![]() |
|
[ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending (/showthread.php?tid=2028) |
RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - Avelina Paxton - 26.12.2023 Dziewczyna nie potrafiła w głowie ułożyć sobie obrazu Crowa. Zatracał się, zmieniał i nie mógł ukształtować w jedno, stawał się odległa dusza, bezkształtem, czymś nienamacalnym i niezrozumiałym. Nie potrafiła go określić jako potwora, ale nie mogła też określić jako kogoś dobrego. Był człowiekiem zagadką, śmiał się pomalowany krwią, zdawał się udawać, że wszystko było w porządku, a ciemne, brązowe oczy Aveliny uważnie wbijały się w niego i próbowały zrozumieć z kim miała do czynienia. Wiedziała, że nie powinna tego robić, nie powinna zadawać pytań i nie powinna nawet o nim myśleć, ale jego aparycja powodowała, że czuła ludzką ciekawość. Może potrzebowała poczuć adrenalinę, zagrożenie i strach? Tkwiła za kociołkiem z wywarami i czuła często nudę, mimo że kochała to robić. – Wiem – odparła krótko nie przerywając czynności. Musiała to zrobić, musiała zrobić cokolwiek nawet jeśli było to tylko zmywanie krwi z twarzy człowieka, który z łatwością pokonał trzech oprychów. Nie myśl o tym, próbowała wyrzucić to z głowy, aby uspokoić rozkołatane serce, a gdy odmówił wzięcia eliksirów nic na to nie powiedziała. Jedynie zostawiła je obok niego, mógł je zabrać, mógł je sprzedać, mógł zrobić z nimi co chciał. – Możesz zapalić – odparła patrząc na papierosy, ale po chwili znowu spojrzała na jego twarz. Zagryzła wargę i odsunęła się na odpowiednią odległość wbijając wzrok w jakiś bliżej nieokreślony punkt. Nie należała do rozmownych osób, raczej stroniła od wypowiadania słów, wolała milczeć, więc dlatego też tak bardzo ukochała sobie swoją kocią wersję, w której nie musiała mówić. Mogła leżeć, obserwować i słuchać, ale nigdy nie musiała mówić o sobie i o tym jak się czuła. – Chodźmy stąd – spojrzała znowu na niego. – Nie chce tu być, raczej byliby debilami jakby wrócili, prawda? – zapytała zaczesując kosmyk włosów za ucho. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - The Edge - 03.01.2024 Zadarł głowę do góry, patrząc jej prosto w oczy i uśmiechnął się szerzej. - Mhm, a jednak to robisz - zauważył. W kontekście tego jak szelmowsko miał uniesione kąciki ust i jakiego tonu użył, miało to zadziorny, nieco flirciarski wydźwięk. Wiedział, że trochę odwróci to uwagę dziewczyny od zdarzenia sprzed chwili, a musiała powoli przestawać tym żyć. Mijały kolejne sekundy, zaraz miną minuty, godziny, dni, miesiące... Jakiś obraz tej sytuacji bezpowrotnie odciśnie się w jej psychice, pewnie będzie myślała o tym dzisiaj przed zaśnięciem, ale mógł rozluźnić ją teraz, chociaż na krótki moment. - Słodko - dodał, nie precyzując, czy mówił o je zachowaniu, czy o zgodzie na palenie. Przywykł do tych zgód kiedy chodziło o większość miejsc publicznych, ale to była w końcu pracownika alchemika - nie miał pojęcia, czemu służyły wszystkie te wywary, czy ich opary były w jakiś sposób szkodliwe, jednak skoro jego pracownica powiedziała, że mógł, to zapalił. Potwierdziło się to o magii bezróżdżkowej, bo fajkę odpalił pstryknięciem palców, a konkretniej - wykształtował nim snop iskier. - Byliby, ale chuj ich wie. Wolałbym jednak najpierw posprzątać. Może to ty powinnaś usiąść? Zajmie mi to tylko chwilę. - To powiedziawszy, wstał i naprawdę wskazał jej to krzesło, bo widział, jak jest rozedrgana. Zachęcił ją do tego, żeby usiadła i pogładził ją po włosach, po czym niezależnie od jej decyzji przeszedł się do pomieszczenia, w którym doszło do potyczki. Tym, co sprzątał Crow, były resztki proszku i zamontowanych mechanizmów. Darował sobie zajmowanie się półką, bo ani to nie była jego sprawa, ani kompetencja. Wszystkie komponenty wcisnął do woreczka ze skóry wsiąkiewki, a następnie przypiął go sobie do paska. To była ta sama sakiewka, którą zgubił przy ich przedostatnim spotkaniu... - Już. - Poinformował ją. - Ah nie, jeszcze to. - Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej maleńką kuleczkę, do złudzenia przypominającą złoty znicz. Nie tłumacząc idącego za tym celu, schylił się i upuścił ją tak, żeby potoczyła się pod jeden z nietkniętych regałów. Po tym odwrócił się do Aveliny i podał jej swoją otwartą dłoń. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - Avelina Paxton - 03.01.2024 A jednak to robisz – na policzkach dziewczyny pojawił się rumieniec. Tak, robiła to; tak, poczuła lekkie zawstydzenie, ale nie przerwała. Starała się nie patrzeć mu w oczy. Nigdy tego nie lubiła, nigdy nie patrzyła w oczy innych osób, bo ją to przerażało jak wielu z nich potrafiło czytać z niej jak z otwartej księgi. Sama twarz nie wyrażała zbyt często emocji, ale oczy? Oczy nimi wręcz świeciły. Mama zawsze jej powtarzała, aby uważała na ludzi, aby ostrożnie dobierała tych, których do siebie dopuszczała. Avelina jednak wybierała zawsze źle. Kilka lat temu tym złym wyborem był Augutsus, a teraz miała przed sobie jego – Crowa z ciemnej uliczki. Nigdy nie lubiła tego, że niektóre gesty, tony głosu, słowa sprawiały, że się rumieniła. Zawsze przyrzekała, że nauczy się nad tym panować, ale to nadal było trudne. Dała mu wolną rękę, ale nie usiadła, a jego dotyk na jej włosach sprawił, że gdzieś po karku przeszedł ją dreszcz. Nie potrafiła określić, czy było to dobre, czy złe uczucie, ale wolała o tym nie myśleć. Nie miała do tego nawet głowy. Problem był rozwiązany, a został po nim jedynie bałagan tu na miejscu i we wspomnieniach. Czuła jak wszystkie jej mięśnie drżą i się spinają, więc musiała się jakoś rozluźnić. Gdy Crow zajął się sprzątaniem obserwowała go ukradkiem, a sama napisała krótką wiadomość do swojego szefa i jego syna o zaistniałej sytuacji, ale nie potrafiła odpowiednio dobrać słów, więc ostatecznie karteczkę spaliła za pomocą różdżki. Będzie musiała jutro przyjść tu przed nimi i jakoś się z tego wytłumaczyć, ale tak, aby nie wmieszać w to samego Crowa. Raczej nie była na tyle głupia, aby robić mu problemy. Zmarszczyła brwi widząc, że rzucił coś pod regał spojrzała na niego pytająco, a potem ujęła jego dłoń. – Co to jest? – wróciła na chwilę wzrokiem do regału, a potem machnęła jeszcze różdżką, aby zamknąć pomieszczenie i zabezpieczyć na noc w miarę możliwości samego miejsca, wyszła z nim tyłem po drodze zgarniając kurtkę oraz swoją torbę. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - The Edge - 06.01.2024 Crow spróbował uśmiechnąć się trochę cieplej, ale nieszczególnie dobrze mu to wyszło - bo generalnie mało było w jego aparycji ciepła, nawet jeżeli dusza chłopaka nie była aż tak zła jak ją próbowało malować niespokojne życie. Zrobił to, bo widział ten pąs wypływający na delikatną, młodą buzię panny Paxton i nie chciał rujnować jej dnia bardziej, niż zrobił to, zmuszając dziewczynę do oglądania tak nieprzyjemnej, brutalnej sceny. Nie skomentował w żaden sposób zagubienia, jakie okazała w związku z notatką. Uznał bowiem, że miał prawo do pytania co będzie z tym miejscem dalej, z nią w tym miejscu, z jej szefem i ich wspólnymi problemami. Nie zrobił tego dla tego starszego pana, tylko dla niej, konkretnie dla Aveliny - tak samo teraz z myślą o konkretnie jej, a nie jakiegoś Ravena dobrym samopoczuciu, splótł ze sobą palce ich rąk i wyciągnął z wnętrza sklepu na pochłoniętą ciemnością i chłodem Ulicę Pokątną. - Coś gdyby jednak spróbowali wrócić. Przychodząc tutaj, nie planował zostać na dłużej, niż wymagało odprowadzenie jej do domu lub mieszkania, w którym żyła, ale „chodźmy stąd” zdążyło już rozbrzmieć mu w głowie, więc postawiwszy kilka kroków w kierunku ulicy, zapytał: - Jak się czujesz? - Tylko zrobił to takim tonem, jakby go to kompletnie nie obchodziło. Poprawił się dopiero przy następnym pytaniu? - Potrzebujesz zrobić coś, żeby przestać o tym myśleć? RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - Avelina Paxton - 13.01.2024 Chłód grudniowej nocy idealnie schłodził jej twarz, idealnie zamroził emocje i wsunął jej do głowy jedynie to, że zimno było przyjemnie niekomfortowe. Otuliła się kurtką trzymając jego dłoń, nie patrzyła na niego, starała się opanować głowę, opanować myśli, opanować istnienie swoje w tej konkretnej chwili. Zagryzła spierzchnięte usta w zamyśleniu, gdy zadał jej pytanie o samopoczucie. Jak się czuła? Jej wargi drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale nie miała na to siły, albo miała wrażenie, że było to niestosowne. – Dobrze – skłamała. Czuła się dziwnie, ale nie chciała mu tego mówić, czuła dyskomfort i zmęczenie, ale nie chciała o tym rozmawiać. Poradzę sobie. Zawsze radziła sobie z własnymi problemami, albo je chowała gdzieś głęboko z dala od światła dziennego. Nie potrzebowała jego troski, ani opieki. Nie było to teraz jej potrzebne. – Tak – znowu krótka odpowiedź. Nawet nie potrafiła się zbesztać za to, że odpowiadała tak krótko. Ludzie w jej otoczeniu zwykle gadali więcej, prowadzili monologi, a ona się im poddawała. Crow był człowiekiem wprowadzającym chaos, dyskomfort i ciszę, którą Avelina ubóstwiała, ale teraz potrzebowała czegoś nowego, czegoś, co zabierze myśli, odurzy wspomnienia i da odrobinę zapomnienia. – Co jesteś w stanie zaproponować? – nie pytałby w końcu, gdyby nie miał niczego do zaproponowania prawda? Nie ciągnąłby jej poza to miejsce, gdyby nie chciał spędzić z nią czasu? Mógł ją łatwo spławić, pozbyć się jej wychodząc i nigdy nie wracając, a zamiast tego trzymał jej dłoń i ciągnął w noc grudniowych uliczek. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - The Edge - 21.01.2024 Ona nie patrzyła na niego, ale on patrzył na nią. I zaczynało go trochę męczyć poczucie winy. Wyglądała tak młodo, na jakąś nastolatkę, wcale nie musiała oglądać tego wszystkiego, co stało się w aptece. Gdyby zaplanował to wszystko inaczej, mógłby pozbyć się problemu bez potrzeby zmuszania jej lub tego całego Ravena do uczestnictwa w bijatyce z trójką żałosnych oprychów. No ale czasu nie mógł cofnąć, co nie? Mógł jedynie zamaskować to uczucie dyskomfortu, pomóc zepchnąć to na dalszy plan myśli - w tym akurat był bardzo dobry. Robił to sobie od tylu lat! Chyba tylko umiejętność zapomnienia o bólu ciążącym mu na piersi pozwalała na to, żeby jakkolwiek funkcjonować i nie myśleć w kółko o chęci zniknięcia. Nie mówiła dużo, odpowiadała pojedynczymi słowami, ale akurat on to rozumiał. Jak nikt inny. Potrafiłby milczeć godzinami, jeżeli tylko dało mu się spokój i przestrzeń. To pewnie dlatego tak dobrze dogadywał się z Fontaine. Dawała mu pracować w ciszy, wciąż ofiarowując mu swoją obecność. Ale dzisiaj nie było jej w Londynie i Crow wcale nie miał ochoty wracać do podziemnego miasta, żeby siedzieć tam samotnie i czekać na nią jak pies. - Co jestem w stanie...? Chyba więcej niż się spodziewasz, ale... Pozostańmy przy tym, że dużo sangrii - odpowiedział jej, próbując dopasować trunek do jej urody. I cóż miało pasować do niej bardziej niż sangria? Nie mówiła z zagranicznym akcentem, ale miała taką latynoską urodę, czy to z genetycznego przypadku, czy przez faktyczne korzenie w tych stronach - to właśnie pomyślał, widząc jej zmieszane spojrzenie: sangria. - I lindy hop. To mówią mi twoje oczy. - Nie użył do tego flirciarskiego tonu, ale była w tym pewna zaczepność, narastająca w nim odkąd w zdenerwowaniu wycierała mu twarz z cieknącej krwi. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - Avelina Paxton - 23.01.2024 Gdyby. Słowo, które określa możliwość wykonania czegoś, ale niekoniecznie wpłynięcia na to w tym momencie. Nie można było zmienić przeszłości i Avelina doskonale o tym wiedziała. Wiele rzeczy zrobiłaby inaczej, aby móc być inną sobą – bardziej otwartą, bardziej spontaniczną, bardziej odważną, gdyby tylko mogła. Zamiast tego szła za rękę z obcym mężczyzną, który przed chwilą brutalnie pozbył się problemu z jej życia, zostawił bałagan w aptece i jej głowie. Jej dłoń zacisnęła się na jego własnej jakby próbowała sobie uświadomić, że nie były to omamy, że Crow był prawdziwy. Zerknęła na niego krótko, aby spojrzeć jak wyglądał, ciemne oczy, kręcone włosy, przystojna twarz. Znowu wróciła do patrzenia przed siebie, do zerkania pod swoje stopy, aby się nie wywrócić. Cisza. Otaczała jej życie od zawsze, odkąd nauczyła się samodzielności, odkąd mogła sama robić sobie kanapki, odkąd wystarczyło, że sąsiadka raz na godzinę zajrzała do jej mieszkania i sprawdziła, czy czasem czegoś nie spaliła – była sama. Jej rodzice wiecznie w podróży, wiecznie w zabawie i łapaniu chwili zostawiali ją samą sobie. Nauczyła się żyć w ciszy, nauczyła się w niej pracować i z nią egzystować. Gdy robi eliksiry też wymaga, aby wokół była idealna cisza, nie lubiła przy warzeniu ich hałasu, bo rozpraszał, bo nie potrafiła się odpowiednio skupić. Gdy trafiła do Hogwartu poczuła się okropnie zagubiona, okropnie przerażona, że nie ma już jej ukochanej ciszy, zniknęła, uciekła, porzuciła ją. W końcu zdobyła na to, aby się uśmiechnąć, unieść kąciki pełnych ust ku górze i skinąć głową. Czy powinna coś mówić, czy powinna się odezwać? Czy on z nią flirtował? Nigdy nie była w związku, nigdy z nikim nie flirtowała, to co łączyło ją z Augustusem było dziwne, ale na pewno nie było prawdziwym flirtem. Próbował ją zawstydzić? Miała już zaróżowione policzki, ale to mogło być od zimna, prawda? – Jakie masz jeszcze talenty oprócz czytania z oczu? – odparła i spojrzała mu w oczy z zadziornym uśmiechem. Już dawno to zauważyła, że miał zaskakująco ładne oczy, ale nic na ich temat nie powiedziała. Miała wrażenie, że nie było ją stać na ten rodzaj odwagi. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - The Edge - 10.02.2024 On takie rzeczy szybko wyłapywał - niezręczność sytuacji, zaczerwienione policzki, niezliczona ilość pytań, jaka krążyła w ciemnych oczach. Czasami coś sobie do tego dopowiadał, żeby dodać do własnych poczynań kilka kropel odwagi, ale tutaj nie musiał dopowiadać nic. Widział wystarczająco, żeby te zaczepki i podszczypywania przerodziły się w coś więcej - to była naturalna kolej rzeczy, kiedy się chwytał kolejnej dziewczyny, ale... Była ta jedna, jedyna rzecz powstrzymująca go przed utonięciem w tej scenie. Była młoda. Ile młodsza od niego mogła być? Dużo, zdecydowanie za dużo i chociaż nie powinno go to blokować aż tak bardzo, bo przecież nie był człowiekiem ani idealnym, ani po prostu dobrym i byłby potwornym kłamcą, gdyby powiedział, że nigdy nie spał z kimś w jej wieku, tutaj czuł się inaczej - bo Avelina Paxton była nie tylko młoda w rozumieniu cyferek na papierach, ona też była młoda życiowo. Nie była kimś z Podziemia, nie była prostytutką, nikt jej przed nim nie ściągnął na niewłaściwą ścieżkę, tak jak jego w wieku nastoletnim zniszczyła pewna czarna wiedźma. Gdyby był trochę lepszy od samego siebie, pewnie dałby jej spokój. Wieczór z sangrią nie oznaczał wcale, że cokolwiek miało się pomiędzy nimi zadziać, ale w nim już dawno zakiełkowało to ziarno bycia najzwyczajniej w świecie złym, a to zło nie pozwalało odrzucić myśli, że na takie decyzje było już i tak za późno - jeżeli chciał bawić się w bohatera, to mógł zapłacić tamtej trójce oprychów za spokój. Teraz nie było tu miejsca na bohaterstwo. Szła z nim ramię w ramię po zobaczeniu go w najgorszej z możliwych wersji - mógł spijać z niej konsekwencje własnych decyzji. Ugasiwszy własne sumienie, pochylił się nad nią, wtórując jej zadziornością uśmiechu. Ton jego głosu zmienił się na bardziej sugestywny. - Świetnie całuję. Gdyby kiedyś kończył się świat, będę twoim najlepszym wyborem. - Było tak prosto odbić tę piłkę, albo przynajmniej zapisać to w sercu, chociaż w rzeczywistości było to przecież smutne - bo te „zadziwiająco ładne”, brązowe oczy nie kłamały - oczywiście, że był najlepszym wyborem, ale w sytuacji prawdziwego końca, to nie ona byłaby wyborem jego. RE: [ Grudzień 1965 ] – Kiss Me Like The World Is Ending - Avelina Paxton - 01.04.2024 Zatrzymała się, gdy tylko on wykonał gwałtowniejszy ruch. Brwi uniosły się ku górze, ale nie było w jej oczach strachu, pogardy, obawy. Raczej zaciekawienie. Chciała zaszaleć, ale nie wiedziała, czy to był właśnie odpowiedni moment na takie szaleństwo, więc po prostu zmrużyła oczy słuchając jego odpowiedzi i przyglądając mu się z uwagą. Paxton była jeszcze młoda, jeszcze naiwna, jeszcze bardziej ufna niż będzie w przyszłości. Rodzice zawsze powtarzali o tym, aby łapała się chwil, aby nie rozmyślała, aby nie planowała. Może to był ten moment? Gdzieś głosik rozsądku krzyczał do niej słabo z kątów podświadomości, że nie o takie szaleństwo chodziło jej rodzicom, ale jaka nastolatka posłuchałaby się w takiej sytuacji wyimaginowanego głosu w głowie? Nie przestawała się uśmiechać, gdy mówił o końcu świata, gdy zbliżył się do niej w pozornie niewinny sposób po prostu patrzyła w jego oczy, a gdy wspomniał o całowaniu jej wzrok na krótką chwilę spoczął na jego ustach. Sugestia. Poddanie się chwili. Zapomnienie. Odrobina obawy, której nie chciała czuć, chciała się jej pozbyć. Czy dzisiejszy dzień można uznać za koniec świata? W końcu dla niej coś się skończyło, nie? Ten dzień mógł być jak koniec świata, więc po prostu poddała się sugestii i przysunęła się do niego czując jak serce łomoce jej w piersi, a twarz jeszcze bardziej zalewa się ciepłem zawstydzenia. Pocałowała obcego mężczyznę, bo chciała, aby dzisiaj skończył się świat. Koniec sesji
|