Secrets of London
[noc 6/7.08.1972] Ciszej! - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [noc 6/7.08.1972] Ciszej! (/showthread.php?tid=3560)

Strony: 1 2 3


RE: [noc 6/7.08.1972] Ciszej! - Brenna Longbottom - 22.07.2024

– Tori? – spytała Brenna zaniepokojona. Tak, Victorii zdarzało się zakląć, ale chyba jeszcze rzadziej niż Brennie. Nie rzucałaby kurwami nie mając do tego powody, a poza tym była kobietą, która wbiegła do Limbo i z powrotem, umawiała się z wampirem i nie protestowała za bardzo zabierana na poranną wycieczkę do Zakazanego Lasu. W co takiego było jej tak strasznie trudno uwierzyć?
Z pewnym trudem Brenna ustała na miejscu, nie chcąc upuścić Victorii, a gdy ją odstawiła, wodziła wzrokiem w tę i z powrotem pomiędzy Lestrange, a kratką wentylacyjną, czekając na wyjaśnienia. A ilekroć spoglądała w górę, to minę miała taką, jakby spodziewała się, że zaraz wyskoczy stamtąd całe stado ruchomych świeczek kutasów albo coś takiego.
– Poltergeist – powtórzyła za Victorią, a potem znowu zadarła głowę, utkwiwszy wzrok w niewielkiej dziurze. – W twojej kratce wentylacyjnej.
W jej głosie nie było niedowierzania: nie zdawała się nawet jakoś zdziwiona. Chociaż zdziwiona była, a raczej… no to nie było normalne, i w życiu by się nie spodziewała… ale zaczynała chyba przyjmować coraz bardziej zasadę: nie dziwić się niczemu.
– Nie, Victoria, nie zabijesz go, bo zamordujesz Thorana, a pójdziesz siedzieć jak za człowieka – przypomniała, po czym przeczesała włosy palcami, też od razu zastanawiając się, co zrobić. Wypuszczenie poltergeista wcale nie było dla niej takie oczywiste, bo miała z nimi trochę do czynienia, a tym najbardziej… godnym zapamiętania przypadkiem był Irytek. O bogowie, Thoran za ścianą i drugi Irytek nawiedzający mieszkanie? Victoria mogłaby uznać, że już lepiej wrócić do matki z takim towarzystwem! – Cholera – podsumowała, kręcąc głową. – Masz kogoś, kto może coś na to poradzić? Znam jednego egzorcystę, ale Sebastiana wyciągnąć o tej porze z domu to będzie trudno, no i jak zorientowałby się, że to ja, to by nie wpuścił mnie za próg, a jakbym mu powiedziała, że znowu to poltergeist, to pewnie zamknąłby się w łazience. I… zaraz, w Ministerstwie jest jeszcze jedna, ale nie znam jej adresu…
Nie pomyślała w pierwszej kolejności o Flincie. Nie z powodu niechęci do niego: chyba nigdy tą tak naprawdę go nie darzyła. Ale Dægberht nie był kimś, o kim pomyślałaby, szukając pomocy. Nie był kimś, na kogo kiedykolwiek by liczyła, i to nie tylko dlatego, że lwią część roku spędzał z daleka od Anglii, i niby wiedziała, że wrócił, miała nawet się z nim spotkać, ale jakoś nie zakodowała sobie w głowie, że ten znowu przebywa w Londynie.
- Jak ten drań w ogóle to zrobił?
I tym razem w jej głosie zabrzmiała odrobina niedowierzania.


RE: [noc 6/7.08.1972] Ciszej! - Victoria Lestrange - 22.07.2024

– Obwiązany jak baleron – dodała, gdy Brenna powtórzyła za nią, co znajdowało się za kratką. – Wkurwiony jak stado hipogryfów – ta złość, ta nienawiść w oczach poltergeista była dla Victorii wręcz namacalna. A i tak jego hmm… psikusy… czy to on powodował, że tylko ona słyszała te wszystkie dźwięki? Jeśli on to i tak nie była to pełnia mocy poltergeista, Irytek potrafił siać w Hogwarcie zmieszczenie dalece większe, a ten poltergeist, który zamienił Laurenta w kobietę…?

– No przecież wiem – burknęła niezadowolona, gapiąc się znowu w górę. Aż się odsunęła, bo z daleka łatwiej było tam zajrzeć i dojrzeć tego wkurwionego lokatora na gapę. No był tam, nadal zakneblowany, nadal nie mógł się ruszyć.

– Sebastian? – powtórzyła za nią i zmarszczyła brwi. – Czekaj, on był na potańcówce? – wysilała właśnie pamięć, bo kojarzyła, że rozmawiała przez chwilę z Patrickiem i nieznajomym… – Mówił że jest egzorcystą i twoją najnowszą ofiarą czy tam obsesją – spojrzała z ukosa na Brennę. Co Longbottom mu takiego zrobiła? Sama jednak się zastanowiła, czy jest ktoś bardziej osiągalny. Kogo sama znała…? Egzorcysta… egzorcysta… egzo– – Berht – wyrwało się jej z ust. Berht, z którym zawsze miała dobry kontakt, z początku przez Cynthię, a później… potoczyło się swoim normalnym torem. Lubila go i przyjaźnili się już od czasów szkolnych, co nigdy nie przeszkadzało Victorii suszyć mu głowy o to, że za rzadko widuje się z córką. Ale Flinty niedawno wrócił… i potrafił wypędzać duchy. – Berht jest egzorcystą – oprócz tego, że marynarzem, o czym łatwo mozna było zapomnieć, gdy kojarzyło się go głównie jako bujającego w myślach typa, który najchętniej nie złazilby z pokładu. Ale Dægberht nie schowałby się nigdzie na dźwięk słowa “poltergeist”.

– Nie mam pojecia. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe – co innego wcisnąć ducha do jakiegoś pojemnika, a co innego związać i wepchnąć w bardzo niezamknięty kanał wentylacyjny.




RE: [noc 6/7.08.1972] Ciszej! - Brenna Longbottom - 22.07.2024

Brenna też cofnęła się parę kroków, by pokontemplować widok kratki. I poltergeista w tejże. Z tej odległości nie widziała wprawdzie ani krągłych oczu, tak pełnych wściekłości, ani sznura, co przerabiał złośliwą zjawą na podobieństwo dorodnej szyneczki, ale mogła dostrzec, że coś tam tkwi, i usiłuje się ruszać.
– Dowiem się więcej – powiedziała z zamyśleniem. Oczywiście nie na temat poltergeista, na tym zupełnie się nie znała, ale o Thoranie Yaxleyu. W ten czy inny sposób. Brenna nie była jeszcze pewna, w jaki konkretnie, ale zamierzała pociągać za odpowiednie sznurki i kopać dostatecznie długo, aż na końcu któregoś sznura albo w którejś dziurze znajdzie informacje. Yaxley był niebezpieczny: co do tego nie mogło być wątpliwości. – Hm? Tak, Patrick go przyprowadził, całkiem dobrze się dogadują… – stwierdziła, a potem kąciki jej ust uniosły się, bo podsumowanie własnej osoby przez Macmillana ją rozbawiło. – Obsesją? Sebastian sobie trochę dodaje, nie tak łatwo wprawić mnie w obsesję, chyba że chodzi o limitowaną edycję kart w czekoladowych żabach – skwitowała. Co do ofiary, to już tutaj doskonale domyślała się, dlaczego ujął takiego, a nie innego sformowania. – Och, fakt. Flint – przypomniała sobie. Jej własne stosunki z Flintem były skomplikowane, bo regularnie patrzyła na niego z dezaprobatą za stosunek wobec własnej córki, a on niezbyt lubił te brennowe spojrzenie pełne potępienia. – Sebastianowi więc zostanie oszczędzona nocna wizyta, pewnie okropnie by marudził wyciągnięty z łóżka w środku nocy.
Niby mogło to poczekać do rana, ale Brenna podejrzewała, że Victoria wolałaby uwolnić swoje mieszkanie od niespodziewanego lokatora jak najszybciej. Jak tutaj w ogóle zasnąć, wiedząc, że w twoim suficie siedzi złośliwy duch, który w każdej chwili może „odpalić” afrykańskie bębny? A jeśli te sznury zaraz puszczą? A jeżeli w mieszkaniu było więcej przykrych niespodzianek?
– To jest możliwe, ale dotąd sądziłam, że do tego potrzeba pieczęci, amuletów albo egzorcysty, który zamknie go w naczyniu – mruknęła z zastanowieniem, bo miała jedną przygodę z poltergeistem właśnie w towarzystwie Sebastiana. – Nie miałam pojęcia, że da się go po prostu… związać. Yaxley… cholera, może i te bębny to nie jego robota, ale włada dziwną magią. To co? Pora wyrwać Flinta z łóżka?


RE: [noc 6/7.08.1972] Ciszej! - Victoria Lestrange - 22.07.2024

Kiwnęła do Brenny głową w odpowiedzi. Pewnie sama mogłaby się dowiedzieć tego i owego, ale póki co głowę zaprzątała jej obecność wkurwionej istoty w ścianie tuż pod sufitem oraz sam fakt, że pieprzony (najpewniej) Thoran zrobił jej tak niewybredny “żart”. Przecież poltergeist też mógł być niebezpieczny, to już nie był niewinny żarcik pokroju… czarnych zębów, albo noszenia krzeseł. To była poważna sprawa, tak samo jak krzywdzenie zwierząt. Zresztą… złapanie poltergeista i przytrzymanie go w miejscu na tak długo – co to była za magia?

Z Thoranem naprawdę nic nie było w porządku.

– Nie będę pytać co takiego mu zrobiłaś – znały się trochę za długo jak na to, żeby się temu dziwić. Brenna musiała mu konkretnie mocno zawracać dupę i zabrać go na jakąś wyjątkowo niebezpieczną akcję, że chłop się wystraszył.

Vika i tak wiedziała, że nie zaśnie, niezależnie od tego, czy był tu poltergeist, czy nie. Po prostu tej nocy nie weźmie eliksiru nasennego, ani nie zapali kadzideł. Będzie czuwała aż się tego problemu nie pozbędzie. Nie miała pojęcia czy Flinty już spał, czy jeszcze nie spał; napisze do niego wiadomość, bo nawet nie była pewna, gdzie dokładnie teraz był, sowa go znajdzie… jak będzie musiała poczekać do rana, to poczeka. A jak i to nie wystarczy, to zabierze stąd swoje koty i na czas rozwiązania tego problemu wróci do rodziców, Olivia się pewnie ucieszy… choć wolałaby nie. Ale jeśli nie będzie innego wyjścia…

– No ja też tak myślałam. Że potrzeba naczynia, a nie… nie sznurków i knebla – spojrzała raz jeszcze, powątpiewająco na kratkę, a potem westchnęła cierpiętniczo. – Ta… napisze do niego zaraz bo i tak nie wiem gdzie się teraz szlaja. Poczekasz aż napiszę? Żeby ten… ten mi tu nie pokrzyżował szyków… – i jak powiedziała – tak zrobiła.


Koniec sesji