Secrets of London
[ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora (/showthread.php?tid=1494)

Strony: 1 2 3


RE: [ Styczeń 1970, Londyn] Porwanie bez okupu | Hjalmar x Pandora - Pandora Prewett - 22.07.2023

Wszystko miało złe i dobre strony. Życie pełne spontaniczności, które polegało na gromadzeniu pięknych chwil oraz wspomnień zostawia pewien niedosyt, nieuzasadnioną tęsknotę i problemy z zapuszczeniem korzeni w jednym miejscu. Zastanawiała się, czy życie w sposób, który reprezentował sobą Hjalmar, również było słodko-gorzkie, pozostawiając za sobą odrobinę pustki? Zdawać by się mogło, że najlepszym sposobem byłoby splątanie tych dwóch i wyciągnięcie z nich tego, co było najlepsze.
Gdyby na głos wypowiedział słowa o gwiazdce z nieba, byłaby zachwycona, zważywszy na jej uwielbienie do astronomii i wszystkiego, co nad głowami — nocą rzecz jasna, się znajdowało. Zawsze chciała znaleźć, mieć swoją gwiazdę. Takiej, której nikt przed nią jeszcze nie odkrył, ale Pandora nie była jeszcze dość doświadczona i mądra życiowo, aby szukać takowej poza sklepieniem granatowego nieba.
Na jego szept roześmiała się pogodnie, wzruszając ramionami. Jej dłoń machinalnie powędrowała do góry, opuszkami palców przesuwając po jego policzku i z zadziornym, wciąż odrobinę świadczącym o nietrzeźwości, błyskiem w oczach, westchnęła. - Dziwisz się jej? Jesteś przystojny i uroczy, to zabójcze połączenie. A ona jest młoda, kocha romanse. Byłeś pewnie przez chwilę jej księciem z bajki, chociaż niedostępnym.
Trudno było stwierdzić, czy Pandora miała na myśli jego nieśmiałość, czy może raczej kwestie samej siebie. Cofnęła dłoń, mierzwiąc sobie splątane, wilgotne pasma włosów, układające się w subtelne fale, bo wilgoć zniszczyła starannie wyprostowanie. - Hmmm? A gdybyś zrozumiał, skorzystałbyś z jej oferty?
Posłała mu zaciekawione, pytające spojrzenie. Czy odrobinę wykorzystywała fakt, że nie miał problemu z odpowiedziami na pytania? Pewnie tak. I równie pewne było to, że uderzą w nią wyrzuty sumienia za takie zachowanie, ale nie miała zbyt wielu okazji, aby dowiadywać się, co Niedźwiadkowi siedziało w głowie. Akane nie chciała związków, bo stałość i rutyna ją nudziła, ale brunetka podejrzewała, że kryło się za tym coś zupełnie innego. Strach przed tym, że się przywiąże i to ktoś ją zmieni, porzuci, a nie ona jego. Obydwie były typem kobiet, które lubiły mieć kontrolę, chociaż Pandora w znacznie mniejszym stopniu, niż Azjatka. Nie było nic złego w niewinnym flircie, przelotnych pocałunkach, ale nigdy nie pozwalała sobie na znajdowanie przygód na jedną noc, dla czystego seksu.
- Nie wiem. - przyznała mu szczerze, bo tak naprawdę, nigdy nie obchodziła Lithy w taki sposób, w jaki robili to na Islandii. Zwykle kończyło się na imprezie, jakimś klubie lub po prostu to ignorowała i zajmowała się pracą. To, co pokazał jej Hjalmar i miejsce oraz społeczeństwo, w którym się wychował, w pewien sposób ujęło ją za serce. - Ahh, czyli po prostu wymówką dla was na robienie tego, co chcecie, jest alkohol? - droczyła się z nim, zmniejszając odrobinę dzielącą ich odległość. Nie miała nic złego na myśli prawdę mówiąc, takie konserwatywne poglądy u całych wiosek były mało spotykane w tych czasach i powinno się to szanować, ale czasem te ich spojrzenia i westchnienia, które świadczyły o niemożności w tak prostych sprawach, jak kontakt międzyludzki i dotyk sprawiały, że miała wrażenie, że patrzyła na grupkę nieporadnych dzieci. Chociażby para młoda, u której bawili się wspólnie na weselu — na Merlina, dziesięć lat!
- Można zakochiwać się na wiele sposobów, trzeba się zakochiwać. - stwierdziła optymistycznie, tym charakterystycznym dla siebie głosem, pełnym wiary w ludzi, miłości i idealnie pasującym do różowych okularów. - Kocha się jednak do trzech razy w życiu, nie więcej. Tak mówiła mi mama.
Dodała, przypominając sobie o dziwo słowa Ayday, gdy kolejny raz poruszała z Pandorą temat małżeństwa kilka lat temu. Wierzyła, że miłość może pojawić się nagle, wykwitnąć z trwającej już relacji, ale to nie była forma zakochania przeradzającego się w miłość, którego szukała Turczynka. Widząc jego minę na swoje słowa, znów się roześmiała z tej uroczej nieporadności. Nie przypuszczała jednak, że jej notoryczne przekraczanie jego prywatnej strefy, było czymś, co lubił i co mu odpowiadało. Wręcz przeciwnie! Znosił ją dzielnie, bo widocznie była wariatką jeszcze mieszczącą się w jakieś jego tolerancyjnej normie, ale nic poza tym. No i przecież lubili spędzać ze sobą czas, gdy świat chłodnej i zdystansowanej północy ścierał się z gorącym i pragnącym bliskości południem. Jak słońce i księżyc.
Z nią było tak, że nigdy nie skreślała ludzi i nie wychodziła z ich życia, dopóki jej nie powiedzieli wprost. Znała mnóstwo czarodziejów, czarownic, mugoli i każdego starała się traktować tak samo, ale czasem pojawiały się jednostki, które w sposób szczególny ujmowały ją za serce. Nie dla każdego rzuciłaby wszystko na jeden list, zmieniając plany, których przecież zwykle pilnowała. W kwestii pracy i w całym swoim chaosie była obowiązkowa i poukładana. Czy skoczyłaby za nim w ogień? Na pewno był człowiekiem, dla którego byłaby w stanie poświęcić nawet własne bezpieczeństwo czy łgać, jeśli to by go miało przed czymś ochronić.. Naprawdę się do niego przywiązała, nawet nie była w stanie stwierdzić, w którym momencie stał się dla niej tak ważny. Po prostu tak było, jakby naturalnie.
Trochę się martwiła, że nie będzie miał żadnych życzeń lub wybierze takie, których brunetka nie będzie mogła spełnić, ale ostatecznie, dał jej chociaż trochę, tego, co chciała i potrzebowała — raz, że mogła dla odmiany ona się nim opiekować, a dwa, zrobić coś dla niego, żeby poczuł się lepiej. Nie było więc problemem dotarcie do taksówki, nawet jeśli trochę się zmęczyła.
Wilk zasnął snem Niedźwiedzim, a dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, przesuwając kciukiem po jego dłoni. Ciekawe, czy był tak pijany, czy może trochę czuł się przy niej bezpiecznie? Nie miała pojęcia, nie wiązała go zupełnie z likantropią. Krążyła myślami dookoła tego wilka, obiecując sobie, że mu jutro wspomni o jego futerkowych fetyszach, ot tak, żeby się trochę z nim podroczyć.
W przeciwieństwie do niej miał mocny sen. Ona budziłaby się za każdym razem, gdy taksówka stawała na światłach lub głośniej poleciała piosenka, a Hjalmarowi zdawało się zupełnie nic nie przeszkadzać. Nawet jeśli spał, to było w jego towarzystwie coś, co dawało jej tak głęboko zakorzenione poczucie bezpieczeństwa i spokoju, że przez myśl dziewczynie przeszło, że gdy tylko taksówka stanie i nastanie milczenie, to i ona zaśnie. Nie mogła sobie na to pozwolić, więc konwersacja z kierowcą była najlepszym rozwiązaniem.
Dla ludzi trzeba było być miłym i wyrozumiałym, traktować ich tak, jakby sami chcieli być traktowani. Musiał być głodny i trochę zmarznięty, znużony ściekającymi po szybie kroplami deszczu, więc naturalnym wydało się jej podzielenie z nim ciepłym wciąż jedzeniem. Przyjął to z uśmiechem, dostrzegła zmianę wyrazu na jego twarzy i w oczach. Dlaczego ludzie tak mało dobrych rzeczy dla siebie robili, skoro uśmiech tak niewiele wysiłku kosztował?
Rozmawiali w najlepsze, opowiadał jej o swojej żonie oraz synach bliźniakach i małej córce, gdy na dźwięk zachrypniętego trochę, zaspanego głosu blondyna, Pandora prawie podskoczyła na miejscu, nie spodziewając się tego tak szybko. I na co miał uważać? Jej dłoń mimowolnie mocniej zacisnęła się na ręku Islandczyka, jakby gest ten miał go uspokoić. Otwierała usta, żeby coś odpowiedzieć Edwardowi, który skomentował coś o śpiącym królewiczu, kiedy to ów książę zdecydował się naruszyć jej przestrzeń osobistą w sposób, o który go nie podejrzewała. Mimowolnie wbiła się w fotel, prostując jak strona, czując, jak purpura rozkwita na jej policzkach w momencie, gdy ciepły oddech musnął jej ucho. Miała paskudnie wrażliwe uszy i szyję, nie mogła powstrzymać zaciśnięcia powiek, przez co zupełnie nie zrozumiała tego, co do niej mówił. I nie pozwalając mu tym samym spojrzeć w oczy, próbowała uspokoić walące w piersi serce, które rozlewało po skórze dreszcz. Pokręciła instynktownie głową, że nie, że wszystko jest w porządku i po chwili mruknęła coś pod nosem w języku swojej matki, krótkie zdanie. Złapała za torebkę, dając Edwardowi duży napiwek i zapłatę.
- Dziękujemy bardzo! Niech Pan na siebie uważa, Panie Edwardzie i kupi żonie kwiaty, córce też — obydwie się ucieszą. Ona wciąż mała, ale powinien pan pamiętać, że jej pierwsza poważna relacja to będzie z Panem. - zwróciła się do niego, starając się brzmieć normalnie. Przerzuciła torebkę przez ramię, nawet na Hjalarma nie patrząc. Obdarzyła mężczyznę krótkim uśmiechem na pożegnanie, a potem ciągnąć Niedźwiadka za rękę, wyciągnęła go lub raczej skłoniła, aby wysiadł z taksówki. Przymknęła oczy, gdy chłodny wiatr uderzył w jej twarz, a zimne krople zaczęły spływać po skórze, twarzy, włosach i zniknąć gdzieś w ubraniu. To było orzeźwiające, potrzebowała tego. Wzięła większy haust lodowatego powietrza do płuc, na chwilę jeszcze przymykając oczy, zanim się do niego odwróciła i uśmiechnęła, zupełnie jak zwykle. - To ta kamienica. Jeszcze tylko schody i będziemy na miejscu. - wskazała ruchem głowy za budynek przed nimi, a potem pomachała odjeżdżającej taksówce, która mignęła im światłami.

Koniec sesji