![]() |
|
[21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają (/showthread.php?tid=3099) |
RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Bard Beedle - 08.05.2024 Erik, przeglądając rzeczy i meble, natykał się głównie na przedmioty do wyrzucenia. Część sprzętów natomiast dało się bez wątpienia jeszcze wykorzystać, a same pomieszczenia niekoniecznie wymagały generalnego remontu. Przegrzebując wszystko natknął się głównie na jedno znalezisko, które nie byłoby pewnie niczym, na co zwróciłby uwagę, gdyby nie okoliczności towarzyszące – upiorne rysunki oraz dzienniki znalezione przez Morpheusa, sugerujące, że członkowie rodu umierali w dziwnych okolicznościach. Był to fragment artykułu, pożółkły już, pochodzący zapewne z Proroka Codziennego. Trwają poszukiwana Justine Julius (l.21), jednej z czterech córek Ignasia i Amelie Juliusów. Panna Justine była ostatni raz widziana podczas przyjęcia, które trzy tygodnie temu zostało wyprawione w rodzinnej posiadłości w zeszłą sobotę. Nie została odnaleziona po zabawie w chowanego, którą zorganizowali uczestnicy. Gdzieś na piętrze czekało jeszcze jedno znalezisko: była to prawdopodobnie praca szkolna jednego z dzieci na historię magii, ponieważ wetknięto ją do zapomnianego podręcznika. Znajdowało się w nim drzewo genealogiczne rodu Juliusów, sięgające kilka pokoleń wstecz. Juliusowie byli spokrewnieni z różnymi rodami czystej krwi – nic nadzwyczajnego. (To zresztą też mogło wyjaśniać, czemu pamięć o Juliusach znikła stosunkowo łatwo, a domu nikt nie przejął.) Także z tymi, które już wymarły, jak Fleamontowie czy Gampowie. ![]() /Bard nie kontynuuje rozgrywki. Możecie powymieniać się jeszcze spostrzeżeniami albo zakończyć sesję – ciąg dalszy na II etapie./ @Erik Longbottom @Morpheus Longbottom @Patrick Steward RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 12.05.2024 Czasem to właśnie wnętrza, które wydawały się względnie zdatne do zamieszkania, były tymi którymi należało się dokładniej zająć. Bądź co bądź, gdyby wszystkie meble nadawałyby się do wyrzucenia lub do spalenia w piecu podczas jednej z jesiennych czy zimowych nocy, opróżnienie poszczególnych pomieszczeń zajęłoby im o wiele mniej czasu. Nie trzeba by było dwa razy zastanawiać się nad tym, czy dana szafka, czy element wystroju jeszcze się przyda. Wiele wskazywało jednak na to, że Księżycowy Staw nie wymagał kompletnego remontu od A do Z, a bardziej... odnowienia? Odświeżenia, pomyślał Longbottom, przedzierając się przez kolejne mniej lub bardziej interestujące znaleziska.
W pierwszym pokoju w jego ręce wpadł urywek artykułu z Proroka Codziennego, toteż Erik wsunął go do kieszeni, zanim ruszył do kolejnego pomieszczenia. W pewnym momencie uniósł głowę znad stosu książek ułożonych w małą kolumnę, gdy ciszę panującą na piętrze przerwał głos Morfeusza. Wzdrygnął się na jego słowa. Nie wiem, którą siostrę pochowałam? Okropnie to brzmiało. Longbottom już miał wrócić do reszty swoich towarzyszy, gdy w oko wpadła mu książka znajdująca się mniej więcej w połowie wieżyczki z podręczników. A konkretnie to wystająca z niej z obu stron płachta pergaminu. Erik wysunął ją ostrożnie i dopiero wówczas przeszedł do Patricka i Morfeusza. — Nie mieli zbyt dużo szczęścia — skomentował bezwiednie, wygładzając pergaminową kartę o kolano, aby zaraz rozłożyć ją na wierzchu szafki w korytarzu. — Z czterech rodów z najstarszego pokolenia ostał się jeden. O Gampach czy Fleamontach ledwo się już słyszy. Jak widać, Juliusowie wymarli, więc w sumie pozostali tylko Traversowie od strony Leony. — Stuknął parę razy palcem w nazwisko kobiety, po czym przesunął je na Katherine powiązaną z Romulusem. — No, chyba że jeszcze ją do tego liczymy. Abbottowie też się dalej trzymają. Erik nie był ekspertem z dziedziny magicznej genealogii, jednak przez liczne bankiety i spotkania socjety, jakie odbywały się w murach Warowni, zdołał osłuchać się z najpopularniejszymi nazwiskami. Niektórzy czarodzieje, zwłaszcza ci nieco starsi, zwykli się czasem chwalić, że wywodzili się z wymarłych już rodów, jednak w dużej mierze traktowano to jako ciekawostkę. Ciekawiło go, z czego wynikało małżeństwo Ignasiusa i Amelii. Chęć połączenia dwóch prominentnych wówczas rodów? Prawdziwa miłość? Spora liczba dzieci mogła na to wskazywać. Niektóre małżeństwa z trudem doczekiwały się jednego dziedzica czy dziedziczki. — Dziwią te imiona ''Guinevre'' i ''Genevieve''. Tak z marszu ciężko by było je rozróżnić — rzucił, smakując na języku brzmienie obu imion. Zmarszczył czoło. — Ale... Morfeuszu, wspominałeś o jakiejś Lydii, prawda? Nie widzę jej tutaj. — Spojrzał na drzewo genealogiczne. — Myślicie, że to jakaś... przyjaciółka? Kuzynka? Imię jednej z bliźniaczek nie mogło opuścić jego głowy. Zwłaszcza Guinevre wydawała mu się przedziwna. Guinevere, Gwen, Ginny - te formy wydawały mu się prostsze, a przy tym bardziej popularne. Guinevre? Zdecydowanie nie wpadało tak łatwo w ucho. Dziwiło to, tym bardziej że reszta rodzeństwa miała zdecydowanie bardziej standardowe imiona. Zmiana w ówczesnej modzie? — O ta — postukał palcem o ''Justine Julius'' — Podobno zaginęła podczas bankietu w posiadłości. Wyciągnął znalezioną wcześniej notkę i odłożył ją na blat. RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Morpheus Longbottom - 14.05.2024 Trójka mężczyzn zebrała się więc nad dowodami zbrodni, nad tajemnicą, która bardziej należała do przeszłości niż przyszłości, ale nie brzmiała też jako morderstwa dokonane z zimną krwią w sposób mugolski. Nawet Morpheus, niewprawny w pracy detektywistycznej, widział rozrzucone nici babiego lata, które odpowiednio złapane, miały tworzyć sieć pająka, ze sprawcą w centrum. Może zabrałby to do Departamentu Tajemnic, pobadał, jednakże sprawa miała się nieco inaczej, gdy w grę wchodziło to miejsce jako przyszła siedziba Klubu Czytelniczego. — Może czytali ją po francusku? Wtedy brzmią zgoła inaczej. Myślę, że któraś z bliźniaczek była autorką tych bohomazów. Zastanawia mnie ta tańcząca kobieta. Nie pasuje do całości... — rozmyślał na głos Morpheus, widocznie podekscytowany całą eskapadą. Trochę było to groteskowe, biorąc pod uwagę, jak wiele młodych żyć zostało straconych w Księżycowym Stawie, jak wiele tragedii nosiły w swoich murowanych kościach te przestrzenie, ale nie mógł nic na to poradzić. Nie była to dziwna fascynacja śmiercią, chociaż ta też w nim istniała, chociaż Erik nie mógł pamiętać, jak ogłaszał wszem wobec, że umrze młodo. Coś mu nie wyszło, biorąc pod uwagę siwiznę. Zgodnie jednak z archetypem Niewymownego, interesowało go wszystko, co inne, co tajemnicze i niewyjaśnione. — Nie wiem, kim ona jest, pojawia się jedynie w dzienniku Estelli. — Podzielił się z nimi fragmentami pamiętnika młodej kobiety, które wzbudziły jego zainteresowanie. — Córka służby? Przyjaciółka z domu? Z tego wynika, że Galahad Bulstrode był wieszczem i widział... czy raczej nie widział przyszłości Justine. To oznacza, że nie żyje, musiała zginąć niedługo po incydencie z dziennika. Nie widzimy przyszłości martwych. Niestety obawiam się, że zanim zaczniemy znosić tutaj swoje tajemnice, trzeba pozbyć się tych starych. Popatrzył na Patricka i Erika. Czy mieli coś jeszcze, co uzupełni historię? RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Patrick Steward - 20.05.2024 Patrick zmrużył oczy spoglądając na przyniesioną przez Erika kartę. Wychodziło na to, że Thomas zginął jako mały chłopiec a Bastian popełnił samobójstwo po śmierci narzeczonej. Przynajmniej w teorii. ''Guinevre'' i ''Genevieve'' brzmiały dla niego jak idealne imiona dla bliźniaczek jednojajowych. Na pierwszy rzut oka podobne, łatwe do zmylenia, zupełnie inne gdyby je odpowiednio przeczytać. - Czystokrwiste rody wymierają śmiercią naturalną – zauważył cicho, nie do końca zgadzając się z teorią dotyczącą braku szczęścia. Same skazywały się na ten brak szczęścia, kurczowo łapiąc za teorię o czystości krwi. Już ona jedna mocno zawężała szanse na znalezienie przyszłych kandydatów na mężów lub żony (w dodatku takich, którzy nie byli swoimi kuzynami). A do tego przecież dochodziły jeszcze nieszczęśliwe wypadki, bezpłodność, klątwy i choroby. Tym więcej chorób psychicznych, im bliżej się krzyżowali między sobą. Czy to nie przez to wymarli Gauntowie? Mieszanka genetyczna Juliusów też mogła być dość… mroczna i nieść ze sobą niepokojące skutki. – Thomas zmarł jako niemowlak. Bastian mógł się zabić. Justine zaginęła. Na co umarły bliźniaczki? O ile rozumiem to jedna zmarła przed drugą. I Estella? Estella zmarła ostatnia. - Czy ona oszalała? Steward zabębnił palcami o własne udo. Trochę za szybko obrócił głowę w stronę Morpheusa, gdy ten powiedział: „Nie widzimy przyszłości martwych”. Zwilżył językiem dolną wargę, niemal od razu myśląc o wyrzuceniu z siebie głucho brzmiącego: popatrz na mnie, popatrz na mnie i powiedz mi, czy coś widzisz. Jakie to byłoby proste usłyszeć od razu odpowiedź. I jak bardzo ostateczne, gdyby Longbottom nie dostrzegł przy nim żadnej przyszłości. Może zamiast Sebastianowi, trzeba było powiedzieć Florence? Na myśl o niej, Patricka coś ścisnęło w środku. - Lydia mogła być siostrą Mary. – Albo matką. RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 21.05.2024 Usta Longbottoma ułożyły się w literę ''o'', gdy Morfeusz wspomniał o francuskiej wymowie. Faktycznie, było to jakieś wytłumaczenie. Chociaż nie można było też oczekiwać, że wszyscy, którzy obcowali z Juliusami, kalali język obcym akcentem. Skoro jemu się myliły bliźniaczki, to może w przeszłości było to podobnym problemem? Czy był to trop, jakim warto było podążyć, a może zwykły przypadek?
— Na pewno coś musiało się wydarzyć blisko śmierci jednej z bliźniaczek. Co wcześniej powiedziałeś? — Zerknął kontrolnie na Morfeusza. — Jak mógł to zrobić? Szkoda, że tego nie doprecyzowała. Wprawdzie wiarygodnych wytłumaczeń nie jest zbyt wiele, ale margines błędu dalej jest całkiem spory. Mogła narzekać na kogoś odpowiedzialnego za przygotowanie ciała do pogrzebu. Chociaż wygląda mi to raczej jak przytyk w stronę winnego albo odpowiedzialnego za tę tragedię. Skinął głową na słowa Patricka. Chociaż parę rodzin czystej krwi dalej pozostawało dosyć licznych, tak grono wielopokoleniowej arystokracji szczuplało z każdym minionym pokoleniem. Zmiany społeczne i nieuniknione wpływy z mugolskiego świata sprawiały, że coraz trudniej było znaleźć odpowiednich kandydatów dla swoich synów i córek, jeśli faktycznie dbało się o to, aby krew pozostawała nieskazitelnie czysta. Z biegiem czasu niektóre rody zaczną akceptować małżeństwa z przedstawicielami pół-krwi na równi z czystą. Rynek matrymonialny zdecydowanie nie był łaskawy dla konserwatystów. No, chyba że nie interesowały ich plotki i byli w stanie ignorować nieprzyjemne żarty o chowie wsobnym. — Juliusowie zgromadzili w swoim drzewie genealogicznym członków potężnych rodów. Ciężkie dziedzictwo, a skoro mamy tutaj do czynienia z jasnowidzeniem... Merlin jeden wie, co jeszcze mogło się tam przyplątać. Ekhm... Dystrybucja darów mogła być dosyć hojna. — Podrapał się po szyi. Dziwiło go to, że cykl niefortunnych przypadków zaczął się od najmłodszego pokolenia. — Może dopadła ich jakaś klątwa? Przepowiednia? To nieco nienaturalne, że tak po prostu odeszli w zapomnienie. Zamyślił się na chwilę. — Oczywiście, trudno wykluczyć przypadek lub czynnik ludzki, ale... Gdyby chodziło tutaj o jakieś zaszłości z innymi rodzinami czy to, że stali się celem, to ktoś przejąłby tę rezydencję i zasoby Juliusów. Rodowa posiadłość to dalej rodowa posiadłość. Zwiększa wpływy w społeczności. A zamiast tego przechodziła przez lata z rąk do rąk, tracąc na wartości. Czy dywagacje trójki mężczyzn pozwoliły im chociaż trochę zbliżyć się do rozwiązania zagadki Księżycowego Stawu? Znalezienie drzewa genealogicznego, jak i listów jednej z młodszych kobiet z rodu na pewno dało im dostęp do cennych informacji, jednak czy uda im się je wykorzystać? A może dopiero konsultacja z innymi osobami przebywającymi na terenie porzuconej do niedawna posiadłości miała rozjaśnić im nieco kwestię pierwszych właścicieli rezydencji? Erik westchnął cicho, cierpliwie słuchając ewentualnych komentarzy Morfeusza i Patricka. Co by nie było, wydarzenia te miały miejsce już jakiś czas temu. Mało prawdopodobne, aby i im miało przydarzyć się w tych czterech ścianach coś złego, czyż nie? Hehe. He. He. Niech Merlin ma ich wszystkich w swojej opiece. Koniec sesji |