Secrets of London
[10 maja 1972] Rodzinne sprawy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [10 maja 1972] Rodzinne sprawy (/showthread.php?tid=2535)

Strony: 1 2 3


RE: [10 maja 1972] Rodzinne sprawy - Bard Beedle - 19.02.2024

Wspomniany salon nie był tym głównym, w którym Traversowie zwykli spotykać się ze swoimi gośćmi. Chodziło o znacznie mniejsze pomieszczenie, znajdujące się w tej części rezydencji, w której się właśnie znajdywali. Posiadłość była na tyle duża, że ukrycie się przed innymi jej mieszkańcami nie było zadaniem szczególnie skomplikowanym. Stanowiło to jedną z jej największych zalet.

- To doskonale się składa. – zareagowała na słowa syna, wskazując mu przy okazji kierunek. Nie musieli iść szczególnie daleko, choć oczywiście mogli. Gdyby mieli ochotę wybrać inne miejsce. Bardziej odpowiednie?

Znała Delilah od wielu lat. Nie zawsze żyły ze sobą w zgodzie. Przez pewien czas darły koty. Miały spory problem z tym, aby się odpowiednio porozumieć. Z biegiem czasu nauczyły się funkcjonować jedna obok drugiej. Przestały wchodzić sobie w drogę. Przyzwyczaiły się do obecności tej drugiej. W zasadzie, to ostatnie było koniecznością.

Innego wyboru nie miały.

- Cała ona. – skomentowała otrzymaną informacje. Zaśmiała się. Była tym nieco rozbawiona. Dla kogoś kto tylko słuchał, sytuacja mogła być nieco zabawna. Dla samego odbiorcy listu? Cóż. Nieszczególnie komfortowe zdarzenie. Niestety, z takimi również człowiek musiał sobie radzić.

Przeszli przez korytarz, dotarli do właściwych drzwi. Niewielki, przytulny salon. Dwa fotele. Sofa. Niski stolik. Na ścianach obrazy, przy jednej ze ścian drewniana komoda. Za sprawą ciężkich, ciemnych zasłon, do środka wpadało niewiele światła. Nadal jednak dało się tutaj funkcjonować normalnie. Nie było to prawdziwym problemem.

Tarah zajęła miejsca na jasnej sofie, wskazała Nickowi, żeby usiadł obok niej.

- Powiedz mi, jak mają się sprawy w Londynie? Tak rzadko nas ostatnimi czasy odwiedzasz, że zakładam, iż dzieje się sporo? – zapytała, będąc tym szczerze zainteresowaną. Co zajmowało jego czas? Jak wyglądała sytuacja w pracy? Może miał jakieś problemy? Albo… albo kogoś poznał? Miał już 35 lat na karku, może to najwyższa pora na to, żeby się wreszcie ustatkował? Założył własną rodzinę? Czas leciał, z każdym kolejnym rokiem będzie tylko trudniej. Człowiek przyzwyczajał się do funkcjonowania w pojedynkę. Z biegiem czasu coraz ciężej było się przestawić. Dostosować do drugiej osoby.




RE: [10 maja 1972] Rodzinne sprawy - Nicholas Travers - 20.02.2024

Nic dziwnego, że matka była zadowolona tym, że Nicholas miał czas, aby z nią posiedzieć i porozmawiać. Skoro już tutaj był, przeboleje te kilka godzin. Wolne wzięte z pracy przymusowo, bo babce zachciało się przez wyjca go ściągnąć. Nie było to dla Nicholasa nic przyjemnego, otrzymać coś takiego w biurze, gdzie pracował. Jemu nie było do śmiechu, ale matce z kolei tak. Osoby postronne miały prawo tak reagować. Travers miał tylko nadzieję, że Theonowi dostało się kiedyś tak samo. Bo nie powie, że teraz. Jeżeli faktycznie babka wysyłała mu także niedawno wyjca, to czy on go odebrał? Nie miał pojęcia.

Znajdując się w rodzinnym salonie, mniejszym niż główny całej rezydencji, a bardziej w tym, należącym go jego skrzydła rodzinnego, zajął miejsce obok matki na wskazanej sofie. Choć najchętniej by usiadł na fotelu. Nie mógł jej tego jednak zrobić, zachowując dystans. Jeszcze coś zaczęłaby podejrzewać. A może nie i to tylko jego uprzedzenia? Urojenia?

Pytanie o Londyn. Co miał odpowiedzieć? Na pewno nie prawdę. Nie powie jej, że brat zaginął, że pracuje dla organizacji, która mogła być tego przyczyną, bo zrobili chaos na Beltame. Nie mogła o tym wiedzieć. Ani się dowiedzieć. Musiał jej kłamać. Przynajmniej w niektórych sprawach.

- Prowadzenie badań wymaga poświęcenia czasu i skupienia. A chciałbym w końcu awansować wyżej. Dużo się dzieje, ale to bardziej polityczne sprawy.
Odpowiedział jakoś okrężnie, trzymając się tematu swojego zawodu. Nie nawiązując w żadnym aspekcie do swojego zakładania rodziny. Nie myślał o tym i miał nadzieję, że ten temat nie zostanie poruszony. To jego sprawa. Jego życie. Ale jeżeli nacisk będzie zbyt mocny, z każdej strony, nie będzie miał wyjścia. Lepiej wtedy znaleźć taką kobietę, która poszłaby z nim na układ. Małżeństwo tylko na papierze. Mogłaby być nawet i lesbijką. To byłoby im zapewne na rękę. Aby uciszyć wzajemne rodziny. Czy znajdzie taką? Nie miał pojęcia. Chociaż? Może warto byłoby kogoś odwiedzić i podpytać?



RE: [10 maja 1972] Rodzinne sprawy - Bard Beedle - 25.02.2024

Czasami prawda stanowiła najlepsze możliwe kłamstwo. Zwłaszcza, kiedy nie była kompletna, a pewne elementy przemilczano. Świadomie pominięto. Człowiek nie silił się na tworzenie całej historii, nie musiał dopasowywać do siebie poszczególnych elementów układanki. Miał gotowy materiał, który zdawał się względnie wiarygodny.

Był po prostu sensowny.

Oparcie rozmowy o pracę, było właśnie tego rodzaju manewrem. Dobrym. Ciężko było to podważyć. Doszukiwać się drugiego dna. Rozwijanie kariery w Ministerstwie Magii musiało zajmować  sporo czasu. To rozumiało się jakby samo przez się. Nie budziło wątpliwości u Tarah, która przecież zdawała sobie sprawę z tego, że Nicholas człowiekiem był po prostu ambitnym. Zawsze chciał więcej. Chciał dojść dalej.

Jak wysoko mierzył w tym konkretnym przypadku?

- No tak. Po ostatnim sabacie, w Ministerstwie musicie mieć wszyscy niezły młyn. Tak zakładam? - uśmiechnęła się. Tak blado. Dla niej te zdarzenie było czymś dużym. Dotknęło wielu ludzi. Dlaczego musieli rozegrać to w taki sposób? - Cały czas trąbią o tym w gazetach. Ogólnie w mediach. Pewnie sam wolałbyś się od tego oderwać?

Zaproponowała, bo czasami co za dużo, to niezdrowo. Ile razy można było do danej sprawy wracać. Ile razy można było rozgrzebywać ją na nowo? Nick mieszkał w Londynie. Zakładała więc, że musiało go to dotknąć znacznie bardziej. W jakimś sensie, musiało to być mu bliższe. Bo skoro tutaj, na szkockim zadupiu, wszyscy byli z tym na bieżąco, to w stolicy musiało być cholernie gorąco.

Musiało dziać się wiele.

Spędzili ze sobą nieco czasu. Poruszyli różne tamaty. Nie było nawet znowu najgorzej, choć wątpliwe, żeby po tym dniu Nicholas miał chęć na to, żeby w najbliższym czasie ponownie odwiedzić rodzinne strony. Zwłaszcza, że podczas obiadu kompletnie zignorowano jego prośbę i podobnie jak wszystkich pozostałych, usiłowano nakarmić wieprzowiną. Dopiero po interwencji Nevana, ku niezadowoleniu babki, otrzymał coś, co było zgodne z jego preferencjami żywieniowymi.

Koniec sesji