![]() |
|
[08.09.1972] konflikt interesów || Ambroise, Astaroth & Geraldine - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [08.09.1972] konflikt interesów || Ambroise, Astaroth & Geraldine (/showthread.php?tid=4584) |
RE: [08.09.1972] konflikt interesów || Ambroise, Astaroth & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.03.2025 Punkt widzenia, zależał od punktu siedzenia, jak widać na załączonym obrazku. Yaxleyówna nie miała nic przeciwko temu, aby Ambroise korzystał ze swoich źródeł jeśli chodzi o ten temat. Zresztą to nigdy nie chodziło o to, że je miał, czy ich używał. Bardziej nie znosiła myśli, że nie mówił jej zbyt wiele o tym z kim i gdzie prowadził swoje interesy, jasne miała jakąś częściową wiedzę, ale co z tego, jeśli nic jej ona nie dawała w sytuacjach, w których mógł się znajdować w niebezpieczeństwie. Nie była krystalicznie czysta, sama czerpała informacje z różnych źródeł, gdy ich potrzebowała, ale o tym również mu powiedziała. Nie miała również najmniejszego problemu z tym, że czasem musiał sięgać po czarną magię, bo i ona to robiła. Najważniejsze, aby nie przesiąknęli tym do szpiku kości. Wiedziała, że przyszło im żyć w czasach, w których inne metody mogą nie wystarczyć. Musieli korzystać z wszelkich możliwości. Nie, żeby to było szczególnie moralne, ale co z tego? Wszystko zależało od tego jak wykorzystają odpowiednią wiedzę, przecież używanie takich dziedzin magii nie sprawiało im przyjemności, to w jej oczach wystarczało, aby nie robić z tego nie wiadomo jakieog dramatu. - Tylko nie rób przy tym niczego głupiego. - Cóż korzystanie z dostępnych ksiąg to jedno, a zadzieranie z nieodpowiednimi ludźmi zupełnie coś innego. Wiedziała, że Roise ma swoje sposoby dzięki którym mógłby zdobyć potrzebną im wiedzę. Wierzyła w to, że zrobi to w miarę odpowiedzialny sposób. Nie musiała przecież stać nad nim, kiedy to robił. Umiał wyszukiwać informacje, jak nikt inny. Ufała, że podejdzie do tego z odpowiednim rozsądkiem i tyle. - Bardzo trudno. - Powiedziała jeszcze cicho. Nie dało się ukryć, że nadal to mieli, to nigdy nie miało zostać im odebrane. Łączyło ich coś niespotykanego i objawiało się na różnych płaszczyznach, jak chociażby teraz, kiedy dostrzegała w jego oczach tę iskrę, czuła, że pragną tego samego. Musieli się odpowiednio sobą nacieszyć, tak, to było niepodważalne. Zbyt długo trzymali się od siebie z daleka, aby teraz tak po prostu ignorować swoje potrzeby. - Wszystko się da. - Nie było przecież innej możliwości, czyż nie. Kto, jak kto, ale oni zawsze znajdą jakiś sposób, aby poradzić sobie z wszelkimi niedogodnościami. Zwłaszcza, że doszli do tego, że współpraca im sprzyja, nie walczyli już ze sobą, tylko razem z całym światem. Tak było zdecydowanie lepiej. Starała się powstrzymać przed prychnięciem, gdy usłyszała kolejne słowa padające z ust Greengrassa w stronę jej brata. Mógł się przed tym powstrzymać, prawda? Mógł, ale chyba nie chciał tego zrobić. Na szczęście Roth wybrał jedyną słuszą opcję, czyli opuścił kuchnię. Nie musieli się już przejmować jego obecnością, bo zrobiło się dosyć niezręcznie. Zwłaszcza, że nie do końca chciała przestawać zajmować się tym, co robili przed chwilą. Wiedziała, że byli bardzo bliscy od tego, by znowu się w sobie zatracić i zdecydowanie uważała to za najlepszy pomysł na spędzenie tej chwili. Śniadanie mogło poczekać, czyż nie? Nie ten głód był najważniejszy. - Nie sądzę, że wstawienie zamków coś da. - Przynajmniej w ich przypadku. To, co działo się między nimi raczej nigdy nie było planowane. Po prostu się działo. Czuli iskrę i za nią podążali, nigdy zresztą nie musieli się jakoś specjalnie hamować, bo praktycznie od samego początku mieszkali sami. Nikt im nie przeszkadzał. Teraz sytuacja się nieco zmieniła, ale czy aż tak bardzo? Roth był dużym chłopcem, na pewno zrozumie, że są pewne instynkty nad którymi niestety nie potrafią panować. Nie sądziła bowiem, że będą w stanie zamykać drzwi, nawet jeśli będą mieli taką możliwość, bo to zazwyczaj działo się bardzo szybko. - Cieszę się, że się zrozumieliśmy. - Mruknęła jeszcze cicho, kiedy Ambroise ponownie zamykał jej usta pocałunkami. Tak, nie musiała pewnie się nawet odzywać, bo doskonale wiedział, czego potrzebowała w tej chwili. Rozumieli się bez słów, od zawsze. Potrafili wyczuć swoje potrzeby, to się miało nigdy nie zmienić. Skoro problem sam się rozwiązał, w zasadzie sam wyszedł z kuchni, mogła zarzucić wreszcie swoje dłonie na szyje Roisa, przysunąć go jeszcze bardziej ku sobie, jeśli w ogóle było to możliwe. Skoro i tak mieli zdezynfekować ten blat, to wypadało go faktycznie odpowiednio wykorzystać, czyż nie? Koniec sesji
|