Secrets of London
[21/06/1972] urodziny Norki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [21/06/1972] urodziny Norki (/showthread.php?tid=2297)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Brenna Longbottom - 06.12.2023

Sekret wianków krył się w tym, że podobnie jak prezenty i ubrania na przebranie - Brenna zwyczajnie naszykowała je już na rano i zabrała ze sobą do biura, a zaklęciem ich zajął się ktoś inny. Po wyprawie na statek faktycznie nie miałaby ani siły, ani czasu (nie wspominając już o umiejętnościach zaczarowania ich), by się tym zająć, bo te kilka godzin po zejściu z pokładu oznaczało najpierw powiadamianie amnestozjatorów, składanie raportów w Departamencie, a potem pozbywanie się zapachu wodorostów i dymu.
Zawsze lubiła drobiazgi. Nawet w tak paskudne dni jak ten dziś, gdy mieli za sobą mrok i mgłę nawiedzonego statku, starała się nimi cieszyć.
Norze pozwoliła wybrać najpierw. Fiołki alpejskie zapachniały i przez moment panna Figg czuła powiew górskiego wiatru. A potem Brenna uśmiechnęła się zawadiacko do brata, gdy spytał, czy i dla niego miała jakiś wianek.
- Pewnie, jak mogłabym zapomnieć o moim ukochanym braciszku? I wyglądasz świetnie, ale... nie dość po królewsku. Zabrakło mi czasu, żeby wykombinować koronę, więc dziś zadowolisz się wiankiem, ale następnym razem dostaniesz najmniej diadem - obiecała Erikowi, wspinając się na palce, by osobiście założyć mu kwiecistą plecionkę na blond głowę. Gdy ta została udekorowana polnymi kwiatami, Erik poczuł nie tylko ich zapach: zdawało mu się, że czuje i dotyk słońca na skórze i jakiś... leniwy spokój.
Drgnęła, kiedy balon pękł z hukiem, omal nie upuściła kolejnego wianka, bo dłoń odruchowo chciała powędrować do różdżki. Odetchnęła, gdy pojęła, że to tylko kotek i balon. Nie żadne zaklęcie. Nie żaden atak. Odetchnęła i odpowiedziała uśmiechem na słowa Patricka. Nie odezwała się jednak - bo to nie był dobry moment na wspominanie o grobowcach, krwi i wampirzych kłach.
- To tylko kwiaty. Nie musisz ich przecież zachowywać. Kiedy kwitną tylko przez jedną noc też są piękne - zapewniła Brenna, podając Laurentowi jego wianek. Bławatki miały głęboką, niebieską barwę i na moment przypomniały szczęśliwe wspomnienie.
Żółte tulipany dostały się Thomasowi, niosąc ze sobą jakby powiew nadziei - że coś się uda, że spotka go coś dobrego? Brenna mrugnęła do niego i cóż, jeśli chciał porozmawiać o nowym projekcie, to mogli zaraz siąść na boku i o nim pogadać lub umówić się na omówienie tego później.

Brenna na koniec ułożyła resztę plecionek na blacie, by kto jeszcze chciał mógł sobie jakąś wybrać, poprawiła własny, koniczynowy wianek, cały zielony w jej brązowych, splątanych włosach, porwała w jedną rękę babeczkę, polecaną przez gospodynię, a w drugą pączka, o którym wspomniała wcześniej Nora. Bo wbrew temu, co sądził jej kochany braciszek, to wcale nie tak, że panna Longbottom przestała jeść. Opadła na najbliższe krzesło z pewną ulgą, nieświadoma, że właśnie ją tu oskarżają o jakieś niecne zapędy wobec biednego Laurenta i wpakowała sobie kwiatową babeczkę do ust. A potem - zaczęła rozglądać się za... tak. Kawą. Bardzo, bardzo potrzebowała kawy. Najlepiej dożylnie.

!ciastko z kwiatkiem

Jeśli nie zauważyłam, że ktoś wziął wianek, to krzyczcie albo wymyślcie sobie efekt Szeroki uśmiech Odpisałam przed Ave, bo już interakcja się skończyła, a nie chciałam trzymać innych.


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Pan Losu - 06.12.2023

stokrotka


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Avelina Paxton - 06.12.2023

Wzięła od Brenny wianek z lawendą, bo naprawdę lubiła te kwiaty, a jej olejki zapachowe, które używała oraz perfumy zdecydowanie o tym świadczyły. Nie zauważyła zmartwienia na twarzy Nory, ale nie była w tym momencie w pełni skupiona na tym, co działo się wokół. Miała wrażenie, że jej umysł robił co chwilę jakieś drobne drzemki. Obecność wujka zdecydowanie pomoże jej nie zasnąć, ten mężczyzna był osobą, która dużo mówiła, więc czerpała w tym momencie z tego przyjemność. Zjadała powoli wypiek Nory, który złapała, aby dostać drobinę energii. Naprawdę bała się, że zaśnie tu na stole i zrobi tym przykrość swojej kuzynce. Starała się uśmiechać, starała się być jak najbardziej sobą i jak najmniej zmęczoną. Jej myśli jednak nie chciały współpracować, bo uciekły co chwilę do Augustusa i jego żony. Była na siebie zła, a jej serce cholernie szybko uderzało w jej piersi.

– Czasami przydaje się taka odskocznia, jeśli wujek nie będzie miał jak wrócić do domu może się u mnie do jutra zatrzymać – zaproponowała. Nie wiedziała w jakim stanie mogą skończyć tę imprezę, a zdecydowanie nie chciała, aby Otto wracał do domu pod wpływem wina, które zapewne tu wypije. Wiedziała, że był związany mocno ze swoją żoną, ale miała nadzieję, że miał sporo rozsądku w domu, a u niej był pokój wolny bo rodziców nadal nie było w mieście. Gdy kazał jej się pochylić do siebie uśmiechnęła się delikatnie i zrobiła, o co prosił. Zerknęła w stronę Nory, gdy wspomniał o tym, że prezentuje się dzisiaj lepiej i miał szczerą prawdę. Była prześliczna, Avelina sama nie raz zastanawiała się, dlaczego jeszcze nikogo nie znalazła. – To prawda. Nora jest promienna – wyszeptała. Nie czuła się urażona słowami wujka, widziała siebie w lustrze i była dzisiaj zdecydowanie bardziej bledsza, bardziej zmęczona i bardziej smutna, co z trudem ukrywała pod uśmiechem, aby nie odpowiadać na pytania pokroju czy wszystko dobrze, chcesz porozmawiać, czy coś się stało? Oczy jej się zaiskrzyły, gdy wspomniał o kawałku miejsca dla niej pod uprawę ziemi. Poczuła jak kamień spada jej z serca. To by rozwiązało jej problem na jakiś czas, a nawet na bardzo długi czas. – Z przyjemnością, naprawdę. Nie wie wujek ile to będzie dla mnie znaczyć – odpowiedziała z ulgą w głosie. Jeden z wielu problemów zostanie rozwiązany.




RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Otto Abbott - 09.12.2023

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=OcD1TvA.png[/inny avek]

Dla ich drogiej Norki to rzeczywiście ten Londyn mógł być całkiem normalny, a nawet spokojny. Dla Otto stanowił wielki i nieznany świat w którym nie bardzo się odnajdywał... ale skoro odnalazł już ten lokal i siedział tutaj wśród tego zacnego grona, to czy było nad czym się rozwodzić?

- To bardzo miłe z Twojej strony - odparł na słowa Aveliny - Ale postaram się wrócić, co by Józia się za bardzo nie martwiła - dodał - Chociaż nie ukrywam, że gdyby zadziały się pewne rzeczy, jak na przykład to, że wino mogłoby mnie zmieć z planszy... to z na pewno skorzystam - przejechał kilkukrotnie po swoim podbródku. Abbott nie wiedział czy skończy dzisiaj imprezę pod stołem czy o własnych siłach. Mając z tyłu głowy to, że będzie miał gdzie spać w tym Londynie, kreowała się pewna wizja. Tylko nie był jeszcze pewien czy chce ją zrealizować.

Coś z ich Avelinką było nie tak. Wyglądała jakby brakowało jej słońca w życiu i może jakichś witamin. Czy wszystko z nią było w porządku? Może miała jakieś problemy? Z jednej strony Otto nie chciał naciskać ale z drugiej... chodziło przecież o jej dobro i wszystkim zależało, aby była zdrowa i pełna sił na kolejne wyzwania, które miało jej dopiero rzucić życie.

- Moja droga cieszę się, że przyjęłaś naszą propozycję - stwierdził rozradowany. Dlaczego mówił "naszą" propozycję zamiast "moją"? To było bardzo proste - decyzja została podjęta z jego wspaniałą małżonką, dobre kilka tygodni temu. Dzięki temu mogli nie tylko pomóc ich małej Kurce ale też niejako wymusić częstsze wizyty w Dolinie, wszak musiała sobie to poletko jakoś zagospodarować. Fakt - mogli to robić za nią ale mogli też jej tylko pomagać, niejako czekając na jej odgórne rozkazy, które mogłaby im wydać na miejscu.

- A powiedz mi słoneczko drogie... - kontynuował swój szept, kładąc swoją dłoń na dłoni Aveliny - Czy wszystko gra? Nie potrzebujesz jakieś urlopu? Uciec od tego zgiełku na jakiś czas? - zapytał z taką czystą ojcowską troską w głosie - Nie chcę się oczywiście narzucać ani nic z tych rzeczy... Ale wyglądasz jakbyś mogła zażyć trochę odpoczynku i to takiego dłuższego - przyznał, badając jej stan. Otto nie był lekarzem ani nawet ekspertem ale znał się trochę na ludziach - Po prostu się trochę martwię... Nie chciałbym, aby Ci się coś stało. Musisz być przecież w pełni sił, aby otworzyć tę aptekę - przypomniał gdyby Paxton miała okazję zapomnieć o swoich wielkich planach - Myślisz skarbeńku, że można tutaj zapalić? Czy to raczej nie będzie dobrze wyglądało? - rozejrzał się po sali, zerkając ukradkiem do kieszeni gdzie trzymał swoją fajkę. Chwilę później puścił dłoń  swojej chrześnicy, opierając się na krześle.




RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Patrick Steward - 10.12.2023

Bywały takie historie, których nijak nie dało się odpowiednio skomentować. Patrick uniósł szklaneczkę z alkoholem i umoczył w nim usta. Historia o upadku z kilku metrów w dół i walce z nekromantką była jedną z takich. Delektował się smakiem whisky, myśląc o tym, że może to i dobrze, że sam nie znalazł się na tym statku a zamiast tego spędził całkiem znośny dzień w pracy, odwiedził Lithę i przypadkiem stał się świadkiem próby okradnięcia Chestera Rookwooda.
- To nadal nie brzmi jak opis twojej niekompetencji – zauważył po chwili. I już nawet nie chodziło o to, żeby chciał pocieszać Erika, ale opis sytuacji brzmiał raczej jak starcie z silniejszym, wspieranym nekromancją przeciwnikiem niż zwykła walka. – Ale tak, szklaneczka whisky leczyła już nie takie historie. Dwie mogą pomóc jeszcze bardziej – dodał, gdy do ich rozmowy dołączył Thomas.
Steward rozejrzał się za ciastkami z wróżbą, żeby sięgnąć po jedno z nich, rozłamać je i sprawdzić tę, którą otrzymał. Może byłaby tak pomyślna jak ta z Lithy? Obrzucił Erika spojrzeniem od stóp do głów, jakby naprawdę próbował ocenić, czy pasował mu wianek. Z pewnością musiał być jakoś zaklęty, bo twarz Longbottoma wydała się Patrickowi trochę bardziej wypoczęta? Właściwie to gdyby Nora stanęła obok Erika, mógłby ich nawet naszkicować. Z tym swoim myśleniem o wszystkim i o każdym Brenna potrafiła być naprawdę urocza.
- Stanowczo odwraca wzrok od temblaka – potwierdził. Obrzucił szybkim spojrzeniem resztę, by samemu sięgnąć po jeden z wianków. Jak wszyscy to wszyscy. Zresztą, Steward akurat nigdy nie był aż tak czuły na swoim punkcie, by przesadnie obawiać się ośmieszenia, za to bardzo nie chciał się przesadnie wyróżnić. – Wyglądasz na zmęczonego i chyba coś ci się stało z nogą. Powiedzmy, że od całej waszej grupy bije to samo zmęczenie. – A on był, po prostu, trochę bardziej spostrzegawczy niż większość. I to nie tak, że jakoś przesadnie zamierzał ukrywać swoje zdolności przed Prewettem, wolał… niedopowiedzenie. Przynajmniej dopóty nie musiał określić się jasno. Korciło go jeszcze by zapytać młodego mężczyznę o sprawę z widmami. W końcu tamtego dnia wydawał się dość zaangażowany. – Trafiłem? Czy spudłowałem?
Trochę mechanicznie, zaraz za Brenną sięgnął po ciastko z kwiatkiem. Zapatrzył się na Norę nie do końca przekonany, czy powinien jej zaproponować, że oprowadzi ją po Gabinecie Luster, czy też nie powinien jednak aż tak wyskakiwać do przodu.

!ciastko z kwiatkiem


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Pan Losu - 10.12.2023

krokus


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Lady II - 11.12.2023

W objęciach Nory było bezpiecznie. Bezpiecznie. Tak. Kobieta mogła poczuć, jak rozdygotane początkowo ciałko się powoli uspokaja. Powoli, powolutku, bo przecież, jeszcze trochę strachu zostało i… świętego oburzenia.
  - Jak to: nie? A tamto to co było? Dotknęłam i chciałoooo zabiiiiić. A tam jest tego więcej i ani chybi czyhają na moje życieeeee – poskarżyła się, podkreślając ostatnie słowo głośniejszym miauknięciem. Poruszyła się niespokojnie w objęciach; w końcu nadal była tylko młodym, energicznym kotkiem, a tutaj działo się tak wiele, tyle twarzy, których nie widziała, i… i…
  Wyciągnęła łapki, próbując zaczepić pazurki o ramię Nory, żeby następnie wspiąć się na jej ramię. I jeszcze zerknąć na Stewarda, przypominając sobie, że, że…
  - Co to jest kocia mięta? – spytała, machając koniuszkiem ogona. Naprawdę była tego ciekawa! I może nawet chętnie by spróbowała, tylko, tylko... czy może? Zerkała to na Norę, to na Patricka, trochę niezdecydowana. Tu było bezpiecznie. Ale on wspominał jednak o jakimś bukieciku, czymś dla niej! Z pewnością na to coś zasługiwała, jak na księżniczkę przystało!


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Thomas Figg - 11.12.2023

Nalawszy sobie whisky odwrócił się jeszcze z butelką patrząc na najbliższe osoby czy ktoś aby czasem nie potrzebuje dolewki i wówczas im również napełnił szklanki trunkiem.
- Dopier po butelce wiesz, czy lek zaczął działać - dopowiedział do słów Patricka - Jak wiadomo lek musi zacząć działać, a im go więcej tym szybciej zacznie działać - szeroki uśmiech rozciągnął jego usta. Cz kto była prawda? Czy tak się powinno leczyć? Zapewne nie, ale przecież był to najprzyjemniejszy sposób, bo przecież wszystkie lekarstwa smakowały paskudnie.

Zainteresował się też słowami swojej siostry i polecaniem przez nią babeczki kwiatowe. Wiedział, ze jeśli chodzi o słodycze to może spodziewać się samych dobrych rzeczy po Norze, dlatego bez wahania wziął dwie i od razu zabrał się za pałaszowanie pierwszej. Tego mu zawsze brakowało kiedy znajdował się w innych krajach, słodyczy przygotowanych przez Norę, miały niepowtarzalny smak, nie ważne ile razy je jadł, zawsze miał wrażenie, ze próbuje ich po raz pierwszy. Aż zaczął ją podejrzewać o rzucanie uroków na swoje wypieki, spędził raz z nią cały dzień, aby odkryć sekret jaki krył się za jej wyrobami - tak naprawdę była to tylko wymówka, żeby spędzić z nią beztroski dzień i bezkarnie podjadać wszystko co wychodziło z piekarnika.
Trochę się wahał, bo nie zwykł się dzielić jedzeniem, które sobie przywłaszczył, ale biorąc pod uwagę, fakt, że Erik miał jedna rękę w temblaku.
- Trzymaj, cukier też pomaga zaleczyć rany - dodał podając mu drugą z babeczek.


!ciastko z kwiatkiem


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Pan Losu - 11.12.2023

bez


RE: [21/06/1972] urodziny Norki - Erik Longbottom - 11.12.2023

Nie wszystkie bitwy dało się wygrać. Tak samo nie z każdej potyczki dało się wyjść bez szwanku. Erik był tego świadomy. Ciężko było, aby przez całe swoje dotychczasowe życie nie pojął tej lekcji, biorąc pod uwagę, że od lat był zarówno pracownikiem Brygady Uderzeniowej, jak i członkiem klubu pojedynków. Nawet najwybitniejsi czarodzieje miewali chwilę słabości. Czasem los się po prostu od nich odwracał, pozwalając danego dnia innym ludziom cieszyć się wygraną. Nie musiało mu się to jednak podobać.

Erik był nieco arogancki. Cecha ta rzadko się u niego objawiała, jednak bliskie mu osoby, które widziały go w naprawdę najróżniejszym stanie były aż nazbyt świadome tego, że jest zbyt pewny siebie. Za bardzo wierzył w to, że jego najbliższym nie może stać się nic złego. Przynajmniej nic takiego, co ich kompletnie zmiecie z planszy zwaną życiem. Wychodził z założenia, że przetrwania do lepszego świata im się po prostu należało, gdy stawiali swoje życie na szali walki z czarną magią. Podobnie było na statku; działał instynktownie, będąc pewnym, że los będzie po jego stronie. Tym razem się przeliczył. A może po prostu nie był aż tak dobry?

Mogłem być bardziej ostrożny — przyznał z ociąganiem na słowa Patricka. — Może wtedy zrozumielibyśmy więcej z tego, co właściwie się tam wydarzyło. — Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że znali tylko część historii okrętu, a jej spory fragment obecnie spoczywał na dnie morza, skazany na wieczne zapomnienie. — No i może uniknąłbym kilku siniaków.

Uśmiechnął się lekko do Stewarda, kiwając powoli głową. Czasem nie mógł się nadziwić, że potrafił być jednocześnie tak konkretny, a jednocześnie życzliwy. Może to było właśnie to coś, co sprawiło, że teraz niósł na swoich barkach tak ogromny ciężar? Dumbledore wiedział, co robi, pomyślał przelotnie Erik, jednak niedane mu było przeprowadzić długiej, wewnętrznej rozmowy z samym sobą. Oto Brenna zjawiła się obok z Norą.

Może powinienem zainwestować w jakieś tradycyjne szaty? — zażartował, gdy siostra poprawiała wianek na jego głowie. — Nasza moda nie uległa zbyt dużej zmianie. Długie płaszcze, spiczaste tiary... — Zmarszczył lekko nos. — Teraz jak o tym myślę, to w starych kufrach dziadka na pewno by się znalazło coś ciekawego.

O ile nikt wcześniej ich nie przegrzebał, pomyślał z przekąsem. Nie podejrzewał o to Brenny, czy którejś z kuzynek, ale już rodziców? To byli godni podejrzani. Godryk może i był całkiem żwawy, jednak zaawansowany wiek nawet jemu mógł się chwilami dawać w znaki. Pewne obowiązki związane z zarządzaniem rezydencją po prostu musiały przypaść innym. A pośród tylu domowników, każdy skrawek miejsca był na wagę złota... Kto wie, czy parę kufrów nie opuściło piwnicy lub strychu podczas świątecznego sprzątania w zeszłą zimę?

Jest to jakiś pomysł — stwierdził w kierunku Thomasa, zdejmując na moment wianek i przykładając w różne części temblaka, jakby sprawdzał, z której strony wyglądałby najbardziej estetycznie. Koniec końców nakrycie głowy wylądowało ponownie na głowie Erika, a mężczyznę ogarnęło poczucie spokoju. — Aczkolwiek dwa wianki to chyba byłoby nieco za dużo. Wyjdzie na to, że za każdym razem, jak tu przychodzę w gości, to ląduje w jakimś dziwnym kostiumie. — Wskazał ostentacyjnie palcem na Norę. — Ostatnio zrobiła ze mnie kota. Miałem nawet ogon!

Pozwalając chłopakowi przetworzyć tę informację, uwolnił go od babeczki, aby na koniec sięgnąć także po ciastko z wróżbą.


!ciastko z kwiatkiem