![]() |
|
[25.08.72, Devon] Sometimes I'm not who you want me to be - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [25.08.72, Devon] Sometimes I'm not who you want me to be (/showthread.php?tid=3605) |
RE: [25.08.72, Devon] Sometimes I'm not who you want me to be - Atreus Bulstrode - 23.07.2024 Na usuwanie królewny było już zdecydowanie za późno - królowa powinna te kwestie rozważać dawno, dawno temu, bo teraz panna była już na to duża. Panujący nagle w sali spokój wydawał się wręcz niewłaściwy po tym, jak przed chwilą wszystko szalało. Atreus przebiegł jeszcze spojrzeniem po sali, upewniając się że nikomu nie przychodziło nic głupiego do głowy; Maeve właśnie skończyła przeszukiwać kieszenie Lucjusza, po to by po paru krokach podnieść z posadzki jakąś kanapkę i nią się zainteresować. Alastor dobiegł do sponiewieranej Millie, chichoczącej obłąkańczo, Erik pomógł wykaraskać się spod stołu starszemu Anthony'emu, a Samuel wreszcie pocałował swoją przyszłą małżonkę. W końcu Atreus spojrzał na Brennę, samemu chyba też zapominając, ze wciąż trzymali się za ręce. - Cała przyjemność po mojej stronie - mruknął, zaglądając jej w oczy. Zdążyli już nie raz ustalić między sobą, że był draniem, a niektóre podejmowane przez niego decyzje bywały wątpliwe, ale w gruncie rzeczy nie był zły. Tak samo jak wiążące ich przeznaczenie takie nie było. Kiedyś Atreus myślał, że nić losu, która ich związała, była najgorszą rzeczą, która mu się w życiu przytrafiła. Ciągnęła ich do siebie, jakby wbrew ich woli, zakłócając naturalny rytm rzeczy, ale prawda była taka że wcale nie potrzeba było wiele, żeby ją zignorować. A mimo tego podążali za nią. Czasem do tego stopnia, że w komnatach Brenny czekała przecież Maddie, ich własne dziecko niespodzianka. Atreus uśmiechnął się lekko, kiedy przez myśl przeszło mu, że może powinien iść za przykładem Sama, ale wtedy Jaskier wskoczył na stół i szarpnął za struny. Po hali potoczyła się melodia, ta sama która wcześniej rozbrzmiała na plaży w Devon. Ta sama, która ucichła, kiedy otworzyli wreszcie oczy, leżąc na piasku. Przez chwilę Bulstrode zwyczajnie patrzył w rozgwieżdżone niebo, zastanawiając się co właściwie się stało. To musiał być sen, ale wydawał się tak żywy i prawdziwy. Dokładnie pamiętał twarze wszystkich, którzy przewinęli się przez niego - twarze ich rodziny, przyjaciół i znajomych. Ale nie ważne jak bardzo się nad tym zastanawiał, wracał do ostatniej rzeczy, którą miał przed oczami jeszcze w królewskim zamku. Usiadł na piasku, wzrokiem odnajdując Brennę, a kiedy napotkał jej spojrzenie, zrobił to co miał wrażenie, że powinien zrobić już dawno. Pocałował ją. RE: [25.08.72, Devon] Sometimes I'm not who you want me to be - Brenna Longbottom - 23.07.2024 To był cholernie dziwny sen. Po przebudzeniu też przez moment leżała po prostu na piasku, zapatrzona na niebo, a potem usiadła, z odrobiną paniki rozglądając się: ukłucie strachu przeminęło jednak szybko, gdy upewniła się, że i Bulstrode jest tu żywy, nikt nie poderżnął mu gardła we śnie, i w oddali dalej widać lampiony, nie jakiś pożar albo mroczny znak, i nigdzie nie ma tego cholernego grajka, który najwyraźniej rzucił jakieś usypiające zaklęcie. Różdżka też wciąż tkwiła tam, gdzie być powinna, w kieszeni, nikt więc nie próbował ich rozbroić. Pamiętała sen, w każdym szczególe – na razie jednak nie podejrzewała nawet, że on śnił o tym samym, ani że do samej jego konstrukcji przyłożył rękę pieśniarz. Pomyślała, że jej umysł działa w wyjątkowo dziwny sposób, bo o ile mogła zrozumieć, co tam robił Atreus (hej, moja głowo, możesz przestać, zanim doprowadzisz mnie do szaleństwa?), że najwyraźniej widok Nory jeżdżącej na niedźwiedziu utknął jej w pamięci trochę za bardzo, że śniła o Alastorze – dowódcy straży oraz Basiliusie dopytującym o datę, a nawet skąd ten świecznik w rękach Louvaina, to już niezbyt pojmowała, skąd te całe zaręczyny w tle ani Changówna wykradająca sztućce i podnosząca z ziemi kanapki. Może nawet powiedziałaby, że miała absolutnie szalony sen, i gdyby nie to, że nie tknęła drinków, oskarżałaby Tedyego o dolanie do nich czegoś podejrzanego, ale jakoś jak się do Atreusa odwróciła, to wszystkie słowa zamarły jej na ustach. A potem niewiele myśląc – gdy chodziło o niego zresztą albo wcale nie myślała, albo myślała za dużo, jak gdyby się zastanowić, nie istniał stan pośredni – zarzuciła mu ręce na szyję i oddała pocałunek. Bo wprawdzie nie miała pojęcia, czy powinien zrobić to już dawno, ale na pewno nie zamierzała narzekać, że pocałował ją teraz. Koniec sesji
|