Secrets of London
[ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka (/showthread.php?tid=1787)

Strony: 1 2 3


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 27.08.2023

Cisza otaczało jej osobę od zawsze. Niewiele mówiła, niewiele wysuwała anegdot, była obserwatorem, który patrzył na ludzi otaczających ją zewsząd. Każde święta, kolacje, obiady w jej domu były pełne ludzi, hałasu, historii, opowieści wzburzonych przygód, dzieci opowiadały przygody przeżywane każdego dnia w otoczeniu innych dzieci. Ona siedziała cicho, patrząc i powoli jedząc, zlewając się z tłem, z siedzeniem, znikając, a przynajmniej starała się znikać. Ożywiała się dopiero jak wypiła odpowiednią ilość alkoholu, język robił się wtedy miękki, myśli wychodziły z niej nim zdążyła je przeanalizować. Teraz też tak było. Powiedziała słowo, którego nigdy nie powinna skierować w stronę Rookwooda. On nigdy nie powinien go usłyszeć od niej. Było na to zbyt późno, był na innym etapie życia niż ona. Ułożył je sobie, znalazł odpowiednią pracę, znalazła odpowiednią żonę, spłodził odpowiednie dzieci, wchodził po szczeblach drabiny w kierunku zadowolenia ojca. Jeśli teraz wda się w relacją z nią, dziewczyną półkrwi, córką szlamy, mugolaka, osoby, która w tym świecie według niektórych nie powinna istnieć to wszystkie stopnie, szczeble, które tak wytrwale pokonywał przez większość swojego życia pękną, zawalą się bezpowrotnie i cała jego praca, cały jego wysiłek pójdzie na marne. Wypiła jednak nieodpowiednią do sytuacji ilość czerwonego wina, tak pięknie zgrywającego się z jej szminką i czerwonymi szpilkami, że język jej jadowitych ust za bardzo się rozluźnił i powiedział coś okropnego.

Szkło z każdym jej stukotem pod ich stopami rozpadało się, pękało, krzyczało wręcz, aby tego nie robili. Ona w odpowiednim momencie uciekła niczym Kopciuch przed księciem, w odpowiednim momencie porzuciła go, aby nie popełnić błędu, aby nie zniszczyć ich życia jeszcze bardziej. Czuła, że miała serce ze szkła, które z każdym stukotem jej szpilek rozpadało się na drobne kawałki. Roztrzaskało się jak wazon o podłogę, ale zwykłe reparo mu nie pomoże, nie naprawią tego w tak łatwy sposób. Tutaj potrzebna była pradawna magia, która usunie ze świata walki szczurów i uprzedzenia. Usłyszała jego głos, ale się nie zatrzymała – wręcz przeciwnie przyśpieszyła i żałowała jednocześnie, że ubrała te beznadziejne buty, że wydawały dźwięk, który kojarzył się jej z mijającym czasem wybijającym przez jakiś modernistyczny zegar. Chciała mu uciec, ale miał nad nią przewagę, miał lepsze buty, miał dłuższe nogi i większą siłę. Złapał ją bez problemu niczym wprawiony łowca królików. Ścisnął jej ramię, aby nie uciekła, aby go nie zostawiła, aby go nie porzucała. Tak, byli perfekcyjni w porzucaniu siebie nawzajem, byli idealnymi przeciwieństwami, które zamiast pozwolić na przyciąganie uparcie próbowali się odpychać. Mówił, a ona nie chciała mu patrzeć w oczy, bała się spojrzeć w nie. W końcu odważyła się i uniosła głowę, chciała patrzeć na niego zadziornie, z siłą, z odrzuceniem, ale nie potrafiła. Jej spojrzenie zmiękło, zaszło łzami, ale nie pozwoliła im spłynąć, próbowała powstrzymać się przed płakaniem. Jego oczy krzyczały, a jej błagały, aby się nie odzywał, aby nie ranił ich bardziej. On jednak mówił, prosił, błagał o coś, co tak cholernie bardzo chciała zrobić.

Chciała spuścić wzrok, aby na niego nie patrzeć, aby mu powiedzieć, aby ją zostawił, ale on dotknął jej twarzy, a jego dotyk parzył jak milion rozżarzonych węgielków. Zmusił ją do patrzenia, a ona chciała pokręcić głową, znowu uparcie go odrzucić, ale jego wzrok sprawił, że sparaliżowała ją obawa, uczucie pragnienia. Tak cholernie go pożądała, tak cholernie chciała, aby ją teraz pocałował, aby ją przytulił. Zagryzła znowu tą cholerną wargę. Chciała poczuć ból, chciała ją przebić do krwi, aby się ocknąć, ale nim to się stało wypowiedziała kilka słów.

– Tak, kurwa tak, kocham cię – szepnęła czując jak łzy opuściły jej brązowe oczy – zadowolony? – zapytała cicho patrząc na niego i łapiąc jego nadgarstki, gdy trzymał jej twarz. Był taki ciepły, delikatny, przyjemny.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 27.08.2023

Zaśmiałem się jak głupi. Chłopięcy chichot szczęścia wyrwał się z mojej piersi, kiedy patrzyłem na zaszklone oczy Aveliny. Pragnąłem uszczęśliwić ją równie mocno, co ona mnie. Och, nie powinna płakać, nie powinna się smucić. Jeśli będę w stanie, oddam jej wszystko, byleby była szczęśliwa. Pozwolę skradać jej każdą wolną chwilę, a nawet więcej. Będę przy niej, będę, kiedy będzie mnie potrzebowała.
Nie zważałem na to, jakiego rynsztokowego słownictwa używała, wyznając mi miłość, gdyż liczyło się dla mnie tylko i wyłącznie to, że to zrobiła. Powiedziała to, a ja czułem niewysłowioną ulgę, ekscytację, te wszystkie książkowe motyle, latawce, dmuchawce i wiatr. Ciepło tej nocy, urok gry mroku i światła. Jej ciepły oddech na swoich wargach. Nic nie było w stanie zepsuć mi tej chwili. Nie pozwolę na to.
- Tak, kurwa, chciałem to usłyszeć tak bardzo... - wyszeptałem do jej ust, skreślając te wszystkie przykrości i utarczki, którymi się obrzucaliśmy. Szkło pod nami groźnie skrzypiało, ale uznawałem to za trzepot motyli w moim brzuchu, które machały skrzydłami jeszcze bardziej, kiedy musnąłem wargami jej wargami. Ucałowałem raz, drugi, pocałowałem mocno, jeśli poczułem choć odrobinę zaproszenia, pragnienia ze strony Aveliny. Nigdy nie chciałem jej do niczego zmuszać. Pragnąłem jedynie by pragnęła tego samego co ja - tej bliskości, tej jedności, tej kompatybilności. Byliśmy tacy sami. Różni, ale tacy sami.
Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że użyłem wulgaryzmu. Czułem jej dotyk, ale potrzebowałem czuć więcej, bardziej, dlatego pogładziłem jej policzki swoimi dłońmi, chcąc zapamiętać już na zawsze ich miękkość, po czym objąłem ją mocno, przytuliłem, skrywając twarz w jej włosach. Zapach lawendy bił od nich jeszcze intensywniejszy. Jej objęcia, ona w objęciach to było dokładnie to, czego od zawsze potrzebowałem, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy. Teraz wszystko stało się takie oczywiste, takie naturalne, takie na miejscu.
- Avelino, obiecaj mi... - szepnąłem do niej, nie wypuszczając jej z objęć, dusząc ją w nich i jednocześnie okrywając przed światem. - Obiecaj mi, że nigdy więcej nie pozwolimy sobie na odtrącanie siebie. Nigdy więcej - dokończyłem, obiecując to ze swojej strony. Mogła mnie przeklinać. Proszę bardzo! Wymuszałem obietnicę. Tak jak kiedyś, w Hogwarcie... Tylko że wtedy nie powiedziałem ani słowa na jej prośby. Wtedy nie chciałem jej tego obiecać, ale teraz... Stawiałem na szali własne życie, byleby być szczęśliwym, byleby nie być wykluczonym przez jej osobę.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 27.08.2023

Trzask pękającego szkła rozbrzmiał w jej głowie jak grzmot z nieba, jak pioruny symbolizujące gniew samego boga, a ona zaczęła upadać, lecz nie sama. Był z nią Augustus, był z nia przeklęty Rookwood, który obejmował jej twarz muskając jej usta. Chciała się w pierwszej chwili odsunąć i upaść sama, ale była zbyt zmęczona, nie miała zbyt silnej woli, ani siły, aby to zrobić, więc porwała go ze sobą w czeluści czarnej jak smoła otchłani. Odwzajemniła niepewnie jego słowa ignorując jego przekleństwo, które za nią powtórzył. Nie była damą dworu, nie miała zamiaru unikać wulgaryzmów, gdy czuła, że ich potrzebowała. Teraz cholernie potrzebowała się wyładować, a zamiast tego pozwalała mu się całować, pozwalała mu przekroczyć te granice, które tak usilnie próbowała między nimi budować.

Upadanie było tak cholernie przyjemne, jego usta również, jego dotyk palił sprawiając, że w jej brzuchu pojawiały się płomienie, których nie mogła opanować. Stawała w ogniu, a wraz z nią pochłaniała też Augustusa. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie, chciała, aby on nigdy nie przestawał jej całować, aby nigdy nie wypuszczał jej z objęć. Druga część jej osoby chciała go odepchnąć, chciała spadać bez niego, chciała oblać się wodą tak lodowatą, że zamieniłaby się w sopel lodu. Zamknęła w końcu oczy przysuwając się do niego bardziej, chcąc scalić się z jego osobą na wieki i już nigdy nie czuć tej pustki. Czuła się tak jakby w środku niej istniały dwie osoby. Jedna, która chciała się poddać, a druga, która wiedziała, że to nie ma przyszłości. Nie wiedziała kogo się słuchać, ale teraz alkohol pozwalał jej robić głupoty. W końcu się od niego odsunęła, wyswobodziła twarz z jego dłoni i oparła czoło o jego klatkę piersiową patrząc na swoje czerwone szpilki, które nie pozwoliły jej uciec przed nim.

Nie rozumiała dlaczego był szczęśliwy, nie rozumiała dlaczego go to tak bardzo cieszyło? Dlaczego tak bardzo chciał ją mieć w swoich łapskach, dlaczego tak bardzo pragnął jej w swoim życiu i dlaczego nie chciał spędzić go ze swoją żoną? Dlaczego powodował, że czuła rozpadające się serce na miliony kawałków, że czuła zazdrość, gdy myślała o nim i o jego żonie? Dlaczego chciała, aby był tylko jej? Na wyłączność? Chciała być tą jedyną, którą by tak całował. Dlaczego myślała o tym, że za chwilę wróci do domu i pocałuje tak swoją żonę? Dłonie zaczęły drżeć ze strachu i stresu.

– Obiecuję – szepnęła, aż w końcu spróbowała się od niego odsunąć i spojrzeć mu w oczy. Było jej dobrze, gdy ją obejmował, gdy ją całował, ale każda bajka musi się skończyć, a ona nie mogła pozwolić, aby dzisiejszy wieczór zabrnął zbyt daleko. – Ale nie wolno ci mnie całować, nie wolno ci mnie dotykać, możemy być obok siebie, ale nie możemy… nie możesz… nie możemy iść z tym za daleko… – głos jej grzązł w gardle, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić to, że naprawdę nie chciała cierpieć.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 27.08.2023

Pokręciłem głową, wciąż rozświetlony radością, pomimo jej oporów, pomimo jej strachu. Myśl, że mnie kocha natchnęła mnie niesamowitością i czułem, że cokolwiek by się nie stało, nie była w stanie nas przekreślić. Nigdy. Nigdy na dobre. Nigdy definitywnie. Bo mnie kochała, a ja kochałem ją, tylko musiałem ją oduczyć strachu o przyszłość, strachu przed dotykiem i bliskością.
- Och, moja droga... Już poszliśmy z tym za daleko, spędzając tyle wspólnych nocy na rozmowach o wszystkim i o niczym, robiąc wspólnie interesy czy chociażby jedząc ze sobą kolację - zauważyłem, bez zrażenia ujmując jej dłoń. Splotłem palce, z jej palcami. - Chodź. Przejdziemy się. Porozmawiamy - odparłem, prowadząc ją w kierunku chodnika. To raczej byłoby nienormalne, gdybyśmy dalej stali porozbijani emocjami na środku drogi i czekali na zbawienne uderzenie. Jeszcze jedno z nas by przeżyło i nie mogło się pogodzić z paskudnym losem...
Poza tym uwielbiałem dyskrecję. Nie tylko dlatego że budowałem karierę zawodową, ale preferowałem mieć swoje uczucia dla siebie, własne skarby tylko dla siebie i spokojnego ducha, skrytego przed ludźmi. Odkąd pamiętałem, preferowałem przebywać w miejscach zacisznych. Blibliotekach, błoniach, parkach, ogrodach czy lasach. Z dala od tłumów i pełnych ludzi domów, korytarzy czy chociażby Ministerstwa Magii. Kiedy zmykałem do kostnicy z hałaśliwego holu, rozkoszowałem się spokojem. Tak teraz, prowadziłem nas sam nie wiem gdzie, ale w kierunku zacisza, intymności, spokoju. Powoli, niespiesznie.
- Powiedz mi... Tak nie znosisz mojego dotyku? Coś robię nie tak? To za szybko? - zapytałem, kierując na nią pytające spojrzenie, zatroskane. - Powiedz mi, czego potrzebujesz, a postaram się sprostać oczekiwaniom - dodałem ściszonym głosem, obiecałem. Kto wie, w jakie tarapaty mogłyby mnie te obietnice wpakować? Nie dbałem o to, zapewne zastanawiając się w przyszłości, kto miałby u mnie większą siłę przebicia. Czy Ojciec, czy może Avelina? Jakby nie patrzeć, już niekiedy stawiałem Ojca poniżej kariery zawodowej, usprawiedliwiając się, że robiłem to właśnie dla niego. Może moje uczucia do Aveliny miały kompletnie przekopać moje priorytety? Z pewnością byłoby mi z tym lżej. Chciałem by czuła, że może na mnie polegać.
- Chciałbym abyś się nie bała. I może to naiwne i głupie, ale jestem gotów walczyć z twoim strachem - wyznałem jej, uciekając gdzieś wzrokiem. Rozkoszowałem się jej dotykiem, ale peszyły mnie wyznania płynące z głębi mojego serca. Nieco nierozważne, nieco szalone, nieco niepewne, nieco zgubne. Sam się obawiałem, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Dam radę. Jak ze wszystkim. Powoli skruszę wszelkie złe myśli w głowie Aveliny. W swojej również.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 27.08.2023

Byli tak cholernie różni, byli tak cholernie inni, że nie mogła uwierzyć. Patrząc na jego zadowolone oblicze czuła, że to wszystko nie miało sensu. On nigdy nie zrozumie, że nie mogą być razem, on nigdy nie pozwoli jej odejść, a przez niego nigdy też nie założy normalnej rodziny. Zawsze będzie tą część człowieka, który był jego przyjemnością, sekretem, opcją zastępczą. Była pożądaniem, pragnieniem, uczuciem, ale nigdy nie będzie jedyna. Nigdy nie będzie mogła być jego w pełni, bo on należy do swojej żony i nikt tego nie zmieni. Nawet jego deklaracje, ale nie miała już siły walczyć o niezależność. Zamierzała zabrnąć w tą smołę, aż utopi się i przestanie istnieć. Tak było prościej, tak było lżej, bo nie miała siły się przed nim bronić, tłumaczyć mu, że to niemoralne, bo widziała w jego oczach, że tego nie rozumiał. Uśmiechnęła się blado pozwalając mu złapać jej dłoń. Jej była zimna, drżąca, a jego taka ciepła i przyjemna.

– Lubię twój dotyk – wyznała w końcu idąc obok niego powoli, pozwalając się prowadzić – ale boję się, ponieważ… nie chcę potem cierpieć. – Czuła ucisk w gardle, gdy wypowiedziała te słowa. Zadarła lekko głowę patrząc na niebo usłane londyńskimi chmurami. Nienawidziła tej pogody. Najchętniej zaszyłaby się gdzieś we Włoszech, piła codziennie kawę i jadła słodkie śniadania. Nie musiałaby wybierać między cierpieniem i Rookwoodem, bo obie opcje sprowadzały się do jednego, do tego, że będzie płakać.

Uśmiechnęła się gorzko, gdy powiedział o tym, że chce się pozbyć jej strachu. Zagryzła wargę memłając w ustach słowa, których nie chciała wypowiadać głośno, bo wiedziała, że on był na tyle szalony, że mógł to zrobić, a ona sobie nigdy by tego nie wybaczyła. Objęła się wolną ręką i spojrzała na niego. Był podle naiwny, podle uroczy, podle niepoprawny.

– Chciałabym wrócić do domu – powiedziała nie wypowiadając większości słów i oskarżeń, które chciała mu powiedzieć. Nie chciała sprawiać mu przykrości, nie chciała go bardziej ranić i nie chciała utwierdzać się w przekonaniu, że Tiara Przydziału się pomyliła.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 28.08.2023

Kiedy czułem już, że to właśnie to, że już ją mam, że będzie ze mną, że możemy być razem... Kiedy czułem to kolejny raz dzisiejszego dnia... Ach, nie chciałem dopuszczać obaw do swojego serca, ale jednak jej słowa o cierpieniu, o powrocie do domu. Obawiałem się, że subtelnie ucieka, nie rzucając się w pęd, nie zostawiając mnie bez słowa. Modliłem się do bogów, że to jakiś postęp w naszej relacji, że to nie koniec. Zresztą, nie dość, że wiedziałem, gdzie pracuje, to na dodatek gdzie mieszka. Czy właśnie myślałem jak socjopata?
- Jeśli tylko będę mógł pomóc, to pisz - odpowiedziałem po chwili na jej słowa o obawie, próbie chronienia się przed cierpieniem. Obawiałem się, że nie mogliśmy całkowicie wykopać tego uczucia z naszego życia. Zawsze gdzieś z jakiegoś powodu już miało się w nas tlić. Niezależenie od tego, czy będziemy razem, czy nie... Ja przestawiłem się na myślenie, że skoro już mamy cierpieć i palić być może mosty, to żebyśmy robili to razem. Heh. Chyba te nieliczne chwile, które spędziłem w towarzystwie Sauriela miały na mnie destrukcyjny wpływ.
Pokręciłem głową, chcąc wyrzucić te wszystkie negatywne myśli z głowy. Liczyła się tylko Avelina i nasze uczucia do siebie. Resztę jakoś poukładam - tak sobie przynajmniej w tej chwili obiecałem, a może bardziej się mamiłem? Ścisnąłem trzymaną przeze mnie dłoń Aveliny i spojrzałem w jej oczy.
- Dobrze. Tylko to nie jest nasze ostatnie spotkanie - upewniłem się, bardziej stwierdzając fakt, aniżeli pytając. Coś gdzieś tam szeptało mi złe, negatywne rzeczy, ale odpędzałem to. Będzie już tylko lepiej. Musiało być. - Może cię odprowadzę. Nie powinnaś teleportować się w tym stanie - zaproponowałem, chcąc by była bezpieczna, by nic jej nie groziło. Ani zbóje, ani rozszczepienie. Dopiero wtedy plułbym sobie w brodę, gdyby w jakikolwiek sposób dostała uszczerbku na zdrowiu. Jednak kilka kieliszków dobrego wina robiło swoje. Sam stosowałem rozwagę w takich sytuacjach i nie ryzykowałem, jeśli nie musiałem.
- Co o tym myślisz? - dopytałem. Nie chciałem by zapadła między nami niezręczna cisza. Nie chciałem myśleć o rozstaniu. Nie chciałem by ona za wiele myślała. Musnąłem wargami trzymaną przeze mnie jej dłoń, po czym skierowałem się w kierunku jej domu, o ile nie podjęła innej decyzji i nie zwiała mi w mgnieniu oka.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 29.08.2023

Jego obecność była dla niej przyjemna. Nie sądziła, że kiedykolwiek znowu poczuje to samo, co wtedy, gdy spędzali czas razem po nocach w szkolnych salach obserwując błonia skąpane w ciemności lub blasku księżyca. Lubiła z nim obserwować, lubiła wtedy stać obok niego i milczeć – lub mu docinać. Tamten czas teraz wydawał się jej być taki prosty i błahy, że mogli być wtedy razem bez żadnych obaw. Jedyny dreszczyk był taki, że ktoś z prefektów mógł ich przyłapać i dostaliby szlaban, albo w sumie ona za szlajanie się po ciszy nocnej. Teraz, gdyby ktoś ich przyłapał skutkowałoby to skandalem na pół Londynu, jego rozwodem, albo wyjazdem w sprawach służbowych za granicę na jakiś Madagaskar. Ona byłaby do końca życia starą panną i umarła nieszczęśliwie.

Chciała przejść się sama, ale obawiała się nocnych ulic. Nie wiedziała dlaczego, ale od dłuższego czasu nie lubiła podróżować nocą sama po ulicach. Jakby ktoś zrobił jej coś złego, a ona tego nie mogła sobie przypomnieć. Odkąd jednak pojawił się w jej życiu Augustus te troski spadły na koniec listy zmartwień.

– Dobrze – uśmiechnęła się do niego ciepło, kącikami ust, bo mimo wszystko dzisiejszy wieczór bardzo ją wyczerpał, bateria interakcji społecznych była wręcz na wyczerpaniu. Potrzebowała kąpieli i snu. – Teleportacja po alkoholu to nie jest dobry pomysł – przyznała.

Jak zwykle Augustus nie był w stanie dopatrzeć się w jej twarzy jej myśli. Skutecznie maskowała ją delikatnym uśmiechem i obojętnością. W oczach był strach, ale mógł być spowodowany obecnością nocy, a nie minionych wydarzeń. W końcu dotarli pod wejście do magicznej części Londynu.

– Najlepiej będzie jeśli się tu rozdzielimy. Lepiej by nikt nas nie zobaczył razem – odpowiedziała i lekko się skłoniła uciekając w głąb baru, za którym znajdowało się przejście.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]

Koniec sesji