![]() |
|
[06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius (/showthread.php?tid=4578) |
RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Basilius Prewett - 22.02.2026 – Hmm... Trochę tak – mruknął, przypominając sobie o piwie i biorąc łyka. – Byliśmy na jednej randce i hm... Gdy wracaliśmy do mnie spotkaliśmy Brennę, która oczywiście była ranna. – Bo przecież zazwyczaj gdy spotykał Brennę była ona ranna. – W każdym razie pomogłem jej, a tamta obraziła się, że nie skupiam na niej wystarczająco dużo uwagi i od tego czasu utrudnia mi życie. Skąd mu się w ogóle wzięło, że warto było wziąć ją na randkę? Nie. Inaczej. Skąd mu się w ogóle wzięło, że warto było angażować się w związki i chodzić na randki? Na pewno nie z domu. Tam co najwyżej mógł się nauczyć jak szukać kochanek. Zacisnął mocniej usta, gdy dotarło do niego, że znowu nie dokończył zdania, ale ostatecznie pokręcił głową. – Po prostu miałem bardzo dziwną sytuację, przez którą zacząłem o tym wszystkim myśleć – powiedział, decydując że jednak nie zdradzi dzisiaj wszystkich sekretów. Możliwe, że mówienie z taką pewnością o rozróżnieniu miłości od przyjaźni nie było wcale takim dobrym pomyslem. Zmarszczył czoło, bo... Sam nie do końca wiedział jak to wyjaśnić. Po prostu byli przyjaciele i były osoby, który mu się podobały. Jeśli miał szczeście, to nie musiał się martwić, że uczucia wobec tej drugiej grupy przyprawią go o ból głowy. Ostatnio tego szczęścia nie miał, ale czy on miał szczęście do czegokolwiek? — Hm... To znaczy. Kocham swoich przyjaciół, jasne, ale jednak – Przypomniał sobie uwagę Millie dotyczącą tego, że u mężczyzn pewne uczucia szybciej i wyraźniej się uwypuklały. Przez chwilę rozważał, czy nie powiedzieć tego Peregrinusowi tylko po to aby go zdekoncentrować i zmienić temat, ale ostatecznie spasował. – Są fizyczne aspekty zakochania których nie czuję wobec nich. Jednak nie patrzę na większość swoich znajomych i nie myślę, czy przypadkiem nie wiem, nie mam ochoty się w nich zakochać. Chociażby ty. Wiem że nie jestem w tobie zakochany, ani że nie podobasz mi się. Bez urazy w sensie. To zazwyczaj nie jest takie skomplikowane. Jednak w większości przypadków jest to jasne. No chyba że są specjalne klątwy, które w tym przeszkadzają. Zabawne, że w momencie w którym to powiedział jego umysł przypomniał sobie te wszystkie momenty z czasów kiedy w Peregrinusie zakochany nie był, ale uważał go za nieco bardziej przystojnego niż większość uczniów. Potem zorientował się, że była to absolutnie durna rzecz do powiedzenia tak ogólnie. A potem jego ciało uznało że skoro już mówili o klątwach, to nie ma lepszego sposobu na podkreślenie słów Basiliusa niż krew z nosa. Prewett zaklął cicho i zaczął szukać po kieszeniach chusteczki. RE: [06.09.72, późny wieczór] Mogło być gorzej | Peregrinus & Basilius - Peregrinus Trelawney - 11.04.2026 — Teraz już nie spocznę, dopóki nie poznam nazwiska tej kobiety — postraszył Peregrinus i on również uniósł swój kufel do ust. — Brenna… — powtórzył imię w zamyśleniu, bynajmniej nie dlatego, żeby nie wiedział, kim Brenna Longbottom jest. Wróżbita potrzebował kilku sekund na przypomnienie sobie katalogu swoich spotkań z brawurową brygadzistką. — Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, to było w Windermere, ranna chyba nie była. Ale przedostatnio, w kwietniu, rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Może coś w tym jest. — Pokiwał głową, przekonując się do tej teorii Basila, jakoby Brenna zawsze była w tarapatach. Trelawney nie wyciągał z przyjaciela na siłę żadnych tajemnic. Skoro Basil zamknął owo zdarzenie w słowach dziwna sytuacja, Peregrin zamierzał to uszanować. Wystarczająco już tego dnia usłyszał. Więcej niż się spodziewał. Po wyznaniu Prewetta poczuł się w jego towarzystwie… bezpieczniej niż wcześniej? Jakby ich to zbliżyło, mimo że on sam pozostał cichy i nie odważył się zdradzić z tym, co ich łączy. Myśl o tym, że dzielą preferencje, a przynajmniej częściowo, miała z czarodziejem pozostać i być może znaleźć ujście następnym razem. Peregrinus Trelawney był człowiekiem zachowawczym, potrzebował wiele czasu, żeby poczuć się w pewnych rzeczach utwierdzonym. Nie lubił podejmować pochopnych decyzji, a zdradzenie się z tym, że miał partnera… to była duża rzecz, lecz ziarno porozumienia i zaufania między nim a Basilem zostało posiane. — Dobrze, że nie jesteś we mnie zakochany. Bez urazy. — Mężczyzna uniósł ręce w obronnym geście i uśmiechnął się, żeby rozproszyć tę lekką niezręczność sytuacji. — O nie, nie wspominajmy o klątwach. Też Windermere? — zapytał, choć raczej retorycznie. Temat tego wyjazdu wracał raz po raz w ich rozmowie. Wyglądało na to, że dla obu czarodziejów była to wyjątkowo pamiętna przygoda. Wspomniana przez przyjaciela fizyczność dała Trelawneyowi również do myślenia. Gdy wspominał to, jak obejmował w łazience Millie… w intymnej, delikatnej sytuacji, a jednak tak zwyczajnie czule. A gdy zbliżał się do Vakela i chciał… — Wszystko w porządku? — Szybko zauważył krwotok Basiliusa i natychmiast wyrwało go to z wszelkich romantycznych przemyśleń. — Poczekaj, podam ci coś. — Wstał i sięgnął do szafki po pudełko chustek zachomikowane na kolejne przeziębienie. — Potrzebujesz czegoś jeszcze? Gdy zaś kryzys został opanowany, koledzy zajęli się grą. Nowe wyznania nie zmieniły między nimi nic na zewnątrz — rozmowa toczyła się zwykłym rytmem, wokół zwykłych tematów, wspólnych znajomych… a jednak nie da się odeprzeć wrażenia, że temat ich żyć uczuciowych miał jeszcze powrócić. W swoim czasie. Koniec sesji
|