![]() |
|
[15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert (/showthread.php?tid=2972) |
RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Robert Mulciber - 01.04.2024 Kolejne informacje przekazane przez Richarda sprawiły, że aż jedna dłoń powędrowała w stronę czoła. Oparła się o nie, zaś ręka łokciem wsparła się o blat biurka. Przez chwilę trwał w tej pozycji, na samym początku nie będąc pewnym tego, w jaki sposób należało na to zareagować. Co konkretnie powinien zrobić? Jednego można było być tutaj pewnym - nie był zadowolony. To dało się zauważyć. Wreszcie wyprostował się. - Zdajesz sobie sprawę z tego, co konkretnie zrobiłaś? - pytanie skierował bezpośrednio w kierunku swojej córki, nie dając jej zarazem dość czasu na to, żeby udzieliła w tym przypadku jakiejkolwiek odpowiedzi. - Zawarłaś oficjalną umowę na dostarczenie produktu, który powstał przy wykorzystaniu niezarejestrowanej produkcji, nieposiadającej niezbędnych do tego celu zezwoleń. - wyjaśnił, starając się nie podnosić głosu, choć jego ton nie był w tym przypadku tak nieokreślony jak zwykle. Tak opanowany, spokojny. - Wyjaśnię, Sophie. - uniósł ku górze dłoń, z wyprostowanym tylko jednym palcem. - Złamałaś tym samym obowiązujące prawo. - wyprostował kolejny palec. - Nie skonsultowałaś tego pomysłu z kimś, kto by posiadał w tej materii szersze doświadczenie. - następny palec powędrował w górę. - Nie poinformowałaś nas o tym, że właśnie w NASZYM DOMU stworzyłaś nielegalną na ten moment produkcje alkoholu. - z prostowania pozostałych palców zrezygnował, kręcąc jedynie przy tym wszystkim głową. Rezygnacja? Możliwe. W końcu czy wymienianie każdego jednego błędu, jaki w tej sytuacji popełniła, miało jakikolwiek sens? Do dziewczyny zapewne zbyt wiele by w tym przypadku nie dotarło. - Zrealizujesz obecną umowę, zgłosisz swoją produkcje oraz umowę zawartą przed jej rejestracją i uzyskaniem niezbędnych pozwoleń. Będzie to wiązało się z opłatą za wydanie pozwolenia oraz pewną karą do zapłacenia... - wyciągnął rękę w kierunku szklanki z alkoholem, osuszył ją do samego dna. Potrzebował tej odrobiny procentów. - Jeśli nie będziesz w stanie pokryć tej kary dzięki środkom uzyskanym od pana Prewetta, pozostałą sumę założę za Ciebie, ale w zamian za to, będziesz zwracać mi swoją wypłatę do czasu uregulowania pełnej sumy. Tak, żebyś nie zapomniała, że za swoje błędy trzeba płacić. Spojrzał na Ricka, zastanawiając się nad tym czy było to już wszystko, co nalezało poruszyć. Przeniósł następnie spojrzenie na Sophie. Później jeszcze na teczki, które zawierały sporo dokumentacji. Zajęło mu to kilka chwil, ale kontynuował. - Zarobisz na lokal, będziesz kontynuowała produkcje alkoholu. Droga wolna. Nie wrócisz jednak do tego zajęcia w naszym domu. Chcesz prowadzić własny biznes, to zajmij się tym tak jak należy. Od podstaw. Zarób pieniądze na jego rozkręcenie. - postawił sprawy jasno. Pokazał jej, w jaki sposób to wszystko widzi. Nie zamierzał się uginać. Nie w sytuacji, kiedy nie przyszła do nich wcześniej, a zamiast tego wykręciła taki numer. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Sophie Mulciber - 02.04.2024 Sophie była biała jak duch. Wydawało się jakby nawet piegi jej zbielały. Patrzyła na ojca szeroko otwartymi, załzawionymi oczami. Chciało jej się płakać, ale starała się być twarda więc policzki nadal miała suche. Czuła jak mocno wali jej serce. Widząc zapraszający gest ojca, weszła do gabinetu ale nie odważyła się usiąść. Czuła się winna i nie chciała, żeby Robert był nią zawiedziony. Widziała jednak, że był zły. Ale… czy to wszystko było tak do końca tylko jej winą? Wspominała o swoim biznesie, jednak ojciec nie pytał o szczegóły. Myślała więc, że robi dobrze. Słuchała rodzica oraz wuja skupieniu i łzy samoistnie zaczęły spływać jej po twarzy. Zatkała usta dłonią, żeby nie zaszlochać. Ramiona jej drgnęły od płaczu, jednak nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Spojrzała na dywan który miała pod stopami i musiało minąć kilka sekund, zanim się odezwała. -Po-poproszę pana Icarusa, żeby zmienił datę na umowie. - Powiedziała głucho do dywanu, a łzy leciały już jej ciurkiem po twarzy. Miała mokrą nawet szyję. Bardzo się zestresowała, a to co właśnie się działo, było najgorszym co przydarzyło jej się w całym osiemnastoletnim życiu. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Richard Mulciber - 02.04.2024 Dobrze się stało, że jej działania zostały dość szybko odkryte i Sophie nie popadła w większe kłopoty, niż można było to przypuszczać. Robert na prowadzeniu działalności znał się znacznie lepiej niż Richard. Dlatego o więcej potrzebnych informacji oraz opinii najlepiej byłoby udać się prosto do niego. Młodszy z bliźniaków zwrócił uwagę na jej nieodpowiednie działania pod względem bezpieczeństwa rodziny i prawa. Głębiej w to wszedł starszy z braci, który wypunktował swojej córce, gdzie między innymi pojawiły się większe problemy. Sophie nie zarejestrowała działalności a już podpisywała umowy. Produkcję otworzyła w pokoju, zamiast pierw zarobić na własny lokal. Robert w większości poparł jego słowa. Richard nie wtrącał się w słowa brata. Obserwował Sophie, do której chyba wszystko już dotarło. Próba powstrzymywania łez skończyła się jej przegraną. Najwyraźniej zdawała sobie sprawę z tego, że popełniła duży błąd. Chciała pomóc, a tylko zaszkodziła. Nie tylko sobie, ale i ich rodzinie. Przez jej nierozważność w podejmowaniu decyzji i działań, dopuściła do tego, żeby jej ojciec musiałby pokrywać kwotę jej kary, jeżeli taka miałaby miejsce. Richard zaciągnął się papierosem i strzepnął popiół w popielniczce, jaka znajdowała się na biurku. Dostrzegł przy okazji spojrzenie brata, ale pokręcił mu głową, że dodać nie ma już co. Jedynie rozwiązać jakoś ten problem. Skoro dziewczyna niczemu nie zaprzeczała, niczego nie naprostowywała. Co znaczyło, że wszystko co od niej się dowiedział, było prawdą. Nie kłamała mu. Nie umiała. Wypuściwszy tytoniowy dym, usłyszawszy próbę odwrócenia błędu w sposób zmiany terminu, mogło nie udać się. - To tak nie działa, Sophie. Umowa jest podpisana, musisz się z tego wywiązać w terminie. Klientowi może zależeć na czasie i nie na rękę będzie mu ta zmiana. Jak mu to wyjaśnisz? Sądzisz, że potraktuje Cię poważnie?Zapytał dziewczynę. Dając jej czas na zastanowienie się. Może ten cały Prewett będzie wyrozumiały i pójdzie jej na rękę? Wtedy miałaby duże szczęście uniknięcia kary. Richard wiedział jak działa biznes w kontekście zawierania umów z klientami. Biorąc pod uwagę ich potrzeby, dostosowując się ze zleceniem do ich terminów. Mieli już sytuacje, że towar był potrzebny pilnie z dnia na dzień. Choć świece to nie to samo co alkohol. Ale jednak produkt, którym operują w handlu. - Jeżeli jest wyrozumiały, to może będziesz miała trochę szczęścia. Dodał, choć nie miało to brzmieć jak pocieszenie. A może zwrócenie uwagi na to, że zdarzają się klienci wyrozumiali. Rzadko, ale jednak. Może będzie miała przy tym kliencie więcej szczęścia? Jest młoda. Popełniła duży błąd, za który musi teraz zapłacić, wyciągnąć wnioski. I mieć nadzieję, że więcej ich nie popełni. Pocieszać jej nie zamierzał. Życie bywa okrutne i trzeba sobie z tym radzić samemu. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Robert Mulciber - 06.04.2024 Ktoś inny na miejscu Roberta, być może by się w tym momencie ugiął. Widząc łzy, spróbowałby uspokoić swoje własne dziecko. Okazał wsparcie? Zapewnił o tym, że pomoże jakoś wyprostować sprawy. Naprawić popełniony błąd. Tyle tylko, że Robert pewnych rzeczy nie był nauczony. Na pewne rzeczy miał też dość konkretne spojrzenie. Możliwe, że było to spojrzenie podobne do tego, które przypisać można było Francisowi. Ojcu, od którego tak bardzo chciał się odciąć; którego nie chciał przypominać. Tyle tylko, że pewnych rzeczy, pewnych ograniczeń nie był w stanie przeskoczyć. Pozwolił na to, żeby Richard wtrącił swoich kilka knutów, zanim zareagował na propozycję Sophie. Tę propozycje, która zakładała zwrócenie się z prośbą o pomoc do pana Prewetta. Owszem. To mogło być jakieś wyjście. Możliwe nawet, że nie najgorsze. Tyle tylko, że w dorosłym życiu to tak nie działało. Człowiek musiał nauczyć się tego, w jaki sposób radzić sobie samemu. Musiał nauczyć się brania odpowiedzialności za swoje czyny. Sophie, która najwyraźniej chciała rozkręcić własny biznes, nie mogła otrzymać taryfy ulgowej. Nie mogła korzystać raz za razem z kolejnych kół ratunkowych. Zwłaszcza, że nie dało się przecież przewidzieć, kiedy takie koło okaże się nagle być jednym z tych betonowych. Mogących pociągnąć człowieka prosto na samo dno. - O ile zmiana daty zawarcia umowy mogłaby stanowić jakieś wyjście, to przede wszystkim byłaby w tym przypadku drogą na skróty. Jeśli chcesz prowadzić własny biznes, zamierzasz rzeczywiście go rozkręcić, musisz nauczyć się brania odpowiedzialności za swoje czyny. To nie jest zabawa. To nie jest kolejne hobby, które będziesz mogła porzucić bez żadnych konsekwencji za kilka tygodni, może miesięcy. - przez cały czas był poważny. Stanowczy. Może trochę ostry, ale gdyby się nad tym wszystkim pochylić, to Robertowi nie można było odmówić tego, że do pewnego stopnia miał racje. W specyficzny sposób, niekoniecznie ten najwłaściwszy, starał się córce pomóc. Przecież to nie tak, że zostawiał ją teraz z tym bałaganem samą. Bez jakiegokolwiek wsparcia. Zwyczajnie, po prostu... jeśli Sophie chciała być dorosła, w dorosłość się bawić, to jak osoba dorosła będzie odtąd odpowiadała za swoje czyny. Nie była już dzieckiem, za którego błędy odpowiedzialność brał rodzic. - Jeśli jesteś pewna, że chcesz to zrobić, to zrobisz to tak jak należy. Rozumiesz, Sophie? Biorąc za wszystko odpowiedzialność. Przygotowując pod ten biznes odpowiednie fundamenty. Będziesz miała na to dość czasu. Kusiło jeszcze dodać coś na temat tego, żeby przestała wreszcie płakać, opanowala się, ale zrezygnował. Nie miało to sensu. Nawet on widział, że dzieciakowi nie trzeba było dokładać więcej. Mocniej. Była już wystarczająco tym wszystkim... przerażona? No cóż. Może następnym razem pomyśli dwa, ewentualnie trzy razy, a dopiero później zacznie działać. To wszystko było tylko dla jej dobra. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Sophie Mulciber - 14.04.2024 Nie potrafiła powstrzymać łez które leciały jej z oczu, a do tego poczuła, że powoli zapycha jej się nos. Nie chciała stać przed ojcem oraz wujem zapłakana i zasmarkana. Niby jak mieli wtedy traktować ją poważnie? Była pewna, że pan Icarus zgodziłby się na zmianę daty na umowie. Ojciec jednak zabronił jej kombinować, więc prawdopodobnie go posłucha i pójdzie do Ministerstwa żeby wytłumaczyć się ze swojego nielegalne handlu alkoholem. Ah! Dlaczego musiała być tak narwana i zaczynać wszystko od złej strony? Musi uzbroić się w cierpliwość, zamiast chcieć żeby wszystko działo się nagle tu i teraz! -Cz-czyli... - Zaczęła i pociągnęła nosem. - M-mogę przez dwa dni w tygodniu pracować u pana Blacka żeby odłożyć na lokal, a w inne dni p-pomagać wujkowi Richardowi? - Wolała się upewnić. Spoglądała na dokumenty które leżały na biurku ojca, bojąc się na niego spojrzeć jakby naprawdę był bazyliszkiem. Nie chciała dostrzec w jego oczach dezaprobaty albo zawodu. Chciała żeby był dumny z niej, oraz z jej biznesu. Podobnie było z wujem Richardem. Strasznie dotknęło ją to, że nie chciał spróbować jej cytrynówki. Bał się, że była niedobra albo trująca? Każdy kto jej spróbował, był zachwycony. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Richard Mulciber - 14.04.2024 Richard był przyzwyczajony do pewnych cech i zachowań brata. Zauważał także, że w niektórych momentach, przypominał on im ojca. Na całe szczęście nie popełniał tych samych błędów co Francis. Oboje nie mieli przez niego dobrego dzieciństwa, przez co wspominali jedynie nieliczne przyjemne wydarzenia z przeszłości. W tym co Robert przekazywał swojej córce, było sporo racji. Nie przerywał mu. Do dziecka najlepiej przemiały słowa rodzica niż drugiego członka rodziny. Po tej wpadce mieć nadzieję, że Sophie weźmie sobie do serca te uwagi i zacznie na poważnie podchodzić do swojego interesu. Być może będzie miała po drodze potknięcia, a te przecież na początku jeszcze mogą się zdarzać. Strzepując ponownie pył z papierosa do popielniczki, wetknął go z powrotem do ust i zaszedł za biurko, gdzie siedział Robert. Wiedział, gdzie brat trzyma chusteczki, więc wyjął jedną z szuflady i podszedł do Sophie, aby się ogarnęła, podając. - Nie widzę problemu.Odpowiedział wyjąwszy papierosa z ust, odnosząc się bardziej do części, w której on miałby swój udział. Przeniósł spojrzenie na brata. - Nauczyłaby się odpowiedniej rozmowy z klientami. Ostatecznie i tak decyzja należała do Roberta. Richard mógłby wziąć ją pod swoje skrzydła i przygotować na rozmowy z klientami. Interesy były podobne. Pomagając im, nabierze odpowiedniego doświadczenia dla siebie i swojego biznesu. Zabierając się do tego od odpowiedniej strony, jak to już wspomniał Robert. Jedynie warunek jaki Richard miał, to że nie będzie niczego alkoholowego produkować w tej posiadłości. Nie było to według niego bezpieczne. Mieli już jedno pomieszczenie przeznaczone pod pracownię na świece i kadzidła. Wystarczy. Sophie wciąż bolał fakt, że nie spróbował cytrynówki. Miał swoje powody, aby odmówić. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Robert Mulciber - 15.04.2024 Początki bywają trudne. Niektórzy mogliby w tym miejscu pokusić się nawet i o stwierdzenie, że są takimi zawsze. Nie da się uniknąć błędów. Pewnych wpadek. Tyle tylko, że to dzięki nim człowiek zdobywa doświadczenie. Poszerza swoją wiedzę, a także uczy się tego, w jaki sposób należy zastosować ją w praktyce. Pokonuje kolejne etapy. Rozwija się. Sophie chciałaby po pewne rzeczy wyciągnąć ręce już teraz. Zdobyć je szybko. Dotrzeć do celu, wybierając drogę na skróty. Mógłby nie interweniować. Mógłby po prostu wszystkiemu się przyglądać. Tyle tylko, że w ostatecznym rozrachunku dziewczyna była przecież jego córką. Jego dzieckiem. Był za nią odpowiedzialny. Powinien jej pomagać. Wspierać. Umożliwić wejście w dorosłe życie. Nie chciał postąpić w tym przypadku podobnie do ojca, który nie pozwolił im na swobodny wybór własnej ścieżki kariery. Wywierał presje. Miał wielkie oczekiwania. Zbyt duże. Zarazem jednak, na pewne kwestie, Robert spoglądał w podobny sposób. Czasami trzeba było być twardym. Stanowczym. Nie łamać się na widok pierwszych łez. Pod wpływem pierwszego pociągnięcia nosem. Zapytany o Blacka oraz możliwość pomagania w pracy Richardowi, pozwolił pierw na to by brat się sam określił. Dopiero kiedy ten poinformował, że nie widzi tutaj problemu, skinął głową. Na zgodę. Nie zamierzał odbierać córce wszystkich możliwości pozwalających na realizacje celu. Było w tym przypadku wręcz przeciwnie. Oczekiwał, że z nich skorzysta; że się wykaże. - Ustalisz z panem Blackiem i Richardem stały grafik. Chcę wiedzieć, gdzie i kiedy pracujesz. – odezwał się, porządkując papiery na biurku. Szykując się z wolna do powrotu do pracy. Do swojego wcześniejszego zajęcia. – I zarezerwuj czas na środę. Udamy się razem do Ministerstwa Magii. Postaram się nas umówić na spotkanie z pracownikiem Biura Kontroli Departamentu Skarbu. Prawidłowo, powinni spotkać się z kimś zatrudnionym w biurze kontaktu z podatnikami. Robert doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądały procedury. Sam przecież prowadził biznes. Sam też odprowadzał podatki. Oczywiście były to podatki odpowiednio wysokie. W przypadku Sophie chciał jednak skorzystać z innych możliwości. Wesprzeć się pewnymi znajomościami. Te zaś, o dziwo, miał tutaj całkiem spore, choć na co dzień starał się z tym za bardzo nie wychylać. Tak było wygodnie. - Uporządkuj pokój, doprowadź się do ładu. Gdybyś miała mi coś jeszcze do powiedzenia… - przez chwilę patrzył jej prosto w oczy. Tyle tylko, że było to spojrzenie wyraźnie informujące, że dla Sophie byłoby lepiej, żeby kolejnych niespodzianek Robertowi oszczędziła. Była blisko przekroczenia granicy. - …będę cały dzień w biurze. Zastanów się dobrze. Przeniósł spojrzenia na brata, znów na córkę. Kolejny raz na Richarda. - Jeśli to wszystko, to mam sporo pracy. RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Sophie Mulciber - 15.04.2024 Sophie z ulgą przyjęła chusteczkę od wuja i wytarła nią twarz. Nie miała niczego więcej do dodania i chciała stąd jak najszybciej zniknąć. -Przepraszam. - Powiedziała do ojca, po czym spojrzała na wuja.- Przepraszam, wujku. - Jego również przeprosiła, mimo że na nią doniósł. Czy poczuła ulgę, że rodzic pójdzie z nią do Ministerstwa? Nie. Miała nadzieję załatwić to sama, żeby ta sytuacja nie ciągnęła się za nią przez kolejne dni. A teraz ojciec będzie o tym myślał, będzie w to zamieszany i pewnie uważa ją za przegrańca. Chciała zaproponować, żeby spróbował jej cytrynówki, jednak nie odważyła się. Bała się, że jeśli go o to poprosi, a on odmówi, to rozklei się jeszcze bardziej. -To ja już pójdę... - Sophie odwróciła się na pięcie i niespiesznym krokiem wyszła z gabinetu. Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi, dosłownie wbiegła na schody żeby czym prędzej znaleźć się w swoim pokoju. Przeskakiwała po dwa stopnie, mając nadzieję, że nie spotka na korytarzu nikogo kto zobaczy jej czerwona, załzawioną i zasmarkaną twarz. Och, jaka była nieszczęśliwa! Chyba nigdy w życiu nie najadła się tyle wstydu i nie rozkleiła przed obliczem ojca oraz wuja. To było bardzo przykre doświadczenie! Musiała pobyć teraz sama i wypłakać się w poduszkę! RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Richard Mulciber - 16.04.2024 Nie zawsze takie działanie na skróty, czy zaś zaraz po zakończeniu edukacji szkolnej, przynosiło zadowalające efekty. Richard myślał podobnie, że może uda mu się dostać do Biura Aurorów, jeżeli za plecami ojca złoży dokumenty i zostanie przyjęty do Brygady. Przeliczył się z tym. Skończyło się to dla niego gorzej, niż obecnie dla Sophie. Bowiem, żeby móc zrealizować swój życiowy i wymarzony cel, musiał wyjechać z kraju. A ona, nie musi. Dostała jedynie nauczkę od swojego rodzica, że nie zabrała się do tego odpowiednio. Prawda, że przez błędy, człowiek uczy się doświadczenia, żeby tych samych więcej nie popełniać.Kwestia omówienia jej dalszej pracy, została już wyjaśniona. Robert zgodził się aby pracowała dla Blacka i wraz z Richardem w ich rodzinnym biznesie. Z tym, że Richard miał warunek, aby wstrzymała lub nie prowadziła swojego interesu w tym domu. Pannica przeprosiła. Może i Richard złamał jej dane słowo, że nic nie powie Robertowi, ale był przecież wyuczonym kłamcą. A przed bratem starał się mieć jak najmniej tajemnic. Tutaj nie mógł sobie pozwolić na niewiedzę brata, jeżeli chodziło o jego córkę. Odprowadził Sophie wzrokiem, dopalając papierosa. Kiedy Sophie opuściła gabinet, zamykając za sobą drzwi, Richard podszedł do biurka brata aby w popielniczce zgasić papierosa. - Położę się i zejdę na obiad. Trzyma mnie jeszcze po spotkaniu z tą francuską Delacour. Ale przynajmniej na kwartał mamy ją z głowy. Tylko pilnować dostawy.Zmienił nagle temat, przechodząc do swojej sprawy, jaką dzisiaj załatwił. Spojrzał przy tym na brata, wiedząc że wciąż siedzi nad papierami, tłumacząc się jak wcześniej, pracą. - Nie zardzewiej przy tym biurku. I zrób sobie przerwy. Dodał od siebie. Zamknąć się na cały dzień w jednym pomieszczeniu to ześwirować można. Z troski mu to powiedział, nie z wyrzutem. Słowa te wypowiedział na odchodne i także opuścił gabinet. Dokumentacja biznesu Sophie pozostała już w rękach Roberta. Nawet Richard nie zamierzał jej zabierać i zwrócić dziewczynie. Nie był to już jego problem, a tych dwoje. Najważniejsze, że ta produkcja alkoholu, nie będzie miała tutaj miejsca i Robert to podtrzymał. Po drodze Richard zajrzał do skrzatów i poprosił Selar o jakiś napój ziołowy na niestrawności, aby przyniosła mu do pokoju. Koniec sesji |