![]() |
|
1969 / Make peace with your broken pieces - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: 1969 / Make peace with your broken pieces (/showthread.php?tid=2015) |
RE: 1969 / Make peace with your broken pieces - The Edge - 09.11.2023 Nie mógł nie zauważyć, jak Al wpatruje się w ich obóz, ze spojrzeniem, które w swojej głowie określiłby jako nostalgiczne. Część Flynna chciała zadawać pytania - o to co stało się z Tullym, jak odszedł, czy było im ciężko, ale ta druga, mniej pewna siebie połowa, szeptała mu w takich momentach do ucha, że te historie nie należały do niego. Mógł tu przy nich być, to by je poznał, ale on wolał żyć jako ktoś zupełnie inny niż Flynn Bell i może zapłatą za to życie miało być właśnie to, że nie wiedział - stworzył wyrwę i nicość pomiędzy dwiema wersjami swoich braci i sióstr, nic mu nie dawało prawa do załatania tejże dziury. - Oh, no tak, teraz to ty zajmujesz się porywaniem sierotek. Musi być ci bardzo ciężko - zażartował, chociaż być może nie powinien... Nie wiedział jeszcze jak starszego Bella wyczuć, na ile właściwie mógł sobie pozwolić, żeby ta obejmująca go ręka nie zniknęła, zostawiając go z przerażającym uczuciem chłodu. On nie tylko chciał, on potrzebował być dotykany, to było pragnienie wyższe, potrzebował tego jak powietrza. A ta żona? Nie skomentował tego wcale, zamiast tego utrwalił odpowiedź w pamięci. To było aż magiczne, jak wiele informacji można było wyciągnąć z jednego, krótkiego zdania. Nie odrzucała go wcale wizja bycia z kobietą, odrzucała go wizja przywiązania do niej w taki sposób, bo się bał podziału uwagi pomiędzy nią i pracą. Gdzie się w tym znajdował Flynn? Stanowił jakiś przerywnik od codzienności czy całkowity wyjątek od stosowanych reguł? Wychowali się osobno, a jednak miał wrażenie, że w tej kwestii mogli być do siebie zadziwiająco podobni. - Nie - zaprzeczył mu od razu, nie zastanawiając się nad tym szczególnie długo. - Dzieci wyglądają zwykle... Po prostu jak dzieci. - Nie było w nim nawet jednej komórki, która uznałaby wspomnienie Alexandra rysujące się w jego pamięci jako kogoś o przystojnych rysach - miał tak samo pucołowate policzki jak każdy, kto ledwo sięgał do lady. Ominęło go jednak wszystko pomiędzy. Może gdyby wiedział, jak ta twarz się zmienia, wyrobiłby sobie o niej inną opinię, ale teraz, kiedy go wiatr przywiał o paręnaście lat za późno... Potrafił jedynie docenić efekt końcowy. - Jesteś pewien, że to moje oczy, może to po prostu twoje psychopatyczne ciągoty? - Bo sam zauważył przed chwilą, że ten poranek nie należał do najprzyjemniejszych. RE: 1969 / Make peace with your broken pieces - The Overseer - 12.11.2023 Tak, porywanie sierotek... Zajmowałem się porywaniem sierotek. Doskonale znałem tę legendę, aczkolwiek wolałem określać to w inny sposób - adoptowaniem może? Osobiście nie czułem się porwany, tylko przygarnięty. Tully podarował mi dom, którego nie miałem. Mogło być ze mną źle, mogłoby mnie na dobrą sprawę teraz tu nie być, ale poszło jak poszło i niczego nie mogłem żałować, bo to był jedyny wybór, jaki ktoś mógł za mnie podjąć, jaki mógłbym ja podjąć, gdyby ktokolwiek pytał mnie o zdanie... A może nawet pytał? Pamięć zacierała takie fakty z naszego życia, a dzień mojego dołączenia do cyrku to właściwie już nie pamiętałem wcale. Tyle się wtedy działo, dużo nowych niesamowitych rzeczy i twarzy. Podniosłem się z ziemi i ogólnie z Flynna. Może to jednak faktycznie nie był dobry pomysł? Takie macanki o poranku na tym chłodnym, niemalże mroźnym powietrzu? A kto wie? Może serio bym go wrzucił do lodowatej wody? A potem jakieś przeziębienie albo inne cholerstwo mielibyśmy gwarantowane. Wyciągnąłem dłoń do Flynna by pomóc mu się podnieść z tej mokrej twarzy, a kto wie... Może jak wstanie, to dostanie kolejnego buziaka? W usta albo w nos, albo w czoło. Zależało do tego, jak wysoko zadarłby głowę. - Moje psychopatyczne ciągoty to, jak to ująłeś, porywanie dzieci - rzuciłem do niego neutralnie, choć gdzieś tam z tyłu znowu pojawiły się obawy, że może tak naprawdę Flynn nie traktował cyrku jako domu. Dla mnie to był żaden problem, ale ja nie porzuciłem domu na paręnaście lat. On z kolei porzucił nas, wrócił, ale... może traktował tylko jako tymczasowy hotel? Czy te jego obietnice były szczere? Te jego przyrzeczenia ile były warte? Może o to też powinienem zapytać kart? - Powiedz mi, Flynn, czy ty czujesz się porwany przez cyrk? Dlaczego uciekłeś? Dlaczego wróciłeś? - zapytałem, stojąc z nim twarzą w twarz, a może właśnie wisząc nad nim niczym Bóg Ojciec Wszechmogący, o ile nie zdecydował się wcześniej skorzystać z mojej dłoni i wstać. Trudne tematy poruszałem, ale sam zaczął, więc... miał za swoje? Prędzej czy później i tak musieliśmy przeprowadzić tę rozmowę, no nie? Nie oceniałem go. Nie krytykowałem. Po prostu chciałem wiedzieć. Pragnąłem go zrozumieć. Go i jego motywacje. RE: 1969 / Make peace with your broken pieces - The Edge - 13.11.2023 - A masochistyczne? Przyjmowanie przybłęd? - Zażartował nieco smutno. Nie podobało mu się to, że Alexander nagle wstał, bo każde takie przerwanie bliskości było dla Flynna trochę jak odrzucenie, kiedy tylko chłopak wyciągnął w jego kierunku rękę, te obawy się rozwiały. Wstał z nim. Zmarzł tutaj strasznie. Zakładał, że starszy Bell będzie zajmował się teraz tym, co mu tak okropnie zajmowało czas, aż mu go nie starczało na dopuszczenie do siebie koncepcji posiadania żony. On zamierzał natrętnie obserwować go lub (właściwie to preferował drugą opcję) spać, ale... No tak, takie tematy wracały. Nawet kiedy chciało się je wszystkimi kończynami zagrzebać w piachu i udawać, że nigdy nie istniały. - Nie. Nie czuję się porwany. - Dał z siebie wszystko, żeby opanować swój głos, ale i tak powiedział to ciszej niż wcześniejszy żart. Poziom wypowiedzi był jednak nieporównywalny do tego, co działo się z nim wczoraj - nie stał już przy Alexandrze jąkała, tylko po prostu ktoś niepewny jak dobrać słowa. - Ja... - Niby nie wiedział, jak na to odpowiedzieć, ale dotarła do niego lekkość w porównaniu z próbami wyduszenia tego na siłę, chociaż nikt go o to nie zapytał. Żałosne próby wykrztuszenia choćby słowa, kiedy leżał na tej podłodze i wpatrywał się w ciemność, do teraz kojarzyły mu się z czymś potwornym. - Uciekłem stąd, bo jako dziecko nie potrafiłem tutaj żyć. - Tam z Londynie czekał na niego przecież wielki świat. - Wydawało mi się, że to, co mnie spotkało, pozwoliło mi szybciej dorosnąć i wszystko tutaj, całe to udawanie rodziny wydawało mi się potworną dziecinadą. - I chociaż nie wybrzmiało to w jego słowach, Flynn już w to nie wierzył. Wcale nie dorósł szybciej. To nie była szansa, to była trauma ograniczająca mu sposób myślenia aż do dzisiaj. - A wróciłem, bo... - Nie miał już żadnych marzeń. Tak bardzo się na tym sparzył, tak bardzo nie chciał wracać do miasta, które zadało mu tyle bólu. - Nie wydaje mi się, żeby świat, do którego wzdychałem był cokolwiek wart. - Może kilka dobrych osób napotkanych tu i ówdzie. Kilka potańcówek, nieginących w cieniu innych. Lubił światła miasta, ale tych kilkanaście lat nauczyło go, że najpiękniej wyglądały z daleka. - Liczyłeś na to, że powiem coś o tęsknocie, prawda? Tully zawsze tak mówił. Ale ja się chyba nigdy nie czułem się nigdzie jak u siebie w domu. Błagał go wczoraj tak pięknie, żeby tu został. Kazał mu nawet składać jakieś obietnice. Flynn obiecał mu to, bo chciał w to wierzyć, w to miejsce u jego boku, ale... nie wierzył w wieczność. Kiedyś nadejdzie dzień, w którym i Alexander się nim znudzi, albo nie zaakceptuje go w całym tym kalejdoskopie zepsucia i każde mu odejść. RE: 1969 / Make peace with your broken pieces - The Overseer - 17.11.2023 Życie bywało przewrotne, zaś cyrk zawsze. Zbieranina przeróżnych osobowości, zranionych duszyczek, mniej i bardziej konfliktowych, jakieś zdarzenia losowe, jak wypadki, wygrane, przegrane, romanse albo śmierci, ale jakoś dawaliśmy radę, bo to wszystko wokół, my wszyscy byliśmy zlepieni razem czymś, co mogło przypominać gumę balonową z brokatem. Jeden z jej skrawków pociągnął się daleko za Flynnem by umożliwić mu powrót, kiedy jego przygoda w wielkim świecie się skończy. I wrócił. Do rodziny. Może tego wtedy nie czuł, ale ja byłem pewien, że to właśnie było jego miejsce i jego rodzina. Ująłem jego dłonie i podniosłem na poziom naszych piersi. Oddychających - miałem nadzieję - lekko i bez żadnych obciążeń. Czułem, że teraz faktycznie będzie lepiej. Nie powinienem mieć obaw. Nie powinienem wątpić. Byłem epicentrum, byłem tą gumą balonową, która łączyła nas wszystkich i to wszystko wokół razem. To już nie był Tully, tylko ja i musiałem mieć w sobie tę siłę, nawet jeśli jej nie czułem. Tak, jak dla Flynna cyrk okazywał się być dziecinadą, a w praktyce przecież nią nie był. - Cieszę się, że się przede mną otwierasz, Flynn. Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem do niego, pewniejszy siebie, silniejszy, jak gdyby Flynn właśnie podtrzymywał całą mocą swoich mięśni wielkie skrzydła za moimi plecami. Tak się czułem i chciałem by on również tak się czuł - wsparty, mogący odlecieć, ale pozostający częścią czegoś większego, czegoś, czego może nie czuł, ale to było, my tu byliśmy i witaliśmy brata, który powrócił do nas po latach rozłąki. - Tully mówił, bo dla Tully’ego to był dom od samego początku - przyznałem i puściłem ręce Flynna, ale tylko dlatego by go zaraz przytulić do siebie na misia. - Ale się nie stresuj tym, bo w swoim czasie też to poczujesz... Poczujesz się w cyrku jak w domu, a kiedy to nastąpi, to przybiegnij do mnie czym prędzej i wywrzeszcz na cały głos! A jak nie wywrzeszczysz, to chociaż wymamrocz. Byleby to było w twoim stylu - poradziłem, słychać było, że głoś mi się śmiał w tym przepełniającym mnie optymizmie. Może oszalałem, ale nie wyobrażałem sobie świata, w którym cyrk nie byłby dla Flynna domem, w którym ja nie byłbym dla niego bratem, kochankiem czy ojcem. Niezależnie od roli, uczucia będące między nami mogły przyspieszyć to wszystko. Tę chemię, tę magię, tę wyjątkowość. - Cóż - zacząłem, głaszcząc go jeszcze pokrzepiająco po plecach. - Idziemy coś zjeść, a potem do roboty - stwierdziłem, kończąc te nasze przytulanki. Może potem ponownie znajdziemy na nie czas, o ile Flynn będzie oczywiście chciał... Ale z mojej strony drzwi stały otworem, tylko że dopiero po pracy. Tak, dużo dziś było do zrobienia. @The Edge Koniec sesji
|