![]() |
|
[18.06.1972r.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [18.06.1972r.] Dzień ojca | Olivia i Tristan (/showthread.php?tid=2303) |
RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Tristan Ward - 28.11.2023 Z odpowiedzi Olivii wychodziło, że nie mieli dzisiaj w rodzinie świętowania, z powodu pilnej interwencji jej ojca i przełożyli termin na świętowanie rodzinne. Tristan przyjął do wiadomości, skinieniem głowy, że rozumie. Jeżeli dziewczyna miała przy tym inne plany, to uszanuje. Choć pewnie miał nadzieję, że ten jeden raz, kiedy ma dla niej całą resztę dnia i wieczór wolne, spędzą go jakoś wspólnie. Słysząc, że Olivia chce zapłacić, Tristan pokręcił głową i napisał na nowej stronie notesu: "Możemy iść później na jakiś spacer. Nie mam nic przeciwko. Co do zapłaty. Ja zaprosiłem, to ja zapłacę. Dużo mi ostatnio pomagasz." RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Olivia Quirke - 28.11.2023 Ona również miała mugolską walutę. Często szlajała się po różnych ulicach Londynu, wchodząc to tu, to tam. Bez pieniędzy nie dałaby rady. Jednak miała ogromny problem z przerzuceniem się na mugolską walutę, bo po prostu zbyt rzadko z niej korzystała. - Weź się nie wygłupiaj, tak to jest że czasem płaci jedna, czasem druga osoba - odpowiedziała, zezując na kartkę. I zapewne by pochwyciła portfel, wstała i po prostu dała go tej kelnerce, ale Tristan wyciągnął jakąś ulotkę. Skubany wiedział jak to rozegrać, bo Olivia chwyciła papier i zaczęła czytać, dając mu tym samym większe pole do manewru, niż gdyby tego nie zrobił. - Ooo. Wyrwało jej się, a jej oczy robiły się coraz większe. Mugolskie kursy to było coś, o czym w ogóle nie pomyślała. Bo przecież do swojego gotowania nie używała i nie chciała używać magii, więc... Czemu nie wpadła na to sama? Całkowicie pochłonięta ulotką i czytaniem tego, co tam było napisane, dała Tristanowi czas na opłacenie zamówienia. Potem jakoś się odegra, ale teraz jej uwaga została przekierowana na kompletnie inny temat. Gdy podniosła głowę, ten już zapłacił. Co za uparta gnida. Olivia zmarszczyła brwi z niezadowoleniem, ale zaraz jej twarz wróciła do poprzedniego stanu, gdy znowu spojrzała na ulotkę. - Przecież to jest genialne! Nigdy bym na to nie wpadła. Dziękuję! Jesteś genialny - wstała, zgarnęła portfel do torebki i stanęła na palcach, by pocałować go w policzek. - Na takich kursach jak się spali salę, to nie każą odkupować pieców, nie? Zapytała jeszcze z pewnym wahaniem w głosie. W domu było łatwiej, bo mogła użyć magii, żeby ugasić pożar. Wśród mugoli - nie bardzo. - Też chcesz iść? - zapytała z szerokim uśmiechem, nieco wyzywającym. - Widzę cię w takiej białej czapce i fartuchu, całego w mące. RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Tristan Ward - 29.11.2023 Nie mógł na to pozwolić. Nauczony był, że jak chłopak zaprasza dziewczynę, to on powinien płacić. Dlatego też tego się trzymał. Gdyby mieli się sprzeczać, to poszedłby wtedy na ugodę, że płaci każdy za siebie i wtedy by jej odliczył ile ma za siebie dać. I ten cały duży napiwek dla biednej kelnerki, której było jej żal. Tak czy inaczej, sukcesem okazała się ulotka, reklamująca kursy gotowania i to mugolska. Zauważając, że koleżanka jest tym zachwycona niczym dziewczynka, która dostała talon na cukierki, Tristan wykorzystał sytuację i udał się z notesem do lady, aby przy kasie zapłacić, w notesie pisząc, iż prosi o rachunek. Osoba go obsługująca, zorientowała się najwyraźniej, że mężczyzna jest niemową. Po dokonaniu należytej płatności, wrócił do stolika z uśmiechem zadowolenia, nie przejmując się jej niezadowoleniem. Szybko jej przeszło, kiedy poruszyła temat ulotki. Pochylił się, aby mogła dosięgnąć jego policzka, zauważając w jaki sposób chce mu podziękować. Mieszkał w Londynie, przemierzał ulice to i trafił na taką ofertę. Jako że Olivia robiła sobie z niego często królika doświadczalnego z jedzeniem, to nic dziwnego, że z tym kursem pomyślał o niej. Może tym razem jego żołądek nie będzie przeżywał rewolucji. Na jej pytanie, odpowiedź zapisał w notesie: "Jeżeli zacznie palić się sala, to wezwą straż pożarną. Ale myślę, że nie dojdzie do takich sytuacji." RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Olivia Quirke - 29.11.2023 Zapewne gdyby wiedziała, że Tristan jej ściemnia i jej jedzenie wcale nie jest tak dobre, jak myślała, to nigdy więcej nie weszłaby do kuchni. Na całe szczęście Ward wykazał się rozsądkiem i nie zabił w Olivii chęci kształcenia się w tej dziedzinie, bo znając ją znalazłaby coś zupełnie innego, kompletnie od czapy. I wpadłby z deszczu pod rynnę. - Straż pożarna... - mruknęła, czytając słowa napisane na kartce. Pokiwała głową - będzie dobrze. Musi być, przecież nie jest aż tak beznadziejna, prawda? Pokiwała głową na znak, że tak, wychodzą. Zerknęła jeszcze na to, co napisał. Posmutniała odrobinę, ale rozumiała. - Jasne, pójdę. Szkoda tylko takiego widoku. Uśmiechnęła się lekko i ruszyła w stronę wyjścia z kawiarni. Po drodze jednak minęła stolik pary ojciec-córka albo pan-kochanka. Rzuciła im dziwne spojrzenie, szczególnie kobiecie. Na kilka chwil ich spojrzenia się spotkały - jedno oceniające, drugie: agresywne i wyzywające. Olivia uniosła brew i niby to przypadkiem potrąciła wodę, która stała na stoliku tak, by wylała się na kusą sukienkę babiszcza, które było niemiłe dla kelnerki. Nie czekając na reakcję kobiety Olivia wypruła do przodu chwytając Tristana za rękę, by dopaść drzwi i wyskoczyć z kawiarni jak oparzona. Czasem zachowywała się dziecinnie - a na pewno nie tak, jak powinna zachowywać się kobieta w jej wieku. Ale taka była: najpierw robiła, potem myślała. Pociągnęła przyjaciela za sobą w stronę zaułka, tak by w razie czego wściekła kobieta nie wypadła na ulicę za nimi. Wątpiła, by to się stało, bo z tego co Quirke zauważyła, baba miała jakieś niebotycznie wysokie szpilki, a w takich ledwo dało się chodzić, a co dopiero mówić o bieganiu. Ale lepiej było dmuchać na zimne, więc puściła Warda dopiero, gdy skręcili dwa razy uliczkami Londynu. - Sorry, poniosło mnie - sapnęła, pochylając się by oprzeć dłonie na udach. To nie to, że nie miała dobrej kondycji, ale chyba każdy by się zmachał po niespodziewanym biegu i to w ogóle bez przygotowania. Opuściła głowę, łapiąc kilka razy powietrze, łapczywie i zachłannie, zanim zdołała się wyprostować bez ryzyka dostania kolki czy po prostu zejścia na zawał. - To co, spacer? Tylko nie wiem w którą stronę, bo się zgubiłam. Zapytała jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło. Tristan znał już trochę Olivię i wiedział, że bardzo nie lubiła, gdy ktoś wyżywał się na szeregowych pracownikach - obojętnie czy popełnili błąd, czy też ten ktoś miał po prostu kiepski dzień i chciał poczuć się lepiej. Baba miała szczęście, że to była woda, nie gorąca kawa czy herbata. RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Tristan Ward - 01.12.2023 Żołądek Tristana zdążył się chyba już uodpornić na posiłki przygotowywane przez Olivię. Ale dla bezpieczeństwa innych osób, żeby nie zostały jej królikami doświadczalnymi, wolałby ją zapisać na jakiś kurs gotowania, aby sprawdziłam się, czy faktycznie do tego się nadaje. Pocieszył przyjaciółkę uśmiechem, że nie spełni jej marzenia, o noszeniu białego fartucha oraz czapki kucharskiej. Był z nią jednak szczery i naprawdę czasu na kurs nie znajdzie, jeżeli ma też zająć się sobą. Miło było usłyszeć, że Olivia zgodziła się pójść na kurs jaki jej znalazł. Może jednak odnajdzie w tym swoje powołanie i otworzy kiedyś własną restaurację? Bar? Kawiarnię? Cukiernię? Być może to dalekie myślenie o jej zawodzie, kiedy przypomniał sobie jej problemy z klientami. Sam także miał z nimi styczność. Rozumiał ją. Za jej zgodą, mogli opuścić kawiarnię i udać się na wspólny spacer. To co jednak się po chwili stało, było tak szybkie i zaskakujące. Nie widział, jak Olivia chcący, czy też niechcący, strąciła szklankę z wodą, która oblała kobietę o negatywnym nastawieniu do otoczenia. Czując chwyt za rękę, pobiegł za Olivią W przeciwieństwie do niej, miał znacznie lepszą kondycję, jeżeli chodziło bieganie. Musiał dotrzymać jej swojego tempa, aż zniknęli w zaułku między budynkami. Przyjrzał się dziewczynie, pokręciwszy głową za szalony pomysł. Pozwolił jej dojść do siebie a sam wychylił się lekko, aby zbadać teren. Kobieta ich nie goniła. Wyszło im na plus. Napisał pytanie na kartce notesu, który otworzył na pustej stronie: "Zrobiłaś to specjalnie?" RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Olivia Quirke - 01.12.2023 Na szczęście dla otoczenia Olivia nie miała takich zapędów, by otwierać cukiernię czy restaurację. Robiła to czysto hobbistycznie, dla najbliższych, do których Tristan niewątpliwie się zaliczał. Z różnym efektem co prawda, ale to już było mniej ważne. Ważne było to, że naprawdę się starała i wkładała w to całe serce. A jeśli kurs miał uratować Tristana przed otruciem, to tym lepiej. W odpowiedzi na jego pytanie odetchnęła raz czy drugi i wzruszyła ramionami. Mogła ściemnić, że to nieprawda, to był przypadek, ale nie lubiła kłamać. - Tak. A bo co? - sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła paczkę papierosów. Doskonały pomysł po szaleńczym biegu, jakby jej płuca niewystarczająco dostały w kość. Odpaliła fajkę od zapalniczki i zaciągnęła się dymem, wyzywająco unosząc głowę. - Należało jej się, niech się cieszy że kelnerka nie przyniosła jej nic gorącego. Mam nadzieję, że napluje jej do kawy czy co tam zamówiła. Olivia była dość skomplikowaną osobą. Teraz, gdy opierała się plecami o ścianę budynku i patrzyła na Tristana, przypominała bardziej zbuntowaną nastolatkę, która kłóci się z rodzicami o to, że niezdrowo jest palić w tym wieku. - Baba była okropna, sam słyszałeś. Zresztą sam pewnie masz nieprzyjemność rozmawiać z takimi chamami, pomyśl jaki świat byłby piękny, gdyby ludzie reagowali na wyżywanie się na innych? - wypaliła ćmika do połowy. Nie rzuciła go jednak jak bandytka na ziemię, zamiast tego kucnęła i zgasiła go o chodnik, a kiepa wyrzuciła do kosza, upewniając się że na pewno dobrze go zgasiła. Niemal od razu wrzuciła do ust miętówkę z pudełeczka, które miała zawsze przy sobie, w razie gdyby miała skorzystać z fiuu czy komuś by przyszedł durny pomysł do głowy, żeby ją teleportować. Ruszyła za Tristanem, oddając mu prowadzenie, bo kompletnie nie wiedziała, dokąd idą. - Jest tu jakiś park albo coś w tym rodzaju? Jak bardzo lubię spacerować po mieście, tak czasem lepiej się wyciszyć w otoczeniu zieleni - zapytała, otrzepując ręce jakoś tak odruchowo. RE: [18.06.1972.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Tristan Ward - 02.12.2023 Właśnie też dlatego, że Olivia starała się przygotowywać dla niego posiłki, pomyślał o tym, aby zrobiła sobie chociaż podstawowy kurs gotowania. Mistrzem być nie musi, ale żeby umiała się nawet w gościnie postawić. Z drugiej strony, jeżeli w przyszłości przyjdzie ją nagle ochota na zwiększenie swoich umiejętności i odnajdzie się w kulinarii, to czemu nie? Słuchając Olivii, napisał zaraz swoje spostrzeżenia w notesie i jej pokazał. Że co to zrobiła Quirke, mogło mieć nawet odwrotny skutek i konsekwencje spadną na biedną dziewczynę, pracującą w kawiarni. Przez taką zagrywkę, Tristan może więcej nie przyjść z Olivią do akurat tej kawiarni. Kiedy Olivia wypaliła papierosa, mogli wyjść z uliczki i ruszyć spacerem w dowolnym kierunku. Na pytanie o park, pokiwał głową, że tak, jest tutaj niedaleko jeden z niewielkich parków. Też lubił tam przychodzić i posiedzieć w otoczeniu małego skrawka natury w centrum miasta. Żeby mu się Olivia nie zgubiła w przejściach między ulicami, gdyż tutaj już prostej drogi nie było, objął ją ramieniem, chyba że na nowo postanowiła objąć jego ramie, to pozwolił. W godzinach szczytu popołudniowych, coraz więcej ludzi mogło się przemieszczać, wracających z pracy, lub do nich zmierzających, czy nawet robiących zakupy. RE: [18.06.1972r.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Olivia Quirke - 02.12.2023 Gdy przeczytała, co jej napisał, prychnęła. Odwróciła głowę i zasłoniła oczy - w innym wypadku by po prostu zatkała mu usta żeby przestał gadać, ale tutaj wystarczyło ostentacyjnie nie patrzeć, żeby dać do zrozumienia, że nie będzie na ten temat rozmawiać. Że go nie słucha, bo jest przekonana o własnej racji. Olivia była cholernie uparta, jak wbiła sobie coś do głowy, to ciężko było sprawić, że zmieni zdanie. Co prawda przemawiały do niej logiczne argumenty i potrafiła przyznać się do błędu, lecz w tej sytuacji uważała, że Tristan przesadza. Tym bardziej ją zdenerwowało to, że wspomniał, że nie może się bronić słownie. - Właśnie dlatego trzeba reagować - burknęła tylko, błądząc wzrokiem gdzieś po ścianach. Bo ona sobie poradzi - zwyzywa, prychnie, przewróci oczami i wróci na zaplecze, bo przecież matka jej nie wyrzuci z pracy. Nie za takie bzdury. Inni nie mieli takiego komfortu, nie byli tak uprzywilejowani. Jak chociażby Tristan, który potrzebował tej pracy. I zapewne jak ta biedna kelnerka. Może była cierpliwa, może nie robiło to na niej wrażenia - ale kim by była Olivia, gdyby przeszła obok tej sytuacji obojętnie? Boczyłaby się jeszcze długo, jak to ona, gdyby Tristan jej nie objął. Najpierw się okropnie spięła, bo jej umysł już podsunął scenariusz, w którym mężczyzna prowadzi ją do kawiarni i każe przeprosić tę wstrętną kobietę. A ponieważ nie miała zamiaru przepraszać, zapewne okropnie by się pokłócili. Ale nie - nie szli w tamtym kierunku, szli zupełnie gdzie indziej. Westchnęła więc, przeklinając w myślach to, jaka jest słaba, bo przecież powinna pokazać mu, że jest inaczej, że będzie stała przy swoim i powinna jakoś wytłumaczyć lepiej, o co jej chodziło, i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć "nie". Ale wtuliła się na krótki moment w jego bok, rozluźniając ciało. Niech mu będzie. Cała złość nagle wyparowała, chociaż na ten moment sama Olivia nie powiedziała ani słowa. Cholera wie, o czym myślała, ale że o czymś myślała - to było widać. Wyjątkowo była skupiona, nie strzelała wzrokiem na prawo i lewo, skupiła się na wymijaniu ludzi, bo niezbyt lubiła, jak ją potrącali. Czasem nie miała nic przeciwko, ale dzisiaj nie miała ochoty na obcy dotyk nieznajomych. To nie był klub, gdzie to nie miało znaczenia. - Czasem strasznie mnie wkurzasz, wiesz? - mruknęła, gdy weszli do parku. Ot, tak z głupia frant palnęła, bo najwyraźniej coś tam w niej siedziało mocno, co domagało się ujścia, chociaż nie do końca potrafiła sklasyfikować co to było i o co chodziło. - Dobra, może faktycznie powinnam to rozegrać inaczej, ale nadal uważam, że coś trzeba było zrobić. Zakończyła, chociaż dosłownie kilka minut temu sama dała wyraźnie znać, że nie będzie o tym rozmawiać. Spojrzała w kierunku fontanny i uśmiechnęła się lekko. Lubiła fontanny, szczególnie gdy było tak ciepło. Pokazała na ławkę niedaleko. - Chodź, usiądziemy - wyślizgnęła się z jego uścisku z gracją i podskoczyła do fontanny. Sprawdzała, czy do tej również mugole wrzucali pieniądze. Ciągle ją zastanawiał ten zwyczaj - niby to miało przynieść szczęście, ale jak mogłoby szczęście przyjść do kogoś, kto tak marnował pieniądze? Olivia nachyliła się i jej wzrok pochwycił kilka monet. Jakieś dziecko najwyraźniej też było zafascynowane dnem fontanny, z tym że w nieco innym aspekcie, bo właśnie się przechylało i próbowało wyłowić pieniądze. Olivia zachichotała. Oby tylko nie wpadł, bo mimo iż było ciepło, to chodzenie w mokrych ubraniach nie było pewnie szczytem jego marzeń. Ciężko opadła na wolną ławkę niedaleko i podwinęła nogi, by wbić wzrok w fontannę. Była ładna - widać było, że o nią dbali. Woda szemrała cicho i przyjemnie, a chłodna mgiełka unosiła się wokół niej jak jakaś srebrna aura. Nie przedstawiała niczego konkretnego, ot po prostu kamienne misy w różnych wielkościach, ale było w niej coś urokliwego. Zwłaszcza gdy dostrzegło się na samej górze ptaki, które chłodziły się w zimnej wodzie. - Ładnie tu - powiedziała, rozglądając się dookoła. Było tu sporo osób, ale każdy był zajęty sobą lub swoją rodziną. Nie było tu też tłoczno, o dziwo. A szkoda, to było naprawdę piękne miejsce. RE: [18.06.1972r.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Tristan Ward - 05.12.2023 Widząc, jak Olivia odwraca głowę, Tristanowi opadły ręce. Na tyle ją już poznał, że wiedział, kiedy nie chce rozmawiać na niewygodne dla niej trochę tematy, mając swoje zdanie. Uparciuch z niej. Westchnął i zamknął notes. Nic więcej nie pisał. A jej słowa nie były do końca prawdą. Reagować w czynach powinno się w sytuacjach, kiedy rozmowa zawodzi. Ward miał z tym problem, że nie mógł głosem nic zdziałać. Ten temat mogli już zostawić. Olivia potrzebowała odreagować, uspokoić się przez zapalenie papierosa. Był chyba bardziej cierpliwy i wyrozumiały, nie próbując jej narzucać swoich racji. Sama dojdzie kiedyś do tego, czy postąpiła słusznie. Obejmując ją, poczuł dziwne napięcie, mając wrażenie, że może narusza jej strefę komfortu. To by wtedy się odsunęła. Może miała inne obawy? Wracać do tamtej kawiarni nie zamierzał. Ludzie ich mogli zapamiętać. A tamta kobieta na pewno wróciła na swoje miejsce i dokończyła to, co tam robiła. Lepiej unikać stref konfliktowych, jakie się stworzyło. Dlatego obejmując, zaprowadził przyjaciółkę prosto do parku. On jako mężczyzna mógł jej okazać swoje wsparcie, zapewnić ochronę i poczucie bezpieczeństwa, mimo iż jego mózg był nieco przestawiony przez traumę przeszłości. Bez odznaki aurorskiej zapewne nie czuł w sobie tego, że może ją ochronić. Olivia jednak wtuliła się do niego, uspokoiła, jakby jego energia oazy spokoju do niej wpłynęła. Trzymał ją blisko siebie i zwracał uwagę na otoczenie, aby dziewczyna nie zgubiła mu się i żeby dotarli do miejsca docelowego. Jej pierwsze pytanie zaraz po wejściu do Parku, było zaskoczeniem. Uniósł brew ku górze pytająco, o co jej chodziło. Zrozumiała? Uśmiechnął się do niej lekko i pogładził po włosach, jakby pochwalił dziewczynę za przyznanie się do częściowego przesadzenia swojego zachowania wobec klientki kawiarni, w jakiej byli. Rozumiał, że chciała pomóc, ale można było to także rozegrać inaczej. Do tematu nie zamierzał już wracać, dając jej odpowiedzi w czynach. Puścił ją, kiedy Olivia zauważyła fontannę i cała jej uwaga powędrowała w to miejsce. Zgodził się zająć jedną z wolnych ławek, aby posiedzieli i ewentualnie o czymś innym porozmawiali. Tristan usiadł i poczekał, aż Olivia nacieszy oczy widokiem fontanny z bliska. Nie wszędzie ludzie wrzucali do fontann pieniądze. Wiele parków tego zakazywało. ”Każdy park ma swój urok. Najważniejsze, że jest spokojnie i można się zrelaksować”Napisał w notesie na czystej stronie i pokazał Olivii, nawiązując do jej ostatnich słów. RE: [18.06.1972r.] Dzień ojca | Olivia i Tristan - Olivia Quirke - 05.12.2023 Ceniła w nim to, że nie naciskał ani się nie wyśmiewał, gdy przyznawała się do błędu. Dzięki temu miała przeczucie, że w kontaktach z nim ma przestrzeń do tego, by je popełniać. Bo Olivia popełniała naprawdę masę błędów, mimo że miała swoje lata. Oczywiście każdy człowiek popełniał błędy i to było normalne, chociaż Quirke zdążyła już poznać sporo osób, które musiały być idealne. W ich życiu nie było miejsca na błędy, bo otaczały się osobami idealnymi lub takimi, które błędów nie tolerowały. Ona jednak starała się trzymać blisko tych, którzy wiedziała, że nie odwrócą się, gdy popełni głupotę. Kluczem jednak było przyznanie się do tego błędu. Gdy gorąca głowa w końcu stygła, wtedy mogła przeanalizować to, co robiła i często dochodziła do wniosku, że MOŻE mogłaby zareagować inaczej. Jeśli chodziło o strefę komfortu Olivii, to wydawać by się mogło, że nie dotyczyła ona Tristana. W tym sensie, że mógł ją ciągać za rękę, przytulać, obejmować czy głaskać po głowie, a ona przyjmowała ten dotyk z uśmiechem i wdzięcznością, trochę jak mały piesek, który szukał atencji. Nie każdemu na to pozwalała, bo przecież to nie było tak, że teraz ktoś mógłby podejść do nich i powiedzieć "hej, znam cię ze szkoły, nie pamiętasz mnie ale chodźmy się przytulać w krzakach". - No nie wiem, niektóre są zaniedbane i pełne śmieci - odpowiedziała, marszcząc brwi. Była kiedyś w takim, było tragicznie. Co prawda widziała ludzi, którzy starali się sprzątnąć porozrzucane papierki i pewnie przyszła po prostu nie w porę, ale jakoś tak ten konkretny park wydał jej się po prostu lepszy od tamtego, do którego kiedyś poszła z nudów. Uniosła wzrok na Tristana i przekrzywiła nieco głowę. - Mam wrażenie, że jeśli chodzi o relaks, to ostatnio nie masz na to za dużo czasu, co? Uśmiechnęła się łagodnie. Nie miała zamiaru robić mu wyrzutów, kiedyś na ten temat rozmawiali i nie warto było wracać do tego samego w kółko, jak zdarta płyta. Ona sama zaś całkowicie się uspokoiła, ten buntowniczy płomień który na chwilę się rozpalił w kawiarni zgasł, ustępując miejsca łagodności. Zresztą miała wrażenie, że przy Tristanie nie dało się być zdenerwowanym dłużej niż krótką chwilę. Był jej przeciwieństwem, jeśli chodzi o zachowanie - trochę tak jakby tonował jej emocje, wyciszał ją. To było miłe uczucie. - Czy mogę ci w tym jakoś pomóc? - nie chciała się wcinać w jego życie, proponując milion rozwiązań - bo może on nie uważał tego za problem? Może się już przyzwyczaił? A może po prostu potrzebował braku wolnego czasu, żeby uporać się z wydarzeniami, które boleśnie odcisnęły się piętnem na jego duszy i pozostawiły rany, których nic ani nikt nie wyleczy? Z zamyśleniem uniosła dłoń i odgarnęła jego włosy na bok. Zdawała się jednak nie patrzeć na niego tylko przez niego, jakby nagle odpłynęła myślami gdzieś daleko i po prostu straciła kontakt z rzeczywistością. |