![]() |
|
[wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice (/showthread.php?tid=3987) |
RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Heather Wood - 06.10.2024 - Woo, to będzie duża impreza? - Zapytała Erika. Skoro zamawiał wiolonczelistkę to chyba musiała być z pompą, na pierwsze lepsze przyjęcie nie zapraszało się takich muzyków. Może niepotrzebnie tak wybiegła do przodu, bo w sumie, czy była na tyle blisko z Longbottomem, aby zapraszał ją na swoje urodziny? Może wuja miał sercę i nie pominie jej na liście gości, jak nie to spróbuje jakoś się na nią wkręcić, czuła, że to może być naprawdę całkiem niezłe przyjęcie, zresztą jak każde u Longbottomów. Spodziewała się, że wyjdzie temat Borgina. Cóż, nie był za bystry skoro został obwiniony za wniesienie głowy do ministerstwa. - Podejrzewam, że ten Borgin pojawi się gdzieś prędzej, czy później, nie wydaje się być szczególnie lotny, może trzeba obserwowac chatę tej jego lasi, pewnie będzie chciał ją odwiedzić. - Rzuciła jeszcze wgryzając się w pączka, złapała przed chwilą bowiem do ręki drugiego. Słuchała uważnie tego, co miała do powiedzenia Brenna. Nieco drgnęła, gdy usłyszała, że Atreus się z nimi kolegował, on się teraz kręcił przy jej mentorce, co bardzo, ale to bardzo nie podobało się Rudej, będzie musiała mieć ją na oku, skąd mogli wiedzieć, że miał dobre zamiary. - Lestrange to menda, okropna. - Nie mogła się powstrzymać od komentarza na temat jego osoby, rękę by sobie dała uciąć, że na pewno działa po tej drugiej stronie. - W Hogwarcie próbował się nade mną znęcać. - Nie ma się, co dziwić, że była do niego uprzedzona. - Zresztą spotkałam go parę miesięcy temu na Nokturnie, zauważył, że go obserwowałam i się strasznie wkurwił, na pewno chciał coś ukryć. - Nie wspomniała o tym, że wylądowała przez niego w kałuży, bo to było dla niej uwłaczające. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Morpheus Longbottom - 06.10.2024 Morpheus odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę. Wyprostował plecy, splótł dłonie w koszyczek. W międzyczasie spalił papierosa, strzepnął popiół do popielniczki i zgniótł peta, jakby potrzebował wolnych rąk do opowiadania. Nie wstał jednak, żeby jeszcze bardziej nie pogarszać swojego statusu geriatrii pośród bardzo młodej rzeszy Zakonników. Zabawne, że czasami wyglądał starzej od swojego brata, na przykład teraz, jemu lat obejmowała twarz nieskażona myślą. Jonathan natomiast był młodszy, realnie i miał więcej wigoru, niż Longbottomom. — Zacznę od najmniej nas zajmującej. Thoran to nie jest brat Geraldine Yaxley, to demon, który ją prześladuje, zmienia wspomnienia i prawdopodobnie próbuje przejąć jej miejsce. W normalnych warunkach zaproponowałbym, żeby Erik wziął z nią ślub, ale w tym momencie to zbyt duże ryzyko. Podobno działa coś na froncie pozbycia się go, ale jeśli jej się nie powiedzie, zgłoszę to do Departamentu Tajemnic, bo demon nie może biegać po ulicach Londynu samopas. Ah i uważajcie, nosi twarz Samuela z Kniei. Geraldine nic mi nie mówiła o tym, jak dalej toczy się poszukiwanie rozwiązania, ale z mojej wiedzy wynika, że powinno się go ponownie zapieczętować. Podsumował sprawę, aby ją wyklarować, zwłaszcza, że istota mogła być bardzo niebezpieczna, na pewno Thoran był przeklęcie przebiegły. — Drugą sprawą, o której jeszcze żadne z was nie wie, jest Fortinbras Malfoy. Zauważyłem jego dzieci na przyjęciach związanych z Zakonem, Eden i Elliota. Natomiast na przyjęciu Muzy, patrząc na niego miałem niepokojącą wizję związaną z jego intencjami. Podczas gdy panna Avery mówiła swoje dość pro-mugolskie zakończenie, w jego głowie pojawił się obraz związany z puklem blond włosów i bardzie niepokojącej wersji mugolskiej rymowanki... London bridge is falling down... — zanucił na końcu, fałszując okropnie, jednakże wystarczająco, aby rozpoznać utworem, znany bodajże na całym świecie, również w czarodziejskim. — Jego córka zaś była przykładnie u jego boku, więc należy ją sprawdzić. Nie jest to żaden dowód, ale sugestia rzucenia klątwy i owszem. Warto młodych prześwietlić, aby wykluczyć ewentualność szpiegostwa. Zakładam, że Atreus jest zinfiltrowany, skoro był na roku z Borginem, a Florence z nami współpracuje? Ostatnią część skierował już bezpośrednio do Brenny. — A teraz przejdźmy do meritum. Podczas rytuału na Lammas doświadczyłem epifanii. Prawdopodobnie siła wyższa zesłała mi wizję, w której w momencie, gdy liście w dolinie zmienią swój kolor na pomarańczowy, Dolina zapłonie, a nad nią zawiśnie znak naszych wrogów. — Ominął fragment o tym, że nad nim bezpośrednio wisiało zagrożenie śmierci w ogniu. Z kieszeni wyjął fiolkę ze srebrną zawartością, która poruszała się, jak mała rybka. — Mam jej wspomnienie tutaj, gdyby ktoś chciał do niego zajrzeć. Nie jestem jedynym, który miał podobnie pokrzepiające wizje. Drugą osobą była wspomniana wcześniej Florence Bulstrode. Jej wizja dotyczyła jakiegoś miasta, podejrzewamy, że może to być Londyn, ale nie mamy żadnego potwierdzenia. Widziała cienie, śmierciożercę w mrocznym zaułku, a wreszcie wbiegła do domu, w którym były dzieci i kobieta. We śnie byli znajomi, ale stanowiły tylko symbol dla mózgu. Do środka za nią wtargnęły cienie i zaatakowały ogniem kobietę. Cienie weszły w ściany i wszystko zajęło się ogniem. Będę próbował znaleźć jeszcze jakieś inne proporctwo, wiarygodne, ale... — rozłożył ręce w bezradnym geście. — To wizje. Rzadko bywają dosłowne, ale mają kilka wspólnych cech. Nadchodzące ataki i ogień. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Jonathan Selwyn - 08.10.2024 Pierwsza informacja wywołała u niego jedynie zmarszczenie brwi. No cóż, demony może i nie były tak popularnym zjawiskiem atmosferycznym w Wielkiej Brytanii, jak deszcz, ale jednak zdarzały się. Zakładał więc, że skoro sprawą już ktoś się zajmował, to nie musieli o tym myśleć. Znacznie bardziej niepokojąca była natomiast informacja, że Morpheus wspierałby ślub Erika z Geraldine, bo na Matkę, Merlina i matkę Merlina ich Tony by się potem już w ogóle nie pozbierał. Nie było to jednak dobre miejsce na dyskutowanie o małżeństwach Erika, po pierwsze dlatego, że byli tutaj inni ludzie, a po drugie, że był tu sam Erik. Druga sprawa... Zacisnął usta i wziął łyka herbaty. Jak bardzo nie planował tego powiedzieć na głos, to trzeba było przyznać, że gdyby rzycił w tym momencie Oh, a tak poza tym to na tym samym wydarzeniu był mój były kochanek, wampir, który między innymi grozi Morpheusowi, zdecydowanie uzyskałby punkty za dramatyzm. Trzecia sprawa. Odstawił filiżankę z powrotem na spodek. Na moście demon Wszystko w ogniu stoi Coś mu nie szło to haiku. Morpheus ostrzegał już go o tym w liście, ale nie sprawiało to, że teraz, gdy usłyszał to z ust przyjaciela, zmartwił się mniej. To wizje. Rzadko bywają dosłowne. Uwielbiał brak dosłowności i wolność w interpretacji. W sztuce. Kiedy jedyne co mu groziło za dziwną interpretacje to kłótnia z innym znawcą teatru. A tutaj? Tutaj nie obraziłby się, gdyby jednak trzecie oko Longbottoma było nieco bardziej dosłowne. – No dobrze – rzucił w już nieco poważniejszym tonie. – Co możemy zrobić? Rozumiem, że skoro mieliście wizję o Londynie i Dolinie, możemy założyć, że inne miejsca, jak Little Hangleton też są zagrożone? – Najgorsze, że nie miał pojęcia. Naprawdę nie miał pojęcia, co mogliby zrobić, aby polepszyć sytuację. – To znaczy pytam się co możemy zrobić poza próba zabezpieczenia naszych domów. Tak by jak najbardziej ograniczyć szkody. Dolina Godryka jest mniejsza, więc może łatwiej przeprowadzi się potencjalną ewakuację, ale jeśli ataki nastąpią w różnych miejsach Londynu chaos może się roznieść po całym mieście. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Erik Longbottom - 08.10.2024 — Jeszcze nie wiem...? — poinformował powoli Erik, pozwalając, aby w powietrzu zawisł znak zapytania. Skinął głową w stronę Heather.— Jak widać po poruszanych sprawach, może to nawet lepiej, że nie wybiegałem myślami zbyt daleko w przeszłości.
Uśmiechnął się kwaśno. Nie był jeszcze pewny, co dokładnie zrobi z tym fantem. Wolał też nie popełnić jakieś gafy i nie zarezerwować jakiegoś pawilonu pod Londynem, tylko po to, aby okazało się, że we wrześniu połowa zaproszonych gości będzie kurowała się w szpitalu i zwyczajnie nie znajdzie czasu na to, aby wraz z nim obchodzić urodziny. Najłatwiej chyba będzie po prostu poczekać do ostatniej chwili, napomknął się bezgłośnie. Pięć dni? Siedem dni wcześniej? Będzie musiał wydać więcej kasy, ale przynajmniej będzie lepiej zaznajomiony z sytuacją znajomych. Wysłuchał kolejnej litanii zarzutów wobec Borgina i Lestrange'a, postanawiając jednak nie wtrącać się w te kwestie. Teoretycznie mógł spróbować bronić pewnych postaw, jakimi wyszczególniali się co poniektórzy aurorzy i brygadziści w Ministerstwie Magii, ale nie widział w tym na ten moment zbyt dużego sensu. Nie mieli dostatecznie dużej ilości informacji, aby rzucić komukolwiek w twarz konkretnymi dowodami. Mieli tylko poszlaki i domysły, a to jednak... Nie było jakoś dużo. — He? — podniósł nagle głos podczas przemowy Morfeusza, gdy ten nawiązał do ślubu z Geraldine. Zmarszczył brwi w niemalże dziecięcym zdziwieniu. Rozejrzał się czujnie po reszcie zebranych, jakby spodziewał się, że zaraz ktoś poinformuje go, że od lat próbowano go zeswatać z Yaxley i że byli dla siebie idealną parą. A przecież to by było po prostu niemożliwe. I nie chodziło nawet o jego związek z Anthonym! Chociaż dogadywał się z Ger bardzo dobrze, tak oboje nie wyobrażali sobie, aby kiedykolwiek spotkać się przed ołtarzem i wspólnie wygłosić przysięgi przed kapłankami kowenu. Po prostu nie pasowali do siebie w ten sposób. Na kilka sposobów. Przyjaźń była o wiele lepszym układem. — Czyli trzeba będzie po prostu zaprosić Malfoyów na obiad. — Oparł dłonie na kolanach, zerkając na Brennę. — Eden na pewno się stęskniła za wspólnymi lunchami z tobą, nie sądzisz? W końcu doszli do najważniejszej części zebrania. Pożaru. Ognia, który miał pochłonąć Dolinę Godryka. Skrzywił się na wspomnienia wizji, jakiej doznał na zaklętej wyspie w towarzystwie Vinzenta Prewetta. Ponownie skupił swe spojrzenie na Brennie. Ciekawe, czy teraz przechodziło jej przez myśl, że widziadło jej brata jednak mogło okazać się nie być tak dalekie od prawdy, jak się początkowo wydawało? — Cóż, były pewne znaki, że szykuje się coś większego — podjął Erik, strzelając kostkami dłoni. — Śmierciożercy nie byli zbytnio aktywni od Beltane. A przynajmniej nie robili tego tak jak w maju czy jeszcze pół roku wcześniej. — Westchnął cicho. — Martwi mnie to, że w ogóle mogą mieć zasoby, aby zaatakować w kilku miejscach jednocześnie. Sam atak na Polanę Ognisk był dosyć brawurowy, a tutaj Dolina Godryka, potencjalnie Londyn i inne ościenne miejscowości, w których mieszkają czarodzieje? Brzmi podejrzenia. Wzmogli rekrutacje w ostatnich miesiącach? A może wtedy mieliśmy do czynienia z ograniczonym zespołem czarnoksiężników? Maledis na to nie wskazywał, dodał w myślach Erik, przypominając sobie starcie z anty-patronusem podczas walk razem z Heather i Charlesem. Mimowolnie zerknął w kierunku rudowłosej dziewczyny. Ta to była bardzo narwana, a skoro Louvain rzucił jej się w oczy, to może i w tej sprawie miała coś do powiedzenia? W tej chwili każda teoria mogła ich naprowadzić na jakiś lepszy trop, póki nie mieli konkretnych danych. — Jeśli faktycznie zaatakują w kilku miejscach na raz, to podejrzewam, że Londyn może najbardziej oberwać. O ile skupią się stricte na magicznych dzielnicach i nie wyściubią nosa do niemagicznego Londynu — kontynuował pewnym głosem. — Na Pokątnej czy Horyzontalnej już dużo większe zagęszczenie budynków. Lokal przy lokalu, mieszkanie przy mieszkaniu... Jak coś zajmie się ogniem, to płomień zaraz przeskoczy dalej. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Dora Crawford - 09.10.2024 Ciastko za ciastkiem, Dora przysłuchiwała się każdemu kto zabierał głos, przyjmując w tym momencie rolę zaledwie słuchacza. Nie miała w sumie innej opcji, bo była przekonana że wobec pojawiających się rewelacji nie miała wiele do dodania. Sprawa zamążpójścia Roselyn była martwiąca, tak samo jak i fakt że należało mieć na uwadze Stellę Avery - bo może i nie znała dziewczyny w ogóle, może i była w stanie odrobinę z nią sympatyzować że najwyraźniej żywiła do Stanleya ciepłe uczucia, ale to wciąż był ktoś, kto był bardzo blisko związany z Borginami. Nikomu nie można ufać. Wiedziała, że najrozsądniej by było, gdyby tak do tego wszystkiego podchodziła, ale w jej naturze, gdzieś u samych jej podstaw, tkwiło przeświadczenie że każdemu należy się chociaż niewielki kredyt zaufania. Ludzie potrafili zaskakiwać, jeśli dano im odpowiednią szansę, a przekreślanie kogoś całkowicie... Crawley była zdania że jeśli tak będą podchodzić do wszystkiego, co będą chcieli wygrać tę wojnę za wszelką cenę. A to byłoby dla niej chyba zbyt wiele. - Myślę... - zawahała się krótko, po wysłuchaniu przede wszystkim tego co powiedzieli Morpheus i Erik. - Skoro coś próbowali ugrać w Beltane i coś im do końca nie wyszło, tak? To może tutaj warto bardziej zwrócić uwagę na Samhain? Morpheus poprosił mnie o zidentyfikowanie liści z jego wizji, ale nie ma w nich nic szczególnego. Zbyt dużo zmiennych czynników wpływa na to, jak szybko lub wolno się te kolory zmieniają, więc bezpiecznie byłoby założyć że to po prostu jesień. No i w jesieni takim największym momentem jest Samhain... a gdyby faktycznie to nim się interesowali to warto też zlokalizować gdzie w tym roku ma się odbywać, biorąc pod uwagę wypadki na Beltane i Lithcie, no i jak było z Lammas chociażby. Te wizje... może chodzi o to ze tymi atakami by chcieli odwrócić uwagę od tego co ich faktycznie interesuje. Żeby wywołać zamieszanie nie potrzeba wiele - wystarczyło na przykład trochę ognia, puszczonego dziko by trawił wszystko na swojej drodze. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Brenna Longbottom - 09.10.2024 Było tego... trochę więcej niż Brenna się spodziewała. Dobrze, że siedziała, inaczej mogłaby poczuć, że chyba nie ustoi. Thoran Yaxley był demonem. Fortynbras Malfoy mogł rzucać klątwy. Ostrzeżenie Eden, wyszeptane do ucha, znów rozbrzmiało jej w głowie. Temat małżeństwa Geraldine z Erikiem to już pominęła całkowitym milczeniem, bo gdyby Erik chciał się z nią żenić, oświadczyłby się dawno, a miała pewne obawy, kogo tu jeszcze postanowi swatać wuj. Odetchnęła, bo to nie była pora na pokazywanie, jaki zamęt zapanował w jej umyśle. Nie – wolno – go – pokazać. – Przyjrzałeś się puklowi? Do kogo mógł pasować? Panna Avery ma jasne włosy, prawda? – spytała Brenna, spoglądając na Morpheusa, a po plecach przeszedł jej zimny dreszcz. Czy Fortynbras Malfoy mógł być czarnoksiężnikiem…? Było to… to nie tak, że Brenna wykluczała taki scenariusz, ale na pewno się go nie spodziewała. Eden i Elliott nie raz gościli w ich domu, i nawet jeśli ta pierwsza była kolczasta, Brenna w gruncie rzeczy nigdy tej dwójki i ich ojca o nic nie podejrzewała. Kto NIE czystej krwi tam był i był blondynem…? – Ktoś ją zna i mógłby wysłać jakiś głupiutki liścik albo iść z nią na herbatę, by upewnić się, że wszystko w porządku? – zapytała, z ponurą miną wodząc spojrzeniem po zgromadzonych. – Florence współpracuje bardziej z Patrickiem, należałoby spytać jego. W naszym gronie jest też od niedawna wuj Atreusa, Vincent i w pewnym sensie… współpracuję z jego bratem, rozważam rekrutację Oriona i ich kuzyna, Basiliusa Prewetta. Jesteśmy na etapie ich sprawdzania. Jeśli będziesz miał okazję spojrzeć w ich przyszłość, to zapewne nie zaszkodzi. Jeżeli chodzi o Atreusa, mogę na pewno powiedzieć tyle, że nie jest czarnoksiężnikiem. To tak jakby sprawdziła, kiedy cholerna magia mieszała w głowie i sercu, umawiając spotkanie w ruinach, w których ktoś przeżarty czarną magią nie mógłby czuć się tak swobodnie, jak czuł się on. – Elliotta o wiele lepiej zna Erik. Jeżeli chodzi o Eden, to wiele rzeczy robi na pokaz. Myślę, że trwanie przy boku ojca było jedną z nich. Zapraszanie jej na obiad nie ma sensu, nie powie nam nad rosołem, co myśli o swoim ojcu, ale chociaż nie mówię, by nie być ostrożnym, nie jest moją pierwszą podejrzaną, gdy chodzi o rzucanie klątw i knucie przeciwko mugolakom. Myślę, że ona nie ma ochoty bawić się w takie rzeczy, nawet nie dlatego, że ich lubi, a że nie widzi w tym sensu. Nie chciała ot tak wyciągać, co ta jej powiedziała, bo i niewiele to jeszcze znaczyło i było w pewnym sensie prywatne, ale tyle Brenna powiedzieć mogła. Bo zaufanie było śmieszną sprawą: nie dawało się go, a wykuwało. Nie mogła odmawiać go każdemu, ale gdy stawką były ludzkie życia, mogła zachowywać ostrożność i patrzeć, jak wykują się ogniwa łańcucha. Pomogła młodemu Rookwoodowi, bo zasługiwał na szansę, ale go sprawdzała. I zamierzała tego się trzymać, zwłaszcza że dokładnie to w Strażnicy nakazał Dumbledore. Nie ufała Eden, bo zaufanie kosztowało ich już życie paru osób. Jason zginął, bo ktoś zdradził. Cain zginął, bo zapewne wpuścił kogoś do domu. Ale też brała pod uwagę, że lojalność kobiety wcale nie musi już leżeć przy ojcu. I jednocześnie nie chciała opowiadać każdemu tego, co od Eden usłyszała, bo… chyba to był pewnego rodzaju przebłysk zaufania wobec niej. Z góry skreślała głównie Borginów, a na tych, którzy byli ich blisko, zamierzała uważać i trzymać się z dala. - Jeśli chodzi o wizję. Sugeruję nie zafiksowywać się ma tym, że wszystko będzie wynikiem ataku śmierciożerców. Podczas Beltane zbuntowała się sama natura. Voldemort... Zawahała się ma moment, bo to była kolejna sprawa do poruszenia i zastanawiała się, jak najlepiej ubrać ją w krótkie słowa. A Erik miał rację, jeśli faktycznie mieliby oni dokonać tylu ataków, to skąd wzięliby dość ludzi… - Częściowo osiągnął swój cel. Ukradł energię limbo. Prawdopodobnie może teraz używać nekromancji, napędzając zaklęcia i rytuały tylko tą mocą. Możemy się spodziewać, że tworzenie na przykład inferiusów będzie dla niego łatwiejsze. Ta moc wywołuje anomalie i nie da się wykluczyć, że jeśli Dora ma rację z Samhain, ogień przyniosą nie tylko śmierciożercy, ale i te anomalie właśnie. W każdym razie, jeśli to byliby oni, wątpię, by Little Hangleton było pierwszym celem. Nie ma tam wielu mugolaków... Ani zdrajców krwi. Dość czarnej opinii u czarodziejów ze starych rodów narobili sobie podczas Beltane. Wątpiła, by ruszyli palić domy Rookwoodów czy Dołohovow, obojętnie, czy ci mu służyli, czy nie. – W każdym razie każdy z ostatnich sabatów pokazywał, że te daty są wyjątkowe, trzeba więc uważać i podczas Mabon, i podczas Samhain. – Co mogli zrobić? To było najbardziej frustrujące: właściwie nic. Niewiele. Jak przygotować się, kiedy nie wiesz kto uderzy, gdzie, kiedy i w jaki sposób? Siedziało tutaj zaledwie kilka osób. Stracili dopiero co cztery osoby: trzy zginęły, Mavelle wyjechała. Rekrutacje nie wypełniał braków dostatecznie szybko, bo większość tych, których byli pewni, już dawno zwerbowano. Rozważała Oriona I Basiliusa, ale to trwało, mogli nie być zainteresowani i będą w tym nowi. - Zabezpieczyć domy, zadbać o zapasy eliksiru chroniącego przed ogniem. Wyznaczyć punkty ewakuacyjne. Czy biblioteka Parkinsonów nie jest przypadkiem odporna na ogień? Jeśli tak, mogłabym spróbować porozmawiać z Victorią. Nie jest... Znów moment zawahania, bo jak u diabła ubrać to w słowa? Brenna miała poważne wątpliwości, po której ta stanęłaby stronie, ale też podejrzewała, że na wieść: Hej ktoś miał wizję pożarów w Londynie - moglaby być skłonna do pewnej współpracy. – Po prostu mogę spróbować. Nie zdradzajcie na prawo i lewo źródła i nie wspominajcie o śmierciożercach, bo to ściągnie za dużą uwagę, zwłaszcza na Morpheusa, ale każdy mógł usłyszeć plotki o jakieś wizji na temat pożarów, gdybyście chcieli namówić kogoś do zabezpieczenia domu, o ile ma taką możliwość. Bo to nie tak, że mogli dbać tylko o siebie. Nigdy przecież nie chodziło o to. Musieli ochraniać siebie nawzajem i między innymi stąd tak ostrożnie podchodziła do ludzi, co do których pojawiały się jakieś podejrzenia, ale ostatecznie przecież nie nadstawiali głów po to, by to oni byli bezpieczni. – Przyda się lista rodzin mugolaków, zwłaszcza z Doliny, bo na Pokątną Ministerstwo dotrze szybciej. Normalnie namawiałabym ich, aby w razie problemów uciekali do nas, ale wizja Morpheusa sugeruje, że Warownia będzie jednym z celów. Myślałam o małym podarku dla mugolskiej straży pożarnej, jeśli nie przyda się im teraz i się mylimy, cóż, może kiedyś zrobią z tego dobry użytek. Ktoś ma jakieś pomysły w tym temacie albo sugestie co do tego, kto może służyć wsparciem? Nawet niekoniecznie jako jeden z nas. Tura do 12.10.2024, godzina 9 rano. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Erik Longbottom - 12.10.2024 — Postaram się z nim porozmawiać w nadchodzących dniach — odparł z wahaniem w głosie, bo w gruncie rzeczy w ostatnich miesiącach miał dosyć ograniczony kontakt z Malfoyem. Może być nieco... szorstko, biorąc pod uwagę chociażby rytuał miłosny, który połączył go wraz z Elliottem i Norą. Wypuścił powoli powietrze z ust. — Chociaż wątpię, aby mógł być w coś zaangażowany. Wolałbym myśleć, że po takim czasie bym coś zauważył. Akurat my zbytnio się nie hamujemy ze swoimi poglądami.
Mówiąc ''my'' miał na myśli przede wszystkim Longbottomów. Zwłaszcza siebie i Brennę, bo ich promugolskie i antyczystokrwiste poglądy można było wysondować stosunkowo łatwo, jeśli wdało się z nimi w dłuższą rozmowę. — Nawet anomalie nie powinny brać się znikąd, prawda? — napomknął Erik, prostując się niepewnie na krześle. Rozejrzał się po zebranych, zatrzymując na dłużej wzrok na osobach, które były obecne na Polanie Ognisk podczas Beltane. — Skoro ma dostęp do dodatkowych zasobów energii z Limbo, to... Jeśli planuje ją wykorzystać, to chyba powinien być obecny przy jej hmm emanacji? Oczywiście, może skakać sobie z miejsca na miejsce, używając teleportacji, ale skoro ma w planach coś tak ''widowiskowego'' jak pożary w kilku miejscach na raz, to musi mieć jakiś plan. — Wzniósł oczy ku niebu, rozmyślając nad porównaniem, które łatwo by było mu zobrazować przy pomocy kilku słów. — Może... Coś w rodzaju wisienki na torcie w jego wykonaniu? Zbiór ładunków magicznych, który musi odpalić swoimi zaklęciami. Wtedy nie musiałby odprawiać jakiegoś wielkiego rytuału, żeby rozpalić pożar i zasilić go dodatkową energią. Po prostu dawałby od siebie ten kluczowy element. Wzruszył ramionami. Nie miał bladego pojęcia, czy był to dobry trop. Równie dobrze mógł iść w złym kierunku. Skoro po zaczerpnięciu magii z zaświatów Czarny Pan był w stanie wyczarować sobie bez trudu armię żywych trupów, to czemu marnowałby tego rodzaju magię na rozpętanie kilku pożarów? Równie dobrze wystarczyłoby kilka Iscendio posłanych w odpowiednie miejsce lub wypuszczenie Szatańskiej Pożogi. Tak, to mogłoby narobić szkód. Może nawet na tyle, aby ostrzeżenia na ten temat przekroczyły granice nurtów czasu i przestrzeni, aby wylądować w wizjach jasnowidzów na terenie kraju. Ale czy to było wszystko? Zawsze to może być zmyłka. Próba wywiedzenia nas w pole, tak jak mówi Menodora, kontynuował w myślach, tym razem powstrzymując się przed kolejną falę ciężkich westchnień. W sumie zgadzał się z Crawleyówną. Podczas działań Śmierciożerców na Beltane, Czarny Pan też nie dopuścił wszystkich swoich zwolenników do ''głównego zadania'', relegując co poniektórych do walki z siłami Ministerstwa Magii na Polanie Ognisk. Czy tym razem miało być podobnie? Czy agenci Czarnego Pana mieli wznieść pożary w przypadkowych punktach, aby zmylić służby, podczas gdy Voldemort otrzymałby dostęp do innego miejsca i mógł w spokoju działać? W głowie Erika zapaliła się czerwona lampka. Wiedza na temat Zakonu Feniksa nie była informacją powszechną. Może podejrzewano, że zbierają się jakieś grupy, które pragną działać poza systemem, ale raczej nikt z szeregów wroga nie wiedział jeszcze o zasięgu zakonników. Czyli ewentualny chaos miałby na celu przede wszystkim rozproszenie sił Ministerstwa Magii. Jakie były kluczowe plany Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów na nadchodzące miesiąca? Zdecydowanie ochrona Mabon i Samhain. Po ostatnich wypadkach nie wchodziło w grę, aby po prostu oddać kontrolę nad zabezpieczeniami sabatu nowemu arcykapłanowi. — Zgadzam się z planami na zabezpieczenie poszczególnych społeczności, jednak tak teraz pomyślałem — zawiesił na moment głos, nie chcąc przez przypadek zasiać niewłaściwych podejrzeń w umysłach reszty członków Zakonu. — Nadal działamy tajnie, prawda? A to znaczy, że w znacznej większości przypadków Śmierciożercy skupiają się przede wszystkim na ewentualnym kontrataku ze strony Brygady Uderzeniowej, Biura Aurorów i ludzi, którzy na miejscu będą gotowi do walki. — Chrząknął znacząco. — A to sugeruje, że chodzi o rozproszenie sił Ministerstwa i ludzi, którzy chcieliby bronić swój dobytek. Więc nasuwa się tutaj pytanie... Gdzie powinno nas wówczas nie być? RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Morpheus Longbottom - 12.10.2024 — Pasował do jej włosów, na tyle ile porównywałem wspomnienia. Ale równie dobrze mogła to być Eden, to podobna brawa, a może jemu się nie podoba jej kontakt z nami — wyjaśnił. Bardzo wiele padających stwierdzeń zgadzało się z tym, co myślał on sam, dlatego zbierał je w głowie. W pewnym momencie nawet wyjął pióro i pergamin, w odwiecznej zagadce, gdzie on te wszystkie bibeloty trzymał i jakim cudem nie wpływało to na układanie się materiału i runicznie zaczął zapisywać różne podpunkty, aby uporządkować sobie to w głowie. Borginowie. Greengras. Malfoy. — Jak słusznie zwróciła uwagę Dora i Brenna, musimy przygotować się w okolicach świąt. Również uważam, że ten pożar może być wynikiem innych działań, niż tylko ataki śmierciożerców, w tym przypadku może rzeczywiście to płomienie zaczną zachowywać się abnormalnie. Potrzebujemy jasne procedury, na czas gdy rozpęta się piekło. W ostatni dzień sierpnia mają odbyć się kursy teleportacyjne w Dolinie, a w jesieni w Hogsmeade i Londynie, na początku, one na pewno pomogą oraz zbiórka wody. Oba te działania wychodzą... Z powodu wizji. [/b] — ponieważ działanie Zakonu to nie było, ale Morpheus już zdążył zauważyć, że Klub Książkowy Brenny działał dużo lepiej w sytuacjach doraźnych, gdy należało spuścić komuś łomt, zetrzeć się z wysysającą życie ciemnością i zaklętym mieczem. Długotrwałe planowanie? Otaczali go głównie wojownicy, osoby związane z egzekucją prawa, nie jego tworzeniem i to go przerażało. Potrzebowali więcej siły pióra i rozumu. Pewne zdanie, raczej sposób w jakiś się urwało, zwróciło jego uwagę. — Victoria nie jest w klubie? — zdziwił się Morpheus i powiódł ze zmarszczonymi brwiami po zabranych. — Chciałbym więc zgłosić jej kandydaturę. Może pomóc wzmocnić nasze wpływy w Mungu, przez... To chyba jej babcia jest szefową, niech mnie ktoś poprawi, jeżeli się mylę. I Anthony'ego Shafiq'a. Ma szerokie znajomości na wysokich szczeblach zarówno w kraju, jak i za granicą, jest ładną twarzą, umie mówić. Zostaliśmy właśnie sąsiadami. Zostawił po swoich słowach ciszę. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Brenna Longbottom - 12.10.2024 – Nie muszą być w konkretnym miejscu. W Dolinie Godryka na skutek zaczerpnięcia tej energii powstawały anomalie tylko dlatego, że stało się to tutaj. Rośliny szaleją w całym kraju… po Beltane albo Lithcie. Brenna nie miała pojęcia, jak to działa, jakimi regułami się kieruje i czy w ogóle działa – była tylko sugestia afrykańskiej nekromantki, która też mogła być błędna. Nie umiała powiedzieć, czy Erik może mieć rację, czy jest bardzo daleko od prawdy, wolała więc po prostu brać pod uwagę… że poza śmierciożercami mają także potencjalnie inne problemy. Gdzie nas powinno nie być? Nie wiem. Skąd miała wiedzieć? Było ich zbyt niewielu, nie wiedzieli, co dokładnie się stanie, gdzie i kiedy. Siedziało ich tutaj raptem dziesięcioro: i gdyby pozwoliła sobie na zastanawianie się nad tym, to chyba ogarnęłaby ją rozpacz. Ministerstwo miało więcej ludzi, ale było zinfiltrowane. Oni nie byli, ale nie mieli ludzi. – Pytanie, co i czy w ogóle coś zaplanuje Ministerstwo. Zastanawiać się, co dalej, możemy, kiedy się dowiemy, co postanowiła Ministra. Może Departament Tajemnic bada jakieś przepowiednie i dojdzie do czegoś więcej niż my – mruknęła w końcu. – Jonathanie? Byłabym wdzięczna, gdybyś jako mecenas napisał do pani Avery. Mówię o starszej. Też to pewnie zrobię, ale ciebie zna lepiej. Jeżeli faktycznie ktoś rzucał tam klątwy, a ona zachorowała tuż przed przyjęciem, warto sprawdzić, jak się czuje. Heather, sądzisz, że jesteś w stanie dowiedzieć się od Camerona, czy odwiedziła Munga albo może ktoś ze znanych mu uzdrowicieli pomagał jej prywatnie? Napiszę w tej sprawie też do Basiliusa.* Mógł też oczywiście pogryźć ją pewien wampir, ale akurat o tym to Brenna nie miała zielonego pojęcia. Na słowa Morpheusa Brenna pokręciła głową, a jej mina przez chwilę stała się ponura. – Victoria nawet jako auror uważa, że pracę zostawia się po godzinach. Nigdy nie nienawidziła mugoli, ale nie jest promugolska,. Jej poprzedni narzeczony zginął w tajemniczych okolicznościach, przy ataku śmierciożerców, obecnie jest… związana z Saurielem Rookwoodem. Przyjacielem Borginów. Może nie jest śmierciożercą, ale jest niebezpieczny. A Victoria… nie wierzę, że miałaby dołączyć do drugiej strony, ale myślę, że zrobi wiele dla ochrony ludzi, których kocha. Nieważne, po której stronie stoją. Wątpię zresztą, by chciała narażać życie, karierę i reputację tylko w imię pomocy mugolakom. Robi to zawodowo, ale to trochę coś innego. Po Beltane... chciałam ją zrekrutować, ale nie jestem pewna, co by wybrała, musząc wybierać między ludźmi, których kocha. Biorąc pod uwagę, że jej ukochany robił jakieś interesy na Nokturnie, w jaki sposób wyglądał w domu Victorii… Brenna, chociaż nie podejrzewała u niego znaku, była trochę niepewna, komu i co mógłby powiedzieć, a Lestrange zrobiłaby dla niego wszystko. Mogłaby mu o czymś wspomnieć, a co on zrobiłby z tą wiedzą? Rodzina... rodzina według słów Victorii miała zmusić go do tego, by został wampirem. Fineas zginął jako śmierciożerca. Jedno słowo za dużo i mogliby wszyscy zginąć. Brenna kochała Victorię, ale jednocześnie wiedziała, jak mocny wpływ miała na nią rodzina. Czy już się spod tego wyzwoliła? W przypadku Zakonu Feniksa nie było mowy o lojalności tak wielkiej, żeby sięgała ponad podziałami. Zresztą Brenna nie sądziła, by Lestrange faktycznie była tym zainteresowana... – I możesz zagwarantować, że wokół Anthony’ego Shafiqa nie ma żadnych śmierciożerców? Że kiedy zacznę sprawdzać jego relacje, a będziemy grzebali głęboko, nie znajdziemy nikogo, dla kogo byłby gotów zaryzykować, a kto może wspierać Voldemorta? – spytała, marszcząc lekko brwi, gdy padło nazwisko, którego nigdy w życiu by się tu nie spodziewała. Shafiq był… w jej oczach chyba oportunistą. Oportunistów nie przyjmowało się do takich organizacji: z tego samego powodu rekrutowała pół rodziny człowieka, w którym się zakochała, ale nie pisnęła słowa jemu. – Że dołączy do nas dlatego, że uważa, że to słuszne, a nie z twojego powodu? Robiąc to dla ciebie, Morpheusie, to równie dobrze jeżeli usłyszałby, że zagrażamy komuś, na kim mu zależy, mógłby pomóc tej osobie. Że... jeśli ty zginiesz, on nie uzna, że może więcej ugrać w Ministerstwie, jeżeli opowie o tym Ministrze? Przed Beltane omal wszyscy nie zginęliśmy w podobnej sytuacji i dostałam rozkaz dokładnego sprawdzania nie tylko każdej osoby rekrutowanej, ale też jej otoczenia. Zwłaszcza, ze dwa dni później zginął jeden z nas, bo ktoś wyniósł informacje. To polecenie otrzymała wprost od Dumbledore’a, w Strażnicy, a lojalność wobec Zakonu Brenny była na tyle wielka, aby nie było mowy o jej złamaniu. Tutaj nie było mowy o służeniu dwóm panom i dwóch matkach pokornego cielaka – mogłeś nie wspierać śmierciożerców i być bardzo daleko od Zakonu, ale nie mogłeś należeć do Zakonu, i być blisko drugiej strony. Brak kolejki, brak ograniczenia postów, odpisy do rana 15.10. *listy etc będę wysyłała po przesunięciu czasowym na evencie dopiero, bo nie wiem póki co, co tam się stanie. RE: [wieczór 29.08.72, Księżycowy Staw] Nasze małe tajemnice - Millie Moody - 12.10.2024 tltr: Millie siedzi bez ruchu z kubkiem wystygniętego płynu i wewnętrznie przeżywa trudne chwile, ale na końcu mówi kilka rzeczy w ostatnim akapicie
Alastor nie przyszedł. Chciała mu bardzo pokazać sklepienie nad którym pracowała, chciała bardzo, żeby wsiadł na jej miotłę, albo na swoją i podleciał na samą górę by zobaczył gwiazdy, które z pieczołowitością malowała punkt po punkcie złocistą farbą. Chciała zapytać co myśli o jej szkicach, chciała mu powiedzieć, jak bardzo za nim tęskni. Chciała wykrzyczeć mu, że żałuje że się obudziła. Bo wtedy miał dla niej więcej czasu niż gdy powróciła do żywych. O słodka ironio... Nie żeby ją to dziwiło, przecież miał tak dużo pracy, a wszystko co tu padało i tak pewnie było mu wiadome. On zawsze wszystko wiedział. Zawsze przygotowany, zawsze trzy kroki przed przeciwnikiem. Poślubiony idei. Przez myśl, przez ułamek myśli przeszło jej, że może gdyby stała po drugiej stronie barykady, jej brat poświęciłby jej zdecydowanie więcej uwagi niż w tej chwili. Nawet jeżeli nie byłaby to taka uwaga, jakiejby sobie życzyła. Nawet jeśli ostateczna konfrontacja skończyłaby się śmiercią jednego z nich. Albo obojga. Przez chwilę pomyślała, że mogłaby umrzeć, a potem jeśli siła jej duszy byłaby dostateczna, opętać jakąś ładną blondynkę. Opętać Eden. Dwa w jednym, mieć ich oboje blisko, zawsze blisko... Wzdrygnęła się, zaciskając dłonie mocniej na kubku, czując mdłości i obrzydzenie do samej siebie. To był chory sen, chorego umysłu, może powinna wrócić do Lecznicy? Sama siebie zamknąć, żeby nie stanowić zagrożenia dla innych? Złotymi oczyma przeskoczyła po twarzach wszystkich zebranych, wspominając ich odwiedziny, wspominając fakt, że drzwi do jej małej sali nieustannie się otwierały i zamykały, że zajmowała im czas który mogliby poświęcić na lizanie ran i tropienie wroga. Rozpuszczone długie włosy niemal zasłoniły jej twarz, gdy patrzyła w czarną toń napoju rozmyślając o tym kim jest i jak bardzo jest z nią obecnie beznadziejnie. Rekonwalescencja, tak to nazywają. Miała dojść do siebie. Mieli plan, mieli iść do Szeptuchy, miała iść tam z Peregrinusem. A co jeśli on jest śmierciożercą? Czy gdyby ktoś z Zakonu powiedział, że ma go zabić, ma go oddać w ręce Dementorom, to czy zrobiłaby to? Już pal licho tych wszystkich czystokrwistych chujków, do których przylepiała się przez te lata. Pal licho element wyrywany na imprezach, przestępcy, na których przymykała oko, gdy w grę wchodziło tylko to by zaruchać i zapomnieć. Przestać myśleć o tym, jak puste było jej życie. Pal licho pierdolony Alexander Mulciber, wiele oddałaby, żeby nosił znak na swoim przedramieniu, żeby mogła zupełnym przypadkiem wysadzić mu ten jego parszywy łeb. Pal licho oni. Co jeśli Peregrinus pracowałby dla Voldemorta? Co jeśli Morfina pracujący w Departamencie Tajemnic, śmierdzący fajami jakby spalał paczkę przez sen, co jeśli on okazałby się zdrajcą? Czy nie zawahałaby się unosząc różdżkę? Czy wykonałaby zadanie w imię lojalności... komu? Albusowi? Kto wydaje wyrok, kto tu jest od finalnego werdyktu? Gdzie można się odwołać? Skuliła się mocniej, przerażona własnymi myślami i świadomością trwającej wojny nie tylko z zamaskowanymi skurwielami, ale też z bliskimi, których nie było w zakonie, a którzy mogli... mogli być tymi samymi skurwielami. Proszę, nie ściągaj maski, nie ściągaj maski, gdy będę Cię zabijać. Nie chcę wiedzieć, tak bardzo nie chcę wiedzieć kto jest pod nią Wizja przerażała ją, szczególnie że Morfeusz opowiadał jej o niej już wcześniej z większymi detalami. Czuła się zagubiona w dostępnych opcjach, myślała głównie o sobie, o tym jak może okazać się bezużyteczna, gdy świat stanie w ogniu. Boję się ognia. Powinna dodać, żeby nie przydzielili jej do jakiegoś zadania, podczas tych jebanych pożarów. Erik miał rację, może to była przykrywka. Może oni planowali uderzyć gdzieś na coś, gdy inni będą biegać i ratować dobytek. Ale nie chciała decydować. Musiałaby się przyznać, że zamarła jak słup soli na Lammas, bo jakiś koleś kręcił tyłkiem podczas pokazu połykacza płomieni. Może to było jednorazowe. Może nie. Ziemia ją połknęła i nie robiło to na niej takie wrażenie, jak zbyt mocno rozpalony płomień w kominku. Nie chciała decydować, szalenie nie chciała decydować. Najbardziej to chciałaby zostać tutaj, w Księżycowym Stawie. Staw ją ochroni. Wzdrygnęła się znów na wspomnienie myśli i słów, które wypowiadała kilka dni temu, które pamiętała jak przez senną mgłę, nie będąc do końca prawdą ile było z tego w jej głowie, ile język uformował w słowa szeptane sierpniowego wieczoru. Na moment złocistymi, zastraszonymi oczami uciekła do postaci Thomasa, który siedział gdzieś tam, kawałek od niej. Kurwa Patrzenie na kubek było zdecydowanie lepsze. Kotwiczące. – Bazyliszek jest naszym przyjacielem od lat i lekarzem, pomagał nam bezinteresownie nie raz, a jego siostra pracuje z mugolami.– wychrypiała ostrożnie, patrząc się w kubek, jakby chciała z niego wyczytać przyszłość wszystkich zebranych. Lęk o życie bliskich smakował gorzką neroli. |