![]() |
|
[lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć (/showthread.php?tid=1761) |
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 08.09.2023 - Już spytałam, też najchętniej poszłabym tam, gdzie ta ciemna energia. Są z drugiej strony. I nie powinniśmy się rozdzielać - mruknęła Brenna, bo skoro już tu za nią zeszli, nie powinny pozwalać, aby on szedł na górę sam. Dzieciak mówił, że wszystko stało się na górze, równie dobrze mogli więc pójść tam. W tej chwili każdy kierunek był równie dobry - albo równie zły. Zwłaszcza, że statek wysysał z nich życie. Wedle Atreusa powoli i nieubłagalnie. - Ta pani z balu, kochanie? Jej kajuta jest wyżej? - spytała, bardzo łagodnie, starając się nie pokazać po sobie lęku, jaki poczuła, kiedy dziecko to powiedziała. Zdenerwowana pani zabrała go do swojej kajuty. Southerland zginął tutaj zabity przez... ...kogoś? Coś? Co było tu od tak wielu lat? To było przerażające, ale smutek tego dziecka zdawał się tak ogromny, że Brenna bardzo nie chciała, aby dostrzegło ten strach. Wiedziała, że to „tylko” duch, ale ten „tylko” duch był też małą dziewczynką, od dawna tkwiącą w tym przeklętym miejscu. - Twierdzi, że auror, który tutaj był został zabrany do kajuty przez zdenerwowaną panią. Auror wszedł tutaj już chyba po pierwszym zatonięciu - stwierdziła cicho, bo to wskazywało na to, że osoba, która przeklęła ten statek... wciąż mogła tutaj być. Na schody zerknęła z pewną rezygnacją. Miała dziwne wrażenie, że i one się zawalą, ale cóż, póki nie spróbują – nie dowiedzą się. A gdy patrzyła na schody, Mavelle popatrzyła gdzieś indziej idzie i cóż... całe szczęście. Brenna odwróciła się w tej samej chwili, w której Bones uniosła różdżkę. - Oby tym razem nie było za nim kolejnych pięćdziesięciu - mruknęła do kuzynki, zdjęta przedziwnym wrażeniem de ja vu. Nie, nie lekceważyła trupa: niczego na tym statku nie mogli lekceważyć, a nie była pewna, czy ich magia w ogóle zadziała. I zastanawiała się, czy leżał tu od początku, czy może był jednym z tych, którzy weszli na pokład później. Ale w ostatnim czasie Brenna zaczęła mieć wrażenie, że potyka się o trupy - różnych rodzajów, także wampiry - gdy tylko przestąpi próg domu. Nie miała pojęcia, że ten był inny, nie widziała tego, że w jego oczach pulsuje dokładnie to samo, co wokół statku. Gdy Mavelle próbowała czarować… Brenna sięgnęła nie po różdżkę, a sztylet. Na wypadek, gdyby magia zaszwankowała tak jak przy tamtych schodach, i nieumarłych ich zaatakował, gotowa spróbować… bardziej mugolskiego podejścia. (ewentualnie na aktywność fizyczną – gdyby magię znowu wyłączyło, i trupek się rzucił) [roll=Z] [roll=Z] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 11.09.2023 Chciały iść razem, proszę bardzo. Jego żołądek tylko ucieszył się na tę decyzję, a sam Atreus kiwnął zdawkowo głową. Z jakiegoś dziwnego powodu, gadanie Brenny do ducha, wydawało się najmniej dziwaczną, czy może niewłaściwą rzeczą w tym całym statku. Jej słowa były nawet uspokajające, jakby mimowolnie ich ton udzielał się słuchającemu. - Tak sobie myślę... - zerknął na Brennę i Mavelle kątek oka. - Co mamy wspólnego z tą twoją małą czarownicą, z którą rozmawiasz? - spojrzał na Longbottom znowu, a potem w jakiejś bliżej nieokreślone miejsce obok niej, jakby szukając tam ducha dziewczynki. - Skoro powiedziała ci, że reszta zasnęła i był wybuch, musiała być tego świadkiem, skoro to pamięta. Nie mogła spać, a przynajmniej tak mi się wydaje - skrzywił się lekko. Nie był specjalistą od duchów, ale miał wrażenie, że ich wspomnienia wciąż działały w podobny sposób jak ludzi - musiały czegoś doświadczać, żeby to pamiętać. Zmyślił się na chwilę, patrząc pod nogi, na obślizgłe deski. - To nie może być klątwa, a jeśli już, musiałaby być bardzo złożona. Skoro był wybuch na dolnych pokładach, a statek nie tonie, to znaczy że coś chwilowo trzyma wodę na zewnątrz. Mam tylko nadzieję, że wszystko nie skończy się w momencie, kiedy wszystkie aury się zsynchronizują, czy co on tam robi... - mimowolnie spojrzał na swoją dłoń nieco uważniej, chcąc skontrolować stan aury i tego, co robił z nią statek. Czy wciąż wszystko zachowywało się tak samo, czy może jednak coś się zmieniło. Odwrócił się głosem Mavelle, spoglądając we wskazanym kierunku. Przybrał taktykę mniej więcej taką samą jak Brenna, gotowy zareagować, gdyby zaklęcia Bones nie zadziałały, a szkielet zacząłby wykazywać jakiekolwiek przejawy agresji. - Dlaczego to brzmi, jak jakieś kolejne twoje doświadczenie? - zapytał Brenny, krzywiąc się lekko na słowa, które kierowała do kuzynki. Gdyby szkielet faktycznie chciał im coś zrobić, próbował go kopnąć, najlepiej w głowę, ale jeśli ten nie interesował się nimi zbytnio, zwyczajnie by mu się przyglądał, zastanawiając się czy czarna aura kryje się tylko w jego oczach, czy może po krótkiej chwili dałoby się zauważyć, że ciągnie się gdzieś dalej. - Jego oczy pulsują taką samą energią jak cały statek. - poinformował je na koniec tylko, oprócz wcześniejszego przyglądania się szkieletowi, spoglądając nieco uważniej w głąb kajuty. Może było w niej coś ciekawego, kto wie, a gdyby nieumarły został unieszkodliwiony, albo wciąż nieruchawy, wszedłby nawet do środka, chcąc lepiej się rozejrzeć. rzut na kopniaka z aktywności fizycznej, jakby szkielet się na nas rzucił [roll=Z] [roll=Z] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 11.09.2023 Brenna, Atreus, MavelleŻywy trup kiedyś był mężczyzną. A resztki ubrania, które oblepiały resztki jego ciała, wskazywały na to, że najpewniej był jednym z tych nieszczęśników, którzy przed kilkunastoma laty przypłynęli by zbadać unoszący się na wodzie statek widmo i nigdy go już nie opuścili. Zaklęcia Mavelle zadziałały i nie zadziałały. Zadziałały o tyle, że rzeczywiście je splotła i rzeczywiście słyszała świst, gdy cięciami atakowała nieumarłego. Ale jednocześnie pozostawał on kompletnie na nie odporny. Jakby nie można go było zranić magią. Człapał w ich stronę. Jego oczy pulsowały ciemną energią. Atreus jeszcze wyraźniej widział jak bardzo połączony był ze statkiem, jakby stanowił z nim jedność. Ta sama siła, która okradała ich z energii jednocześnie karmiła nią go. Ale patrząc na własną rękę, nie widział by wiele się zmieniło przez kilka ostatnich minut. Może rzeczywiście jego aura powoli zasilała statek, ale nie czuł się na razie ani osłabiony przez to, ani nie zauważał, by proces zaczął przyśpieszać. Już się budzą. Ona też się zaraz obudzi - wyszeptał przerażonym głosem duch dziecka do Brenny. Żywy trup rzucił się w stronę Bulstrode’a. Longbottom poczuła uścisk w żołądku. I znowu, chociaż w innym przypadku kopniak aurora mógłby się okazać całkiem potężnym ciosem, tu… właściwie niewiele zrobił. Tak, cofnął nieumarłego o kilka kroków, ale było to tylko te kilka kroków, które w połączeniu z całkiem niezłą sprawnością fizyczną, uchroniło Atreusa przed większością impetu ataku przeciwnika. Został odepchnięty w stronę ściany a odległość między nim a nieumarłym uległa powiększeniu. Mavelle znajdowała się najdalej od żywego trupa. Brenna była najbliższej schodów a Atreus przy ścianie równoległej do kajuty, w której mieszkał nieumarły. I jeśli było coś dziwnego w zachowaniu atakującego, to owo, że raczej nie próbował ich pożerać, a raczej… ogłuszyć? Tura trwa do 14.09.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 12.09.2023 Był całkiem pewnym swoich możliwości, nawet jeśli zaklęcia Mavelle nie zrobiły szkieletowi nic. Zadziałały, owszem, ale zwyczajnie przeleciały przez niego, jakby nie chcąc zadziałać tylko i wyłącznie na niego. Bulstrode więc kopnął - rzetelnie i z całym sercem i zdecydowanie nie spodziewał się tego, jak ten kopniak zadziała. Cios cofnął nieco szkielet, ale sama siła odbiła również aurora, rzucając go na przeciwległą ścianę. Nieoczekiwane, ale nagle znacząco poręczne, biorąc pod uwagę, że tylko zwiększyło to dystans między nim, a nieumarłym. Nieumarłym, którego splatała energia statku. Nie czaiła się tylko w jego oczach, ale łączyła z nim i zespajała ze statkiem. Bulstrode'owi przyszło do głowy porównanie do pępowiny. Powiazanie karmiło szkielet energią. Napędzało go, chroniło i czyniło przez to absolutnie niebezpiecznym. Dobrze tylko, że nie próbował zabić... No właśnie. Atreus pozbierał się na równe nogi i rzucił w stronę schodów. W stronę Brenny i Mavelle, te ostatnie rewelacje trawiąc w pośpiechu. - Na schody, szybko - rzucił, mówiąc oczywiście do nich obu, ale patrzył przede wszystkim przed siebie. Na Longbottom, o nią martwiąc się teraz najbardziej. Jeśli udało mu się bez problemu znaleźć przy schodach, odwraca się w kierunku trupa i próbuje wyczarować ścianę. Przeszkodę, która całkowicie zablokowałaby korytarz i uniemożliwiła trupowi dalszą pogoń, albo przynajmniej spowolniła go. Nie wchodzi jednak na nie póki Longbottom i Bones same nie zaczną nimi uciekać. rzucam na aktywność fizyczną, żeby dobiec bez problemów do schodów, a drugi rzut jest na kształtowanie, żeby zrobić ścianę i odciąć truposzowi całkowicie korytarz [roll=Z] [roll=PO] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 12.09.2023 - Nie mam pojęcia - przyznała Brenna, trochę bezradnie. Zakładała, że dziewczynka nie zemdlała, bo była czarownicą, a inni mugolami. Ale przecież teraz, kiedy na statek weszła cała grupa... wszyscy byli czarodziejami. Ją i Atreusa łączyło Trzecie Oko, ale Mavelle go nie posiadała - i Danielle, również dostrzegająca aury, straciła przytomność. Początkowo spodziewała się jakiegoś przeklętego skarbu. Później - jakichś czarodziei, którzy postanowili razem zniszczyć statek, ktoś na górze, ktoś na dole. Teraz niczego już nie była pewna, poza tym, że zdenerwowana pani była z tym związana, i najwyraźniej stworzona przez nią, ciemna energia, w jakiś sposób wykradała siły życiowe przybyszy, zawłaszczając je dla statku. Zresztą, w tej chwili nie mieli szansy zastanawiać się nad tym dalej. O budzeniu się „jej” Brenna oczywiście chętnie bym im wspomniała, i wcale się jej to nie podobało, ale w tej chwili nie za bardzo istniała ku temu możliwość. Jeżeli zdołają wyjść z tego żywi, to im powie. Magia zadziałała, ale nie imała się nieumarłego. Co gorsza wyglądało na to... że ataki fizyczne też nic nie nadawały. Najwyraźniej miało to coś wspólnego z tym, że energia w oczach mężczyzny była ta sama, co otaczająca statek. Czy on był nieśmiertelny? Czy nie można było go uszkodzić, póki źródło tej czarnej energii gdzieś pulsowało? Musieli je najpierw znaleźć? Skoro "zdenerwowana pani" wciąż żyła, może chodziło właśnie o to? Brenna cofnęła się gwałtownie, gdy nieumarły skoczył, a jej żołądek, mogłaby przysiąc, wywinął salto. Prawdopodobnie w tym momencie najrozsądniejsza byłaby ucieczka przed kimś, na kogo nie działa magia ani ataki fizyczne. Tyle że zostawienie tutaj kogoś nie wchodziło w grę, a już na pewno nie jego. Szybko schwyciła za różdżkę, skoro żadne cięcia nie miały racji bytu. Skoro nie mogli po prostu rozwalić żywego trupa, być może dało się użyć magii, aby choć trochę go przyhamować. Przez głowę przeszło jej jeszcze rozpraszanie magii, ale gdyby nie zadziałało, mieliby trochę za duży problem w tym konkretnym momencie… Machnęła różdżką – próbując wyczarować liny, które skrępują nogi nieumarłego. Ot by spróbować zyskać na czasie, bo że się z tej pułapki szybko uwolni, po tym ostatnim ciosie raczej nie wątpiła... I cóż, mogła spróbować przetestować, czy te schody też się zawalą, ale rzecz jasna tylko, jeśli Atreus nie oberwie, biegnąc w ich stronę (ewentualnie jeżeli nieumarły nie postanowi zeżreć jej). Wyjątkowo nie był to dobry moment wobec kłócenia się, kto z nich ma uciekać pierwszy. Kształtowanie [roll=PO] [roll=PO] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 12.09.2023 Zadziałała odruchowo – posługiwanie się magią było wręcz wdrukowane w jej istnienie. Tyle że… w tym przypadku magia okazywała się bezużyteczna, nawet jeśli na dobrą sprawę zadziałała. Znaczy, nie do końca tak bezużyteczna – nadal można było kombinować i szukać rozwiązań, po prostu te najprostsze (i najbrutalniejsze) odpadały w przedbiegach. Nie widziała powiązań, jak Bulstrode, niemniej nietrudno było pojąć, że w tym nieumarłym było coś bardzo nienaturalnego, coś zgoła odmiennego od tego, z czym spotkała się nie aż tak dawno temu, gdy wespół z Brenną i Patrickiem oczyszczała pewne pomieszczenie. Wiedziała jedno: skoro nic tu po magii, to… szlag. Czasem odwrót na z góry upatrzone pozycje był najsensowniejszym rozwiązaniem. Nie na dłuższą metę, ale na dość, móc odpowiednio ugryźć temat. I o ile bezpośrednie oddziaływanie magią mijało się z celem, to co, jeśli spróbuje uniemożliwić pogoń za nimi, przynajmniej przez chwilę? Bo nie ma co się oszukiwać – czary nie trwały wieczność. Machnęła różdżką, skupiając się na przywołaniu dużej, lepkiej i mocnej sieci, która miała opaść na nieumarłego, oblepić go, uniemożliwić dalsze poruszanie się poprzez przyklejenie do podłogi. A następnie wzięła nogi za pas – i nie, nie pchała się na schody bez pardonu; mając w pamięci, że poprzednie się łatwo zawaliły – jeśli już ktoś na nich był, to wolała chwilę odczekać, żeby nie ryzykować ich zbytnim przeciążeniem. Kszyałtowanie na sieci [roll=Z] [roll=Z] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Norvel Twonk - 14.09.2023 Atreus, Brenna, MavelleKiedy Atreus podnosił się z ziemi, żywy trup znowu na niego ruszył. I znowu, choć właściwie, dzięki interwencji Brenny, nie zdążył zaatakować, wydawało się, że będzie dążył do ogłuszenia aurora. Wyczarowane przez Longbottom liny sprawiły, że nieumarły upadł ciężko na podłogę. Jego oczy błyszczały ciemną energią. Spojrzenie utkwione miał w Atreusie. Zaraz po tym zresztą oplotły go sieci Mavelle i nie zdążył się dźwignąć z powrotem do pionu. Schody trzeszczały pod butami, gdy wchodzili z powrotem do atrium. Uciekająca jako ostatnia Bones widziała jeszcze, że żywy trup rozerwał sieci i liny oplatające jego nogi, zanim drogę zagrodziła mu wyczarowana przez Bulstrode’a ściana. Ale i ona nie mogła przetrwać zbyt długo. Obudziła się. I nie można jej skrzywdzić - zapiszczał głos ducha dziewczynki w głowie Brenny. I rzeczywiście. Znajdując się w atrium słyszeli, jak otworzyły się drzwi w jednym z pokoi dla gości. W dodatku dźwięki dochodziły też z pokładu, gdzie dotychczas leżeli pogrążeni we śnie czarodzieje i czarownice, którzy razem z nimi przybyli na statek. Najwidoczniej coś sprawiło, że niektórzy z nich ocknęli się z letargu. Kiedy spojrzał w górę, Atreus nie dostrzegł nadchodzącej kobiety. Zamiast niej widział tylko zbliżającą się czerń, była czarną energią. Brenna i Mavelle najpierw usłyszały tylko kroki. Ktoś rzeczywiście szedł korytarzem. A potem ją dostrzegły. Była kobietą w średnim wieku. Upiornie bladą, w zniszczonej sukni. W ręku trzymała różdżkę. Nie wyglądała na żywego trupa. Wyglądała jak normalna czarownica, tylko na pierwszy plan wybijała się jej nienaturalna bladość, jakby od wielu, naprawdę wielu lat nie miała dostępu do światła słonecznego. Uniosła różdżkę i wtedy, zaledwie metr przed nią zmaterializował się duch dziecka. Dziewczynka w sukience z minionej epoki, z parasolką przeciwsłoneczną w jednym ręku i pluszową zabawką w drugiej. - Nie zrobisz im krzywdy! Nie pozwolę na to! – krzyknęła. Czarownica odwróciła wzrok od Mavelle, Atreusa i Brenny. - Potrzeba więcej energii. Wszyscy muszą umrzeć – odpowiedziała zachrypniętym, pozbawionym emocji głosem. A potem machnęła różdżką, duch przefrunął z impetem przez atrium i uderzył w ścianę nad wejściem głównym. Normalnie duchy były niematerialne, ale ten, co zauważył Bulstrode, przykleił się do czarnej energii, która oplatała statek. Dziewczynka wierzgała nogami i rękami. - Nawet duchy mają swój kres – wymruczała kobieta. Tura trwa do 17.09.2023 roku do godziny 21.00
RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Atreus Bulstrode - 14.09.2023 Nawet nie spodziewał się, że może czuć taką ulgę, kiedy kościotrup nie dopadł do niego, a zamiast tego poszybowały w jego stronę zaklęcia Brenny i Mavelle. Bulstrode postawił jeszcze stanę i wbiegł po schodach za dziewczynami, mając nadzieję że jego zaklęcie chociaż trochę utrudni życie nieumarłemu i powstrzyma go na dłuższą chwilę. Jeśli na szczycie schodów znajdowały się drzwi, to zatrzasnął je za sobą, w ten sposób chcąc mieć dodatkową warstwę zabezpieczenia przed tym co zostawili za sobą. Szkoda tylko, że przed nimi czekała nie gorsza zabawa. Bulstrode wzdrygnął się. Było widać po nim, że nagle zrobiło mu się bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnie, kiedy wpatrywał się w postać, która znalazła się gdzieś wyżej. Tyle, że nie widział sylwetki. Słyszał jej kroki, ale mimo tego miejsce gdzie powinna się pojawić ziało pustką. Nie pustką, pulsującą czernią. W pewien sposób wstrząsał go fakt, że w kimś mogło się jej gromadzić aż tyle. Jakby nie było już osoby tylko sama negatywna, czysta energia. - To źródło... - powiedział, zaraz jednak zastanawiając się nad tym co powiedział w zestawieniu z tym, co padło ze strony tej skłębionej aury. Potrzeba więcej energii. Jej, czy statkowi? Nawet nie mrugnął okiem, kiedy duch dziecka przefrunął z impetem przez pomieszczenie i uderzył w ścianę nad wejściem, przyklejając się do niej niczym mucha do lepu. Zbyt zajmowała kobieta, albo raczej energia, którą emanowała. Która zdawała się być nią. Skoncentrował się, przesuwając spojrzeniem, podświadomie próbując użyć trzeciego oka, by chociaż odrobinę ułątwić sobie zadanie. Wcześniej czerń przetykały także inne barwy, a teraz Bulstrode szukał połączenia. Jeśli czarownica miałaby być źródłem, to musiała trzymać jakoś ten statek w ryzach. Możliwe, że go zasilała, rozprowadzając po nim swoją energię niczym pajęczynę lub lep. Coś podpowiadało mu, że nie było sensu jej atakować - skoro sam szkielet wydawał się odporny na ich zaklęcia, to czemu ona by miała, kiedy zionęła czarną aurą do tego stopnia, ze praktycznie nie widział jej sylwetki. Dlatego nawet nie podniósł wyżej różdżki, tylko patrzył, wytężał wzrok i szukał dalej. Połączenia, które mogłoby sugerować, że kobieta przez nie kontroluje statek. Jakiegoś punktu zaczepienia, który pozwoliłby zrozumieć więcej. Liczył zwyczajnie na to, że nawet jeśli niewiele mogliby zrobić niej, to mogliby ją odłączyć od reszty statku i od rozrzuconych na górnym pokładzie ciał. Że niszcząc tę więź uwolniliby ich ze snu i nie potobiliby się tu wszyscy, kiedy statek wreszcie zakończy swoją podróż i pójdzie na dno. Rzucam na aurowidzenie (percepcja), bo próbuję się na nim skupić nieco bardziej, może nagle zacznie działać. Jak działa, to szukam czegoś, co mogłoby świadczyć o połączeniu czarownicy ze statkiem (w głowie Atreus to pewnie widzi jako taką swoistą pępowinę, z braku lepszych słów). RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Brenna Longbottom - 14.09.2023 Przez moment czuła ulgę - że czary podziałały, że udało się im zatrzymać nieumarłego i że Atreus zdołał do nich dotrzeć. Ba, schody pod ich stopami nie załamały się, dźwięki z pokładu wskazywały na to, że reszta się budzi... Ale była tu ulga bardzo krótkotrwała, bo głos dziewczynki znów rozbrzmiał w jej uszach, złowróżbny, zwiastujący im… cóż. Koniec. - Ona się budzi... i... nie da się jej skrzywdzić - wykrztusiła Brenna do pozostałej dwójki. To był prawdopodobnie ten moment, w którym powinni uciekać. Ta chwila, kiedy drzwi się otworzyły, kiedy na schodach pojawiła się ta kobieta. Ta, której nie dało się skrzywdzić. Ta, która prawdopodobnie zesłała pasażerów w otchłań snu, a potem schwytała Southerlanda i zabrała do swojej kajuty, by pożywić się także na nim. Ta, która żyła, choć dawno powinna umrzeć. A gdzieś za nimi był nieumarły, który prędzej czy później się uwolni i którego nie dało się zniszczyć – pewnie gdyby miała czas, próbowałaby za nimi potraktować schody transmutacją, by go odciąć, ale tego czasu zwyczajnie zabrakło. Brenna nawet zrobiła taki ruch, jakby chciała to zrobić, pchnąć Mavelle w przeciwną stronę, uciekać... Tyle że wtedy przed kobietą pojawiła się Maddie. Z ust Brenny wydobył się zdławiony okrzyk, kiedy zobaczyła, że dziecko przefruwa przez pomieszczenie, trafione zaklęciem. Powinno ją to tym bardziej pchnąć do ucieczki, bo ta istota była tak potężna, że umiała skrzywdzić nawet ducha - i nie dało się jej skrzywdzić. Bo Maddie nie żyła od wielu lat, była martwa, kto by się przejmował duchem? Podejście Atreusa, który to zignorował, było jak najbardziej sensowne. Każdy mający choć odrobinę oleju w głowie by to zignorował. Tyle że jakaś część Brenny widziała dziecko. Dziecko, które chciało ją ratować, które właśnie się poświęcało. I nawet duchy miały swój kres, i jak do licha mieli wstrzymać to pobieranie energii, której potrzebowała ta istota? Gdyby miała więcej czasu na myślenie, pewnie przeklęłaby niedostatek swojej nekromantycznej wiedzy. Tak czy inaczej… To miała być najgłupsza śmierć w historii. W obronie ducha. Najwyraźniej nie potrafiła porzucić nie tylko śmierciożercy, ale też duchów. Bo Brenna nie ruszyła się ostatecznie, wycelowała w tę kobietę, a konkretnie w jej różdżkę. Próbując wytrącić jej tę z ręki, może w głęboko zakorzenionym, bezwarunkowym już odruchu Brygadzistki, a może w jakiejś rozpaczliwej nadziei, że uda się wytrącić ją z ręki kobiety, skoro jej samej nie dało się skrzywdzić. Chociaż nie – nie była na tyle naiwna, by oczekiwać, że to naprawdę zadziała, skoro nie dało się jej skrzywdzić. I jednocześnie wysunęła się po prostu nieco. Przed Mavelle. Chcąc ją zasłonić. [roll=PO] [roll=PO] RE: [lato 1972] Przyjdzie bal, przyjdzie śmierć - Mavelle Bones - 16.09.2023 Bones zaliczała się do żołnierzy, nie strategów i taktyków. Ale nawet ona zdawała sobie sprawę z tego, że w tej chwili znaleźli się w sytuacji wręcz beznadziejnej i uparte pozostawanie na miejscu zapewne skończy się dla nich fatalnie. To nie tak, że bała się śmierci. Zwłaszcza że już wiedziała, z czym to się wiąże. Ekspres do Hogwartu, być może spotkanie z kimś, kto czekał, aż przyjdzie twój czas, wejście w ogień i spokój. Śmierć, wbrew pozorom, była przyjaciółką, choć jednocześnie i wrogiem – ale to dla tych, którzy pozostawali. Tyle że naprawdę miała jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Nie chciała obciążać bliskich swoim odejściem... I nie mogła też pozwolić na to, by Brenna nigdy nie opuściła tego statku. Nie tak po prostu, biernie godząc się na to, co się właśnie działo. Bo nawet dla zwykłego żołnierza (a w tym przypadku i takiego, co ani nie rozmawiał z duchem, ani też nie widział wszędzie tej całej czerni) musiało być jasne, że muszą się wycofać. Wycofać i spróbować znaleźć sposób na pozbycie się jej – a wątpiła, żeby to się udało, jeśli po prostu wdadzą się z nią w walkę. Nie da się jej skrzywdzić. Tego na dole najwyraźniej też nie. Nie wróżyło to dobrze, ale… musiał być jakiś sposób, prawda? Nie poznają go, jeśli będą próbować jednak pozbyć się jej tu i teraz, co było całkiem naturalne przy niemal każdym innym przeciwniku. Duch się pojawił przed czarownicą, a Mavelle złapała bezpardonowo siostrę za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia z atrium. To wszystko wyglądało naprawdę beznadziejnie, ale jeśli kupią sobie więcej czasu… - Spierdalamy! – warknęła, machając różdżką. Nie mogła zranić, mogła spróbować ją zatrzymać, usiłując postawić ściany tak, żeby ta kobieta nie mogła tak po prostu zejść po schodach. I ich dopaść, tak po prostu, jakby byli obiadem podanym na złotej tacy. Kształtowanie [roll=Z] [roll=Z] |