Secrets of London
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 15.02.2024

Otrzymujesz spinkę do włosów ozdobioną wzorem z księżyca i gwiazd.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Atreus Bulstrode - 15.02.2024

rozmawiam z Alastorem

Atreus pokiwał z uznaniem, słysząc te krótką, ale jakże w punkt recenzję. Wystarczyło tylko spojrzeć na trzymanego w rękach Alastora potwora, żeby zrozumieć jaka pasja została włożona w stworzenie tej kanapki. Prawdziwe emocje i troska o człowieka - Bulstrode nawet przez moment poczuł ukłucie zazdrości, że jemu nikt takich kanapek nie robił. Sam by sobie musiał, a to nigdy nie było to samo przecież.

Uścisnął dłoń Alastora bez żadnego zawahania, chociaż biorąc pod uwagę okoliczność nie bycia w pracy, równie dobrze mogliby sobie podarować te drobne uprzejmości i zwyczajnie rozmawiać dalej jak gdyby nigdy nic.

Na wypowiedziane powitanie, kiwnął mu głową, zaraz jednak swoją uwagę kierując na tematy koszyka, a i przez to wylosowanego przez siebie upominku. Uniósł dłoń, prezentując Moody'emu świecący kwiatek.
- Chciałbym. Ale zamiast nich mam coś takiego. Nie wiem gdzie sobie to przyczepię, bo niestety nie mam komu. Ale mam wrażenie, że tobie by całkiem dobrze podkreślał kolor oczu - zakomunikował, z tym samym spojrzeniem co Alastor, wpatrując się gdzieś w eter. - Może powinieneś spróbować, nawet jak cię wcześniej pominęli. Może są tam jakieś przynęty na ryby, albo inne haczyki, które spodobają się takiemu fanatykowi wędkarstwa jak ty. - Bulstrode ani się z jego hobby nie naśmiewał, ani też nie zamierzał ukrywać, że jakkolwiek sam bawi się w tego rodzaju rozrywki. Siedzenie na brzegu z wędką wydawało mu się obrzydliwie wręcz nudne, ale w sumie to co kto lubił. On na przykład gustował o wiele bardziej w kiszeniu ogórów, a przynajmniej w towarzyszącej temu libacji.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Brenna Longbottom - 15.02.2024

TLDR: Pomagam klęczącemu Samowi założyć diadem, żeby nie zepsuł sobie fryzury i zastanawiam się, czy zamordować swojego brata

- Obawiam się, że nie mam zadatków na żadną królową - roześmiała się Brenna, gdy McGongall do niej podszedł. Bardziej na panią tego miejsca, a przynajmniej na księżniczkę wyglądała tutaj Nora w swojej sukni pełnej gwiazd: prostota czerni sukni Brenny mało była królewska, ale i o to chodziło.
Nie była to w końcu zabawa ku czci władczyni, a dla odrobiny radości tych, którzy się tu pojawili.
- Ale chętnie umieszczę diadem tak, żeby nie uszkodzić ci tej fryzury. Inaczej jej twórca mógłby zechcieć mnie zamordować - stwierdziła, odkładając jabłko i sięgając po srebrzystą ozdobę. Ostrożnie założyła diadem na jasne, starannie przycięte włosy Sama, który tego wieczora wcale nie wyglądał na chłopca z Kniei: wyglądał, jakby mógł wejść do dowolnego muzeum czy posiadłości i być tam na miejscu.
Był jednak chłopcem z Kniei, Brenna wcale nie chciała tego zmieniać i miała tylko nadzieję, że w tym konkretnym miejscu i w tym stroju nie będzie czuł się nieswojo.
I upominek chyba się mu spodobał, chociaż Brenna zakładała, że raczej diadem szczególnie ucieszy kobiety. Sama wylosowała spinki, których widok rozbawił ją nieco i które na razie odłożyła, z myślą, że po prostu je komuś sprezentuje.
Widok Atreusa, którego dojrzała gdzieś nad głową klęczącego McGongalla, owszem, zdziwił ją i trochę wytrącił z równowagi, bo nie spodziewałaby się go tutaj w życiu – i nie była pewna, co zaskoczyło ją bardziej. To że jej brat go zaprosił (bo przecież Erik był naiwny sądząc, że się nie domyśli, skąd tutaj Atreus), chociaż dobitnie wyjaśniła mu, że ma zostawić tego biednego człowieka w spokoju, czy może to, że Bulstrode przyszedł w takie towarzystwo. Czy Erik go jakoś szantażował? A może Atreus uznał, że to dobry żart?
Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy zabić swojego brata, ale doszła do wniosku, że plamy krwi na parkiecie popsułyby gościom zabawę. Ktoś mógłby się potknąć. Kiedy więc Atreus ruszył do Alastora, opuściła spojrzenie z powrotem na Sama i podjęła, jak gdyby nigdy nic:
- Na półce z butelkami jest dla ciebie grzane wino w kuflu. Johnny serwuje też drinki, ale uwaga, mogą wpłynąć na nastrój lub wywołać drobne, magiczne efekty. Właściciele obiecali, że nic nie będzie szkodliwe, a tylko zabawne - zapewniła, cofając dłonie. Nie znała efektu wszystkich drinków, ale właścicielka podawała jej trzy przykłady i Brenna pomyślała, że jeden z nich przydałby się tego wieczora McGongallowi, gdyby na niego trafił.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=gWGt9gA.jpeg[/inny avek]


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Nora Figg - 15.02.2024

Patrzę w stronę Brenny idę dalej z Ericzkiem się napić
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=1QP0Ua6.jpeg[/inny avek]

Uśmiechnęła się promiennie, kiedy usłyszała słowa padające z ust Erika. zawsze umiał ją wprawić w dobry nastrój. Na szczęście nie śmiał jej zwrócić uwagi, że przesadziła, bo wtedy to odwróciłaby się na pięcie i poszła stąd sobie, a on poszedłby do środka sam!

Wyciągnęła z kosza szal, który mienił się niczym prawdziwe gwiazdy - dokładnie tak, jak sukienka, którą założyła. - Nie ma zbiegów okoliczności, wszystko to znaki. - Póki co, wszystko układało się aż nadto idealnie. Może naprawdę, miał to być spokojny wieczór. Postanowiła też narzucić sobie ten szal na ramiona, najwyżej później w tańcu się go pozbędzie.

- Wolę więc nie zastanawiać się, co będzie za jakieś dziesięć lat, chociaż myśli podsuwają mi jakieś latające projekty, czy inne cuda. - Jeśli każdy kolejny musiał być lepszy, to kto wie, do czego posunie się Brenna.

Usłyszawszy komentarz Erika wyłapała wzrokiem Brennę, aby zobaczyć o czym mówi. - Jest królową tego miejsca, może okazać się łaskawa dla wielu osób. - i wtedy, coś do niej dotarło.

Kolor włosów mężczyzny, który przed nią klęczał wydał jej się być znajomy, tak samo jak jego sylwetka, chociaż może nieco dotknięta czasem. Zupełnie nieświadomie złapała Erika za nadgarstek i zacisnęła na nim swoją dłoń, może nawet trochę za mocno. Spięła się przy tym również i wyprostowała niczym struna. Miała ochotę cofnąć się o krok, później następny i zmierzyć w kierunku wyjścia.

To był Sam. Jej Sam, którego nie widziała od pamiętnego momentu, kiedy bez żadnych konkretnych wyjaśnień ją zostawił. Sam, do którego ostatnio w nocy wysłała list pod wpływem chwili, zamroczona alkoholem. List wrócił, wydawało jej się, że nie trafił do odbiorcy, skoro jednak był teraz tutaj, to dlaczego sowa, go nie znalazła? Wydawało jej się, że czuła na kartce zapach tytoniu, kiedy mięła i rwała ten kawałek papieru, który do niej przyniosła, kawałek papieru, który świadczył o jej słabości. Świat zawirował.

Serce zaczęło bić jej mocniej, wrażenie miała, że zaraz wyskoczy jej z piersi, twarz zrobiła się blada, niczym ten kawałek papieru, który mu wysłała. Nie spodziewała się, że spotka dzisiaj tutaj księcia z Kniei, niedźwiedzia, który kiedyś owinął ją sobie wokół palca, a później bez ostrzeżenia wyrwał jej serce.

- Hmm, tak, jeziorko, jest wspaniałe. - Wróciła do Erika, złapała się na tym, że wbiła mu paznokcie w nadgarstek. - Przepraszam. - Skomentowała to cicho, bez żadnych wyjaśnień.

- Idziemy się napić? - Alkohol lekarstwo na wszystko, przynajmniej tak mówili.




RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Samuel McGonagall - 15.02.2024

tltr: Odchodzi od Brenny, intensywnie nie patrzy w kierunku Nory i Erika, wita się z Dorą i Neilem, ostatecznie jest przy napojach


Samuel tylko się uśmiechnął na zbicie jego komplementu, swoje wiedział, wszak to Brenna była główną organizatorką, a więc i władczynią tego miejsca. Z oddechem ulgi przyjął ciężar książęcego diademu na swojej głowie, ufny, że jego misterna fryzura nie obróciła się w niwecz. Nigdy by siebie nie podejrzewał o taką troskę o własny wygląd, ale ten wieczór był zdecydowanie inny niż większość jego wieczorów w ciągu ostatnich lat. Dzisiaj mógł być barwnym ptakiem. Dzisiaj mógł być księciem.

Zapewne ucałowałby dłonie przyjaciółki, gdyby miał w sobie więcej ogłady, wyobraźni do tego typu zachowań czy po prostu pierwiastka książęcości, obyło się jednak bez tego. Podniósł się gibko, hardo unosząc głowę (po trosze sprawdzając, czy mu ów przysłowiowa korona z głowy nie spadnie). Jako że była dobrze osadzona, uśmiechnął się szelmowsko:

– Bardzo dobrze szanowna pani – kpiarski ton, wyobrażenie tego jak zachowują się wysokie sfery, wychodził mu rozkosznie nieporadnie – Ruszam więc zamoczyć usta w tym znamienitym trunku, nie wątpiąc ani przez moment w najlepszość doboru kwiatów... eee.... tego no... bukietu oraz przypraw. Ukłonił się tak, jak kłaniali się jarmarczni kuglarze, brakło tylko kapelusza, coby jakąś sześciopensówkę wrzucić, a następnie ruszył w głąb "sali".

Niedźwiedź w koszuli tańczył.

Wywinął się zatem w kierunku napitków i obiecanego grzańca, który był mu szalenie potrzebny, jeśli miał tu pozostać dłużej, oddychając tym samym powietrzem co przebrzmiała miłość i jej dawny, być może obecny partner. Bardzo intensywnie nie patrzył w ich stronę, nie chcąc wiedzieć jakie wrażenie wywarł na Norze. Każda odpowiedź byłaby bolesna. A przecież obiecał sobie, że czas iść naprzód. Obiecał sobie, że dowie się tego wieczora, ile znaczeń skrywała korespondencja, którą wymieniał w minionych tygodniach.

Jego trasę przecinała ława z Dorą rozmawiającą z tym łapserdakiem od trupich szczurów. Normalnie wyminąłby ich, udając, że wcale nie zauważył znajomych nieznajomych twarzy, ale diadem zobowiązywał.
– Dobrze widzieć w zdrowiu. przystanął na moment w swobodnej dość pozie, jedną dłoń ukrywając w kieszeni spodni, drugą raz drapiąc się po przykrótkim jak na siebie zaroście.
– Jeśliby któryś z wzorów wpadł Ci w oko – powiedział już bezpośrednio do kobiety, wskazując oczami i brwiami rzeźbione talerze i kubki. – To daj mi znać... mmm... w ramach rekompensaty. – Ogród był już posprzątany, ale Sam czuł się zobowiązany. Nawet jeśli to nie była do końca jego wina, wszak klątwa działała poza udziałem woli. – A teraz wybaczcie, nie mogę dać podarkowi od Brenny wystygnąć... – już miał odchodzić, ale jeszcze dwoma palcami wskazał na swoje błękitne oczy, a potem jednym na Neila. "Obserwuje Cię" zdawał się mówić, dlaczego jednak tak było, nie zamierzał przy Dorze opowiadać.

Tylko zaGajał, nie chciał się nigdzie oSadzać, nigdzie uPolanniać. Czuł wypaloną dziurę w plecach i nie chciał się odwracać, nie chciał sprawdzać, czy to tylko jego pobożne życzenia. Potrzebował wina. Natychmiast. Dlatego w długich przysadzistych krokach dotarł do napitków i zgarnął dedykowany mu kufel. Ciekawe czy napełniał się sam po opróżnieniu?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JAUSJWT.png[/inny avek]


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 15.02.2024

Neil siedzi przy stoliku z Dorą i próbuje rozmawiać. Samuelowi gdy ten odchodzi pokazuje język.

Nie przewidział, że siedzenie samemu może wywołać w kimś troskę czy zainteresowanie. Powinien był chodzić od stolika do stolika, udając zajęcie i to, że wie co robi. Podstawowy błąd. Nigdy nie wyglądaj na samotnego, bo ktoś podejdzie.
Nie był jednak zły na kobietę, był po prostu zaskoczony i nieco zmieszany, że tak po prostu go zaczepiła, a nawet jej nie znał. Spojrzał na nią, na szybko strzelając spojrzeniami na boki, ale uśmiechnął się miło.
-Neil.-odpowiedział jej przyjaźnie na przedstawienie się. Wiele razy zapominał o tym, albo nie znajdywał odpowiedniego momentu, więc teraz skorzystał z okazji, bo mimo wszystko nie chciał wyjść na chama.-Jasne, nie ma problemu.-pokiwał żywo głową, wskazując miejsce, zaraz samemu nieco przesuwając krzesło po ziemi, siebie po krześle, jakby robiąc jej więcej miejsca, ale w sumie nie wiedząc jaki miał być efekt końcowy. Tak czy inaczej siedzieli obok siebie.
-Em... Można tak powiedzieć? Ale myślę, że nie ma co się stresować, wszyscy jeszcze mają czas.-czy powinien mówić, że czeka na Morpheusa? Zabrzmi to podejrzanie? Zaraz, wiedzieli przecież że go zaprosił, czy tp już nie było podejrzane samo w sobie? Nie wiedział czy czarodziej zaprosił jeszcze kogoś czy tylko jego.-Na też razie zbieram siły. No i cieszę się prezentem... Trochę wygląda, jak zły omen, w końcu kobieta w płomieniach przypomina czasy palenia czarownic... Ale myślę, że trzeba z tym walczyć? Na pewno stanie na mojej półce, obok kaktusa.-ah ten kaktus rozrabiaka.
Skupiony na kobiecie wyłapał kątem oka ruch dopiero, jak mężczyzna był obok. Spojrzał na niego i od razu mina mu zrzedła. Co ten facet tu robił? Po co? Dlaczego? Był jakiś znany tu w Dolinie? W sumie pracował w barze, więc pewnie znało go wielu ludzi.
Został bardzo nieelegancko zignorowany? Tak? Naprawdę? Ze zmrużonymi oczyma patrzył na mężczyznę, jak ten zagaduje Dorę, jaki miły dla niej jest, a do mnie jakby słowa nie powiedział poza ogólnikowymi zdaniami i tak rzucanymi bardziej do kobiety niż mnie.
Obserwuje go? Świetnie! To niech patrzy! Neil na gest Sama wystawił mu język, nie na tyle długo, żeby kobieta zauważyła, ale na wystarczająco, żeby wiadomość dotarła do faceta.
Kiedy tylko ich spojrzenia oderwały od siebie, bo rzemieślnik się odwrócił francuz znów schował się za kieliszkiem. Palant.
-Ale wystrój jest piękny. Mam ochotę rwać te krzaki.-rzucił w końcu dość bezmyślnie i z zaangażowaniem, szybko się opanowując. Odchrząknął i popatrzył na kobietę. Powinien zacząć kolejną rozmowę, rzucić żartem, cokolwiek, ale w głowie miał pustkę.-Dobre wino.-czuł, jak komórki w jego mózgu mu obumierają, bo mają dosyć swojego właściciela.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Morpheus Longbottom - 15.02.2024

Posyłam Brennie zachwycone i pełne uznania spojrzenie. Podchodzę do Neila i Dory

Spóźnił się.

I to wcale nie dlatego, że zbyt długo wybierał koszulę, ale tak właśnie zamierzał mówić, w końcu podobno to modnie przyjść nie o czasie. 

Pierwszy raz od dłuższego śmierci Derwina, założył coś kolorowego i pozwolił sobie na ekstrawagancję. Porzucił czerń na rzecz soczystych fioletów spodni i kwietnych wzorów rajskiego ptaka, tylko lekko tłumionych dlugim szalem z półprzejrzystej czarnej organzy, który udrapował na sobie niczym indyjskie saree, zaczepiając jeden koniec do paska w formie długiego ogona przy biodrze, przekładając na skos przez jedno ramię i pozwalając swobodnie zwisać reszcie materiału na plecach, aż do połowy piszczeli. Nie lubił rozdzielać się z nieco eteryczną formą, jaką dawały magiczne szaty jego codziennego ubioru. Wyglądał wreszcie normalnie, wyglądał jak on. Biorąc przykład z gwiazd glam rocka, podkreślił nieco oczy czarną kredką. Złoty łańcuszek czasozmieniacza lśnił na jego szyi, ukryty pod koszulą, wraz z drugim, podobnym, na którym wisiała nieduża zawieszka w kształcie piórka. Nawet na małym palcu lewej ręki błyszczał się na powrót rodzinny sygnet. Przez cały okres żałoby Morpheus przypominał tylko cień, ale teraz przemieniał się na nowo w motyla.

Wiedział, że będzie imponująco, ale nastawiał się na nieco niższe standardy. Brenna, jak zwykle, zachwyciła swoimi pomysłami i pięknem przestrzeni. Zwłaszcza podobało mu się jezioro, przemienione w parkiet. Wychwycił wzrokiem siostrzenicę i z daleka jej pogratulował spojrzeniem, aby dalej eksplorować przestrzeń lekkim krokiem. Prawdziwa Utopia, kraina elfów i czarów innych niż ich własne, bardziej kojarzących mu się z dziką magią. Uczta dla zmysłów.

Starał się nie spoglądać w przyszłość, raczej łagodnie bujając nadchodzące wizje przyszłości tłumu do snu. Zupełnie jakby przez sito, tak że opadał na niego tylko puder wrażeń, gotowy wyłapać gorycz jakieś tragedii, lecz nie zamazywać mu głowy ciągłymi płonącymi iskrami. Ta noc była dla niego łaskawa.

—Czy jeśli przewidzę, co wylosuję, będę mógł wybrać drugi? — zapytał z jasnym uśmiechem i figlarnością w głosie kobiety, która rozdawała podarki.  Kiedy ta się zgodziła na to, nachylił się i szepnął jej do ucha, że będzie to kryształ zwierzęcia totemicznego.

[roll=Z]

Dziewczyna, zachwycona, pozwoliła muna drugie losowanie. Lusterko okazów się być psztyczkirm w nos od losu. Westchnął, spoglądając na ułamek sekundy w jego taflę i schował je do kieszeni spodni. Posłał dziewczynie od podarków całusa i odszedł.

Obracając w dłoniach kryształ, przeskanował wzrokiem twarze i oto był. W kilku krokach przeniósł się do Neila, Effie i Dory.

Neil! Dora! Effimery! — uściskał najpierw swoją krewniaczkę, nawet jeśli widział ją przy śniadaniu, nachylając się do niej serdecznie,  następnie z racji na lokalizację, tylko lekko objął ramieniem jej koleżankę z dystansem, a na końcu Neila, kładąc mu jedną rękę na karku i lekko przyciskając do jego skóry paznokcie, w skrytym geście bliskości. Otoczył ich ciężkim, śliwkowym zapachem perfumy z nutami wiśni, które już ulatywały. Musiał kupić coś nowego. Morpehus oparł się biodrami o stolik obok trójki.

Widzę, że poznałyście mojego znajomego. Też interesuje się zielarstwem i nie ma zbytnio przyjaciół w Dolinie. Neil, to ta Dora, której ziołami się zachwycałeś. Słowo Niewymownego — położył na sercu otwartą dłonią, aby zapewnić: — Niczego tam nie ruszaliśmy. Przynieść wam drinki?

!prezentgodryka

(Rzuciłam dwa bo taka charyzma xD)


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 15.02.2024

Otrzymujesz... bezkształtny kawałek kryształu? Nie! Kiedy bierzesz go w dłoń, przyjmuje on postać twojego zwierzęcia totemicznego i zaczyna się poruszać, i przybiera kolory zależne od twoich emocji


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 15.02.2024

Otrzymujesz małe lusterko w ramce starannie zdobionej we wzór z liści, które pokazuje miejsce lub twarz osoby, o których akurat myślisz.


RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Effimery Trelawney - 15.02.2024

Effie podchodzi do Neila i Menodory.


Gdzieś pomiędzy miałkimi spojrzeniami uchodzącymi z błękitu tęczówek, nerwowego odgarniania złocistych loków opadających falą po ramionach i plecach, przygładzania sukienki, w którą odziała ją Brenna – Effie w końcu nie posiadała wyjściowych szat, na ogół ubrana jak elf, który uciekł z leśnych odmętów – rozglądnęła się po wnętrzu. Weszła krokiem spokojnym, zupełnie nieprzystającym jej burzliwej, radosnej osobowości, dłonie zaciskając na materiale sukienki. Gdzieś wewnątrz rozlegały swoje poły myśli wszelakie i niepewność, która przecież tak dosadnie jej nie pasowała. Posłała jeden z urokliwych uśmiechów Brennie, zupełnie jakby emocje grające w niej nie były tak buńczucznie nieposkładane i nieposłuszne.

Czy Billy miał zamiar się pojawić? Och, na bogów, oby – nie wystroiła się przecież tak wyłącznie dla siebie. Szminka jawiąca się czerwienią, wyglądała na niej bardziej karykaturalnie, aniżeli dostojnie – została jednak zapewniona, że ten odcień szkarłatu idealnie podkreśli jej rumiane policzki i piegi okraszające pajęczynką nos. Miała prezentować się ładnie, ale nieprzesadnie – definitywnie w tej odsłonie nie była widywana; można było wręcz stwierdzić, że zaistniała jako zgoła inna osoba. Nie wyglądała jak Effimery na rozciągłości codzienności, nie wyglądała nawet jak Effimery widywana rzadziej. Była przerysowaną wersją siebie, jednak w żaden sposób jej to nie ujmowało przecież.

Chciała być ładna i chciała być jak te bogate panny.

Uniosła dłoń do Alastora, gdy dostrzegła go ponad ciżbą ludzi i już miała kierować ku niemu swoje kroki, gdy jej oczom rzuciła się czupryna Meandory.

Wcześniej jednak, zechciała wylosować jeden z upominków – a wierząc we wszelkie łuty przeznaczenia, spodziewała się czegoś, co będzie mogła przeanalizować; w końcu co nie było zapisane w odmętach gwiazd?

Obracając w dłoniach prezent, ruszyła wreszcie ku niej, dostrzegając także w jej towarzystwie nieznajomego mężczyznę. Speszona odrobinę, nie chcąc wcinać się w konwersację, podeszła jednak do siedzącej Dory, układając dłonie na jej barkach, a podbródek na czubku głowy.

Dzień dobry, kochana! – zaczęła jowialnie, po chwili jednak przeniosła wzrok na Neila.

Dzień dobry, nieznajomy! – rzuciła z jeszcze większą emfazą, aby po chwili wyciągnąć ku niemu dłoń. – Effimery – przestawiła się, oblewając dziecięcym rumieńcem.

Uśmiech naturalny niej samej prędko rozlał się na obliczu, gdy odgarniała za ucho nieposłuszny kosmyk loków.

Och, Morpheus! Bardzo miło cię widzieć – rzuciła, przyklejając się prędko do jego ramienia, tak jakby znali się od podszewki, a przecież kojarzyli się jedynie mikro z widzenia. – Chętnie się czegoś napiję – dodała po chwili, przybierając na wargi nader urokliwy, rozbrajająco szczery uśmiech.


!prezentgodryka