Secrets of London
[17.04.70] Friday 17th, witches - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [17.04.70] Friday 17th, witches (/showthread.php?tid=3835)

Strony: 1 2 3


RE: [17.04.70] Friday 17th, witches - Basilius Prewett - 03.11.2024

Czasami mam wrażenie, że masz jakieś bardzo konkretne zdanie o Prewettach – powiedział z uśmiechem, bo... Bo no w sumie to on też miał pewne zdanie o Longbottomach, nawet jeśli nie całkowicie poważne. – Dziękuję. – Za to, że nie naciskała. Może i nie powinien tego wszystkiego tak w sobie trzymać, ale... Ale chyba tak mu było dzisiaj łatwiej, niż gdyby po prostu wyrzucił z siebie wszystko, bo miał dziwne wrażenie, że gdyby chociaż na chwilę pozwolił słowa popłynąć, płynęłyby już bez końca, tak że pewnie zrobiłby z siebie jeszcze przed Brenną idiotę. A nie chciał też zarzucać jej za bardzo swoimi problemami.
Chyba, że ciastko będzie miało na sobie klą... – Oczywiście, że na słowo klątwa podeszła do nich kelnerka i niemal nie upuściła na nich zamówienie. – Nic się nie stało – zapewnił ją, gdy już dotarło do niego, że nie będą musieli wybierać się z Brenną do Munga ze względu na poparzenia. Już widział jak Florence dowiaduje się, że jej kuzyn, który zapewniał, że wszystko z nim było dobrze, nie dość że skończył poparzony herbatą, to jeszcze przez cały czas nakładania opatrunków nie chciał puścić ręki jakiejś Longbottom. A tak poza tym to miał być przecież dzisiaj na rozprawie sądowej.
Skinął głową, zgadzając się na plan Brenny, wspólnie z nią nalewając herbaty do ich kubków, tak, że o dziwo nic się nawet nie rozlało. Gdyby chcieli byliby naprawę imponującą przesłodzoną parą, która odmawiała puszczenia swoich dłoni nawet na chwilę. To znaczy na całe szczęście parą nie byli.
Tak. Zdecydowanie tak sądzę.Nie że się znam na tym, ale jednak trochę się znam na tym.
To był głupi dzień. Naprawdę głupi dzień, pełen niespodziewanych piątków siedemnastego, głupich rozprawy sądowych i kelnerek, które chciały najwyraźniej pomóc rozpalić ogień miłości, którego przecież nie było. A jednak... A jednak skłamałbym, gdyby powiedział, że gdy zaczął rozmawiać z Brenną o ostatnim dziwnym przypadku w Mungu, popijając herbatę i jedząc ciastka, nie polepszyło mu to chociaż trochę humoru. Bo poprawiło i to zdecydowanie. Przynajmniej na tę kilka godzin, zanim ich dłonie nie zostały rozklejone, a on wrócił do swoich starych zmartwień.

Koniec sesji