Secrets of London
[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent (/showthread.php?tid=4431)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 31.01.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=iLpRvj2.png[/inny avek]

Bardzo nie chciał płakać. I jednocześnie chciało mu się ryczeć. Ni chciał płakać, bo płakał wiecznie, a teraz... Czuł, że mial wybór! Wybór cieszenia się czymś, więc czemu ten wybór był marnowany przez obrzydliwe zdania padające z jego ust? Odwrócimy to, no jasne, bo tak było wygodniej - zmarnowane przez Flynna. Przez to, że nie dało się z nim porozmawiać. Kto tu był problem? Wybierz sobie sam, przecież chciałeś wybierać za siebie i za niego! Mogłeś wybierać za siebie i za niego. Ale koniec końców... Koniec końców...

Otarł twarz z łez i wziął głębszy, drżący wdech, kiedy posłuchał i na niego spojrzał. Na siebie nie swoimi oczami. Naprawdę nie płakał? W tym monochromie nie potrafił tego ocenić. Tej malej różnicy kolory skóry na policzkach czy lśniących oczu. Debilu, poprosiłeś go, żeby ci zaprojektował dom. Człowieka, który nie widzi kolorów. Nie wiedział, jakiego koloru są słoneczniki. I jeśli on ciągle chodził z tym napięciem... Boże, przecież tak nie dało się żyć. Czy jakikolwiek bóg w ogóle was tutaj miał prawo usłyszeć? Spostrzec dwóch nieudaczników? Dwóch... Nie tak dawno temu ktoś mu powiedział, że zawyża standardy. W takich chwilach sądził, że tylko zaniża.

- Flynn, ty nie widzisz kolorów... Nie umiem tego przeżyć, to takie smutne... - Na jego miejscu chciałbyś teraz doświadczyć wszystkiego. W biegu. Jak najwięcej, żeby jak najwięcej zapamiętać. W zasadzie - chciałeś. W tej mocy emocji - tylko bojąc się konsekwencji. - Bądź sobą! Będę szczęśliwy, kiedy będziesz sobą i będziesz wybierał to, czego tu chcesz. Ja chcę wiedzieć, czego TY chcesz! - Czy to było takie trudne? Och tak, jasne, że było, bo przecież kiedy jednak zrobić coś dla kogoś, a kiedy pokazywać siebie? - Przepraszam, Flynn... Tak bardzo mi przykro... - Chyba Flynn już naprawdę nie płakał. Co zrobić, żeby nie płakał dalej? Niektóre rzeczy się nie zmieniały. Wstał ociężale i podszedł do Flynna, żeby się do niego pochylić i go objąć.




RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - The Edge - 31.01.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C5Wsya3.png[/inny avek] Westchnął z pewnym wahaniem, bo ten strach wciąż w nim tkwił. Świadomość, że mógł nieświadomie odpalić tykającą bombę. Potarł czoło dłonią, po czym spróbował poprawić roztrzepane włosy.

- Nie wiem - powiedział to już dzisiaj tyle razy... ale to był naprawdę dzień pełen sprzeczności i to wydawało się jakieś takie oczywiste, że nie wiedział, chyba nawet nie powinien wiedzieć - nie wiem, jak to miałoby być smutne. Smutno ci, bo nie masz trzeciej ręki albo drugiego serca? - Te słowa zawisły w powietrzu, jakby sam nie wiedział, co czuł po ich wypowiedzeniu. Ale faktycznie smutek mu się kojarzył z czymś, co zostało utracone. Utracił na przykład bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Miał wrażenie, że jak wyciągnie te ręce, to natrafi na pustkę i nic go bardziej nie przerażało niż ta pustka, a przed chwilą przekonał się o tym, że sygnalizacja świetlna miała określone, wyraźne i czytelne kolory. Nie utracił nigdy kolorów. Jak wróci do swojego ciała, to może poczuje ból - ale teraz nie potrafił go sobie nawet wyobrazić. Poza tym wciąż posiadał wzrok. Widział światło i cień, a to pozwalało mu dostrzegać miękkość mglistego poranka i surowość południowego słońca, kiedy jego promienie rozcinają przestrzeń na kawałki i rzucają cienie tak ostre jak nóż. To było niewygodne, niebezpieczne, ale mogło być gorzej - mógł nigdy nie zaznać widoku czegokolwiek, a i tak codzienność życia w ciele z tak rozbieganymi myślami drażniła bardziej niż ślepota na barwy, za którymi nie tęsknił. Kolory były opowieścią wykutą na pamięć tak wyraźnie, że nie potrzebował teraz pokazywania ich palcem i nazywania. Czymś, o czym często myślał i lubił o tym słuchać i chyba... to doświadczenie zniszczy te wszystkie historie. Zniszczy postrzeganie rzeczy wokół przez pryzmat cudzych słów i emocji. Zacznie to opierać na tych szczątkowych wspomnieniach. Jak tego nie wytrzyma, to chyba poprosi Caina o ich usunięcie. - Skąd ja mam kurwa wiedzieć, czego chcę? - Zapytał wreszcie, opuszczając głowę jeszcze niżej. Niestety mimo marzeń nie dało się zapaść pod podłogę. Mógłby się schować pod dywan, ale pewnie by się nie zmieścił. - Myślałem, że zjemy dzisiaj te twoje krewetki, poopowiadasz mi coś, poczytamy jakieś książki, nie wiem, pójdziemy na spacer albo coś tam, a wieczorem albo rano cię bzyknę i wszystko będzie okej. Ale nic nie jest kurwa okej. Skąd... skąd ja mam wiedzieć, co robić... Myślisz, że ktoś napisał poradnik, co się robi, jak po ponad trzydziestu latach widzisz nagle kompletnie z dupy kolor nieba, skoro to nie jest płakanie? - Nie ubierał się już. Zwyczajnie oparł ręce na twarzy, łokcie na kolanach i tak zwisł w bezruchu. Nie wystukiwał palcami żadnego rytmu, zamiast tego strasznie sapał.


RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 31.01.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=iLpRvj2.png[/inny avek]

Denerwowało go to, że kiedy był sobą, to chociaż się wahał. Zastanawiał bardziej. Miał tendencje do mówienia tego, o czym myślał, kiedy zaczynał czuć się swobodnie - a potem tego żałował. Miał tendencje do dawania szczątkowych informacji - tego też żałował. Do pomijania rzeczy, które w jego myślach były dla niego oczywiste, a całkowicie nieoczywiste dla odbiorcy. Jego sztuka komunikacji, z której był taki dumny, przy Flynnie już całkowicie leżała. I nie było być z czego dumnym. Nie potrafił zrozumieć - dlaczego? Teraz jednak nie miał zawahań (za bardzo) i wypowiadanie tych brzydkich rzeczy przychodziło mu za łatwo. Najgorsze było to, że nawet nie czuł się winny, a cała jego głowa chciała o wszystko winić Flynna. W niektórych częściach - miała cholerną rację. Flynn był chaosem, który niszczył. Ale był też chaosem, który budował i dzięki któremu w końcu czuł się bezpieczniej.

- To nie jest brak trzeciej ręki. To jest brak drugiej ręki. - Bo to nie jest wcale dodatkowy przymiot, którego nikt nie miał na świecie - i to czyniłoby cię dziwakiem. To był brak podstawowej funkcji ludzkich oczu. Jasne, rodziłeś się bez tej drugiej ręki, nie traciłeś jej w trakcie, ale to nadal była druga ręka. Coś, co wiesz, że inni mają. Tylko ty tutaj jesteś odmieńcem. Laurent ciągle zazdrościł innym. Zazdrościł dzieciom, które biegały i śmiały się z niego, kiedy upadał. Zazdrościł Atreusowi, któremu bez żadnego wysiłku przychodziło obronienie go przed innymi dzieciakami, bo miał do tego siłę. Zazdrościł dzieciom, po które przychodziła matka i brała je za ręce latem na lody. Zazdrościł Pandorze, która była taka inteligentna, że tworzenie nowych wynalazków było dla niej jak oddychanie. Nie ważne, jak sam bardzo się starał, to nigdy nie było wystarczająco, bo zawsze czegoś nie miał. Tak jakby Matka lepiąc go przewidziała go tylko do tego, by zabawiał ludzi. Na różne sposoby. Albo do tego, żeby niszczył im skutecznie życie swoją trucizną.

Trzymał go w tych objęciach, nawet kiedy Flynn coraz bardziej się kulił i wydawał zapadać w sobie. Pewnie chciał to zrobić - zniknąć. Wślizgnąć się tak głęboko pod taflę wody, żeby już nigdy niczego więcej nie słyszeć, nie musieć wiedzieć, nie musieć decydować. Pewnie było mu zimno, pewnie był zmęczony, pewnie... chciałby zjeść obiad, posłuchać jakichś opowieści, poczytać książkę, pójść na spacer, a potem go przelecieć i mieć dobry dzień. Nikt nie napisał poradnika "co robić, kiedy odzyskam sprawne oczy". Ucałował jego skroń, ucałował jego szyję. I w końcu odlepił się od niego tylko po to, żeby dokończyć zapinanie tych guzików - ale nie do końca. Klęknął przed nim, chociaż nawet to wywoływało w nim protesty i złość. Nie znosił tego - bo kojarzyło mu się z najgorszym. Ale tutaj... nie działo się nic złego. To znaczy - działo. Ale to on sam był tego powodem. Nieco drżały mu ręce, kiedy to robił. Pociągnął raz jeszcze nosem. Zapach. Zapach tych perfum osiadłych na koszulce bardzo lubił. Tak, tych własnych. Dokładnie tak pachniała amortencja.

- Chcesz ze mną zapalić? - Nie odrywał mu tych dłoni od twarzy. Sam wyjdzie ze swojej skrytki, kiedy będzie gotów.




RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - The Edge - 31.01.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C5Wsya3.png[/inny avek] Pokręcił głową. Wcale tak nie uważał, ale już trochę zaakceptował sytuację, w której chciał odpuszczać, żeby wszystko układało się wygodniej dla Laurenta. Nie zaprotestował więc werbalnie, zwyczajnie płynął z jego myślą, korzystając z okazanej mu jednak bliskości. Dopiero po kilkunastu sekundach odpowiedział krótkie:

- Tak.

Zaraz po tym podniósł się, odrobinę za szybko jak na jego obecne możliwości i przez to zachwiał nieco, ale nie upadł, nie potknął się o nic, nie przewrócił. Stanął nad nim i dopiero teraz dotarła do niego niby liczbowo mała, ale w kontekście tego, że do tej pory to zawsze on zadzierał głowę, znacząca różnica wzrostu. Ułożył dłoń na jego lędźwiach i spojrzał w te brązowe oczy pytająco, nie chcąc wprawiać go teraz w jakiś szczególnie duży dyskomfort. Ale było to w nim - ta potrzeba, żeby zamknąć oczy i połączyć ich usta, wygiąć go do tyłu i całować go tak, jak zawsze chciał żeby Laurent to robił. Bo jeżeli istniało miejsce, gdzie był faktycznie skory do eksperymentów i doświadczania, było to właśnie łóżko. Powoli docierał do niego jednak powód, dlaczego Laurent mógł tego dotyku unikać. Dla niego to mogło być zbyt dziwne, tak? Nawet jeżeli tylko to sobie wmawiał, to i tak było to milsze niż myśl o odtrąceniu, więc ta narracja grała teraz pierwsze skrzypce, próbując to jakkolwiek uratować.

Jeżeli nie dostał zgody na to zbliżenie, jedynie uśmiechnął się smutno.

- Ubiorę się tylko - powiedział spokojnie i tak też zrobił, zaczynając od bluzki, którą odwiesił w panice i kończąc na wąskich spodniach z szorstkiego materiału, wyjątkowo jak na jego fakturę rozciągliwego. Nie miał pojęcia co to jest, ale kiedy spojrzał w lustro, żeby poprawić ułożenie tych ubrań i teraz jeszcze mocniej rozstrzelanych włosów, dotarło do niego, że podobało mu się to co widział. Potarł swoją brodę i uznał Laurenta za kogoś jeszcze atrakcyjniejszego w kolorach. Może i nie nadawał jego oczom tej samej głębi i życia, ale to wcale nie czyniło go kimś brzydkim. Ba - aż dziwnie było patrzeć na własne odbicie i nie widzieć tej paskudnej mordy, jaką widział w niej normalnie. Gdyby nie to jak łatwo wyczuwał pod palcami krawędzi żeber i jak ciężko mu było schylić się po upieczony wieszak, pewnie doznałby jakiejś obsesji, ale brak ruchu wystarczająco sprowadzał go na ziemię. Nic przecież, ani idealnie równe zęby, ani zdrowe oczy, nie potrafiły zrekompensować tego, że nie był w stanie podciągnąć się na drążku nawet raz. Czuł się w tym ciele jak w pułapce.

Skierował swoje kroki tam, gdzie był teraz Laurent, albo zabrał go ze sobą, jeżeli wciąż tu był. Wizja zapalenia razem papierosów była zbyt atrakcyjna, żeby ją teraz odrzucił, nawet jeżeli o wiele bardziej ciągnęło go do smacka.

- Czujesz się dobrze? - Pytanie rzucił niby swobodnie, ale dało się wyczuć, że coś kryło się pod jego fasadą.


RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 31.01.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=iLpRvj2.png[/inny avek]

Podniósł się razem z nim - tylko szybciej. Żeby ułożył dłonie na jego ramionach, upewnić się, że nie upadnie. Mógłby się przyzwyczaić, że robienie gwałtownych ruchów wcale nie musi oznaczać tego, że po paru chwilach będzie ci słabo? Och tak, mógłby. Już w tym momencie dziwy nie pochłonęły jego głowy. Łatwo przyzwyczaić się do dobrostanu - gorzej w drugą stronę. Stał. Upewnił się tylko, że stoi - i to o własnych siłach. Mógłby trwać tak - robić za podporę dla jego rąk, które teraz zawędrowały na plecy. I te oczy. Oczy, które tyle osób chwaliło, a teraz widział je w szarościach. Łatwo było uwierzyć, że mogą się rozmyć z białkiem oczu. Naprawdę... mu się to nie podobało. Jak miałby obcałowywać to ciało, które tak go od siebie odstręczało? Nie pojawiło się werbalne zaprzeczenie, ale nie było też zaproszenia. Było za to widoczne na jego twarzy rozdarcie - między tym, że chciał wyjść naprzeciw potrzebom Flynna, a tym, że było to strasznie ciężkie. Znowu chciał go przepraszać - tylko jakoś tym razem powstrzymał się w porę, żeby nie powiedzieć kolejnych słów, które potem już z nimi zostaną, a on będzie tego żałować. Bo mógł komentować ciało, ale w tym ciele był teraz człowiek, którego kochał, tak mocno, tak strasznie..! Nie rozumiał, jak mógł mieć co do tego wątpliwości, kiedy był po prostu sobą. Teraz to jakoś zupełnie nie miało sensu. I to pierdolenie całe, że wolno, że szkoda... nic nie szkoda! Było dobrze dokładnie tak! Inaczej nie mógłby z nim spać i cieszyć się z każdego momentu, kiedy ogrzewał mu nogi, ani kiedy odbijało mu (regularnie) i zaczynał go wylizywać. Jak pies. Albo i nawet strzelał tą cholerną gumką, żeby mógł go przepędzać. Wszystkiego tego by mu brakowało.

Pokiwał głową i zostawił go tutaj. Zatrzymał się tylko na moment przy lustrze w sypialni. Flynn. Czarno-biały Flynn. Ruszył dalej. To był człowiek, którego chciał dotykać i całować. Wszystkie te rzeczy, którymi się przejmował, a które piętrzyły się na stosie i czekały na to, by je rozwiązać. Poczuł to znajome uczucie, że nic się nie uda. Że wszystko i tak źle się skończy, po co próbować. Znajome i nieznajome jednocześnie.

- Migotku, przygotuj proszę coś do jedzenia. Cokolwiek, proszę... - Widział już, że składający ich ubrania skrzat otwierał usta, by go zapytać, a czego sobie życzy. Był ciągle skonfudowany - to było po nim widać. Nie rozumiał. Więc zanim te usta otworzył to wolał mu przerwać. Nie wiedział, co. Nie miał pomysłu. - Byle coś szybkiego. - W przygotowaniu. Czy rzeczy smakowały tak samo, kiedy było się w innym ciele? Był pewien, że nie. A przynajmniej nie do końca. Wiadomość do Florence jak nie została wysłana, tak nie była dalej. Sytuacja jaka była - taka jest. Narzekał na to, że Flynn czasami próbował go uszczęśliwić na siłę, kiedy on tylko chciał, żeby był szczęśliwy. Może teraz było tak samo? Chciał uszczęśliwić Flynna na siłę, żeby mógł popatrzeć na świat inaczej, a może Flynn wcale tego koniecznie nie chciał? Albo chciał, tylko nie wiedział, jak w ogóle do tego podejść? Bo nie wiedział.

- Prawdę mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem się tak dobrze. - Czy to Flynna dziwiło? Chyba nie. Stał przy drzwiach tarasowych, wpatrując się w morze. Nadal ją słyszał. Matkę Wodę. Ale to było jak... przelotny dotyk wiatru na policzku. Może już sobie to tylko wyobrażał? Bo wcale nie czuł tej wiecznej ochoty, by skryć się w morzu i już nie wracać do złego świata ludzi. Obrócił głowę w stronę Flynna. - Jeśli pytasz o fizyczne samopoczucie. I jeśli coś o tym powinienem wiedzieć, proszę, powiedz mi teraz. - Bo może nie o to chodziło. Bardzo nie chciał wpaść na kolejny nieprzewidziany rytm wydarzeń, bo już zacząłby chyba na Flynna kurwami rzucać. Ta myśl była... straszna. Wskazał ruchem głowy złożone spodnie czarnowłosego, które leżały na oparciu fotela. Nie zamierzał mu grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu fajek. - Zapalimy, zjemy, pójdziemy na spacer, a potem poczytamy. Co ty na to? - Laurent nerwowo zacierał ręce, zginał nieco palce. Tak, znał to uczucie, nie było obce.




RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - The Edge - 01.02.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C5Wsya3.png[/inny avek] Widząc, że Laurent nie palił, zrozumiał rzucony mu gest i poszedł po paczkę papierosów, z którą o dziwo nie rozstał się, porzucając kurtkę w Fantasmagorii. Nie mógł go całować, ale mógł przynajmniej zapalić i wypić tę herbatę, wciąż stojącą na tarasie. Wyciągnął sobie jednego papierosa i oddał mu resztę, ale nie podał mu zapalniczki, bo ta już znajdowała się we wsiąkiewce.

Tak naprawdę, to gdyby miał wybierać, to oddałby i tę herbatę i fajki za bliskość.

Dlatego przechodząc obok, wciąż był smutny. Nie, nie robił już z siebie królowej dramatu i nie zalewał się łzami, ale jego twarz była zwyczajnie bez wyrazu. Normalny Flynn nigdy by nie przepuścił okazji do tego, żeby mijając go w drzwiach tarasowych i przekazując mu paczkę, złapać go za boczek, uszczypnąć, cmoknąć w policzek, klepnąć w tyłek, cokolwiek - ale nie dostał tego przyzwolenia i głupio mu było pakować łapy gdzie popadnie. Przeszedł więc obok jak gdyby nigdy nic i szedł w kierunku porzuconego wcześniej kubeczka, żeby z nim usiąść przy stole i odpalić papierosa od pstryknięcia palców. Podkulił nogi, kładąc stopy na krześle i opatulił je własnymi rękoma, traktując to jako jakąś rekompensatę.

- Nie mam już raczej mrocznych sekretów - powiedział otwarcie. - Nic gorszego niż to, że jeżeli to zaklęcie nie minie do wieczora, to sobie będziesz musiał zwalić pod prysznicem, bo szczerze wątpię, żebyś miał wytrzymać napięcie, cię nie spotka. - Zaciągnął się dymem, ale jeszcze nie wciągał go tak głęboko jak kiedy palił w swoim ciele. Miał wrażenie, że robienie tego zbyt szybko mogło skończyć się źle. Machnął przy tym dłonią, a jego krzesło przesunęło się samoistnie, żeby miał lepszy i zieleńszy widok. - Pytałem się, bo wiem, że to dla ciebie też musi być szok. I ok. - Wydmuchał resztkę tego dymu i już był gotowy do zaciągnięcia się znowu. - Jestem cholernie głodny. - I piekielnie skołowany tym, że w celu podniesienia tego kubka musiał kucnąć. Ostatni raz nie potrafił sięgnąć swoich palców u stóp ze stania, kiedy obłożyli go tak mocno, żeby nie był w stanie wychodzić z łóżka przez trzy dni. To ciało było jak... jakby ktoś mu zablokował ruchliwość. - Nie chcę być upierdliwy i do niczego cię zmuszać, ale gdybyś chciał się ze mną porozciągać, albo przynajmniej dał mi masować się częściej, to dużo byś na tym skorzystał.


RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 01.02.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=iLpRvj2.png[/inny avek]

Ta zmiana była oczywista. Natury ich rytmu, który mu nie leżał, bo tworzył chłód, dystans. Pustkę. Taką, w której nie mógł się zatopić i być w niej jedyną z gwiazd. To on był tą pustką. Smutną mina wcale nie pomagała... Ale przynajmniej nie płakał. Przynajmniej nie płakał...

Lubił spoglądać na Flynna, kiedy coś robił. Lubił badać jego ruchy, jego zachowania. A poza tym - lubił go podziwiać. Zachód słońca bladł, kiedy Fleamont był w polu widzenia. Straszak z Nokturnu, do którego strach już zniknął zupełnie... Ach, nie. Przecież przypomniał o sobie dzisiaj przez zwykły wygłupy. I może teraz przyjedzie ci przewartościować to zaufanie, kiedy świadomość siły tych ramion stała się taka oczywista. To ciało było chodzącą bronią. Wiedzieć o tym to jedno. Poznać od podstaw? Ha... A i tka doświadczał jakiejś malutkiej części tych możliwości. Nie zamierzał ich testować. To ciało... To ciało było skarbem. I chciał o nie dbać.

Usiadł powoli obok, zastanawiając się nad tymi słowami, ale nie przyszło mu wątpić w to, że to ciało jest wiecznie głodne dotyku. A na ile to było też w głowie? Jakże mylnie ludzie sądzili, że mężczyźni to potrzebują tylko bodźca, bo przecież według mężczyzn - ich penis zawsze może! Zawsze gotowy, zawsze największy! Czekali tylko, żeby ich chwalić, bo potem oni się mogli chwalić przed kolegami, jacy z nich ruchacze 2000. Przyjęcie, że w psychice sporo się działo, było nie do przyjęcia. No przecież emocje to babska rzecz.

- Ja... Ja... - Chodziły mu te myśli po głowie, kiedy był we własnym ciele - jeśli to krzywdzenie się przynosiło ulgę takiemu Flynnowi - przyniosło by też jemu? Teraz zastanawiał się nad tym bardziej. Jak to było... Samokaranie. Bardzo zły kierunek rozumowania. - Ja nie... Przepraszam, Flynn, ale ja... Za bardzo siebie nie lubię. - Mocno się postarał, żeby zabrzmieć jak najbardziej delikatnie, chociaż głos miał napięty. I nawet nie próbował patrzeć na towarzysza. Biegał oczami w zasadzie wszędzie, nie potrafisz się skupić na jednej rzeczy. Przygotowujący obiad Migotek był niezłym punktem zaczepienia. Skrzat rozłożył naczynia i czuć było zapach jajecznicy. Poczerwieniał, kiedy usłyszał o rozciąganiu. - To drugie jest akurat spełnieniem marzeń. - Wcale nie był mniej głodny dotyku od Flynna. Wolał za to, żeby jego inicjatywa przychodziła z drugiej strony. - D...dobrze. - O Merlinie, wydawało mi się, że zaraz go tu rozsadzi. Wstał od tego stołu energicznie, aż musiał złapać krzesło... Co się o dziwo udało. Patrzył wielkimi oczami na ten ruch i to, że to krzesło trzyma... Po czym wyrwał się z bezruchu, odstawił je i... Zaczął po prostu chodzić. Było mu wstyd. Siebie samego. Niszczyła go myśl o tym, że Flynn mógłby się śmiać z jego nieporadności. To nie było wcale ładne. Nikt nie chciał oglądać pokrak. - A ty? Lepiej się czujesz?




RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - The Edge - 01.02.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C5Wsya3.png[/inny avek] Wpatrywał się w linię drzew, próbując nie zmarszczyć za bardzo brwi, kiedy usłyszał to kolejne, bezsensowne przepraszam. Odetchnął głęboko i napił się herbaty, próbując ułożyć to wszystko w głowie zanim coś chlapnie, ale to też przecież nie było tak, że nagle dostał super moce i wiedział co, kiedy i jak powiedzieć. Wręcz przeciwnie - porzucił znane lądy kontrolowania własnych zachowań i czuł się jakby zrzucił bardzo ciężkie kajdany, ale ta lekkość wcale nie musiała sprzyjać podejmowaniu dobrych decyzji.

- Proszę, przestań mnie przepraszać za to, że nie masz na coś ochoty. To jest... - To, a nie te oczy, wydawało mu się cholernie smutne. Nie udał mu się ten żart z waleniem konia, wiedział to już ja pewno, ale to była prawda - faktycznie należał do osób, które rozładowywały tak napięcie codziennie i niezależnie od tego co pletli inni, on tego naprawdę potrzebował. I robiłby to przez weekend gdyby nie to, że dzisiejszy dzień miał być taki fajny i dobry, więc i wstrzymał się żeby to zbliżenie uczynić fajniejszym i przyjemniejszym. Tylko nic, absolutnie nic nie mogło być dla niego fajne i przyjemne, kiedy druga osoba tego tak naprawdę nie chciała. Już samo to przytulenie smakowało desperacją, a koncepcja kochania się z nim tylko po to, żeby dał mu spokój i przestał o tym gadać wydawała mu się tak odrzucająca, że aż musiał popić to herbatą. Uderzała bardzo wyraźnie w to, o czym mówił mu kilka dni temu - o tym co potrafił robić tylko dlatego, że ktoś inny tego od niego chciał. Oczywiście, że część tego siedziała w ciele, ale druga część zakorzeniła się bardzo głęboko i wyraźnie w podziurawionej jak ser psychice.

Niby był ubrany, ale zrobiło mu się jakoś chłodno od tych myśli. Przesunął dłońmi po swoich ramionach i westchnął. Nie podobało mu się co powiedział Laurent. Że siebie nie lubił, że to było powodem ciążącego pomiędzy nimi chłodu. Pomijając to, jak wielkie wydawały się teraz kraty tej pułapki, dodatkowo chciał o tym rozmawiać i już nawet otworzył usta, ale zawahał się, bo on tak chodził zdenerwowany i nie chciał go znowu wkurwić. Dopiero po chwili dotarło do niego, że wstrzymywanie się przed powiedzeniem czegoś też mogło zadziałać jak płachta na byka, a on już pokazał mu, że się chciał jakoś w to wtrącić, ale zaniechał i nie mówił też czemu zaniechał i... Crow zrobił się czerwony. Dla Laurenta ciemniej szary, ale dla większości świata czerwony.

- Czuję się dobrze - odpowiedział, próbując jakoś pominąć to jedno wielkie niedopowiedzenie i zaczął jeść. Bardzo szybko poczuł, jak już od pierwszego kęsa ściska mu się żołądek, ale on przecież miał na to swoje sposoby. Zamiast jeść po trochu wszystkiego co było na talerzu małymi kęsami, zrobił to po kolei, żeby ciału nie wydawało się zbyt szybko, że jest najedzone. I tak też opróżnił cały ten talerz i kubek herbaty, nie dając się zwieść niczemu, co sugerowało, że Laurent nie powinien móc tego zjeść i sam zapewne brodziłby w tym widelcem przez godzinę, a chleb potraktował jak ozdobę. - Jedz. A potem spacer. Pamiętasz? Pokażesz mi ładne rzeczy na plaży. - Spróbował jakoś osadzić go na ziemi.


RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 01.02.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=iLpRvj2.png[/inny avek]

Nie spełnianie czyichś oczekiwań za łatwo prowadziło do zawodu. Zawód - do odrzucenia. Nie chcesz się bawić tymi zabawkami, które przestały cię cieszyć. Sięgasz wtedy po inne, zamieniasz je. Inne na pewno będą bardziej chętne. Albo prowadziły po prostu do smutku. Sprawiały przykrość, bo przecież ktoś chce coś robić, czegoś potrzebuje, chce się uśmiechnąć. Ty mu jednak odmawiasz. I działo się tak, jak teraz - smutna mina, która mogła się przerodzić w coś gorszego. Pod skórą się tego obawiał - że to zawsze będzie coś gorszego. Wypłynie na wierzch tragedia zapisana czarnym atramentem i zamieni śliczny dziennik w bezużyteczny, zaplamiony brudnopis. Bał się tego. Jeśli dodać do tego te plamy, które już narobił swoim zachowaniem, robiło się z tego coś obrzydliwego. Żadne urocze listy i liściki miłosne - to była zbierająca się sterta zużytych kartek. Żaden śliczny dziennik z nowymi słowami - to był zaledwie zeszyt z kartkami do wywalenia. Przygryzł wargę, nadal nerwowo pocierając swoje palce, zginając je, splatając je ze sobą. Miał dalej ten sam automatyczny gest - sięgania do pierścionków, których tam nie było, więc przesuwał opuszkami i paznokciami po samej skórze.

- Gdyby panicz czegoś potrzebował... - Migotek postawił półmisek z warzywami na stole, patrząc na ciało Laurenta, ale potem zerknął na ciało Edża. Wrócił wzrokiem do blondyna, którego niepoukładane włosy sprawiały, że skrzat się na nie gapił. - Migotek pomoże. - Złapał swoimi drobnymi rączkami ściereczkę kuchenną, gapiąc się tym jednym okiem na Flynna w tym momencie w takiej niemej informacji o zmartwieniu. Tak samo potem spojrzał na Laurenta. Pokłonił się lekko i zniknął. Laurent spojrzał na niego tylko na moment, z taką drobiną żalu. Będzie musiał z nim porozmawiać - naprawić nieco ten nawyk unikania kontaktu, kiedy Edge był w pobliżu. Do tego był przyzwyczajony - gość w domu, to on się za bardoz nie kręci pod nogami. Tylko że Edge... nie był gościem.

Pokiwał głową energicznie i usiadł do stołu. Wcale się to nie zmieniło - miał wrażenie, że usiadł, żeby jeść za karę. Żołądek miał tak samo ściśnięty jak zazwyczaj... a nie. Jednak trochę się zmieniło. Trochę, bo kiedy już wziął ten widelec to poczuł głód. Nawyk jedzenia się przez to niewiele zmienił - wyglądało to po prostu śmiesznie, kiedy nagle ciało Flynna siedziało przy stole wyprostowane i te gesty stawały się też bardziej wyważone. Nawet jeśli towarzyszyła temu nerwowość i niecierpliwość panującego nastroju. To jedzenie w monochromie było jeszcze mniej apetyczne. Tamta śliczna restauracja z jej zorzą... ale tam musiało być nieprzyjemnie ciemno. Ciekawe, ile razy jeszcze przyjdzie mu się poczuć jak zupełny idiota przez to, że czegoś o Flynnie nie wiedział. Że ten czegoś nie chciał powiedzieć. Jadł - i szło mu o wiele lepiej niż we własnym ciele. A po paru kęsach zrobił się naprawdę głodny. Milczał, zerkając na Flynna z niepokojem, bo miał wrażenie, że ten się zbiera do powiedzenia czegoś.

- J-jesteś na coś uczulony? Chciałem za-żyć eliksir uspakajający.




RE: [28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent - The Edge - 01.02.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C5Wsya3.png[/inny avek] Flynn, nie wliczając tego otworzenia bez powodu ust, zachowywał się teraz bardzo spokojnie. Nie zaczepiał tego biednego skrzata domowego, chociaż wcześniej zdarzało mu się to robić i pewnie przez moment i tak chciał coś teraz chlapnąć, doprowadzając tę niewinną istotę do paniki. Zamiast tego jedynie skinął głową i wrócił do palenia w skulonej, ale bezpiecznej pozycji. Miał wrażenie, że im więcej czasu mijało, tym bardziej czuł się sobą, nawet jeżeli jego jestestwo zostało zamknięte w ciele, do którego się nie przyzwyczaił. Ale coś się zmieniało - ten płacz, rozpacz wezbrana w ciele powoli się ulatniały. Zaciąganie się dymem, wbrew wszelkiej logice pomogło mu ustabilizować oddech. Nie kaszlał nawet, chociaż wyraźnie drażnił mu gardło.

- Nie jestem na nic uczulony. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - odpowiedział, częstując się jeszcze czymś. Ewidentnie próbował najeść się na zapas i tak, wątpił aby Laurent się domyślił, ale przechodziło mu teraz przez myśl rozepchane mu żołądka. - Ale popełniasz błąd. - Niby się miał z nim obchodzić jak z jajkiem, a jednak powiedział to dosyć szorstko. - Hodujesz psy i konie... - potarł palcami o czoło, próbując zebrać słowa, które mogły przekonać kogoś, kto był hodowcą, ale no właśnie - on był hodowcą, a Flynn jedynie dobrze znał się na świecie, nie znał wszystkich zawiłości związanych z zajmowaniem się zwierzętami, a jedynie kojarzył podstawowe koncepcje opiekowania się nimi. - One się muszą wybiegać, albo rozpierdolą ci kanapę. Wyżują ci wszystkie buty z żalu i tęsknoty. Masz... Masz jarczuka i próbujesz dać mu coś na uspokojenie, ale w głębi duszy powinieneś wiedzieć, że to tak nie działa. Bo ty nie jesteś zdenerwowany. To nie jest zdenerwowanie. - Na co ci eliksiry, kiedy energia rozpierała cię tak bardzo, że nie potrafiłeś usiedzieć w miejscu. Jemu się na to przykro patrzyło, ale tak po prawdzie to głównie przez to, że opanowanie w tych kwestiach i porzucenie tematu dla jego komfortu nie znaczyło wcale, że przestał wyobrażać sobie różne rzeczy. Kurwa mać - był człowiekiem, dla którego jednym z najlepszych łóżkowych doznań było powieszenie przy nim lustra i mówienie sobie rzeczy, co się nie śniły największym primadonnom. Siedziała właśnie obok niego cudowna okazja do przekonania się, jak to jest kiedy w twoje gardło wchodzi The Edge, jak to jest... Kiedy The Edge ujeżdża cię wpatrując się we własne odbicie i słuchając poematów o własnej, niezaprzeczalnej doskonałości. - Dojdź... - Odchrząknął przez tę pomyłkę kręcąc głową. - Mhm, kurwa, dojedz to - rzucił, opuszczając nogi na deski tarasu. Zdrętwiałe. Westchnął ciężko, podnosząc się, żeby się przeciągnąć ociężale i zaciągnąć papierosem ostatni raz. Kiepa odłożył na pusty talerz. - Pomoczę sobie nogi, a ty się przebiegniesz. Może cię to zmotywuje do tego, żebyś faktycznie zaczął ze mną ćwiczyć. - A te ćwiczenia musiały być dla niego ważne, bo korzystał z nich nawet teraz. Odsunął się od stolika i zaczął wykonywać proste ruchy mające pomóc mu się rozciągnąć. I z rozkoszą wyczuwał, jak to napięcie powoli puszcza, a mięśnie aż dziwią się tym, że mogą się tak rozluźnić. Ale nie mógł przesadzić. Był zbyt inteligenty żeby to zrobić, dlatego nie spieszył się z tym, nie chcąc zrobić mu krzywdy.