Secrets of London
[18.07 | Jonathan & Anthony] W tej ludzkiej beznamiętnej głuszy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [18.07 | Jonathan & Anthony] W tej ludzkiej beznamiętnej głuszy (/showthread.php?tid=3268)

Strony: 1 2 3


RE: [18.07 | Posiadłość A.J.Shafiq'a] W tej ludzkiej beznamiętnej głuszy - Anthony Shafiq - 09.06.2024

– A nie robisz tego regularnie? – uniósł z nieukrywanym zdziwieniem brwi. On sam wiele by dał, by móc widzieć aury i nici, widzieć przyszłość, czy mamić nie tylko mugoli, ale też magów urokiem przodków, czy mniej subtelnym działaniem hipnozy... Szczęśliwie zamiast pogrążać się w bezbrzeżnej zazdrości, nauczył się jak dobrze i wygodnie mieć ludzi, zaufanych ludzi, którzy dysponują tym pakietem umiejętności. I Selwyn, pomimo wszystkich innych oczywistych zalet, i całego pakietu tych mniej oczywistych, był niewątpliwie cennym nabytkiem u samego początku dyplomatycznej kariery Anthony'ego. Fakt, że ufał mu jak mało komu czynił ich relację bezcenną.

– Nie jutro, ale pojutrze. Będę w okolicach 10 – stwierdził, ale jakby obiecał. Czy czułby się nagi przed Jonathanem? Nawet jeśli, to co by to zmieniło? Te sekrety, które przed nim miał były bezpieczne. Nie wierzył, aby nagle na piętrze Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów pojawił się wiadomy detektyw w jakiejkolwiek sprawie. Od półtora roku nie potrafił znaleźć powodu, żeby choćby zajrzeć przypadkowo. Cóż... Anthony nie pozostawał mu dłużny w tym zakresie. Spochmurniał, gdy podszedł do dokumentów, na moment pokazując rysę na swojej porcelanowej masce.

– Poćwiczymy nazwy tych chwastów... Jesteś głodny? Wergiliusz z pewnością chętnie przygotuje dla nas coś na kolację – zapytał jeszcze, nie patrząc na niego, przeglądając dokumenty w pozornej obojętności, ukrywając trudność, która leżała za tym pozornie prostym pytaniem, nagłą niepewność, której nie zatarła nawet pewność lat znajomości.



RE: [18.07 | Jonathan & Anthony] W tej ludzkiej beznamiętnej głuszy - Jonathan Selwyn - 10.06.2024

Robię – poprawił się, bo rzeczywiście wyraził się nieco nieprecyzyjnie. Tak, oczywiście, że za każdym razem, gdy tylko pojawiał się w biurze zerkał na nici i aury pracowników. To był dla niego taki sam odruch, jak rozejrzenie się po pomieszczeniu, do którego się wchodziło. Poza tym dobrze było wiedzieć, kto danego dnia jest w gotowości do działania, a kto się zaraz rozpłacze. – Ale zakładam, że twoja obecność w biurze wywoła w niektórych nową falę emocji, której warto się przyznać.
Zwłaszcza, że przecież jak pokazał do tej pory lipiec, pracownicy OMSHMu, w przeciwieństwie do deszczu, nie mieli okazji oglądać swojego szefa codziennie.
Skinął głową.
Jeśli chcesz, to potem zabiorę cię na ciastka w nagrodę, że pojawiłeś się w swojej pracy – zapewnił, może, tylko, trochę, nieco, bardzo, złośliwie. Ale ciastka zamierzał mu kupić. Tak bardzo kochał swojego szefa.
Coś w tonie głosu Shafiqa sprawiło, że nawet gdyby Jonathan miał umrzeć od tej kolacji, to i tak by na niej został, zwłaszcza, że, chociaż Anthony przynajmniej pozornie wrócił do swojej dawnej formy, Selwyn obawiał się, co będzie, kiedy tylko ponownie zostawi go samego. I tak, wiedział, że Anthony Shafiq był poważnym politykiem, który niejednego czarodzieja przekonał do swojej woli i naprawdę należało się z nim liczyć, ale... Ale był też jego Tonym. Tym piegowatym Krukonem, z nielicznymi pryszczami, o którego martwił się, że w wakacje szkolne jedynie siedzi i czyta jakieś nudne książki, więc przychodził do niego, z czekoladkami dla jego ciotek i książkami autorstwa Lovecrafta (bo przecież każdy zasługiwał, by czytać również literature rozrywkową) po czym żartobliwie i z szerokim uśmiechem na ustach, oznajmiał, że jeśli da się wyciągnąć z domu do pobliskiego wesołego miasteczka, to zafunduje mu najlepsza "randkę" w jego życiu. Czasem ciężko było mu zapomnieć o tym źle ukierunkowanym kompleksie bohatera wobec Shafiqa.
Bardzo chętnie. Umieram wręcz z głodu – skłamał i obrzucił spojrzeniem listę tych pokracznych nazw. – O, patrz. To się zapisuje trochę jak Shakespeare, gdyby jego nazwisko zapisywał ktoś bardzo pijany.
Koniec sesji