Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Vespera Rookwood - 27.11.2023

Vespera ubrała długą suknie w kolorze czerwieni, aby chociaż trochę przyciągać do siebie spojrzenia, aby chociaż chwilę poczuć się tą kobietą, którą w środku była. Suknia miała długie, tiulowe rękawy, dekolt w serek opinający się na jej piersiach, czarny gorset i sięgała do kostek. Nie była ona jakoś szczególnie ciepła, wręcz była idealnie przewiewna, aby się nie spociła. Od dłuższego czasu czuła spokój w towarzystwie Perseusa, mimo że w sercu nadal tlił się lęk przed tym wszystkim, co miało się zadziać i jak swoje podwójne życie miała teraz pogodzić. Spojrzała w kierunku, w którym Perseus kiwał dłonią i sama również skłoniła lekko głowę przez krótką chwile nie spuszczając wzroku ze swojej przyszłej teściowej, posłała jej delikatny uśmiech i wróciła spojrzeniem w stronę swojego narzeczonego. Nadal nie umiała tego w swojej głowie ułożyć, ale zaczynała się do tego przyzwyczajać. Było to zbyt szybko, ale jednocześnie odpowiednio na miejscu. Jeśli chodzi o jego matkę Vespera się jej nie bała, na swoim koncie miała spotkania z gorszymi osobami niż zwykłą panią domu, matką jej przyszłego męża, jej przyszłą teściową. Do potęgi Czarnego Pana było jej daleko, więc Vespera nie czuła przed nią obawy, nie czuła strachu przed tym, że ta kobieta mogła ją kąsać, bo Vespera pochłaniała swoich wrogów w całości. Przytuliła się do jego ramienia mocniej.

– Wiesz, że nie boję się twojej matki, ale chcę, abyś czuł się dzisiaj dobrze, więc nie musimy tam podchodzić – szepnęła mu do ucha stając lekko na palcach i przyciągając go do siebie. Musnęła jego usta, aby odrobinę wzbudzić oburzenia wśród osób wokół. Na jej ustach zabłąkał się delikatnie prowokujący uśmiech patrząc na niego uważnie. Dała się pociągnąć w stronę stoiska z wiankami zadowolona z jego spojrzenia. Lubiła jak na nią w ten sposób patrzył.

– O tak – odpowiedziała pochylając się i dając sobie również nałożyć na głowę wieniec. Potem wróciła do swojego narzeczonego przytulając się znowu do jego ramienia.


!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 27.11.2023

Paproć


Zaczynasz odczuwać oszałamiającą radość z chwilą wsunięcia na swe skronie wieńca z paproci. Nie możesz wyzbyć się wrażenia, że oto wszystko idzie po twojej myśli, świat stoi przed tobą otworem, a wszelkie dotychczasowe troski są jedynie mrzonką.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Lorraine Malfoy - 28.11.2023

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/131a04fb6d377d41bc029b50a01f2ecb/e1873c57572167d6-1e/s500x750/b59c3eacb02bec0e4a677423c9300190a1f68580.jpg[/inny avek]

Nie myślała, kiedy obracała się w tanecznym szale w grupie wyznawców, którzy naśladowali hipnotyzujące pląsy kapłanek kowenu, składając Matce jako ofiarę swoją radość, i urywane oddechy, kiedy brakło tchu w piersiach po szaleńczych obrotach. Nie myślała o zagrożeniu ze strony Śmierciożerców, o tym, że znów odważyliby się zbrukać święte miejsce plugawą walką ideologii, będących niczym wobec potęgi żywiołów i władztwa Bogów... Choć jej paranoja wciąż miała się dobrze - rozkwitała w piersi Malfoy równie pysznie co girlandy kwiatów, którymi przystrojone było miejsce kultu - w ten wyjątkowy dzień to jej wiara była silniejsza.
Lorraine nie myślała, kiedy promienie słońca całowały jej skórę; nie myślała już nawet o tym, że tak samo chce całować skórę Maeve, kiedy ta odnalazła się wśród tłumu - i to w tych wszystkich miejscach, które przed letnim słońcem pozostawały zakryte - za bardzo zatraciła się w odbiciach płomieni w oczach przyjaciółki, za bardzo była zdyszana od nieustannych tańców, cienka sukienka za bardzo kleiła się jej do ciała, a w uszach pulsowało od hałasu.

Za bardzo rozpraszała ją ta jedna kropelka potu na dekolcie Maeve.

Kiedy wyciągnęła do niej ręce - zachęcając całym swoim wilowym wdziękiem, aby dołączyła do tańca - czuła się jak pijana: pijana słońcem, zapachem ziół i śmiechem, który dzieliła z Maeve, kiedy rzuciła się jej na szyję, tracąc równowagę przez wszystkie te obroty - gdyby tylko mogła, wydestylowałaby śmiech Chang, i dodawała do każdego felix felicis.

- Za kogo ty się uważasz, żeby wystawiać moją wiarę na takie próby, co? - Nigdy nie znała umiaru drocząc się z Maeve. Słowa były szybkie, wydyszane prosto do ucha kobiety, a co najgorsze, nie było w nich nic z uroczo pretensjonalnego księżniczkowego tonu, w jaki chciała uderzyć - w głosie Malfoy słychać było tylko uśmiech, który samowolnie rozświetlił jej twarz. - Pod koniec modlitwy zaczęłam niemal wątpić, czy przyjdziesz - dodała słodkim szeptem, i uwiesiła się na szyi kobiety bluszczowym ruchem, pozwalając sobie na czułość, którą rzadko okazywała publicznie. Za ucho Maeve wetknęła przy okazji jeden z kwiatuszków, których bukiecik do tej pory miała przypięty do sukni.

Na szczęście przywilejem bycia kobietą było to, że nikt nie dostrzegłby w ich czułościach niczego zdrożnego, niczego poza niewinnym afektem. Wszyscy byli zbyt skupieni na tańcu kapłanek, by zwracać uwagę na hipnotyzujący taniec dwóch kobiet zagubionych w tłumie wiernych blisko ogniska. Zbyt cieszyła się obecnością Maeve.

A zresztą, Litha była świętem, w którym kobiety cieszyły się szczególnymi błogosławieństwami! A Lorraine była w końcu matką, tyle że chrzestną, i Nokturnu...

Trudno było zresztą udawać obojętność, kiedy znowu rozmawiały z tą cholerną poufałością, która sprawiała, że słowa stały Lorraine w gardle, dopóki w fali emocjonalnej regurgitacji nie wyrzucała ich wszystkich w niezdrowym nadmiarze w obecności Maeve. 

Ale słowa ginęły wśród wznoszonych ku bogom modlitewnych inkantacji, zagłuszone przez rytualne śpiewy i gwar rozmów zgromadzonych tłumnie wiernych.
Słowa się nie liczyły, nie kiedy palił dotyk ich splecionych dłoni. Paliły też policzki Lorraine, zziajanej od zapamiętałego tańca. Była tutaj jeszcze zanim rozpoczęły się obrzędy: razem z siostrami i braćmi z kowenu rozpalała zioła przy ogniskach, przygotowywała napary dla kapłanek, które teraz obracały się jak zaklęte w tanecznym kręgu; ogólnie, pomagała jak mogła w przygotowywaniach do tego wielkiego święta.

Lorraine rzadko czuła się szczęśliwa, ale obchody Lithy zawsze napełniały ją dziwną euforią.
Chociaż to Beltane obchodziła najbardziej hucznie - czuła kłucie piersi, kiedy myślała o fiaksu tegorocznego święta, które zresztą spędziła w łóżku, zdjęta potężnym choróbskiem, szczęście w nieszczęściu - to Litha pozostawała dla niej najbardziej wyjątkowa, najpiękniejsza; w dzieciństwie, choć niespecjalnie przejmowała się sprawami wiary, zawsze cieszyła się, kiedy matka zabierała ją pośród ogniska, w gwarny tłum, dookoła kwiaty, wianki, wstążki, tańce... właśnie, wianki!

- Patrz - szepnęła do Maeve, pokazując w stronę stoiska. - Jeżeli nie mają wianków z lilii wodnych, będę zawiedziona. - Przez chwilę nienawidziła tej tęsknoty w piersi, która kazała jej wypowiedzieć na głos ten prywatny żart. Była zła, że wydaje się taka desperacka, klejąca, jakby rzeczywiście potrzebowała mieć Maeve przy sobie. A przede wszystkim, napełniała ją cholerna euforia, kiedy pomyślała o tym, jak długo zastanawiała się, jak podpisać krótki list, który wysłałaml ostatnio przyjaciółce. Raine? Lorrie? Bez podpisu, żeby było tajemniczo?? Twoja przyjaciółka, która czasem często grzeje ci łóżko?

- Stoisko z wiankami. Nie złapiesz mnie - wypaliła nagle, i natychmiast wysunęła się z objęć Maeve, by pognać w stronę stoiska Abbottów. Ale jak mnie złapiesz, to oddam ci swój wianek, chodziło jej po głowie, ale nie powiedziała już tego na głos: zamiast tego skupiła się na przepychaniu przez tłum, aby znaleźć dla Mae wianek, który najbardziej pasowałby do jej stroju, ale chętnych było zbyt wielu, by mogła wybierać. Jedna z kobiet z uśmiechem włożyła jej na głowę losowy wianek.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Bylica pospolita


Pierzaste gałązki bylicy łaskoczą twoje czoło i przywołują radosne wspomnienia z dzieciństwa (lub marzenia o takowych). Zaczynasz odczuwać tęsknotę za ciepłem domowego ogniska, zaś w twojej głowie pojawia się myśl o powiększeniu rodziny.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Laurence Selwyn - 28.11.2023

Mamo, czy to nie Laurence Selwyn? — zapytała półszeptem stojąca obok niego młódka, jednak nie wystarczająco cicho, by jej nie usłyszał. Odwrócił się w jej stronę - jak mu się wydawało - w miarę dyskretnie i zrozumiał, że zrobiła to celowo. Mogła mieć nie więcej niż dwadzieścia lat; młodzieńcza dociekliwość nadawała ostrości jej rysom, gdy taksowała go chłodnym spojrzeniem. Poruszył się niespokojnie, udając, że sam rozgląda się za postacią tajemniczego Selwyna, a potem, nie wiedząc co począć z dłońmi (zawsze, gdy miał przed występem tremę, musiał zajmować czymś palce, by nie oszaleć), w mało elegancki sposób schował je do kieszeni spodni. Po raz pierwszy od powrotu do Wielkiej Brytanii postanowił wyjść gdzieś publicznie - nie jako Laurence Selwyn, lecz Laurie, przyjaciel różdżkarza, z którym umówił się w cieniu jednego z kamieni Stonehenge. 
Dajże spokój, Selwyn nie wyglądał jak ostatni menel — ucięła towarzysząca jej dama, odciągając córkę w stronę jednego ze stoisk z bursztynową biżuterią — Za moich czasów był jednym z najlepszych brytyjskich aktorów, trzymał klasę, dopóki...
Nie dosłyszał już opowieści o swoim upadku. Przyznać jednak musiał, że nazwanie go ostatnim menelem nieco go ubodło; poprzedniego dnia specjalnie wybrał się do mugolskiego barbera, żeby przyciął jego brodę i zrobił coś z jego niesfornymi włosami, wypastował buty i dokładnie wyprasował lekką szatę, która teraz rozpięta falowała wokół jego sylwetki, kupił nową śnieżnobiałą koszulę i beżowe spodnie, użył ulubionych piżmowych perfum, a do tego poprzedni wieczór spędził z maseczką na twarzy i plasterkami ogórka na oczach.
Ponieważ chciał wyglądać dla niego dobrze.

Nie miał na szczęście dużo czasu, by zastanawiać się nad swoją aparycją i poddawać wątpliwościom to, czy na pewno powinien się pojawić się na sabacie. Oto wypatrzył w tłumie Garricka i Septimę kroczącą obok niego w wianku. Jego twarz pokraśniała, przytyk obcej kobiety przestał mieć znaczenie, zaś sam Laurence ruszył im na spotkanie.
Cześć! — rzucił dziarsko, zastanawiając się, czy w jego wieku wypada jeszcze witać się w inny sposób niż "dzień dobry" i "witaj", ostatecznie uznając, że wszystko jest dla ludzi. — Huh, wyglądacie... bardzo ładnie — zauważył, choć wypowiadając te słowa patrzył głównie na starszego Ollivandera. — No, a twój wianek, Septimo, jest naprawdę olśniewający. Może też powinniśmy sobie takie sprawić? — mrugnął porozumiewawczo do Garricka.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leta Crouch - 28.11.2023

Tłoczno i głośno? Przeważnie próżno tego szukać, gdy siedzi się w jakiejś głuszy czy buszuje po grobowcach, ewentualnie przekopuje bibliotekę i zarywa noce w zaciszu własnego domu, badając i analizując wszystko, co wiązało się z minionymi czasami. Ale bywały takie momenty, że jednak trafiała w takie miejsca…
  … i wbrew pozorom, całkiem dobrze się czuła. Mimo że przez swój wzrost całkiem łatwo było dać się stratować, ewentualnie najzwyczajniej w świecie gubić. Ha, tata Cathal, tego jeszcze nie grali. Ale bardzo daleko jej było do bycia jego córką (w sumie może i dobrze); co nie zmieniało faktu, że nie po to jednak zdecydowali się przejść po sabacie (czy może raczej: Stonehenge), żeby musieć się wzajemnie szukać.
  Aż się przypominało Beltane, kiedy to ganiali za Jamilem…
  - To byłoby co najmniej rozsądne – stwierdziła, dreptając obok. Tak, Ostara była spokojna, na Beltane wszystko wybuchło, teraz zaś… hm. Odważni byli, nie ma co – Znaczy, jakby rozumiem, sabat to jednak sabat, ważne święto i tak dalej, rytuały i te sprawy, należy czcić, jak Matka przykazała – wyrzucała z siebie słowa, niemalże na jednym wdechu. Albo faktycznie na jednym? Dość trudno ocenić, kiedy jej się usta teraz prawie nie zamykały… - Ale nie zdziwię się, jak nagle pojawi się Latajek, bo uzna, że należy znaleźć kwiat paproci… chociaż nie wiem, czy w ogóle tutaj by wyrósł, zawsze sądziłam, że to po lesie trzeba biegać, a nie pomiędzy kamieniami. Chociażby miały nie wiem, ile lat – czy zabrzmiała nieco zgrzytliwie? Być może – Zresztą, jak na moje to on w zasadzie zbyt długo żadnego kwiatu nie szukał – dorzuciła po bardzo króciutkiej chwili namysłu.
  - Ale tak sobie myślę, co by się stało, jakby odwołali sabat? Czy czarodziejska społeczność byłaby zachwycona? Jakoś wątpię, zresztą, jak to szło? Chleba i igrzysk? A nie przypominanie, że mają się nieustannie bać. Zwłaszcza że jak na moje, to by pewnie wyszli na słabych. Już widzę te nagłówki, „nieudolna Minister Magii odwołuje sabat, bo tam są same patałachy”, „Ministerstwo nie umie zapewnić bezpieczeństwa”, „Czarodzieju, chroń się sam” i ee… ej, może Stonehenge to nie Polana Ognisk, ale kapłani sobie nawet poradzili ze zorganizowaniem przestrzeni – oceniła w końcu, porzucając nagle wątek hipotetycznych tytułów – W zasadzie, jakby się dało, to bardzo chętnie bym się tym kamieniom kiedyś porządniej przyjrzała… może nawet jest coś pod nimi?
  Rozmarzyła się? Chyba tak, sądząc po nieco maślanym wzroku, przesuwającym się po monolitach. Jeden, drugi, trzeci… nawet nie była pewna, kiedy jej spojrzenie spłynęło w końcu na kapłanki i… tańczące jęzory ognia.

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Leta Crouch


W pożodze dostrzegasz dwa skrzyżowane ze sobą w walce miecze; zdaje ci się, że nawet płonące polana trzaskają w tym samym momencie, w którym klingi się ze sobą ścierają. Czujesz, jak wypełnia cię determinacja - twoja walka jeszcze się nie skończyła.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Ulysses Rookwood - 28.11.2023

Na Beltane pojawił się tylko dlatego, że zmusiły go do tego rozkazy Czarnego Pana. Decyzję o przybyciu na Lithę podjął sam. I chociaż w pierwszej kolejności powiedziałby, że skłoniła go do niej obecność Cathala i Lety, sporo wpływu również miała chęć spotkania tu Danielle. Oczywiście, nie miał pojęcia, czy młoda kobieta pojawi się tutaj, ale jakaś jego część liczyła na dostrzeżenie jej głowy w tłumie innych świętujących.
Teraz, gdy szedł obok Shafiqa i paplającej (jak zwykle) Crouch powoli godził się ze świadomością, że Danielle jednak nie świętowała. To chyba było za wcześnie. Za wcześnie, by mogła przeboleć stratę ojca, za wcześnie by zapomniała o wydarzeniach z Beltane, za wcześnie by mogła oddać się świętowaniu.
Ubrany był jak na siebie bardzo typowo: ciemny garnitur, biała koszula (tylko z jakiegoś powodu bez krawatu, jakby krawat trafił niespodziewany szlag), wypastowane buty. Wyglądał raczej nieodpowiednio do okazji, chociaż bardzo się starał wyglądać odpowiednio. Ale miałby założyć koszulkę z krótkim rękawem? W takich się spało. I to tylko w lecie.
Zmarszczył brwi, gdy Leta przerwała na moment swoją paplaninę. To była dobra chwila, żeby wreszcie powiedział im o tym, że już nie miał narzeczonej. Ale nie zdążył powiedzieć im nawet, że przez chwilę ją miał. Relacje towarzyskie były jednak dość trudne i właśnie znalazł się w jednej z takich trudnych sytuacji, bo w sumie – chyba – nie musiał im nic mówić. Ale mogli przeczytać w gazecie o zaręczynach. Szafiq pewnie wyszedł z założenia, że Ulysses sam im wszystko powie w stosownym czasie. A Leta? Na razie była zajęta rantowaniem Ministerstwa Magii. Może nie czytała prasy? Ona miałaby jej nie czytać?
Mówić? Nie mówić? Chyba mówić. O takich rzeczach chyba należało mówić. Na pewno bliskim.
- Zerwałem zaręczyny z Eunice – powiedział wreszcie, stając przy obydwojgu.
Wcale nie chciał poznawać przyszłości. Unikał wróżbitów, jasnowidzów, nawet szarlatanów. Bał się, że przepowiedzą mu coś, czego nie chciał wiedzieć: że ojciec umrze, że kogoś innego z jego rodziny spotka nieszczęście, wreszcie, że nie ma żadnego wpływu na własny los. A jednak przystanął obok Cathala i Lety. Jego wzrok ślizgał się po ciałach tańczących kapłanek. Celowo unikał spoglądania w ogień. Ale i tak wreszcie spojrzał w ognisko i w płomienie.

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 28.11.2023

Ulysses Rookwood


Gdy tylko znajdujesz się blisko ogniska, jego rozgrzane języki formują okrąg z rozedrganymi płomieniami - słońce. Wypełnia cię radosne podekscytowanie w związku z oczekiwaniem na coś, co ma wydarzyć się wkrótce. Nie nie jesteś w stanie określić czym to dokładnie będzie, jednak intuicja poopowiada ci, że będą to dobre wieści.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leon Bletchley - 28.11.2023

Dobrze wiedział jak bardzo żywotna potrafiła być Olivia i dlatego bardzo doceniał to, że starała się do niego dopasować z uwagi na jego chorobę. Nie sprawiało to, że wszystkim wspólnie spędzonym chwilom czegoś brakowało. W towarzystwie swojej przyjaciółki bawił się naprawdę dobrze i miał nadzieję, że podczas tegorocznej Lithy będzie tak samo. Zapowiadało się naprawdę dobrze. Wszystkie jego gesty wywarły także pozytywne wrażenie na jego towarzyszce.

Czasami się zdarza. — Nie starał się zaskakiwać wszystkich osób w swoim otoczeniu, tylko te na których mu zależało. Uśmiech nie schodził mu z ust, a pocałowany w policzek w podzięce za ten komplet przez moment poczuł że delikatnie zapiekły go policzki. Olivia naprawdę ładnie wyglądała w tej zwiewnej, błękitnej sukience. — Możesz to zrobić po naszym spotkaniu. Trochę już cię znam i wytrzymałabyś tam z tydzień? — Zażartował. Gdyby skryła się na miesiąc w domu to starałby się ją często odwiedzać, choć naprawdę miał podstawy sądzić, że długo nie wytrzymałaby zamknięta w czterech ścianach. Przy sprzyjających wiatrach tydzień.

Leon nie miał możliwości uczestniczenia w ostatnim Beltane. Wieści, które dotarły do niego w maju, wywołały u niego trwogę. Jednocześnie bardzo zainteresowały go sprawy powiązane z Limbem. Sam miał nadzieję na to, że nie dojdzie do kolejnego bestialskiego ataku ze strony zamaskowanych czarodziejów.

On również uwielbiał uczestniczyć w sabatach, doświadczać całej ich magii i krążyć od stoiska do stoiska. Chętnie rozmawiał z ludźmi, ze swoimi przyjaciółmi i chętnie poznawał nowe osoby.

To właśnie chciałem powiedzieć o tobie. — Zawtórował śmiechem swojej przyjaciółce, samemu sięgając po swój wianek. Nałożył go sobie na skronie. Rudowłosa Olivia teraz zyskała coś z leśnej boginki, zwłaszcza że nosiła wianek z paproci. Po założeniu swojego wieńca poczuł się... inaczej. Poczuł jak wstępują w niego nieznane mu siły witalne, co było widoczne w jego nieznacznie szybszym tempie chodu. Poczuł się też mniej zmęczonym, niż zwykle. Poczuł się także mniej osłabionym. To musiało mieć związek z noszonym przez niego wiankiem. Skierował się wraz z trzymającą go za rękę Olivią w stronę tych straganów. Zdecydowanie powinni zobaczyć te kramy. Od tych z jedzeniem, trunkami po wyroby rzemieślnicze.

Ile tutaj jest tych kramów. Tam sprzedają nietopiące się lody, tam watę cukrową... czego tutaj nie ma. Masz ochotę na lody albo watę cukrową? — Przechadzający się pomiędzy tymi wszystkimi kramami Leon naprawdę nie wiedział na czym zawiesić oko. Lody albo wata cukrowa jednak stanowiły dobry początek. — Po kramach powinniśmy podejść do ogniska. — Zasugerował. Jako jasnowidz, wróżbita nie mógł nie spojrzeć w płomienie. Musiał poznać swoją przyszłość w ten sposób.