![]() |
|
[16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald (/showthread.php?tid=2632) |
RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 13.03.2024 Damien. Oczywiście, że wolał w ten sposób. Penny doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale zarazem nie potrafiła czasem zrezygnować z przezwiska, za którym Malfoy niekoniecznie przepadał. Może z tego względu, że była jednak po trosze rudą cholerą, czasami odczuwającą jednak potrzebę robienia komuś na złość? Skinęła mu głową, nie komentując tej prośby w żaden sposób. Niczego nie deklarując, nie obiecując. Dała jedynie mu znać, że słyszała. Kolejne słowa natomiast... - Nagle zacząłeś się tym przejmować? - zapytała, ale nie było to jedno z tych pytań, na które rzeczywiście oczekiwało się odpowiedzi. Po prawdzie, to doceniała, że nie zostawił jej podczas tego chwilowego zaćmienia umysłu samej. Na lodzie. To rzeczywiście mogłoby być mało przyjemnym doświadczeniem. Chociaż może mniej bolesnym od potwierdzonych przez Malfoya zaręczyn? Kolejne dni zapewne na to odpowiedzą. - Dziękuje. Podziękowała. Było to słowo, które pod adresem Renigalda nie padało szczególnie często. Nie z jej strony. Nie zdecydowała się na nie nawet w tamtej chwili, kiedy zgodził się wesprzeć sklep. Zapewnić jej i Terry'emu pewną ochronę. Tym razem jednak wszystko było bardziej osobiste. To i jej reakcja po prostu musiała być inna. Nie zamierzała o nic dopytywać. Upewniać się odnośnie tego czy aby na pewno sobie poradzi. Blondyn nie był przecież dzieckiem. A i o samych Malfoyach nie bez powodu się mówiło, że im akurat się nie podskakuje. Gdzieś, kiedyś coś takiego miała okazje zasłyszeć. Wierzyła, że sobie poradzi. Wiedziała też, że tak jak mówił - musiała teraz zadbać przede wszystkim o samą siebie. - Może i nie, ale też temu nie zaprzeczyłeś. - wytknęła mu. O ile w rzeczywistości jej się nie oświadczył, całe szczęście, to podczas tego przyjęcia nie wyprostował tego drobnego kłamstwa. Tym samym niejako potwierdził, że faktycznie byli zaręczeni. Można było nawet uznać, że odbyło się to właśnie na tym wieżowcu. Podczas rozmowy z panną Larson. Czy gdyby miała zainteresować się Renigaldem, tak prawdziwie, na poważnie, zwróciłaby uwagę na coś innego niż jego pieniądze? Sama nie wyobrażała sobie związku opartego na czymś takim. Nie mogłaby czymś takim tkwić. Po prostu nie byłaby w stanie. Rozumiała jednak, że nazwisko, status i majątek, potrafiły przyciągnąć do Malfoya kobiety, którym właśnie na czymś takim zależało. Może szukał w niewłaściwym miejscu? Niezależnie od tego jak sprawy wyglądały, nie zamierzała mu tu i teraz udzielać na ten temat dobrych rad. Tych mniej dobrych również nie. Ani to odpowiednie miejsce, ani czas, tym bardziej osoba. Całość więc skwitowała kolejny raz milczeniem. Pozwoliła sobie jedynie na moment położyć dłoń na jego ramieniu. Jakiś gest pocieszenia? Zrozumienia? Cholera jedna wie czego? - Aidan? - powtórzyła za nim, brzmiąc tak jakby tego kompletnie nie rozumiała. Bo nie była do końca świadoma tego, w jaki sposób Parkinson na nią patrzył. Poza tym czy w jej oczach był on aby na pewno kimś, na kogo należałoby zwrócić uwagę w tym kontekście? - Byłby to jeden z najgorszych wyborów, jakich mogłabym dokonać w życiu. Podejrzewam, że szybko skończyłabym ze złamanym sercem. Wątpię, żeby był w stanie zostać z kimś na dłużej, potraktować na poważnie? - odpowiedziała, w zasadzie nie myśląc nad tym zbyt długo. Bo przecież Aidana znała. Nie był kimś, z kim można było stworzyć poważny związek. Zbudować coś poważnego? Jej też nigdy na poważnie nie traktował, choć w wielu kwestiach mogła na nim polegać. Tak samo jak na Terry'm. A skoro już o Terry'm mowa, to tutaj też kolejny raz byłby to strzał nietrafiony. Bo choć bliski jej jak mało kto, bo choć szczerze go kochała i byłaby w stanie za Trelawneyem rzucić się w sam ogień, albo jakąś przepaść to... nie były to uczucia tego rodzaju. Bo kochać można było na wiele różnych sposobów. Na ostatnie pytanie nie miała odpowiedzi. Znów skupiła się na panoramie. Na podziwianiu widoku. I można było nawet pomyśleć, że na to pytanie zwyczajnie nie udzieli odpowiedzi. Ostatecznie jednak okazało się, że po prostu potrzebowała na to więcej czasu. - To był impuls. Wydawało mi się, że spadam; że wszystko idzie nie tak. I po prostu złapałam się brzytwy. Kompletna głupota, ale naprawdę o tym nie myślałam. - przyznała się, nie mając dość odwagi, żeby przy tych konkretnych słowach na niego spojrzeć. Zamiast tego wpatrywała się w te nieliczne chmury. W ciemne niebo, na którym nie było widać wiele. Nie znaczy to jednak, że było pozbawione pewnego uroku. Nic z tych rzeczy. Gdyby miała przy sobie aparat, kilka zdjęć wykonałaby chętnie. Na pamiątkę. Choć czy cokolwiek z tego wieczora rzeczywiście chciałaby jako pamiątkę zachować? RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 14.03.2024 Od zawsze denerwowało go, wkurzało, irytowało, że każdy przekręcał jego imię, czy to w pisowni czy w wymowie. Że rodzice pokarali go takim imieniem, to teraz mają takiego syna. Dobrze, że pomyśleli o tym, żeby mógł mieć również inne do wyboru. I tak, przejmował się tym. Bo nawet w ustach Penelope ładniej brzmiało jak mówiła do niego Damien, a nie Regina czy Renigald. - Tak.Może i nie oczekiwała oczywistej odpowiedzi, to jej krótko odparł. Tak, bo tak. Przejmował się, przeszkadzało mu to. Od zawsze. Jakoś przebolewał fakt, że bliżej mu znane osoby z otoczenia, nabijały się z jego imienia po swojemu. Choć momentami to miewał ochotę im przyłożyć. Odgryzał się jedynie słownie. Podziękowała? Możliwe, że nie liczył na to. Nie spodziewał się tego. Ale doceniła jednak jego chore poświęcenie, że jej z tym nie zostawił. - Następnym razem. Jeżeli kiedykolwiek on nastąpi. Ustalamy zasady z góry. Nie na miejscu.Tyle odpowiedział jej na podziękowanie. Lepiej mieć akcję z góry ustaloną a nie na spontana. Na szybko. Tego nie mieli w scenariuszu, że jej się oświadczył i mają teraz udawać zaręczonych. ”Jak to teraz kurwa odkręcić?” – zaczął się zastanawiać. Nie był o dziwo złośliwy. Normalnie z nią rozmawiał. Może dlatego, że to nadal nie było miejsce na głębsze rozkminianie problemu. - Niezależnie od tego co bym zrobił. I tak by o nas mogli napisać. Jak nie ona to kto inny. Już pewnie wymyślają nagłówki. Skrzywił się na tę myśl. Bo nawet, jeżeli nie zaprzeczył, mogą napisać o zaręczynach. A jakby zaprzeczył, napisaliby o tym jakim jest dupkiem albo szlachcicem pokazując swoją wyższość nad biedotą, uświadamiając że nie pozwala sobie na ślub z biedaczką. Z jakiegoś powodu chciał tego Penny oszczędzić. O ile była odporna na docinki jego i kolegów, tak nie był pewny, czy zniosłaby czytanie o sobie w publicznych gazetach. Jeszcze klientów straci. A on jej podnosił prestiż. Kiedy poczuł dotyk na ramieniu, spojrzał pierw na dłoń koleżanki, a następnie na jej twarz. Zapytał o Aidana. Coś chłopa często prosiła o jakąkolwiek pomoc. Renigald momentami też się nim wysługiwał. W szkole. Przydatny Brygadzista. Pokręcił głową. Ale kto zrozumie tok myślenia Penny? Znał ją trochę czasu. Nie wtrącał się w jakiekolwiek jej działania i decyzje. Co mógł, to pomagał, załatwiał ze swojej strony pod względem finansowym i znajomościami na Nocturnie. Po prostu utrzymywał z nimi jakiś kontakt poza szkolny. Nie czuł dziwnego wstydu tego, że oni wszyscy pracowali ciężko a on nie. Momentami mu się wydawało, że Aidanowi w jakimś stopniu mogło zależeć na niej. Ale niczego pewny nie był. Dlatego zapytał. Jak ona na to widziała. Jak go postrzegała. Nie musieli na jego temat już rozmawiać. Zadał jej ostatecznie to konkretnie pytanie. Dlaczego więc wybrała jego? Dlaczego wyskoczyła z tymi zaręczynami? Długo jednak milczała. Nie umiała od razu zebrać słów. Ale w końcu to uczyniła. Impuls. - Jako że byłem obok, byłem tą brzytwą? Która miała uratować Cię przed tym upadkiem? Penny…Westchnął. I co miał zrobić? Sam nie wiedział. Objął ją ramieniem i do siebie przytulił. Jakby chciał uchronić ją od tego upadku. Obejrzał się jeszcze i dostrzegł kątem oka, że ktoś im się przygląda. Człowieka nie znał. Ale być może był kimś znajomym ojca lub matki. Wyglądał na jakiegoś biznesmena. Zauważył, że Renigald spojrzał na niego karcąco, jakby zamierzał do wzrokiem przepędzić. - Sępy się czają. Powinienem Cię odprowadzić do domu. Zakomunikował jej i puścił. Jeżeli w ogóle pozwoliła mu na ten gest. O sępach, mówił właśnie o tych wścibskich oczach, które zaczęły węszyć w poszukiwaniu sensacji o nich. RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 21.03.2024 Sama Penny nie zawsze rozumiała samą siebie. Albo raczej - nie zawsze zrozumieć chciała. Wymagało to bowiem niekiedy zaakceptowania tego, co niekoniecznie musiało jej odpowiadać. Nie pasowało do obrazka, jaki starała się stworzyć. Skoro zaś sama miała z tym pewien problem, to nie powinna tego wymagać od innych, prawda? Może i tak, ale była to jedna z tych prawd, które nie wpływały na rzeczywistość; którymi Weasley się nie przejmowała. Jak na typową kobietę przystało, stosunkowo często pozwalała sobie sięgnąć po te jakże typowe, nie bez powodu znienawidzone przez mężczyzn: domyśl się. - Nawet się nie zbliżaj oraz wyszłabym za Ciebie choćby jutro, tyle tylko, że byłoby to czysto platoniczne. - nie musiała się długo zastanawiać nad odpowiedzią. To było proste pytanie, mało skomplikowane. Poza tym też nie zakładała, że Renigald chciałby uzyskać na nie prawdziwą odpowiedź. Szczerą, może nawet szczerą do bólu? Podeszła do tego raczej lekko. Nawet się przy tym uśmiechnęła. O Aidanie już nie rozmawiali. Wcześniejszych tematów nie ciągnęli na siłę. Skupili się natomiast na kolejnym. Tylko czy chcieli zatrzymać się na nim na dłużej? Tu? Teraz? Miejsce nie wydawało się do końca odpowiednie. Moment również. Coś jednak powiedzieć było trzeba. Zwyczajnie - należało. Zwłaszcza w świetle tego, co wydarzyło się podczas tego przyjęcia. Możliwie, że wyjaśnienia się Reginie po prostu należały. - Nie zastanawiałam się nad tym, czy na tą brzytwę się nadajesz. - powiedziała. Była wtulona w jego ramiona, przez co wypowiedziane słowa były po trochu stłumione. Nie wiedziała jak na ten gest zareagować. Tym bardziej w jaki sposób go odebrać. Rozumieć? Nie spodziewała się tego. Wcale a wcale. Nie dało się zaprzeczyć jednak temu, że było to po prostu miłe. Niespodziewane w przypadku kogoś takiego jak Malfoy. Może jednak obraz Renigalda, Damiena, jaki stworzyła sobie w głowie, nie był do końca tym prawdziwym? Nie, nie myśl w ten sposób. To donikąd nie prowadzi, Penny. Musiała siebie upomnieć. Ustawić do pionu. Bo przecież nie była głupią gęsią, która rozpływała się przy pierwszym lepszym, miłym geście, jaki wykonany został pod jej adresem. Nie była aż tak naiwna. Nie chciała być. - Nie jest na to zbyt wcześnie? Nie zwrócą na to uwagi?- zapytała, uwolniona z jego objęć. Cofnęła się o krok. Starała się odzyskać rezon. Złapać na powrót pion. Wrócić do siebie. Nie mogła pozwolić, żeby to wszystko wytrąciło ją z równowagi. Zwłaszcza na dłużej. Bo było tak jak mówił Regina. Sępy czekały. I to ledwie kilka metrów dalej. RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 22.03.2024 Teraz to już jej kompletnie nie rozumiał. Aidan najgorszy wybór, ale za niego to by wyszła? Nawet, jeżeli ten ich związek wyglądałby… tak jak określiła, platoniczny?
- Nie miałabyś ze mną przyszłości. Uprzedził. Nie widział w tym żadnego sensu, a nie chciałby jej też do niczego zmuszać. Wiązać się z nią jakąś pojebaną przysięgą małżeńską. Cenił sobie wolność, swobodę działania, bycia z kim chce na pięć minut, czy parę dni, tygodni. Może coś w tej Penny było, że on, podobnie jak ich koledzy, coś wyjątkowego w niej widzieli. Zapewne jakaś jedna w niej cecha, każdemu z nich odpowiadała. Była niczym ta mugolska bajkowa Esmeralda, czy jak jej tam było. Co przyciągała na siebie uwagę każdego chłopaka z innego środowiska. Tyle, że ta ich Penny była ruda i nie była cyganką. Już tej brzytwy nie komentował. Jedynie westchnął. Dał jej tutaj swoje wsparcie, ale żeby nie przyzwyczaiła się za bardzo do jego aktorskiej postawi uprzejmego kolegi i dżentelmena, puścił ją po chwili, sugerując odprowadzenie jej do domu. Wytłumaczył. To celebryci, zajęci będą sobą. Swoim gronem towarzyskim i pokazem mody. Co ich obchodzi młodzież? Liczy się dla nich interes, biznes i wyglądanie. Chwycił ją za dłoń i pokierował do wyjścia. Jeszcze ten kawałek musieli pokazać, że są razem. Że są blisko siebie. Ale zaraz, za chwilę może to się zmienić i będą znów sobą. Przynajmniej on. Ale jak to będzie z Penny? Teleportował ich na bezpieczną uliczkę. Proponując wspólny spacer, aby zbić czas jaki powinni spędzić na wieżowcu. Ostatecznie, odprowadził ją do mieszkania. Koniec sesji |