Secrets of London
[08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika (/showthread.php?tid=2677)

Strony: 1 2 3 4


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Morpheus Longbottom - 28.02.2024

Szaleni słońce chwytający w locie,
Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.*

Zamrugał powiekami i jęknął, czując nieprzyjemne mrowienie w ręce. Czy to efekt magii ostrza? Przetoczył się, niczym foka na lodowym brzegu, na plecy, a później podniósł zdrętwiałe ciało do siadu i rozpalił światło swojej różdżki. Rozejrzał się z lekką paniką w głowie, nie bardzo orientując się przez chwilę, co się dzieje. Masował obolałą rękę, sprawdził stan głowy i z ulgą stwierdził, że nigdzie nie było krwi. Wspomnienia napłynęły gęstą mgłą, mrożącą krew w żyłach, świadomość wniknęła w niego boleśnie. Prędko sprawdził najbliższą leżącą osobę, ale widział wyraźnie unoszące się w oddechu klatki piersiowe. A później ujrzał podest, nóż i łańcuch.

Zrobił krok w stronę podestu, gdy już podniósł zziębnięte ciało. Skórę pokrywała gęsią skóra, włoski na karku jeżyły się, chociaż nie mógł stwierdzić, czy to przez obcowanie z artefaktem czy przez pierwsze oznaki hipotermii. Dotknął nieświadomie swojej twarzy i dopiero gdy nie wyczuł krwi na policzkach, jak ostatnim razem, gdy przechodził przez lustro, zauważył, że to zrobił. Szorstkość siwiejącego zarostu, który podrażnił jego palce, sugerowała mu, że zdecydowanie minęło więcej czasu, niż spędził we śnie. Zarost rósł mu bardzo szybko i w tydzień był w stanie zapuścić krótką brodę, co sprawiało, że golił się zwykle tuż przed wyjściem z domu. Fakt, że zrobił tak samo, a teraz już nosił więcej, niż cień, pospieszały w akcji.

Rozdarty, przez obecność reszty grupy, postanowił zrobić to, co umie najlepiej. Wróżyć.

Otworzył talię i poszukał karty Wisielca. Niektórzy nazwaliby to zbędnym marnotrawieniem czasu, ale palce Morpheusa poruszały się szybko; w kwestii kart był jak rewolwerowiec, karty prędko znalazły się w jego dłoni, a przetasowanie to tylko ułamek sekundy; Nie wybrał pierwszej z brzegu, nie potrzebował losowej wskazówki. Zamiast tego otworzył karty koszulkami do dłoni. Stara talia rozsunęła się z bliskim mu, przyjacielskim, pocieszającym szelestem niemal, w wachlarz; nosiła wyraźne ślady użytkowania, należała do tych talii, które można kupić za kilka funtów na straganach i księgarniach, nic wyszukanego i wyjątkowego. Mężczyzna, zwisający z drzewa za kostkę, Odyn w oczekiwaniu na wiedzę, czekał na niego. Wisielec oznaczał przeczekanie, bierność, ale też trwanie pomiędzy wyborami. Dlatego spojrzał na dwie karty, flanki Wisielca, prawą i lewą, prawą jako wskazującą na prawidłowe działanie, a lewą na działanie odradzane mu przez talię.

Zajęło mu to może minutę, zapewne mniej.

Zrobił kolejny krok w stronę noża, w końcu to po niego tutaj przyszli, nie zamierzał więc udawać, że jest inaczej. O, pijani bogowie rzezi, to ja, twój ukochany syn.

Z lekką niepewnością spojrzał w przyszłość, chcąc ujrzeć swoje wybory, konsekwencje podjętych decyzji, to, co się wydarzy, jeśli sięgnie po nóż, jeśli spróbuje zniszczyć zaklęciem łańcuch. Co, jeśli spróbuje rzucić zaklęcie rozproszenia na śniących? Czy usmaży im mózgi? W końcu, czego muszą się obawiać. Co jeszcze kryje się w ciemnościach? Poruszał się za zasłonę rzeczywistości rozmytym spojrzeniem, będąc tu i teraz oraz tam, w przyszłości jednocześnie, mając nadzieję, że tego co nadejdzie, nie ukrywał mrok. 


[roll=PO]

Widząc, że gdy sięgnie po nóż, ktoś więcej się obudzi, nie zwlekał. Skrócił dystans pomiędzy sobą a nożem i wziął do ręki ostrze wypełnione śmiercią, jakby był to zwykły kawałek metalu, którym zaraz pokroi chleb. Jakby ta metafora nie nosiła śladów ostatniej wieczerzy w domyśle.


*Fragmenty wiersza Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy Dylana Thomasa
Korzystam z przewagi Wróżenie, aby określić najkorzystniejszą akcję mojej postaci, poproszę o podanie mi prawej i lewej karty


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Brenna Longbottom - 01.03.2024

liczba wrogów

- Morpheus?
Brenna dźwignęła się powoli do pozycji siedzącej, kiedy wuj ruszył ku broni. Po jej twarzy spływała krew: nie była pewna czy rozbiła sobie nos upadając, czy był to efekt uboczny mało przyjemnych snów. Wciąż zdezorientowana rozejrzała się i podczołgała do najbliższej leżącego Prewetta, chcąc sprawdzić, czy ta wciąż ma puls. Panika, jaka ją ogarnęła na moment na myśl, że wszyscy wokół nie żyją, opadła nieco, kiedy zorientowała się, że ten wciąż oddycha.
Chwilę później palce Morpheusa sięgnęła ku ostrzu.
Przez jaskinię przetoczył się podmuch, unosząc wraz ze sobą drobinki ziemi. Zaklęcie snu straciło swoją moc: wszyscy śpiący zaczęli powoli odzyskiwać przytomność.
Istniało jednak jeszcze jedno zabezpieczenie, które uruchomiło się z chwilą, gdy Longbottom udał się do podwyższenia.
Kości, które wcześniej dostrzegł Vincent, poruszyły się. Ani Brenna, ani Morpheus nie zauważyli tego od razu - nie w mroku grotu, który wciąż trudno było rozproszyć nawet najprostszym zaklęciem. Właściwie to Brenna obecność inferiusa odkryła w chwili, gdy było już za późno: ona była w tej chwili najbliżej nieumarłego i ten rzucił się na nią, obalając na posadzkę, a jego palce zacisnęły się na jej szyi.
Nie był to jedyny przeciwnik.
Drugi leżał w pobliżu postumentu, i zaczął podnosić się z ziemi zaledwie dwa metry od Morpheusa. Trzy kolejne powoli dźwignęły się w dalszym zakątku groty i ruszyły ku budzącym się. To był widok, który ujrzeli Dora, Vincent, Erik i Heather po przebudzeniu: Brenna szarpiąca się z nieumarłym na ziemi, Morpheus z dłonią na rękojeści noża i trup powstający w pobliżu niego oraz trzy kolejne istoty, zmierzające ku nim, poruszające się nienaturalne, bo animowało je nekromantyczne zaklęcie, a nie miały już mięśni i ścięgien, pozwalających ciału działać w pełni sprawnie.
Heather i Erik mieli nieco za małą wiedzę o tym, aby rozpoznać przeciwników – ale Dora, Vincent i Morpheus mogli odgadnąć, że mają do czynienia z inferiusami.

Tura do 5.01, godzina 8 rano.
Nie trzymajcie kolejki.



RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Morpheus Longbottom - 01.03.2024

Morpheus wzmacnia swój głos, żeby reszta usłyszała, żeby bić ogniem, próbuję rozwalić łańcuch i leviosować w górę najbliższego mi inferiusa.

Jak sięgnę po nóż, to reszta się obudzi — odpowiedział Brennie jeszcze w pół kroku, z tą charakterystyczną pewnością siebie, przekonaniem, że świat ułoży się wedle jego rozkazów, tylko dlatego, że on tego chce. Tak, jak podpowiedziała mu przyszłość, gdy jego palce zacisnęły się na rękojeści miecza, reszta osób poruszyła się, wyrwana z tego, co dręczyło ich głowy podczas koszmarów. Zabawne, on, Morpheus, patronujący marzeniom sennym, budził słodkim dotykiem swoich rąk i to dedykowanym rękojeści. — Już raz to zrobiłem, we śnie... Słyszysz to?

Klekotanie kości, jakby wygrywano na nich muzykę ksylofonu, usłyszał za późno. Inferius rzucił się na Brennę. Morpheus zastygł, trzymając cały czas w ręku artefakt. Oczywiście, że nie było to takie proste, czemu miałoby być? Mógł spróbować zrzucić tamtego z bratanicy, ale reszta już powstawała, budziła się. Nóż za to pozostawał przyszpilony łańcuchem, a nie wiadomo, ile z tych stworzeń strzegło całej wyspy. Nóż stał się priorytetem. 

Ogniem, atakujcie ich ogniem! — przyłożył różdżkę do gardła, aby na pewno go usłyszeli go budzący się wojownicy. On musiał wypełnić swoją część misji, jako ten, który prawdopodobnie miał największe życiowe doświadczenie z tajemniczymi, przeklętymi przedmiotami. Nie był wojownikiem, nie takim miecza, zresztą, przeciwko Inferiusom nic to by nie dało, spinała je magia, a nie żelazna logika motoryki mięśni i ciała. Dusza opuściła te ciała dawno i nie istniały poza celem, którym była najwyraźniej ochrona noża.

Skupił się. Przynajmniej próbował, aby rzucić zaklęcie niszczenia na łańcuch. Jeśli to nie podziała, będzie zastanawiał się dalej. Najważniejsza rzecz, uwolnić nóż i uciec z nim z wyspy, ukryć go w bezpiecznym miejscu. Cały czas dzierżył go w ręce, więc wyciągnął nóż, tak daleko, jak się dało, aby rozwinąć łańcuch na całą długość, a wtedy rzucić czar zniszczenia na samą nasadę, którą był przytwierdzony do postumentu. Wolał ciągnąć za sobą kawał łańcucha, niż narazić się na urwanie własnej ręki lub, co gorsza, uwolnienie tego, co zostało zaklęte w broni.

Już był niemal gotowy, gdy wyczuł kątem oka ruch w swojej okolicy. Inferius. Zamiast rzucać czar na łańcuch, prędko sięgnął po magię lewitacji, aby podnieść go w górę tak, aby stanowił łatwy cel i go nie rozpraszał.


[roll=Z]

Nie sprawdził, czy trafił. Zamiast tego wrócił do łańcucha, kontynuując swoją pracę. Głęboki wdech, mentalne przygotowanie na to, że może stracić swoją twarz od odłamków metalu. I zaklęcie:

Expulso.


[roll=N]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Heather Wood - 01.03.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qWKvRLl.jpeg[/inny avek]

Jeszcze we śnie spróbowała dołączyć do Dory ze swoim zaklęciem. Nie zdążyła dokończyć ich rozmowy. Świat zawirował, oberwały wiatrem po twarzy i przepadły. Wróciły do jaskini.

Pobudka nie należała do tych przyjemnych. Wood otworzyła oczy. Nie miała jednak czasu na dyskusję, musiała działać szybko. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy to to, że nie byli tutaj sami. Pojawili się ludzie, a może nie byli to ludzie, nie miała pojęcia, z czym mieli doczynienia, bo nie widziała w tych ciemnościach zbyt dokładnie. Zauważyła sylwetkę Morpheusa, który stał na podwyższeniu, coś się do niego zbliżało.

Dostrzegła też Brennę na ziemi. - BRENNA! - Krzyknęła bardzo głośno. Była to dla niej najważniejsza osoba, która znajdowała się w tej jaskini, to, że Longbottom znajdowała się w niebezpieczeństwie skłoniło ją do szybkiego działania. Poderwała się na nogi i złapała różdżkę w dłoń. Nie miała pojęcia, co robił jej wujek na podwyższeniu, czy było to istotne dla ich sprawy? Skąd mogła wiedzieć.

Trzy postacie zaczęły zbliżać się w ich kierunku. Musiała się przez nie przebić, jeśli chciała przedostać się do swojej mentorki, jeśli trzeba będzie to wbiegnie w nie bez zastanowienia.

Do jej uszu doszły słowa Morpheusa. Ogniem.... Nie musiał jej powtarzać dwa razy. - No chodźcie kutasiarze, do mnie!!! - Nie miała pojęcia, czy ją słyszą, poruszały się dziwnie nienaturalnie, ale nie obchodziło jej to. Sama zrobiła krok do przodu, bo się nie bała, była gotowa do konfrontacji, ona zawsze była gotowa do walki. Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie. Heather Wood chciała wyczarować kulę ognia, która poleci w stronę tej trójki, która szła w ich kierunku.


[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Dora Crawford - 01.03.2024

Nagle zerwała się wichura, szarpiąc za ubrania i porywając asfodele gdzieś wyżej, tak że musiały zasłonić oczy. Otaczała ich biel, a kiedy Dora na nowo otworzyła oczy, zmieniła się ona w nieprzejednaną ciemność jaskini, w której się znajdowali wcześniej.
Crawley podniosła się, oddychając głęboko, kiedy zauważyła ruch także u reszty. Wszyscy oddychali, część już stała na nogach, ale szybkie policzenie sylwetek dało do zrozumienia, że nie byli tutaj sami. Głos Longbottoma siłującego się.. z czymś, rozległ się po jaskini, nakazując użycie ognia, akurat kiedy Menodora zbierała się na nogi.
- To inferiusy! - zakomunikowała głośno, tak jakby jeszcze nie wszyscy się w tym połapali, albo wciąż dopiero wybudzali z sennego zaklęcia. Pozwoliła sobie na jeszcze jedno spojrzenie w stronę Brenny, która się właśnie z jakimś siłowała, ale Longbottom była zdolna i silna, wiedziała jak poradzić sobie w takich sytuacjach. Co było martwiące to to, że Morpheus stał zwrócony do wszystkiego tyłem, próbując uwolnić coś, co znajdowało się na podeście.
Dlatego Dora rzuciła zaklęcie właśnie w inferiusa, który znajdował się najbliżej Longbottoma, chcąc zwyczajnie podpalić go niewielką kulą ognia (tak żeby Morpheus przypadkiem nie dostał) i w ten sposób uniemożliwić ataki.

kształtowanie na kule ognia w iferiusa obok morpheusa
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Erik Longbottom - 03.03.2024

Otworzył oczy i zaczerpnął łapczywie tchu, jakby wrócił nie z odmętów własnej wyobraźni, a z morskiej toni, która próbowała go pochłonąć. Poderwał się do pozycji półleżącej, czując, jak fala dreszczy przelewa się po jego ciele; zbyt dzika, aby od razu podporządkować się i ulec zasadom panującym w rzeczywistości. Jeszcze przed chwilą znajdował się w Strażnicy i wszyscy, a raczej większość... Nie żyli, a teraz... Teraz...

Jego wzrok przeskakiwał od jednej osoby do drugiej, zatrzymując się na dłużej na Vincencie i Dorze, aż w końcu pośród tego całego zamieszania dostrzegł swoją własną siostrę. Do oczu momentalnie napłynęły mu łzy. Jeszcze chwilę temu był pewien, że już nigdy jej nie zobaczy. Nie. To jeszcze nie był ten czas. Nie miał zamiaru oddać jej otchłani, a już na pewno nie miał zamiaru się teraz poddać. To było jak druga szansa, okazja do tego, aby coś naprawić, coś zmienić. Nie pozwoli, aby żywot Brenny dobiegł końca przedwcześnie.

Ogień? Chcieli ognia, to dostaną ogień. Różdżka Erika wykręciła kilka zawijasów w powietrzu, a po chwili w stronę szkieletora atakującego Brennę pomknęła kula ognia. Chwilę później spróbował wyczarować tarczę wokół siostry

(Kształtowanie) Kula ognia x1
[roll=PO]

(Rozproszenie) Tarcza ochronna nad Brenną x1
[roll=N]



RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Vincent Prewett - 04.03.2024

przegrali… Z taką myślą otworzył szeroko oczy i usiadł do pionu. Jego rodzina zniknęła, Brenna nie żyje. Został tylko on i Erik, ale sekundę później dotarła do niego ta rzeczywistość. Niechybnie lepsza niż ta ze snów, bo nadal mieli szansę na zwycięstwo. Obślizgła jaskinia, w której mieli znaleźć broń tak potężną, że ludzie tracili zmysły, gdy byli w pobliżu tego miejsca. Trzeba to miejsce pogrzebać, trzeba zwyciężyć, nie wolno pozwolić nikomu umrzeć. Spojrzał w kierunku Brenny, ale jej bezpieczeństwem zajął się Erik i Wood, Dora zajęła się inferiusem atakującym Morpheusa, więc jemu zostały te trzy w dalszym zakątku. Kolejna sekunda; stał już na drżących nogach i celował w trupy swoją różdżkę. Następna sekunda; próbował podnieść trupy w powietrze, a następnie zaatakować je kulą ognia, która powinna je załatwić.

W jaskini zrobiło się gorąco, czuł pot na czole, ale się nim nie przejmował. Miał nadzieję, że nikt nie trafi w nieodpowiednią osobę, że wszyscy wyjdą cali, że nikt nie ucierpi na zdrowiu. Nie chciał też nikogo spalić tutaj żywcem, nie licząc inferiusów. Jego wyobraźnia podsuwała mu wspomnienia z tego jak kiedyś pomagał w opanowaniu jednego ze smoków. Tamto było gorsze i wyszedł tylko z jedną blizną, więc tutaj raczej nie będzie tak źle prawda? Próbował się pocieszyć, próbował myśleć pozytywnie.






RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Brenna Longbottom - 04.03.2024

Morpheus wciąż mocował się z nożem – łańcuch okazał się jednak silny albo nawet obłożony jakimś ochronnym zaklęciem i jeden czar nie wystarczył, aby Longbottom zdołał zdjąć broń z postumentu. W pośpiechu nie rzucił też poprawnie zaklęcia na inferiusa: na jego szczęście jednak tu z pomocą przyszła mu Dora. Ogień był bardzo skuteczny przeciwko takim stworom i chociaż jedno zaklęcie nie wystarczyło, aby pokonać żywego trupa, to impet uderzenia odsunął go o jakieś pół metra od Morpheusa, a przez to, że istotę objęły płomienie, stała się bardziej podatna także na inne zaklęcia. Teraz mieli większą szansę go unicestwić.
Kula ognia Heather wybuchła pomiędzy trzema inferiusami. Jeden zapłonął i odpadła mu ręka, dwa pozostałe owionął ognisty podmuch, również je osłabiając. Wciąż szły w ich stronę, ale dwa wolniej, a ten trzeci, w którego zaklęcie trafiło bezpośrednio, wlókł się teraz na końcu. Chwilę później jednego z nich uniósł w powietrze czar Vincenta, a potem stwór został trafiony przez ogniste zaklęcie: inferius machał w powietrzu nogami, ale coraz słabiej, płonąc powoli magicznym ogniem.
Nie wszystko poszło do końca tak, jak zaplanował Erik. Kula ognia walnęła w inferiusa, i ten zapłonął, ale płomienie zaczęły też tu i ówdzie trawić ubranie Brenny, na którą skoczył. Zatliły się rękawy bluzy, spodnie na kolanach. Palce inferiusa zaciskały się wciąż na gardle, a podmuch gorąca poparzył dłonie kobiety, gdy usiłowała oderwać nimi ręce istoty od własnej szyi. Pewnie krzyknęłaby, ale w tej chwili nie miała w płucach dość powietrza, by z ust mógł wydostać się jakikolwiek dźwięk. Płomienie osłabiły jednak nieumarłego, a wyczarowana chwilę później tarcza sprawiła, że ogień na ubraniach Longbottom wygasł, pozostawiając po sobie smród spalenizny i lekkie oparzenia.
Brenna zdołała w końcu uderzyć gdzieś w złączenie kości na ręce płonącego, osłabionego inferiusa na tyle, że uścisk na gardle zwolnił się nieco. W samą porę, bo jeszcze sekunda, dwie i straciłaby pewnie przytomność. Na zrzucenie z siebie nieumarłego nie wystarczyło już jej sił.

Tura do 8.03. NIE TRZYMAJCIE KOLEJKI
Rozpiska przeciwników:
1 nieumarły: trafiony ogniem przez Dorę, w pobliżu Morpheusa
3 nieumarłych: 1 z nich trafiony zaklęciem bezpośrednio przez Heather, osłabiony, 1 z nich lekko nadpalony idzie najszybciej, 1 z nich nadpalony przez Heather, a potem poderwany przez Vincenta i podpalony nie jest już groźny – ten sobie płonie i zaraz się dopali
1 nieumarły: płonie i stara się udusić Brennę.
Z 5 przeciwników zostało 4 „ruchomych”. 1 jest pokonany (ten wiszący w powietrzu)




Rzucam sobie na af pod edycję, na próby powstrzymania inferiusa przed uduszeniem
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Heather Wood - 04.03.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qWKvRLl.jpeg[/inny avek]

Miała farta. Udało jej się wyczarować piękną kulę ognia, która uderzyła w inferiusy. Zdecydowanie wiedziała, co robi, może strach o to, co działo się z Brenną spowodował w niej taką pewność siebie, kto wie. Nie uspokoiło jej to jednak, bo zauważyła, co działo się dalej. Nie udało im się ich pokonać, przynajmniej nie wszystkich, a jej mentorka nadal była zagrożona.

Rudej zawsze brakowało rozsądku, pokazywała to już nie raz, może chodziło o to, że nigdy nie chciałaby, aby ktokolwiek z jej bliskich poległ kiedy była gdzieś obok. Co zrobiła Heather? Ruszyła przed siebie, zacisnęła zęby i biegła w stronę Brenny Longbottom, między te stwory, które zmierzały w ich kierunku. Musiała dostać się do swojej przyjaciółki, musiała jej pomóc, nie liczyło się nic innego. Nie pozwoli, żeby stała jej się krzywda. Nie na jej warcie.

Wood nie wątpiła w swoje ciało, wiedziała, że jest w świetnej formie. Nie bała się, że mogą ją złapać, jeśli tak, to co? Może będzie miała tyle szczęścia, że nim to zrobi uda jej się trafić w tego stwora, który atakował Brennę.

Biegła tak szybko, jak tylko potrafiła, zmniejszyła swoją odległość między Longbottom, infierusami, które chciały ich pożreć, a tym, gdzie wcześniej stała. Gdy znalazła się odpowiednio blisko, aby mieć pewność, że nie skrzywdzi Brenny swoim zaklęciem, próbowała wyczarować kulę ognia, która miała go oderwać od jej mentorki. Miała gdzieś to, że te pozostałe mogą jej zrobić krzywdę.


kształtowanie

[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [08.08.72. Tropem przepowiedni] Wyspa, która pojawia się i znika - Erik Longbottom - 04.03.2024

Magia to przewrotna kochanka. Po tylu latach powinien się już do tego przyzwyczaić, jednak wiele zawiłości tej mistycznej siły dalej mu umykało. Przede wszystkim nie przewidział tego, że ciuchy Brenny zajmą się ogniem od reanimowanego szkieletu, którego płomień miał spopielić. Na szczęście, Longbottom był na tyle przemyślny, że chwilę później wyczarował wokół siostry tarczę ochronną, która nieco zminimalizowała obrażenia. Cóż robił, co mógł, aby zapewnić jej bezpieczeństwo.

Zresztą nie tylko on, biorąc pod uwagę, że rudowłosa panna Wood równie mocno rwała się do tego, aby przebić się do Brenny. To pozwoliło mu skupić na moment uwagę na reszcie przeciwników. Nie mógł się wahać, toteż skoncentrował się na tym, który pierwszy padł mu w oko. Tym najbliżej Morfeusza, który oberwał zaklęciem Dory. Erik machnął różdżką, zamierzając posłać inferiusa w stronę ściany jaskini. Liczył, że impet przygwoździ go do twardej powierzchni i dzięki temu kości padną na ziemię, wytracając energię zaklęcia, które do tej pory trzymało je w kupie.

(Translokacja) Przygwożdżenie inferiusa do ściany jaskini x2
[roll=N]
[roll=N]