![]() |
|
[30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger (/showthread.php?tid=2679) |
RE: [30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.02.2024 - Nie chcę Gio, za stara jestem na takie rzeczy. - Nie zamierzała nigdy więcej się w nic angażować, bo nie przynosiło to niczego dobrego. Zawsze cierpiała, lizała rany okropnie długo, nie była stworzona do odczuwania takich ludzkich emocji, czuła, że przez to słabnie, że nie jest wystarczająco silna, staje się podatna na emocje, a przecież nie mogła, musiała być silna. - Trochę się nie dziwię, Erik to wspaniały człowiek, sama żałuje, że o niego wtedy nie walczyłam, mogłabym mu spuścić wpierdol. - Gdyby to jej udało się wylicytować Erika, pewnie namówiłaby go w ramach tego zakupu na jakiś efektowny pojedynek, żeby móc się popisać swoimi umiejętnościami. Często spotykali się z Longbottomem, aby poćwiczyć walkę, czy to na szpady, czy w ramach klubu pojedynków, jednak zorganizować takie oficjalne starcie przed wszystkimi i go pokonać, to by było piękne. Uwielbiała udowadniać swoją siłę. Obserwowała Gio przechadzającego się po pokoju. Nie wiedziała, co dostrzegł za ramą lustra, jednak sięgał w jego kierunku. Coś musiało się tam znajdować. Wtedy zaczął mówić. Padło dużo słów, próbowała się skupić, aby wyłapać te istotniejsze. - Dobrze, że ćwiczysz, tylko pamiętasz, żeby nie stracić gruntu pod nogami, niech nie wypełni cię dziwne uczucie odpowiedzialności, bo sam będziesz mógł przez to stracić. - Zdrowy rozsądek był mu potrzebny, wiedziała, że można było bardzo łatwo popaść w skrajność, mógł przesadzić, a tego by nie chciała. - Każda śmierć jest tragedią, czy Longbottoma, czy ewentualna Twoja. Każde życie ma znaczenie Giovanni, kto wie, co dla ciebie naszykowało przeznaczenie. Nie gadaj proszę takich głupot, bo zwyczajnie pierdolisz bez sensu. - Musiała dać mu do zrozumienia, że to co mówił nie było odpowiednie, jego życie było wartościowe, tak samo jak innych. RE: [30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger - Giovanni Urquart - 24.02.2024 A dopiero co powiedział, że są młodzi. Ale cóż, smutni ludzie czują się staro i Giovanni uznał to za koniec wątku. Nie było sensu przekonywać przyjaciółki o prawdopodobieństwie znalezienia szczęścia w przyszłości. Pesymizm jest największym uparciuchem. Coś o tym wiedział. Rozbawiła czarodzieja wzmianka o zamiarach Geraldine względem Erika. To nie tak, że mogła spełnić swoje zachcianki kiedy tylko by chciała... Ale może nie oddałby jej, gdyby stała się właścicielem jego wieczoru. Interesujące, może Gio powinien zainspirować się tym przygotowując prezent na jej kolejne urodziny. Oczywiście, że odebrała go za marudę i postać tragikomiczną. Nie miał za złe żadnego z jej słów. Sam pewnie by tak ocenił sytuację, gdyby patrzył na sprawę z jej perspektywy. Mimo wszystko zabolało go to. Zebrał się na odwagę, by zwierzyć się z głęboko ukrywanych uczuć, ale to nie dało mu żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. Czuł się tak bardzo niezrozumiany. Postanowił zaprzestać wracania do wątku konfliktu podczas tego spotkania. Nie chciał sobie bardziej psuć humoru. Odłożył list w jego poprzednie miejsce i wrócił na swój fotel. Mleko już wystygło. Upił tylko łyk, a odkrywszy temperaturę, nie chciał kontynuować. Straciło swój smak. — Jak tam twoja rodzina? Wszyscy zdrowi? — Zagaił temat w miarę neutralny. RE: [30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger - Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.02.2024 Jak widać każdy z nich widział to w inny sposób. Wiek to niby tylko liczba, ale wiadomo, że różnie z tym bywa. Gerry czasem łapała się na tym, że czuje, że czegoś jej w życiu brakuje i bała się, że nie uda jej się tego znaleźć, bo lata leciały, rok za rokiem, w mgnieniu oka. Nie odebrała go za marudę, co to, co nie. Ona po prostu motywowała w ten sposób innych do działania. Została wychowana w taki sposób, aby zaciskać zęby i brać się do roboty, nie rozdmuchiwać przeszłości, a myśleć o tym, co ma nadejść. Przez to też, to właśnie w ten sposób się zachowała. Ger nie była najlepsza w kontaktach międzyludzkich. Zdecydowanie miała w tej dziedzinie pewne deficyty. Naprawdę próbowała zmienić swoje podejście, jednak czasem nadal nie do końca jej to wychodziło. Była szorstka, i zimna, taki już jej urok. Niezrażona zakrzutuszeniem nalała sobie jeszcze troche ognistej do szklanki. Zamoczyła w niej wargi. Gio do niej wrócił, przyglądała mu się przez chwilę. Omal nie zakrztusiła się drugi raz. Na całe szczęście udało jej się przed tym powstrzymać. Kolejne pytanie było bowiem znowu zabójcze. - Zdrowi, powiedzmy. Ojciec ma coś z deklem, muszę się tym zająć, bo opowiada o jakiejś strzydze Karen Moher, chyba trzeba wreszcie ją zabić, bo nieźle mu miesza we łbie. Mój brat, Ast, pamiętasz, ten słodki bombelek? - Na pewno go pamiętał. - Przydarzyło mu się coś strasznego, przez co ze mną zamieszkał, muszę mieć go na oku. - Nie wiedziała, czy chce mu powiedzieć wprost o tym, że jej brat został wampirem. RE: [30.07.72] Friendship is a sheltering tree.. | Gio & Ger - Giovanni Urquart - 28.02.2024 Wyraźnie zmartwił się stanem pana Yaxley oraz najmłodszego chłopaka z rodziny. Dopytywał Geraldine, co się stało Astowi, ale nie chciała odpowiedzieć. Gio nie naciskał. Być może powie innym razem... Czarodziej złożył zapewnienia, że jeśli tylko potrzebowaliby pomoc, od niego zawsze mogą ją uzyskać. To samo z ojcem. Sytuacja ze strzygą wydawała się nietypowa. Zasugerował wizytę u Perseusa Black, gdyby to jednak nie strzyga była winna dziwnym objawom. Giovanni wiedział, że dbanie o zdrowie psychiczne nie jest jeszcze tak oczywiste, jak o to fizyczne, ale cierpliwie o tym przypominał przy każdej okazji, jednocześnie nie będąc nachalnym. Pożegnali się w końcu. Giovanni zasiadł w fotelu i myślał o tematach ich rozmów. Było to miłe spotkanie, ale nie obeszło się bez niesmaku. A o tym wolał teraz nie myśleć. Pomimo dość późnej pory, ruszył do kuchni, by się czymś zająć. Planował podzielić się ze swoim przyjacielem zdobytym podczas podróży przepisem i od razu zaserwować mu gotowy produkt. Oczywiście wszystko znajdowało się w spiżarni Uquartów, bo zamiar swój zgłosił skrzatowi jeszcze wczoraj. Tylko nie wiedział, kiedy się do tego finalnie zabierze. Rozgniótł banany, co było całkiem przyjemnym zajęciem. Mięciutkie owoce szybko zamieniły się w papkę pod wpływem obróbki w moździerzu. Następnie dodał odpowiednią ilość masła orzechowego, podkradając przy okazji łyżeczkę dla siebie. Nie należał do osób objadających się łakociami, ale gdy nadarzała się okazja - korzystał. Na sam koniec dodał kakao, wymieszał wszystko i włożył do przygotowanej przez skrzata formy. Niestety cały proces był dość szybki. Niechciane myśli znów powróciły do niego. Ale cóż zrobić, takie życie. Prompt Koniec sesji
|