Secrets of London
[22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach (/showthread.php?tid=3447)

Strony: 1 2 3


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Brenna Longbottom - 07.07.2024

Rzucam pod edycję ostatniego akapitu:
[roll=W]

Thomas mógł dostrzec sylwetki, dopóki Jonathan i wiedźma nie zanurkowali głębiej - wtedy znikli mu z oczu, ale dojrzał ich oboje, ledwo się zanurzył.
Widział jak Selwyn, płynąc z gracją niemalże olimpijskiego pływaka, dopada kobiety.
Widział, jak ta zaczyna się szarpać w jego uścisku. Nie była dość silna, aby się wyrwać, ale dość silna, by utrudniać wyciągnięcie na powierzchnię. Czary rozpraszające nie były potrzebne, nie miała różdżki, nie mogła żadnego zaklęcia rzucić, szarpanina jednak sprawiała, że choć Selwyn zdołał pociągnąć ją w górę, nie mógł od razu, bez żadnego problemu wypłynąć. Płuca domagały się powietrza i w tej chwili stawał przed wyborem: albo będzie dalej ją trzymał i zaryzykuje, że nie zdąży się wynurzyć, albo ją wypuści... i pozwoli jej utonąć.
Thomas, który zanurzył się później, miał jeszcze nieco więcej zapasu tlenu. Znajdował się jakieś trzy metry od pozostałej dwójki.
*
Mildred zdołała wydostać się na brzeg, a nawet zacząć krzyczeć, ale nieumarła nie została w wodzie, obrażenia jej nie bolały i zimno oraz brak powietrza nie osłabiły jej ruchów. Wynurzyła się zaledwie chwilę po Moody i chwyciła ją kościstymi palcami za kostkę, obalając na ziemię, nim ta dopadła swojej miotły.
Rzucone zaklęcie sprawiło, że ręka, zaciśnięta na nodze Mildred, została wygięta translokacją i odpadła od ciała. Trzymała się tylko zaplątana w ciemny płaszcz, ale uścisk rozluźnił się. Noga Millie znów była wolna.
Brenna tymczasem zdołała wygrzebać się spod drzewa i rzucić w pogoń za resztą. Nie zdążyła zobaczyć, jak Thomas nurkuje w ślad za Selwynem i wiedźmą, nie wiedziała, gdzie teraz znajdują się mężczyźni i Lydia, ale jeszcze będąc w lesie usłyszała krzyki Millie – i przyspieszyła tak, że wypadając spomiędzy drzew w pędzie straciła równowagę, wywalając się na ziemię. Wyciągnęła jednak różdżkę, i strumień powietrza odrzucił trupa o jakieś dwa metry od Mildred.

rzuty

Tura do 11.07.


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Jonathan Selwyn - 07.07.2024

Nekromanci byli strasznie irytujący. Lubili sprawiać, że to co było martwe, ożywało i to było w porządku, ale kiedy to ktoś inny próbował upewnić się, że to oni zostaną żywi, a nie martwi, to nagle zaczynali robić problemy i szarpali się w najmniej odpowiedni momencie z możliwych. Możliwe, że powinien ją puścić, czując jak coraz bardziej potrzebował powietrza w płucach, a Lydia jedynie wszystko utrudniała, ale Selwyn był na to zbyt uparty. A właśnie, że nie utonie wredna baba. Były inne osoby, które chciały ją dorwać i najpierw zadać kilka pytań.
Poza tym, po tym pięknym, niemalże olimpijskim, popisie pływackim, Jonathan był wręcz pewny, że uda mu się wypłynąć wraz z wiedźmą na powierzchnię. W końcu było już coraz bliżej powierzchni, on potrafił pływać, a nekromantka może i się wierciła, ale mogło być gorzej. Nie kopała go przecież po kostkach. Zmarszczył brwi, a na domagającej się coraz bardziej tlenu twarzy pojawił się gryfoński upór. Jonathan złpał ją jeszcze mocniej i jedynie przyśpieszył ruchy, próbując znaleźć się jak najszybciej nad powierzchnią wody. Da radę. Gorsze rzeczy robił.

[roll=O]
[roll=O]


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Thomas Hardwick - 10.07.2024

Przez chwilę zastanawiał się, kiedy wiedźmi skończy się tlen i w końcu da się grzecznie wyciągnąć na powierzchnię, nawet jeśli miałaby być nieprzytomna, szybko jednak doszło do niego, że w sumie to i oni nie byli w lepszej sytuacji. Nie miał pojęcia co dokładnie potrafią nekromanci i jakie sztuczki posiadali, poza przyzywaniem szkieletów, co było jednocześnie przerażające i jak to musiał przyznać, całkiem widowiskowe. Dlatego podpłynął do wiedźmy i Jonathana, który zapewne walczył przy ostatnich porcjach powietrza w płucach i pomógł mu wyciągnąć czarownicę, chwytając ją za rękę, oraz płynąć ku powierzchni.
Przy okazji miał nadzieję, że Milie jeszcze jakoś dobie radzi.
Ich nowy kościany mógł nie być taki łatwy do uszkodzenia, równie dobrze jednak trzymana przez nich wiedźma zapewne mogła go też ochronić. I dać im kilka odpowiedzi. A także może w końcu odpowiedzieć za to, co zrobiła.

Rzut na AF na pomoc w wyciągnięciu wiedźmy
[roll=N]
[roll=N]


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Millie Moody - 11.07.2024

Upadła widowiskowo szorując policzkiem o brzeg stawu, ukochanego stawu, stawu dusz, stawu marzeń utopionych, pogrzebanych na wieki wieków... Upadła szorując policzkiem i pomyślał o smaku własnej krwi zmieszanej ze żwirem, o mocnym uścisku na kostce, o przepowiedni, o śnie, który współdzieliła z najlepszym jasnowidzem, którego znała. Upadła i uśmiechała się pogodzona z tym co nastąpi czymkolwiek to było. Zwycięstwo? Porażka? Czy to dobrze, że nagle stało się to dla niej obojętne?

Jej zaklęcie poluźniło chwyt, zaklęcie Brenny dopełniło robotę, wysyłając kościotrupa w kosmos, znaczy kilka metrów od niej.

Millie odwróciła się tam gdzie przed chwilą widziała chłopaków, ale teraz ich tam kurwa nie było.
– Cholera, chłopcy chyba też trafili na trupa! – Przeraziła się, bo może byli w stawie, może jej klątwa stała się ich udziałem. Była sama co prawda w swojej wizji, ale śmierć właśnie taką dziwką była – niechcianą, zimną i samotną. Kurewsko samotną.

– Brenna trzeba im kurwa pomóc, stali tam jeszcze przed chwilą! – krzyknęła machając różdżką aby czerwone świetliki wirowo zatańczyły w miejscu gdzie był Thomas. Flara mogłaby zaalarmować pizdę (ha! Teraz o tym pomyślała, a nie wtedy jak się darła że znalazła kościotrupka). Tak czy inaczej, Mildred nie wiedziała w jaki sposób przyjaciółka chce się tam dostać, uznała informację za przekazaną i sama nie czekając na jej decyzję doskoczyła do miotły i śmignęła po przekątnej do punktu, w którym widziała ich po raz ostatni. Byle szybciej, bo ona już wychynęła, a oni... oni bardzo nie byli na powierzchni.


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Brenna Longbottom - 11.07.2024

Wiedźma walczyła niemal do samego końca - dopiero gdy byli tuż pod powierzchnią, osłabła w ramionach Jonathana, a choć przestała się wyrywać, jej ciężar nieznośnie mu ciążył, wymykał już z osłabłych rąk. Płuca eksplodowały bólem, organizm gwałtownie domagał się, aby mężczyzna zaczerpnął powietrza. Zdołał jednak utrzymać kobietę, a chwilę później jego brzemię przejął Thomas: dzięki temu chwilę później obaj mężczyźni wypłynęli na powierzchnię, z nieprzytomną wiedźmą.
Millie, która wskoczyła na miotłę, nadleciała tam w momencie, gdy wyłonili się, chwytając powietrze. Całej trójce było teraz zimno i wszyscy czuli, jak wraz z opadaniem adrenaliny, uderza zmęczenie wywołane brakiem powietrza oraz podwodną szarpaniną.
Brenna tymczasem bardzo chciałaby ruszyć za Mildred: ledwo usłyszała, że chłopcy też mogli natrafić na trupa (chociaż podejrzewała, że prędzej na kobietę, którą gonili w lesie, a trupy nie rzucały czarów) poderwała się z ziemi i ruszyła biegiem w stronę jeziora. Zamiast jego rzucić się w wodne odmęty przyhamowała gwałtownie, gdy dostrzegła, że nieumarła wciąż tam tkwi, na brzegu, że wciąż się rusza, że próbuje pełznąć ku wodzie, nad której powierzchnią wisiała teraz na miotle Millie. Zatrzymała się więc, i kolejnym ruchem różdżki, następnym zaklęciem skróciła ją o głowę.
Później – gdyby ktoś obejrzał ten szkielet, jaki po niej pozostał – mógłby znaleźć na jej szyi stary wisiorek, kiedyś srebrny, potem jednak poczerniały. Literki układały się w napis Guinevere.
Brenna jednak nie zrobiła tego teraz, dobiegając do powierzchni wody. Przystanęła, z trudem łapiąc oddech, przepełniona ulgą, gdy zobaczyła, że mężczyźni wypłynęli, cali i zdrowi. Po jej twarzy spływały krew: kolejna wypełniona przepowiednia Morpheusa. Tym razem musiały poranić ją drobne gałęzie, kiedy uniknęła bezpośredniego przygniecenia.

To ostatnia tura, jeśli chcecie zadeklarować w niej coś dodatkowego w dłuższym upływie czasu, to dawajcie.


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Millie Moody - 15.07.2024

Lecę do chłopaków i cieszę się, że żyją


Gnała na miotle, niepomna truposza, który został za nią. Później z pewnością, gdy wymieniały się opowieściami o tym zajściu wyściskała i podziękowała Brennie, teraz w całości skupiając się na braku ludzi na powierzchni oraz - w niedługim odstępie czasu - na wielkiej radości wynikającej z istnienia ludzi na powierzchni.
– Żyjecie! – krzyknęła, ignorując to, że ich przeciwnik miał ciało. Zamiast tego rzuciła się na szyję Jonathanowi i Thomasowi przyciskając ich do siebie (też korzystała z tego, że nie stoją, więc łatwiej było ich objąć i składać na skroniach i czołach zimne od stawu pocałunki). – Ja pierdole grubo, prawie utonęłam jak w swoim śnie! – To powinno brzmieć na bardziej przerażone zdanie, ale Millie cieszyła się bardzo z każdego okruchu jasnowidzenia w życiu wypełnionym bólem dupy, że nie potrafi widzieć przyszłości poza grzebaniem w kartach i dostrzeganiem omenów wkoło. I byłoby lepiej jakby to były dobre omeny.

Dopiero po chwili ogarnęła mózg na tyle by zauważyć ciało.
– O kurwa, wy nie mieliście szkieleta. To ta pizda? – zainteresowała się. – Eee.... ona żyje?

Miłość do Księżycowego Stawu ukorzeniała się w Millie, a fakt, że Erik podarował jej na urodziny jej własny portret w anturażu arcykapłanki (Ha! tam też jest Staw! I Księżyc! Oł em dżi! D O S K O N A L E powieszę go na swoich drzwiach jestem kurwa teraz panią tego jebanego domu, Nora weź mnie jeszcze raz pokaż to chłostanie kurzu, bo te podłogi wymagają dużo miłości) i że w końcu pozbywali się szkodników (Ale Breeeeeeeennnaaaaaa no proszę jeden Bogin w piwnicy, dom bez bogina to jak kiecka bez szpilek i na prawdę jebie mnie to że nie nosze ani kiecek ani tych jebanych butów do torturowania kobiet) sprawiał, że była prawie pewna, że to miejsce będzie przez nią bardzo często odwiedzane. Że to miejsce... kto wie, być może... stanie się jej domem.


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Thomas Hardwick - 15.07.2024

Cieszył się, że nie dość, że udało im się nie utonąć, to i jeszcze wyłowić tą cholerną wiedźmę, która widać chciała uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny w najgłupszy jak się wydawało Thomasowi sposób, jaki istnieje.
Nie potrafił zrozumieć tego, co właśnie próbowała zrobić, nie potrafił pojąć kompletnej rezygnacji nad swoim życiem tak, o, po prostu.
Zaczął płynąć z obciążeniem w stronę brzegu, i niemal nie wypuścił Lydii, gdy poczuł jak coś rzuca mu się na szyję. Była jednak to tylko Milie, równie mokra i zziębnięta jak oni, ale cała.
Tak, to się właśnie liczyło.
- Żyjemy, chyba, że nas jednak zaraz udusisz. - Uśmiechnął się, czuł jednak, że chce jak najszybciej wyjść z tego całego jeziora i wysuszyć przy kominku. I napić się czegoś ciepłego. Najlepiej kawy. Choć może jednak nie, patrząc, że Milie wystarczająco potrafiła przyśpieszyć krew w żyłach. - Żadnego tonięcia, nikt już dziś nie tonie - stwierdził stanowczo, a potem spojrzał na trzymaną na powierzchni kobietę, która, w sumie, nie wiedział, czy żyła. Zrobiło mu się naprawdę nieprzyjemnie na samą myśl.
Sprawdził jednak oddech kobiety, który na szczęście istniał, przez co odetchnął z lekką ulgą.
- Tak. Em, trzeba będzie z nią coś zrobić - zaczął, wiedząc, że cała sprawa musi zostać zgłoszona, co wcale nie było dobrą wiadomością. Lydie jednak musiała spotkać adekwatna kara i wszyscy tutaj obecni raczej o tym doskonale wiedzieli.


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Jonathan Selwyn - 16.07.2024

Kto by pomyślał, że szarpiące się pod wodą wiedźmy mogą być takie uciążliwe? Płuca go bolały, czuł że coraz bardziej słabł i już miał myśleć, że może to nie był najlepszy z jego pomysłów, gdy nagle z pomocą, niczym rycerz na białym koniu, przybył mu Thomas, który przejął od niego tę przeszkadzaczkę.
Powietrze w płucach nigdy wcześniej nie było tak cudowne, jak w tamtym momencie.
Jonathan, gdy już wypadł na brzeg, po prostu bezceremonialnie położył się na ziemi, próbując dostarczyć do płuc, jak najwięcej tlenu. Dopiero po chwili, gdy ta niewielka niedogodność pod tytułem zaraz się uduszę została rozwiązana, dotarło do niego, że jest mu zimno i dopada go zmęczenie.
Ale przynajmniej mieli nerkomantkę!
Żyjemy – wydusił z siebie, gdy już podniósł się do pozycji siedzącej, a Millie pomogła mu się ponownie dusić. – Cieszę się z twojego szczęścia Millie, ale Thomas ma rację, nie tońmy już więcej – dodał, zerkając na Thomasa. Skinął głową. – Dziękuję.
Jonathan skierował swój wzrok na Lydię i westchnął ciężko. A może jednak powinien dać się jej utopić? Tak, by było łatwiej dla wszystkich, ale jednak gryfoński upór by wydostać ja na powierzchnię wygrał w nim.
Powinniśmy pewnie się jeszcze przyjrzeć tym trupom. I umie któreś z was ustawić dokładną temperaturę suszenia przy użyciu różdżki? Ta koszula ma specjalne wymagania.Po tej kwestii, Selwyn ostrożnie upewnił się, czy czarownica żyła, a jeśli rzeczywiście tak było, bez względu na to, czy była przytomna, związał ją odpowiednim zaklęciem.


RE: [22.08.72, Księżycowy Staw] Wiedźma o księżycowych oczach - Brenna Longbottom - 16.07.2024

Brenna nadbiegła chwilę później, zdyszana, ubabrana krwią, ale wciąż w lepszym stanie niż oni – wszyscy zmarznięci, zmęczeni toczącą się pod wodą walką. Machnęła różdżką, wyczarowując strumień ciepłego powietrza, który ich otoczył… i roześmiała się, trochę histerycznie, kiedy Jonathan zażądał odpowiedniej temperatury dla swojej koszuli.
Było coś pocieszającego w tym, że pozostawał sobą nawet w takiej sytuacji.
– Trzeba będzie skontaktować się z Harper. Może zmodyfikować Lydii trochę wspomnienia. Zgłosić to musimy, ale przedstawiłabym to jako… anonimowe doniesienie, sprawdzanie czegoś w okolicy, natknięcie się na podejrzaną działalność – mruknęła Brenna, przeczesując rozczochrane włosy dłonią ubabraną ziemią.
Być może przez jej głowę przeszła myśl, że byłoby lepiej, gdyby wiedźma umarła. Gdyby zasnęła na zawsze pod wodą, a oni ukryliby tę sprawę. Ale nie miała w sobie jeszcze dość bezlitosności, wojna jeszcze nie zmieniła jej tak mocno, aby mogła teraz zakończyć życie tej kobiety. Pozostawało więc uzgodnić, co trafi do raportów – o zeznania Lydii zbytnio się nie martwiła, ta nie znała ich imion, nazwisk, nie wiedziała, skąd się tutaj wzięli, czy nie pojawili się z jej powodu, poza tym była na wpół szalona, a i dało się zaaranżować, żeby jej sprawę prowadziły konkretne osoby. Tak by po prostu nie zwróciła za wiele uwagi, która mogłaby przypomnieć ludziom, że w pobliżu kiedyś mieszkali Juliusowie.
Poza tym, wnioskując po tym, jak szybko rzuciła się w wodę, gdy zaistniała groźba schwytania, Brenna podejrzewała, że Azkaban złamie ją szybko. Jeszcze podczas oczekiwania na proces oszaleje do reszty lub umrze. Nie miała szans uniknąć więzienia czarodziejów, nie gdy ewidentnie była winna przynajmniej paru zgonom.
Może śmierć tutaj naprawdę byłaby dla niej błogosławieństwem.
Musieli "wyciąć" stąd na przykład taką Dorę, zadbać, by przedstawić walkę z Lydią jako skutek anonimowego doniesienia. Postarać się, aby w Biurze nikt spoza grona zakonnego nie został zaangażowany w sprawę, nawet nie dlatego, że zrobili coś nielegalnego - bo nie zrobili - ale jedynie by nie zwracać uwagi na Staw i dlatego, że nikt z nich nie sprzeda szczegółów prasie. Nieumarła, która walczyła z Millie, była niejako dowodem rzeczowym, zapewne też trafi do Biura Patologa...
Wiele dziś będzie miała do zrobienia.
– Wracajmy do Księżycowego Stawu.
*

Juliusowie nie byli przyjemną rodziną: nic niezwykłego w latach czterdziestych, w epoce Grindewalda, w rodzinie czystej krwi. Patrzyli na "gorszych" od siebie z góry, a kilka pokoleń wcześniej przejęli ziemie uważane przez miejscowych za miejsce kultu i nie mieli oporu wobec wycinania na nich lasów.
Ignas Julius miał kilkoro dzieci - Bastiana, Justine, Estellę, bliźniaczki Genevieve i Guinevre oraz małego Thomasa. W dzieciństwie nieraz bawili się ze swoją daleką krewną (po matce) Lydią oraz jej bękarcią siostrą Mary, które mieszkały w pobliżu. Dorosłość uwypukliła jednak różnice społeczne. Lydia oddaliła się od nich, a Mary, nie mająca wielkich mocy magicznych, nieuznana oficjalnie córka, stała się służącą... i z czasem i kochanką Bastiana. Ten jednak nigdy nie zamierzał jej poślubił: zaręczył się z Amarylis Greengrass.
Zazdrosna Mary zepchnęła ją ze schodów, a Bastian, uparcie dążący do rozwikłania zagadki śmierci niedoszłej żony, dowiedział się o tym. Skonfrontował się z Mary nad brzegiem stawu, od którego posiadłość wzięła swoją nazwę i tam Mary zginęła, przypadkiem zabita przez Bastiana, a Ignas Julius ukrył tę śmierć.
Lydia nie zamierzała jednak darować im utraty ukochanej siostry. Jej magia, determinacja i cierpliwość sprawiły, że Juliusowie umierali jeden po drugim. Utopił Bastiana w stawie, rzuciła klątwę na Thomasa, zabiła Justine w żywopłotowym labiryncie, uśmierciła jedną z bliźniaczek. Gdy Estella i jej narzeczony, Galahad, obwiniający o te zbrodnie Ignasa, skonfrontowali się z nią, chcąc poznać prawdę, zabiła i ich - a ciała ukryła nieopodal swojego domu. Ignas, oskarżany o zabójstwo córki, popełnił samobójstwo.
Księżycowy Staw został opuszczony.
Wszystkie te nieszczęścia i magia Lydii ściągnęły poltergeista, który wraz z duchem Ignasa, niepokojącymi znaleziskami i staraniami samej Lydii, przepłaszali kolejnych lokatorów. Wiedźma kochała staw, wypełniony mocą i nie chciała odchodzić z miejsca, gdzie niedaleko spoczywało ciało jej siostry - ale wolała, by nikt nie grzebał w historii Juliusów.
I gdy zdała sobie sprawę z tego, że Staw ma kolejnych lokatorów, tym razem bardziej zdeterminowanych... postanowiła ich usunąć.
Schwytana jednak, została oddana w ręce Departamentu, a mając wiele mrocznych myśli, wiele złych wspomnień i wiele nienawiści – miała szybko osunąć się w otchłań szaleństwa w Azkabanie, a potem… w śmierć.

Koniec sesji