![]() |
|
[22.08] Księżycowy Staw – Herbatka po obiedzie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [22.08] Księżycowy Staw – Herbatka po obiedzie (/showthread.php?tid=3651) |
RE: [22.08] Księżycowy Staw – Herbatka po obiedzie - Thomas Figg - 08.10.2024 Dawał jej swoją obecność. Choć czuł bezkresną głębinę, mrok czający się w nim samym, nad którym nie miał kontroli. To jednak był tu dla niej, a może i też dla siebie? Może wcale to nie był taki przypadek, że znaleźli się w tej sytuacji. Zawsze był tym, który mimo pochłaniającego go smutku i lęków krzesał z siebie te energię potrzebną do rozganiania mroku w innych. Thomas był osobą, której mogła bez pytania wypłakać się na ramieniu, a on nie zadawałby pytań, za to zrobiłby wszystko żeby zaśmiała się z jego żartów - żeby rozgonić mrok, który ją nęka, choć jednocześnie wiedział, że sam w sobie ma go coraz więcej. Gdyby mógł to zabierałby przyjaciołom ich mrok i upychał go w sobie, tłumiąc niemy krzyk. Czy to faktycznie był tylko sen? Ułuda wywołana przez napar krążący w ich organizmie, czy faktycznie mogło się to spełnić? Że wypłyną na powierzchnię, zejdą na brzeg i powita ich świt emocji. Samotność odejdzie w zapomnienie, pojawi się miłość tak jasna i gorąca, że odmęty samotności będą jedynie nikniejącym wspomnienie koszmaru minionych lat. A może faktycznie gdzieś czekała taka przyszłość i musieli po nią sięgnąć, pozwolić, żeby sen stał się prawdą. Płynny i bezwolny niczym woda dał się jej dowolnie kształtować według upodobań Ziemi czyniąc jej wolą swoją i nie stawiając żadnego oporu. Był wodą, Stawem, który dbał o nią, nie mógł pozwolić jej wyschnąć na wiór i rozwiać się na wietrze. Był tu dla niej, był tym któremu zależało, tym który znał i rozumiał pustkę. A co najważniejsze był tu, żeby ją powstrzymać, żeby pokazać że się myliła i wciąż coś dobrego może na nią czekać. Że życie to nie tylko cierpienie ociekające zawiścią i samotnością. Że cmentarzysko drzew w niej jest możliwe do ożywienia, że każda emocja może na nowo zapuścić korzenie i odżyć jeśli tylko dopuści do siebie życiodajne wody. Może i nie była faraonem, jednak sprawiła, że jego życiodajne wody wzburzyły się niczym Nil w pierwszych wiosennych podrygach. Powoli i delikatnie objął ją swoimi dłońmi, wciąż przemoczonymi i pokrytymi mułem, znacząc nimi ślady, jakby rzeki żłobiące koryta w ziemi. Czuł jej ciepło pod swoim dotykiem, czuł przyjemny ciężar na sobie informujący go, że to nie jego wymysł wyobraźni, że faktycznie jest przy nim, a nie jego świadomość okrutnie zabawia się z nim. Wtulił twarz w jej włosy, chłonąc zapach, pachniała mokrą trawą, jak ten cudowny, bezpieczny zapach ziemi zaraz po deszczu i czymś jeszcze czego nie potrafił zidentyfikować ale wiedział, że ten zapach będzie go "prześladować" już zawsze. Pozwoli fali swoich uczuć wylać się z brzegów i skierować ku niej - potrzeba już nie potrafił stwierdzić w którym miejscu ona jest Ziemią, a gdzie on jest Wodą - nie był w stanie rozdzielić ich od siebie, czuł jak ich dusze splatały się ze sobą. - Będę - szepnął natychmiast w odpowiedzi - Będę cie chronił... Wytrę ci łzy z powiek... Obronię przed kimkolwiek, a gdy powiesz słowo zobaczysz mnie przy sobie - słowa jego choć ciche jak poprzednie spływały z dziwną mocą niczym szalejąca woda spływająca w dół strumienia z niespotykaną siłą i niepozwalająca aby cokolwiek stanęło jej na drodze. - Bieda tym, którzy spróbują cie skrzywdzić. Choć jestem jeno stawem porwę ich i zatopię w głębokich odmętach z furią wzburzonego oceanu - zakończył przymykając oczy, nagle nie było tej wszechogarniającej pustki. I choć gdzieś tam nadciągały echa wojny to był pewien swoich słów, gotów poświęcić się, sprawić, że ochroni ją - wszystko za choćby jeden uśmiech. Czuł się jakby właśnie po długich latach osiagnął powierzchnię, nabrał powietrza w płuca i stał się tak lekki, że nie musiał obawiać się ponownego spadnięcia w dół. Była ona, Ziemia i on. A sztorm, który zazwyczaj targał jego sercem uspokoił się. Nic nie miało znaczenia, w tym momencie tylko Ziemia i jej obecność. RE: [22.08] Księżycowy Staw – Herbatka po obiedzie - Millie Moody - 08.10.2024 Mówił o śmierci, ale szept jego fal był kojący i ciepły. Mówił o bezpieczeństwie i choć daleko mu było do wzburzonego oceanu, wierzyła mu. Wierzyła od pierwszych kroków, które postawiła w tym miejscu. Że to jest bezpieczne miejsce, że to jest jej miejsce, gdzie nikt nie podniesie na nią ręki, gdzie poczuje się w końcu częścią... ...częścią czegoś. Częścią wszystkiego. Zwiotczałe członki, ciężkie od grzybowej herbaty, wrastały w trawę korzeniami, gałęzie wypełzały przez skórę, czuła jak obrasta ją mech, jak na barku w miejscu znaczonym piorunem rozrastają się białe kapelusze, o migoczącym błękitnawym poblasku. Otarła policzek o niego, nie dbając o bród czy mulistą woń, zgodnie z jego słowami czując jak obmywa plażę jej istnienia dając jej życie. Jej Staw, który wcale nie chciał jej zabić, nie chciał pochłonąć, jak mówił sen. Chciał być jej. Tylko jej. Rozpływała się w tej myśli, w pogodnym cieple, rozpływała się w dogasającym słońcu, w gałęziach wychodzących z jej żeber, które rychło obrosły w liście i pokryły się białym kwieciem gruszy. Pochylone płatki owiewały ich słodyczą jak kadzielnica, na ołtarzu Matki, odbierając im w końcu mowę i wolę, stapiając w jedno z przestrzenią, dostosowując puls ich serc do pulsu ziemi. A gdy dzień zgasł i oni zgaśli, zasnęli nad brzegiem stawu śniąc sny tej ziemi, w końcu uwolnione z pętli koszmaru szkaradnej wiedźmy, łamiące krąg nienawiści i boleści. Oni, wtopieni w krajobraz nieśli sobie i temu miejsce nadzieję na lepsze jutro. Koniec sesji
|