nadal patrzył na nią jakby spadła z Mary. Gdyby zaproponowała obalenie skrzynki wódki albo polowanie na niedźwiedzia to nie wahałby się nawet sekundy... No ale zdjęcie? I co on ma z tym zdjęciem zrobić? Powiesić sobie w kuźni? - No tutaj decyzja chyba została już podjęta... - zauważył na jej słowa kiedy siadała na jego kolanach. Pokręcił głową z dezaprobatą. Trzeba było ją utopić i tyle Hjalmar żałował, że tego właśnie nie zrobił. Teraz za karę czekała go jakaś sesja zdjęciowa - O nie. W życiu. Masz jedną próbę tym przeklętym narzędziem i koniec. Każda kolejna to godzina spędzona na środku morza w samotności - zagroził, przedstawiając swoje żądania jak na terrorystę przystało. Tylko od kiedy to terroryści coś dawali, a nie chcieli dla siebie? Najwidoczniej Islandzccy zamachowcy już tak mieli. Westchnął raz jeszcze, a następnie uniósł kąciki ust do uśmiechu zgodnie z prośbą jego prześladowczyni. Wpatrywał się w środek aparatu z wewnętrzną dezaprobatą dla swojego życia. Mogła mu pozwolić chociaż związać tę nieszczęsną kitę albo doprowadzić się do ładu... No ale nie. Osioł się uparł, to osioł musiał to dostać. To co przyszło po chwili, standardowo jak na Hjalmara, wybiło go z rytmu i spowodowało, że przekręcił lekko głowę na Pandore, unosząc brew. Mówił jej tyle razy, że powinna go była ostrzegać, a nie brać sobie jakby to była jej własność. - Czy wyszło to nie wiem. Wiem za to kto zaraz skończy w morzu w pojedynkę - odparł, a kiedy wycofała ręce z jego szyi, złapał ją za talię i uniósł do góry. Powolnym krokiem ruszył w kierunku wody zgodnie ze swoją zapowiedzią. Z każdym kolejnym krokiem przyśpieszając aby dodać dramatyzmu do całej sytuacji. Przebiegli tak może z 10 czy 15 metrów, kiedy opuścił ją na piasek, uświadamiając, że żadna nadwymiarowa kąpiel jej nie grozi, chociaż powinna - To było ostatnie ostrzeżenie - powiedział, kierując swój palec wskazujący w jej stronę. Następnym razem Cię tam wrzucę... Poważna mina, którą miał przybraną nie trwała jednak za długo. Po chwili parsknął śmiechem, a następnie wskazał jej jakiś spadający obiekt na niebie, który przykuł jego uwagę - No to chyba jest ta Twoja gwiazda - zauważył, wskazując dłonią na ten obiekt. Powinien wymówić życzenie czy raczej oddać je Pandorze, skoro te gwiazdki były takie zadufane w sobie? RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 28.05.2023 Miał spore szanse, aby wspiąć się wyżej w tym szalonym rankingu ulubionych miejsc do spania, głównie dlatego, że umiała się przy nim uspokoić na tyle, aby faktycznie zasnąć, co zaskoczyło ją podczas Lithy, gdy oczy się jej zaczęły zamykać na jego plecach. Miał miłe plecy. Miał rację z tym, że chodziła z głową w chmurach — często zapominała o istnieniu złych zamiarów, paskudnych ludzi i tego, że świat nie był wcale różowy i piękny, a pełen nieszczęścia, którego przecież, nawet gdyby chciała, nie dała rady zwalczyć w całości. Spełnianie wszystkiego też nie było drogą do sukcesu, bo dążenie do celu wzmacniało charakter. Dziadek jej kiedyś nawet powiedział — chociaż niezbyt umiała wcielić te złote słowa w życie, że czasem trzeba było pozwolić sobie na słabość i porażkę, aby być silniejszym. Ktoś, kto chciałby nosić cały świat na plecach, to nie mógłby być słabym. Księżyc również wywołał u niego uśmiech, zaczynała podejrzewać, że byłaby go w stanie zarazić większym entuzjazmem do gwiazd oraz nocy. Nocne harce były jednak kolejną rzeczą, która mogła tą dwójkę połączyć. Jego słowa tylko utwierdziły Pandorę w przekonaniu, że tematu herbatek i radzenia sobie z niechcianą ciążą lepiej było nie poruszać, był na to zbyt dobry. Zresztą, teraz tak myślała, ale Pandora byłaby ostatnią osobą, która skrzywdziłaby kogokolwiek, a już na pewno dziecko, tylko po prostu wolałaby wychowywać je sama niż męczyć się w związku z kimś, ktokolwiek by był w stanie sprawić, że się w nim zakocha. Wytrzymałaby pewnie jakiś czas, ale na dłuższą metę dla kogoś o jej charakterze i sposobie bycia, mogłoby to być katastrofalne w skutkach. - Nie wiem, nie mam dzieci. - zaczęła swoją odpowiedź dość dyplomatycznie, przenosząc na niego zaciekawione spojrzenie. - Czyli gdybyś wpadł z dziewczyną, która Ci się po prostu podoba, ale nic do niej nie czujesz i miałaby okropny charakter, jak się później by okazało, to i tak byś wziął z nią ślub, skoro byłaby w ciąży? Wierzyła, że by tak postąpił, bo było to szlachetne, nawet jakby sam siebie potwornie unieszczęśliwił. Całe szczęście Deniz była na takie zagrania zbyt młoda oraz zbyt głupia, bo jej obsesyjna fascynacja mogłaby się przekształcić w prawdziwy dramat. Ile razy kobiety wykorzystywały takich mężczyzn honorowych jak on? Paskudne zagrania, naprawdę. Gdy przez jego twarz przemknął jakiś grymas związany z jej kolejnym pytaniem, stłumiła śmiech, nie poganiając go wcale z odpowiedzią, ale jednocześnie mógł być pewien, że mu nie odpuści. - Ty jesteś w takim wieku? Robisz ze mnie babcie, a uważam, że trzymam się całkiem przyzwoicie. - mruknęła z westchnięciem, nie przestając obracać guzikiem w palcach, jednocześnie spoglądając w dół na swoje ciało i dekolt. Nie miała jeszcze żadnej zmarszczki, była względnie szczupła — nie było chyba tak źle? - Po prostu lubisz robić na przekór, nawet własnemu sercu chyba. Taki Twój urok. No niby masz rację i ja też tak myślę, ale nie jestem pewna, czy ludzi, których nie uznamy za atrakcyjnych, to chcemy w ogóle poznawać. Ktoś mi kiedyś tak powiedział. - wzruszyła delikatnie ramionami, nie poświęcając nawet jednak myśli tej sprawie, bo kiedyś zmarnowała na to zbyt dużo czasu. Było jednak prawdą to, że człowiek musiał mieć w sobie to coś, co wzbudzało zainteresowanie i przyciągało. Wewnętrzny magnes na drugą osobę. Uroda poprawiana nawet magiczne ostatecznie przemijała. - Ten polityk nie jest zakochany w niej. I rozmawiała z nim raz. Czy ja też jestem damą? - zapytała z uniesioną brwią, bo skoro tak klasyfikował większość jej rodziny, to ją pewnie też. W końcu na przyjęciach lub gdy musiała, zachowywała się nienagannie. Była taką damą na pół etatu? Zwilżyła usta, gdy uświadomiła sobie, że właściwie siostro-kleszcze to nie powinny o takie rzeczy pytań, nie miało to przecież żadnego znaczenia. - Zresztą, mniejsza. I te damy i ten śmiech, a właściwie to nawet dobrze, że się śmiejesz. Wolę, gdy się śmiejesz, niż gdy się wściekasz. Wyjaśniła mu jeszcze z uśmiechem, ciesząc się jednak, że propozycji o jej słodkiej Su nie wyśmiał, bo na upartego, Pandora mogłaby mu z nią pomóc, gdyby miał takie życzenie. - Romantyzm przesadny i ostentacyjny może i jest przereklamowany, ale takie drobne gesty zawsze są czymś naprawdę wyjątkowym. I nadal sądzę, że jesteś. Na pewno trochę był, przecież to było do wyłapania pomiędzy tym, jak się zachowywał i tym, co mówił, jeśli uważniej mu się przyglądało. No i wybrał jej naprawdę piękne kwiaty do wianka, który wciąż wisiał nad jej łóżkiem. - Uwielbiam, gdy ludzie się uśmiechają i są tacy.. Życzliwi? Szczerość jest też dobrą odpowiedzią. Trudno wybrać jedno, zadaje czasem zbyt skomplikowane pytania. A co cenisz w kobietach? To, że jeden i drugi misiek czasem łypali na nią błękitem, wcale nie znaczyło, że zamknie się w sobie i przestanie mówić lub też wprawiać ich w zakłopotanie. A miał naprawdę ładne ramiona, Pandora miała słabość do szerokich ramion, bo w pokrętny sposób budziły w jej głowie jakieś poczucie bezpieczeństwa. Westchnęła jedynie z uśmiechem. - Zaczniemy więc od piętnastu minut, a potem zobaczymy. - przytaknęła, nie zamierzając się wcale wycofać z tego, co mu wcześniej zaproponowała. Tyle razy ona robiła sobie z niego poduszkę, że mogły role się odwrócić. Nie mogła się powstrzymać i nie mogła zapytać. Wyglądał naprawdę naturalnie, miał w spojrzeniu jakąś łagodność, którą za wszelką cenę chciała uchwycić na zdjęciu, nie wspominając o kołyszących się leniwie włosach i ramionach, bo grzechem byłoby ubranie mu koszuli do tego zdjęcia, której i tak nie miał, bo teraz była sukienką. Więc tu miała mocny argument usprawiedliwiający. - To tylko jedno zdjęcie, takie tylko dla mnie! Nie gniewaj się, będzie naprawdę ładne i jak nie chcesz, nikomu go nie pokaże. - spojrzała na niego z prośbą w oczach, gdy tylko wydał z siebie niezadowolony pomruk i zrobił taką minę, jakby co najmniej wbiła mu nóż w plecy. - Mogę Ci je pokazać, ale obiecaj mi, że go nie zabierzesz. Wyszedłeś naprawdę, naprawdę przystojnie. Zapewniła go, kołysząc zdjęciem w powietrzu, które chwilę wcześniej wyszło z aparatu i które omiotła wzrokiem, zanim ewentualnie skończyło w plecaku. - Wyglądasz, jakby była to najgorsza kara na świecie. A miałeś okazję mnie utopić! I jak go nie chcesz, to sobie też je zostawię, proszę bardzo. - mruknęła z odrobiną udawanej obrazy, próbując nie wypuścić aparatu z dłoni, bo trzymanie go w jednej nie było zbyt proste. Nie wiedziała nawet, czy dobrze ich obejmie, a jego groźba wcale nie poprawiła jej optymizmu związanego z ustawieniem urządzenia. Prychnęła pod nosem, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim uśmiechnęła się, kliknęła guzik, a potem jeszcze dała mu całusa, który uwieczni się na ruchomym kadrze. Bardzo lubiła wyraz jego twarzy, gdy takowe dostawał. - Jakbym Cię uprzedziła, to byś mi nie pozwolił - stwierdziła cicho, zanim odsunęła aparat na swoje kolana, czekając, aż przetworzy zapisany obraz. Chwilę później znalazła się w powietrzu, przytulając do siebie sprzęt i przeniosła na niego niedowierzające spojrzenie, kręcąc głową tak, że oberwał kilkoma kroplami wody z mokrych włosów. - Nie! Nie pozwalam Ci, zabraniam Ci wrzucać mnie do wody, nie możesz. Na pewno bardzo się przejął jej groźbami. Odwróciła głowę przez ramię, jedną dłonią łapiąc za jego ramię i zaciskając palce, gdy zobaczyła, że woda była coraz bliżej. I jeszcze musiała uważać na to, aby nie pognieść swojego zdjęcia, bo on mógł o tym zapomnieć. Zacisnęła powieki, modląc się, tylko aby nie rzucił jej gdzieś, gdzie nie będzie miała gruntu, no chyba, że to zdjęcie go tak zdenerwowało, że jednak wrócili do planu morderstwa. Nie poczuła jednak chłodnej wody, a piasek pod sobą, gdy znalazła się znów niżej. Gdy uniosła powieki, dostrzegła jego palec skierowany w jej kierunku, który był chyba dopełnieniem kolejnego aktu terroryzmu. Nawet jego śmiech nie sprawił, że przestała zerkać na niego z odrobiną wyrzutu, jak to zwykle działało. Zamiast tego prychnęła, marudząc coś bezgłośnie pod nosem i złapała za sterczące z aparatu zdjęcie, oglądając je tak, aby nie widział. - To Twoja gwiazda, ja jej nie widzę. Więc to Twoje życzenie. - wyjaśniła mu, uśmiechając się pod nosem do ruchomego obrazu, a potem przytuliła zdjęcie do piersi tak, żeby czasem nie próbował go zabrać, a dodatkowo przysłoniła je aparatem, mijając go i kierując się w stronę koca, aby usiąść, zjeść arbuza i ewentualnie przemyśleć udostępnienie mu tych kolana, skoro już obiecała, jak już zje czekającą na niego pitę. Była tam też resztka tej wódki, czy co tam Kerem im dał. RE: [ 23 - 24 Września 1969, Turcja] Spadająca Gwiazda | Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 29.05.2023 Też nie miał przecież dzieci. I nic nie wskazywało na to aby cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić w najbliższym czasie - Dla dobra dziecka? Jak najbardziej. Skoro pozwoliłem sobie na chwilę nieodpowiedzialności, to teraz muszę zaakceptować skutki swoich czynów - odparł. Hjalmar już tak po prostu miał - zawsze brał na swoje barki odpowiedzialność za wszystko, a już na pewno za własne błędy czy czyny. I to w każdej możliwej kwestii - dlatego jakakolwiek ciąża nie zmieniała niczego. Najpewniej zacisnąłby zęby, wykuł pierścionek zaręczony samodzielnie, a następnego dnia ruszył do kobiety, która miałaby zostać matką jego dzieci aby się z nią po prostu zaręczyć. Otuchy dodawała mu zawsze tylko jedna rzecz, a raczej fakt, który mówił, że może liczyć na swoją rodzinę. Oni byli gotowi mu pomóc w każdej sytuacji, nie ważne jak bardzo ciężka by ona była. Do najmłodszych to już na pewno nie należał. Nordgersim zapomniał nawet, że Pandora była od niego starsza. Przez tę ich dziwną, nietypową relację określał ją raczej jako swoją rówieśniczkę pomimo tego, że dzieliły ich dwa lata różnicy - Wiesz jak to się mówi? Stara ale jara, więc się tak nie grymaś - odparł. Nie była przecież stara, a Islandczykowi chodziło tylko o słowa Dagura, który nie raz mu już powtarzał, że ten powinien się ustatkować i znaleźć sobie jakąś żonę. Czy jemu aż tak bardzo chciało się chować wnuki? Albo może wolał mieć pewność, że jego syn woli kobiety? To była kwestia, której nigdy z nim nie poruszył ale też nie miał zamiaru poruszać w przyszłości - Może trochę... - przyznał. Nie przykuwał do tego uwagi. Zawsze tłumaczył to sobie, że to nie jest jeszcze moment na takie poważne sprawy. - Tylko jak się wystroisz. Tak to jesteś nadal tą samą upartą Pandorą, która nie bardzo chce się słuchać - zaśmiał się. Każda kobieta miała w sobie coś z damy, więc logicznym było, że Prewettówna również coś z niej miała. Jej codzienność jednak diametralnie się różniło od kuzynek, więc można było śmiało stwierdzić, że była arystokratką na pół gwizdka - tylko wtedy kiedy tego od niej wymagano albo sama chciała - I tak się będę wściekał bo przychodzi mi to dużo prościej niż śmiech - dodał z uśmiechem na ustach, który mógł lekko przeczyć słowom Hjalmara. Jednak to było spowodowany tylko i wyłącznie obecnością Turczynki. Z nikim innym nie pozwalał sobie na taką ilość wyszczerzenia. Pokręcił głową na jej słowa. Żaden był z niego romantyk. Już ona była większość romantyczką od niego. Tu jakieś całusy, tam jakieś trzymanie pod rękę i inne rzeczy tego typu. A Hjalmar co? Nie robił niczego z tych rzeczy. No chyba, że Pandora do rankingu brała próby jej utopienia - wtedy jak najbardziej, był romantyczny aż do oporu - Hmm... Na pewno troskliwość... Pewność siebie też jest jak najbardziej w porządku... Umiejętność słuchania... Ale to mógłbym pewnie wymieniać i z pół nocy - machnął ręką, podając jej trzy cechy. Tyle powinno jej wystarczyć. Westchnął ciężko - Zatrzymaj je już sobie - odparł z irytacją. Nie wspomniał o tym, że nie powinna wspominać o tym zdjęciu Deniz, ponieważ ta za pewne by jej ukradła je w ułamku sekundy. A wtedy w ich domu byłaby pewnie draka stulecia - Tak mówisz abym Ci go nie zabrał - wolał nie ryzykować zerknięcia na to zdjęcie. Gdyby tylko mu je przekazała, na pewno by je zabrał i nie zwrócił w ogóle. Niech Prewettówna ma coś od życia i jakąś pamiątkę. - Oczywiście, że bym się nie zgodził - powiedział. W głowie miał już swoją zemstę. Widział jak Pandora ląduje po środku lodowatego morza. To Cię oduczy zadzierania z Hjalmarem Nie przejął się groźbami Turczynki nawet przez chwilę. Co takiego mogła mu zrobić? Za pstrykać go zdjęcia na śmierć? To nie wchodziło w rachubę. Miała jednak szczęście, że ją tolerował, a może i pewnie lubił, więc tym samym nie skończyła tam gdzie powinna. Otrzymała od Nordgersima drugą szansę po raz chyba setny. - Niech tak zatem będzie - odpowiedział, przymykając oczy na krótki moment. Wypowiedział życzenie, nie do końca jednak wierząc aby ta gwiazda mogła coś zmienić. No ale skoro spełniała te życzenia, to niech się lepiej weźmie do roboty i coś zrobi. Powrócili na koc gdzie zjedli przygotowany dla nich prowiant, a następnie dopili końcówkę alkoholu. Zgodnie z ustaleniami, po posiłku, Hjalmar udał się krótką drzemkę podczas której Pandora za pewnie nie omieszkała mu zrobić kolejnego zdjęcia ku jego niezadowoleniu ale przede wszystkim nie wiedzy. Kiedy się obudził, zebrali się do powrotu, a raczej to on się zebrał, oferując Prewettównie tak zwany "Niedźwiedź-express", którym miała już okazję się wcześniej przejechać. Nie mieli żadnych koni, a na żadne świstokliki też nie miał chęci, więc wziął ją po prostu na plecy i ruszyli do domu. W ramach zadośćuczynienia za te wszystkie akty terroru, które podobno wykonał w jej kierunku, pozostawił swoją koszulę w darze dla której Pandora znalazła nowe zastosowanie - sukienkę. Wchodząc do swojej izby, rzucił się na łóżku i poddał się objęciom Morfeusza w mgnieniu oka - nadszedł czas na długo wyczekiwany sen. Koniec sesji
|