![]() |
|
[16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +---- Dział: Snowdonia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=132) +---- Wątek: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan (/showthread.php?tid=4028) |
RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Faye Travers - 01.01.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/60/e5/72/60e572e21364a8adc404383dc8e0052d.jpg[/inny avek] Rozglądała się, lecz najwyraźniej nie tak dokładnie, jak powinna. Wciąż była zła na Leviathana, bo chociaż w jego mniemaniu punktował ją doskonale, to przecież wypadało zacząć od tego, że kobieta przybyła wcześniej z jakiegoś konkretnego powodu. Być może kierowała nią ciekawość, a może coś na kształt poszukiwania pomocy, skoro nie pamiętała poranka i przyszła... W takim stanie? Jej cierpliwość w stosunku do tego mężczyzny jednak była bardzo, bardzo malutka, dlatego też postanowiła po prostu zwiać, póki nie doszło do rękoczynów. Ogólnie rzecz biorąc Faye potrafiła się bić, ale zwykle były to głupie sparingi w Artemisie. Nie była ulicznikiem, który napierdalał się po mordach lub szukał zaczepki, ale potrafiła się bronić. Gdy dochodziło do bójek, zwykle nie celowała tak, by zabolało. Nawet jak napierdalała się z Maddoxem, to nie chciała mu zrobić większej krzywdy, chociaż przecież gdy ścierali się pod dwiema postaciami, to krew potrafiła lać się strumieniami. I być może na wspomnienie po raz kolejny Greybacka Faye przetarła oczy, rezygnując na moment z szukania czegokolwiek. A gdy usłyszała pyknięcie, zacisnęła palce na nasadzie nosa. Myślała, że go zgubiła, ale nie - musiała najwyraźniej trafić w dobre miejsce. Po raz pierwszy od bardzo dawna żałowała, że się nie rozszczepiła. - Mhm - mruknęła, zerkając jeszcze na smoczognika z zainteresowaniem. A potem ruszyła za Leviathanem, odpalając papierosa, bo czuła, że potrzebuje zająć czymś ręce. Czymkolwiek, co nie jest jego szyją. Stanęła obok i przyjrzała się drzewom bliżej. Trzeba było schować dumę w kieszeń i przyjrzeć się temu, co pokazał. Milczała, ćmiąc papierosa przez chwilę. Widziała charakterystyczne złamania gałązek i liści ponad ich oczami, które można było przeoczyć, póki ktoś ich nie wskazał lub się ich nie szukało. Te gnoje nie zostawiały więcej, bo były niemal jak motyle, chociaż niektórzy przyrównywali je do gadów. Faye zgasiła papierosa o ziemię, a niedopałek wrzuciła do kieszeni. Śmieciarą nie była. Kusiło ją, by wspiąć się na drzewo, by zobaczyć czy dostrzeże tam charakterystyczne ślady kolców czy kokony, ale wolała tego nie robić. Zamiast tego wyciągnęła z kieszeni pudełeczko, które obróciła w palcach. - Powinny się złapać, skoro tu go zaatakowały. Jak nie przylecą, to najwyżej wejdę na drzewo i zobaczę, czy tu odpoczywają częściej, czy były tylko przypadkiem. Najpierw jednak machnęła różdżką, chcąc wytworzyć dość pokaźną, drewnianą klatkę z prostym do zamknięcia mechanizmem, który łatwo było uruchomić poruszając jednym elementem - przy pomocy magii lub ręcznie. Kształtowanie x2 [roll=Z] [roll=Z] RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Leviathan Rowle - 07.01.2025 Jeśli jakoś podświadomie szukała u niego pomocy to marnowała czas. Swój i jego, bo Leviathan byłby o wiele bardziej wyrozumiały, gdyby wysłała mu sowę informującą że tego dnia nie pojawi się w pracy. Nawet jeśli wyglądała jak nastolatka i jak taka się zachowywała, ewidentnie stając się ofiarą jakiejś klątwy, to w tym chyba w jego mniemaniu leżał największy problem - nie był klatwołamaczem. Większe szanse miał w oswojeniu smoka, niż skutecznym ściągnięciu z kogoś klątwy, a biorąc pod uwagę że smoki były zwierzętami nieoswajalnymi... mówiło to samo za siebie. Może sprawiało to, że wydawał się wyjątkowo oziębły, ale oboje ich dzieliła przynajmniej dekada od grasowania po szkolnych korytarzach, a przez co niektóre rzeczy przestawały być urocze - w tym rozwrzeszczane i pyskate nastki. Nie wspominając już o tym, że oboje zdawali się mieć ograniczoną cierpliwość, jeśli chodziło tolerowanie siebie nawzajem. To był cichy świst, albo raczej szmer powietrza, przecinanego przez pikujące w ich stronę, nomen omen, licho. Nie, nie jedno licho, dwa licha, opadające od linii drzew, nie czekając nawet na specjalne zaproszenie ze strony szukających ich czarodzieja i czarownicy. Rozstawiona pułapka stała w pogotowiu i to jej teraz przyglądał się Leviathan, darując sobie kolejne słowne zaczepki w kierunku Faye, chociaż kusiło go powiedzieć, że ma nadzieje że nie będzie musiał jej podsadzać na to drzewo w przypadku gdyby się nie zjawiły. Faye zobaczyła je pierwsza, jak przystało na łowcę, wytężającego teraz zmysły w poszukiwaniu zwierzyny, ale Rowle, mimo że rozproszony klatką, szybko rozejrzał się wiedziony ostrzegawczym pomrukiem swojego pupila. Jak na złość jednak, oba licha postanowiły zwrócić się w stronę pierwszej osoby, która znalazła się w zasięgu ich wzroku, co w tym momencie oznaczało Faye. Levi zdążył poruszyć różdżką, w jakiejś pośpiesznej próbie zrobienia czegokolwiek, a w tym konkretnym przypadku - uderzenia pierwszego nadlatującego licha bańką ciśnienia, która odrzuciłaby je do tyłu. kształtowanie na bańkę + TakNie na to czy licho odbije zaklęcie, bo nigdzie nie ma sprecyzowane co one odbijają więc tak bedzie śmieszniej [roll=Z] [roll=TakNie] RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Faye Travers - 20.01.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/60/e5/72/60e572e21364a8adc404383dc8e0052d.jpg[/inny avek] Jeżeli chodziło o włażenie na drzewa, to na szczęście Traversówna była w tym może nie mistrzem, ale prawie że zawodowcem - już na pewno. Można było powiedzieć, że była typową chłopczycą, lecz to byłoby kłamstwo: ona po prostu nie rozróżniała już wcześniej tego, co wypada kobiecie, a co nie. Dlatego jako dziecię biegała po szkockich lasach i, a i owszem, właziła na drzewa, ćwicząc w ten sposób swoją siłę. Była niska i dość drobna, ale to nie przeszkodziło jej w wykształceniu mięśni, które pozwalały jej co najmniej na podciągnięcie się na gałęzi, by wspinać się wyżej i wyżej. Nie musiała być wysoka i wytrenowana, żeby wiedzieć gdzie ma postawić stopę i w którym momencie podskoczyć. Ale teraz łażenie po drzewach nie wchodziło w grę: Faye chciała zwabić licha, nie podejrzewając, że te gnoje tak szybko się pokażą. Myślała, że będą bardziej ostrożne i nie będą zachowywać się, jakby dostały wścieklizny. Może były głodne? To by tłumaczyło tę agresję i pasję, z którą rzuciły się w jej kierunku. Akurat była w trakcie otwierania pudełeczka i umieszczania go w klatce pod takim kątem, żeby nie poruszyć mechanizmu, gdy oba licha wystrzeliły z góry, z korony drzew, i zaczęły pikować w jej kierunku. Traversówna cofnęła rękę, zostawiając kawałek mózgu w klatce, a potem grzecznie poczekała, aż licha się zbliżą. Gdy uznała, że to najlepszy moment: po prostu zrobiła unik w bok, chcąc by licha wpakowały się same do klatki. Nie widziała zaklęcia, które miotnął w nie Leviathan i tym samym zniweczył jej plan. AF, unik [roll=PO] [roll=PO] Pierwsze licho zostało odrzucone w tył i wpadło na drugie. Ich dziwne, motyle skrzydła załopotały z gniewem, gdy musiały złapać równowagę. Faye, widząc co się dzieje, tylko prychnęła, bo jej plan był kurwa, doskonały. Wleciałyby same do tej klatki, a tak? - Spróbuj następnym razem wytworzyć bańkę wokół nich - doradziła, obserwując zbierające się do ataku licha. - Ewentualnie celuj w skrzydła. RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Leviathan Rowle - 27.02.2025 Jak to się mówiło - licho nie śpi. Te, które znajdowały się w okolicy, najwyraźniej nie były na tyle miłe by oddać się drzemce i pozwolić niepostrzeżenie zgarnąć się do worka, klatki czy czegokolwiek, w czym mogliby je przetransportować w bezpieczniejsze miejsce. Biorąc pod uwagę, że znajdowali się pośrodku rezerwatu, można było założyć że właśnie o głód chodziło. W końcu podstawę diety tych stworzeń stanowiły ludzkie mózgi, jak więc mogły przegapić okazję, kiedy to dwójka takowych pojawiła się w ich okolicy? Jeśli Faye faktycznie liczyła, że stworzenia same zapakują się klatek, to Rowle był z nią gotowy stać tutaj, pośród trzepotania ich skrzydeł i się z nią o to wykłócać. Na całe szczęście, chyba nie przyszło jej do głowy podzielić się na głos swoim planem, a może zwyczajnie uznała go za zbyt oczywisty by go tłumaczyć. Bańka wokół nich natomiast... wcale nie była aż takim złym pomysłem, szczególnie kiedy początkowo wybite z równowagi licha i potraktowane ofensywnym zaklęciem, teraz najprawdopodobniej miały stać się bardziej zagorzałe w swych działaniach, bo i bardziej zdenerwowane. Ale zamiast jakkolwiek się z nią zgodzić, czy chociażby kiwnąć głową, nawet jeśli miała tego nie zauważyć pośród tego co działo się dookoła, Rowle prychnął tylko z pewnym zniecierpliwieniem, jakby tym drobnym aktem chcąc ją i teraz nieco zirytować, albo chociaż zaznaczyć że nie musiała być taka mądra. Dobrze było mieć przy sobie kogoś, kto profesjonalnie zajmował się łowiectwem, ale gdyby dzisiejszego dnia nie postanowiła się przesadnie odmłodzić, to wcale by go tutaj nie było. I chyba z tym miał największy problem. - Biorę prawą - mruknął tylko, kiedy licha zakręciły się w powietrzu, obierając ich sobie na nowo za cel. Delikatny świst skrzydełek byłby nawet przyjemny, gdyby nie ich mordercze zapędy i Rowle bez zawahania machnął różdżką, zgodnie z instrukcją decydując się na wyczarowanie bańki dookoła stworzenia, które leciało po jego prawej. kształtowanie na bańkę dookoła licha [roll=Z] [roll=Z] RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Faye Travers - 28.02.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/60/e5/72/60e572e21364a8adc404383dc8e0052d.jpg[/inny avek] Gdyby nie to cholerne gówno, którego nie pamiętała, to zapewne stawiłaby się tutaj wyglądając normalnie, jak człowiek, jak ona - i wykłócałaby się z nim dalej lub po prostu palnęła go w łeb za to, że po prostu był i istniał, że zawracał jej głowę i na dodatek w tak nieuprzejmy sposób. Los jednak postanowił zakpić z tej dwójki i to nie po raz pierwszy - odkąd wróciła do Anglii to miała wrażenie, że życie ją testuje. Jak nie w ten, to w inny sposób. Nawet nie wiedziała, jak bardzo to życie wystawi ją na próbę pod koniec lata... Faye mimo młodego wieku wciąż miała swoje odruchy, chociaż wiedzę - cóż, może troszkę mniejszą niż w życiu dorosłym. Jej umysł nadal był skołowany, ale na szczęście już w wieku nastoletnim była ponadprzeciętna z kształtowania. To oraz onmz to był jej konik: no i wiedza o przyrodzie, chociaż do zielarstwa podchodziła raczej... Cóż. Hobbystycznie. Dziewczyna uniosła różdżkę i machnęła nią, próbując wytworzyć wytrzymałą bańkę magicznej energii wokół drugiego licha. Kształtowanie, 3K [roll=Z] [roll=Z] Bańka wokół licha, które wziął Leviathan, pojawiła się bez przeszkód, więżąc stworzenie. Zdezorientowany stwór uderzył w jej ściankę, ale ta wytrzymała jego napór. 1:0 dla Rowle. Z kolei bańka energii, wytworzona przez Faye, pojawiła się, owszem, lecz migotała tak, jakby została niedokładnie, niechlujnie wręcz, rzucona. Stworzenie wydało z siebie coś pomiędzy piskiem a sapnięciem, a potem z całą mocą naparło na ściankę. Czy rozwali bańkę? 1T 2 N [roll=1d2] RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Leviathan Rowle - 02.03.2025 Może by się nawet ucieszył z dobrze wykonanego zaklęcia, tak samo jak i poczuł ukłucie satysfakcji, kiedy zauważył że to rzucone przez nią było mniej pewne i wytrzymałe. Ale był, no cóż... sobą. Ściągnął brwi pod wpływem jakiejś szybkiej myśli, która przemknęła mu przez głowę, przez moment ważąc opcje. Mógł zapakować swoje licho do pułapki i liczyć na to, że niedorośnięta Traversówna da sobie radę, w końcu była profesjonalistką. Mógł, ale wygrała opcja numer dwa. Mogli być zamknięci z Faye w jakimś dziwacznym tańcu, gdzie konsekwentnie odpychali się od siebie, podczas gdy los pchał im się pod nogi, ale pośród licznych wad Leviathana nie leżała przyjemność w narażaniu ludzi. Co prawda tych, którzy byli mu do czegoś potrzebni, ale wciąż należało docenić gest. Nie należał do osób marnotrawnych i nawet jeśli po ojcu odziedziczył wstręt do ludzi, to na niektórych na swój sposób mu zależało. Licho złapane przez Faye uderzyło w stworzoną przez nią bańkę i ta rozprysła się w niemal malowniczy sposób, przypominając nieco zniknięcie takiej mydlanej. Rowle natomiast zrobił krok w bok, trochę mimowolnie i w kierunku Traversówny, chociaż do stanięcia przed nią i zasłonięcia jej było mu daleko, a potem machnął różdżką. Chciał zrobić dokładnie to samo co ona i on wcześniej, czyli wyczarować bańkę dookoła zezłoszczonego stworzenia, jednocześnie ignorując na moment fakt, że to schwytane przez niego też zaczęło się miotać w swoim zamknięciu. A niepodtrzymywane czary, cóż, bywały zawodne. kształtowanie na bańkę [roll=Z] [roll=Z] rzut dla zamkniętego licha, jak będzie wyżej jak moje poprzednie zaklęcie to ucieka [roll=1d100] RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Faye Travers - 02.03.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/60/e5/72/60e572e21364a8adc404383dc8e0052d.jpg[/inny avek] Gdyby wiedziała, co teraz chodzi mu po głowie, być może zmieniłaby odrobinę do niego stosunek. Cały ten ich taniec-odpychaniec polegał na tym, że stąpali niby bosymi stopami po rozżarzonych węglach, przy okazji próbując strącić jedno drugiego tak, by móc łatwo wdrapać się po ciele i uratować własną skórę. Lecz niestety ani nie czytała w myślach, ani nie miała oczu dookoła głowy jak niektóre okazy, na które przyszło jej polować - nie widziała również tego ściągnięcia brwi i kroku w swoją stronę. Jej oczy były całkowicie pochłonięte obrazem, który malował się przed nią. Licho szamotało się z wściekłością godną buchorożca tak skutecznie, że bańka energii pękła niczym ta mydlana. Z ust Faye zdążyło wydobyć się tylko gardłowe warknięcie, tak nienaturalne i zwierzęce wręcz, że gdyby nie wrzaski od strony stworzeń, to jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że Traversówna nie jest do końca ludzka. Dziewczyna już wyciągała swoją różdżkę, już rozchylała usta by wypowiedzieć formułę zaklęcia, mającego tym razem odepchnąć licho w pizdu, jak najdalej od nich, gdy na powrót wokół jego ciała uformowała się półprzezroczysta bańka. Teraz dopiero Faye zerknęła kątem oka na Leviathana, a nawet kącik ust jej drgnął gdy tak nie pilnowała swoich odruchów. Byli bezpieczni, o ile były tu tylko dwa te dziadostwa. Ale zanim to sprawdzą: musieli przetransportować je do klatki. Faye machnęła różdżką, próbując przy pomocy wytworzonego podmuchu wiatru przesunąć pierwszą wytworzoną przez Rowle bańkę w stronę otwartej klatki. Kształtowanie na wiaterek [roll=Z] [roll=Z] - Do klatki gnoja - powiedziała zaskakująco pogodnym głosem, kierując bryzą w taki sposób, by bańka z lichem numer 1 znalazła się w klatce. - Mówiłeś że ile ich było? Odruchowo wbiła wzrok w gęstwinę. Dwa, trzy... Czy Leviathan mówił jej kiedykolwiek ile tych gówien tu latało? RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Leviathan Rowle - 03.03.2025 Dobrze, że na niego nie patrzyła - bo przecież nie przepadał na momentami, gdy spojrzenie innych przesuwało się po zmienionych, wypaczonych elementach jego ciała. Czuł się zepsuty, ale nie jak przedmiot, w którym coś pękło, a raczej owoc, który powoli gnił, zmieniając przy tym swoją barwę. Gdyby zostawić go w koszyku, jego choroba gotowa była rozprzestrzenić się, dokładnie tak samo jak przeszła na niego wraz z krwią Lazarusa. A z drugiej strony... marzył o tym by nie odwracano od niego wzroku. Nie chciał poklasku, a poczucia że nie jest obrzydliwy. Mogli znaleźć się ludzie, którzy byli w stanie to zrobić, ale była ich garstka, bo prezentujące się w jego twarzy zezwierzęcenie dla normalnej osoby wywoływało zwyczajny niepokój. Przez to byli chyba do siebie odrobinę podobni; bestie wepchnięte w ludzkie formy. W obojga ich krwi płynęła klątwa - jak do tej pory nieodwracalna. Nie spojrzał na nią. Nie wyłapał więc tego drobnego drgnięcia kącików ust, bo uważne spojrzenie wpatrywało się w wyczarowaną właśnie bańkę, jakby przez moment jeszcze czekał, chcąc upewnić się że faktycznie to mieli. Licha były wściekłe, z wizgiem wijąc się w swoich transparentnych więzieniach, walcząc do samego końca. Zrobił to samo co ona, machając różdżką, żeby wyczarować podmuch wiatru i za jego pomocą przetransportować drugie stworzenie do przygotowanej klatki. Powoli, z namysłem, jakby nie chcąc go dodatkowo rozdrażnić. kształtowanie na puszczanie wiatrów [roll=Z] [roll=Z] - Dobrze widzieć, że sukcesy ci służą - rzucił sucho, powstrzymując się od dalszej części, która krążyła mu po głowie. Dobrze, że przestałaś się zachowywać jak naburmuszone dziecko. Zamilkł na chwilę, jakby faktycznie zastanawiał się nad jej pytaniem, ale przecież nie musiał. Zrobiło mu się tylko jakoś tak ciężej, bo otwarcie latające licha były o wiele łatwiejsze do zwalczenia. Problem pojawiał się, kiedy któreś się czaiło i próbowało zaatakować z zaskoczenia. - Trzy. Mówiłem, że były trzy. RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Faye Travers - 03.03.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/60/e5/72/60e572e21364a8adc404383dc8e0052d.jpg[/inny avek] Czy ona kiedykolwiek spojrzała na kogoś jak na coś zepsutego? Czy kiedykolwiek dała komukolwiek odczuć że jest gorszy tylko i wyłącznie przez to, że był inny? Nie. Faye Travers miała naprawdę brzydką przypadłość, która polegała na tym, że dostrzegała dobro w niemalże każdej osobie, z którą krzyżowała swoje losy. Nigdy nie traktowała nikogo protekcjonalnie czy z góry, szczególnie jeżeli ten ktoś był inny. Bo ona również była odmieńcem - i chociaż nie każdy o tym wiedział, to przecież czuła w środku złość na myśl o tym, że inni mogą traktować Lazarusa czy Leviathana gorzej tylko dlatego, że byli fizycznie inni. Leviathana jak Leviathana - można go było gnębić za to, jak parszywy miał charakter, lecz jego ojca w jakimś stopniu Traversówna podziwiała od zawsze. Współczuła mu również lecz nie dlatego, że był inny. Współczuła mu dlatego, że musiał użerać się z debilami, którzy nie rozumieli, że wystarczyło po prostu zmrużyć oczy i spojrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. Ona miała ten komfort, że jej odmienności nie było widać na zewnątrz a jednak wszystkie te sytuacje, gdy ci, którzy wiedzieli o jej likantropii, wodzili za nią pogardliwym wzrokiem, sprawiały jej niemalże fizyczny ból. Nigdy nikogo nie skrzywdziła, zawsze się kontrolowała, robiła wszystko to, co chciało Ministerstwo: a jednak wciąż gdy mijała niektórych pracowników departamentu kontroli nad magicznymi stworzeniami, czuła że nie jest tam chciana przez to, kim była. Mogła sobie tylko wyobrazić co czuli Rowle. Gdy Leviathan znowu burknął coś w jej kierunku, Faye przewróciła oczami, odruchowo zaciskając usta. Jej kolejną ciekawą zaletą było to, że nie traktowała ulgowo nikogo tylko dlatego, że ktoś był inny. Leviathan nie miał u niej więc absolutnie żadnej taryfy ulgowej przez to, jak wyglądał. To znaczy inaczej: gdyby się przestał odzywać tak na amen, to pewnie w końcu poczułaby do niego sympatię, ale problem leżał w tym że Traversówna dostawała szału za każdym razem, gdy ten typ otwierał usta. I nie miała zamiaru go głaskać po główce, bo wyglądał jak pół-jaszczurka i ojojojoj ludzie byli dla niego niemili. - Tobie z kolei nieszczególnie służą. Czy ten kamień po lewej stronie twojej klatki piersiowej odczuwa jakiekolwiek emocje? - niemalże wypluła to zdanie, marszcząc gniewnie brwi. Naprawdę: nie było na świecie innej takiej osoby, która aż tak bardzo ją denerwowała. - Trzy... Faye zamknęła porządnie klatkę i sprawdziła, czy kłódka którą wyjęła z kieszeni, na pewno wytrzyma. Po chwili wahania rzuciła jeszcze na to wszystko zaklęcie zabezpieczające, tak na wszelki wypadek, żeby tym gnojom zaraz nie przyszło do głowy, by próbować zwiać z klatki przy pomocy... No cóż, rozwalenia jej. - No to siup - a niech sobie pierdoli co chce. Nie zepsuje jej tego - zostało jedno licho, którego trzeba było się pozbyć. Dopóki tu krążyło, nie byli w stanie zająć się tymi, które złapali. Faye ścisnęła więc różdżkę w dłoni i bez ostrzeżenia dała nura w las. Kici kici, czy znajdę ślady licha? Percepcja [roll=Z] [roll=Z] RE: [16.07.1972 Snowdonia] All the things she said | Faye, Leviathan - Leviathan Rowle - 12.03.2025 W tym wszystkim nawet nie chodziło o nią, a o wszystkich innych, którzy kiedyś dali mu do świadomości, ze coś było z nim nie tak. Jej spojrzenia, pozbawione tej znajomej oceny, i tak w pewien sposób drażniły i uderzały w nieodpowiedni ton, dokładnie ten który nauczył się słyszeć przez lata. Ale może też dlatego trochę go do niej ciągnęło, bo nawet jeśli dopatrywał się znajomych schematów, to gdzieś podskórnie czuł jak było naprawdę. Że wcale nie była taka zła i różniła się od niektórych, z którymi miał w swoim życiu do czynienia. - Mam zacząć skakać? Klaskać czy może pisnąć z zachwytu? A może salto zrobić na samym środku tego piachu? Nie wiem z czym najczęściej pracujesz, ale w moim rezerwacie chwila nieuwagi w najlepszym razie kończy się na przykład straconą ręką - rzucił, jakby z naganą, kiedy znowu spróbowała wyrazić swoje zdanie. Byli w Snowdonii, gdzie po niebie latały wielkie bestie, a oni musieli dodatkowo uporać się z lichami, które na ludziach zwyczajnie żerowały. Od momentu kiedy na jego warcie Mona straciła rękę, a pracy i rezerwacie Leviathan był zwyczajnie trzy razy bardziej uważny niż wcześniej. A przez to też sztywny i mało skory do rozluźniania się, szczególnie przy niej i dzisiejszego dnia, bo wbrew pozorom nie chciał, żeby coś się jej przy nim stało. Chciał mieć sprawę lich z głowy, ale czuł też, że gdyby nie pojawił się razem z nią tutaj, to sama spróbowałaby wszystko zrobić. W tym niedorozwiniętym ciele i ze swoim równie zacofanym w tym momencie mózgiem, który najwyraźniej nie pozwalał jej dopatrywać się skąd mogło nadejść niebezpieczeństwo. Nie był pewien, czy woli zakląć w głos czy może już mu całkowicie słów brakowało i miał siłę tylko na jakieś zmęczone westchnięcie, kiedy nie oglądając się na nic, Faye ruszyła prosto w las. Obejrzał się za nią, akurat jak właziła między drzewa i przez chwilę, odrobinkę zbyt długą, miał ochotę zostawić ją. To było jej zdanie i jej praca. Ale jakieś resztki poczucia winy skutecznie podgryzały go, na tyle by wreszcie ruszył za nią, trzymając się jednak parę metrów z tyłu. percepcja na paczenie [roll=N] [roll=N] |