![]() |
|
[22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko (/showthread.php?tid=3239) |
RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Thomas Figg - 29.05.2024 Chaos, to co się działo to był istny chaos. Thomas wiedział, że taki właśnie był ich zamiar, ale teraz nie był do końca pewien czy w aż takim stopniu to wszystko zaplanowali. Choć z tego co pamiętał słowa Millie miały właśnie taki przekaz. O niczym więcej nie zdołał pomyśleć, bo wyczarowana kołatka zaczęła go bić po głowie. - Tak się bawić nie będziemy - warknął chcąc rozproszyć magię ,która sprawiała, że wyczarowany przez niego "instrument" obrał sobie za cel jego własną głowę. Rozproszenie na kołatkę [roll=Z] Wtedy też zauważył coś istotniejszego. Masywne drzwi, które drugi Thomas zdjął z zawiasów zaczęły ścigać młodą pannę Moody - zupełnie jakby zaczęła się wielka zabawa w berka przygniatanego. Nie namyślał się nawet, to nie był czas na dywagowanie nad tym, co można i co trzeba było zrobić, po prostu zadziałał instynktownie jak to on - nie mógł przejść obojętnie obok kogoś kto potrzebował pomocy, a Millie zdecydowanie pomocy z drzwiami potrzebowała, według jego szybkiej oceny. Rozproszenie na latające drzwi [roll=Z] RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Millie Moody - 29.05.2024 Moody byłaby kurwa zajebistą szukającą jakiejś super profesjonalnej drużyny. Może nie oszukiwała jak Nottowie, może nie miała tyle hajsu, żeby było ją stać na najlepsze miotły, ale miała kurwa serce po właściwej stronie. Kochała szybkość, kochała ten pęd który rozwiewał jej włosy i miała zajebiście dobry refleks. Choć umówmy się, do drużyny dołączyła tylko i wyłącznie z powodu brata, dawało jej to tyle frajdy i takie przepłukanie adrenaliną, że co jakiś czas żałowała, że nie zajmowała się tym na co dzień. Tymczasem Polterek (Poltunio, jak go pieszczotliwie nazywała w głowie) w końcu ją zauważył i postanowił miotnąć w nią drzwiami. Zupełnie jakby nie wiedział (w sumie nie wiedział, no bo skąd), że nie takie numery z Millie, że czmyhała i gorszym tłuczkom w swojej karierze. Teraz jednak jej obrońca był gdzieś na dole i zmagał się z innymi problemami, ale ona nie byłaby Moody, żeby nie potrafiła sobie poradzić sama. Zebrała elektryczne iskry (ofc, żadna klątwa pani kochana bardowa, tylko metaforycznie tak piszę) i smagnęła w drzwi, aby rozjebać o ścianę tak by nikogo nie uszkodzić. Translokacja IV na drzwi
[roll=PO][roll=PO] – STRYCH RUCHY!!! – ryknęła – BĘDĘ PIERWSZA ETERYCZNY KUTAFONIE! – swoimi udami mogłaby orzechy łuskać, przykleiła się do trzonka miotły utrzymując azymut na pułapkę. Z jej bladej twarzy nie schodził szeroki drapieżny uśmiech. Takich rozrywek nie mieli w Lecznicy Dusz, o nie! RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Thomas Hardwick - 30.05.2024 No dobra, pomysł z pozbyciem się balonów mógł zostać trochę lepiej przemyślany, jednak podziałało. Co prawda Thomasa na chwilę zamroczyło, przez co przez krótką chwilę nie miał pojęcia co się wokół dzieje, szybko jednak spróbował odzyskać rezon. Na razie duch postanowił zająć się innymi, co dało mu chwilę, by szybko chwycić wcześniej przywołaną miotłę. Nie chciał zostawiać Millie sam na sam z duchem, a szanse na jej dogonienie na piechotę, były cóż, różne. Nie był może tak szybki jak ona i pewnie nigdy nie osiągnąłby poziomu profesjonalnego, zresztą, quidditch traktował zawsze jako dobrą zabawę, raczej nic więcej, nie oznacza to jednak, że jego umiejętności zaśniedziały. Wsiadł na miotłę, po czym ruszył za Moody, której widać teraz uczepił się poltergeist. Plusy? Działo się to zgodnie z planem. Minus? Latające drzwi to raczej coś, czym nie chciał dostać przez łeb,dlatego musiał się na chwilę zatrzymać, gdy trzasnęły o ścianę. Potem jednak znów ruszył w pogoń. Rzut na translokację na dogonienie Millie [roll=N] [roll=N] RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Erik Longbottom - 31.05.2024 Poltergeist, jaki był, każdy doskonale widział... Psotny, denerwujący i ponad miarę wręcz rozbawiony całą sytuacją, w jakiej się znalazł. Zachowywał się tak, jakby starcie z czterema oponentami było dla niego co najwyżej zabawą niż poważnym zagrożeniem. Taka była jego natura, że wszystko traktował jak grę? A może po prostu nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, jakie na niego czyhały, gdy tylko połknie haczyk i pomknie za Moody na górę?
Chociaż Erik nie zdołał powstrzymać zaklętej kołatki przed wykonaniem kilku celnych uderzeń o głowę Figga, tak postanowił zrobić coś innego - przywrócić ją do porządku za pomocą magii rozpraszającej. Widząc, że Thomas sam próbował rozwiązać problem, co niestety mu się nie udało, Longbottom wziął sprawy w swoje ręce, aby pozbyć się tego natręctwa. Wprawdzie było to irytujące, że nie mogli skupić całej swej uwagi na jednym duszku, jednak... Prędzej czy później skończą mu się pociski i go dorwą, czyż nie? (Rozproszenie) Unieszkodliwienie kołatki, która atakuje Thomasa
[roll=N]Potem kilka rzeczy wydarzyło się po kolei: poleciał ku niemu odłamek poręczy, który jednak doleciał jedynie do podeszwy jego butów oraz... balony zaczęły pękać, drażniąc jednocześnie uszy Longbottoma. Wzdrygnął się na ten nagły trzask, kuląc się na chwilę w sobie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że ich przeciwnik posłał w ich stronę kolejną porcję balonów, tylko po to, aby zaraz skupić się na pannie Moody. Longbottom już szykował się do rzucenia kolejnego przeciwzaklęcia, aby unieszkodliwić drzwi, które poleciały w jej kierunku, jednak... Wcale nie musiał tego robić. Millie poradziła sobie z tym doskonale.
Gdy rozpoczął się dziki bieg na wyższe kondygnacje posiadłości, Erik zdecydował się zaufać własnym nogom i nie ryzykować wskakiwania na żadną miotłę, po czym pognał za Hardwickiem i Moody, zerkając tylko co jakiś czas, czy Figg także dołączył do pościgu. (Aktywność Fizyczna) Biegnę na strych, I guess?
[roll=PO]RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Bard Beedle - 31.05.2024 I zapanował chaos. Wyścig miotlarski po schodach, nawet w dość dużej posiadłości, był prawdziwym szaleństwem i miał ogromne szanse skończyć się połamanymi kośćmi i urazami, kiedy wreszcie nie uda się jakiś zakręt i walnie się w ścianę. Thomas i Millie popisali się jednak iście mistrzowską kondycją, frunąc nad stopniami na górę, ku strychowi. Niejednemu zawodnikowi quidditcha opadłaby szczęka widząc, jak Mildred rzuca w locie zaklęcie na drzwi – szanse powodzenia takiej akcji były znikome, a jej… jakimś cudem się udało. Drzwi wyrwały się z magii poltergeista i uderzyły z impetem o ścianę, a Thomas Hardwick we wspaniałym zwodzie, który mógłby zachwycić trenera reprezentacji Anglii, uniknął walnięcia nimi. Dolecieli na strych, wypełniony starciami, kurzem i naszykowanymi pieczęciami oraz amuletami – oboje wyprzedzając poltergeista. Przez brudne, niewielkie okienka, do środka wpadała zaledwie odrobina światła, a temperatura była tutaj znacznie wyższa niż w innych częściach domu. Mieli zaledwie kilkanaście sekund, zanim złośliwy duch ich doścignie… Tymczasem na dole Erik zdołał rozproszyć zaklęcie i Thomas Figg, który z racji na umiejętność pieczętowania na pewno bardzo by się na górze przydał, został uwolniony od kołatki. Balony popękały lub odleciały pod sufit, i wokół leżały smętne resztki… które wkrótce miały zacząć znikać, gdy zaklęcie się rozwinie. Longbottom ruszył po schodach, chociaż było jasne, że mimo sprawności fizycznej dobiegnięcie na strych zajmie mu nieco więcej czasu niż pozostałej dwójce i… Potknął się na resztce jednego z balkonów. To był ten moment, kiedy serce podchodzi ci do gardła, w chwili, w której nogi tracą podparcie, a dłoń próbująca się czegoś schwycić, trafia na pustkę. Erik poleciał w dół. Czy to był moment, w którym całe życie przelatywało przed oczami? Upadł. Uderzył boleśnie, tak że dech wyrwało mi z piersi, ale… nie aż tak boleśnie, jak można by się spodziewać. Spadł prosto na transmutowane chwilę temu materace. Te ledwo kilka sekund później zamieniły się z powrotem w komodę, i jeden z jej rogów boleśnie wbił się w jego plecy. Tura do 4 czerwca. RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Thomas Hardwick - 02.06.2024 Thomas z sercem gdzieś w okolicy gardła, omijając wszelkie ostre zakręty, pędzące w jego stronę drzwi i inne przeszkody wleciał zaraz za Millie na strych, bardziej słysząc, niż cokolwiek innego, że poltergeist złapał ich przynętę. Mogli być z siebie dumni, zapewne ostatnio takie manewry wykonywali w końcu na mistrzostwach quidditcha na ostatnim roku Hogwartu, jednak po dotarciu na strych zdał sobie sprawę, że teraz musieli się wziąć do roboty, o której nie miał za dużo pojęcia. A czasu było nie wiele. - Millie, postaram się go ściągnąć a ty ogarniaj krąg - stwierdził szybko, zeskakując z mi miotły i uśmiechając się w stronę, z której spodziewał się dostrzec ducha. - I CO PANIE NIEŻYWY?! NAWET NIE DAŁEŚ RADY Z NAMI WYGRAĆ?! - krzyknął, stojąc koło wejścia. Chcąc zasłonić Moody próbował wyczarować za sobą zwisające z góry żółte i czerwone, papierowe serpentyny, dając cenny czas na przygotowywanie wszystkiego. Sam zaś przygotował się do ewentualnej obrony przed atakami poltergeista. Kształtowanie na wyczarowanie serpentyn [roll=PO] [roll=PO] RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Millie Moody - 02.06.2024 Adrenalina. Adre-na-lina. Adre... Ad... Jak bardzo za tym tęskniła, jak bardzo czuła teraz że żyje. Jebać leki – pomyślała sobie o gorzkich eliksirach, który dociążały jej ręce i nogi do ziemi. Które zginały kark, które może i gwarantowały pozbawione snów sny, ale też pozbawiały jej egzystencję jakiegokolwiek smaku. Miotła, ekipa... to było coś, co dawało jej energetycznego kopa, wyścig, ryzyko, gwałtowny zakręt. – Ja go ściągne – powiedziała zeskakując z miotły, gdy doleciała jako pierwsza. Odrzuciła ją niedbale na bok i przeskoczyła nad domowym zestawem łowcy polteregistów. A potem się okazało, że Thomas miał już swój własny plan i kurwa dobrze, nie byłaby szukającą, nie graliby razem, gdyby nie reagowali na siebie. – Zajebiste! – krzyknęła entuzjastycznie na serpentyny i przygotowała różdżkę do zamknięcia pieczęci z dystnasu. Refleks ręka oko. Czuła się jak rewolwerowiec na te trzy uderzenia serca przed wybiciem południa. Na jej twarzy zakwitł paskudny uśmiech. Zamierzała gdy tylko Paskudek wpadnie w krąg, zacieśnić go i utrzymać elementy tak, aby ich nie rozepchnął od środka, do czasu utrwalenia. Translokacja na domknięcie pieczęci kiedy tylko poltergeist się pojawi w obrębie pułapki i utrzymanie tego póki ktoś nie obleje magicznym klejem
[roll=PO] [roll=PO] RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Thomas Figg - 04.06.2024 Syknął widząc, jak Erik spada na dół, a jednak on to miał łeb z tymi materacami... Oj, nie zazdrościł Longbottomowi, najpierw spadł ze schodów, a teraz materac zmienił się w niewygodną komodę. - Żyjesz? - nie chciał go zostawiać samego bez upewnienia się, że nic poważnego nie stało się Erikowi - nie wybaczyłby sobie tego potem. Z drugiej jednak strony nie był on zbudowany ze szkła i byle upadek nie wyrządzi mu nic poważnego. - Idę na górę - dodał jeszcze do mężczyzny nim mijając go popędził w górę schodów. Trochę niefortunnie umiejscowiony został w czasie i przestrzeni, powinien znajdować się na górze aby domknąć runiczną pieczęć. - Już lecę! - krzyknął puszczając się pędem w górę schodów, aby pomóc Thomasowi i Millie w ujarzmianiu poltergeista. Sprawność fizyczna - na wbieganie po schodach [roll=N] [roll=N] RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Erik Longbottom - 04.06.2024 Jak na razie szło im całkiem nieźle! Nie wiedział, jednak czy powinien się cieszyć z tego, jak łatwo przeszło im sprowokowanie psotnego duszka. Może to kwestia pracy w Brygadzie Uderzeniowej, a może nieufność rozbudzona w nim po wyprawie na wyspę razem z członkami Zakonu Feniksa, jednak... Wolał z góry nie zakładać, że wszystko ułoży się po ich myśli. Plan był genialny w swej prostocie, jednak ludzie bardzo często wywalali się właśnie na podstawach. Byłoby to nadzwyczaj smutne, gdyby w tym przypadku ta reguła by się potwierdziła.
Szaleńcy bieg po schodach na wyższe piętro został dosyć szybko udaremnione, gdy przy próbie przeskoczenia dodatkowego schodka Longbottom potknął się o wyższy stopień. Zadziałał automatycznie; wyciągnął rękę ku balustradzie tylko, że... jego ręce napotkały na pustkę, co poskutkowało dalszą utratą równowagi, która doprowadziła do jakże dramatycznego upadku Erika ze sporej wysokości. Kalectwo. Pierwsza myśl, jaka zaświtała w głowie Longbottoma. To znaczy, dopóki nie zorientował się, że spotkania z twardym parkietem nie okazało się tak drastyczne, jak by tego podejrzewał. Zamiast tego wylądował na materacu. Opłacało się jednak zainwestować w szkole w znajomość paru zaklęć transmutacyjnych! Niestety nie było zbytnio, kiedy świętować tego małego triumfu, bo zaraz magia, która zmieniła mebel, ulotniła się pod wpływem naporu ciała detektywa oraz jego wagi. Erik krzyknął głośno, gdy poczuł, że róg komody wpił mu się w bark. — Nic mi... Nic mi nie jest — wystękał, zsuwając się niezgrabnie z komody na podłogę. — Leć! Próbował go ponaglić, chociaż nie było w gruncie rzeczy ku temu większej potrzeby; drugi czarodziej doskonale wiedział, co należało zrobić. W trakcie, gdy reszta drużyny domykała na strychu rytuał mający na celu pochwycenie poltergeista, Erik zbierał się z podłogi. Materac zdecydowanie uchronił go przed poważną kontuzją. W przeciwnym wypadku nie wróciłby do starego kształtu, pomyślał trzeźwo, rozpoczynając ponowną wspinaczkę po schodach. Tym razem każdy krok stawiał ostrożnie, trzymając się też ściany. Lepiej było nie ufać balustradzie, skoro była tak... niestabilna. Erik starał się jednak zrobić co w swojej mocy, aby dotrzeć na piętro w jednym kawałku. RE: [22.08.72, ranek. Księżycowy Staw] Chaos pochłonie wszystko - Bard Beedle - 05.06.2024 I stały się… serpentyny. Może Thomas trochę przesadził, a może znowu uśmiechnął się do nich los, jakby Księżycowy Staw chciał poklepać ich po główkach i powiedzieć, że wcale nie jest takim złym domem, i że bardzo chciałby, żeby tutaj zostali, mimo tych wszystkich wypadków, klątw i poltergeistów. Strych wypełnił się setkami serpentyn, w pięknych czerwono – złotych barwach, które zwisały ze wszystkich belek i osiadły na wszystkich sprzętach oraz meblach. Poltergeist wpadł do środka i cisnął prosto w Thomasa Hardwicka porwanym gdzieś po drodze kawałkiem drewna, a potem wefrunął w te wszystkie serpentyny, porywając je ze sobą, zgarniając całymi garściami i próbując oplątać nimi Millie. Ale amulet został przesunięty, istniał już krąg i do jego domknięcia potrzeba było tylko Thomasa - który dostał niesamowitego przypływu sił, tak że chociaż był po prostu przeciętnie sprawnym fizycznie mężczyzną, zdołał dobiec na górę w rekordowym dla siebie tempie. Grunt to motywacja, prawda? Mógł domknąć zaklęcie, korzystając ze swoich umiejętności pieczętowania. Nie załatwią sprawy na stałe, potrzebowali tu pewnie egzorcysty, ale chwilowo przynajmniej złośliwy byt nie będzie próbował ich zamordować. Stali więc teraz na strychu, pełnym kolorowych serpwntyn, jakby szykując się na kolejną część zabawy. Pośród starych, wyniesionych tutaj sprzętów, zżartych przez mole kapeluszy, uszkodzonych zabawek. Millie była częściowo oplątana czerwonymi serpentynami, Thomas Figg gubił oddech po tym szaleńczym biegu. Erik dotarł na strychu jako ostatni, na szczęście cały i zdrowy, choć pewnie dorobił się jednego czy dwóch siniaków. - Przepraszam? - przemówił tymczasem dziewczęcy głos. Nie widzieli jego źródła, skrytego wśród serpwntyn, chociaż Millie wydał się... znajomy. - Czy skoro już tu jesteście, bylibyście tak mili i spalili mój portret? [/i] |