![]() |
|
[23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus (/showthread.php?tid=2790) |
RE: [23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 07.03.2024 Nie miał pojęcia, czy chciał tu zostać na dłużej. Na ten moment po prostu się nie zastanawiał nad tym, tylko korzystał z okazji, że mógł tu mieszkać. Później będzie myślał nad tym, jak bardzo to się przeciągnie. O tydzień? Dwa? A może o miesiąc? Mieszkanie z kimś, z kim się uprawiało seks, nosiło znamiona związku. Być może patologicznego w ich przypadku, ale wciąż związku. A on nie był gotowy, by przeskoczyć z jednego w drugi. Ale tym będzie się martwił Lestrange z przyszłości. Ten z teraźniejszości miał teraz inne zajęcie. Z kobietą na pewno by sobie na to nie pozwolił. Nie pozwoliłby, by zaciskała palce na jego szyi i by popychała go na łóżko w taki sposób, w jaki robił to Nicholas. Co prawda nie był to mocny chwyt, ale wystarczająco odczuwalny, by wiedział, do czego to zmierza. Przesunął dłonie na jego ramiona. Z początku delikatnie, niemal ostrożnie gładził skórę, gdy jedna ręka wędrowała w kierunku karku, a druga niżej, wzdłuż pleców. Pocałunki oddawał chętnie, zachłannie. Był cierpliwy, ale każda cierpliwość miała swoje granice. Działania Nicholasa sprawiały, że chciał więcej. Nie był gwałtownym człowiekiem, a przynajmniej na takiego się nie kreował. Zawsze spokojny, opanowany... Do niedawna. Milczał, pozwalał by to inni wokół wykonywali gwałtowne ruchy, męczyli się i opuszczali gardę. Ale były takie sytuacje, w których hamulce mu po prostu puszczały. Było tak, gdy po raz pierwszy zabił człowieka. Tak samo było, jak zabijał kolejne osoby. Podobnie było w chwilach, gdy narastające w nim emocje po prostu nie mogły znaleźć ujścia. A seks był najlepszym dla nich ujściem. Dzięki temu mógł zachowywać pozory. Gdy poczuł, jak palce Traversa zaciskają się na jego włosach, idealnie balansując na krawędzi bólu i przyjemności, pozwolił sobie na ciche, acz wyraźnie słyszalne westchnięcie. Jednocześnie przejechał paznokciami po jego plecach. Mocno wbił je w skórę, przyciągnął go zdecydowanie do siebie. Nie musiał uważać, wiedział że nie jest w stanie zrobić mu krzywdy. Nie przesadzał jednak, bo przecież granica pomiędzy bólem a przyjemnością była bardzo, bardzo cienka. Jak pajęcza sieć. Bardzo łatwo było ją zerwać. Poluzował więc uścisk, oderwał dłoń od jego pleców. Palce zatańczyły na krawędzi materiału spodni Nicholasa. Wślizgnęły się odrobinę, na zalewie kilka milimetrów, podczas gdy druga dłoń swobodnie przesuwała się wyżej, w okolicy obojczyka. Zawsze podobały mu się wystające obojczyki, nie wiedzieć czemu. Było w nich coś magicznego i niezwykle pociągającego. Coś, co sprawiało, że miało się ochotę zatrzymać się w tym miejscu na dłużej i poświęcić mu więcej uwagi. Tak robił i teraz, drażniąc skórę wokół paznokciami, na przemian zmieniając nacisk, by dostarczać nowych bodźców. Zostawiały białe, blade ślady, które niedługo zmienią barwę na róż, a potem czerwień. Nie myślał o konsekwencjach tego, co właśnie robił - nie miało to znaczenia, podobnie jak ślady na jego plecach. Przecież to, co robili, nigdy nie opuści tego mieszkania. Zadrapania łatwo było zamaskować, a przecież też nie drapał do krwi. Dzień, góra dwa, i zbledną, by w końcu zniknąć. I zrobić miejsce na nowe. RE: [23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 08.03.2024 Można by powiedzieć, że to co teraz robili, było odskocznią codzienności, nie tylko uznane za rozrywkę, ale i zapomnienie o problemach? Lepsze to oddanie się przyjemności, pożądaniu, niż oddawaniu się dosłownie alkoholowi. Tutaj nie było zasad. Tutaj mogli być w sumie sobą. Mogli robić co chcieli. Nie musieli patrzeć na innych. Jedynie ukrywać to przed murami tego mieszkania. Co się tutaj dzieje, zostaje między nimi. Nicholas poza zabezpieczeniami podstawowymi jak ochronne, to dodatkowo wyciszył. Nie wiadomo co się może zadziać. A nie chciał też, żeby sąsiedzi cokolwiek słyszeli. Lepiej dmuchać na zimne. Jeżeli mowa o związkach, Nicholas nie wiązał się z nikim. Dawało to pełnię swobody, braku ograniczeń, bez uczuć i zazdrości. Zbliżenie się do drugiej zaufanej osoby, miało wiązać się ze zrozumieniem, zaspokojeniem potrzeb. Niektórym wystarczy samo przytulenie. Jeden buziak. Okrycie kocem. A innym choćby seks, czy nawet bójka. Raz, czy nawet dwa. Jak w relacjach znajomych. Co ich łączyło? Służba u Czarnego Pana. Współpraca z Mulciberem. Praca w Departamencie Tajemnic. Teraz mogliby doliczyć to łóżko. Z kobietami Nicholas nie współżył. Od dawna wiedział, że nie pociągały go. Bardziej uwagę zwracał na mężczyzn. Jeżeli miałby zaspokajać swoje potrzeby, to z nimi. Uczuciami też żadnego z nich nie darzył. Mógł jedynie odczuwać do kogoś przywiązanie. Fascynację. Ale nic poza tym. Mógł przejąć w tym momencie inicjatywę, jeżeli Lestrange nie miał jeszcze możliwości doświadczyć tego z facetem. Pozwalał mu na drapanie swojego ciała. Uwielbiał to uczucie. Ten ból. Im mocniej, tym lepiej. Rany mogłyby krwawić, nic by sobie z tego nie zrobił. Im brutalniej, tym bardziej wzmacniało odporność organizmu. Nie zapominał nawet dnia, w którym to wypalono mu mroczny znak. Bolało jak diabli, ale też było niesamowitym doświadczeniem. Wstęp był badawczy. Zapoznawczy z partnerem. Cierpliwość też miała tutaj swoją rolę. Mieli przecież na to całą noc. Tylko jedna osoba może im przeszkodzić, gdyby okazało się, że nagle są gdzie indziej potrzebni. A tak, mogli tę chwilę wydłużać. Czując, że jedna z dłoni Rodolphusa zaplątała się w okolicach jego spodni, wchodząc do środka, przerwał swoją czynność spojrzawszy mu w oczy, z lekkim tajemniczym uśmiechem. Już taki niecierpliwy, że tam próbuje dosięgnąć? Niegrzeczna łapka Niewymownego kolegi. Mógłby coś powiedzieć. Ale po co? Słowa tutaj były zbędne. Liczyły się czyny. Oni mogli to robić w milczeniu, co najwyżej wydając z siebie inne dźwięki. Skoro tak, Nicholas nie był dłużnikiem. Wolną ręką, sięgnął do jego spodni i próbował rozpiąć mu pasek, guzik, zamek, a potem już tylko zostanie je ściągnąć. Zbędna dolna część odzieży, która może zaraz znaleźć się także na podłodze, co ich koszule. RE: [23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 09.03.2024 Uczucia bywały zdradliwe. Kiedyś uważał, że powinny być obecne w jego życiu - że pomagały mu się ustabilizować, uzyskać równowagę. Sprawić, że mógł przeć do przodu, po trupach do celu, nie przejmując się tym, że w pewnym momencie pęknie. Ale... To nie była prawda. Uczucia sprawiały, że pojawiały się wątpliwości. Złość, zwątpienie i cała masa innych emocji, na które nie powinni sobie pozwalać. Sprawiały, że człowiek przestawał działać racjonalnie i podejmował głupie decyzje. W ich przypadku to było bardziej niż niebezpieczne. To było coś, co było zbyt łatwo wykorzystać przeciwko nim. I nie dotyczyło wyłącznie ich dwójki, a każdego, zaangażowanego w sprawę. Ale fizyczność też niosła ze sobą zagrożenia. Sprawiała, że zaczynało się mieć oczekiwania od drugiej osoby, samemu odsłaniając swoje słabe punkty. Po pewnym czasie to się samo działo, bezwiednie, i niektórzy nie mieli na to wpływu. On sam swoimi reakcjami powiedział Nickowi o wiele za dużo. Za głośno westchnął, gdy chwycił go za włosy, zbyt wyczuwalnie zadrżał, gdy zszedł z pocałunkami na szyję. A już na pewno nie powinien zagryzać wargi, gdy Travers go ugryzł. To były reakcje, którymi nie chciał się dzielić, bo nakierowywały drugą osobę na swoje potrzeby. Ale jednocześnie nie potrafił odtrącić i zignorować tej przyjemności, którą odczuwał. Nie potrafił się powstrzymać przed tym, by opuścić dłonie i mocno złapać Traversa za biodra, by ukryć twarz w zagłębieniu między jego szyją a ramieniem. Nie umiał nie rozkoszować się zapachem jego ciała. Nie umiał albo nie chciał. Nieważne która to była opcja - efekt był ten sam. Na moment się zawahał. Chciał złapać go za rękę, powstrzymać przed rozpięciem spodni. Przerwać to szaleństwo, które zdecydowanie poszło za daleko. Najpierw brzęknął pasek, potem zaszeleścił materiał, gdy poszedł guzik. Z każdą kolejną chwilą miał coraz mniej czasu na zdecydowaną reakcję. Powinien to przerwać. Ale z jakiegoś powodu wygiął plecy i uniósł biodra nieznacznie, by pomóc Nickowi pozbyć się z siebie spodni. Nie zastanawiając się nawet nad tym, co robi, sam sięgnął do jego spodni. Rozpiął je jedynie, nie zsuwał z bioder. Wślizgnął dłoń pod materiał, ale nie zaciskał jej. Za to sięgnął ustami jego ramienia. Wgryzł się w ciało, mocno i boleśnie, tak żeby został ślad. Zupełnie jakby chciał wywołać tym gestem mocniejszą, gwałtowniejszą reakcję. RE: [23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 10.03.2024 Tak. Uczucia były zdradliwe. Dlatego Nicholas wyzbył się ich już od czasów kończenia szkoły Magii i Czarodziejstwa. Doświadczał wielu zachowań, emocji i sam stwierdził, że to do niczego nie prowadzi. Kiedy w sumie miał w swoim życiu inny cel. Inne zainteresowania. Inne pasje i niezbyt bezpieczne, legalne? Kierowało go do zakazanego. Niebezpiecznego. Czegoś, o czym nie mógł swobodnie z innymi rozmawiać. Poza zwyczajnym zawodem, wykonywanym w Ministerstwie Magii. Przez to też stawał się dla wszystkich chodzącą zagadką, tajemniczą postacią, nie dzielącą się niczym. Niewymowny może nawet z urodzenia? Nicholas umiał odczytywać znaki, zachowania i emocje u innych ludzi. Jak choćby teraz, przy tym westchnięciu Rodolphusa. Chciał tego. Chciał doświadczyć czegoś nowego. Czegoś, co też pozwoli mu zapomnieć o swoich problemach w tej chwili. Wynieść go w inny wymiar przyjemności i rozkoszy. Nie będący delikatnym, ale nieco brutalnym? Nicholas poczuł ten stanowczy dotyk na swoich biodrach, lecz nie przejmował się tym. Pozwalał mu także działać. Byli tutaj tylko oni dwaj. Mógł także dać coś od siebie. To zawahanie. Gdyby nastąpiło, gdyby Nicolas poczuł jego dłoń na swojej, z zamiarem protestu, spojrzałby na niego pytająco. Nie miało to jednak miejsca. Lestrange mimo swojego zawahania, pozwolił kontynuować. Spodnie zostały rozpięte i z pomocą Rodolphusa, Nicholas pozbył się ich z jego ciała, włącznie z jego dolną bielizną. Specjalnie chwycił jedno z drugim. Miał go przed sobą całego nagiego. Odrzucił jego dolną odzież na bok, która wylądowała na podłodze. Ze swoją dolną odzieżą, postąpił tak samo. Mogli teraz przejść do najważniejszej części zaspokojenia swoich potrzeb, pragnień, rozkoszy z domieszką bólu. Jak daleko poniesie ich wyobraźnia. ~ * ~ * ~ * ~
Mogłoby się niektórym wydawać, że doznanie takiej przyjemności trwała wieczność. Wspomnienie niezapomniane. Nicholas mając w tym doświadczenie, naprowadził kolegę, dał mu to, czego mógłby w tej chwili potrzebować. Chcąc wierzyć, że to co zrobili, pozostanie między nimi. Czy tak wyglądało budowanie zaufania, między nimi? Żaden najpewniej nie myślał, że to tego w ogóle dojdzie. - Niech to zostanie między nami.Rzekł w końcu, leżąc obok, starając się uspokoić swój oddech. Patrząc w sufit. Chciał zapewnienia. Chciał pewności, że Lestrange doskonale wiedział o co chodzi. Obaj przecież pochodzili z rodzin, które mogły ich za ten czyn w najgorszym wypadku wydziedziczyć, albo siłą do ślubu z kobietą przymusić, nakazując milczenie. Dlatego Nicholas unikał kontaktu ze swoją rodziną. Mniej czepiali się o jego życie prywatne. RE: [23.06.1972, wieczór] I just wanna run | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 10.03.2024 Na pewno w tej chwili nie patrzył na to w ten sposób. Budowanie zaufania... On miał silną potrzebę, by nikogo nie dopuścić do tej części swoich emocji. Które były niezwykle skomplikowane, zwłaszcza ostatnio. Nie ufał bezgranicznie, nigdy nie postawiłby na szali swojego życia - obojętnie czy chodziło o Mistrza, Nicholasa czy Roberta. Zabezpieczał się, chociaż zdawało się, że wchodził w te relacje jak w dym, na ślepo. Zawsze jednak oceniał ryzyko, rozważał różne scenariusze. Tak było i w tym przypadku, gdy pozwalał Nicholasowi sunąć dłońmi po jego ciele. Gdy pozwalał na każde kolejne ślady, powstające na jego skórze. Gdy zaciskał oczy, oddając się przyjemności, pomieszanej z bólem. Tak było w chwilach, gdy zaciskał dłonie na pościeli, nie mogąc w pełni kontrolować swoich odruchów. Gdy odchylał głowę, bo wydawało mu się, że zaraz oszaleje z nadmiaru bodźców. Nie wycofywał się jednak, nie zająknął się nawet o tym, by Travers przestał. Zatopił się w tych uczuciach, pozwolił sobie na chwilę zapomnienia, gdy spoglądał mu w oczy. Gdy pozwolił sobie na tę małą chwilę, na moment w którym mógł być słaby. Bo czuł się w tej chwili słaby. W sytuacjach takich jak ta zawsze czuł się słaby, obojętnie po której stronie nie stawał. Zapewnienia wydawały mu się zbędne, więc westchnął tylko, przeczesując palcami włosy. Leżał obok, na plecach, ale wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt. Powoli wracała mu świadomość, ciało domagało się zmycia tych emocji sprzed kilku chwil. Było przyjemnie obolałe i paliło niemal żywym ogniem. - Oczywiście, że to zostanie między nami - powiedział w końcu, rezygnując z dodania złośliwego komentarza. Nadal byli na etapie, w którym pewne rzeczy musiały być wypowiedziane. Sam miał równie wiele do stracenia, jeśli nie więcej, co Nicholas. Jednocześnie akurat z nim nie czuł potrzeby, by wypowiadać czy żądać zapewnień, tak samo jak nie czuł potrzeby, by przekraczać granice i go irytować. Akurat w jego przypadku do przekraczania granic zabierał się zupełnie inaczej. Lestrange wstał ostrożnie, pozwalając drżącym mięśniom na powrót łapać normalny rytm. Zerknął kątem oka na Nicholasa, ale jeśli ten oczekiwał jakiegokolwiek przejawu czułości, mógł się zawieść. Zamiast wykonywać jakiekolwiek inne ruchy, po prostu poszedł się umyć, spłukać z siebie to wspomnienie, podobnie jak inne wspomnienia tego dnia. Jeszcze rzucił okiem na porozrzucane ubrania, ale wyjątkowo odłożył sprzątnięcie ich na później, chociaż sam fakt, że tu leżały, w nieładzie, powodował irytujące swędzenie w mózgu. Uznał jednak, że na razie najłatwiej będzie je zignorować. Musiał przygotować się do snu, a w przypadku osoby, która cierpiała na bezsenność, ten rytuał był nieco dłuższy, niż w przypadku kogoś, kto się z tym problemem nie zmagał. Miał część swoich eliksirów, po które sięgnął gdy tylko je tu przeniósł. To była jedna z pierwszych rzeczy, które wziął, gdy wstąpił do mieszkania po garnitur, bo Robert tak wymagał. Robert... Jego oczy na chwilę pociemniały, gdy przypomniał sobie, co dzisiaj odwalił. Burzył jego porządek, jego harmonogram. Nie był pewny, czy mu się to podobało, ale na ten moment mógł jedynie się na to godzić. W końcu obaj robili to dla większego dobra - w takich sytuacjach można było poświęcić jakąś część siebie. Zgodnie z tym, co po części obiecał, dzisiaj nie spał na kanapie. Cośtam było wczoraj o porządnym czarodzieju, ale to chyba przestało być aktualne. Koniec sesji
|