Secrets of London
[15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo (/showthread.php?tid=3297)

Strony: 1 2 3


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Mabel Figg - 24.06.2024

Mabel patrzyła się na wszystkich dorosłych nie do końca rozumiejąc co tu się w ogóle działo. Jak to Leo uważał, że pan Sam był kimś innym, niż panem Samem? To znaczy, co prawda pan Sam bywał też czasem niedźwiedziem, ale przecież chyba nie o to musiało chodzić, prawda? Zresztą czemu czarodziej miałby bronić jej mamę przed jej chlopakiem?
Podbiegła więc po prostu do mamy, która usiadła na krześle i ją przytuliła, bo na jej oko w głowie czarownicy działo się właśnie bardzo dużo rzeczy na raz.
A potem nagle do kuchni i wpadł jakiś ptak i Mabel pomyślała, że chyba jednak nie zamknęła tego okna w swoim pokoju, co miała zrobić przed wyjściem. Dobrze, że nie padało.
Pozostawał też jeszcze problem Leo, który z jakiegoś powodu chciał chyba dopaść pana Sama, a ona na to pozwolić nie mogła! A co gorsza kot mógł teraz dorwać też ptaka, bo w sumie to nie miała pojęcia, czy animagowie w zwierzęcej formie chcą polować na ptaki, czy też nie, a Leo już i tak na niego syczał. Karl w tym czasie jedynie spojrzał się na drugiego kota z pewną wyższością, zerknął na ptaka, a potem ponownie na Leo.
Zmień swoje życie chłopcze, bo to jest naprawdę smutne – odmruknął tylko i następnie zwrócił się do Thomasa. – Wydaje mi się, że jak na mrówki w wielkim mrowisku gatunki kocie i ludzkie są za bardzo chaotyczne. Może ten gigant po prostu przesuwa nas za pomocą swojej woli, a my myślimy, że się poruszamy? – zasugerował, jak gdyby nigdy nic.
Mabel z kolei szybko podbiegła do okna I otworzyła je, aby chociaż jedna istota wydostała się z tego chaosu. Gorzej, że Leo dalej chyba chciał dorwać pana Sama, który był teraz na górze. Mabel bez chwili namysłu rzuciła w Leo-kota różowym flamingiem dla rozproszenia przeciwnika.
Przepraszam, ale mama za rzadko ma chłopaka, abyś ją przed nim bronił – krzyknęła, biegnąc w kierunku schodów na wypadek, gdyby pan Sam potrzebował jakiejś pomocy.


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Thomas Figg - 25.06.2024

- Być może właśnie w tej nieprzywidywalności byłby cały urok? Naprawdę masz chyba zbyt wiele czasu na swoje kocopoły, Karl - być może i chętnie by dalej prowadził dysputę z kocim towarzyszem swojej siostrzenicy, jednak wydarzenia dziejące się wewnątrz pomieszczenia sprawiały, że ciężko było skupiać się na nim.
Już wyciągał różdżkę, aby rzucić czar zarówno na ptaka jak i przemienionego Leo, aby zatrzymać ich w jednym miejscu i uspokoić sytuację. Sam nie miał do końca pojęcia co tutaj się dzieje, krótkie wyjaśnienie siostry na razie musiało wystarczyć.
- Leo, spokojnie, rozwiążmy to w cywilizowany sposób - zwrócił się do kota, gdyby tylko wiedział jak rzeczony Sam wygląda. Bez namysłu by zaczął ciskać w niego wszelkimi znanymi sobie czarami i klątwami. Nieszczęsny miał poznać brata swojej ukochanej, a wyglądał jak ktoś komu Thomas obiecał wsadzić dwieście pączków w miejsce gdzie słońce nie dochodzi.
Wtedy też słowa wykrzyczane przez najmłodszą z Figgów dotarły do jego umysłu - miał wrażenie, jakby ktoś zbił szybę.
- Mama ma kogo? - zapytał dość głośno przenosząc coraz szybciej spojrzenie z Nory na Mabel i znów na Norę. Dopiero potem coś jakby przeskoczyło w jego umyśle i spojrzał na jastrzębia z uniesioną różdżką, na szczęście nie rzucał żadnych zaklęć. Był w zbyt wielkim szoku z powodu rozwoju sytuacji i nie wiedział czy bardziej jest zaszokowany tym, że Mabel wie o tym, że Nora ma chłopaka czy tym, że on nic nie wie.


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Nora Figg - 26.06.2024

Siedziała na tym krześle, kiedy w pomieszczeniu pojawił się ptak. Poznała go wczoraj, kojarzyła Samuela raczej z niedźwiedzią formą animaga, jednak wczoraj pokazał jej też tę wersję siebie. Wiedziała, że to on. W sumie ucieszyło ją nawet to, że wybrał tę wersję, a nie misia, który mógłby jej zniszczyć kuchnię. Może było to dosyć przyziemne myślenia, ale ledwie rozpoczęła swoją działalność w tym miejscu, wolała uniknąć póki co dewastacji, a kto wiedział, jak mogłoby się skończyć starcie kota z niedźwiedziem.

Wpatrywała się w krogulca, który wręczył jej piórko. Ptak był delikatny, wolała go nie uszkodzić, sięgnęła więc ostrożnie po to, co próbował jej wręczyć.

Chwilowy spokój przerwało ponowne pojawienie się w kuchni rudego kocura. Ledwie zdążyła złapać oddech, a Leo ponownie próbował polować na Sama.

- Odfruń stąd, bo jeszcze stanie ci się krzywda. - Mruknęła cicho, chociaż miała ochotę krzyczeć, bo nic nie szło po jej myśli. Rudy kot wariat zaczął skakać po szafkach, zdecydowanie miał chęć skrzywdzić ptasią wersję Samuela.

Do tego wszystkiego pojawiła się Mabel z Thomasem, którzy byli świadkami tego zamieszania. Panna Figg miała dość, nie do końca wiedziała, w jaki sposób powinna zakończyć te przedstawienie.

- Mabel, zostaw. - Nie miała zbyt wiele do powiedzenia, przeniosła wzrok na brata szukając ratunku, bo nikt inny chyba nie był w stanie jej w tej chwili pomóc.

- Mama na narzeczonego, a nie chłopaka. - Uśmiechnęła się dosyć niemrawo do Thomasa, bo zdecydowanie nie był to odpowiedni sposób na dzielenie się taką informacją, ale co innego miała zrobić, kiedy znajdowała się pod ścianą? Może i najchętniej by po prostu stała i wyszła, ale nie do końca było to w jej stylu.




RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Samuel McGonagall - 26.06.2024

To zdecydowanie nie był poranek, o jakim myślał, jaki sobie wyobrażał, gdy otworzył oczy. To zdecydowanie też nie był najgorszy poranek w jego życiu - ten miał miejsce kilka tygodni temu, gdy też spał w łóżku pachnącym nią, ale zwieńczenie pośród jej bliskich nie było w żaden sposób przyjazne. Wtedy ciężka atmosfera wisiała nad stołem uginającym się od jadła, docinki, niesnaski i milczenie, niewidzialna ściana między nią a nim... Cóż... ciężko było nazwać dzisiejsze powitanie przyjaznym zwieńczeniem, w tumulcie ciskanych oskarżeń, pod srogim spojrzeniem brata i wściekłym miałknięciem rudego kota. Była w nim pewna obawa, że tak już będzie zawsze, że jedynym istnieniem, który będzie ciepło go przyjmował w życiu Nory pozostanie mała Mabel, zawsze tak entuzjastycznie reagująca na jego osobę.

Ostatecznie jednak Nora go kochała i tylko to się liczyło dla niego, bez względu na to, czy chodziło o serce ludzkie, niedźwiedzie czy krogulcze.

Może powinien być odważny i walczyć w obronie swojego dobrego imienia. Może powinien strzec zajadle swojej kobiety i jej dziecka, ale z tego co udało mu się pojąć, to Ci mężczyźni strzegli ją. Kiedyś im podziękuje, że mieli na nią oko wtedy, gdy jego nie było. Kiedyś, być może, bo na razie nie zapowiadało się, żeby była przestrzeń do rozmowy czy wypicia choćby zapoznawczego kieliszka wódki. To nie była ucieczka. To był taktyczny odwrót i wsłuchanie się w polecenie jego Pani. Pozostawił pióro i czmychnął przez otwarte okno ku wolności od krzyków i magicznych więzów. Będzie musiał ogarnąć pierścionek, zbudować dom, posadzić drzewo... Nagle głowa wypełniła się planami, a wszystkie okraszone były najsłodszym uśmiechem jaki widział w życiu. Słodkim uśmiechem Nory Figg.

Postać opuszcza sesję

[inny avek]https://i.pinimg.com/236x/58/48/cf/5848cfe387dd76c549fbb57c6d7913a6.jpg[/inny avek]


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Leo O'Dwyer - 29.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOdkcrC.jpeg[/inny avek]
To ewidentnie grupowe było omamienie. Klątwa postępowała. Rozprzestrzeniła się z Norki na biedną małą Mabel, a z tej z kolei na Karla. Chociaż Karl od zawsze miał specyficzny brak humoru, to jednak nie mógł być tak głupi, żeby zlekceważyć jasne sygnały, że coś tu nie grało. Coś bardzo tu nie grało. Narzeczonego Norki nigdy tu nie było, teraz nagle się pojawił i dla wszystkich to była norma. Nie, to nie było normalne.
Pokręciłem bezradnie kocią główką. Nikt mnie nie rozumiał, a tym bardziej moich starań. Zarówno Norka, jak i jej mniejsza wersja, robiły wszystko by ten Thoran mi się wymknął. I podziałało, na złość mojej osobie, bo sobie wyfrunął tchórz. Na domiar złego dostałem ulubionym, a właściwie jednym z ulubionych, pluszaków Mabel.
Zeskoczyłem zniechęcony na niższe poziomy aż w końcu stanąłem na podłodze. Spojrzałem oskarżycielsko na Karla, bo on wydawał się być tu najrozważniejszą osobistością, a jednak mnie zawiódł. Albo był również przeklęty. Ech, tak na dobrą sprawę nie miałem kogo wskazywać pazurem, bo jak nie byli w pełni trzeźwości umysłu, to po prostu nic nie wiedzieli... Biedny Thomas.
Cóż, przemieniłem się z powrotem w człowieczą postać i od razu złapałem za nóż. Tak nie będzie. Nie pozwolę na to. Ja się dokładnie przyjrzałem temu ptakowi. Znajdę go, choćby się ukrywał w całym kluczu krogulców.
- Thomas, nie słuchaj ich. To z pewnością klątwa - odparłem, zajmując się przemienieniem noża w... łuk? Ciekaweee... Zapewne nigdy tego nie robiłem, więc też byłem ciekawy, jak mi to wyjdzie. - Nie dziwne? Nie było nikogo w życiu Norki i nagle - CYK! - jest narzeczony, który na dodatek oświadczał się innej lasce w Dziurawym Kotle i... - zacząłem, patrząc na małą. Nie, nie mogłem przy niej takich rzeczy mówić. Cóż, laskę przeklęło tak, że wciąż nikt nie był jej w stanie pomóc. Przebywała w Mungu od kilkunastu dobrych dni. Miałem aby nadzieję, że Thomas sobie odpowiednio dopowie to milczenie.
- To nie żaden Sam, tylko THORAN. T.H.O.R.A.N. - powtórzyłem, przyglądając się swojemu tworowi albo... dalej nożowi. Cóż, niezależnie od efektu, rzuciłem narzędzie na stolik, bo nie umiałem ani strzelać z łuku, ani rzucać nożami. Lepiej było skorzystać z pazurów. Najprostsze i najlepsze rozwiązanie. Nawet spojrzałem chytrze na swoje ludzkie pazury. - A teraz zmykam. Czas nagli. - Albo wręcz wizja polowania. Płonęła już w moich kocich mięśniach, choć wciąż stąpałem na dwóch łapach... znaczy nogach.

Żeby było dramatycznie, używam transmutacji do uczynienia z noża kuchennego - łuk do szczelnia szczałami
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Mabel Figg - 03.07.2024

Niestety czas jest przemijającą rzeką i nie ma czegoś takiego, jak za dużo jego, na moje przemyślenia – powiedział Karl do Thomasa, nieco oburzony sugestią Figga. – Poza tym tymi kocopołami, jak to określiłeś, probuje otwierać umysł Mabel, zanim zostanie zamknięta w okowach waszego systemu edukacji i segregacji osobowości przez tę starą szmatę, której od wieków pozwalacie na psucia potencjału waszych dzieci.
Mabel Karla akurat nie słuchała, zbyt zaaferowana całą sprawą. Nie słuchała też mamy, gdy kazała jej to wszystko zostawić, biegnąc na górę... Ale wtedy usłyszała coś, co sprawiło, że gwałtownie zawróciła.
MAMA MA NARZECZONEGO!? – wykrzyknęła, wchodząc ze swoją ekscytacja na takie tony entuzjastycznego piszczenia, że Karl się, aż skrzywił. Mama miała narzeczonego. Mama miała narzeczonego! I tym narzeczonym był pan Sam! Ale super! Aaaaa. Już się nie mogła doczekać ślubu. Ale będzie fajnie! Mama będzie wyglądała na pewno pięknie, a pan Sam założy garnitur. I będzie tort. Pewnie taki duży i w ogóle przepyszny. I ona będzie sypała kwiatki! A Karl niósł obrączki! I, na Merlina, mama miała narzeczonego! – WYCHODZISZ ZA PANA SAMA!? A MI MÓWIŁAŚ ABYM SIĘ NIE ZAPĘDZAŁA JAK MÓWIŁAM O ŚLUBIE. WUJKU CZY TY JUŻ ZNASZ PANA SAMA? TO TEN NIEDŹWIEDŹ, O KTÓRYM CI MÓWIŁAM.
No tak się cieszyła, że przez chwilę zapomniała, że Leo dalej chce zrobić krzywdę narzeczonemu jej mamy. I to jeszcze miał nóż! Mabel pisnęła cicho, przestraszona, że czarodziej naprawdę kogoś skrzywdzi, ale dzielnie stała przy wejściu w stronę schodów, tak by blokowac czarodziejowi przejście. Niestety nie miała już flaminga, aby w niego rzucić, a garnki stały nieco za daleko. Karl, widząc co się dzieje, zeskoczył ze stołu, stając przed Mabel. Oboje patrzyli się gniewnie na Leo.
Proszę usiąść i się uspokoić. To nie jest jakiś Thoran – burknęła dziewczynka. – To jest pan Sam... – Zmarszczyła brwi, bo nigdy specjalnie nie przepadała za literowaniem. – S.A.M. Mamo, wujku, powiedzcie mu coś!


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Thomas Figg - 05.07.2024

- Karl na litość, nie teraz - zwrócił się jeszcze do kociego towarzysza swojej siostrzenicy.
Czuł się właśnie jakby przywaliła go jakiś wielki głaz. Nawał informacji jaki na niego spłynął sprawił, ze był otumaniony, prawdopodobnie lepiej by się czuł gdyby ktoś go zdzielił obuchem w głowę niż dostarczył tak dużo informacji w tak krótkim czasie.
Nie wiedział już czy jest zaskoczony rewelacjami Nory, czy też wzburzony po tym jak Leo ujawnił, że to nikt inny tylko Thoran był narzeczonym jego siostry.
- Chwila, muszę usiąść- mruknął tylko cicho i opuszczając bezwładnie dłoń z różdżką i opadł na pobliskie krzesło tępo wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Miał wrażenie, że w uszach biega mu stado słoni, ale to tylko serce waliło mu jak oszalałe. Na ziemię sprowadził go dopiero krzyk Mabel.
- Chwila, co? - zerknął na najmłodszą z tego grona i spróbował sobie przypomnieć kiedy mu mówiła o jakimś Samie... Jakby go piorun strzelił, przecież podczas kiermaszu na Lammas opowiadała mu o niejakim Samie. Zaraz zaraz, gdzie go poznała? U Longbottomów. Czy to znaczyło, że ich też oszukał udając sama? A może to Thoran wyglądał jak Sam? Złapał się za włosy, jakby chciał je sobie wyrwać z głowy, to było bardziej zagmatwane niż ułożenie schodów w Hogwarcie.
- Tak kochanie, pamiętam, jak mi o nim opowiadałaś - odpowiedział z delikatnym uśmiechem, wciąż otumaniony przez wieści o Thoranie-Samie. Zerknął na zaaferowanego Leo, który był bardzo skory do pogoni za ptakiem... Chwila, czy Mabel nie wspominała, że ten cały sam zmieniał się w niedźwiedzia? To jakim czortem zmienił się tego w ptaka, nie istniało przecież coś takiego jak anima z dwoma formami zwierzęcymi.
- Leo, spokojnie, zbierzmy wszystkie fakty do kupy - odezwał się w końcu, jeśli to faktycznie okaże się Thoran to sam pomoże młodzieńcowi go dorwać i wsadzi mu te obiecane dwieście pączków tam gdzie słońce nie dochodzi. Ale jednak wolałby uniknąć wyrównywania rachunków z kimś niewinnym. Dopiero teraz przeniósł spojrzenie na swoją siostrę. - Chyba mamy do pogadania, co nie? - zapytał mając wrażenie, że gdyby ten dom stał w płomieniach to wydawałoby się to bardziej normalny stan niż to co się działo teraz.


RE: [15.08.1972] Poranki bywają trudne | Nora & Sam & Leo - Nora Figg - 05.07.2024

Nora nie spodziewała się, że ten poranek zakończy się tak dramatycznie. Zupełnie nie zakładała, że coś może pójść nie tak. Jak widać nie mogło być zbyt kolorowo. Sam odleciał, Leo pognał za nim. Nie spodziewała się po swoim ulubionym pracowniku takiej reakcji, miała nadzieję, że to tylko chwilowe i mu przejdzie bo będą musieli się pożegnać. Nie zniesie więcej dewastacji swojej kuchni. Tego było zbyt wiele. Miała nadzieję, że Samuel nie zrazi się do Londynu po tym, co się tutaj wydarzyło. W końcu i tak nie znosił tego miejsca.

Nie miała siły teraz nic tłumaczyć, bo trochę ją przerosła ta cała sytuacja. Nie chciała w ten sposób oznajmić Mabel i Thomasowi o tym, co się wydarzyło, została trochę podstawiona pod ścianą. Humor nieco jej się popsuł, czuła że średnio sobie ze wszystkim poradziła, nie znosiła takich momentów.

Leo dalej gadał coś o jakimś Thoranie, przy wychodzeniu z klubokawiarni. Norka nie miała pojęcia kim on jest, ale na pewno nie był jej Samuelem z Kniei, coś musiało się mu pomieszać, wydawał się iść w to strasznie, kto wie dlaczego.

- Leo, idź już, nie mam siły na dalszą dyskusję. - Powiedziała nieco zmęczonym tonem głosu, mógł sobie pójść, bo miała świadomość, że teraz już nic nie zrobi Samowi, był bezpieczny, wyfrunął przez okno, więc rudy kocur go nie dorwie.

- Wyjaśnię ci wszystko Mabel, i tobie też. - Przeniosła wzrok na brata, wiedziała, że dosyć znienacka padłą ta informacja i że to mogło być za dużo, będzie musiała powoli mu wszystko wyjaśnić, miała nadzieję, że jakoś sobie poradzi z przyswojeniem tego, co się właśnie wydarzyło.


Koniec sesji