![]() |
|
[ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus (/showthread.php?tid=1546) |
RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Avelina Paxton - 06.07.2023 Avelina chciała dyskretnie złapać Rookwooda za rękaw szaty, aby zwrócił na nią uwagę, więc wyciągnęła ku niemu dłoń, ale wtedy Marta wyleciała z kabiny, więc brunetka cofnęła się. Chciała już opuścić to miejsce, bo za długo w nim byli i ktoś mógłby w końcu ich przyłapać. Znowu była niewidzialna, znowu nikt nie zwracał na nią uwagi, a przecież przed chwilą Rookwood zawarł z nią pakt. Avelina poczuła zazdrość, której wtedy nie potrafiła określić. Po latach wydawało jej się to bardzo głupie, ale na tamten czas była zbyt młoda, aby rozumieć takie emocje i to względem takiej osoby jaką był Augustus. Słuchała go uważnie z zaciekawieniem jak mówił o obietnicach. Zanotowała w głowie, że obietnice są dla niego istotne, więc nigdy nie zamierzała takowej złamać, gdy jakąś mu złoży. Sama ceniła lojalność, więc nawet jeśli by do nie lubiła to nadal – obiecuje się być wiernym to ona taka będzie. Uczyła się jeszcze obcowania z ludźmi, szukała dla siebie priorytetów, więc nie chciałaby być jedną z tych osób, które były by wspominane tak jak robił to teraz Rookwood. Marta była wniebowzięta, gdy chłopiec zaczął opowiadać o swoich troskach. Chlipała jakby chcąc mu wtórować i pokazać, że ją porusza życie Rookwooda. – Oh, tamten dzień. To dzień, gdy zginęłam… – skuliła się w sobie piszcząc płaczliwie swoim denerwującym głosem, ale usta wykrzywiła w próżnym uśmiechu jakby łechtało ją zainteresowanie Ślizgona. – Ale to okropne, byłam taka biedna. – zakręciła się w powietrzu, a za drzwiami łazienki mogli usłyszeć jakiś hałas, jakiś huk. Marta pisnęła przeciągle krzycząc coś o Irytku i wpakowała się znowu do sedesu rozchlapując dookoła wodę. Avelina usłyszała złośliwy śmiech Irytka, spojrzała na Rookwooda z przerażeniem i złapała go za rękaw szaty wciągając do jednej z w miarę stabilnie wyglądających kabin. Wspięła się toaletę, a że była drobna i lekka usiadła na spłuczce wskazując mu klapę od niej, aby na niej stanął. Nie mówiła nic tylko czekała. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Augustus Rookwood - 06.07.2023 W pewnym momencie Marta mnie zaciekawiła, kiedy tylko wspomniała o dniu swojej śmierci. Poczułem ciarki na karku, nie ze strachu, tylko z podniecenia. Chciałem poznać tę historię, bo nic mnie tak nie kręciło jak mroczne historie z życia wzięte. Swoją drogą, byłem debilem, że sam nie wpadłem na to, aby ją o to zapytać. Zapatrzyłem się w Martę, czekając na ciąg dalszy. Chciałem już chłonąć tę historię, ale niestety coś nam przerwało. Skrzywiłem się. Jak na złość, kiedy zaczynała już być interesująca! Nie spodobało mi się to, ale i tak nie miałem nic do gadania, żadnego punktu zaczepienia. Marta zwiała, a na domiar złego zbliżał się do nas kolejny duch... Jeszcze bardziej kłopotliwy. Dałem się pociągnąć Avelinie do jednej z kabin, sam nie wiem dlaczego. Pewnie chciała uniknąć spotkania z nim. Bywał chujem. I jak każdy duch, plotkarzem! Stanąłem jakoś tak dosyć niewygodnie, ale trudno. Pochyliłem się delikatnie w stronę dziewczyny, by jej szepnąć parę słów do ucha. - Jaka ta Marta jest irytująca... Chciałem ją wciągnąć w nasz układ do pilnowania sama-wiesz-czego, ale nie ma mowy. Znajdę inne miejsce - stwierdziłem szeptem do Aveliny. Nie wyobrażałem sobie przesiadywania w pobliży Jęczącej Marty, a co dopiero dzielenia się z nią czymkolwiek. - I straszna z niej zazdrośnica i kokietka... Chwila, czy ty się rumienisz? - zapytałem, oddalając nieco głowę od jej twarzy by ujrzeć ją z nieco dalszej perspektywy. Ociekałem kiblowatą wodą... Nie powiem, łechtało to moje ego. Wyszczerzyłem się jak głupi. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Avelina Paxton - 06.07.2023 Serce waliło jej jak młot, bała się, że jeśli Irytek ich razem zobaczy cały zamek będzie o tym huczał, że Avelina przesiaduje w damskich toaletach z samym Rookwoodem – prefektem Ślizgonów. Bała się plotek na swój temat, nigdy nie lubiła być w centrum uwagi, wolała jak ta uwaga skupiała się na innych uczniach. Opierała dłonie o spłuczkę czując, że jest jej okropnie niewygodnie, a w dodatku pochylający się nad nią Rookwood sprawiał, że było jej jeszcze bardziej niekomfortowo. Policzki paliły ją z zawstydzenia, a gdy zaczął szeptać jej do ucha zamknęła mocno oczy. Nigdy nie byłą tak blisko chłopaka i w sumie póki co nie planowała takich zbliżeń. – Oh, cicho bądź Rookwood. – szepnęła zaciskając mocno usta, że zamieniły się w wąską linie. – Mówiłam, że to miejsce nie jest dobre i się nie rumie… – wtedy do toalety wpadł Irytek i zaczął głośno wołać Martę. Próbował brzmieć przy tym zbyt uroczo i robił okropny hałas, uderzał w jakieś losowe przedmioty, a gdy w końcu zatrzymał się przy miejscu, gdzie się chowali Avelina otworzyła oczy próbując nie oddychać. Położyła dłonie na ramieniu Rookwooda, aby nie spadł i żeby jej samej było wygodniej. W końcu duch nie znalazł tu nic ciekawego i zniknął. – Zejdziesz…? – szepnęła, ponieważ zaschło jej w ustach, a zapach toaletowej wody nie należał do przyjemnych, mimo że chłopak wyglądał naprawdę ciekawie. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Augustus Rookwood - 07.07.2023 Dalej cieszyłem się jak głupi. Avelina Paxton mogła mówić jedno, ale swoim ciałem przekazywała coś zgoła innego. Może ekspertem w tej dziedzinie nie byłem, aczkolwiek swoje wiedziałem i też kompletnym debilem, co to ludzi nie znał, to ja też nie byłem. Podobałem się jej, a zaprzeczenie z jej strony zmieszane z zawstydzeniem huczało, że dziewczyna próbuje coś tu ukryć, ale jej to nie wychodzi. Oby nas nie zdradzić, nic nie mówiłem na to odkrycie. Dalej się uśmiechałem, powstrzymując chichotanie, bo im dłużej stałem w bezruchu i w ciszy, tym bardziej podkręcał mnie widok zmieszanej dziewczyny. Korzystając z okazji, zmierzyłem ją swym spojrzeniem. Wcześniej jakoś nie przywiązywałem uwagi do jej wyglądu, poza zadartym nosem i przemądrzalstwem, a także nie zapominajmy o niechlujstwie, ale teraz...? Teraz zainteresowała mnie nieco bardziej, Mogła być ze dwie, może trzy klasy młodsza. Niby typowa Krukona, ale miała w sobie coś z Gryfona. Ci to mieli dopiero w głowach bunt, zero wyważenia. Avelina bardziej wyglądała mi na Gryfonkę, więc miałem przeogromną nadzieję, że okaże się chociaż asem w eliksirach i tym samym nasz projekt wypali. Kiedy w końcu ten Irytek sobie poleciał, zaśmiałem się beztrosko, ukazując dwa rządki białych zębów. - Nie zejdę - odparłem zaczepnie, poniekąd blokując Avelinę przed wyjściem z toalety. Jeśli będzie chciała mnie pokracznie wymijać, będzie musiała się do mnie przytulić, a to z kolei, cóż, zapewne zakończy się zawałem z jej strony. - Powiedz mi lepiej jak to się stało, że jesteś w Krukolandzie? Zaprzedałaś duszę czapie przydziału? - zapytałem, kontynuując... Sam nie wiem, co to było. Podrywać jej nie podrywałem, więc to może było dokuczanie? - Ociekasz Gryfindorem - zaśmiałem się, po czym udawanie splunąłem pod stopy. Każdy wszędzie wiedział o odwiecznym spięciu pomiędzy Ślizgonami a Gryfonami. Szlamojebcy. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Avelina Paxton - 07.07.2023 Widząc jego uśmiech Avelina zmarszczyła groźnie brwi. Oh, ale on ją denerwował, a jego bliskość nie pomagała jej w lubieniu go. No może odrobinkę jej to łechtało serduszko, ale nie – spokojnie nie zamierzała sobie wyobrażać, że Rookwood będzie ją przytulać jak w romansach, które czasami czytała. Chłopak kojarzył jej się z taką szybką muzyką na pianinie, która momentami zamieniała się w powolną i wężową, aby za chwilę znowu przyśpieszyć i zaskoczyć swoim rytmem. Gdy widziała go w swojej głowie łączyła go z kolorem granatowym, burzowym i nieprzewidywalnym. Nie chciała go też tak szybko oceniać, może po prostu dzisiaj miał dzień dokuczania Krukonom. Nie znała grafików Ślizgońskich, więc to mogła być prawda. Gdy ją mierzył wzrokiem cicho westchnęła czując jak policzki palą ją z zawstydzenia. Nienawidziła, gdy ludzie źle oceniali jej emocje i reakcje. On się jej wcale nie podobał! Nie wiedziała dlaczego się tak rumieniła, ale jego bliskość po prostu była dla niej zawstydzająca. – Jak to? – zapytała trochę głupio, gdy jej powiedział, że nie zejdzie. Szukała wzrokiem pola do ucieczki, ale totalnie nie miała żadnego manewru. Jedynie mogła go zrzucić z sedesu, ale wtedy było prawdopodobieństwo, że chłopak coś sobie zrobi, albo ona sobie coś zrobi. – Co to znaczy ociekać Gryffindorem? – uniosła brew ku górze w dosyć arogancki sposób, ponieważ Avelina uważała, że była inteligentną osobą i mówieniem innym, że ktoś wygląda tak jak ktoś inny uważała za głupie lub nie na miejscu. – Puść mnie Rookwood. – mruknęła czując się naprawdę kłopotliwie. Chciała go zmusić, aby zszedł z sedesu, więc uniosła się lekko pochylając się ku niemu, ale wtedy poślizgnęła się na muszli i złapała się go mocno, aby nie upaść. Miała nadzieje, że on też się trzymał mocno, ponieważ mogli zaraz oboje polecieć wprost na drzwi od kabiny. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Augustus Rookwood - 07.07.2023 Hehe. Doskonale to widziałem! Nie spuszczałem z niej spojrzenia, więc widziałem to dziecinne, babskie oburzenie, a zaraz po tym usłyszałem słowa wyparcia. Podobałem się jej, ale nie chciała się do tego przyznać. Jakie to było małostkowe, że tak banalna sprawa wywoływała w niej tyle emocji i tak mieszała jej w tej główce. Na swój sposób urocze. - To znaczy, że cuchniesz Gryfonem. Nie grzeszysz inteligencją i jak głupia pakujesz się w kłopoty - podsumowałem wprost, nieco ją obrażając, by pozostać w tym wszystkim sobą. Nie zamierzałem jej prawić komplementów. Jeszcze czego! Kto wie? Może by z tej rozpierającej radości zaczęła biegać po Hogwarcie i krzyczeć na cały głos, że jest zakochana w Ślizgońskim przystojniaku. I to z wzajemnością. Bleh. Wzdrygnąłem się lekko, po czym złapałem jedną ręką mocniej kabinę, bo tu panna Paxton zaczynała zgodnie z gryfońską butą iść w zaparte. Tym samym wpadła na mnie i niemalże wywróciła na tę obleśną podłogę. - TY... NA MNIE lecisz! - zawyłem głupio zadowolony, pod koniec zdania ściszając ton by przypadkiem nie wywołać Jęczącej Patrzcie-Jaka-Jestem-Biedna-I-Żałosna Marty. Nie znosiłem jej. Tak bardzo jej nie znosiłem, że aż pomogłem Paxton stanąć stabilnie na płytkach i sam zaraz zszedłem z tego kibla. Miejsce obleśne, nienależące do romantycznych ani chociaż przyjemnych. - Trzymam cię za słowo, Paxton, by nasza umowa pozostała między nami. I bez mataczenia, bo wiem gdzie mieszkasz - zaśmiałem się, robiąc złowrogi krok w jej kierunku. Znacznie przewyższałem ją wzrostem, a ona była taka drobna i dziewczęca, że pewnie nie musiałbym się za bardzo wysilić by się popłakała. Dziwnie tak, że z romansideł przeszedłem na grozę, ale najwyraźniej taka była kolej rzeczy. Niech wie, kto tu rządzi. Zdecydowanie musiałem tego nauczyć moją siostrę, bo się w tym gubiła dziewczyna. Miałem nadzieję, że chociaż Paxton będzie znała swoje miejsce... Kto by pomyślał w tamtej chwili, że Nadzieja była Matką Głupich i Augustusa Rookwooda? RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Avelina Paxton - 07.07.2023 Na całe szczęście Rookwood miał jako tako pojęcie na temat wysiłku fizycznego i refleksu, bo nie dał jej upaść. Doceniła to w serduszku, a jego słowa sprawiły, że w środku wszystko w niej się zagotowało. Starała się jednak tego nie okazać. Uniosła tylko dumnie podbródek i patrzyła mu prosto w oczy, aby nie dać mu wygrać. Milczenie jest złotem, więc nie zamierzała łechtać mu ego słowami. Tak, nadal była zawstydzona, bo był to jej pierwszy bliski kontakt z chłopakiem i to w dodatku o wiele starszym. – Może przestaniesz krzyczeć o takich głupotach, co? W tym momencie to ty próbujesz mi to wmówić – zrobiła ten sam krok w tym samym czasie, co on. Tak, próbowała go naśladować, aby sobie dodać otuchy i się go nie bać. Już raz groził jej różdżką i udowodnił, że nic jej nie zrobi, więc strach, który się w niej tlił był mniejszy niż na początku ich znajomości. – Może to ty na mnie lecisz i próbujesz to odwrócić, co? – dziecinnie odbiła pałeczkę nie przestając patrzeć w jej oczy. Dłonie pociły się jej ze stresu i zaciskała je kurczowo na szacie. – Jak ja coś obiecuję, Rookwood to nigdy nie łamię danego słowa. Ludzie, którzy łamią obietnice są obleśni i mam nadzieje, że ty również tak uważasz. W jej brązowych oczach mógł zobaczyć obawę przed nim, a na policzkach nadal rumiane plamy od zawstydzenia lub wściekłości, którą u niej powodował. Oh, dlaczego musiała trafić na niego. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Augustus Rookwood - 08.07.2023 Nutka obawy w jej spojrzeniu jedynie nakręcała mnie do tego aby być jeszcze bardziej złym i okrutnym Ślizgonem, ukazującym swą wyższość na każdym kroku. Mogła sobie robić pseudoodważne ruchy w moim kierunku, ale tak naprawdę była słaba i to tyle w temacie. Nie była w stanie nic mi zrobić, a ja...? A ja co? Czy byłbym w stanie zrobić jej krzywdę? Coś naprawdę złego i okrutnego? Coś, co pozostawiłoby po sobie fizyczne znaki? Pokręciłem głową, zamierzając wyrzucić podobne myśli ze swojej głowy. Gdybym musiał, nie powinienem się zastanawiać. Zrobiłbym to. Tak samo jak zachowam dominację podczas tej rozmowy. To ja nią kierowałem, a nie Avelina. - A co, jeśli lecę? - zapytałem, robiąc kolejny krok w jej kierunku. Teraz, cóż, gdyby zrobiła swój własny, to stalibyśmy przed sobą, czując własne oddechy. Niebezpiecznie blisko. Tak blisko, jak w toalecie, a tego raczej Paxton chciała uniknąć. Ja, jadąc na wariackich papierach, ewidentnie zamierzałem brnąć w cokolwiek, co tylko miało ją speszyć i w końcu doprowadzić do kapitulacji. Złapałem ją za przedramię by potwierdzić swoje słowa. Nie odrywałem z niej swego spojrzenia, uśmiechając się paskudnie. Jak bestia, choć urok w tym z pewnością dalej zachowywałem. Może nieco zmodyfikowany, ale był. - I nie pozwolę ci stąd wyjść...? - kontynuowałem, ściskając delikatnie jej przedramię swoją prawą dłonią. - Może ci to obiecam? - zaproponowałem, kpiąc sobie z jej przekonań i uczuć, nadziei i pewności. Nie zdradzałem się z tym, że sam osobiście brałem do siebie tego typu rzeczy, co zapewne zdążyła wyłapać z mojej rozmowy z Martą, ale nie byłem tego świadom, szczególnie że wtedy mieszałem prawdę z fikcją. Bawiłem się, nie mówiąc poważnie... W teorii. - Co ty na to, Avelinko? - zapytałem drwiąco, pochylając się w jej kierunku. Może jakiś całus. Obserwowałem ją, zastanawiając się, jaka by była jej reakcja. Spłonęłaby w totalnych rumieńcach. Dziewczyny wariowały na tym punkcie. To całus w usta... czy może w policzek? Kuszące. Aż zagryzłem wargę. Ciężki to był orzech do zgryzienia. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Avelina Paxton - 08.07.2023 Była słaba bo była jeszcze dzieckiem, nie była doświadczona w relacjach, a nawet tych relacji unikała. Nie chciała znajomych, chciała być sama i teraz trochę tego żałowała, ponieważ nikt nie będzie się zastanawiał; gdzie jest i co się z nią dzieje. Chłopak przed nią przypominał trochę demona, który opętał Ślizgona i był to widok powodujący u niej dyskomfort. Nie podeszła bliżej do niego, bo uważała, że był wystarczająco blisko. Nie rozumiała trochę jego gry, a wręcz nie chciała jej rozumieć, nie chciała dopuścić do głowy, że on chciał zrobić jej krzywdę. Nie była pewna, czy był do tego zdolny, ponieważ go nie znała. Widywała go czasami na korytarzach, ale nigdy nie zwróciła na niego szczególnej uwagi – do dzisiejszego dnia, gdy zaczął ją osaczać niczym wąż. Patrzyła na niego szybko oddychając przez nos i marszcząc brwi. Była niespokojna, ale obawa przed nim nie pozwalała jej się wycofać, uciec z tej przeklętej łazienki. Po jej karku przeszedł dreszcz, którego pochodzenia nie mogła zrozumieć, ale pojawił się w momencie, gdy ten złapał jej ramię. Zacisnęła dłonie w pięści nadal szybko oddychając. Nie wiedziała, czy się go bała, czy chciała zobaczyć jak daleko ten psychopata się posunie i na ile było go stać. Pochylił się ku niej i tu już było za dużo. Cofnęła się próbując wyrwać ramię z jego uścisku. Wątpiła w to, że na nią leciał. Ludzie pokroju Rookwooda nie lecieli na takie osoby jaką była Avelina Paxton. Oni z tych osób drwili, dręczyli i gnębili. W tym momencie Rookwood chciał słyszeć jak niewinna Paxtonówna, szara Krukonka chwali się swoim przyjaciółkom, że całowała się z prefektem Ślizgonów. Nie! Ona na to nie pozwoli. – Żałosne – wydusiła z siebie znowu się cofając. – Czy twój tatulek będzie zadowolony, że podrywasz córkę mugolaka, hm? – znała poglądy tych ludzi, wiedziała czym się chełpili, pomimo swojego wieku wiedziała, że są ludzie, którzy nie akceptowali takich jakimi była ona. – Zachowaj profesjonalizm Rookwood. Łączą nas tylko biznesy i jeśli nie przygotujesz dla mnie zapłaty nie dostaniesz eliksirów. – fuknęła próbując się wycofać do drzwi, bała się okropnie, ale była na tyle głupia, aby się mu sprzeciwić. Nie mogła mu pozwolić triumfować, bo będzie myślał, że może ją wykorzystywać, a próbą manipulacji nią obudził w niej wroga, a nie przyjaciela. RE: [ Jęcząca Marta 1959 ] – Avelina & Augustus - Augustus Rookwood - 08.07.2023 Sam nie wiedziałem do czego dążyłem. Płynąłem z prądem, posuwając się z każdą sekundą do przodu. Nie miałem pojęcia, gdzie znajdowała się meta. Chyba pragnąłem po prostu doprowadzić Avelinę Paxton do skraju. Strachu bądź wściekłości. Gorzej, bo miałem nieodparte wrażenie, że to ona bardziej oddziaływała na moje emocje aniżeli ja na niej. Na słowa o moim „tatulku” drgnąłem. Fakt, ojciec by nie pochwalił całej tej głupiej maskarady. Uznałby, że marnuję czas dla szlamy, że powinienem się doskonalić i zawierać preferowane przez niego znajomości. Wśród czarodziejów godnych, a nie pospólstwa. Zacisnąłem usta w złości. Nie powinna była wspominać o Rookwoodzie Seniorze. Nic nie wiedziała o mnie i o moim życiu. Puściłem ją, jakby mnie poparzyła. Wpierw chciałem ścisnąć dłonie w pięści, ale jej ręka stała mi na przeszkodzie. Teraz mogłem swobodnie... się wściekać? Pałać furią. Znowu czułem jak mi wszystko drgało. - Nie masz pojęcia, czego oczekiwałby mój ojciec - odparłem zły na nią, zły na ojca na całą tę sytuację. W tej chwili, to właściwie w dupie miałem cokolwiek. Nigdzie człowiek nie mógł pobyć sobie sam w spokoju, bo wszędzie były jakieś baby psujące mi humor. - Wiesz co? Daruj sobie te eliksiry, bo i tak nie dasz rady. Beznadzieja - warknąłem, namierzając spojrzeniem swoje ruchomości. Podniosłem je z podłogi. Koniec pogawędki. Koniec audiencji. Pokręciłem głową, jakby krytykując postawę Aveliny. Zeżarła mądrości świata jasnowidzka. - Ani mi się waż zagadywać albo chociaż spojrzeć na mnie na korytarzu... - rzuciłem na do widzenia i tyle mnie było. Czmychnąłem z toalety w kierunku biblioteki. Koniec sesji
|