![]() |
|
[05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia (/showthread.php?tid=2915) |
RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Thomas Hardwick - 21.03.2024 Thomas rozmawia z Erikiem, Morpheusem, Nora i Brenną, podsuwa talerz z kiełbaskami Samowi. Zaczynał czuć się coraz lepiej. Był wśród przyjaciół, którzy rozmawiali, w jego mniemaniu, na błahe tematy, słoneczko radośnie świeciło a dzięki okularom mógł cieszyć się przyjemnym ciepłem nie narażając się na jeszcze gorszy ból głowy. Śniadanie było naprawdę smaczne, powoli mijały alkoholowe mdłości i zapach tytoniu już go nie drażnił. Zapowiadał się leniwy dzień, który miło by było spędzić dalej w ogrodzie. Szkoda, że część domowników miała zamiar stąd wybyć. - Na waszym miejscu usiadłbym gdzieś z tyłu tak, by nie było widać, że w czasie ceremonii się zdrzemniecie. Podejrzewam, że i tak większość będzie albo w tym samym stanie, albo będą wlepienie w państwo młodych. - Uśmiechał się, widząc zbolałą minę Erika. Spojrzał na Norę z uniesionymi brwiami, gdy zwróciła mu uwagę na temat kawy. Tak naprawdę nigdy mu nie zaszkodziła, ba, wielokrotnie ratowała z czeluści porannych piekieł, nie rozumiał więc, skąd ta troska. - Spokojnie, panuję nad sytuacją, to naprawdę najlepsze, co mogę w siebie wrzucić. Przynajmniej przez jakiś czas - skwitował. Widać było, że powoli wracają mu twarz kolory, stawał się też coraz bardziej zrelaksowany. Na Sama, który widać nadal walczył ze skutkami tego, co działo się w nocy spojrzał ze współczuciem. Machnął ręką w odpowiedzi na jego powitanie, wiedząc, że kac nie miał w większości serca (co prawda nie wiedział, że to raczej kac moralny). Podsunął mu nawet bliżej talerz z kiełbaskami, samemu zabierając się za tworzenie kanapki z szynką. Na widok Brenny zaś, uśmiechnął się jeszcze szerzej, wiedząc, że to też dzięki mogli cieszyć się wspólnym posiłkiem. - Wyspałem się na tyle, ile pozwoliła noc pełna wrażeń. Nalejesz mi kawy, jedna czuję dziś nie wystarczy. A potem usiądź i zjedz spokojnie, jesteśmy dorośli, większość z nas doskonale zna drogę do kuchni poradzimy sobie. - Mrugnął do niej, podsuwając jednocześnie swój opustoszały już teraz kubek. !roślinywarowni RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Pan Losu - 21.03.2024 Na głowę spadło ci jabłko. Jedno, drugie, trzecie… czy to złośliwe drzewo chce cię obdarować, czy zaatakować…? RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Erik Longbottom - 23.03.2024 Cóż, Erik na pewno nie zwrócił większej uwagi na to, że Brenna jeszcze chwilę wcześniej przytulała się z Samuelem. Bądź co bądź, nie byłby to pierwszy raz, kiedy siostra rzucała się w ramiona pierwszej osobie, jaka potrzebowała akurat pomocy. A noc w stodole zdecydowanie należała do takiej pełnej wrażeń, biorąc pod uwagę, że stolarz opuścił imprezę jako jeden z ostatnich. Może czuł się w obowiązku rozmówić z organizatorką i przekazać, jak to dobrze się bawił? Wszystko było możliwe! [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=pQP8ktw.png[/inny avek]
— A z tych winyli to się przypadkiem nie słucha muzyki? — Zamrugał, wyraźnie zbity z tropu, gdy Morfeusz zasugerował mu, gdzie powinien szukać chętnych do kolejnej współpracy. — One są chyba dosyć duże... Jak miałyby się zmieścić pod oczami albo na czole? Może rzuca się na nie zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, pomyślał przelotnie, jednak zanim zdołał mocniej zgłębić ten temat do reszty domowników dołączyła także Longbottomówny. Uśmiechnął się minimalnie na jej widok. Bądź co bądź, powinna być z siebie dumna; wyprawić takie przyjęcie i jeszcze urządzać śniadanie w podobnym gronie? Wspinała się na wyżyny swoich możliwości. Oby tylko nie spadła z nich w najmniej spodziewanym momencie. — Drugą paczkę fajek, siostro — rzucił niezobowiązującym tonem, wskazując wymownym kiwnięciem głowy w stronę Morfeusza. — Jednego papierosa mi brutalnie odebrano, więc chciałbym dostać coś z nawiązką. To była chwila, nawet nie miał, jak się obronić, gdy Nora spróbowała kopnąć go w kostkę pod stołem. Co dziwne, nawet jej się to udało. Erik syknął z bólu, mimowolnie pochylając się mocniej nad blatem stołu. Ta to była precyzyjna, jak jej na czymś zależało. Zmierzył pannę Figg pełnym pretensji wzrokiem, a wszelkie oznaki pozytywności jakie okazał w stosunku do swych krewnych, przygasły, gdy zbierał siły na to, aby jej odpowiedzieć. Uniósł filiżankę z herbatą i przyłożył ją do ust, siorbiąc przy tym cicho. Dopiero, gdy odstawił naczynko na spodek, uśmiechnął się do przyjaciółki. — Cenię sobie własne zdrowie. — Zgaszony chwilę wcześniej papieros był tego wyraźnym dowodem. — Szkoda, że niektórzy biorą je za pewnik. Nigdy nie wiadomo, kiedy powinie się komuś noga, Eleonoro. !roślinywarowni RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Pan Losu - 23.03.2024 Chwilę temu na pewno ich tu nie było, ale teraz koło swoich nóg widzisz kolorowe tulipany… RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Nora Figg - 23.03.2024 [inny avek]https://images2.imgbox.com/cd/ac/2nsmGtWc_o.png[/inny avek] Dalej rozmawiam z Tomkiem i Erikiem, witam Brenn Niepewnie spojrzała na Brennę, bo ta była świadkiem jej powrotu. - Cześć. - Rzuciła, a potem szybko uciekła wzrokiem. Wróciła do swojej herbatki, która wydawała jej się być najbardziej ciekawą rzeczą na świecie. W przeciwieństwie do Morpheusa, który wydawał się mieć z tego dziwnego napięcia panującego przy śniadaniu całkiem niezłą zabawę ona ledwie to znosiła. Panna Figg nie przywykła do takich sytuacji, walczyła więc ze sobą, żeby nie pęknąć i nie wybiec stąd z płaczem, bo robiło się naprawdę nieswojo. Thomas za to wydawał się być najzwyczajniej w świecie skacowany, co nawet ją bawiło, zważając na to, ile się w nocy wydarzyło, przynajmniej u niej. - Powiedzmy, że ci wierzę, ale jak coś, mogę na szybko zrobić ci jakiś eliksir. - Do tego akurat się nadawała, może powinna przygotować taką mini apteczkę na kacowe poranki, żeby w przyszłości jej przyjaciele mogli od razu się nimi raczyć i unikać konsekwencji wlania w siebie zbyt wielkiej ilości alkoholu. Jej krótkie nóżki jakoś poradziły sobie z odległością dzielącą ją i Erika. Nie umknęło jej jego syknięcie, bardzo dobrze, że zabolało, przecież o to jej chodziło. Chyba nigdy przyjaciel nie spoglądał na nią z taką pogardą, jak tego poranka. To bolało. Bardzo bolało. Prychnęła po uwadze na temat cenienia swojego własnego zdrowia, już ona wiedziała, jak je ceni. - To ciekawe, bo mam nieco inne wrażenie. - Powiedziała bardzo obojętnym tonem. Oczy jej się rozszerzyły, kiedy nazwał ją Eleonorą, wyciągał najsilniejsze działa. To zaczynało się robić coraz gorsze. Zbliżyła wtedy filiżankę do ust, żeby upić z niej kolejny łyk tej przepysznej herbatki. !roślinywarowni RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Pan Losu - 23.03.2024 Ktoś pogłaskał cię po ramieniu…? Czy to osoba, która akurat siedzi lub przechodziła obok, czy ten krzew w pobliżu faktycznie dotknął cię gałązką? RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Brenna Longbottom - 24.03.2024 Gadam do ludzi, a potem podnoszę dziwny kwiat i pytam Nory, czy kiedyś coś takiego widziała. Odpisy do 28.03 * – Ależ ja zawsze pamiętam o jedzeniu – zapewniła Brenna Morpheusa, bo nawet jeżeli jadała w biegu czy byle co, to jednak to nie tak, że nie dojadała. Jedzenie traktowała jako coś wybitnie istotnego, i teraz też porwała ze stołu kanapkę, by wpakować ją sobie do ust. O tym, że jej drzemanie na kanapie mogło komuś sugerować, że Nora nie wróciła na noc, nawet nie pomyślała – mogła przecież po prostu tam w pewnym momencie przysnąć… – Mam wrażenie, że sama dziś kawę powinnam stosować dożylnie – wymamrotała do Thomasa, pochylając się, by nalać kawy z dzbanka i Hardwickowi, i sobie. A potem usiadła z powrotem, z resztką kanapki w jednym ręku, i z kubkiem pełnym kawy drugiej. – Zabrano ci jednego papierosa, i od razu chcesz całą paczkę, braciszku? – mruknęła. Drgnęła na tę Eleanorę, ale nic nie skomentowała: chociaż mogła się domyśleć, o co tutaj chodziło… Tymczasem koło niej przebiegł pies. Brenna spojrzała na kwiat, który upuścił i skrzywiła się mimowolnie, dostrzegając jego przedziwny kształt i kolory. To nie był pierwszy raz, kiedy przydarzyło się jej w sierpniu coś takiego – i pomyślała, że chyba musi dokładnie obejść cały ogródek, by sprawdzić, skąd zwierzaki te rośliny wykopują. Były piękne, ale… przedziwne. I kto wie, czy nie… niebezpieczne na przykład? Brenna wsunęła więc do ust resztę kanapki, złapała za serwetkę, a potem bardzo ostrożnie podniosła przedziwną roślinę (i przy okazji przegapiła przez to jabłka, zlatujące na głowę Thomasa, no naprawdę, taki widok, a ona akurat się pochyliła), uważając, by nie dotknąć kwiatka gołą skórą. – Nora, widziałaś kiedyś taką roślinę? – zapytała, podsuwając ten dziwny kwiat bliżej panny Figg, tak aby mogła się temu przyjrzeć. W końcu to, że Brenna nie znała jakiejś rośliny, o niczym nie świadczyło. Ale… miała wrażenie, że ten kwiat wygląda jakoś dziwacznie. I jednak ogródek Dory był zabezpieczony przed psami, a poza nim w ogrodzie rosły raczej zwyczajne rośliny: Brenna może nie zdołałaby nazwać ich wszystkich, ale przynajmniej kojarzyła, jak wyglądają, skoro widywała je praktycznie codziennie… @Erik Longbottom @Nora Figg @Samuel McGonagall @Morpheus Longbottom @Thomas Hardwick RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Samuel McGonagall - 24.03.2024 Siedzi skulony na końcu stołu i cierpi. Pies mu zjadł śniadanie. Próbuje sobie iść od stołu Świat zewnętrzny płynął swoim naturalnym leniwym rytmem, niespiesznego śniadania na zielonej trawie, pośród szumiących drzew i śpiewających ptaków. Słońce roztaczało swe uroki w pełni, sprawiedliwie, bez krztyny zastanowienia, każdemu swoje promienie rozdając po równo. Zważywszy na pełna muzyki i tańca poprzednią noc, tempo cichego, spokojnego świata było teraz nader leniwe, pachnące świeżym pieczywem i podpieczonym, aromatycznym mięsiwem. Wszystko było... ...za szybko, zbyt intensywnie. Samuel nie wiedział nawet kiedy galopada myśli zacisnęła na jego szyi ciasną pętlę, która zmniejszała swoją objętość z każdą, niepokojąco krótką chwilą. Nie zauważył kiełbasek, nie widział tak naprawdę nawet chleba, który trzymał rozerwany w drżących dłoniach. Był idiotą. To pewne. Przed laty, to był jego krok, jego inicjatywa, jego wypchnięcie siebie z tego równania. Podjął decyzję za nią, okrutną, choć w intencji zadbania o jej najlepszy interes. Zeszłej nocy powiedziała mu, dała do zrozumienia, że się mylił. Że ona, gdyby mogła, to całkiem możliwe że wybrałaby inaczej, bardzo możliwe że zostałaby z nim tu, na godrykowej ziemi. Pozwolił sobie iść tą myślą, iść nadzieją, którą zaszczepiła w nim nocą, nie wychodząc z małego domku oplecionego ciasno bluszczem wyrośniętym zbyt szybko. Ziarno rzucone na skały wyrosło szybko, ale nie mając gdzie wbić korzeni, obumarło. Tak było i teraz... Mógł się domyślić, że tak właśnie będzie. W końcu był nikim, nawet jeśli Erik równo jeden księżyc temu przekonywał go, że bycie ''kimś'' to nie kwestia bogactwa, ale spełnienia i poczucia własnej wartości. I oto proszę, siedzieli przy jednym stole, w pozorach równości, ale był jej tak obmierzły, że nawet nie podniosła głowy znad swojego talerza, gdy podszedł. Znów udawała, że wcale się nie znają. Znów ich relacja była tajemnicą. Teraz dopiero dochodziło do niego, że przecież wcale nie musiała być to kwestia tego, że był biedny, że nie posiadał swojego domu, warsztatu, pięknego sklepu, czy całego rodzinnego majątku. Ona mogła po prostu spojrzeć i ocenić jego poczucie własnej wartości, prześwietlić go na wylot i zrozumieć, jakie miała szczęście, że nikt nie wiedział wcześniej, ani nikt nie wiedział teraz. A potem podjęła decyzję za nich, w najlepszym dla siebie interesie. Złamała mu serce, tak jak on złamał jej przed laty. Zasłużył na to jak nikt inny. Ta myśl, ta interpretacja zastanej rzeczywistości kuła punktowo boleśnie w zaciśniętej klatce piersiowej, im mocniej próbował ją wypchnąć z serca, tym mocniej się w nim zagnieżdżała. Głosy, cudze głosy odbijały się obok, jakby siedział głęboko w lodowatej studni, po szyję zanurzony w wodzie, bez szans na wydostanie się. Był w potrzasku słowa, które złożył w ręce Brenny, czując wzmagające, wszechogarniające, palące upokorzenie. Zjedz i odejdź. Nigdy nie wracaj. To było takie proste, że aż niemożliwe do osiągnięcia. Dopiero gdy jeden z psów zwietrzył okazję i wyciągnął mu z dłoni osierocone z uwagi pieczywo, zamrugał i spróbował rozluźnić zaciśniętą szczękę. –...ja chyba jednak nie jestem głodny – spróbował powiedzieć tak, aby nikt go nie usłyszał i podnieść się, ze swojego miejsca. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=UEUjQFt.png[/inny avek] !roślinywarowni RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Pan Losu - 24.03.2024 Ktoś pogłaskał cię po ramieniu…? Czy to osoba, która akurat siedzi lub przechodziła obok, czy ten krzew w pobliżu faktycznie dotknął cię gałązką? RE: [05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - Morpheus Longbottom - 26.03.2024 Mówię do ogółu, jem, mam wizję, jejm, później mówię do Sama, ale ogół słyszy, wstaję z filiżanką. — Nie jestem botanikiem, ale z tego co wiem, tulipany to kwiaty z okolicy kwietnia. — Dookoła jego nóg oraz Erika wyrosło mnóstwo kwiatów tego gatunku, chociaż mógłby przysiąc, że ich wcześniej tu nie było. Mógł nie znać się na egzotycznych gatunkach, ale na cycki Wenus, wiedział kiedy rosną i jak wyglądają tulipany. Zerwał jeden, piękny, żółty okaz i położył go koło swojego talerza. Morpheus przyjrzał się Samowi. Czy jego teoria była niesłuszna? Puzzle nie układały się w swoje miejsca. Młodzieniec nie wyglądał jak ktoś zadowolony z towarzystwa, jakie zapewniła mu noc, prędzej jak ktoś, kto zobaczył ukochaną osobę w ramionach innej. Jednak czy... Nie sądził, aby Nora była zdolna do tego, aby poić Erika amortencją, zresztą Erik nie wyglądał szczęśliwie. Co tu się działo... Nagle jego wzrok rozmył się, krojona kiełbaska na chwilę zawisła zbyt długo między ustami, a talerzem. Tłuszczyk pozwoli skapnął na porcelanę talerza z lśniącej skórki, chociaż cała reszta świata dalej trwała. Jego już nie było do końca przy stole. Ciepły poranek zmienił się w gęstość kwiatowych toksyn. Ogród tonął w roślinach, stoliki zostały wywrócone, zastawa rozbita, wszędzie panoszyły się rośliny, pożerając dosłownie wszystko na swojej drodze i pnąc, pnąc się do nieba, a między nimi on, niedźwiedź, na wpół szalony, w koronie z kolczastych, ledwie zakwitłych róż, a do jego pleców, linami z powojów, przywiązana omdlała dziewczyna... Włożył kawałek mięsa jak gdyby nigdy nic do ust. — To jak nie masz apetytu, to mógłbyś mi pomóc w jednej sprawie? Złamałem wczoraj deskę w łóżku, dociąłbyś mi nową? Najlepiej jeszcze dzisiaj. Wstał i wziął ze sobą filiżankę. Niech zmienią temat, skoro złamał deskę, a wcale nie spał. Septima raczej już nie dołączy, więc ominą ją głupie uśmieszki. Prawdopodobnie. Trudno, to dla wyższej sprawy. |