Secrets of London
[10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) (/showthread.php?tid=3278)

Strony: 1 2 3 4 5


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 06.06.2024

Millie zbadała korzenie, żeby sprawdzić jak reagują i nie była dobrej myśli, chociaż cieszyła się że wyjątkowo nie postanowiły tego faceta zabić, a tylko uwięzić. Była przekonana, że tak potężna magia nie ugnie się pojedynczemu zaklęciu, a może je tylko rozsierdzić, dlatego też nie chciała ryzykować życia mężczyzny.

Gdy tylko mężczyzna odzyskał przytomność oddała mu jego różdżkę. Bez trudu też rozpoznała głosy nadchodzących skądś przyjaciół.

– ISAAC BASILIUS JESTEŚMY TUTAJ! – wydarła się, nie zamierzając Penny zostawić na moment samej w otoczeniu bardzo żywotnych, morderczych pnączy. – Kuzyn? Jaki ten świat mały. Bazyliszek jest lekarzem, pomoże panu – dodała, słuchając również odpowiedzi na zadane przez koleżankę pytania.

A gdy zobaczyła, że Wesleyówna pali się do działania, uśmiech błysnął na jej trójkątnej różdżce, sama też dobyła swoją. – Chyba się minęłaś powołaniem kochana, świetnie odnalazłabyś się w oddziale BUMu. – No dobrze, może i była tu na rekonwalescencji po trzech miesiącach spędzonych w Lecznicy Dusz, gdzie czasem miała problem z rozpoznaniem co jest prawdą, a co nie, ale ciężko wyciągnąć z człowieka ponad 10 lat służby w Brygadzie Uderzeniowej. To jej obowiązkiem i służbą było chronić, a nie chować się za cudzymi plecami. Zaprzysiężenie zobowiązywało bez względu na to jak pojebane w głowie miała.

Dlatego też gdy Penny podjęła próbę transmutowania korzeni, to ona chciała rozepchnąć na boki te małe kikuty i ewentualnie długie nowe pnącza, odginając je stanowczą, acz nie niszczącą falą rozchodzącą sięod mężczyzny. Dodatkowe zabezpieczenie.

Translokacja IV na odgarnięcie na boki roślin
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 07.06.2024

Mężczyzna kiwnął głową. Rzeczywiście. Był Owenem Bagshotem. I żył, chociaż chyba sam już zdążył pogodzić się z tym, że przyjdzie mu umrzeć w tej ciemnej, oświetlonej jedynie światłem fluorescencyjnych grzybów kawernie.
- Próbowałem wybić sobie przejście na powierzchnię – wyjaśnił cicho. – Jak widać niespecjalnie mi się to udało. – Chyba przez zmęczenie i ogarniającą go coraz mocniej ulgę, w jego głosie pojawiło się coś, co przypominało nawet trochę rozbawienie? Oczywiście dość niemrawe, ledwie wyczuwalne, ciągle jeszcze przytłumione niedowierzaniem, że komukolwiek udało się go odnaleźć. – Nie jesteś zbyt młoda na pracownicę Ministerstwa Magii? – zapytał łagodnie Penny.
A potem skupił pełną uwagę na tym, co ta próbowała zrobić. Odruchowo spiął się jakby w oczekiwaniu na to, że mogło się wydarzyć dla niego wszystko co najgorsze. Wcześniejsze próby Millie nie wywarły żadnego wrażenia na korzeniach – co było o tyle dobre, że przynajmniej nie zacisnęły się mocniej na pasie uwięzionego czarodzieja. Teraz Bagshot też nie był wcale pewien, jak zareagują na podjęte przez drugą kobietę działania. Ku jego uldze wydawało się, że poddały się tansmutacji.
Nie zdając sobie do końca sprawy z tego,co robi, wstrzymał oddech w oczekiwaniu. Skupił pełną uwagę na znajdującej się obok Penny Millie. Przyglądał się jej profilowi uważnie. Kiedy tylko wyczuł, że może się odsunąć od ściany, dokładnie to zrobił. Nie było to może najładniejsze z odsunięć, przypominało raczej niezgrabne (bo zachwiane) rzucenie się do przodu, przy tym trochę się nawet wsparł na Moody. Nawet nie próbował ukryć, że obawiał się reakcji korzeni na swoją ucieczkę. Ale te pozostały na swoim miejscu, łagodnie zwisające, niemal zupełnie nieszkodliwe, choć nadal pulsujące magią.
Chwilę jeszcze ściskał ramię Millie wreszcie posłał jej coś na kształt przepraszającego uśmiechu i cofnął się jeszcze o krok, zabierając rękę.
- Dziękuję. Poradziłyście sobie dużo lepiej niż ja – przyznał wprost, a potem skupił pełnię uwagi na wypadających z korytarza dwóch mężczyznach. - Nawet nie jestem wściekły, że cię tutaj widzę – rzucił Owen w stronę swojego kuzyna. Zrobił chwiejnie kilka kroków w jego stronę, jakby nie był do końca przekonany czy powinien go przytulić czy popchnąć. – Ale jak spróbujesz tutaj umrzeć a ja przeżyję, to ciotki mi tego nie darują.
Basilius widział, że mężczyzna był wyraźnie osłabiony. Miał zadrapanie na twarzy a jego oczy błyszczały niezdrowo. Chyba gorączkował. Ale utrzymywał się na własnych nogach i nie wyglądało na to, by miał jakieś poważniejsze rany na ciele.
- Wy też zostaliście uwięzieni pod ziemią? – zapytał całą czwórkę. - Jakieś pomysły jak się stąd wydostać?
Aportacja dalej nie działała.

@Penny Weasley @Millie Moody @Isaac Bagshot @Basilius Prewett

Czas na odpis do 10.06, godz. 21.00



RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Isaac Bagshot - 07.06.2024

Isaac bardzo dawno tak się nie bał. Skoro Milly krzyczała, to mogło grozić jej jakieś niebezpieczeństwo. I nie tylko zresztą jej - Owenowi i drugiej kobiecie również. Ostatnie czego chciał, to żeby komuś z jego bliskich stała się krzywda. Nie zniósłby widoku ich poranionych ciał, ani krzyków wypełnionych bólem. Żadnemu człowiekowi nie życzył, aby musiał cierpieć. Miał zbyt wiele okazji żeby być świadkiem ludzkiego upodlenia, i dopiero po czasie zrozumiał, że oglądanie tego było ogromnym błędem. Legilimencja była narzędziem, które opanował do perfekcji, ale sytuacje takie jak ta, przypominały mu o cenie jaką będzie płacił za używanie jej. Powracające obrazy masakrowanych więźniów, bezduszne zachowania, nieludzkie eksperymenty, tortury i obdzieranie z człowieczeństwa… a to wszystko w imię czego? Ideologi? I jak tu być obiektywnym historykiem, kiedy wizja podobnych okropieństw padała cieniem na społeczność czarodziejów?
Kiedy Isaac dobiegł do Milly, Owena oraz Penny, był bardzo blady. Widząc, że byli cali i zdrowi, spróbował się uśmiechnąć i objąć kuzyna, a przy okazji pomóc mu ustać na nogach. Jeszcze raz zerknął uważnie na dziewczyny, żeby upewnić się, że nie krwawiły ani nie słaniały się na nogach.
Postanowił odezwać się najpierw do krewniaka. Bo jak wiadomo, to pierwsza pomoc w postaci słowotoku, jest równie skuteczna, co ta otrzymana od uzdrowiciela. Słowo jest nie tylko elementarną częścią mowy, ale i potężnym oraz wszechstronnym narzędziem, które ma wpływ na ludzką psychikę, działania oraz emocje. Słowo jest światłem ukrytym w mroku i lekiem na chorą duszę. A przynajmniej w to wierzył Isaac. Nie zapraszam więc do dyskusji.
- Owen, wisisz mi przynajmniej pięć kilo truskawek, bo kryłem cię przed wszystkimi ciotkami, nie rozpuszczająca plotki, że cos mogło ci się stać. A jeśli z jakiegoś powodu tutaj zginę, to lepiej im powiedz, że znowu wybrałem się na kontynent. Musisz mi też szybko opowiedzieć, o co chodzi z tym całym biskupem. Błagam, przyznaj, że nie był aż taki zły, bo założyłem się o to z dwoma innymi historykami i nie chce być w plecy o kilkanaście galeonów.- Dłonią, którą nie podtrzymywał Owena, zaczął grzebać po swoich kieszeniach w poszukiwaniu papierosów. Po chwili jednak przypomniał sobie, że lepiej będzie jeśli nie będzie używał tutaj ognia. A przynajmniej na razie. - Owen, nie dźgaj różdżką korzeni, bo dostałem za to od nich po mordzie. Wredne chuje nie znają się na żartach... - Błagam, niech ktoś zatrzyma tę karuzele śmiechu, bo inaczej Król Dowcipów rozkręci się na dobre! Już uśmiechał się kącikiem ust...


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 07.06.2024

Skupiona na Owenie, na udzielaniu mu pomocy, nie zwracała uwagi na to, co w tym czasie robiła Millie. Nie była więc w stanie zareagować na to, co ta postanowiła zrobić. Powiedzieć jej, co na ten temat myślała. Bo z perspektywy Penny, narażanie się ich obu na atak tych przeklętych korzeni, było głupotą. Może nawet skrajną głupotą. Co gdyby z sąsiedniego korytarza nikt nie przyszedł, a one dwie tak po prostu zawisłyby tuż obok Bagshota? Ruda była zbyt młoda, żeby tutaj umrzeć. A do tego zbyt łatwa i za bardzo utalentowana. Takie tam bla bla bla.

- Wolę swoją pracownie. – odpowiada. Nie jest w stanie wyobrazić sobie samej siebie w BUM. No i przede wszystkim nic ciągnie jej do narażania własnego życia dla innych osób. Najczęściej obcych osób i do tego pewnie nawet nie będących w stanie należycie tego poświęcenia docenić. A Penny uwielbiała być doceniana i chwalona. Łechtało to przyjemnie jej ego. – Przykro mi, że muszę pana rozczarować, ale pracownicy naszego Ministerstwa są ostatnimi czasy na tyle nieporadni, że wyciągnąć z tej pułapki musiała pana zwykła jubilerka. – nie pomyślała, że ten przytyk mógł zostać źle odebrany przez Millie? Albo może była na nią trochę zła i powiedziała to celowo oraz świadomie? Nie miało to większego znaczenia. Słowa padły. Wybrzmiały. Cofnąć się ich nie dało.

Czy ruda faktycznie tak myślała? W zasadzie nie do końca. Ostatnie miesiące nie świadczyły co prawda na korzyść tych u góry, ale też nie były szczególnie łatwe. Sprawy w kraju jakoś tak mocno się skomplikowały. Zapewne podjęcie właściwych decyzji musiało stanowić pewne wyzwanie. Może nawet całkiem spore wyzwanie? Penny starała się jednak zbyt dużo o tym nie myśleć. I tak była tylko zwykłym zjadaczem chleba i nie jej zadaniem było wygłaszanie na ten temat opinii.

- Panie Bagshot, w jaki sposób próbował pan wydostać się na powierzchnie? Zrobić te przejście? – sama miała co do tego kilka pomysłów. Widziała kilka opcji. Nadal jednak za mało wiedzieli na temat tego na co reagowały korzenie; jakich rozwiązań powinni unikać. Bo to, że były niebezpieczne… na to wskazywało wiele.

Cofnęła się krok i drugi. Patrzyła jak mężczyzna wpada na Millie. Podtrzymuje się jej. Kiedy im podziękował, jedynie kiwnęła głową. Nie uśmiechnęła się, bo jakoś tak sytuacja jej do posyłania uśmiechów nie zachęcała. Nawet tych bladych, bardziej niewyraźnych.

Kiedy do kawerny dołączyło dwóch mężczyzn wyglądających znajomo, odetchnęła z ulgą. Nie znała ich co prawda dobrze, w zasadzie to nie znała ich wcale, ale nie sądziła żeby mieli być problemem. Isaaca spotkała kiedyś na przyjęciu u swoich dziadków, a Basiliusowi… powiedzmy, że towarzyszyła jeszcze kilka godzin temu. Choć też ciężko to nazwać towarzyszeniem. Podczas całej tej wyprawy do miasta, mocno bowiem odczuwała, iż jest tylko kolejnym kołem u wozu i komfortowo poczuła się dopiero w momencie kiedy razem z Peppą udały się do biblioteki.

Nadal jednak jego towarzystwo zdawało się teraz bardziej komfortowe niż kogoś obcego.

- Pan Bagshot potrzebuje pomocy medycznej, możliwe iż całkiem długo wisiał w tej kawernie, przytrzymywany przez korzenie. Udało mi się go uwolnić, ale nic więcej nie jestem w stanie zrobić. poinformowała medyka, jak tylko dotarł na miejsce. Liczyła, że ten zajmie się poszkodowanym historykiem. Pomoże mu dojść do siebie. Trochę wody. Może jakiś eliksir, który pomoże mu odzyskać choćby część sił? Nie znała się na tym, ale Terry, jej Terry, tworzył różne takie rzeczy. Miała nadzieje, że Basilius coś przydatnego będzie miał pod ręką.

Nieszczególnie zwracała uwagę na to, co mówili w tym czasie Isaac i Owen. Część słów jednak do niej rzecz jasna dotarła. Nie wydawało się, aby ktokolwiek musiał się tutaj z czymkolwiek wtrącać. Dopiero kiedy padło pytanie o pomysły, Penny spojrzała przelotnie na Millie. Później na pozostałych, wracając koniec końców do Owena.

- Nie mam pojęcia, ale skoro nie zareagowały agresywnie na transmutacje, może w ten sposób pozwoliłyby nam stworzyć przejście? – zawahała się. Nadal było to bowiem dość ryzykowne. A i ona sama, choć z transmutacji korzystała w swojej pracowni, to nie była też w tym na tyle biegła, żeby się tego podjąć. – Moglibyśmy spróbować zabezpieczyć się jakimiś zaklęciami ochronnymi. Albo może runami? Znam się na runach.

Nie zamierzała jednak przy żadnej z tych opcji się upierać. I łatwo było się tego domyślić. Brak pewności siebie był możliwy do wychwycenia w jej postawie i wypowiadanych słowach.




RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 09.06.2024

Millie na powierzchni badała energię tego miejsca i zdawała sobie sprawę, że mają do czynienia z czymś dużo potężniejszym niż siły i możliwości jednego człowieka. Dlatego wcześniej próbowała podejść do rośliny z łagodnością bez traktowania ich magią, dlatego później decydowała się na podwójną, możliwie nieinwazyjną ingerencję. Szczęśliwie sama transmutacja wystarczyła, a sama funkcjonariuszka, mogła złapać słaniającego się mężczyznę i pomóc mu odejść od straszliwego więzienia.

– Jestem Mildred Moody z Brygady Uderzeniowej, na powierzchni grupy detektywów i aurorów przeczesują las, a Departament Tajemnic próbuje dojść do tego, co pan chyba już odkrył pewnie już jakiś czas temu? Wie pan dlaczego aura fioletu jest tak silna i walczy z czernią prawda? – Jakaś mapa, jakiś biskup, złożona w ofierze mugolka... Moody spędziła tu dwa dni na malowaniu pejzaży, ale ostatnie godziny obrzucały ją okruchami składającymi się na szerszy obraz. Wciąż niekompletny, ale zdecydowanie bardziej klarowny. A w dłoniach trzymała kogoś, kto wiedział. Był też kimś, kto przy okazji był bardzo gorący. – Basilius czyń honory, spróbuje wyczarować jakąś wodę... – zwróciła do Prewetta, będąc gotową do robienia "pielęgniarskiej roboty" (czyli cokolwiek powie pan doktor), a na razie przyglądała się podejrzliwie Owenowi, czy ten się znów nie gibnie na ziemię, jeśli się od niego odsunie. Ostatecznie wypuściła go na moment. Ściągnęła sweter, odsłaniając stanowczo przyduży biały męski t-shirt, żeby nad wełną podjąć próbę wyczarowania dlań zdatnej do picia. Gdyby magiczny "bukłak" się nie zamierzał pojawić, tylko na przykład rozlać się po okolicy, będzie przynajmniej na chłodny kompres..

Kształtowanie I na stworzenia wody do picia dla Owena
[roll=O]
[roll=O]

– To wy też wpadliście pod ziemię przez przypadek? – zapytała smutno Isaaca i Basiliusa, bo liczyła bardzo na to, że jednak ich korytarz prowadził do wyjścia, a skąd mogła wiedzieć, że było inaczej? – Może powinniśmy się w ogóle cofnąć do tej poprzedniej jamy z podziemną rzeczką? Jakoś ta martwa syrena musiała się tam dostać, a nie było w tamtym miejscu korzeni, które by ją ściągnęły z powierzchni. Może coś przegapiłyśmy, a co pięć par oczu to nie jedna! – zaproponowała i jeśli wszyscy się zgodzili chciała ruszyć z grupą na ponowne oględziny poprzedniego kawerny w której były półrozkładające się zwłoki, pomagając przy okazji osłabionemu Bagshotowi w przejściu tego odcinka.


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Basilius Prewett - 10.06.2024

Basilius był zdecydowanie rozdarty pomiędzy ulgą, że spotkał znajome twarze, a zwłaszcza Millie, którą znał przecież znacznie dłużej, a niepokojem, bo przecież skoro obie z Penny były tutaj, to oznaczało to, że nie było ich nad ziemią, gdzie jak ostatnio sprawdzał to może i szalały dzikie korzenie z wolnego wybiegu, ale przynajmniej nie były to zamknięte tunele. Z dobrych wiadomości znaleźli Owena Bagshota.
Skinął głową na podane mu przez Penny informacje, a potem zabrał się za oglądanie odnalezionego historyka, próbując ocenić jako uzdrowiciel jak mu pomóc, korzystając z torby ze specyfikami, którą miał przy sobie, bo przecież gdy ich wciągnęło szli akurat do lasu na dalsze poszukiwania. Bagshot nie wyglądał tragicznie, ale Basilius chciał spróbować jakoś go wzmocnić, by dalej trzymał się na nogach, przynajmniej do momentu, aż opuszczą te podziemia, zwłaszcza że miał gorączkę. Jeszcze tylko zerknął dziwnie na Isaaca, powstrzymując się, aby się nie spytać, czy skoro już mu się tutaj tak nudziło i chciał z nim gadać, to nie mógł i jemu zaproponować zakładu, a nie zmuszać go do filozoficznych rozkmin.
Dziękuję Millie – powiedział w odpowiedzi na jej pomoc. — Tak. Wpadliśmy. Wciągnęło nas, gdy Roberts próbował zaatakować las. Wiecie co z resztą?
Zacisnął mocno usta. Podziemna rzeka mogła prowadzić do wyjścia, gorzej, że pewnie to wyjście mogło być powiązane z koniecznością pływania, bo przecież ta martwa syrena, o której mówiła Moody raczej dostała się tu z innego wodnego zbiornika. A to już był dla Prewetta problem.
W miejscu, gdzie nas wciągnęło, był jeszcze jeden tunel, którego nie sprawdziliśmy. Może tam coś jest? – zasugerował, zdecydowanie bardziej woląc inny tunel, ale nie zamierzał też się za bardzo kłócić na głos, jeśli reszta postanowiła imaczej, nie chcąc by jego obiekcje wobec potencjalnego kontaktu z wodą, wpłynęły na ich możliwość wydostania się stąd. – I uważajcie, po drodze spotkaliśmy zmasakrowanego ożywieńca.

/Korzystając z przewagi leczenie, próbuję ogarnąć Bagshota


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Norvel Twonk - 14.06.2024

Kąciki ust Owena drgnęły, gdy usłyszał komentarz Penny. Innego razu, gdyby nie był przemęczony i osłabiony, pewnie lepiej ukrywałby zaskoczenie jej ciętym językiem. Teraz czuł ulgę, rozbawienie świadomością, że ktoś jeszcze umiał żartować w takiej chwili.
- W takim razie nie taka zwykła – sprostował. – Jak masz na imię? Jeśli wyjdziemy stąd cało, będę przynajmniej wiedział do kogo wysłać sowę z podziękowaniami.
To, co stało się kilka chwil później było… było zaskakujące. Bo z jednej strony, jakby nie wydarzyło się nic szczególnego, a jednak coś się wydarzyło. Najszybciej podłapał to Isaac. Kiedy jeszcze wchodził do kawerny, zaledwie widok Owena wzbudził w nim myśli o potencjalnej zdradzie. Teraz jakby dotarła do niego irracjonalność własnego myślenia. Czemu niby miałby go kuzyn zdradzić? Przecież to nie miało żadnego sensu.
Bagshot przeszedł kilka kroków. Machnięciem różdżki wyczarował płomień na jej końcu a potem podniósł go do góry by oświetlić te fragmenty kawerny, które były słabo widoczne. Ale nie widać było niczego, czego nie widzieliby wcześniej. Ciągle tkwili uwięzieni pod ziemią.
- Próbowałem ukształtować sobie tunel, który wyprowadziłby mnie na powierzchnię – odpowiedział Penny, wcześniejszą paplaninę Isaaca kompletnie ignorując. – Skończyło się jak skończyło. Początkowo zaklęcie jakby zadziałało, ale zaraz korzenie wystrzeliły ku mnie i… - wzruszył ramionami.
Obie kobiety dostrzegły jaki to miało dla niego finał. Powtórzył imię Millie, jakby chciał je zapamiętać. W innej sytuacji, mniej dramatycznej, pewnie powiedziałby jej coś jeszcze, może że brygada chyba jednak nie była aż tak beznadziejna, skoro tutaj była, ale słowa „wy też wpadliście pod ziemię przez przypadek” dobitnie świadczyły o tym, że miał po prostu sporo szczęścia.
- Aura fioletu walczy z czernią? – zmarszczył brwi, a potem pokręcił głową. Stał nieruchomo, pozwalając się obejrzeć Basiliusowi. – Przepraszam, ale nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz. Przyjechałem zbadać historię biskupa Athelwolda, któremu jako jednemu z niewielu mugoli udało się zaprowadzić na stos wiedźmę. Tylko, że gdy zacząłem kopać w tym głębiej, dotarło do mnie, że było odwrotnie. To Athelwold był magiem a Triona zwykłą mugolką. To palenie na stosie na początku dwunastego wieku… To od początku brzmiało dziwnie, więc zacząłem… - urwał, jakby zdał sobie sprawę, że dawanie im tutaj wykładu, w podziemnych jaskiniach było wyjątkowo nie na miejscu. – Moim zdaniem on zabił ją celowo, celowo zaprowadził ją na stos, wszystko po to żeby doprowadzić do końca rytuał mający chronić te ziemie. A mugole nieświadomie go powtarzają. Już bez żywej ofiary, ale cyklicznie, każdego roku, wzmacniają stare zaklęcie. I teraz coś się tutaj wypaczyło. Fiolet walczy z czernią... – powtórzył słowa z pytania Millie i trochę jakby go coś tchnęło. – No tak, teraz to ma sens. Jakiś czarnoksiężnik próbuje żerować na rytuale Athelwolda. Stąd to całe szaleństwo.
Owen posłusznie poddawał się działaniom Basiliusa i te przyniosły jakiś efekt. Gorączka spadła i wydawał się trochę silniejszy niż wcześniej.
- Woda, tunel, transmutacja – podsumował podsunięte przez nich opcje. – Dostosuję się do tego jaką decyzję podejmiecie. – Jego własną decyzję niemal przypłacił życiem. – Isaac, przepraszam za to jak się ostatnio zachowywałem. Nie mam pojęcia, co mnie napadło – dodał ciszej, już tylko do kuzyna.

@Basilius Prewett @Millie Moody @Penny Weasley @Isaac Bagshot

Czas na odpis do 17.06, godz. 21.00


/Postacie, które w 1 etapie wylosowały negatywne emocje - dostrzegają, że te nie były prawdziwe.
Proszę was również o podjęcie decyzji, co chcecie zrobić: czy idziemy do tunelu, o którym wspominał Basilius, próbujemy z wodą - jak chciała Millie, czy z transmutacją - pomysł Penny. Żaden wybór nie jest zły.



RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Millie Moody - 14.06.2024

Słuchała opowieści Bagshota z uwagą, dopowiadając, że w przypadku fioletu i czerni chodziło o aury. Była ciekawa, jak można było co roku wzmacniać rytuał polegający na ofierze z człowieka bez ofiary z człowieka, ale zgodnie z tym co powiedział Owen – podziemia to nie było dobre miejsce na wykład. Jeszcze w jednej sprawie musiała się upewnić:
– Znaleźliśmy notatkę: Skurwysyn. Ona nie była czarownicą. Złożył ofiarę z mugolki. To były pańskie zapiski? – małe pytanie, dla dopięcia kropek.

Widziała, że Isaac lgnie do swojego krewniaka, mieli pewnie choć przez chwile ze sobą do pogadania. Cała zaś ekipa miała przed sobą trzy drogi, jak w jakiejś jebanej baśni. Zamyśliła się na moment, zawieszając spojrzenie na lekko spoconej twarzy Bazyliszka. Szlag, przecież on się boi wody! Czy on w ogóle umie pływać? – przyszło jej do głowy, wszak znali się już kilka lat, więc nawet nie dziwiło ją, gdy Prewett nie otworzył twarzy by choćby zająknąć się o własnej słabości.

Ok, co jej powtarzali na szkoleniach... które rozwiązanie było najnudniejsze? Znaczy najbezpieczniejsze!

– Dobra, możemy nie mieć sił by przebijać się przez jezioro. Myślę, że najlepiej będzie jak pójdziemy tunelem, który jest już wydrążony. Jeśli okaże się ślepy, zawsze będziemy mogli spróbować przebić się transmutacją, jako wyjście awaryjne. Ale ten pomysł Penny z runami ochronnymi brzmi zajebiście! Masz czym je zrobić? – A zazdrość opadła, zazdrość której Mildred nie rozpoznawała wcześniej, całe życie się z nią borykając, ale teraz jakby lżej jej się na barkach zrobiło. Przyjemniej. Była w kręgu bliskich sobie osób, nadzieja na szczęśliwe zakończenie rozgorzała w złocistych oczach i sercu. Zamrugała. – Czujecie to? Coś się zmieniło... – odruchowo zadarła głowę ku górze, marszcząc na moment nos. Ktoś tam robił swoją robotę. Oni musieli zrobić swoją.

Czekając na swoją kolej w otrzymaniu runy Millie powróciła myślami do zjazdu tarocistów na górze sprzed krótkiej chwili, gdzie wykłócali się o to jaka jest energia tego miejsca na podstawie kart tarota, które każde z nich wyciągnęło ze swojej talii. Nie miała tu swojej, ale kucnęła i znalazła kilka odpowiednich kamieni. Skupiła się zajmując sobie czas, ale nie po to by opóźniać jakkolwiek grupę i przesypała je w dłoni, kilkukrotnie, szukając metafizycznego kawałka sukni przeznaczenia, by podejrzeć w omenie najbliższą przyszłość.

[roll=Symbol]

Zaraz potem, gdy byli gotowi, chciała ruszyć w ustaloną wspólnie drogę.


RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Penny Weasley - 15.06.2024

Nie taka zwykła jubilerka? Gdyby okoliczności były inne, zapewne by ją nawet ucieszyły te słowa. Zwróciłaby na nie odrobinę większą uwagę. Teraz jednak sytuacja temu nie sprzyjała. Penny była w stanie więc jedynie wysilić się na nieco blady uśmiech.

- Penelope Weasley. - odpowiedziała. Dokładnie tak jak miała w zwyczaju. Przedstawiła się swoim pełnym imieniem. Tym razem nie dodała jednak nic na temat możliwości posługiwania się zdrobnieniem. Tak po prawdzie, to nawet jej to nie przeszło przez myśl. Być może stało się tak z tego względu, że ona... że Penny również odczuła różnice. Nagle dotarło do niej, jakie to wszystko było dziwne. Nieracjonalne. Naprawdę mocno na wyrost. Przesadzone. Niby ruda nadal była obecna fizycznie w tej kawernie, pośród wszystkich innych czarodziejów, którzy zostali wciągnięci pod ziemię, zarazem jednak w myślach odpłynęła nieco dalej.

Umknęła jej z tego względu część wypowiedzi Owena. I pewnie nawet dało się zaobserwować, że choć sama o to zapytała - teraz nagle przestała słuchać.

- Uhm. Czyli korzenie. - posłała w stronę historyka przepraszający uśmiech.

Nie prosiła o to, żeby cokolwiek powtórzył. Uznała, że zapewne inni zdołali się w tym odpowiednio połapać. Może nawet udało im się wyciągnąć pewne wnioski? Sama postarała się natomiast trochę ogarnąć i wrócić do rzeczywistości. Skupić na tym, co było tu i teraz. Na wszystko inne przyjdzie czas, kiedy uda im się wydostać z powrotem na powierzchnie.

Skupiła się wreszcie na kolejnych słowach Bagshota, na jego nieco obszerniejszej wypowiedzi. Tej wypowiedzi, która miała im znacznie więcej wyjaśnić na temat tego co działo się w tym miejscu. Część z tego wydawała się oczywista, zwłaszcza w świetle wcześniej zebranych informacji, reszta natomiast wypełniała luki. Pozwalała na lepsze zrozumienie tego, co miało tutaj miejsce. Skupiona na tym wszystkim, sięgnęła do swojej torby, w której w dalszym ciągu znajdywał się notes z wcześniejszymi notatkami. Tymi, które Penny zrobiła wcześniej z Peppą.

- A te daty? Czy to ma jakieś większe znaczenie? - zaprezentowała Owenowi to, co udało jej się ustalić przy pomocy drugiej, nieobecnej tutaj czarownicy. Chodziło jej o cały ten podział na dwa okresy, ale też i o miejsca, które specjalnie wynotowała. Znaczenie zdawały się mieć katedra, wyspa i ośrodek. - Byłam wcześniej w bibliotece i widziałam mapę. - wyjaśniła jeszcze.

Uwaga dotycząca potencjalnej obecności czarnoksiężnika, który miałby żerować na tym dawnym rytuale... to nie brzmiało dobrze. I Penny nawet pobladła. Ale przynajmniej mogła spróbować pozyskać więcej informacji. Tym bardziej też chciała jakoś wszystkim pomóc. Być może zapewnić jakąś ochronę? Tylko co mogli w tym momencie zrobić?

- Mam w torbie długopis, ale nie sądzę... może atrament. - zapytana przez Millie, raz jeszcze zaczęła przeglądać zawartość swojej torebki. Kiedy wreszcie udało jej się znaleźć coś, co nadawało się do naniesienia run, jeśli nikt nie protestował i wszyscy zgadzali się, że może być to dobrym posunięciem, to Penny zabrała się do działania. - Nie wiem czy to za działa. Nigdy nie próbowałam w ten sposób. To z reguły kombinacje znaków, które są nanoszone na jakiś trwały materiał, kamień czy metal, i wtedy można nadać przedmiotowi właściwości, ale... może się uda. Czegoś musimy spróbować. Po prostu nie mogę zagwarantować, że cokolwiek z tego w ogóle zadziała. - trochę jej się załączyła papla. Chciała wytłumaczyć, że tu nie ma żadnej gwarancji. Usprawiedliwić się gdyby nic z tego nie wyszło. Bo faktycznie nigdy dotąd nie robiła tego w ten sposób. Zarazem jednak każda z run miała przecież znaczenie. Pewne właściwości.

Nie mazgaj się, Penny, tylko działaj! - upomniała się w myślach - Chyba, że chcesz dać się tutaj wykończyć jakimś korzeniom i paskudnym, śmierdzącym czarnoksiężnikom. Bo przecież każdy czarnoksiężnik był brzydki, szczerbaty i okropnie śmierdział. Z takim to wstyd wyjść pomiędzy ludzi.

- To tak. Z jednej strony bym naniosła runę szczęścia, a z drugiej coś co miałoby działanie typowo ochronne. Thurisaz to symbol siły, ochrony i pokonywania przeszkód. Sowilo prowadzi do celu i pomaga rozwiązywać problemy. Algiz to ochrona oraz bezpieczeństwo, ale w innym zakresie niż Thurisaz... raczej bym wybrała tą pierwszą opcje. Hm... - prawdopodobnie za dużo teraz mówiła, paplała, ale potrzebowała to przeanalizować i wybrać opcje, która będzie najlepsza w ich sytuacji. - Wunjo to runa kojarzona ze szczęściem, radością, spełnieniem. Niby potrzebujemy szczęścia, ale... wydaje mi się, że lepszym wyborem byłyby Thurisaz i Sowilo.

Na ile za tym wszystkim nadążali pozostali? Czy w ogóle byli w stanie za tym nadążać? Penny przedstawiła im dostepnę opcje. Tak na szybko, w miarę ogólnikowo. Sama decyzji podejmować jednak nie chciała. Wolała, żeby było to coś, co wybiorą wszyscy, w stosunku do czego wszyscy będą zgodni. Wyraźnie dała im to do zrozumienia i czekała na jakiś znak. Słowo. Nawet polecenie. Cokolwiek.

Kiedy decyzja została podjęta, dwie wybrane runy naniosła przy pomocy palców zanurzonych w atramencie na twarz każdej spośród obecnych w kawernie osób. Swoje natomiast umieściła na rękach. Tak było łatwiej, bo widziała co robi. Miała pewność, że robiła to wszystko tak, jak było trzeba.

Po wszystkim mogła ruszyć kolejnym tunelem, w poszukiwaniu wyjścia na powierzchnie.




RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (II) - Basilius Prewett - 15.06.2024

No dobrze. Czyli pomijając fakt, że zakładał, że co roku ktoś składał tu potajemnie ofiarę z ludzi, to rzeczywiście mieli z Brenną rację. Wyjaśniło się też czemu od kilku lat zaczęły się tutaj dziać dziwne rzeczy.
A znalazł pan może coś na temat dzikich ludzi zmieniających się w dzikie zwierzęta na tych terenach – spytał, bo chociaż mógł się wtedy po prostu pokłócić z rozhisteryzowanym animagiem, to cała sytuacja była tak abstrakcyjna, że nie wykluczał, że nie był to człowiek. Rozważał też halucynacje, ale tego powiedzieć na głos już nie zamierzał. Zmarszczył brwi. Tylko, że jakby... Teraz, gdy o tym wszystkim myślał, to rozumiał jak głupia była jego reakcja, a co jeszcze gorsza dotarło do niego, że jeśli mężczyzna był po prostu czarodziejem, a nie wytworem klątwy, czy też jego wyobraźni, to raczej nigdy go już nie spotka, by wyjaśnić swoje zachowanie i upewnić się, czy z nieznajomym wszystko jest w porządku. – A krypta biskupa? Jest w niej coś wartego sprawdzenia?
Na całe szczęście Owen Bagshot nie przeszkadzał mu w jego pracy i Basiliusowi rzeczywiście udało się zbić chociaż trochę gorączkę czarodzieja i przywrócić mu siły. Teraz tylko musieli się stąd wydostać.
Oczywiście nie wspomniał o swoim problemie z wodą uznając, że nie chce psuć innym potencjalnej możliwości ucieczki. Jaki miałby więc plan, gdyby naprawdę przyszło im pływać? Nie miał pojęcia, ale szczerze liczył, że coś by wykombinował. Na całe szczęście Millie przyszła mu z pomocą.
Tak. Tunel brzmi bezpieczniej. Zwłaszcza, że pewnie wszyscy jesteśmy trochę zmęczeni, a wolałbym nie pogorszać stanu pana Bagshota – zgodził się z Moody, czując jak nagle stres opada z jego ramion, chociaż sytuacja wciąż należała do tych raczej stresujących. – Ale rzeczywiście coś się zmieniło. Jest jakby... Mniej negatywnie. Penny, zdajemy się na ciebie, jeśli uważasz, że te dwie będą najlepsze, to niech będzie Thurisaz i Sowilo.
To nie on był ekspertem, ale sam wiedział, że czasem samym szczęściem nie da się wszystkiego osiągnąć, nawet jeśli Wunjo brzmiało jak coś co mogłoby mu pomóc w pokerze.
Gdy runy zostały już nałożone, a oni ruszyli w stronę korytarza, Basilius dyskretnie uścisnął ramię Millie w podziękowaniu za poparcie opcji z tunelem zakładając, że pamiętała, że wolał unikać wody. W końcu sam jej kiedyś o tym powiedział. Sam szedł przy obu Bagshotach, chcąc cały czas kontrolować, czy Owenowi przypadkiem się nie pogarszało, a Isaac znowu nie postanowił dźgnąć korzeni.