![]() |
|
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki (/showthread.php?tid=3526) |
RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 17.07.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BGV5PJj.png[/inny avek] O ile zatuszowanie tego całego szoku nawet się Lorien udało, tak przekonanie Agnes, że ten cały brak zaproszenia nie miał miejsca, to już nieco inna sprawa. Pani Delacour zawsze wiedziała swoje. Tym razem jednak, cóż za łaskawość z jej strony, ograniczyła się tylko do uśmiechu. Przecież nie będzie stawiała państwa Mulciber w tak niekomfortowej sytuacji! Przede wszystkim ze względu na Lorien, dla której ten brak zaproszenia, takie pominięcie - to musiało być naprawdę bolesne doświadczenie. Jedno z tych doświadczeń, do których kobieta nie nawykła. Nazwisko Crouch otwierało wiele drzwi. Podobnie miało to miejsce w przypadku tego, które brzmiało Prewett. - Rozumiem panie Robercie. - musiało to zabrzmieć ciut nienaturalnie. Agnes bowiem na ogół nie zwykła zwracać się do innych per pan. Wyraźnie wskazywało na pewien dystans, nieufność, coś jej się mężczyźnie nie podobało? Nie przypadło do gustu? To jednak zaobserwować mogły przede wszystkim inne osoby przebywające w pomieszczeniu. Te, które panią Delacour znały. Lorien. Camille. Opcjonalnie Matthias, choć akurat on nie do końca byłby w stanie odpowiednio to wytłumaczyć. - To co was spotkało, to co spotkało naszą Ptaszynę, to naprawdę straszne. Mam nadzieje, że zdążyliście już przebrnąć przez najgorsze? - skoro sami ten temat wyciągnęli, Agnes nie czuła się ani trochę skrępowana, aby dopytać. Zainteresować się ich sytuacją. Nie wyglądali, jakby wciąż byli pogrążeni w żałobie. Aczkolwiek kto jak kto, ale pani Delacour wiedziała, że czasami człowiek robi dobrą minę do złej gry. A to co prawdziwe, po prostu ukrywa głęboko w sobie. W przeszłości sama wielokrotnie postępowała w ten właśnie sposób. - Czasami warto zdecydować się na tych kilka spotkań z magipsychiatrą. To żaden wstyd, Lorien. Naprawdę. Mogę Ci nawet kogoś odpowiedniego polecić. Wiesz, mam w tym pewne doświadczenie. Kończąc swoją wypowiedź, położyła jej na ramieniu swoją dłoń. Ot, prosty gest mający, przynajmniej w teorii okazać kobiecie nieco wsparcia. Czy faktycznie jednak o to chodziło Agnes? Czy faktycznie Agnes wybrała po prostu mało odpowiedni moment do poruszenia tego tematu? Każdy mógł to zinterpretować we własny sposób. Atreus sobie poradzi? Zapewne owszem. Ludzie zawsze sobie jakoś radzili. Lepiej lub gorzej. Tyle tylko, że w tym wszystkim nie chodziło już nawet o samego Atreusa. Jego stan. Samopoczucie i problemy. Przynajmniej nie do końca. Bulstrode był po prostu kolejnym obiektem plotek. Dobrym obiektem, skoro do powiedzenia na jego temat mieli całkiem sporo. A przynajmniej - sporo miała sama Agnes. W pierwszej kolejności ograniczyła się do skinięcia głową w kierunku Lorien. Zanim cokolwiek więcej powie w reakcji na jej słowa, chciała ustosunkować się do tego, co padło ze strony kochanej Camille. Zakochanej Camille? To ostatnie wciąż krążyło po głowie Agnes. Będzie musiała wreszcie kobietę o wszystko wypytać. Jak to się stało, że aż tyle rzeczy jej umknęło; że o tylu rzeczach nie wiedziała? Należało to naprawić. - Też wydawało mi się to całkiem podejrzane, wiesz? Zwłaszcza w pierwszej chwili. - zaczęła, spoglądając po wszystkich. Byli tym zainteresowani? Miała ich uwagę? Wystarczająco dużo uwagi? - To musiała być chyba jakaś świeża sprawa? Nie sądzę jednak, żeby moja kochana Charity kłamała. Jaki miałaby w tym interes? - tutaj na moment przerwała, dając im szanse na wtrącenie swoich 3 knutów. O ile ktoś miał coś do dodania. Coś dodać chciał. - Wiecie, to ponoć miał być kolejny aranżowany związek. I przy tej różnicy wieku, cóż... ta smar... młoda dziewczyna niekoniecznie była zainteresowana Atreusem. Chciała od niego uciec, to i wykorzystała okazje. Pomyśleć, że w moich czasach, przy tych kilku latach jakie ich od siebie dzielą, to taka panna byłaby naprawdę szczęśliwa. Moja przyjaciółka, Marcella, pamiętasz Marcelle, Camille? - zwróciła się do krewniaczki, która jako iż wychowała się we Francji, wspomnianą Marcelle powinna przynajmniej kojarzyć. Ta bowiem posiadała pewne związki z ich rodziną. - No więc Marcelle nie miała tyle szczęścia i rodzice wydali ją krótko po szkole za mężczyznę mającego prawie 40 lat! I nikt nie miał z tym wówczas problemu. To było normalne. Czasy naprawdę się zmieniły, ale cóż na to poradzić? - tutaj westchnęła ciężko. - Może niczego radzić nie powinniśmy? Ah. Dużo gadam. Za dużo. Miejmy nadzieje, że Atreus jakoś te wszystkie plotki i skandale przetrwa. Faktycznie martwiła się tym, na ile ten dalszy krewniak zmarłego męża ze wszystkim sobie radził? Może i faktycznie. Zarazem jednak nie miała żadnych skrupułów, kiedy chodziło o przekazanie tych wszystkich plotek dalej. Jedno przecież drugiego nie wykluczało, prawda? - Masz racje Lorien, ptaszyno. - uśmiechnęła się do kobiety. Oj, sama dobrze pamiętała te jej błędy. Mniejsze i większe błędy. - W końcu.. nie, nie powinnam o tym mówić. Przecież nie będę Ciebie zawstydzać przy rodzinie! - zdecydowała, śmiejąc się i zarazem grając lekko speszoną tym, co właśnie padło z jej ust. Każdy kto Agnes znał, wiedział jednak, że gdyby tylko ktoś ją odpowiednio zachęcił, przejmować by się nagle przestała. I opowiedziała wszystko to, z czego właśnie zdawała się jednak zrezygnować. Kręcąca się po pomieszczeniu Elise, przyjęła wszystkie zamówienia. Każde jedno zapisała w swoim notesie. - Za chwilę wrócę z państwa napojami. - jak to brzmiało? Napojami? Dziewczyna najwyraźniej miała problem z tym, żeby wprost powiedzieć, że wróci do nich z alkoholem. Niby nie pierwszy raz pracowała jako kelnerka, ale wciąż pozostawała lekko nieśmiała. Przynajmniej w pewnych kwestiach. Zniknęła za drzwiami. W tym czasie Peter, przygotowywał się do tego, aby wprawić ruletkę w ruch. Upewnił się, że wszyscy postawili swoje zakłady, zanim kolejny raz posłużył się tym samym, francuskim zwrotem. Uparcie do niego wracał. Czyżby był to jakiś wymóg stawiany przez Agnes? Można było uznać to za całkiem prawdopodobne. - Rien ne va plus. - padło. Ruletka została wprawiona w ruch. Kulka rzucona natomiast w przeciwnym do tego ruchu kierunku. Kiedy wytraci swoją energię? W którym momencie zdecyduje się zatrzymać? Trzeba było chwilę odczekać. 5. 17. 23. 3. 31. Wreszcie zaś, na samym końcu, padła 16. - Czerwona 16. Niestety tym razem nikomu nie udało się wytypować liczby. Cztery osoby wybrały jednak prawidłowy kolor. - tutaj przerwał, żeby wszystko na spokojnie przeliczyć. Miał w tym już pewną wprawę. Radził sobie z tym całkiem nieźle. Nie zajęło to Peterowi wiele czasu. - Pula wynosi 63 żetony, z czego do podziału trafia 20 żetonów. - zgodnie z przyjętymi zasadami, zaokrąglił wszystko do góry, tak aby przyznanie każdej jednej osobie tej samej liczby żetonów było możliwe. - Po 5 sztuk dla wszystkich graczy. Pozostałe 43 żetony przechodzą do następnej rundy. Pozwolił im wszystkim na spokojnie się wszystkim zająć. Sam zabrał z planszy jedynie wspomniane 43 żetony. Ciekawe ile uda im się zgarnąć na koniec wieczoru? Peter miał szczerą nadzieje, że coś im jednak skapnie. Zarobią dodatkowo. Nic jednak na ten temat nie wspominał. Miał dość instynktu samozachowawczego! W całym tym zamieszaniu, Agnes nie zdążyła zareagować na to, w jaki sposób Sophie została potraktowana przez ojca. A przynajmniej - zareagować słownie. Na jej twarzy odmalowała się przez moment wyraźnie widoczna niechęć. Później poprosi Lorien na bok. To było pewne. Poinformuje ją też o tym, że nie będzie chciała więcej oglądać jej męża na swoich przyjęciach. Robert Mulciber nie tylko jej się nie podobał, ale też nie pasował do... do wszystkiego. Po prostu do wszystkiego. Na razie jednak starała się to maskować. - Całe szczęście, że niektórzy potrafią się odpowiednio zachować w towarzystwie. Matthias to nasz skarb. Sophie, całe szczęście, trafiła w bardzo dobre ręce. Mój chłopiec najlepiej się nią zaopiekuje, tego jestem pewna. - pozwoliła sobie na tę uwagę, a przy okazji też na wbicie szpilki panu Mulciberowi. Bo skoro Matthias, całe szczęście, w towarzystwie zachować się potrafił, to komuś tej ogłady brakło. Oczywista sprawa, prawda? - No ale... pora na kolejne zakłady. - przeliczyła dla pewności, na szybko, posiadane żetony. 25. I dużo. I mało. Chwilę się zastanawiała, po czym 10 postawiła na pole czarne, po 5 natomiast na wybrane liczby. Tym razem tymi liczbami były 4, 17 i 31. - Miejmy nadzieje, że wreszcie i mi dopisze więcej szczęścia. Chociaż jeśli akurat po tej rundzie skończą mi się żetony, to sytuacja będzie idealna. Akurat mniej więcej o tej porze zaplanowałam małą niespodziankę. Niespodzianka? Oczywiście, że jakaś niespodzianka musiała mieć miejsce. Agnes nie byłaby sobą, gdyby nie zdecydowała się zaskoczyć czymś swoich gości. Tylko na co zdecyduje się tym razem. Trzeba to albo od niej wyciągnąć, albo chwilę jeszcze zaczekać. Kolejna runda potrwa do niedzieli, 9 rano. W puli pozostały: 43 żetony Obecnie każdy z was posiada: Agnes - 25 żetonów Lorien - 180 żetonów Camille - 5 żetonów Matthias - 5 żetonów Sophie - 20 żetonów Agnes postawiła: 10 żetonów na pole czarne, po 5 żetonów na pola 4, 17 i 31. Obecny stan żetonów Agnes: 0. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 17.07.2024 Wyczuła zmianę w sposobie mówienia Agnes. Mimowolnie spięła się, a jej wzrok podążył za jej wzrokiem. Nie idź tą drogą zdawał się mówić, gdy napotkał wzrok Richarda. Agnes być może nie wydawała się groźnym przeciwnikiem, ale tylko druga kobieta mogła wiedzieć, jak wielkim błędem byłoby zrobienie sobie z baby wroga. Kobiety, szczególnie te z jej rodziny, potrafiły być zajadłe i cholernie uparte. A najwyraźniej Mulciber uraził czymś gospodynię i Camille domyślała się, czym. Zmilczała to więc, nie decydując się nawet na ratowanie sytuacji. - Ciężko o niej zapomnieć - powiedziała tylko, zerkając na Agnes. Biedna dziewczyna... Mimowolnie się skrzywiła. Dobrze, że ona sama poszła inną ścieżką ale tylko i wyłącznie dlatego, że miała jeszcze rodzeństwo. Gdyby go nie miała lub było tylko młodsze... Sama skończyłaby tak samo. Zrobiło jej się na tę myśl gorąco. - Nie są zbyt szybkie, prawda? Kelnerki. Szepnęła tylko, decydując się na oparcie pleców o oparcie krzesła. Najpierw Agnes wywleka Marcellę, a teraz zachwalała Matthiasa. I chociaż nikt nie wiedział, co działo się w głowie Camille, to grymas na jej twarzy szybko zmienił się w przesłodzony uśmiech. - Très cher, Agnes, a to podobno ja zbliżam się do pana Shafiqa z komplementami. Uważaj jednak, bo słyszałam, że niektórzy kochają zakopywać swoje skarby głęboko pod ziemią... Tak, by nikt inny nie mógł cieszyć nimi swych oczu - dodała niewinnie, tylko na chwilę patrząc na Matthiasa. Jej sztuczny uśmiech był aż nazbyt widoczny. Gdy padła reszta zakładów, Camille odetchnęła. Uwaga na chwilę została przekierowana na ruletkę. Tym razem jej się nie poszczęściło - zgarnęła więc pozostałe żetony, lecz kolejne słowa Agnes sprawiły, że nie wstała. A miała wielką ochotę przejść do drugiego pomieszczenia. W tym momencie żałowała, że nie poprosiła Lestrange'a o towarzyszenie jej, lecz chciała uniknąć wścibskich pytań. Może to był błąd. - 5 żetonów na pole 21 - powiedziała, przesuwając je z powrotem. Zostało jej okrągłe 0, ale dokupi je w razie czego i najwyżej przejdzie do stolika do pokera. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Celine Delacour - 19.07.2024 razem z Urlett i Celine, do pomieszczenia wchodzi Elise z waszymi zamówieniami
Przystanęła zaraz przy wejściu, pozwalając na to, aby wracająca z zamówionymi napojami Elise ją wyminęła. Spojrzała po zebranych. Nie wszystkich tutaj znała, ale niektórych musiała co najmniej kojarzyć. Właśnie przez wzgląd na ciotkę Agnes. To do niej podeszła w pierwszej kolejności. Lekko uścisnęła. - Przyszłam zobaczyć jak sobie radzicie w ruletce. - odezwała się na tyle głośno, aby inni również słyszeli jej słowa, nie kierowała ich wyłącznie do ciotki. - A przy okazji chciałam również przedstawić wam moją drogą przyjaciółkę, Urlett Reykjavík. - dodała, wskazując przy okazji na kolejną blondynkę. Całkiem sporo tych blondynek było teraz w jednym pomieszczeniu. Aż cztery. Nie była przy tym do końca szczera, gdyby rozmawiała z kimś prywatnie, w cztery oczy, nie nazwałaby Urlett przyjaciółką. Teraz jednak zdawało się to brzmieć nieco lepiej. Odpowiednio. Do towarzystwa dużo łatwiej było bowiem wprowadzić przyjaciółkę niż przypadkową czarownice, którą człowiek zajmował się na prośbę ojca. - Urlett, kochanie? - dodała, zwracając się już konkretnie do kobiety. - To moja ciocia Agnes, kuzynka Camille i kuzyn Matthias. - w pierwszej kolejności wskazała gestem na każdego członka rodziny Delacour. Następnie na dłuższy moment zatrzymała spojrzenia na Lorien. Lorien Crouch. Znała ją jedynie z widzenia i jakiś chwilowych pogawędek podczas przyjęć. Nigdy nie obracały się w tych samych kręgach. - I jeszcze Lorien Crouch. - wskazała na niewysoką czarownice. O ile to jeszcze można było w ten sposób określić. Celine nie była świadoma, że w tym roku zmieniła ona swój status cywilny oraz nazwisko. Na temat pozostałych nic do powiedzenia nie miała. W ogóle ich nie kojarzyła. Oni natomiast najpewniej znać musieli ją. Z pierwszych stron gazet. Z plakatów. Z radia, gdzie można było usłyszeć utwory Celine. Delacour nie była kimś anonimowym. - A to, moi drodzy, Urlett Reykjavík. Przyjaciółka i nowa współpracownica mojego ojca. - dodała jeszcze, wyraźnie podkreślając z kim mają styczność. Kim była Urlett. Skoro przedstawiona została jako współpracownica ojca Celine, można było łatwo założyć, iż związana była z Delacour Pharmacies. Czarownica-naukowiec? Najpewniej. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Urlett Reykjavík - 20.07.2024 [inny avek]https://i.ibb.co/R7jN8wL/Elegancki.png[/inny avek] Urlett przychodzi wraz z Celine; nie obdarza uwagą stołu, ani graczy, tylko towarzystwo, któremu przedstawia jej Celine Urlett nie trzymała uraz długo. To znaczy, o ile nie nabyła jej w pierwszych sekundach po poznaniu. Pierwsze wrażenie w jej przypadku kształtowało całą relację na bardzo długi czas. Wszelkie zmiany wymagały czasu, by zaaplikowały się w jej umyśle. — Również mam taką nadzieję — rzekła, chcąc podpytać jeszcze o Shafiqa, skoro Celine zdawała się znać mężczyznę, ale ruszyły już dalej. Weszły do nieszczęsnego pomieszczenia zapełnionego liczbami, ale przecież nie na stół musiała patrzeć. Skupiła się na dostojnej czarownicy, którą z pewnością warto znać. Resztę towarzystwa również objęła wzrokiem, nie spuszczając z twarzy nieco zbyt entuzjastycznego uśmiechu. — Niezmiernie miło mi państwa poznać. To prawdziwa przyjemność, być goszczonym na tak wyjątkowym przyjęciu w gronie samych znamienitych osobistości. Jej słowa były jak nauczona na pamięć formułka, to samo tyczyło się gestu staroświeckiego dygnięcia. Niemniej, wyszło jej to grzecznie i elegancko. Zawiesiła dłuższe spojrzenie na Matthiasie, w celu szybkiego skanu pod kątem potencjalnego kandydata na męża, ale i tak nie planowała wdawać się w mariaże z francuską krwią. Zauważyła, w jaki sposób Celine przestawiła ją towarzystwu. "Przyjaciółka". Nieco speszyło to Urlett, nie wiedziała bowiem, co dokładnie czarownica ma przez to na myśli. Czy w Anglii określano tak po prostu zaufane jednostki, czy może przez te kilka dni znajomości, zbliżyły się do siebie bardziej, niż przypuszczała? Islandzka panienka nie spotkała dotąd nikogo, kto mógłby nosić miano "przyjaciela". Odcień jej włosów, był tak samo szary, jak zabarwienie jej najbliższych relacji. Przez to też nie rozwinęła tej naturalnej istotom społecznym umiejętności pozwalającej wyczuć bliskość, określić poziom znajomości. Teraz starała się nie myśleć na ten temat, skupiając się na otaczających ją ludziach. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Richard Mulciber - 20.07.2024 Po usłyszeniu odpowiedzi Matthiasa w sprawie organizacji wesel, uniósł brew w niemym pytaniu "Doprawdy?". On raczej by nie pozwolił swoim dzieciom organizować czegokolwiek dużego samopas, bez konsultacji rodzicielskiej. Tu przede wszystkim chodzi o opinię, reputację. Blackowie się najwyraźniej spalili, kiedy słyszało się, co tam zadziało. Niedopuszczalne. Usprawiedliwił siebie i Lorien z nieobecności, ale zaznaczył, że zaproszenia dostali. Jako że Lorien określiła go jako tego swojego kochanego męża, musiał grać odpowiednią troskę o swoją "małżonkę". Lorien podchwyciła to kontynuując wyjaśnienie. O ile ona musiała znieść jego dotyk, tak samo działało to w drugą stronę, gdy poczuł jej dłoń na swoim policzku. Fałszywa miłość. Pokazywana jak prawdziwa. "Panie Robercie." – wyczuł ten wydźwięk. Agnes zwróciła się do niego oficjalnie.- Tak. Przebrnęliśmy. Odpowiedział ze spokojem i uprzejmością, nie zagłębiając się w szczegóły. Ewentualnie Lorien mogłaby coś od siebie dodać. To, że byli w "żałobie", było ich sprawą. Być może Mulciber postanowił towarzyszyć małżonce w takim wydarzeniu, aby nie myślała o przeszłości i skupiła na teraźniejszości. Nie podobało mu się też to, że Agnes proponowała jej jakieś wizyty magimedyczne czy porady. Ale zostawił już ten temat. Lorien zdecyduje czy z ofert skorzysta. W przypadku widowiska randkowego, Richard gdy utkwił wzrok na Sophie, odczytał jej reakcję oraz zmianę na jej twarzy. Nie miała się czego obawiać. Nie wydadzą jej, gdyż temat krążył wokół osób bez podawanego imienia poza Atreusem. Dyskretnie kiwnął jej głową, że rozumie, w zapewnieniu że może być spokojna o swoją sytuację. Przynajmniej na razie. Widział, że rozmową starała się odwrócić uwagę swojemu towarzyszowi od prowadzonych dyskusji. Zatem powrócił skupieniem do tutejszej gry, czy raczej słuchania kolejnych plotek o Atreusie i jakieś znajomej Pań Delacour. Lepiej tak, jakby mieli znać prawdę. Ruletka się kręciła. Zakręciła i przestała. Ktoś wygrał, ktoś nie wygrał. Zwyczajna nuda. Ale baby to lubią. Słoneczko Roberta nie miało już żetonów, zalecił Lorien nie podarowywania Sophie swojej puli, co jak można było zaobserwować, przystała na jego decyzję. Matthias z kolei potwierdził słowa, jakie Richard wypowiedział w sprawie tego finansowego zapewnienia. Zadba odpowiednio o dobro jego "córki", aby mogła dzielić z nim przyjemność zabawy. Jego decyzja nie spotkała się z aprobatą Pani tego miejsca. Jako auror był bardzo spostrzegawczy i wyczuł to. Jego wzrok na moment powędrował na Camille, która swoim spojrzeniem go chyba ostrzegała. Szybko poznał granice. - Nie wątpię.Odpowiedział kobiecie uprzejmie. Uciął także w ten sposób temat. Prześwietli chłopaka później. Agnes planowała jakąś niespodziankę? Wolałby chyba nie wiedzieć jaką. "Gdzie jest ta kelnerka?" – zaczął ją chyba przywoływać myślami, gdyż potrzebował się napić, skoro nie mógł w tej chwili zapalić. Elise powróciła z zamówieniem w towarzystwie kolejnych dam, gdzie jedna z nich była znajomą Agnes. Kolejna blondynka. "Kolejna Delacour? Pierdolę, Więcej tych Flądr nie mieli...?" – skomentował w myślach. Kiedy Celine przedstawiała kolejno osoby sobie jej znane, zdziwił się, że Lorien przedstawiono jej panieńskim nazwiskiem. - Mulciber.Z uprzejmym lekkim uśmiechem, poprawił szanowną Celine Delacour. - Robert Mulciber. Lorien to moja żona. Przedstawił się Celine jak i pannie Urlett Reykjavík. Uświadomił, więc obie panie, że Lorien była jego żoną, zauważając, iż nie były w to najwyraźniej wtajemniczone. Dalej Lorien może im nasłodzić swoimi uśmiechami i tym jakiego ma wspaniałego męża. Gdy Elise podeszła do nich z alkoholem, Richard odebrał swoją szklankę whisky i dla Lorien wino. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7u6XwWd.png[/inny avek] RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Lorien Mulciber - 21.07.2024 Pan Robert. Lorien zacisnęła usta w wąską kreskę, bliska wyprowadzenia Richarda z pokoju w tej samej sekundzie. Ale to by tylko pogorszyło sytuację. Musiała więc siedzieć i znosić upokorzenia i opowieści o cholernych kurach. Czy innych cyrkowcach. Mogła tylko liczyć, że szwagier wykaże się odrobiną zdrowego rozsądku i nie przesadzi. Trzeba było dać Sophie te głupie żetony i zostawić sprawę w spokoju. Kilkadziesiąt galeonów wte czy we wte. Idiotka. Dała się podejść jak dziecko. A teraz będzie musiała jeszcze przekonać panią Delacour, że tym razem jest zupełnie inaczej. Pozostali nigdy nie awansowali do pozycji męża prawda? - Radzimy sobie.- Odpowiedziała łagodnie, choć prawdopodobnie każdy przy stole mógł zauważyć, że temat dla pani Mulciber był wyjątkowo niezręczny. Nie była w stanie nim manipulować tak jak opowieściami o szczęśliwym małżeństwie, radości z obserwowania jak jej pasierbica dorasta. Fakt, nie była pogrążona w żałobie, bo Lorien zwyczajnie nie miała w życiu na nią czasu. Odchorowała swoje, odsunęła od siebie kompletnie Roberta i wróciła do codziennej pracy jak gdyby nic się nie stało. Ale to była ostatnia rzecz, o której miała ochotę rozpowiadać przy ruletce. Do jasnej cholery, gdzie to wino?! - Dziękuję Agnes.- Powiedziała tym samym tonem co wcześniej, tym razem jednak kurczowo zaciskając palce na kolanach, mnąc czerwony materiał sukienki. Magipsychiatra? Tylko tego jej jeszcze było potrzeba! Weź się w garść idiotko. To tylko głupia paplanina Delacour.- Pozwól, że porozmawiamy o tym później, dobrze? W bardziej… kameralnym gronie.- Dwuosobowym najlepiej. Już się nie uśmiechała. Ale z drugiej strony nie strąciła też jej ręki, pozwalając na kontakt tak długo jak to było konieczne. Nawet jeśli cichy głosik w głowie kazał jej stamtąd uciekać. Nie spodobało jej się spojrzenie rzucone przez pasierbicę, ale odpowiedziała jej tylko ostrzegawczym uniesieniem brwi. Biedna Sophie wychowana przy Robercie musiała doskonale wiedzieć, kiedy w czyimś spojrzeniu kryła się cicha nagana. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy ile Lorien tym wszystkim ryzykowała - o czym Agnes mogła zacząć rozpowiadać na lewo i prawo. Tajemnice, które na zawsze powinny zostać zamknięte gdzieś tam na Morzu Północnym. Z dala od świata i innych ludzi. Wszystko to by odciągnąć choć trochę uwagę stołu od cholernego Wydarzenia Randkowego. Próba nieszczególnie udana, bo oto słyszały opowieść o zaaranżowanym małżeństwie jakiejś Marcelle ze starszym mężczyzną. Wielkie ay way. Nie odpowiedziała nic na tą historię, bo… Nie miała po prostu nic do powiedzenia. Bez względu na ogromne starania matki, ojciec zawsze trzymał swoją jedyną córkę z dala od całego aranżowanego cyrku. Nawet kosztem bycia jednym z nielicznych czystokrwistych facetów starego pokolenia, którym faktycznie zależało na szczęściu swoich dzieci - w tym przypadku raczej jednak życiu. Przeniosła spojrzenie na Camille, jej już z kolei słuchając z zainteresowaniem. Głównie wyłapując nazwisko Anthony’ego. Z drugiej jednak strony coś musiało być na rzeczy między nią, a tym chłopakiem od Sophie. Rzuciła młodszej Delacour pytające spojrzenie, ale nie odezwała się ani słowem. Już wystarczyło, że jedną z nich Agnes wzięła pod ostrzał. Nie zdążyła wyprowadzić Celine z błędu, ale na szczęście nie była to rzecz na której musiała się specjalnie skupić. Richard zainterweniował, a Lorien jedynie skinęła nowoprzybyłym kobietom głową na przywitanie. Wyjątkowo zaaferowana wszystkim innym co działo się przy stole i na stole. Miała się grzecznie usunąć, sprzedać historyjkę o tym, że musi porozmawiać z kilkoma ludźmi zanim ci oddadzą się morzu alkoholu, ale Agnes zarządziła ostatnią rundę. Ostatnią, a może potencjalnie i jedną z kolejnych? Okay. Mogła jeszcze moment zostać. Upiła wina, odstawiając kieliszek na tyle bezpiecznie, by nie zdołał się przewrócić przy nieuważnym ruchu. - Czarne.- Zadecydowała nagle, bardziej mówiąc do samej siebie niż kogokolwiek konkretnego przy stole. Nawet jeśli cały wieczór obstawiała czerwienie, teraz czuła znajomą potrzebę zmiany. Jakiejkolwiek. Przesunęła na czarne pole 5 żetonów. Następnie po pięć na liczby 13, 2, 28. Żadne szczególne liczby. 5x czarne 5x 13, 2, 28 - łącznie 20 żetonów. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 21.07.2024 Przebywając w pobliżu rodziców swojej towarzyszki nie potrafił znaleźć jakiegokolwiek powodu dla okazania im stosownej sympatii. Podejrzewał, że na dłuższą metę może być trudno mu okazywać należny im szacunek. Utrzymywanie odpowiednich pozorów nie było dla niego wyzwaniem. To wszystko była gra. Poza pokazywana wszystkim zgromadzonym tutaj osobom. Zwłaszcza tym, wobec których miał swoje plany. — Nie każdego stać na tak szarmancką postawę, pani Mulciber. — Wypowiedziane przez niego słowa w zależności od sposobu, w jaki zostaną odebrane, mogły być oczywistym stwierdzeniem odnośnie przyzwoitego ludzkiego zachowania albo wygłoszonym przytykiem pod adresem męża czarownicy, do której się zwracał. — Jak mniemam... można się od nas czegoś nauczyć. — Nie mówił w tym momencie o tym, jak należy obstawiać. Postawienie wszystkiego na jedną kartę było kwestią indywidualną. Nie wskazywał w tym momencie oskarżycielskim palcem w jakimkolwiek kierunku, jeśli chodzi od odpowiedzialność. Potrafiłby wskazać komu brakuje uprzejmości. Niejako podzielał stanowisko Agnès względem pana Mulcibera. Czarownica wykazała się większą bezpośredniością od niego. Poczuł się całkiem mile połechtany tym, że czarownica wypowiada się o nim w samych superlatywach. — Pochlebiasz mi, tante. — Zwrócił się do czarownicy, posyłając kobiecie promienny uśmiech. — Zdradzisz nam od kogo usłyszałaś coś takiego? — Matthias w tym momencie przeniósł spojrzenie na swoją drugą kuzynkę, nadając swojemu uśmiechowi kpiący wyraz. — Je croise les doigts — Zapewnił rudowłosą o tym, że życzy jej powodzenia. W grach losowych jedynie można zdać się wyłącznie na ślepy los. Próba oszukiwania podczas grania w ruletkę wymagałaby posiadania różdżki w dłoni, umiejętności posługiwania się magią bezróżdżkową albo udziału krupiera z taką właśnie umiejętnością. Hazard ma to do siebie, że łatwo jest stracić pieniądze i trudno je wygrać. Drgnął nieznacznie, zostając niespodziewanie chwyconym pod ramię, przez co raz jeszcze spojrzał na swoją towarzyszkę. Co prawda, starał się śledzić całą dyskusję, jednak pewne zależności przez długi czas będą pozostawać dla niego niejasne. Wynikający z jego niedawnego przybycia do Wielkiej Brytanii brak rozeznania sprawiał, że najpewniej zdecyduje się wypytać gospodynię wieczoru o najbardziej interesujące kwestie. — Możemy też zrobić sobie przerwę od grania. — Zwrócił się do trzymającej go pod rękę Sophie, która na parę chwil zdołała oderwać go od mimowolnego chłonięcia wszystkich serwowanych tutaj plotek. Może właśnie to sprawiłoby, że przestałaby się tak denerwować. Skoro mieli się cieszyć tym wieczorem to nie powinna się tak denerwować. Zmiana otoczenia wydawała się zasadna, nawet jeśli najwyraźniej udało mu się opanować całą sytuację. — Choć jeśli chcesz obserwować jak gram to również nie mam nic przeciwko temu. — Przekazał Sophie. — Kiedy masz korzystać z życia jak nie w młodości? Czym zajmujesz się w tym miejscu? — W pierwszej kolejności postanowił zapytać o sprawę wielkiej wagi. Nie bez powodu młodość była najlepszym czasem w życiu każdego człowieka i z czasem przemijała. Mając za doskonały przykład Agnès można było korzystać z życia w po przekroczeniu pewnego wieku, choć na to trzeba było być dobrze ustawionym. Lecznica dusz... była niejako miejscem znanym mu z czasów, kiedy odbywał w tego rodzaju placówce staż. Jego przeszłość sprawiała, że istnienie takich placówek w świecie mugolskim nie stanowiło dla niego zaskoczenia. — Taki miałem zamysł, abyśmy spróbowali zagrać w pokera. — Potwierdził. Przy stołach do pokera z pewnością rozgrywka trwała w najlepsze, ale może znajdzie się dla nich miejsce. Odebrał dwa kieliszki od Elise, jeden z nich wręczając towarzyszącej mu dziewczynie. Jego uwadze nie uszło też nadejście drugiej kuzynki wraz z towarzyszącą jej nieznaną mu z imienia kobietą. — Salut Celine. A zamierzasz z nami zagrać? — Powitał ciepło wchodzącą kobietę. Z Camille darł koty i nie było w tym nic dziwnego, że jak na razie bardziej preferował towarzystwo Celine. — Miło mi cię poznać, Urlett. — Zwrócił się do następnej blondynki w tym pomieszczeniu. Ona mogła nie znać francuskiego, dlatego posłużył się językiem angielskim. Kolejna runda została rozstrzygnięta. Jedynie kolor. Dzisiejszy wieczorek miał być zabawą, niemającą nic wspólnego z wizytą w kasynie jednak zdobyta przez niego wygrana nie była satysfakcjonująca. Dokonanie jakiegokolwiek zakładu z tak małą ilością żetonów było możliwe, jednak nie oznaczało dużej szansy na wygraną. Potrzebował więcej pieniędzy. — Ja na razie... pasuje. — Przez potrzebę posiadania większej ilości żetonów musiał oprzeć się przemożnej pokusie obstawienia. Zamierzał wrócić w następnej rundzie. Wspomniana przez Agnès niespodzianka bardzo go zaintrygowała i nie zamierzał tego przegapić. — Sophie, poczekaj tutaj na mnie. — Poprosił o to swoją towarzyszkę, nie chcąc aby w tym momencie mu towarzyszyła. Przez to co zamierzał zrobić obecność dziewczyny nie byłaby korzystna dla wizerunku bogacza, na którego się kreował w tym momencie. — Excuse-moi. — Pozostawił kieliszek niedopitego szampana pod opieką swojej towarzyszki i po przeproszeniu wszystkich zgromadzonych przy tym stole osób opuścił to pomieszczenie. W tym drugim czekał na niego rzeczoznawca. Matthias na razie opuszcza salę RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Sophie Mulciber - 21.07.2024 Kiedy wuj skinął uspokajająco głową, złość na niego oraz Lorien trochę jej przeszła. Bała się, że ją wydadzą, żeby dać kolejną nauczkę, ale na szczęście jej obawy okazały się bezpodstawne. Nie wiedziała, czy zrobili to z sympatii, czy wstydzili się przyznać, że brała w tym udział. Sophie odwróciła wzrok, kiedy Lorien skarciła ją spojrzeniem. Była naprawdę bardzo ciekawa, dlaczego udawali małżeństwo, ale nie chciała brać ich na bok, żeby o to pytać. Kiedy w pomieszczeniu pojawiło się więcej gości, Mulciberówna przywitała się z kim trzeba, jednak nie włączała do żadnej z rozmów. -Dobrze, zaczekam.- Posłała Matthias'owi blady uśmiech, po czym odprowadziła go spojrzeniem. Jak tylko zniknął, poczuła się bardzo niekomfortowo. Miała wrażenie, jakby straciła tarczę ochronną i została wystawiona na pożarcie lwom. Poruszyła się nieco niespokojnie, i żeby ukryć zdenerwowanie, upiła dwa łyki szampana. Wpatrywała się w stół od ruletki, żeby przypadkiem nie złapać kontaktu wzrokowego z nikim, kto brał udział w grze. Najlepiej by było, gdyby nikt ją o nic nie pytał. Biedna Sophie! RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 22.07.2024 - Oczywiście, Ptaszyno. Mamy w końcu na to cały wieczór. – zauważyła, zwracając przy tym uwagę, że przecież całe to przyjęcie jeszcze nie zdążyło się nawet na dobre rozkręcić. Ile czasu minęło? Trochę powyżej godziny? Koło dwóch? Trzeba byłoby spojrzeć na zegarek. Na ścianach żaden nie został jednak umieszczony. – Nie wiem jak Ty, ale ja się nigdzie nie śpieszę, także na rozmowę zawsze znajdę czas. – dokończyła, zabierając rękę. – Zwłaszcza taką w kameralnym gronie. Temat zakończony. Chwilowo? Na stałe? Tutaj odpowiedzi udzielone zostaną dopiero przez kolejne godziny. Niektóre sprawy lubiły wracać. Inne niekoniecznie. Matthias. Matthias będący rodzinnym skarbem Delacourów. Agnes pewnych kwestii nie dostrzegała. Dostrzec ich nie chciała – uparcie. Do tego grona zdawała się zaliczać nieco problematyczna relacja łącząca Camille z jej podopiecznym. O ile tak można określić krewniaka, który przybył z Francji. Kobieta nie brała tego na poważnie. Nie uważała za realny problem. Prędzej wydawała się wszystkim rozbawiona. - Na całe szczęście ja zaliczam się do tych osób, które o swoje skarby nie tylko odpowiednio dbają, ale też uwielbiają pokazywać je innym. – zauważyła. I cóż. Podczas całej tej rozmowy, podczas całego tego czasu, który spędzili przy stole do ruletki, nie padło z jej ust najpewniej nic bardziej prawdziwego. Szczerego. Agnes uwielbiała, kiedy inni zachwycali się tym, co znajdywało się w jej posiadaniu. Dla nikogo nie powinno być to czymś zaskakującym. – W końcu czym innym mamy się chwalić, jeśli nie tym z czego jesteśmy dumni? – dodała, już trochę poważniejsza. A przynajmniej mniej rozbawiona wcześniejszym komentarzem. Krupier kolejny raz dał znać, że czas najwyższy wprawić ruletkę w ruch. Chwilę przed tym, pojawiły się w pokoju trzy kobiety. Kelnerka, Celine i Urlett. Skutecznie odciągnęło to uwagę Agnes od oczekiwania na kolejny werdykt losu. Uścisnęła bratanice. Skinęła z wyraźną aprobatą w kierunku Urlett. To dygnięcie. Te maniery! Pierwsze wrażenie – nie było najgorsze. - Nam również jest miło, Urlett. Nam również. – odpowiedziała na jej słowa. I to byłoby na tyle. W tym bowiem momencie jej uwagę skutecznie odciągnęła informacja, która padła z ust krupiera. Kulka zatrzymała się. Los uśmiechnął się tym razem do gospodyni, która zdając się być tym zaskoczoną, zasłoniła aż usta dłońmi. - Wypadła czarna 4. – wszyscy mogli usłyszeć. – Pula to 93 żetony. Po 13 dla pań Agnes i Lorien, za wytypowanie koloru i 67… Nie dokończył. Nie było mu to dane. - I 67 do puli kasyna. – przerwała mu, chcąc tym samym zrzec się drugiej części nagrody na rzecz pracowników obsługujących przyjęcie. W końcu im też należało się coś od życia, prawda? Jej zaś wystarczy tych 16 żetonów, które dostała w zamian za poprawnie wytypowany kolor. Pieniędzy nie potrzebowała. Tych miała bowiem naprawdę bardzo dużo. Krupier na tą informację zareagował jedynie skinięciem głową, choć co bardziej bystrzy obserwatorzy mogli dostrzec ten błysk w spojrzeniu, te nieco szybsze ruchy na samym początku. Dopiero po tych kilku pierwszych chwilach, mężczyzna zdołał się całkowicie uspokoić. Chwilę jeszcze skupiła się na Urlett i Celine. - Będziemy musiały później porozmawiać, panno Reykjavík. Mam tak mało okazji do rozmów z bratem, że chętnie usłyszę wszystko, co byłabyś w stanie powiedzieć mi na jego temat. Teraz niestety… - tutaj spojrzała po pozostałych. – Muszę was na moment przeprosić. Za kilka minut spotkamy się w salonie, mam małe ogłoszenie. Celine, kochanie, zagrasz nam tak, jak się wcześniej umówiliśmy? Kilka ostatnich utworów? I to byłoby na tyle. Agnes jeszcze tylko wysłuchała tego, co mieliście jej do powiedzenia, po czym tymczasowo zniknęła. Wychodząc z pokoju, pozwoliła sobie jeszcze położyć dłoń na ramieniu Urlett. Gest mający dać do zrozumienia tyle co – będę o Tobie pamiętać, znajdę czas. Na ile jednak miało to się spełnić? Już wcześniej mówiliśmy wszak, że pani Delacour najbardziej słowną osobą na świecie… nigdy nie była. Postać opuszcza sesję
Proszę, żebyście do czwartku, godziny 15, wymienili się po jeszcze jednym odpisie w tym temacie. Zakończcie tutaj swoją obecność, zaznaczcie, że wychodzicie. Dam wam znać, kiedy można będzie pisać w temacie zbiorowym, ale zakładam, że będzie on już dla wszystkich wolny za +/- 2 dni. RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 23.07.2024 Agnes wydawała się być... Cóż - dla niej była po prostu sobą, ale właśnie dlatego Camille postanowiła jakkolwiek ostrzec męża Lorien, by nie brnął dalej w ten temat. Wzrok Lorien również zauważyła, ale nie odpowiedziała jej nijak poza uśmiechem - kolejnym, tym razem jednak dość... Sztucznym. Kącik ust drgnął nerwowo, jakby na chwilę panna Delacour straciła rezon, chociaż przecież doskonale wiedziała, że swoją uwagą o skarbie i zakopywaniu go ryzykuje. Ale przecież to była niewinna, drobna uwaga! Ktoś taki jak ta drobna blondynka nie mógłby przecież w tak doborowym towarzystwie rzucać gróźb, prawda? Zresztą Camille nie wyglądała na osobę, która mogłaby komukolwiek grozić nawet w cztery oczy, chociaż na kilka sekund jej spojrzenie stwardniało, gdy Matthias zdecydował się jej odpowiedzieć. Ach, gdzie ta pieprzona kelnerka?! - Być może od jednej z moich ciotek, najdroższy - odpowiedziała lekko, zmuszając się do nadania swojej twarzy niefrasobliwego wyrazu. Ach, jakże piękna riposta: niemalże tak piękna jak twoja stara, tylko z większą klasą. Całe szczęście, że na horyzoncie pojawiła się Celine ze swoją nową przyjaciółką. Odwróciła uwagę od tej kwaśnej dość atmosfery, co Camille przyjęła z ulgą. - Wzajemnie - odpowiedziała szczerze, obdarzając Urlett promiennym uśmiechem. Jej uwadze nie umknął fakt, że kobieta miała dziwnie brzmiące nazwisko. Nie francuskie i z pewnością nie angielskie. Zanotowała więc w pamięci, żeby dyskretnie o to podpytać, bo aparycja nowej przyjaciółki Celine była równie fascynująca, co jej miano. Jednak przegrana sprawiła, że Delacour całkowicie zapomniała o tym, by zapytać o cokolwiek więcej. Spomiędzy jej ust wydobyło się niezadowolone sapnięcie. Nie nawykła do przegrywania, a przecież tak dobrze jej szło. Czy dało się oszukiwać w ruletce? Chyba nie, to nie był poker. Blondyna zmarszczyła brwi z niezadowoleniem, ale w zasadzie nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło - to był idealny moment, by wstać i odejść od stołu. I ewentualnie przejść dalej. - Wybaczcie mi, proszę. Pójdę po więcej żetonów - również wstała. I to nie dlatego, że planowała mieć na oku swojego kuzyna. Tak jakoś idealnie się złożyło w czasie. - Gratulacje, Lorien. Uśmiechnęła się do niej i tu już nie było widać fałszu, chociaż nie dało się ukryć lekkiej zazdrości. Ach, może i Delacour nie miała problemu z pieniędzmi i taka przegrana nic jej nie robiła, ale tu nie chodziło o galeony. Tu chodziło o zasady. Ale żeby wrócić do gry - musiała mieć więcej żetonów, więc opuściła pokój. Postać opuszcza sesję
|