![]() |
|
[22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie (/showthread.php?tid=3002) |
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Morpheus Longbottom - 08.04.2024 Empatia Neila wobec kreatury rozczuliła Longbottoma. Może, gdy się postarasz. Zupełnie, jakby istoty tego pokroju mogły wzrastać i rozwijać się w swoich umiejętnościach. Wątpił w to dogłębnie. Gdy istoty chciały wyglądać dokładnie, jak ktoś inny, robiły to z chirurgiczną precyzją, do ostatniego szczegółu. Tutaj musiało chodzić o zwabienie, o ciekawość, wybicie z rytmu, niemal jak zabawa w kota i myszkę. Kojarzyło mu się to trochę z jednym rodzajem ryb głębinowych, które za pomocą słodkiego światełka wabią ofiary do swojej paszczy. Tutaj było to dziwne podobieństwo, wabiące ku większemu zagrożeniu, jednak spodziewał się, że to wabik bez wędki. — Zdecydowanie ojciec Neila mnie nie przeraża — rzucił z nonszalancją w głosie Morfeusz. Bliżej było temu do świadomości, namacalnego przypomnienia, że Enfer mógłby być synem czarodzieja, o głębokiej przepaści lat pomiędzy nimi, które składały się na nierówność w ich dynamice, dokładając jeszcze do widocznych różnic klasowych. Rzeczy, które przerażały Morpheusa znajdowały się w dalekich zakątkach ludzkich umysłów. Przestrzeń, ogrom przestrzeni nad głową, pod stopami, dla której nie ma znaczenia, kim jesteś. Nie możesz latać, nawet gdy jesteś animagiem, nawet gdy jesteś ptakiem, w końcu wiatr, powietrze, pochłaniają życie, tak jak uczyniły to z nierozsądnym Icariusem. Obawiał się, że któregoś dnia wyjdzie i wróci, ale nie taki, jak powinien. Wróci niepoprawnie. Obawiał się utraty swojego daru prekognicji. — Rzeczywiście pachnie plastikiem — przytaknął Antoninuszowi, po czym miękkim spojrzeniem obrzucił Neila. — Nie musisz patrzeć. Rozumiał, że patrzenie na płonące podobieństwo swojego rodzica może nie być najprzyjemniejszym obrazem. Zamachnął się różdżką, tak jakby miał dekapitować istotę, ruchem ostrym i szybkim, wysuwając tułowie lekko do przodu, razem z krokiem. A wtedy z końcówki wytrysnął płomień, który uderzył zatrzymane w czasie i przestrzeni wynaturzenie. Okrutne, mechaniczne wycie poniosło się po pomieszczeniu, zacinając się, jak płyta na gramofonie, odtwarzając cały czas ten sam dźwięk, przerywając i rozpoczynając od początku, aż umilkło. Plastik topił się czarnym dymem, rozmazując pożyczone rysy twarzy manekina, ukazując puste wnętrze i pozytywkę z runami wewnątrz, jedyną metalową część oprócz guzików. Ogień był zbyt zimny, aby podpalić cokolwiek innego, czarny dym zakręcił się przy suficie i Morpheus zasłonił połą swojej szaty twarz, aby nie wdychać oparów. Pozostała tylko pozytywka. Rzut na Kształtowanie (N)
[roll=N][roll=N] RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Neil Enfer - 08.04.2024 Heh. Ta... Pomyślał jedynie na słowa Morpheusa. Nie boi się go, mhmmm. Teraz to wiadomo, że nie, ale jakby go zobaczył w obecnym stanie, wyglądającego jak chodząca śmierć, to może zmieniłby zdanie. Już nie mówiąc o tym, że ojciec jest zwiastunem tego, że gdzieś w pobliżu jest i matka, a ona potrafi wydobyć z siebie szatana i ogień jej się w oczach żarzy. Spojrzał zaskoczony na Morpheusa. Czemu miałby nie patrzeć? Przecież to tylko zagubione stworzenie unieruchomione do tego, całkowicie bezbronne... Wzdrygnął się widząc nagły ruch i czar za którym podążał krzyk istoty. Ostatnie czego się spodziewał to widok topiącego się ojca, nienaturalnego przez co jeszcze bardziej niepokojącego, bólu na jego twarzy. Im bardziej się topił tym bardziej przypominał obecnego siebie, zapadnięte oczy, zniszczona skóra, wymęczone policzki i czoło. Cofnął się o krok, zerkając na mężczyznę, który nawet nie raczył go uprzedzić co zamierza zrobić i dlaczego powinien zamknąć oczy. Gdyby wiedział, na pewno by się odwrócił, nie chcąc, aby wykręcona w cierpieniu mimika lalki towarzyszyła mu gdy tylko wspomni rodzica. Patrzył się na bałagan na ziemi zrobiony z jego własnego ojca, nie, to nie był jego ojciec, ale widoki na pewno dały powód jego wyobraźni do tworzenia coraz to nowych scenariuszy. Zacisnął zęby i dalej stał, grzecznie, w miejscu, w końcu nie powie przecież złego słowa na czarodzieja. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Isaac Bagshot - 08.04.2024 Skoro grupa miała wszystko pod kontrolą, Isaac pozwolił sobie na chwilę przerwy. Kucnął tam gdzie stał, zapalił papierosa i obserwował całe wydarzenie. Zdecydowanie były to sprawy rodzinne, więc w tym wypadku nie powinien się wtrącać. Morpheus i Anthony byli tak mocno teatralni, i tak bardzo wszysyko przeżywali, że poczuł się nieco rozczulony ich zachowaniem. A Neil? Cóż, Bagshot wiedział, że chłopak na pewno nie jest aż tak wystraszony na jakiego wygląda. Zapewne był twardszy niż dwaj starsi panowie. A samopiszące pióro? Notowało z zawzięciem. -Panie Longbottom, organki zostawiamy? - Zapytał z przekąsem i uśmiechnął się lekko pod nosem. Zaciągnął się papierosem i skierował wzrok na stopionego manekina. Co jeszcze ich dzisiaj czeka? RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Anthony Shafiq - 09.04.2024 Wszyscy jesteśmy aktorami, a świat jest sceną, na której mamy tylko jedną szansę by wystawić sztukę naszego własnego monodramu. Ze scenariuszem od Losu, bez suflerów, bez szansy na powtórzenie ujęcia... Anthony niegdyś był mniej egzaltowany, stonowany, pilnujący gestów i mimiki. Szybko odkrył, że ludzie nie czuli się z tym zbyt komfortowo oraz co gorsza – szybko o nim zapominali lub nie zauważali go w tłumie. I o ile nie zależało mu na uwadze wszystkich, to jednak warto było utkwić w pamięci kilku wpływowych osób. Maska dandysa przylgnęła mu do twarzy, zszyła się z nią latami praktyki i zabawy własnym wizerunkiem aż wyszedł wychudły, bladolicy twór o ostrym umyśle przesłoniętym koronkowym żabotem i wysokim cylindrem. Miał też okulary, ale te zachowywał na wyjątkowe okazje. Dziś nawet ich nie założył mimo ostrego słońca rano. Przecież teraz padało. Czyżby zaraził się darem prekognicji? Westchnął głośno i kilkukrotnie strzepnął okruchy magii z różdżki jak strzepuje się rtęć z termometru. Jego twarz wykrzywiało wciąż niezadowolenie. Drastycznie nie lubił tych chwil, gdy coś mu nie wychodziło. Z resztą, któż lubił takie momenty? – Szkoda, że to nie był bogin. Pamiętasz Lozannę? Ten wypchany niedźwiedź wciąż prześladuje mnie w snach. – tak jakoś wychodziło, że podział utrwalany w Isaacowych notatkach był również głęboko wyryty w głowie Anthony'ego, który asystentów traktował... jak asystentów. Oto dwaj starzy przyjaciele wyjechali na Safari a ich młodzi adiutanci noszą im bagaże. Tylko zamiast lwa próbując upolować mały zameczek. Ekscytujące. – Gdzie teraz potencjalny przyszły właścicielu? Może większa z wież skoro odblokowaliśmy już do niej dostęp? – zasugerował rozglądając się po otoczeniu. Na halu za jego plecami uformowało się już całkiem niezłe bajorko czekające tylko na demoniczne kaczki. [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cf/bf/77/cfbf7700d68238fddf7fc37cc2afbf62.jpg[/inny avek] RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Morpheus Longbottom - 09.04.2024 Decyzja o nawiedzonym instrumencie przyszła szybko, nie był koneserem tego typu sztuki, a muzycznie dźwięk brzmiał ordynarnie i zdecydowanie zbyt głośno. Jeśli chciałby, aby Anthony mu grał, kupi sobie fortepian z klawiaturą z kości słoniowej. — Zamówić klątwołamacza i sprzedać — zadecydował, wyciągając z kieszeni rękawiczki z miękkiej skórki króliczej, barwione na czarno. Czubkiem buta rozkopał roztopioną bryłę manekina i wyjął z niej pudełko, które tworzyło dźwięk i zaczął je oglądać. Metalowe, przetrwało ogień z ledwie smugami sadzy i przyklejoną skorupą z plastiku, zastygniętego w czarną breję. Stuknął w nie różdżką, a pudełko znów zaczęło mówić: Tego się nie... Morpheus ponownie stuknął w nie i zamilkło. Antoniusz mógł rozpoznać głos nestora rodu Longbottom. Niewymowny parsknął, rozbawiony i odstawił pudełeczko na Calliope. Na wspomnienie Lozanny i niedźwiedzia, twarz Morpheusa okrył welon obrzydzenia. Zmarszczył czoło i nos, zmrużył oczy, a usta skrzywiły się wyraźnie. Przebiegł go też dreszcz, który nie pochodził od lekko wilgotnego z wierzchu ubrania. Lozanna była... Na szczęście zakończona, z zamkniętym rozdziałem, z Diukiem dosłownie, za swoje czarnoksięskie praktyki. — Cała Lozanna znajduje się wysoko na liście najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie widziałem — odrzekł z humorem. — Niech będzie wieża. Może znajdziemy jakąś księżniczkę. Byle nie smoka, chociaż ciebie by to ucieszyło, czyż nie? Przeszedł do Neila i ułożył mu rękę na ramieniu pocieszająco. Zastanawiał się przez chwilę, jak dziwna jest ta wycieczka dla kogoś, kto raczej stronił od całkowicie magicznych społeczności i wzbraniał się przed asymilacją, nawet poznali się całkowicie przypadkiem, w mugolskim barze. Dopiero śledztwo wskazało na to, że córka właściciela chodzi do Hogwartu i też jest mugolaczką, jak Neil, dlatego miejsce stało się celem ataku Śmierciożerców. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Neil Enfer - 09.04.2024 Całe to doświadczenie było dla niego szalenie dziwne. Spotkanie własnego ojca z czasów gdy był zdrowy, z czasów które ledwo pamięta, było nietypowe i niespodziewane, choć wiedział, że to nie jego ojciec. Gorze było palenie go, przypomniało mu o tym, że w domu z jego zdrowiem jest coraz gorzej, że zioła są jak plaster na krwawiącą ranę po urwanej nodze. Cieszył się nawet, że niespecjalnie zwracano na niego uwagę. Był dodatkiem, w końcu kim innym miałby być? Przyjacielem Morpheusa? No już na pewno nie kochankiem. Był po prostu asystentem do otwierania drzwi. Mimo wszystko słuchał historii, których nie rozumiał i najpewniej nie rozumie, bo czuł, że gdyby dopytał, to albo byłoby to tajemnicą, albo zbyt długą historią do opowiadania. Zerknął wiec na Morpheusa, na jego dłoń i skinął mu głową chcąc dać znać, że wszystko w porządku. Ot tylko widział, jak jego ojciec jest spalany żywcem, nic wielkiego, typowa środa po pracy. Cała wycieczka od początku mu się nie podobała, najpierw przez obecność tego napuszonego jegomościa, co dzisiaj zachowywał się nieco milej niż w szpitalu. Wcześniej o tym nie myślał, ale dlaczego tak było? Czyżby Morpheus zwrócił mu uwagę wtedy? Może sam wzbudził w nim jakieś uczucie współczucia, kiedy wrócił z oczyma i nosem czerwonymi od róży, jakie przyniósł do szpitala, nie, gdzie tam, taki człowiek nie miałby wyrzutów sumienia z taki pierdołowatego powodu, jak utrudnienie życia jakiemuś szaraczkowi. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Isaac Bagshot - 10.04.2024 Isaac wstał z kucek, wsadził papierosa do ust i złapał samopiszące pióro oraz notatnik: Organki - na sprzedaż zanotował i przeciągnął się, przy okazji zaciągając papierosem. Widząc, że cała ferajna była gotowa do drogi, wyrzucił niedopałek i raźnym krokiem ruszył za wszystkimi, nie chcąc się ociągać. Kiedy jednak skierowali się w stronę wieży która prowadziła do kolejnej części posiadłości, coś mu się przypomniało. -Panie Shafiq? Chciałbym chwilę z panem porozmawiać jak już skończymy. - Powiedział, patrząc uważnie pod nogi, kiedy przeszli przez drzwi i weszli na schody. Stopnie wyglądały na stare, zniszczone i zaniedbane, więc bardzo łatwo było o wypadek. Korytarz który piął się w górę był dość wąski, więc cała czwórka musiała iść gęsiego. Po lewej stronie schodów mijali wiszące obrazy, jednak każdy z nich zakryty był bordową płachtą, której za żadne skarby nie dawało się zsunąć. Po drugiej stronie widniały gołe cegły, czarna wilgoć oraz dziwne napisy namalowane czerwona farbą: "2137" , "JP", "JP2GMD" oraz "Karola nie ma w domu talerzy bo dom talerzy bo dom talerzy jest zamknięty". Cóż to wszystko mogło znaczyć? Szli w ciszy, która powodowała lekki niepokój. Dlaczego nagle zrobiło się tak cicho? I dlaczego szli już dobrą minutę, jednak nadal nie dotarli do szczytu schodów? Dlaczego słychać było jedynie ich kroki, a oprócz tego żadnych innych dźwięków, takich jak na przykład skrzypienie tych starych, rozpadających się schodów? Tyle pytań, zero odpowiedzi! Isaac nie potrafił jednak iść w ciszy, więc zaczął mówić: - Grupa żądnych przygód kamratów, przyciągnięta ciekawością i pragnieniem wrażeń, postanowiła przeciwstawić się ostrzeżeniom i zbadać niszczejące wnętrze opuszczonej rezydencji. Na czele całej grupy stał odważny i nieustraszony Morpheus, który… - Na początku głos Isaac'a był bardzo wyraźny, jednak z sekundy na sekundę, Morpheus, Neil i w końcu Anthony, zaczęli słyszeć go coraz słabiej.-... za wszelką cenę chciał odkryć najciemniejsze zakamarki budowli. Tuż za nim… - Neil, który szedł za Mopheusem, mógł mieć wrażenie, jakby obaj oddalali się od siebie coraz bardziej. - … równie nieustraszony i zawsze patrzący trzeźwym okiem na sytuację, szedł Neil. Anthony, jako mózg całej wyprawy, zaplanował dokładnie w jakie… - Wspomniany Anthony już sam nie mógł być pewien, czy plecy Neila nikną mu w oczach z powodu ciemności, czy może braku okularów. Coś było nie tak. Nawet Isaac zamknął w końcu jadaczkę, nie do końca rozumiejąc co się dzieje. Czterech śmiałków, którzy jeszcze przed chwilą szli ramię w ramię (no prawie, ponieważ szli jeden za drugim), nagle spostrzegło, że dzieli ich od siebie dość spora odległość, a wokół zapanowała dziwna ciemność. -STÓJ! - Krzyknął nagle wysoki, kobiecy głos. Kiedy mężczyźni się zatrzymali, schody nagle zaczęły spadać! Jeden po drugim, niczym domino, łamały się same z siebie i zapadały w czerniejącą głębię! Zanim jednak zdążyli pomyśleć, zanim wyciągnęli różdżki, wszystko nagle ustało. Kiedy już naprawdę myśleli że spadną, okazało się, że stopnie na których akurat stali, utrzymały się pod ich stopami. Każdy z nich miał do dyspozycji po dwa schodki na których musiał ustać, jeśli nie chciał spaść w niezbadaną czerń. Odległość jaka ich dzieliła była zbyt duża, aby mogli się dotknąć, jednak na tyle mala, że mogli się słyszeć, jeśli będą komunikowali się odpowiednio głośno. -No, no! Kogo my tu mamy? Goście? - Głos z przed chwili, zabrzmiał tuż przy uchu Morpheusa. Płachta zakrywająca jeden z obrazów spadła na jego dwa mizerne schodki, a jego oczom ukazała się starsza czarownica.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Anthony Shafiq - 10.04.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cf/bf/77/cfbf7700d68238fddf7fc37cc2afbf62.jpg[/inny avek] Wyraźnie odetchnął z ulgą, gdy Morpheus zakomenderował sprzedanie upiornej maszyny. Jej obecność w nowym domostwie zawsze stwarzała okazję, że ktoś chciałby poruszyć mechanizm, dać wybrzmieć źle wyprofilowanym piszczałkom.
Słowa Isaaca zaciekawiły go na tyle, by puścić tak Morpheusa i Neila przodem po schodach, a samemu skupić się na swoim stazyście. – Coś nie tak?– zapytał cicho, póki jeszcze byli obok siebie. Twarz miał zatroskaną, przejętą nawet wobec okoliczności spotkania z upiorną machiną. – Jak wnosisz w ogóle tę posiadłość? Podoba Ci się moje sąsiedztwo? – nie podnosił tonu, raczej szeptał, ale też jeśli Isaac zechciał mu odpowiedzieć, a w tej odpowiedzi pojawiłoby się cokolwiek nie po jego myśli uciąłby ją natychmiast, na wypadek, gdyby pewien jasnowidz swoim Trzecim Okiem zamierzał ją podsłuchiwać. Anthony, pomimo licznych opowieści, nie był do końca pewien jak to działa na krótkim dystansie, wierzył jednak, że jeśli podejmie zdecydowaną decyzję w tej nitce czasowej, to w każdej zachowałby się tak samo. Wchodząc ku górze pozwolił sobie na jeden bardzo krótki komentarz: – Wszyscy już wiemy gdzie schowasz swoje tajemnice Longbottom, moja noga postanie na szczycie tej wieży dzisiaj pierwszy i ostatni raz, na bogów, może zamontujemy tu windę, błagam powiedz tak... – mówił to z zadyszka, jego słabe serce, czy może chroniczny brak dbania o kondycje, odezwały się teraz bardziej niż podczas wędrówki po parterze. Dlatego też dystans jaki tworzył się między nim a Neilem zdawał się być oczywisty. Jakież było jego zdziwienie gdy okazało się, że Isaac zamykający stawkę badaczy tajemnic jest... równie daleko. Przylgnął do ściany słysząc głos, oddychał ciężko i ostatecznie wyciągnął różdżkę, którą najwidoczniej trzeba było w tym miejscu mieć zawsze przy sobie: – Somnia trzymasz się?! Nie patrz w dół. Skup się na dotarciu do schodów ja... spróbuję ściągnąć dywan.– Krzyknął w przestrzeń wysoce niezadowolony z faktu, że nie wpadł na tą magiczną "windę" wcześniej. – Accio dywan! – krzyknął, licząc, że uda mu się ściągnąć tą materiałową platformę ze swojego domu. W końcu to nie było aż tak daleko... Translokacja na przyzwanie latającego dywanu
[roll=O][roll=O] RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Neil Enfer - 10.04.2024 Czemu sobie to robili? Nie rozumiał, nie widział w tym sensu. Czy dom małą ilość razy powiedział im, że mają się wynosić? Już co najmniej dwa razy! Może oni żyją myślą, że do trzech razy sztuka. Z drugiej strony oni pewnie by powiedzieli, że po trzech to się resetuje i można od nowa. Skupił się na schodach, noga za nogą, jedna, druga, jedna, dru... Co? Co on w ogóle gada? Słysząc, jak głos... Shot Baga się oddala, zatrzymał się i obejrzał przez ramię chcąc go pogonić i przerwać ten wodospad głupot, jakie chudzielec wygadywał. Nieustraszony Morpheus, mhmmm, żeby widział jak bardzo się boi, że świat dowie się z kim sypia. Patrzący trzeźwym okiem Neil? Chciałby umieć zachować trzeźwość, a nie zawsze dramatyzować pod wpływem emocji. Anthony to mózg wyprawy? On takiego mózgu nie chciał mieć, wolał swój może i idealnie gładki, ale chociaż empatyczny. Schody zniknęły, a on zrozumiał, że trochę jest daleko od innych jegomościów. Rozejrzał się dookoła, gdy ciemność pochłonęła stopnie, ale nie to przykuło jego uwagę, a baba i to z obrazu... To był moment gdy Neil się załamał. Oddychaj, oddychaj, na spokojnie. Spojrzał jeszcze na Anthonyego, co to był wyraźnie spanikowany. Zazdrościł mu może tego, chciałby być tak emocjonalny w tej chwili, ale był zwyczajnie zmęczony. No i kim do cholery była Somnia? Insomnia? Morpheus? I właśnie dlatego nie wychodzi z domu. Sapnął przetyrany i pochylił się, chcąc sprawdzić dłonią czy na pewno zostały im tylko dwa stopnie, czy jednak schody dalej są na miejscu, ale są zwyczajnie niewidzialne. RE: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Morpheus Longbottom - 11.04.2024 Jasnowidzenie miało jedną, przeogromną wadę (oprócz wielu innych wad, nierelewantnych w tym momencie, jak łatwość popadania w uzależnienia), widzisz nawet wtedy, gdy masz zamknięte oczy. W przypadku Longbottoma zadziałało to jako młyn samonapędzającej się histerii. Niewymowny panicznie bał się wysokości i o ile schody przed upadkiem ich, stanowiły niedogodność, którą zamierzał zaaranżować w trakcie remontu tak, aby zapewnić sobie komfort, tak wątłe podparcie i magicznie rozszerzona przestrzeń wywoływały w nim zimne poty i nienaturalną bladość. Morfeusz miał kolor świeżego wapna, zaciśnięte oczy i palce jednej dłoni wczepione w kawałek ściany, do którego próbował przylgnąć. Szumiało mu w uszach, a wizje, głównie lękowe, tylko wprawiały serce w jeszcze większe palpitacje. Oto jak umrze Niewymowny Longbottom, podczas zwiedzania nieruchomości, na zawał, z powodu strachu przed wysokością. Co prawda Morfeusz zapowiadał swoją śmierć przynajmniej trzy razy w tygodniu, a jako nastolatek mówił nonszalancko, że umrze młodo, ale tym razem miał wrażenie, że Anthony będzie musiał wejść w rolę egzekutora ostatniej woli czarodzieja. Na dodatek jeszcze to. Okropny głos, uczucie oddechu na karku, płachta, która zajmowała zbyt dużo miejsca na schodku, utrudniając pewnie stanięcie w przestrzeni. Teraz rzeczywiście potrzebował swojego rycerza na białym koniu. Albo wilkołaka na ratunek. — Czy jeśli panią pocałuję, to zmieni się pani w księżniczkę? — zapytał, próbując być dowcipnym, pewnym siebie, ale absolutnie nie brzmiał tak, jak zwykle. Uleciał z niego wola walki, brawura. Pozostałe jedynie strach. Nawet nie próbował rzucić zaklęcia i zapomniał, że może się po prostu teleportować gdzieś indziej. |