![]() |
|
[29.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [29.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas (/showthread.php?tid=2456) |
RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Laurent Prewett - 31.12.2023 Chyba była w tym niesprawiedliwość - w tej fascynacji, w której między sobą zatańczyli. W tym pragnieniu, żeby się zbliżyć, choć zbliżali się na różne sposoby. Jeden obserwacją, drugi badaniem. Bardzo agresywnym badaniem, bo chociaż nie było tutaj ruchów fizycznych to Laurent był zwyczajnie natrętny, tak po prostu. Starał się taki nie być, ale właściwie Nicholas miał rację, że wiercił, szukał, dociekał. Dopóki nie było odpowiedzi, która by go zadowoliła. Czy dla wszystkich taki był? Blondyn dał mu odrobinę do myślenia na temat własnego egoizmu, który nakrywał wrażeniem, że robi coś dobrze. Miał wrażenie, że nie potrafił tego zmienić. Tej gorączkowej potrzeby zrozumienia niektórych ludzi, którzy byli tacy... specyficzni. Wyjątkowi. - Obawiam się, że nie byłem elementem stałej sprzedaży. - Ulotny, enigmatyczny uśmiech przyozdobił na jego twarz. Była w nim nuta wdzięczności. Nie oczekiwał, że ktokolwiek zrozumie dziwną relację, jaka połączyła go z Dante, bo on sam jej nie rozumiał tak do końca. Nie pojmował, co ten chory człowiek miał w głowie. Pewny był jednak jednego - Dante by go nie wypuścił. Tak samo jak był pewny tego, że nie wypuści go tak po prostu teraz. I chociaż miał nadzieję, że skończ się na pieniądzach to sam w to nie wierzył. - Dziękuję za dobre chęci. - Teraz mógł się już z tym przywitać bez złości, jaką miał w sobie tamtego dnia w kawiarni i bez żalu. Było minęło. Ciągnęło się nadal, ale... może Crow miał rację. Po prostu ciągle wybierał złych partnerów. Może powinien postarać się o coś... o kogoś... o kogo? Nikt nie chciał być zwierzęciem na wybiegu do podziwiania... prawda? Z tym, że Laurent kochał skradać spojrzenia. Kochał być podziwiany. Więc czy powinien widzieć w tym coś złego? Ciąg wyjaśnień zamkniętych pytaniem. Ach, Laurent się aż uśmiechnął z delikatnym rozbawieniem, bo to było w zasadzie wytrącające z równowagi. Nicholas był przystojny, pełen arystokratycznej dumy, ale piękno i uroda przemijały. Inteligencja pozostawała. A jego lotność mu się podobała. Nie był tylko przekonany, czy miał wystarczająco siły, żeby rozjaśnić ciemność po drugiej strony muru, gdy ta ciemność nie chciała zostać rozjaśniona. - Owszem, smakowała. - Potwierdził, przechylając głowę. To było dziwne. Właśnie mu mówił, że nie będzie żadnej miłości, żadnego szczęścia, żadnej czułości. Ale... to wcale nie brzmiało prawdziwie. Przez moment pozwolił nastroić się ciszy między nimi. - Jestem na tyle arogancki, że sądziłem, że jestem w stanie ci pomóc. - Już o tym częściowo rozmawiali. - Teraz jednak uważam, że mógłbym zrobić tym więcej krzywdy niż dobrego. - Ale może to było nadal złe myślenie? Wybór tak naprawdę nie należał do niego. A przyzwolenie było. Leżało tuż przed nim. Laurent podniósł się ze swojego miejsca i powoli obszedł stolik, żeby podejść do Nicholasa i przesunąć sobie wolne krzesło. Tak, że teraz siedział tuż przed nim. - Ciekawe, że mówisz o szczęściu i czułości. - Sięgnął po dłoń Nicholasa, spoglądając na nią. Przesunął po niej delikatnie palcami. - Przecież sam tej czułości szukasz i ją zaoferowałeś. Nawet jeśli było jej tylko odrobinę. - Ostatnie przeciągnięcie palców i Laurent puścił jego rękę, wracając plecami na oparcie krzesła. - Każdy chce być o coś pytany. Nawet jeśli to proste "czy smakowała kolacja". A może nawet taka prostota jest najmilsza. - Nie to, że się tego domagał, bo tak nie było. W końcu celowo dopowiadał sporo rzeczy, żeby dać się poznać i dać się zrozumieć. Szczególnie, kiedy rozmówca był taki intrygujący. - Coś - zaakcentował to słowo - więcej... - Odbiegł wzrokiem na moment od Nicholasa, zamyślony. - Od pierwszej chwili oczekiwałem czegoś więcej. Tak jak powiedziałem - jesteś dla mnie wyjątkowy. - Całkowicie nieświadomie mu pomógł - zmierzyć się ze swoim największym demonem. - Ale to, na ile naprawdę można liczyć, chyba wynika dopiero z długiego poznania. Prawda? RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Nicholas Travers - 01.01.2024 Przebywając z Laurentem w Rose Noire, Nicholas wiedział, a nawet przeczuwał, że gdyby chciał go odkupić od Dantego, nie dałby go na sprzedaż. Dlatego nie robiąc sobie nowego wroga, zapłacił mu porządnie z napiwkiem, aby o Lukrecję dbał. Gdyż to cenny okaz. Był zapewne jednym z niewielu klientów, którzy byli cenieni w jego burdelu, podnosząc reputację? Wychwalając tego pięknego, białego pawia. Tylko ucieczka lub siłowe wyrwanie Laurenta z piekła wchodziło w grę. Nicholas mógł tego dokonać. Ale nie chciał. Nie chciał zatracić się w szaleństwie uczuciowym, tworząc dystans między nimi. Sądząc, że rzucona została klątwa, co właściwie okazało się błędnym myśleniem. Ale czy na pewno? - Nie byłeś. Nie sprzedałby Cię, nawet jeżeli dobrze by się zapłaciło. Prosiłem tylko, aby dbali o Ciebie.Nicholas nie wchodził w drogę tym, z którymi miał w miarę dobre interesy. Ale jeżeli w jakimś stopniu dowie się, że Dante grozi Laurentowi, zrobi porządek z tym człowiekiem. Potrzebowałby tylko informacji, miejsca pobytu, resztą zająłby się sam. A może i z kimś? Nicholas nie uważał, jakoby potrzebował pomocy. Może tylko zrozumienia. Zaakceptowania tego jaki jest. Laurent zdał sobie widocznie sprawę z tego, że faktycznie może zrobić mu tym krzywdę. Czyż nie lepiej, byłoby mieć taką osobę po swojej stronie? Jeżeli chodzi o słowa czułości, bardzo możliwe, że Nicholas nie do końca rozumiał znaczenia tego słowa. Dla niego czułość mogła kojarzyć się z kochaniem, okazywaniem sobie miłości i takie tam. Ale nie brał pod uwagę tego, że takowa występowała podczas seksu. Że był wobec Laurenta czuły? Travers obserwował Prewetta, który zmienił swoje miejsce siedzenia bliżej Nicholasa. Dotknął jego dłoni i zaczął jej badanie swoimi palcami. Nicholas jedynie skierował wzrok z jego twarzy na jego dłonie. Słuchając jego tłumaczeń, wyjaśnień. - Obchodzę się z Tobą w sposób delikatny. Nie brutalny. Chyba, że mam zmienić taktykę?Zapytał. Odnosząc się od tego, co robią we dwoje oddając się przyjemności. Czy o to chodziło? Dla Nicholasa nie stanowiło problemu się przestawić. Ale Laurent wydawał mu się porcelaną, która tej czułości potrzebowała? Znów to określenie Czy naprawdę, Nicholas nie miał pojęcia, co tak naprawdę robi? Kiedy Laurent przestał wodzić palcami mojego dłoni i oparł się plecami o krzesło, Nicholas przeniósł wzrok na jego twarz. - Jeżeli potrzebujesz więcej czasu. Dam Ci go.Wrócił do skoncentrowania się na zapachu i smaku kawy, której łyk pozwolił sobie upić. Po odstawieniu filiżanki na talerzyk, dodał kilka słów. - Zasady można ustalić nie potrzebując dłuższej znajomości. Obserwujemy się wzajemnie. Rozmawiamy od razu o konkretach. Wymieniamy spostrzeżeniami i krytyką. Coś już o sobie wiemy. Myślę, że pierwszy etap zapoznania mielibyśmy już za sobą. Stwierdził. Ale czy tam samo uważał Laurent? RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Laurent Prewett - 02.01.2024 Ciekawe, że każdy ma odmienne pojęcie dbania o kogoś. Jedni uważali, że dając komuś jeść i szmaty - dbali o niego. Bo przecież miał co jeść, gdzie spać, w czym chodzić. Spełniali więc podstawowe, ludzkie potrzeby. Inni uważali, że kiedy dawali całą swoją uwagę, całą miłość, to wciąż było za mało. Nicholas wydawał się niezainteresowany troskami i miłostkami, a jednocześnie mówił o dbaniu i robił te wszystkie drobne gesty, które wprawiały w stan zastanowienia nad tym, czego ten mężczyzna tak naprawdę chce i do czego zmierza. Jakie ma intencje. Wierzyć mu - to byłby luksus. Nie oczekiwał jednak wypowiadania się z otwartością serca o całym jego życiu. Niektóre rzeczy mogły zostać niedopowiedziane. Byle tylko mógł zrozumieć... - Lubisz sprośne zabawy? - Odbił trochę od tematu, a jednocześnie do niego nawiązał, przechylając głowę z nieco psotnym uśmiechem na ustach. Scałowywanie alkoholu ze skóry było ledwo małą igraszką z jego strony. Laurent miał potrzebę eksploracji i szukania nowych... doznań. Przynajmniej od jakiegoś czasu powróciło do tego to poczucie - przerwanie rutyny, codzienności, wspinanie się na nowe wyżyny przyjemności. Tak i było to pytanie do pytania apropo brutalności. Chociaż nieco wyprzedziło temat, a podobno nieładnie tak odpowiadać pytaniem na pytanie. - To bardzo urocze, że w kochaniu potrafisz tak gładko się dopasować do moich potrzeb. - Ale do wszystkiego, co miałoby sugerować zmianę poza łóżkiem był okoniem i mówił stanowcze NIE. - Ale z czułością chodziło mi o drobne gesty. Sposób, w jaki mnie przytuliłeś. Dotyk na dłoni. Pocałunek. To też jest czułość. - Wyjaśnił to, o co mu chodziło, bo jakoś chyba z płaszczyzny czysto uczuciowej ześlizgnęli się prosto do seksu. Nie uważał, żeby było coś złego w niezrozumieniu, dopóki to niezrozumienie nie powodowało cofnięć, upadków i negatywnych uczuć. Nie potrafił naprawdę powiedzieć, czemu Nicholas go nie stresował i nie wyciągał jego zwyczaju chowania się w bezpiecznej przestrzeni, kiedy przychodziło z jego strony coś negatywnego. - A w jaki sposób chciałbyś się ze mną obejść? Gdybyś mógł spełnić swoją fantazję. - Był ciekaw. I całkiem otwarty na eksperymenty. - Nie lubię bólu, ale jest taki rodzaj bólu, który jest całkiem podniecający. - Nie był masochistą, oj nie. Natomiast z wyczuciem można było sobie pozwolić na nieco więcej. On mógł na to pozwolić. - Zasady. - Założył nogę na nogę, przesunął palcem po linii szczęki, spoglądając na odzianego w czerń Nicholasa. - Nie pomyślałem o ustalaniu zasad. Skoro o tym mówisz, masz coś konkretnego na myśli? Słucham. RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Nicholas Travers - 03.01.2024 U Nicholasa w słowniku mogły figurować inne definicje znanych społeczności ludzkiej słów jak dbanie czy czułość wobec drugiej osoby. Inaczej rozumował pojęcia, nie do końca wiedząc, że robił tak odpowiednio jak mówiła ich prawdziwa definicja. Nie zarejestrował? Nauczył się od kogoś jak sprawiać innym przyjemność, poprzez te miłe gesty? Laurent był bardzo uparcie spostrzegawczy. - Chcesz się przekonać?Odbił również. Jakby podjęli rozmowę pytającą. Nicholas nawet spojrzał zachęcająco do przetestowania nowej metody sprawiania przyjemności. Jeżeli takie też Prewett preferował. Nie zgwałci go, choć byłoby to kuszącą opcją. To jednak nie miałaby miejsca, skoro Laurent pragnie jego bliskości. Podobnie było z Nicholasem. Nie zrobiłby mu jakiejkolwiek dotkliwej krzywdy chyba, że sprawy potoczą się inaczej. Że będzie trzeba to zrobić. Jeżeli ich relacja zejdzie na inny tor lub… Nicholas dostanie zlecenie. - Potrafię dopasować się do każdego. Odpowiedział od razu, jeżeli chodziło o sprawy łóżkowe. Dobra uwaga, że tutaj umiał się dogadać, bowiem to była mowa ciała. Ale innych zmian w sobie nie chciał wprowadzać. Laurent jak widać, uczył go znajomości definicji słów, jak rozumować powinien czułość. - Rozumiem. Zakodował w swoim mózgu. Skoro pocałunek i dotyk są czułością według Laurenta, będzie o tym pamiętał. Jeżeli mieli spełniać swoje pragnienia, po co takim osobom jest miłość? Zakochanie? Okazywanie emocji, skoro można zaspokoić potrzeby w inny sposób, bez bólu emocjonalnego i zawodu? Bez zdrady i zazdrości? Bez zemsty na drugim kochanku, skoro można się dogadać? Nie cierpieć, a czerpać satysfakcję? Laurent przy nim mógł być sobą. Nie miał się czego obawiać. Anioł, gdyby chciał, mógł mieć Diabła przy sobie. Jako ochroniarza. Jako partnera. Jako… obiekt do podziwiania. Paw, mógł mieć u swego boku Motyla, konkurując z nim pięknością i rozpiętością skrzydeł. Selkie i Czarodziej, którzy nie nudzili się obserwowaniem siebie wzajemnie. Prewett drążył temat. Zainteresowany. Otwarty na nowe doznania. Gotowy do zawarcia paktu z Diabłem? Kupił tym swoją uwagę Nicholasa. - To zależy od tego, czego chciałbyś spróbować. Poddać się dosłownej uległości. Skrępowania. Czy może co innego chodzi Ci po głowie?Odparł. Dając Laurentowi do przemyślenia. Nicholas nie będzie zgadywał. Jeżeli Laurent poda mu coś więcej, może znajdzie sposób aby go zadowolić. Tymczasem przeszli do sprawy z zasadami. - Zasady, inaczej umowa. Słowna, lub pisemna. Ustalenie granic w relacji i sprawach łóżkowych. Tylko między nami. Nie lubisz bólu. Nie zadam Ci go. Wyjaśnił w skrócie. O ile to by odpowiadało Laurentowi. Wyznaczyć zasady i granice. Na przykład, nie zakochać się, gdyż mogłoby doprowadzić do nieprzyjemności w relacjach z innymi osobami, jeżeli Laurent kogoś miał. Trzymać w sekrecie to, co robią w sypialni. Publicznie trzymać się zwyczajnej znajomości. Chyba, że zdecydowaliby się złamać zasady swoich rodzin i pokazywać razem publicznie? Nicholas nie chciałby ryzykować tego z jednego powodu - Śmierciożerców. Nie chciałby ryzykować jego bezpieczeństwa, po ostatnim wywiadzie, który mógł komuś się nie spodobać? RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Laurent Prewett - 03.01.2024 Nie pomyślał o tym, że Nicholas uczył się od innych, że zaciągał z otoczenia to, jak powinny niektóre zachowania wyglądać. Wydawało mu się, że one wychodziły gdzieś od niego, tylko nieświadomie. Tu był błąd - bo były bardzo świadome. Jeśli jednak się uczył i wyciągał wnioski, to czy nie przeczyło to temu, o czym rozmawiali? Temu poznawaniu i uczeniu się kogoś? Może nie. Chyba nie. Obserwacja, rozmowa. A jednak Nicholas zadawał niektóre pytania i wciągnął się w tą rozmowę. Chciał rozmawiać? Czy może był tutaj znów ofiarą? Laurent miał małe ukłucie poczucia winy, że poszedł do Nicholasa szukając oderwania, że była to niejako premedytacja z jego strony, szczególnie po felernej kłótni z Philipem. Nie zmieniało to wyjątkowości tego człowieka, ale przyznał to - niejako wykorzystał sytuację. Przy tym zupełnie nie rozumiał i bał się tego, jakim poczuciem rozluźnienia obdarzał go Nicholas. Jak mu się to podobało, jak go... uzależniało. Czuł ekscytację rozmową. Czuł się wolny, na swoim miejscu, akceptowany, mimo tego, że niektórych rzeczy Travers jednak nie akceptował. Dziwne. Przyjmował to ze zrozumieniem i myślał: po prostu się poprawię. I nie była to ta sztuczna poprawa, gdzie czuł, że musi udawać kogoś, kim nie jest. Trochę go to przerażało, tak, Nicholas miał rację - pożądał i jednocześnie się bał. Bo to było coś tak nowego w jego życiu, że się tym zachłysnął. - Dlaczego nie? - Przyznał z błyskiem w oku, nieco rozbawiony, odczuwając odrobinę podniecenia podjętą przekomarzanką. Z uśmiechem na ustach, który wpełznął tam mimochodem, filuternym. Pytanie na pytanie, na pytanie. A wszystkie były odpowiedziami twierdzącymi. Wystarczyło powiedzieć proste: tak. To proste tak nie miałoby jednak odpowiedniego wydźwięku. Zabawne, bo Laurent uważał siebie samego za mistrza dopasowywania się do partnera. Poznawanie tego pod kątem drugiej strony było całkiem ciekawe. Sugerowało bardzo prostą rzecz - Nicholas nie lubił się bawić jednostronnie. - Czyli wyciągasz satysfakcję z zadowolenia partnera. - Postawił swoją teorię, spoglądając teraz czujnie na mężczyznę, bardzo ciekaw odpowiedzi. Zaprzeczenia? Potwierdzenia? Laurent na szczęście nie miał problemów z myleniem się i ani trochę go to nie zrażało. Albo nieszczęście dla Nicholasa. Z drugiej strony - jakby mu to aż tak przeszkadzało to by tu teraz nie siedział. - Idąc dalej tropem mojej tezy - spełniasz swoją fantazję podążając za zboczonymi wizjami drugiej osoby? - Delikatnie go to rozbawiło, bo w końcu pytał o jego fantazje... a on odbił piłeczkę, że to zależy, co jemu chodzi po głowie. - Możemy zacząć od krępowania. - I wędrować dalej dokądkolwiek by ich nie poniosła wyobraźnia. - Relacja. - Dorzucił. - Zależy mi na tej... wyjątkowości, jaką ze sobą przynosisz. Jeśli to ma być relacja oparta na samy seksie to nie jestem zainteresowany. - Te rozmowy, te spotkania, te gesty. Był tego głodny i chciał więcej. - Ostatnim razem poprosiłeś o zachowanie tajemnicy z naszych spotkań. Jest to z mojej strony zagwarantowane. - Zapewnił go również apropo tej plecionej, słownej umowy. RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Nicholas Travers - 05.01.2024 Trudno było rozczytać Nicholasa. Niby mówił jedno, ale nie wiadomo czy prawdę. Nie okazując żadnych charakterystycznych gestów, mimiki twarzy, reakcji, emocji. Można było poplątać się w jego słowach, w myśleniu, albo odpuścić sobie w ogóle z nim znajomość. Może naprawdę się uczył od innych, podpatrywał, a może i grał sobie z tymi konkretnymi osobami, sprawdzając ich cierpliwość do siebie? Jednakże Laurentowi by tego nie zrobił. Był atrakcyjny, piękny i chciałby go dla siebie. Jeżeli taryfą spotkań byłoby uprawianie z nim seksu, najpewniej poszedłby na to. Zabawne było odpowiadanie sobie pytaniami, aż w tym momencie, kiedy Laurence odpadł jakby na zgodę, bo czemu by nie spróbować sprośnych zabaw, wymusił chyba na Nicholasie dobry gest - lekkiego uśmiechu. Co znaczyło, że jednak nie był do przesady sztywniakiem z kijem w dupie. Jak go wielu tak oceniało. - W porządku.Uniósł nawet dłoń w geście spasowania tej zabawy słownej, pytajnikowej. Być może dlatego, że skończyły mu się na to pomysły. Może tylko Laurent tak na niego działał, że potrafił być nieco inny? Oboje widocznie mieli w sobie coś, że potrafili dopasowywać się do partnera. Choć jak Laurent może zauważył, Nicholas pozwalał mu na rozpoczęcie gry wstępnej, gdzie później następowała zamiana ról i to Nicholas kończył całość finałem. Pytanie mu zadane było dość ciekawe. Nim Nicholas odpowiedział, musiał chwilę zastanowić się, czy tak było. - Powiedzmy, że zależy to od okoliczności.Dyplomatycznie z tego wybrnął. Ponieważ w burdelach, gdzie się pojawiał, oczekiwał, jak wielu klientów, że to on otrzyma odpowiednią satysfakcję z usług. Prywatnie, to on przejmował inicjatywy i nie tylko zadowalał siebie, ale i partnera. Jakby miało to działać obustronnie. Tak było w przypadku Laurenta i jego drugiej strony - Lucrecji. Spojrzał na swojego anioła, w pawich piórach, czy taka odpowiedź mu odpowiada. Czy takiej się spodziewał? Kolejne pytanie. Fantazje. Tutaj Travers westchnął. Dodatek do zabaw łóżkowych, aby urozmaicić czas, bez ograniczeń. Nie każdy to uwielbiał. Nie każdy był na to gotowy aby poddać się pełnej uległości. Dosłownej. Laurent był gotów spróbować. - Może pytanie brzmiałoby poprawniej, dla obu stron?Zwrócił uwagę. Bo to, że jemy by to pasowało, spełniać swoje fantazje z domieszką przemocy czy zboczonych wizji, nie znaczy, że druga strona byłaby na to gotowa. I też tego chciała. Prewett wykazywał otwartość na nowe doznania. Ale czy ufał Nicholasowi? Wyjątkowość. Wciąż to powtarzał. Czyli ich zasady wspólnie ustalone, zahaczałyby o wyjątkowość, atrakcyjność i tajemnicę . - W takim razie, słowny pakt podpisany?Oparł się plecami o oparcie krzesła, dając jakby przestrzeń na swoich udach. Nie żeby dawał jakikolwiek sygnał Laurentowi, ale wiedział, że ten potrafi wykorzystywać różne sytuacje na to, aby tam usiąść. Zaskakiwać. Przysunął się nawet do niego w tej chwili. Czy ten pakt, przypieczętują także pocałunkiem? RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Laurent Prewett - 05.01.2024 Ta trudność rozczytywania tworzyła część ekscytacji. Może to było chore, a może nie. Dla Laurenta ludzie byli puzzlami, które chciał ułożyć. U których szukał ciągle nowych kawałków, by móc je dokładać. Szarość i czerń, które osnuwały obraz tworzący Nicholasa był tą właśnie ekscytacją, która pozwalała na eksplorację. Miał ostrzegawczy głos w głowie, całkiem głośny, który mówił, że w obliczu ostatnich wydarzeń, w obliczu tego przepytywania, które Nicholas zrobił, powinien się pilnować. Tak samo jak przed Leviathanem. Były takie zbiegi okoliczności, które wręcz tłukły po łbie znakami ostrożności. Różnica była taka, że Nicholas pojawił się na długo przed artykułem, który potrząsnął jego życiem. Cholerny Travers miał rację, że niektóre rzeczy nie dawały mu spokoju. Że wiercił, dopóki nie usłyszał tego, co go zadowalało. Co zaś zadowalało? Teraz zadawał sobie to pytanie. Odpowiedział mu, że to była prawda. Brzmiało bardzo idealistycznie, ale wcale nie był przekonany, czy nie było to aż nazbyt wyidealizowane. Czy nie było to coś, co chciał, żeby było faktem. Tak czy siak - odkrywał. I dobrze się przy tym bawił, a chyba o to chodziło? Ach, jest, jest! Ten uśmiech! Był tak cenny, że Laurent mógłby zbierać te ułamki jak perły, żeby potem stworzyć z nich dla siebie naszyjnik. Dotykałby go palcami na swojej szyi, ciesząc się z każdego ich przebłysku, każdego blasku. Rozświetliły mu się oczy, otworzył je nieco szerzej - dziecko, dla którego Gwiazdka przyszła odrobinę szybciej. A to tylko powszedni dzień. Z całkiem niepowszednią rozmową wyszytą sprośnościami. - Bardzo dyplomatyczna odpowiedź. - Zauważył z lekkim rozbawieniem, chociaż nie była ona zła. Jak zwykle jednak rodziło pytanie - jakich okoliczności? Tak, burdele. Płacisz - wymagasz. Chociaż i tam rządziły pełne normy. Rzeczy, których możesz wymazać od konkretnych kurtyzan, a których nie możesz od innych. Kiedyś przynajmniej był pewien, że Dante utnie rączki temu, kto go uderzy. Dzisiaj nie wiedział, czy sam nie straci tych dłoni od dawnego właściciela Rose Noire. - Tak... dla obu stron. - Przytaknął po momencie samorealizacji tego, o co zapytał, jakie twierdzenie tutaj postawił, ale faktycznie było ono niepoprawne w swoim brzmieniu. Nie ujmowało tego, co miał na myśli. Na szczęście Nicholas sam wniósł do tego poprawkę. - Zauważyłem całkiem zabawną tendencję, że mężczyźni bardzo zdecydowani w codziennym życiu są bardziej skłonni do uległości w łóżku. - Tendencję, nie regułę, to dość istotne. Choć - żeby pojawiła się reguła musiały istnieć wyjątki. Inaczej co to za reguła? Robiła się z tego zwykła codzienność, którą co najwyżej spisywano w encyklopediach. Tak przyszło mu to na myśl, bo właściwie nie spodziewał się tego po Nicholasie. Sprawiał wrażenie takiego mężczyzny, który bierze, czego chce i niekoniecznie interesuje go, co pozostawi za sobą. Niby nie miał być to sygnał, ale dla Laurenta to był sygnał tak samo jasny jak latarnia morska dla statku w środku nocy, kiedy Nicholas przysunął się i usiadł w ten sposób. Znów - fascynujące, bo sam nie stworzył reguły ze swojej skłonności do pakowania się na nogi, ale właściwie - faktycznie. Lubił to robić. Zabawne było to, że Nicholas to podłapał. To... miłe. Nawet bardzo miłe. Laurenta rozbrajał ten dysonans między słowem i jego czynami. Łapało go to za serce. Sprawiało, że chciał więcej i był ciekaw, co więcej dostanie. Czym go Nicholas dalej zaskoczy. I czy nie da się zaskoczyć bardzo negatywnie. Podniósł się ze swojego miejsca i przysiadł bokiem na jego udach, wyciągając ramiona, żeby skrzyżować je za karkiem Nicholasa i złożyć na nich miękki pocałunek. - And sealed with a kiss~. - Zanucił cicho. - A teraz, panie Travers, mam nadzieję, że jest pan gotowy na przejażdżkę. - Bo właściwie Laurent nie planował tego dnia zakończyć w łóżku. Ku swojemu własnemu zaskoczeniu, tak na dobrą sprawę. RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Nicholas Travers - 07.01.2024 Nicholas potrafił z obserwacji drugiej osoby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Poznając osobowość drugiej strony. Robił to na podobnej zasadzie, co Laurent. Choć w przeciwieństwie do niego, najmniej mówił. Najwięcej słuchał. Najczęściej obserwował, samemu nie dając żadnych znaków od siebie, aby coś zdradzić. Jego osobowość zdradzała zewnętrzna powłoka, z której dość dużo wyczytał Laurent z Nicholasa, ale nadal nie było to wszystko. Pewne znaki pozostawały nadal ukryte. Uśmiech, dostał w nagrodę. Chciał go ujrzeć, więc widocznie Nicholas na to pozwolił. Dobrał sobie sytuację, aby spełniać jego wolę odnośnie swojej wyjątkowości. Raz na jakiś czas, może kogoś odpowiedniego nim obdarzyć. Kogoś, kto jest dla niego tego godny? Że na to zasłużył. Temat zagadka. A może jednak były momenty, które sprawiały, że Nicholas wysilił się na ten uśmiech. W rozmowie, kiedy schodziła na mało korzystny grunt, najlepsze były neutralne odpowiedzi, dyplomatyczne, którymi Nicholas się posiłkował. Choć mógł też przypuszczać, że Prewett będzie drążył. Dociekał dalej. Ale nie. Tym lepiej. Skupionym będąc na dalszej rozmowie i odpowiedzi jaką Nicholas mu przekazał, a dokładniej, poprawił jego pytanie o zapewnienie fantazji w obie strony. Gdyż dlaczego jednak miałaby z tego czerpać korzyści? Chyba że mówi się wtedy o zniewoleniu. Ograniczeniu przyjemności temu drugiemu, żeby wyrządzić krzywdę. A przecież Laurent wspomniał, że nie lubi bólu. Nicholas nie zamierzał pytać o jego rodzaj. Być może samemu chcąc odkryć to w przyszłości w praktyce. - Tendencję mówisz… Określasz siebie takim?Zapytał, jakby chciał pociągnąć jego rozważania w tej sprawie, które podjął na głos. Jak to Laurent widział po sobie? Nicholas nie zapodał przykładu siebie. Choć sam jest zdecydowany, nie ma mowy o uległości. Co najwyżej, zaproszenie. Jak teraz. Nie bez powodu oparł się plecami wygodniej o oparcie krzesła, dając zaproszenie dla pół-Selkie na swoje uda. Tak. Nicholas brał co chciał. Kiedy chciał. Potrafił jednak stawiać sobie granice. Mógł mieć Laurenta już dawno. Ale nie wchodził w konflikt interesów z Dante. To jednak przeszłość. Ale mógł zawrzeć nowe umowy. Laurent skorzystał z zaproszenia. Usiadł bokiem na udach Nicholasa, zarzucając swoje ręce za jego kark. W tym momencie Nicholas jedną z dłoni położył na jego plecach, drugą na jego udach. Patrzył mu w oczy, pozwalając na pocałunek. Odwzajemnił go. Pakt został przypieczętowany. Między Aniołem i Diabłem. Między Pawiem a Motylem. Między Prewettem a Traversem. Na ich zasadach. - Jestem gotowy.Oznajmił. RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Laurent Prewett - 07.01.2024 Zaśmiał się perliście słysząc pytanie o to, czy samego siebie za takiego uważa. Rozbawiło go to jakoś - wizja samego siebie jako takiego zdecydowanego, wysoko noszącego podbródek panicza Prewetta. Owszem, starał się za takiego uchodzić. Starał się trzymać odpowiednią fasadę, spoglądać na świat z wysokości swoich wyprostowanych pleców, ściągniętych ramion. Nie wypadało paniczowi Prewettowi się przecież krzywić i ściągać ramiona. Ale to była fasada. Podstawa dla tych, których należało trzymać na odległość. Złudzenie. Z drugiej strony..? Z drugiej strony z pełnym powodzeniem dyrygował tutaj ludźmi i wskazywał kierunek rozwoju. Rozstawiał ludzi po kątach mimo swojej miękkiej natury. Rozróżniał dobroć i potrzebę bycia kierowanym w życiu prywatnym od dobroci i kierowania w pracy. Dlatego tak nie lubił łączyć tych obu rzeczy. Nie mógł ulegać bliskim w kwestiach biznesowych. Gdyby tak się zastanowić to przecież potrafił być paskudnie uparty w swojej nieprzystępności. W tym, jak potrafił się zamykać w sobie. Ale i tak określenie siebie samego jako zdecydowanego mężczyznę jakoś go bawiło. Sama sugestia tego. Nawet mimo tego, że przecież lubił stawiać na swoim w niektórych punktach, tylko prowadził do tego raczej nie żądaniem, a podprogowymi przekazami. - Nie. Nie określiłbym tak siebie samego, chociaż może błędnie. - Może. Bo lubił w partnerstwie oddawać lejce kontroli. Lubił zrzucać z siebie ciężar decyzyjności. Przesunął palce na potylicę Nicholasa, pomuskał jego skórę, jego krótkie włosy i pochylił się ku niemu, żeby musnąć go leciutko ustami w policzek i przytulić się do niego na moment. Pogłaskać go po tej potylicy. Po karku. Delikatnie. Przyjemnie. Bardzo przyjemnie. To było niemal dziecinnie naiwne z jego strony - chcieć się oprzeć na tych silnych ramionach ze świętym przekonaniem, że ciężko je nagiąć. Ugiąć. Że wytrzymają jego ciężar. Przecież nie był wcale taki ciężki. Był wręcz absurdalnie lekki. Zsunął się w końcu z jego nóg i wziął łyka swojej kawy i wyciągnął dłoń zachęcająco do Nicholasa. - Zapraszam. Powędrowali w kierunku stajni, gdzie rzeczywiście czekały na nich osiodłane abraksany. Michael i drugi rumak - oba obróciły łby w ich kierunku, śledząc ich ruchy czerwonymi oczami. Mężczyzna, który zajmował się akurat końmi pozdrowił ich i życzył udanej przejażdżki. Laurent mu podziękował i stanął pomiędzy końmi, dotykając ich wdzięcznie wygiętych szyi. Oba rumaki się przywitały - tak Michael jak i drugi, którego Prewett przedstawił jako Gabriela i jednocześnie jako rumaka, który poniesie go na swoim grzbiecie. - Bardzo miło mi poznać. - Gabriel spoglądał z ciekawością na Nicholasa, zdecydowanie nie było w jego spojrzeniu wrogości i nieprzystępności, jaką prezentował Michael. - Mam nadzieję, że będzie to miła przejażdżka, panie Travers. - Jeździłeś już? - Zadał strategiczne pytanie Laurent, chociaż może głupie... a może i nie. RE: [28.07.1972] It Takes a Lot to Know a Man | Laurent & Nicholas - Nicholas Travers - 11.01.2024 Laurenta bawiły odpowiedzi Nicholasa. Z kolei Travers jedynie unosił kącik ust, uprzejmie do sytuacji, udając, ale nie rozumiejąc i tak, co było zabawnego w tych słowach. On sam siebie by mógł uznać za człowieka zdecydowanego, to jednak do uległości mu było bardzo, ale to bardzo daleko. Jeżeli chodziło w sprawy łóżkowe. Pozwalając partnerowi na grę wstępną, sam go badał i obserwował. Na ile on potrafi zapewnić mu przyjemność i satysfakcję. Jak daleko potrafi sięgnąć granic. Jak bardzo jest odważny. A dopiero później, przejmował całą inicjatywę, aby samodzielnie zakończyć finałem. Laurent przekonał się o tym niejednokrotnie. Lecz czy Laurent wyglądał Nicholasowi na zdecydowanego? Nie do końca. Choć pewny był w swoich ocenach, nie kryjąc się także z krytyką, swobodnie używając przy nim jakichkolwiek słów, to jednak był uległy. Pozwalał mu na wszystko, aby doświadczyć nowego. Przełamał swoją barierę strachu wobec jego osoby. Tak. Nicholas w oczach Laurenta nie widział już tego strachu, jaki zobaczył w ich pierwszym spotkaniu po latach. Młody Prewett coraz chętniej umawiał się na wspólne spotkania. Określał się błędnie. Bardzo możliwe. Jego odpowiedź była interesująca. Nicholas na to nie odpowiedział. Mając swoją fascynację na udach, obejmując go jedną ręką, wodząc po jego plecach, siedział nieruchomo delektując się zapachem jego perfum. Pozwalając mu na dotyk. Głaskanie swojej potylicy. Pozwalał mu na bardzo bliski kontakt ze sobą. Te czułości jakie mu dawał. Czułość. Miła cecha, ale raczej w praktyce trudna do zinterpretowania. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Jednak, nie mogła. Nadszedł moment główny cel spotkania. Przejażdżka na abraksanach. Laurent schodząc z jego ud, zaprosił do spaceru. Nicholas wstał i także na drogę upił jeden łyk kawy, po czym ruszył z Laurentem w kierunku stajni. Dwa abraksany były już osiodłane. Jeden bardziej znajomy Nicholasowi. Michael. Travers odprowadził wzrokiem tutejszego pracownika, po czym wrócił spojrzeniem do Laurenta, stojącego pomiędzy stworzeniami. - Mnie również.Odparł Nicholas w odpowiedzi, skinąwszy głową. Po czym spojrzenie skierował w kierunku Michaela. To spojrzenie nic się nie zmieniło. Jeżeli miałby dosiąść tego abraksana. Przejażdżka może być bardzo ciekawa. Ale i ryzykowna. - Na Abraksanach? Nie. Tym razem nie kłamał. A był szczery. Nie kręcił jak ostatnim razem. W końcu Laurent chciał prawdy. Dostał ją. Travers udzielając odpowiedzi, spoglądał na Michaela, po czym przeniósł chłodne spojrzenie na Laurenta. Dostanie teraz instrukcje, czy z marszu ma się posadzić i ruszyć w trasę? Przejażdżka na stworzeniach była zupełnie inna niż latanie na miotle. |