![]() |
|
[17.07.72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [17.07.72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie (/showthread.php?tid=2630) |
RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 08.03.2024 – Chyba raczej wpędza w marazm? Słyniemy podobno jako naród bardzo spokojny. Nerwowość pojawia się dopiero, gdy chodzi o herbatę. Przynajmniej tak powiedział mi pewien historyk w Egipcie. Później poznał Letę, a potem Nell i chyba przestał w to wierzyć – skwitował Cathal jej słowa odnośnie deszczu, który miał wywoływać te wszystkie nerwy. – Są takie niezależnie od klimatu – dodał z ubolewaniem, bo w jego opinii przynajmniej Nell i Leta były tak samo nieznośne w deszczowej Walii i w gorącym Egipcie. Gdy muzyka umilkła – a była to już kolejna piosenka, którą przetańczyli i następna, jaka po chwili popłynęła z głośników, była nieco zbyt żywiołowa jak na gusta Cathala – pociągnął Ginewrę z powrotem do baru, by tam jeszcze zgarnąć sobie tego darmowego drinka, ostatniego, na jakiego zamierzał sobie pozwolić tej nocy. – Co to za pomysł jeść coś, do czego dodano pewnie skarpety? – spytał przekornie, rzucając jej rozbawione spojrzenie. Wesołość migotała też w jasnych oczach, na samo wyobrażenie McGongall, która zjadłaby ten stos fasolek tylko dlatego, że tak nakazywała jej żyłka hazardzisty. I tak dobrze, że była pod tym względem odrobinę lepsza od Jamila. Ona nie musiała uciekać z Egiptu przed ludźmi, którzy z powodu gry chcieli ją zabić… – Kobieto! Jeszcze nie oszalałem. Nie zakładam się w przegranych sprawach. Gdybym się założył, przegrałbym, bo zjadłabyś je nawet gdyby miało cię wywrócić na drugą stronę. A potem zamordowałaby mnie Nell, która próbowałaby cię odratować, gdybyś trafiła na mieszankę w rodzaju ostre chilli, fasolka mydłowa i taka o smaku na przykład… wymiotnym. Nie był pewien czy taki dałoby się znaleźć w specjałach Bertiego Botta, ale nie byłby zdziwiony. Te fasolki były złem wcielonym. – Chcesz jeszcze zostać? Wracamy do obozu? Czy wolisz trochę otrzeźwieć na zewnątrz? – spytał, zerkając na zegarek, i sprawdzając, która godzina. Nie to, że mieli jakąś godzinę policyjną, oboje byli na to za starzy, i takie zresztą co najwyżej dla obozu mógłby wyznaczać Cathal, ale przesiedzieli już w dusznym, zatłoczonym klubie całkiem sporo czasu. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 14.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] – Smutni, zniechęceni, niezadowoleni – zaczęła wymieniać, rzecz jasna robiąc sobie oczywiste żarty. – Leta i Nell to inna bajka. Zresztą były już wtedy w Egipcie, nie? Słońce naładowało je energią – i złością, na to by wychodziło. Tylko dlaczego, wedle tej dziurawej teorii, Guinevere nie była nerwowa? A to już tajemnica. A potem po prostu zachichotała, słysząc ten zbolały ton głosu Cathala. Trochę mu współczuła, że potrafił się tak zezłościć na jedną jak i na drugą. W głębi ducha miała też nadzieję, że ona sama go tak nie drażni sobą i swoimi nieszkodliwymi (według niej) żartami. Nie oponowała, gdy pociągnął ją z powrotem do baru. Zdążyła już zresztą w trakcie tego czasu i zabawy na parkiecie z Cathalem zapomnieć o niedawnej porażce. Ten drink i dla niej miał być już ostatnim. Prawdę mówiąc, te tańce ją uratowały, bo gdyby nie one, to pewnie już dawno miałaby odcinkę od ilości, jaką wypiła (po prostu była nieprzywykła i nie miała mocnej głowy). – Bo życie mamy jedno. Kto wie? Może coś, do czego dodano skarpety, to jakieś przełomowe w życiu danie? – oczywiście, że dorabiała teorię do rzeczywistości, sama doskonale wiedziała, że nie wszystko powinno się jeść, łatwo się można było czymś zatruć, albo uszkodzić swoje miękkie i wrażliwe wnętrze… Ale słodyczy się nie bała, nawet jeśli miały się okazać najohydniejszą rzeczą, jaką w życiu miała w ustach. – No dobrze już dobrze, dobrze – uspokoiła go (zamarudziła?), żeby się tak nie denerwował. Oboje mieli świadomość, ze ten zakład to byłaby dla niego przegrana sprawa, bo faktycznie zrobiłaby wszystko, by wygrać akurat tę konkurencję. – Martwisz się o mnie? Czy bardziej o swoją skórę, jakby cię Nell wzięła w obroty? – potencjalne obrzydliwe fasolki o smaku wymiotnym, jeśli miały ją odstraszyć, to nie zrobiły oczekiwanego efektu. Albo był to wpływ alkoholu, albo Ginny naprawdę czasami gubiła instynkt samozachowawczy. – Może… Może się przejdziemy? Chyba jednak trochę za dużo wypiłam. Wiesz. W Egipcie się tyle nie pija – mruknęła i była gotowa do wyjścia, ale gdy wstała z krzesła przy barze, po tej chwili odpoczynku, to dopiero poczuła tę ilość i wręcz wolała się złapać Cathala za ramię. – Taak… Zdecydowanie się przejdźmy… RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 15.03.2024 – Obawiam się, że znam je obie, odkąd miałem czternaście lat… i Egipt niczego tutaj nie zmienił – stwierdził Cathal, uśmiechając się przy tym: może do Ginewry, może do własnych wspomnień. Rodzina Nell Bagshot od strony matki miała pewne konszachty z pewną stroną jego rodziny, z kolei Leta chodziła zaledwie rok wyżej do Slytherinu i ciężko było jej nie zauważyć. – Zobaczymy, czy to powtórzysz, jeżeli natrafisz na fasolkę skarpecianą – parsknął Shafiq. Te podobno nie trafiały się bardzo często, ale skoro to dzięki brudnym skarpetom Bertie zdobył taki majątek, z pewnością czasem oddawał im hołd, umieszczając je znowu w swoich flagowych słodyczach. Tak naprawdę nie był zdenerwowany – tę kobietę zawołał raczej z pewnym skrywanym rozbawieniem niż złością. A i trudno, aby bał się faktycznie Nell, czarodziejki mającej metr pięćdziesiąt w kapeluszu, w magii mniej więcej na tym samym poziomie, co sam Bagshot… Ale wzdychał w duchu na samą myśl o tym, jakie paskudztwa mogła mu podsunąć, byle go ukarać. Nell potrafiła dopiec człowiekowi. – O swoją skórę, oczywiście. Podałaby mi pewnie ukradkiem jakąś truciznę. Albo gderałaby aż zwiędłyby mi uszy – oświadczył z kamiennym wyrazem twarzy. Kiwnął głową, kiedy poprosiła, żeby się przeszli. Sam wypił akurat na tyle, by być zaledwie lekko podchmielonym, ale oboje wychylili podobną ilość drinków, a ona przecież była jednak, nawet jeżeli wysoka, to drobniejszej niż on postury, a w Egipcie faktycznie pewnie mijała mniej. Podtrzymał ją odruchowo, gdy się zatoczyła, i później zaoferował jej ramię, by mogła się podeprzeć – a chociaż ten gest przywołał wspomnienie innej kobiety (bo Cathal pamiętał w końcu wszystko, i nie był na tyle dżentelmenem, by oferował ramię wielu kobietom w swoim życiu), odepchnął je zaraz. Starając się dostosować krok do jej tempa, by bez problemu nadążyła, przepchnął się przez rzednący pomału tłumek bawiących się, a potem wyszli w londyńską noc. Noce w Anglii były zupełnie inne niż te w Egipcie, a te w Londynie miały swoją specyfikę. Uliczne latarnie, światła w okien budynków, to wszystko pogrążało miasto w mroku – nie – mroku, tak że miasto wypełniało się cieniami, że choć niby było ciemno, to miejski blask zabijał światło gwiazd. Tego wieczora niebo było pogodne i dało się nawet dostrzec księżyc, samotny na niebie. Gdzieś z dala dobiegały pijackie nawoływania, taksówka odjechała sprzed klubu z piskiem opon, jakaś kobieta śmiała się piskliwie, paląc w pobliżu wejścia ze swoim partnerem. Cathal powoli pociągnął Ginewrę ku głównym ulicom – tak było bezpieczniej. Więcej świateł, co jakiś czas jeżdżące auta, pojedynczy przechodnie. Nie bał się mugoli, ale podróże nauczyły go ostrożni tak bardzo, że ta była już pewnego rodzaju odruchem. – Jak podoba ci się Anglia po tych paru miesiącach? RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 16.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] To dość zabawne stwierdzenie, powiedzieć, o kimś tak mikrutkim, że ciężko go było nie zauważyć. Ale jeśli Leta była choć w połowie tak głośna w Hogwarcie, jak była teraz, to łatwo można było to sobie wyobrazić. Skoro to przez skarpety Bott tak się dorobił, to fasolki o smaku skarpecianym, musiały być prawdziwym hitem i czarnym koniem. Za punkt honoru Guinevere obrała teraz to, by zjeść tyle fasolek, żeby trafić na tę jedną, mityczną, i przekonać się na własnej skórze. I tylko jej zmieniający się uśmieszek mógł świadczyć o tym, że właśnie coś błyskotliwego wpadło jej do głowy… – Mogę ci zamienić uszy w rzepę, wtedy efekt zwiędnięcia będzie lepszy – zaproponowała w swoim stylu, ani trochę na poważnie. – Może tak ją przerazi, że już więcej nie będzie ci tak paplała – kontynuowała, a na ile to było wynikiem wypicia zbyt dużej (ale nie na tyle, by zacząć bełkotać) ilości alkoholu, a ile jej głowy pełnej absolutnie dziwacznych pomysłów… To była zagadka, która miała pozostać bez odpowiedzi. Nie przejęła się natomiast tym, że Cathal bardziej cenił sobie swoją skórę od jej zdrowia, bo nie wzięła tej pyskówki na poważnie. Sama zresztą na poważnie nie mówiła, to wszystko, to miały być żarty. Z wdzięcznością przyjęła, że Cathal ją podtrzymał, a potem skorzystała z podstawionego jej ramienia i złapała się go, tym samym zachowując równowagę. Mogła sobie być wysoka, ale przy tym była raczej chuda, może nie koścista i bezkształtna, ale nie miała żadnej posągowej figury. Bardziej mogła się kojarzyć z trzciną na wietrze. Jej kroki nie były teraz zbyt długie, ani szybkie, za to gdy już faktycznie wyszli z klubu i odeszli tak kilka kroków, a jej twarz owiał chłodny podmuch powietrza, aż się zatrzymała, zmuszając Cathala do tego samego, i przymknęła oczy, wyciągając twarz w stronę nieba. To miało być jak otrzeźwienie, aż cicho westchnęła. To nie była taka noc, jak w Kairze, ani w ogóle gdziekolwiek w Egipcie, to była prawda. Było chłodniej, jaśniej, niebo nie było tak czarne, gwiazdy nie były tak łatwo dostrzegalne. Ale teraz, w jej podchmielonej głowie, nie robiło to większego problemu, chociaż zdecydowanie ta londyńska noc była pozbawiona pewnego uroku. Za chwilę ruszyli przed siebie, a Ginny całkowicie pozwoliła, by Cathal prowadził i wybierał drogę. – Całkiem podoba. Mogłoby być trochę cieplej i odrobinę mniej deszczowo, ale podoba mi się ta całkowita odmienność kulturowa – do jedzenia, dużo cięższego i tłustszego, ciągle się przyzwyczajała i to była chyba najtrudniejsza dla niej rzecz. Poza tym było tu wszystko, czego szukała; zdecydowanie bliżej do legend o królu Arturze, Pani Jeziora i Świętym Graalu, które fascynowały ją, odkąd dowiedziała się, skąd w ogóle pomysł na jej imię. – W Walii podoba mi się bardziej, wolę pustsze tereny niż ten dziki Londyn. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 20.03.2024 Zarówno Nell jak i Leta były rozmiarów kieszonkowych. Ta pierwsza miała jednak specyficzny styl bycia, funkcjonowała trochę poza schematem. Ta druga bywała hałaśliwa i lubiła generować zamieszanie. Crouchówny swego czasu w Pokoju Wspólnym Slytherinu wszędzie było pełno. Nell była młodsza, więc tutaj Cathal nie miał pewności, ale zakładał, że też potrafiła w szkole zwrócić na siebie uwagę. – Wolę moje uszy w kształcie uszu, nie rzepy, poza tym obawiam się, że raczej by ją to rozbawiło niż przeraziło. Może nawet pobiegłaby po aparat? – zastanowił się, przystając, kiedy zrobiła to ona. Znając złośliwą naturę Nell zrobienie mu zdjęć w takich stanie i rozdanie ich całej ekipie nie byłoby wcale nieprawdopodobne. Niebo nad egipską pustynią dla Cathala było piękne – niemal najpiękniejsze, bo rywalizować z nim mogło i to na dalekiej Północy, znaczone barwami zorzy. Ale londyńskie noce, jak noce w każdym mieście, miały swój niepowtarzalny urok, kryjący się we mgle i światłach latarni, rytm wygrywany przez silniki, stukot obcasów o bruk, piękno ciemnego zarysu Big Bena na tle nieba i chłodu wionącego gdzieś znad Tamizy. Były inne. Cathal nie lubił, gdy wszystko stawało się znane i takie same. Rutyna doprowadziłaby go z tą absolutną pamięcią do szaleństwa znacznie szybciej niż podszepty Slytherina, które na terenie Anglii stały się znów częste i natarczywe – jakby Salazar przysnął tam, w dalekim kraju, uśpiony obcymi głosami i gorącem, a przebudził się wraz z powiewem angielskiego wiatru i zapachem tutejszego deszczu. – W Anglii też jest mnóstwo pustych terenów. Hrabstwo Sommerset na przykład, jest tam największy wąwóz w Anglii, wzgórza Quantock, całe mnóstwo łąk, wrzosowisk i równinnych pastwisk. Ale Walia rzeczywiście jest spokojniejsza. Nawet w stolicy mieszka bodaj jakieś trzysta tysięcy mieszkańców. To pewnie tyle, ile w jednej dzielnicy Londynu – powiedział, gdy ruszyli znowu wzdłuż ulicy, wciąż oferując jej ramię, by mogła się podeprzeć w razie potrzeby. Wyspy w porównaniu z taką Afryką mogły zdawać się dość… podobne, ale tylko powierzchownie. – Tobie pewnie spodobałoby się w Glastonbury Tor – dodał jeszcze. Oczywiście pewnie wcale nie leżał tam Król Artur, ale szukanie tych wszystkich związków i pokręcenie się po okolicy było prawdopodobnie atrakcją dla kogoś, kto tak bardzo lubił legendy o królu, który kiedyś powróci. – Do punktu Fiuu, czy chcesz przejechać się Błędnym Rycerzem? Nie chciałbym się rozszczepić po tych drinkach. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 30.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] Czasami zastanawiała się, jak wyglądało życie szkolne jej kolegów i koleżanek z grupy archeologicznej. Dla kogo było zwariowane, dla kogo było tylko epizodem nad książkami i pergaminami (choć w jej głowie toczyły się papirusy, tych tutaj jednak nie mieli), ile w tym było zabawy i beztroski, a ile ambicji i powagi. Choć jak tak spojrzeć na nią i na Jamila… nie było to najspokojniejsze życie, ale ludzie dorastali i się zmieniali. Ona się zmieniła na pewno – uspokoiła, chociaż ta psotnica nadal w niej siedziała. Teraz była jednak uśpiona i ukołysana spokojem i powolnością miasta, gdy tak niespiesznie szli chodnikiem. Może i plotła trzy po trzy, ale niezbyt się tym przejmowała, podchmielone głowy miały swoje inne problemy i inne priorytety. – Na pewno. Ale wtedy przestałaby paplać, więc przemyśl to jeszcze. Może rzepa to odpowiedź na wszystkie twoje problemy – paplała dalej. Chwila wstydu i zdjęcia rozdane reszcie ekipy kontra wieczny ból głowy paplającej ze złośliwością Nell… Ginewra roześmiała się nawet cicho, wyobrażając sobie Cathala z tymi rzepami i zwisającymi z nich liśćmi, że aż poczuła, że oczy jej łzawią, więc uniosła dłoń, by przetrzeć oczy. To ją rozbawiło bardziej, niż powinno, ale z drugiej strony ten alkohol… I chłód wieczoru – chyba właśnie ze względu na rzekę – sprawił, że Ginny zrobiło się zimniej. Była wszak wychowana w gorącym Egipcie, a chociaż to lato było (dla niej) wyjątkowo łaskawe, to jednak takie noce… Aż przysunęła się bliżej do Cathala, gdy tak szła z nim pod ramię. Tak było lepiej, tak było przyjemniej… – Musisz mi to wszystko spisać, bo pewnie zapomnę. Zacznę powoli odhaczać z listy, bo chętnie bym pozwiedzała – chciała się Anglii nauczyć, chciała jej doświadczyć. Niby była tutaj od niecałych trzech miesięcy, ale w większości kręciła się po określonym obszarze, pomalutku go powiększając. Ale była ciekawa, ciągle chciała badać, widzieć, poczuć, doświadczyć… I z każdym dniem radziła sobie tutaj coraz lepiej – tak jej się przynajmniej wydawało. – O tak. To koniecznie muszę zobaczyć – oczywiście, że nazwa była jej znana. Ale póki co była w tych wolnych chwilach dla siebie bardziej skupiona na tych czarodziejskich ośrodkach i miejscach, nie mugolskich. Ale Wzgórze Glastonbury zdecydowanie było wysoko na jej liście miejsc, które chciała zobaczyć. A najlepiej to i zbadać. Przymknęła na moment oczy, gdy tak szli, otulona chłodem i ciepłem, sennością i cichymi hałasami miasta. Otworzyła je dopiero, gdy Cathal znowu się odezwał. – Żadnej teleportacji – wymamrotała. Bez alkoholu źle ją znosiła, a po nim… Przecież to by się tak bardzo źle skończyło i to nawet niekoniecznie dlatego, że mogliby się rozszczepić. Sieć Fiuu była znaczne bezpieczniejsza i choć miała wrażenie, że też ją zemdli po wirowaniu w kominku, to chyba wolała to, niż szaloną jazdę autobusu. – Do kominka. Mam wrażenie, że jak wrócę do domu, to padnę. Chyba jednak za dużo… za dużo wypiłam – gadała dalej, a to głównie po to, żeby nie zasnąć. Z drugiej strony jak źle wypowie nazwę w kominku, to może ją wynieść… gdziekolwiek. Ale liczyła, że jednak jeszcze tę chwilę wytrzyma i jakoś sobie poradzi. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 01.04.2024 Życie szkolne Cathala było stosunkowo spokojne i chyba dość typowe. Dołączył do Hogwartu później, nie miał więc wielu przyjaciół, ale nie był też samotny ani dręczony. Nie lubił zaśmiecać sobie pamięci niepotrzebnymi informacjami, nie błyszczał więc na każdym przedmiocie, ale na tych, które go ciekawiły, dzięki Milfordowi i uporowi odnosił tylko wybitne rezultaty. Edukacja w szkole była dla niego już w wieku nastoletnim swego rodzaju etapem, nie jakimś przykrym, pod pewnymi względami nawet fascynującym – bo zamek krył w sobie wiele historii i tajemnic – ale też nie wspominał go z taką nostalgią, jak z pewnością wielu innych hogwartczyków. – Mam lepszy pomysł. Zamień usta Nell w rzepę. Wtedy też przestanie paplać, a jak już będzie w stanie robić to znowu, to będzie paplała do ciebie, a ja zyskam spokój przynajmniej na dwa tygodnie – zaproponował Cathal z pewnym rozbawieniem. Dwa tygodnie? Nell pewnie wypominałaby to Guinevere przez najbliższe dwa lata: zdawało się, że do tej pory nie wybaczyła Jamilowi nieszczęsnego rzutu skorpionem i przywoływała tę historię aż do znudzenia. Pod pewnymi względami dziewczyna była nieznośna. – Zawsze możesz po prostu zapytać. On w końcu nie miał szans zapomnieć. Nawet teraz, gdy alkohol odrobinę szumiał mu w głowie i wszystko zdawało się odrobinę mniej ostre, zapamiętywał każde słowo wypowiedziane przez kobietę, każdą osobę, którą mijali, idąc przez pogrążone w półmroku miasto. Doświadczanie Anglii: wycieczka przez nocny Londyn była jego częścią. I Cathal to pragnienie doskonale rozumiał, bo gdy był w Egipcie, chciał doświadczać Egiptu, poznać go, zobaczyć wszystko – choć większość czasu spędzał na wykopaliskach, zwłaszcza na początku, to nie mógł oprzeć się krótkim wycieczkom. Za bardzo lubił poznawać nowe rzeczy. – Sądzisz, że kryje się tam wejście do Avalonu? A może Avalon nigdy nie istniał, a w istocie to jakiś fragment limbo, do którego mogły sięgnąć kapłanki – mruknął, z pewnym zastanowieniem, gdy wiatr zawiał mu prosto w twarz. Nie dało się być historykiem w Anglii, zwłaszcza historykiem magii, i nie znać tych wszystkich opowieści. Mity arturiańskie ukształtowały ich kulturę, a magia Merlina wciąż odbijała się… właściwie wszędzie. – Wokół Hogwartu pełno jest zagadek, które podobno zostawić Merlin – dodał jeszcze Shafiq, skręcając w boczną uliczkę, ku punktowi Fiu. A potem zerknął z góry na Ginny, idącą przy jego boku i uśmiechnął się półgębkiem. Miał dziwne wrażenie, że na wzgórze z obozem przyjdzie mu ją wnieść. Koniec sesji
|