![]() |
|
[listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick (/showthread.php?tid=1486) |
RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 20.07.2023 Patrick wbił wzrok we własne ręce, słuchając relacji Brenny. Na jego czole pojawiła się pionowa bruzda. Wyglądał jakby usilnie się nad czymś zastanawiał. - Trudno. Trzeba przeszukać dom – wymamrotał wreszcie. – W razie czego, będę zmyślał, że otrzymaliśmy zgłoszenie o nieuprawnionym użyciu czarów przez małoletniego czarodzieja – powiedział. Wymówka brzmiała tak samo dobrze jak każda inna, nawet jeśli to nie oni powinni być wezwani na miejsce w takim przypadku. Steward wyszedł zresztą z założenia, że Harper zrozumie. W grę wchodziło w końcu życie dziecka a Brenna tylko co przyznała, że w piwnicy namalowano pentagram. Ten zaś, może bezpodstawnie, kojarzył się Patrickowi albo z nekromancją (która była przecież sztuką zakazaną) albo z przywoływaniem lub wypędzaniem duchów. Cokolwiek się tutaj działo, nie sprawiało bezpiecznego wrażenia. - Sprawdzaj dół a ja wejdę na piętro – zaproponował jeszcze a potem skierował się ku górze. Brennę nawiedziło uczucie deja vu. Bardzo podobną scenę widziała podczas widmowidzenia w domu Hillów. Tylko wtedy śpiącego chłopca znoszono po schodach. Tutaj Steward wchodził na górę. Poruszał się cicho. Najwyżej dwa lub trzy razy usłyszała skrzypnięcie stopnia, gdy stawiał kroki. Brygadzistka tymczasem zajrzała do pustej kuchni. W szarości rodzącego się dnia wyglądała na starą i zaniedbaną. Wynajmujący dom, raczej nie gotowali – nawet za pomocą magii – na stole i blatach walały się opakowania po zamówionym na wynos żarciu. Na parterze znajdowała się jeszcze łazienka – również pusta i również wyglądająca na starą i (choć czystą) nieszczególnie zadbaną oraz sypialnia. Ta znowu, pusta (łóżko, szafa, komoda, krzesło, stolik nocny, lampka i brzydkie, ciemne zasłony w kwiaty) – ale z pewnością mieszkał w niej przynajmniej jeden z najmujących, bo dało się tu wyczuć mdławy zapach męskiego potu a na krześle leżały byle jak rzucone spodnie. Pościel na łóżku była skołtuniona, jakby ktoś albo jej nie pościelił albo niedawno wstał. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 20.07.2023 - Poznałam mężczyznę z wizji i zaglądając przez okno zobaczyliśmy, że jest nieprzytomny? - zaproponowała Brenna krótko. Widmowidzenie samo w sobie było tylko wskazówką, w sądzie bez podparcia innymi dowodami było łatwe do podważenia, ale już podejrzewała, że Harper przy bajeczce pt. "Patrick pokazał mi go po zgłoszeniu i go rozpoznałam, dlatego tam weszliśmy" nie będzie wyciągać służbowych konsekwencji. Nie wspominając o tym, że człowiek w salonie mógł być czymś podtruty, a dojrzenie kogoś takiego już usprawiedliwiało wejście do środka. Poza tym... to Steward był Prawą Ręką, a z kolei to jej rodzinie wiele osób nie chciało w Departamencie podpaść (nawet jeżeli sama Moody tym by się nie przejmowała). Lepiej, aby w razie czego, zwalać sprawę na nią. Tak czy inaczej, nie drążyła tematu. Wspólną wersję wydarzeń mogli ustalić później. Zamknęła drzwi wejściowe z powrotem, ot wiedziona odruchem - gdyby ktoś tu wrócił, chciała zyskać parę sekund, nawet jeżeli teraz taki scenariusz zdawał się jej mało prawdopodobny. Sprawdzała kolejne pomieszczenia metodycznie, powściągając potrzebę pośpiechu, wciąż starając się zachować ostrożność. Czyli nie zapalać świateł, nie wpadać do niego w swoim zwykłym tempie, nie skrzypieć podłogą, zaglądać do najbardziej oczywistych schowków. Wydawało się, że dom jest pusty - ba, może inni, poza człowiekiem z salonu nawet go opuścili, skoro pokój, w którym ktoś sypiał, był pozbawiony ubrań poza spodniami. Wciąż zaciskała palce na różdżce. Do opakowań po jedzeniu podeszła, by zajrzeć do środka - ot sprawdzając, czy po resztkach da się stwierdzić, czy coś zamawiano niedawno. Nie przeglądała wszystkich, zerknęła zaledwie. Jeżeli dom okaże się całkiem pusty i nie natkną się na żadne oczywiste ślady, przyjdzie czas na sprawdzanie takich, próbę dobudzenia mężczyzny, wezwanie uzdrowiciela, widmowidzenie. Dopiero jeśli po obejściu całego parteru nie znalazła nikogo ani niczego bardzo podejrzanego, skierowała się za Patrickiem na piętro. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 21.07.2023 - O – zgodził się odruchowo z Brenną. Jej wyjaśnienie brzmiało jeszcze lepiej niż to, które właściwie sam ukręcił naprędce. Kiwnął z uznaniem głową. Proste kłamstwa bywały dużo lepsze niż skomplikowane historie. – Doskonały pomysł. Poza tym, że na parterze – poza nieprzytomnym mężczyzną – brygadzistka nie spotkała nawet jednej żywej osoby, dom wyglądał całkiem zwyczajnie. Nie jak opuszczony w pośpiechu, ale jak zamieszkały, choć nieremontowany od dawna. W kuchni nie śmierdziało pleśnią a jeden z zamówionych na wynos posiłków (niedojedzone curry z kurczakiem) wyglądał całkiem świeżo. Schody zaskrzypiały cicho, dokładnie w tych samych miejscach, w których skrzypiały gdy wchodził na górę Patrick. Na piętrze również były trzy pokoje. Drzwi dwóch zostały otworzone (były to kolejna generyczna sypialnia i nieremontowana od lat łazienka). Steward najwyraźniej zdążył już do nich zajrzeć. Stał przy wejściu do trzeciego pomieszczenia z wyciągniętą różdżką i szeptał zaklęcie otwierające. Posłał Brennie pytające spojrzenie, jakby czekał na informacje czy znalazła coś interesującego na dole. - Sypialnia pusta. Łazienka też – poinformował cicho. – Jeśli jest tu dzieciak, musi być tutaj. Nie dodał już, że odwrotnie do pozostałych pokoi, ten został zabezpieczony. Nacisnął na klamkę i pchnął lekko drzwi. Tu również była sypialnia. Trochę mniejsza niż ta, która też znajdowała się na piętrze. Od wejścia uderzył w ich nozdrza nieprzyjemny, mdławy zapach, coś jak nieprzyjemna mieszanka ziół, gorączki i potu. W środku znajdowało się łóżko – całkiem normalne łóżko. Leżał na nim przykryty kołdrą chłopiec. Właściwie to wystawała spod niej tylko jego głowa. Nie poruszył się, gdy weszli do środka a jeśli pozostali cicho, zdawało im się nawet, że nie słyszeli jego oddechu. Poza łóżkiem w sypialni był jeszcze tylko stół zastawiony kwiatami, kadzidełkami, świecami i magicznymi fotografiami. Nie przedstawiały one jednak leżącego na łóżku chłopca – tego Brenna i Parick mogli rozpoznać, bo jego zdjęcia widzieli w domu Emily, ale innego choć zbliżonego wiekiem i wyglądem. Patrzył na nich zza ruchomych fotografii, uśmiechając się szeroko i nieco… upiornie? RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 21.07.2023 Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że porywaczy nie ma w domu – poza tym jednym, który mógł być otruty, a mógł ot zasnąć bardzo głębokim snem i oberwał wreszcie od niej oszałamiaczem. Brenna traciła już nadzieję, że natkną się na ślad chłopca… aż wreszcie Steward znalazł właściwe drzwi. Ledwo stanęli na progu, jej żołądek zwinął się w supeł. W środku czuć było zioła, może po jakiejś miksturze, a może po niedawno zapalonych kadzidłach i świecach. Ale też coś jeszcze: zapach choroby. Spojrzenie Brenny padło na moment na zdjęcia chłopca – Pierre, to musiał być Pierre – w tej chwili jednak nie poskładała jeszcze całej historii, dwoje podobnych dzieci, jedno nazwane imieniem drugiego, pentagram w piwnicy… To nie próbowała nawet dopasować do siebie tych elementów, bo już sama woń panująca w tym pokoju wskazywała na to, że… z dzieckiem nie jest dobrze. Zarzuciła ostrożność, rzuciła się ku łóżku, modląc się do dowolnego bóstwa, które zechciałoby słuchać, aby tylko spał. Może przez te zapachy, może przez nerwy, zdawało się jej, że w pokoju panuje nieznośny zaduch. – Lyndon? – szepnęła. Wiedziała, że może dzieciaka przerazić, ale teraz to, że zacznie krzyczeć, uderzy ją, wyrwie się… nie byłoby problemem, bo świadczyłoby, że wszystko jest w porządku. Jeżeli nie zareagował, odsunęła po prostu kołdrę, jej dłoń sięgnęła najpierw do czoła, a potem do szyi, szukając pulsu, bo oddech małego Hilla był tak słaby, że wręcz zdawało się Brennie, że nie oddycha. Jej wzrok przesunął się po ciele, ale poza paroma siniakami na nadgarstkach, nie dostrzegła żadnych śladów świadczących o przemocy. Przynajmniej na pierwszy rzut oka nie było krwiaków, złamań… – Możesz stąd kogoś wezwać? – spytała Patricka, nie miała pojęcia w końcu, jak daleko sięgnie za pomocą fal. A mieli tu porwanego chłopca w złym stanie, jeżeli to nie wystarczyło, aby ściągnąć tutaj Brygadzistów i uzdrowiciela, koniecznie uzdrowiciela, to już naprawdę nie miała pomysłu, na co Departament mógłby zareagować… RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Patrick Steward - 24.07.2023 W szarzejącym świetle nadchodzącego dnia było to trudne do zauważenia, ale Patrick pobladł, dostrzegając leżące na łóżku ciało chłopca. Stał ze zmarszczonym czołem i patrzył na niego, tocząc w swoim środku jakąś trudną do opisania walkę. Wreszcie jego ramiona lekko opadły. Zgarbił się trochę, ponownie przygnieciony ciężarem własnych decyzji. Nie był tak pochopny jak Brenna. Nie rzucił się ku Lyndonowi, główną uwagę skupiając najpierw na znajdującym się w pomieszczeniu stole i poświęconym dla innego chłopca ołtarzyku (?). - Chcieli zrobić z niego innego dzieciaka – wymamrotał cicho, kręcąc głową. Zbliżył się do Brenny. Patrzył jak próbowała dowiedzieć się co z Lyndonem. Kiedy Eunice Malfoy zbadała próbkę znalezioną w pokoju chłopca, napisała mu że była to ciecz zawierająca w sobie wywar żywej śmierci. Czyżby porywacze pomylili się i już na starcie zaaplikowali dziecku zbyt potężną dawkę? - Stąd nie. – Fale nie działały aż tak dobrze. - Ale mogę się aportować i przysłać tu posiłki – zaproponowal po krótkiej chwili. Włącznie ze sprowadzeniem tu uzdrowicieli, choć – czego był pewien, chłopak i tak będzie potrzebował wizyty w Mungo. Steward wiedział, że Brenna mogła zrobić dokładnie to samo co on. Ale też nie miał serca nakazywać jej wycieczki do Ministerstwa Magii i pozostawiania dzieciaka samego. Odruchowo wyciągnął rękę w stronę Lyndona i dotknął palcami jego czoła, jakby spodziewając się poczuć gorąco świadczące o trawiącej ciało gorączce. Tylko, że to było zimne i nieprzyjemnie gliniaste. Jak czoło świeżego trupa. - Chyba, że ty wolisz to zrobić – dodał, najwyraźniej to Brennie pozostawiając ostateczną decyzję: zostać z ledwo żywym dzieciakiem czy aportować się do Ministerstwa Magii i wezwać posiłki? Pozostając w tym miejscu, musiała się liczyć z tym, że w międzyczasie mogą tu wrócić porywacze. RE: [listopad 1971] cztery. pięć. sześć. Baba Jaga będzie jeść - Brenna & Patrick - Brenna Longbottom - 24.07.2023 Było źle. Spodziewała się gorączki, a dotknęła zimnej, zbyt zimnej skóry. Nie miała pojęcia, że podano mu wywar żywej śmierci – ale pomyślała, że może dostał coś, aby go uspokoić albo… aby przygotować do tego pentagramu, do… Jej wzrok uciekł na moment ku fotografiom zupełnie innego chłopca, pozostawionymi w pokoju, w którym trzymano tego. Czy oni naprawdę zamierzali…? – Leć – powiedziała krótko. Z czystego pragmatyzmu. Patrick załatwi to szybciej. On już z punktu aportacyjnego będzie mógł „nadawać” wiadomość do dyżurnego, ona musiałaby przebiec kilka pięter, a potem bez tchu relacjonować, co się stało. A i w tej relacji aurora potraktują poważniej. Wyciągnęła różdżkę, jeszcze nim znikł, by zablokować z powrotem drzwi. Może był to zbytek ostrożności, ale jeśli przypadkiem czarnoksiężnicy by wrócili, te parę sekund mogło okazać się decydujące. Nie domyślała się – i pewnie nie miała domyśleć się nigdy – co tu naprawdę się stało, i że już nic żadnemu z nich nie grozi. A potem, kiedy Steward rozpłynął się w powietrzu, zgarnęła z ołtarzyka jedno ze zdjęć. Może ramka albo samo zdjęcie… „powiedzą” jej co nieco, gdyby potrzebowali dodatkowych informacji. Otworzyła okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza, chłopca mocniej otuliła kołdrą. Co chwila sprawdzała, czy na pewno oddycha. Nie znała się na leczeniu, niestety. Na nekromancji też nie. Mogła tylko czekać, więc… czekała. Do momentu przybycia pracowników ministerstwa i uzdrowiciela, by oddać chłopca w ich ręce. Koniec sesji
|