![]() |
|
[20.08.1968] Świt w Kniei | Samuel, Roselyn - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [20.08.1968] Świt w Kniei | Samuel, Roselyn (/showthread.php?tid=2883) |
RE: [20.08.1968] Świt w Kniei | Samuel, Roselyn - Roselyn Greengrass - 21.04.2024 Rose lekko uniosła brwi, robiąc minę z której łatwo można było odczytać, że zastanawia się czy mężczyzna żartuje, czy naprawdę uważa, że każdy czarodziej był animagiem. Ciemnowłosa przygryzła wnętrze policzka, zastanawiając się dłuższą chwilę nad odpowiedzią. Nie chciała go urazić ani nic takiego, ale nie mogła powstrzymać się od lekkiego uśmiechu, być może tylko odrobinę przywodzącego na myśl politowanie. - Nie, nie każdy to potrafi. To jest dość rzadka umiejętność. Z tego co wiem można się tego nauczyć, ale to jest okropnie skomplikowane i... Wiesz, na dodatek kontroluje cię Ministerstwo - gdy wypowiedziała te słowa, zmarszczyła brwi. Spojrzała na Sama uważnie. - Ale o tobie chyba nie wiedzą? Tak myślę, skoro nikt nie wie, że tu jesteś? Nie martw się, nikomu nie powiem. Nieoczekiwanie miała na niego haka, ale nie planowała go używać, przynajmniej nie teraz. Nie miała umysłu, który od razu by zmusił ją do kombinowania i myślenia jak by tu wykorzystać tę informację, by w przyszłości Samuel mógł wykonać dla niej jakąś drobną przysługę. O nie - nic z tych rzeczy. Bo zresztą i co by mogła od niego chcieć? Chyba tylko kozie mleko. Albo miód. Samuel mówił, a ona słuchała. Nawet nie starała się mu przerywać. Milczała, przekrzywiając głowę i tylko dodając hm. W końcu, gdy zamilkł, uznała że to maleńka szczelina, przez którą może wtrącić swoje trzy knuty. - Na pewno błędem jest zakładanie, że myślą tak jak my. W końcu nie mają mózgu. To raczej odruchy, instynkty... Dlatego cała przemiana byłaby niebezpieczna. Ale częściowa... Sama nie wiem, może to by się udało? Ale obawiam się, że na ten moment nasza wiedza i magia jest mocno ograniczona, bo chyba nikt tego nigdy nie próbował - powiedziała niemal na jednym wydechu, marszcząc nosek. Co prawda dogrzebała się kiedyś do pewnych notatek, które skrzętnie ukryła pod deskami podłogi w swoim pokoju, ale... Nie chciała jeszcze nic o nich mówić, a w szczególności nie obcemu mężczyźnie. Aczkolwiek ziarno zostało zasiane. Nie miała jednak za dużo czasu, by o tym myśleć, bo Samuel na jej oczach zmienił się w niedźwiedzia. Nie zdążyła zaprotestować, że nie chce tego oglądać, bo głos ugrzązł jej w gardle. Niedźwiedź... Nigdy by go nie nazwała misiem. Niedźwiedzie były cholernie niebezpieczne, a Sam był obcym człowiekiem. Człowiekiem, który teraz zmienił się w niebezpieczne zwierzę, które mogłoby złamać ją wpół przy pomocy jednego pacnięcia łapą. Ogromne zęby, monstrualna waga, mięśnie i zacisk szczęk - już samo to sprawiło, że Rose pobladła. - Jasna cholera! - wbrew rozsądkowi zerwała się na równe nogi, blada jak kartka papieru. Instynkt podpowiadał jej ucieczkę, chociaż McGonagall nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów w jej kierunku. Ale nie mogła nic poradzić na to, że się bała. I nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku poza tym lekkim przekleństwem sprzed chwili. A potem zadziałała tak, jak nakazał jej instynkt - porwała plecak, pisnęła i po prostu wzięła nogi za pas, modląc się, by krwiożercza bestia nie rzuciła się za nią w pogoń. Koniec sesji
|