Secrets of London
[23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją (/showthread.php?tid=1953)

Strony: 1 2 3


RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Bard Beedle - 23.11.2023

- Kobieta w koszuli nocnej? Ja jej nie widziałam, ale koleżanka że zmiany o niej wspominała. Wie Pan, różni wariaci się tu trafiają, ale tacy dość rzadko, a i było o tej porze dość pusto - powiedziała zaczepiona kasjerka do Erika. Zerknęła na niego, jakby z odrobiną współczucia. - Krewna, co? Dotty mówiła tylko, że pytała o pociąg odjeżdżający koło dziesiątej i była cała zapłakana. Porem stąd wybiega i że jak jeden pracownik chciał ją zaczepić, groziła mu patykiem. Trochę zabawne, trochę smutne. Mam nadzieję, że Pan ją znajdzie, jeszcze zrobi sobie krzywdę.
Pośród trzech pociągów spisanych przez Dorę tylko jeden odjeżdżał o dziesiątej.
Tropy zebrane przez trzy grupy łączyły się ze sobą i dawały im już jakiś punkt zaczepienia. Może mieli po prostu szczęście, może była to kwestia współpracy i połączenia różnych umiejętności, ale wszyscy przyczynili się do znalezienia informacji.
Trzask.
W jednej chwili Mavelle i Erik byli gdzieś na dworcu, zapewne w jakiejś łazience. W kolejnej aportowali się pośród drzew w Regent's Park. Był to duży teren, zajmujący dobre sto siedemdziesiąt hektarów, z jeziorem po środku, licznymi altanami, ogrodami, a nawet Zoo. Mimo nosa Mavelle musieli dość długo krążyć alejkami, nim wreszcie złapała trop - z racji na sam rozmiar parku.
Kiedy jednak poczuła zapach, ten zdawał się zaskakująco wyraźny. Wwiercał się w nozdrza i przez ułamek sekundy Bones mogła nawet pomyśleć, że jednak Carherine wciąż tu jest. Gdy jednak dotarli do jego źródła, do siedzącej na jednej z ławek kobiety... przekonali się, że nie jest to Barlow.
Ale nią pachniała.
Być może dlatego, że miała na sobie koszulę nocną i jeden but, przesiąknięte wonią Barlow.
Uniosła na nich spojrzenie, lekko nieprzytomne. Prawdopodobnie potraktowano ją jakimś zauroczeniem. Raczej nieszkodliwym i już mijającym, bo w powietrzu nie unosiła się woń żadnego dymu ani siarki.
- Dzień dobry - przywitała się pogodnie.


RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Mavelle Bones - 26.11.2023

- Dobra robota – pochwaliła Dorę, gdy ta pokazała wygrzebane informacje. Znaczy, nie był to żaden kosmos, ale… dobrze było docenić jednak czyjąś pracę, nie? Zwłaszcza że mocno to zawężało wybór kierunków, w stronę których mogła się udać, a to pozwalało na sprawniejsze podążenie jej tropem…
  … zwłaszcza w połączeniu z informacją przekazaną przez Erika (tak, też został pochwalony). Tak, była kobieta w koszuli nocnej, i to o konkretnej godzinie, co już całkiem jasno wskazywało, którym to pociągiem odjechała Barlow.
  Ech, kobieta może i miała dobry pomysł, żeby opuścić Londyn, ale strój, jaki miała na sobie… pozostawiał wiele do życzenia i nawet nie chodziło o najzwyklejszą w świecie przyzwoitość i obyczajność, ale właśnie przyciąganie uwagi. Przecież to jak stanięcie na środku ulicy i wykrzyczenie wniebogłosy, że jebać Voldemorta, i tak mi nic nie zrobicie, szczyle.
  - Tak, po jej śladach. Nie wiem. Może. Wolałabym niczego nie przeoczyć – przyznała uczciwie. W zasadzie, to na dobrą sprawę zapewne powinna dać sobie radę w pojedynkę; no bo w teorii jakie niby ryzyko miałoby się wiązać z samym powęszeniem? W teorii. W praktyce… w praktyce poruszanie się w pojedynkę mogło być niebezpieczne, zwłaszcza jeśli nagle się wdepnęło w metaforyczne bajoro pełne gówna.
  - W porządku, wracaj do domu – skinęła lekko głową. Tak. Liczył się czas, a szukanie teraz niemagicznego sposobu dotarcia tam, zwłaszcza gdy już wiedzieli, którym pociągiem jechała… nie, powrót Dory był mimo wszystko najrozsądniejszą opcją, zwłaszcza że mogła przekazać informacje.
***
Przy tak sporych obszarach forma zwierzęca zapewne byłaby o wiele wygodniejszą – mimo wszystko jakoś szybciej się poruszało, mając cztery łapy, zamiast dwóch nóg. Ale Bones nie była psem, tylko wilkiem; wilkiem nie wyglądającym z żadnej strony na przyjazną istotę. Niby mogli wciskać kit, że Erik ją wyprowadza, ale…
  … takie zwierzę zapadłoby w pamięć. Więc nawet nie rozważała opcji przemiany, po prostu poruszała się relatywnie szybkim krokiem, usilnie starając się złapać trop. I w końcu: był. Podejrzanie mocny zapach… za mocny jak na coś, co pojawiło się dobrych parę godzin temu i do tego jego źródło zniknęło.
  - Mówiłeś, że na dworcu widziano ją w koszuli nocnej, tak? To dlaczego ona ma jej koszulę... – rzuciła cicho do Erika, ruchem głowy wskazując, kogo dokładnie miała na myśli. A że na patrzeniu nie miała zamiaru poprzestać, to… no, oczywiście że do niej podeszli.
  - Dzień dobry – przywitała się, przywołując na twarz jak najprzyjaźniejszy uśmiech – Potrzebuje pani pomocy? – w końcu kto normalnie siedzi w parku tylko w koszuli… - I jeśli można… pamięta pani, skąd ma tę koszulę nocną? – w zasadzie, urok mogła rzucić Catherine, jeśli zmieniała po drodze strój. Albo zupełnie kto inny, chcąc się łatwo dowiedzieć, co i jak… Ale Bones wolała najpierw spróbować jednak rozmowy, czary zostawiając na sam koniec.
  O ile w ogóle.


RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Erik Longbottom - 26.11.2023

Przedzierając się przez gęste chaszcze jednego z londyńskich parków, próbował poskładać sobie w głowie wszystkie zdobyte jak dotąd informacje do kupy. Zeznania kasjerki nieco rozjaśniły sprawę, ale nie na tyle, aby wnieść do sprawy nowe fakty. Dowiedzieli się, że Catherine faktycznie kręciła się po dworcu. Była też roztrzęsiona; musiała być, skoro zaczęła grozić różdżką pracownikowi stacji. Odruch? A może coś ją powstrzymało?

Zamrugał, gdy Mavelle się zatrzymała i wskazała mu jedną ze spacerowiczek, która przysiadła na ławce. Przechylił głowę w bok, starając się wytężyć wzrok. Z daleka można było równie dobrze pomylić materiał koszuli z cienkim swetrem, jednak wystarczyło nieco opuścić wzrok... A brak jednego buta dawał do myślenia, że coś było tutaj nie w porządku. Zerknął kontrolnie na kuzynkę.

Zaklęcie duplikujące? — zasugerował bez większego namysłu. — Przecież to nie może być dokładnie ta sama koszula. Zakładając, że faktycznie opuściła Londyn pociągiem. — Zmarszczył brwi, gubiąc się poniekąd w tym, co właściwie Barlow wyprawiała w mieście. Poza tym, czy zaklęcie kopiujące przeniosłoby też zapachy z oryginalnego ubrania? — Chyba że nie dojechała na miejsce, a wysiadła w trakcie i potem wróciła tutaj, żeby...?

Nie zdołał nawet dokończyć na głos swego monologu, bo kuzynka pomknęła ku obcej. Erik uśmiechnął się krzywo. Może chodziło o jakieś zmylenie potencjalnego pościgu? Z drugiej strony, zaczynał mieć wrażenie, że nie do końca jest w stanie ułożyć w logiczną całość trasę Catherine. A może w działaniach kobiety na próżno było szukać rozsądku? Jeśli była w szoku, to mogła równie dobrze miotać się po okolicznych dzielnicach, próbując zmylić absolutnie wszystkich, czy to przyjaciół, czy wrogów.

Czy wszystko z Panią w porządku? — spytał, przysiadając na ławce, licząc, że dzięki temu sens jego słów lepiej wybrzmi. Miał wrażenie, że ich nowa znajoma była nieco niezorientowana w tym, co się działo wokół niej. Chyba, że codziennie przesiadywała w takich miejscach w pidżamie.




RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Bard Beedle - 26.11.2023

To była ta sama koszula - pomijając opis, Mavelle czuła zapach Catherine. I mugolka miała na nodze tylko jeden but, identyczny jak ten, który Heather widziała w domu, w którym Barlow się ukrywała.
Historia tak naprawdę składała się w całość.
Catherine za pomocą świstoklika aportowała się na King's Cross. Pobiegła jednak do parku, z nadzieją na to, że Jason - tak jak obiecał - właśnie tam się pojawi. A kiedy zdała sobie sprawę z tego, że Meadowes nie pojawi się na miejscu spotkania, że prawdopodobnie śmierciożercy go dorwali, zabrała ubrania przypadkowej mugolce, i wróciła na dworzec, by wsiąść do pociągu. Dokąd pojechała? Tego też mieli dowiedzieć się już niedługo, składając do kupy kilka dodatkowych informacji: imię na pocztówce, nazwę miejscowości i wiadomości, jakie mogli mieć bliscy znajomi Jasona o jego sytuacji rodzinnej.
- Och, nie, dlaczego? To taki piękny dzień - powiedziała mugolka pogodnie i nieco nieprzytomnie. Potraktowano ją jakąś silną magią, może hipnozą, a może po prostu zaklęciami, na które była na tyle podatna, że jeszcze nie zdążył minąć ich efekt. - Tę? Pewna miła dziewczyna poprosiła, żebym zamieniła się z nią na moją sukienkę. Spytała mnie o imię i obiecała, że później postara się mnie znaleźć albo przysłać swoich przyjaciół, żeby się za to odwdzięczyli... Była bardzo smutna i płakała - dodała, jakby nie widziała nic dziwnego ani złego w tym, że ktoś zabrał jej ubranie i wręczył zamiast niego nocny strój, choć prawdopodobnie jej rodzina miała uznać ją wkrótce za wariatkę. - Nie jesteś Jason, prawda? - stwierdziła nagle, spoglądając na Erika. - Kazała powiedzieć Jasonowi, gdyby jej szukał, że zrobi tak jak ustalili - oświadczyła i zmarszczyła nagle lekko brwi, jakby nagle dostrzegła w tej całej sytuacji coś, co jednak było dziwaczne albo niepokojące. Opuściła wzrok, spoglądając na swoją bosą stopę.
- Chyba zgubiłam buta...

@Erik Longbottom @Mavelle Bones
To ostatnia tura. Możecie opisać dłuższe poczynania, podsumuję kolejnym moim odpisem.


RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Mavelle Bones - 26.11.2023

- Nieee, na pewno nie duplikujące, po prostu myślałam, że wsiadła do pociągu w koszuli nocnej, ale… – zastanowiła się, marszcząc brwi – … może coś źle zrozumiałam z tego, co mi przekazałeś – mruknęła jeszcze pod adresem Erika. Zamiana – to oczywiste i sama by tak, zapewne, postąpiła, ale… trochę się jej tu kolejność jednak posypała, przez co ten widok i zapach wprowadził ją w skonfundowanie. Ale tak, nie było im dane długo prowadzić tej rozmowy, bowiem skupiła się jednak na mugolce.
  Przytaknęła odruchowo. Tak, piękny dzień, ale tylko pod względem pogody – bo cała reszta pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Kolejne przedwcześnie zgasłe życie, następne życie – mogło zgasnąć wkrótce.
  Co więc było w tym pięknego? Niemalże czuła oddech Śmierci na karku – bo niewykluczone, że przecież się władują w starcie, że zostaną zauważeni przez tych, przez kogo nie powinni i tak dalej, i tak dalej… nic to, takie ryzyko miała na co dzień, ale teraz… teraz stawka mimo wszystko była wysoka.
  Zamiana, smutna, płakała, Jason. Przymknęła na sekundę, dwie, oczy, rozważając, jak postąpić. Barlow zapewne „przekonała” ją, żeby oddała ubranie, w najgorszym razie – faktycznie grzecznie poprosiła, a zaklęcia były dziełem innych osób. Czy mogli ją tak zostawić…?
  - Tak, to my jesteśmy tymi przyjaciółmi – wyrzekła miękko, sięgając do kieszeni po portfel – Nie byliśmy pewni, czy to na pewno pani – dodała niby to przepraszającym tonem, wyjaśniając tym samym, dlaczego w ogóle zadawała pytania, zamiast wręczyć jej pieniądze (które właśnie wyłuskiwała z portfela) i zniknąć – Tak że proszę to wziąć – dodała, wyciągając w stronę nieznajomej dłoń z banknotami.
  - I jeszcze jedno… pamięta może pani, żeby jeszcze ktoś z panią rozmawiał i wypytywał odnośnie płaczącej dziewczyny? – zdecydowała się jeszcze spytać. Na wszelki wypadek.


RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Erik Longbottom - 28.11.2023

Rozumiem z tego tyle, co i ty. — Na jego twarzy zawitał lekki grymas. Gdyby nie to, że działali pod presją czasu i poza jurysdykcją Ministerstwa Magii, to mogliby sobie pozwolić na poważne przesłuchanie. Wtedy mogliby poznać więcej szczegółów. A tak operowali na podstawie wyrywkowych informacji, które otrzymali w biegu. — Może ta kasjerka coś źle usłyszała od swojej koleżanki?

Jako detektyw powinien czuć się jak ryba w wodzie, pracując z urywkami prawdziwych faktów i cierpliwie podążać za nitką aż do samego kłębka, jednak... Nie znosił, gdy nie miał pełni obrazu. Zostawiało to zbyt duże pole do niedopowiedzeń i sprawiało, że aż nazbyt łatwo ludziom przychodziło kreowanie własnych teorii opartych na wybujałej wyobraźni i własnych doświadczeniach. A te potrafiły się skrajnie różnic; każdy bowiem mógł spojrzeć na dane śledztwo z zupełnie innego punktu widzenia.

Nie, nie jestem — odparł ze spokojem, uśmiechając się ciepło do kobiety. — Ale znam dziewczynę, którą Pani spotkała. Dobrze wiedzieć, że spotkała na swojej drodze kogoś, kto tak chętnie zaoferował jej pomoc.

Wyjaśnienia kobiety rzuciły nowe światło na sprawę. Wprawdzie Erik w dalszym ciągu miał wątpliwości co do dokładnego przebiegu przygody skaczącej z miejsca na miejsce Catherine, jednak przynajmniej poznali szczegóły jej wizyty w parku. A to już było coś. Teraz wiedzieli, że zaginiona faktycznie opuściła dworzec przed tym, jak wsiadła do pociągu. Cenna informacja. Może gdyby zestawić ją z innymi wskazówkami i omówić w szerszym gronie, to poprowadzi ich ona dalej?

Proszę na siebie uważać — dodał od siebie, gdy Mavelle przejęła stery w dyskusji. Nie wiedział, jak silne było zaklęcie Barlow, toteż nie chciał ryzykować, że jeśli postawią kobietę przed ogniem krzyżowym pytań, ta nagle wybudzi się z tego... oszołomienia. Lepiej dla niej będzie, jak wróci z własnej woli do domu i tam odzyska zmysły.




RE: [23.06.72, ranek. Catherine Barlow] Znajdźcie ją - Bard Beedle - 28.11.2023

- Och... nie, nikt o nią nie pytał - zapewniła. Zacisnęła palce na banknotach z trochę zdziwioną miną, ale nie próbowała ich oddać. Było to zawsze jakieś wynagrodzenie za utracone ubranie oraz za to, że z pewnością spacer w takim stroju czy to domu, czy do sklepu po jakieś spodnie (bo istniała szansa, że kobieta zaraz zda sobie sprawę z tego, że jej strój nie jest "odpowiedni do okazji") przyniesie jej trochę wstydu i mnóstwo pytań ze strony krewnych.
Na razie jednak uśmiechnęła się pogodnie do Mavelle i wymruczała podziękowanie. Ale i zaraz pokręciła głową... Jakby powoli zbliżała się do tego momentu, w którym jej umysł wróci na własne tory: i zorientuje się, że spotkały ją nieco dziwne rzeczy. Z dużym prawdopodobieństwem zracjonalizuje je sobie jakoś, chociaż na pewno nie będzie wspominała tego poranka miło.
Zetknięcia świata czarodziejów i mugoli nie zawsze kończyły się dobrze dla tych drugich. Nawet jeżeli nikt nie chciał zrobić jej krzywdy.
Cała historia miała złożyć się w jeden ciąg już za parę chwil - gdy dostarczą Brennie resztę elementów układanki.
I wtedy przyjdzie im wyruszyć do miejsca, w którym ścieżki się splatają - tam, gdzie zaprowadzą ich tropy, zebrane przez trzy grupy, które wyruszyły, aby dowiedzieć się, co spotkało Catherine Barlow.

Koniec sesji